O pierdulach --- Odc. 40

15.08.08, 10:54
Otwieram przedwczesnie i zanim przyjada kolezanki na lunch
    • jutka1 Przenioslam sie w czasie o 35 lat 15.08.08, 11:08
      Moj sp. Rodziciel byl zapalonym fotografem. Robil i sam wywolywal czarno-biale
      zdjecia, po czym jakos tak w latach siedemdziesiatych przerzucil sie na slajdy.
      Pamietam, ze wtedy rodzinne seanse ogladania slajdow przyprawialy mnie o dygoty
      i mdlosci, i nic tylko chcialam uciekac.

      Slajdy przelezaly wiele lat w pudelkach, rzutnik chyba sie zepsul, i cale 10 lat
      naszego zycia pozostawalo "nieudokumentowane".

      Po czym siadlam kiedys i wybralam 150 slajdow do zrobienia odbitek. Po czym nie
      mialam czasu w Paryzu. Po czym slajdy "zaginely" w przeprowadzce do Polski. Po
      czym sie odnalazly przed przeprowadzka do Paryza.

      To bylo tytulem wstepu. Dwa dni temu dostalam 150 zdjec, na ktorych mam od 10 do
      18 lat. Obejrzalam je raz, drugi, trzeci i czwarty. Przypomnialy mi sie ciuchy i
      buty, o ktorych w ogole nie pamietalam. Przypomnialy mi sie sytuacje, wycieczki
      w gory, urlopy nad Morzem Czarnym, wakacje u babci i cudny sad z ogrodem u nich,
      pejzaze, widoki, nastroje.
      I czuje sie, jakbym dostala w prezencie kawal swojego zycia.
      I dziwnie sie czuje, patrzac na rodzicow, ktorzy wtedy byli mniej wiecej w moim
      czy siostry wieku. Obserwuje ich bacznie. Widze, ze byli przystojna para. Widze
      tez uchwycone przez obiektyw napiecia miedzy nimi, przypominam sobie te
      sytuacje, i o co byly te napiecia. Wszystko bardzo subtelne, ale kamera nie klamie.

      I wpadlam bezwiednie w wehikul czasu. Znow mam 10-15 czy 18 lat, znow pamietam
      rzeczy, z ktorymi sie wtedy borykalam.

      Cenny prezent od losu - te zdjecia, choc troche bolesny. Momentami bardzo bolesny.

      I tyle.
      • ewa553 Re: Przenioslam sie w czasie o 35 lat 15.08.08, 11:19
        Dla mnie tez wielkim prezentem bylo, jak mi tu przywieziono moje
        wszystkie zdjecia z dziecinstwa i mlodosci. I troche zdjec
        rodzinnych. A teraz sama mam problem. Doszlam do wniosku, ze skoro
        jestem tu sama, to jak zejde to bedzie problem z calym moim
        osobistym kramem. No i postanowilam zniszczyc moje wszystkie
        zdjecia, a sa ich chyba tysiace. Bo pstrykalismy z mezem bardzo duzo.
        No i chce, ale nie moge. Zniszczyc swoja przeszlosc? To boli, choc
        jeszcze nie zaczelam. Nie wiem czy postapic jak mi rozum dyktuje,
        czy tez ustapic sercu?
        • jutka1 Re: Przenioslam sie w czasie o 35 lat 15.08.08, 11:37
          Dlaczego chcesz je zniszczyc, bo nie bardzo rozumiem zwiazek?
          Ktos w koncu po Tobie bedzie dziedziczyc?
          Czy chodzi o to, ze nie chcesz zeby ktos po waszych zdjeciach grzebal i
          ewentualnie wyrzucil, wiec chcesz ich ubiec?
          Ale wtedy przeciez sama sobie wbrew zrobisz?
          • ewa553 Re: Przenioslam sie w czasie o 35 lat 15.08.08, 11:40
            to jest tak, ze ew. dziedziczacy po mnie siostrzeniec bedzie sie
            wybieral tak, ze ledwo zdazy na pogrzeb:))) A potem bedzie sie
            strasznie spieszyl do pracy, wiec nie chce mu robic klopotu.
            Ale tak jak wyglada, klopot mu zrobie, bo nie moge sie przemoc z tym
            niszczeniem.
            • maria421 Re: Przenioslam sie w czasie o 35 lat 15.08.08, 11:59
              Ewa, tylko tych zdjec nie niszcz! Masz jeszcze kupe lat przed soba i jeszcze
              wiele razy bedziesz chciala te zdjecia obejrzec.

              Ja niedawno tu pisalam o zdjeciach jakie znalezlismy z moim bratem w mieszkaniu
              Mamy, i ze to jest dla nas najcenniejszy spadek.
              • go.ga Re: Przenioslam sie w czasie o 35 lat 15.08.08, 12:12
                Ewo, rob jak Ci serce dyktuje i nie niszcz zdjec! Co natomiast mozesz zrobic, to umiescic z drugiej strony zdjecia informacje o tym, kto sie na nim znajduje. Moja mama tak zrobila ze swoja kolekcja po tym jak odziedziczyla po swojej mamie mnostwo zdjec przodkow, ktorych w wiekszosci przypadkow nie byla w stanie zidentyfikowac ;(
                Pozdrawiam wciaz wakacyjnie ;-)
    • ewa553 przekleta choroba 15.08.08, 18:54
      bedac 8 lat temu w sanatorium poznalam Polke mieszkajaca tutaj.
      Opowiedziala mi historie swojego meza. Niezwykle towarzyski, wesoly,
      fantastyczny facet, nagle zachorowal. Mial chyba 45 lat. Wygladalo
      to na grype, silne bole, a potem paraliz calego ciala. Dlugo
      chorowal, w koncu wrocil do domu......w wozku inwalidzkim.
      Sparalizowany prawie calkowicie, mogl jedynie rekami jakos poruszac.

      Wczoraj bylam odwiedzic moje podopieczne w domu opieki. Pielegniarka
      zaprowadzila mnie do jej pokoju i powiedziala, ze ta druga pani w
      pokoju (dwuosobowym), tez jest z Polski, jak ja. Przemila pani,
      najwyzej 50 lat, ale chyba mniej. Poniewaz lezala w lozku, a nie
      poruszala sie jak inni tu i owdzie, spytalam co ma. Ach, miala 8
      miesiecy temu grype jakas taka silna i potem ja sparalizowalo.
      Byla usmiechnieta, radosnie opowiadala o rodzicach, ktorzy przyjada
      z Polski w odwiedziny. No i najwieksza radosc: po 8 miesiacach
      potrafi juz sama myc zeby..... Moznaby sie od niej uczyc pokory
      wobec losu.
      Co to za straszna choroba? Podobno jakis wirus w mozgu. Tamta sprzed
      lat pokazywala mi wszystkie papiery meza, ale juz zapomnialam to
      wszystko: bylam wtedy bardziej przejeta swoimi problemami.
      Nota bene: tamten pan nie wytrzymal, powiesil sie.....

      Marysiu, Tobie ten wpis dedykuje a propos Twojego stwierdzenia, ze
      pozyje jeszcze wiele lat.....
    • jutka1 Znow zmiana 16.08.08, 00:12
      Planow.
      Wyjezdzamy rano, o szostej.
      Ide wiec przespac choc czesc nocy.
      Baj.
    • ewa553 roze (rurze:))) 16.08.08, 08:28
      zaczal sie niebezpieczny dla mnie sezon: sezon sadzenia roz. Poszlam
      wczoraj do mojego ogrodnictwa tylko po to zeby kupic kijek do
      berberysa co mi sie zasial w ogrodzie (niniejszym dziekuje
      sasiadowi, od ktorego nasionka przywialo). No i kupilam piekny krzak
      rozy herbacianej. Przy okazji kilka innych roslinek. Dzis ide na
      wiele godzin do ogrodu. Dla rozy mam miejsce, ale gdzie posadze ta
      reszte? E tam, cos sie znajdzie:)))) Jakby nie bylo zamowilam
      rowniez kilka roz plozacych.....
    • jutka1 Glosno. I inne. 17.08.08, 02:38
      Glosno jest. Korki w uszy trza wsadzic, inaczej sie nie da. :-/

      W ramach "inne": moje bociany jeszcze byly, kiedy wyjezdzalam. Jakot nakryla
      Klausa na wlaczeniu TV pod oslona nocy (nie ogladalam caly tydzien, chyba ze na
      necie) i wylaczeniu.
      Po raz kolejny stwierdzilam, ze kocham popoludniowe i wczesnowieczorne swiatlo w
      sierpniu. Jechalam dzis, i w radio spiewal Brel swojego walca, a za oknem w rytm
      tanczyly wiatraki poddajace sie wiatrowi, i pomaranczowe swiatlo kladlo sie
      nisko na polach oblozonych belami slomy. I bylo pieknie. Czego i Wam zycze ( (C)
      m.k.), i moze wreszcie uda mi sie zasnac.
      • ewa553 Re: Glosno. I inne. 17.08.08, 09:13
        jak sie obudzisz to napisz jak Daisy zniosla podroz. Czy byla caly
        czas w kontenerku? Jadla/pila? Sikala? Miauczala? Detale prosze.
        • jutka1 Re: Glosno. I inne. 17.08.08, 10:30
          Juz pisalam na watku DooParyza :-)))
          Byla najpierw w kociej torbie na kolanach, potem juz bez torby lezala pod moim
          siedzeniem, czasem piszczala, ale rzadko.
          Cala droge nie jadla, nie pila, nie zalatwiala sie.
          Tutaj juz wszystko, ze sie tak wyraze, zaliczyla. :-)))
    • jutka1 Pierwsza niedziela z kotem w tle 17.08.08, 16:21
      Zgodnie z tradycja Kota obudzila mnie o siodmej jeczac pod drzwiami sypialni i
      drapiac. Tez zgodnie z tradycja spacyfikowalam ja wychodzac na chwile, i znow
      udalo sie pospac dwie godziny. Potem bylam umowiona na lunch ze znajoma z forum
      zawodowego, gdzie sie udzielam od kilku lat. Wyszlam wiec i zostawilam kote sama
      na wlosciach. Powitala mnie w drzwiach z ogonem do gory i wypietym grzbietem.
      Znaczy: jest jej tu dobrze, nie gniewa sie na mnie, uffff.

      Slucham Ani Dabrowskiej - lunchowa znajoma mi dala plyte. Ladne.

      Wieczorem zaloze Kocie nowonabyte szelki, przypne smycz i wyprowadze na patio.
      Kto wie, moze sie na tyle przyzwyczai, ze bedziemy chodzic na spacery? ;-)))
    • jutka1 Faza ksiezyca czyli czas zyebow 17.08.08, 16:43
      Ostatni tydzien uplynal mi na otrzymywaniu zyebow od najblizszych ludzi.
      Za to, co podobno powiedzialam dwa miesiace temu (pamietam inaczej, ale).
      Za gadanie za duzo.
      Za napisanie za duzo tam-gdzies-daleko.
      Za powiedzenie nie tak jak trzeba.
      Za niepowiedzenie tego co bylo trzeba.
      Ehem.
      Przyjelam wszystko z pokora, nawet zyeba od rodzicielki, od ktorej rzadko
      przyjmuje bez tupniecia nozka, bom krnabrna corka.
      Czas odpytunic kroczonc, zwinanc sie w klebek w koncie, i przemyslec.

      Bo nie jest przypadkiem, ze to wszystko bylo w ciagu tych samych 5 dni. Musi
      taki czas, faza ksiezyca, czycus.

      Tym samym ide na sjeste. Tylko jeszcze pogapie sie na stare, wielkie,
      zasniedziale lustro w zlotych ramach, w ktorym odbija sie torso made by Jakot,
      wiszace nad moim lozkiem. Idealna kompozycja, i idealnie do siebie pasuja.
      (S)pokoj przynosza.
    • luiza-w-ogrodzie Weekend-dom, poniedzialek-praca 18.08.08, 05:43
      Forum chodzi jak slimak, nie da sie czytac, tak wolno otwieraja sie
      ekrany. U mnie sie nic nie dzieje, wiec podsumowuje w telegraficznym
      skrocie: w weekend ogrod, corka, basen, slonce, kroliki a dzisiaj -
      praca.
      Pozdrawiam
      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • jutka1 Re: Weekend-dom, poniedzialek-praca 18.08.08, 07:09
        U mnie jak w tytule, przede mna szok powrotu do pracy i dosc intensywny tydzien
        zawodowy: nadrabianie "urlopowych" zaleglosci, pisanie, czytanie, kilka spotkan.
        Kicia sie przyzwyczaja, a ja tez sie przyzwyczajam do dzielenia z kims ta
        malenka przestrzenia. Dajemy rade :-)))

        Tyle pierdul powrotnych. :-)
    • luiza-w-ogrodzie Przedwiosenna pogoda 18.08.08, 12:59
      Rano na gornym trawniku byl szron, ktory osobiscie obejrzalam i polazilam po nim
      na boso. OK, w koncu jeszcze jest zima a sierpien to nasz najzimniejszy miesiac.
      W poludnie swiecilo slonce i ptaki uganialy sie wykonujac rozne piesni godowe.
      Normalka. Plywalam po zachodzie slonca w lodowatym wietrze pod gwiazdami
      wschodzacymi na ciemniejacym niebie. W domu usiadlam do komputera pol godziny
      temu i zobaczylam, ze nad City odbywa sie burzowy spektakl: blyski i grzmoty. A
      zaraz potem zaczal padac na nas grad. Nieduzy - taki do rozmiarow groszku, ale
      pierunsko halasliwy. A ja wczoraj przesadzilam orchidee!
      Przedwiosnie jak widac wszedzie jest nieobliczalne :o(
      • morsa Pierduly morsy;-)) 18.08.08, 19:41
        Po trzytygodniowym lipcowym urlopie - praca, praca...
        Udalo mi sie tak ustawic schemat(?), ze teraz mam
        tydzien wolnego. Jade wiec do Polski, sama.
        W planach sprzatanie, a szczegolnie balkonu z ptasich
        gowien. Mam gniazda jaskolek w dwoch rogach - mlode juz napewno
        sa samodzielne i gniazda puste. Mycie okien, przemeblowanie (znow);
        spotkanie z najukochanszym kuzynem, "dopieszczenie"
        wlasnej osoby - fryzjer, kosmetyczka, troche rajdow po sklepach,
        ciuchy, buty itp;-...
        wypad do kochanej kuzynki w Bydgoszczy i zwiedzenie kawalka miasta,
        ktore pieknieje z miesiaca na miesiac (opinia mojej kuzynki,
        ktora mieszka w miescie od wielu, wielu lat...)
        Wypad, albo kilka wypadow do lasu na grzybobranie; no i laba,
        totalna...
        Tam bede odpoczywac i ladowac baterie: pl.wikipedia.org/wiki/Tuchola
        • ewa553 Re: Pierduly morsy;-)) 18.08.08, 21:13
          piekne plany morso, pozazdroscic! Tylko tyle tego zaplanowalas, ze
          nie widze miejsca na labe:))))
    • luiza-w-ogrodzie Przedwiosenny wtorek 19.08.08, 02:08
      Jutka zaczela watek slowami "otwieram przedwczesnie" a ja
      przeczytalam "otwieram przedwiosnie". Glodnemu chleb na mysli :o)
      Wstalam dzisiaj wczesniej, zeby zdazyc na poranna rozmowe z Big
      Kahuna a tu w ogrodzie szron, co po wczorajszym gradzie i deszczu
      wcale nie rokuje dobrze wielu mlodym roslinom. Na szczescie wczoraj
      przykrylam malenka sadzonke rodzimej "sliwki" (Davidsonia pruriens) i mam nadzieje ze nie zmarznie, jesli bede co noc ja
      opatulac. Jeszcze tydzien, gora dwa mozliwych przmrozkow, potem
      oszacuje zniszczenia.

      Big Kahuna poprowadzil rozmowe w stylu "small talk" czyli nie
      biznesowo a w osobisto-prywatnym tonie. Pytal sie o dzieci oraz o
      to, czy Australia jest dla mnie domem (chyba w swietle mozliwego
      przeniesienia mnie do Azji). A na zakonczenie powiedzial, ze cieszy
      sie ze bedziemy wspolpracowac. Najsmieszniejsze jest to, ze ja nadal
      pracuje dla Australii/Nowej Zelandii i nikt jeszcze oficjalnie nie
      zaproponowal mi pracy dla swiatowego zespolu wiec sama nie wiem, na
      czym stoje.

      Wracam do pracy, a jest jej duzo: moja codzienna prace plus ten
      projekt, ktory ciagne o dziwnych godzinach dnia i nocy, zeby moc
      rozmawiac z Europa i Kanada. Niech sie to wszystko lepiej
      rozwiaze "w te albo wewte", bo sie zdrzaznie.

      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • jutka1 Wtorek 19.08.08, 08:03
        Pogoda ma byc zmienna, 23-25 C, moze nawet popadac. Podobno od przyszlego
        tygodnia ma wrocic lato, slonce i upaly. :-)
        Okrutnie mi sie dzis nic nie chce.
        :-/
        Tyle pierdul.

        Milego dnia :-)
      • blues28 Re: Przedwiosenny wtorek 19.08.08, 08:43
        No to trzymam kciuki Luizo, zeby rozwiazalo sie po Twojej mysli.
        U mnie nieforumowo, bo powazna choroba w rodzinie i ta dobijajaca
        walka, zeby "zalatwic" w terminie operacje, jakby operacja na
        otwartym sercu sama w sobie nie byla poteznym ryzykiem i potwornym
        stresem. Na prywatna klinike operacja zbyt powazna, a Akademia
        Medyczna saturada. Ale juz zalatwione i mamy nadzieje, ze w czwartek
        operacja zakonczy sie sukcesem.
        Ale czekaja nas wszystkich ciezkie dni. Zyczliwie potrzymajcie
        kciuki.
        • ewa553 Re: Przedwiosenny wtorek 19.08.08, 09:06
          zycze Ci blusie, zeby huz byl przynajmniej piatek. Dla mnie
          najgorsze w takich momentach jest ta bezsilnosc, niemoznosc
          zrobienbia czegokolwiek od siebie. Trzymam kciuki.
        • ewa553 Luizo, 19.08.08, 09:07
          mysle powaznie o pokucie, czyli zalozeniu na wiosne tego domu
          wczasowego dla robactwa. Jeszcze Cie bede konsultowac, nie wykrecisz
          sie. Lokalizacje juz mam, teraz musze wymyslic pojemniki. To nie
          bedzie calkiem latwe.
        • maria421 Re: Przedwiosenny wtorek 19.08.08, 10:07
          Trzymam kciuki, Blues, wiem jak to jest bo moj maz tez mial operacje na otwartym
          sercu (by passy). Wszystko bedzie dobrze. Daj znac.
          • blues28 Re: Przedwiosenny wtorek 19.08.08, 10:33
            Ewo, Mario, dziekuje za zyczliwosc.
            Marysiu, to jest ten typ operacji. Nie wiem czy po operacji sa te
            okropne 72 godziny zanim czegos sie naprawde mozna dowiedziec? Jesli
            mozesz, powiedz jak to bylo u Was.
            Ciezko byc na odleglosc i na telefon, ufff...
            • xurek Re: Przedwiosenny wtorek 19.08.08, 10:54
              Blues, trzymam kciuki, odpukalam w niemalowane i zycze Ci jak Ewa,
              by czas czekania zlecial jak najszybciej. Wspolczuje,
            • maria421 Re: Przedwiosenny wtorek 19.08.08, 12:54
              By pass to dzisiaj juz rutynowy zabieg chirurgiczny, nie mniej jednak jest to
              wielkie obciazenie dla organizmu. Zaraz po operacji lekarze sa w stanie
              powiedziec jak przeszla operacja, nie wiem wiec o jakich 72 godzinach mowisz.
              Chory po operacji jest umieszczany na minimum 48 godzin na sale intensywnej
              opieki medycznej, duzo jeszcze spi, ale jest tez wybudzany bo dosyc wczesnie
              zaczynaja rehabilitacje, np. cwiczenie pluc poprzez wydychanie powietrza w taki
              specjalny aparat, zaczynaja podnoscic pacjenta dla poprawienia krazenia, podaja
              pierwsze posilki. Po ok. 2 tygodniach pacjent opuszcza szpital i powinien jechac
              do sanatorium.
              Po uplywie ok 3-4 miesiecy od operacji pacjent wraca do pelni sil.
              Znam kilka osob po by passach, wszyscy przezyli operacje (smiertelnosc jest
              ponizej 1%) i wszyscy wrocili do normalnego zycia a nawet do normalnej pracy.

              Nie martw sie, glowa do gory, bedzie dobrze!
        • go.ga Re: Przedwiosenny wtorek 19.08.08, 12:59
          Bede trzymac kciuki za pomyslny przebieg opercaji. Trzymaj sie dzielnie.
          • jutka1 Re: Przedwiosenny wtorek 19.08.08, 13:33
            Ja trzymam kciuki, a Ty trzymaj _sie_.
            Wiem, jakie to trudne, byc daleko i czuc sie prawie bezsilna.
            Courage.
            • blues28 Dziekuje ... 19.08.08, 17:27
              ...Wam za dobre slowa i wsparcie. Bardzo mi to potrzebne.
              Gdyby choc to bylo tutaj, a tak to mam daleko i jakby mniej ufam ;((
              Mario, dzieki za informacje. Te 72 godziny zalozylam na zasadzie, ze
              w zawalach czy przeszczepach zwykli dawac ten czas aby organizm
              poniekad zasygnalizowal, ze zwycieza i idzie do przodu. To sa te
              godziny krytyczne. Nie wiem. Niestety, sam fakt, ze operacje na
              czwartek trzeba bylo ustalic sposobami i wplywami sprawia, ze nie ma
              mozliwosci spokojnej rozmowy ze specjalista zeby naswietl jak to
              bedzie i czego sie spodziewac. I tak dziekujemy Bogu, ze udalo sie
              szybko ustalic szybki termin :((
              • maria421 Re: Dziekuje ... 19.08.08, 20:03
                Nie wiem jak po przeszczepie, ale po zawale sredniej rozleglosci, szybko
                uchwyconym i szybko leczonym pacjent tez opuszcza sale intensywnej opieki po
                mniej wiecej 48 godzinach i dosyc szybko jest stawiany na nogi. Dawno temu bylo
                tak, ze po zawale pacjent lezal plackiem przez kilka tygodni, teraz szybko
                stawiaja na nogi, a to dzieki roznym nowoczesnym srodkom farmakologicznym.

                By pass to jest wlasciwie auto-przeszczep, czyli przeszczep wlasnego organu
                (najczesciej zyly z podudzia ), wiec nie ma ryzyka odrzucenia itd. Przebieg
                operacji, kazdej, zalezy w duzej mierze od ogolnego stanu pacjenta, ale moge Cie
                pocieszyc ze w ubieglym roku matka mojej sasiadki, w wieku lat 85 miala taka
                operacje, troche dluzej potrzebowala na powrot do sil, ale teraz czuje sie niezle.
    • ewa553 baba na glowe upadla:(((( 20.08.08, 14:40
      czyli ja.... Bylam dzis u fryzjera i dalam sobie przypiac 10
      kosmykow w kolorze ciemnym, dla kontrastu do moich szpakowatych,
      zeby nie powiedziec siwych. Wyglada toto ladnie, lubie zmiany, ale
      denerwuje mnie ta mikroskopijna (jak pryszcz) klamerka/petelka....
      Jak dlugo z tym wytrztymam? podobno jest to na 6 miesiecy, co
      miesiac trzeba je podciagac do gory, bo wlosy rosna. Czuje ze juz po
      miesiacu wywale je. szkoda bylo forsy....
      • maria421 Re: baba na glowe upadla:(((( 20.08.08, 16:30
        A nie latwiej bylo po prostu ufarbowac pare kosmykow?
        • ewa553 Re: baba na glowe upadla:(((( 21.08.08, 11:03
          nie Mario. Bo chcialam najpierw wyprobowac jak bede wygladac, czy
          sie z takim czyms bede dobrze czula. Ja od dziecinstwa niemalze
          lubilam zmieniac kolory, fryzure itp. Ciagle nie jestem pewna, czy
          sobie kosmyki zafarbuje.
          • maria421 Re: baba na glowe upadla:(((( 21.08.08, 12:52
            ewa553 napisała:

            > nie Mario. Bo chcialam najpierw wyprobowac jak bede wygladac, czy
            > sie z takim czyms bede dobrze czula. Ja od dziecinstwa niemalze
            > lubilam zmieniac kolory, fryzure itp. Ciagle nie jestem pewna, czy
            > sobie kosmyki zafarbuje.

            Jezeli chcialas tylko wyprobowac to napewno jest to dobry sposob.
    • maria421 Re: O pierdulach --- Odc. 40 20.08.08, 22:52
      Bylam na koncercie Vocalensemblu petersburskiej filharmonii.
      Wynudzilam sie.

      Na odmiane nastroju obejrze sobie "Kiepskich" na Polsacie2.

      Dobranoc:)
    • jutka1 Czwartek 21.08.08, 10:26
      Pogoda zmienna, raz slonce, raz pochmurno.
      Zaspalam :-)))

      Poziom zanieczyszczenia powietrza musi byc dzis bardzo wysoki, bo
      maskara splynela na poludnie. :-)

      Takie tam. Pierduly i tyle. :-)
      • iwannabesedated Re: Czwartek 21.08.08, 12:51
        Pytunie, znajoma wizażystka poradziła mi mascarę waterproof La Roche Posay.
        Ponoć wśród wizażystek jest to nr.1 do użytku własnego. Bo nie alergizuje, i
        nigdzie nie pływa. Może spróbuj.
        • jutka1 Re: Czwartek 21.08.08, 20:21
          Lete jutro do apteki i kupuje. Dzieki! :-)
    • luiza-w-ogrodzie Deszczowy piatek 22.08.08, 01:49
      Zaczelo padac w nocy i caly czas siapi. Taki rodzaj deszczu jest
      najlepszy dla ogrodow, bo powoli wsiaka w ziemie a nie splywa po
      wierzchu jak w czasie wielkich ulew. Na jutro zapowiadaja przelotne
      deszcze a na niedziele przymrozek (oby ostatni w tym roku) i piekne
      slonce.
      W pracy mam duzo pracy. Do dzis nie zalatwilam biletow lotniczych
      ani noclegow na wakacje zaczynajace sie za 5 tygodni, chyba posiedze
      w weekend przed komputerem zeby wszystko zarezerwowac.
      Pozdrawiam i kulam sie dalej
      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • chris-joe Re: Deszczowy piatek 22.08.08, 02:52
        Loty pobukowalem z duzym wyprzedzeniem (sztuk 6), by w tym tygodniu otrzymac juz
        dwa emaile od dwoch linii o zmianach godzin lotow!

        AerLingus zmienil mi lot z Warszawy do Dublina ledwo o 10 minut, ale juz
        Norwegian skradl mi lunch z ostatniego dnia w Paryzu. Wylot z Paryza mial byc
        wyspany, powolny, leniwy i bez pospiechu, a tu nagle kaza mi sie zrywac z rana!

        A maja jeszcze ponad dwa miesiace na dalsze wyglupy...
        • luiza-w-ogrodzie Re: Deszczowy piatek 22.08.08, 03:24
          Nie strasz mnie, Chris. Pociesza mnie jedno: ze z Sydney do Honolulu
          leci sie bez przesiadek, wiec nawet jesli cos zmienia, to nie bede
          leciala jak dziki osiol zeby zdazyc na nastepny samolot!

          Luiza-w-Ogrodzie
          .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
          Australia-uzyteczne linki
          • chris-joe Re: Deszczowy piatek 22.08.08, 03:35
            Amen to that. Mi tez na szczescie nic wielkiego (mam nadzieje) nie zrobia, bo
            nic na styk nie nagrywalem.
            Jednak lot z Kanarow do Madrytu nagle przestal wygladac tak zachecajaco...
            • luiza-w-ogrodzie Re: Deszczowy piatek 22.08.08, 03:40
              Mysle ze w najblizszych latach mozna sie spodziewac duzych zmian w
              ruchu lotniczym. Trzeba sie nalatac dopoki linie lotnicze istnieja i
              maja paliwo!

              Luiza-w-Ogrodzie
              .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
              Australia-uzyteczne linki
              • chris-joe Re: Deszczowy piatek 22.08.08, 03:57
                Ceny biletow do Brazylii i Europy poszly w gore o ok. $200 w porownaniu z
                zeszlym rokiem. Sie da przezyc, tyle ze to pewnie dopiero poczatek.
                • jutka1 Re: Deszczowy piatek -- tutaj tez 22.08.08, 08:12
                  Pada, pada, pada.
                  Tak mocno, ze wezme dzis duzy parasol, nie ten "torebkowy".
                  I prochowiec :-/

                  W nocy pozarly mnie komary.
                  W robocie bedzie dzis siwy dym.

                  Dobrze, ze jutro juz week-end. :-D
                  • jutka1 Re: Deszczowy piatek -- tutaj tez 22.08.08, 19:37
                    Padalo, lalo i pindzilo caly dzien. W pracy byl rzeczywiscie siwy dym i kongo z
                    sajgonem. Ale przetwalam dzielnie, a nawet dodzwonilam sie w jedno dziwne
                    miejsce pod palmami, gdzie od tygodnia nikt nie odbieral. Usmialam sie, bo osoba
                    odbierajaca telefon zamiast "halo", "slucham", czy "nazwa instytucji"
                    powiedziala "A very sunny and good day to you". :-))))))))))
                    Jak tu sie nie usmiechnac. :-)

                    Kota zaczela normalnie jesc, juz sie nie chowa pod lozko podczas mojej
                    nieobecnosci, a przed chwila poszla polowac na muche, ktora miala czelnosc tu
                    wleciec. Wszystko wraca do normy.

                    Wieczor spokojnie z lektura/muzyka/TV. Na kolacje przynioslam sobie
                    szynskojaponskom salatke z makaronu ryzowego z warzywami, do tego kawalek wina,
                    i git. :-)

                    Tyle pierdul. Baj. :-)
                    • maria421 Re: Deszczowy piatek -- tutaj tez 22.08.08, 20:36
                      No, Jutka, jezeli Ty juz wino w kawalkach spozywasz, to nie wiem czy to git :-))))
                      • xurek czegoz to ludziska nie wymysla..... 22.08.08, 22:50
                        Postanowilam zalozyc sobie w naszej klasie drugie konto (prosze nie
                        pytac po co, bo i tak nie powiem :)).

                        No wiec sie mnie comp zapytal o nazwe uzytkownika, ktora pragne
                        miec. Jako ze ani Xur ani moje prawdziwe imie nie wchodzily w gre to
                        nieco oslupialam i wypalilam pierwsze lepsze: lala. Okazalo sie, ze
                        lala juz zajeta, zaproponowalo mi lale tysiacpiecsetilestam. To samo
                        bylo z nana, to samo z dada i kaka i pupu i dudu, nawet
                        zaproponowany przeze mnie miazsz byl juz zajety w ponad 400
                        przypadkach. Tak siem zbulwersowalam, ze stwierdzilam, ze w takim
                        razie nazwe sie dupa. Okazalo sie, ze dupa rowniez zajeta, moge co
                        najwyzej stac sie dupa 807. Zbaranialam kompletnie, poszlam po
                        ciosie i oto wyniki w skrocie:

                        Picz – zajeta, wolny numer 11
                        Cipa – wolny numer 181
                        Kurwa – wolny nr. 195
                        Zboczeniec - wolny nr. 4
                        Psychopata – wolny nr. 18
                        Chuj – do nabycia od numeru 152
                        Gowno – wolne od nr. 40
                        Ciul – wolny nr. 9
                        Barbapapa – od nr. 94
                        Hitler – od 133
                        Polpot – malo chyba w Pl znany, bo juz dwojka wolna
                        XYZ – od 1058
                        Japierdole – wolne od nr. 39

                        Itp itd. przez ponad pol godziny, bo siem zazarlam, ze w koncu
                        znajde takie slowo, na ktore jeszcze nikt nie wpadl. Pierwszy
                        sukces: „Jebtwojumac“ – „login poprawny i dostepny“.

                        Dostepny rozumiem, ale poprawny? Czy mam sie w tym doszukiwac
                        jakiegos podtekstu?

                        PS: nie skorzystalam z oferty, jezeli jakiegos jebmacia na naszej
                        klasie znajdziecie to nie ja :).

                        PS2: za brzydkie slowa oczywiscie przepraszam, ale to w celach
                        naukowych i inaczej sie nie dalo :))
                        • go.ga Re: czegoz to ludziska nie wymysla..... 23.08.08, 00:15
                          To jaki masz w koncu nick? ;-)))
                        • chris-joe Re: czegoz to ludziska nie wymysla..... 23.08.08, 04:07
                          :))))))
                        • jutka1 Re: czegoz to ludziska nie wymysla..... 23.08.08, 09:23
                          A czy "kurwajapierdole" mozesz dla mnie sprawdzic? Bo moze sobie wreszcie konto
                          na naszej klasie zaloze? ;-)))))))))))))
                          • xurek Re: czegoz to ludziska nie wymysla..... 23.08.08, 10:43
                            bardzo mi przykro, ale juz cztery kruwajaperdole istnieja, mozesz
                            zostac co najwyzej piata. Ale moze jakis klub otworzycie czy cos?

                            Xurek
                            • jutka1 Re: czegoz to ludziska nie wymysla..... 23.08.08, 15:02
                              Mozemy stworzyc klase pt. "kurwajapierdole". :-))))))
                              • iwannabesedated wyczesane niki 23.08.08, 15:26
                                Ja się natknęłam na xeni_smutnego_pierdofonu. No to jest wyczesany nik, a nie
                                tam jakieś dupo_hitlery.
                                • jutka1 Re: wyczesane niki 23.08.08, 15:48
                                  Boskie. :-DDD
                                  Lepsze nawet od "ja_pisze", "ja_czytam" i "ja_sie_smieje_ty_chuju" (czy jak to
                                  tam na Primie bylo?) :-)))
                      • jutka1 Re: Deszczowy piatek -- tutaj tez 23.08.08, 00:12
                        Metafora, Mario, metafora... ;-))))))
    • jutka1 Sobota robocza 23.08.08, 09:32
      Tzn. nie idę do biura, ale będę ogarniać w domu i zagrodzie, prać, robić zakupy
      i manikjurować się na mieście, i tylko troche zaistnieję towarzysko po południu
      w ramach tzw. spotkania po latach z niegdyś dość bliskim kumplem. Straciliśmy
      kontakt 6 lat temu, kiedy się wyprowadził do Beneluxu i słuch wszelki po nim
      zaginął. A teraz się zguba odnalazła i na powrót mieszka tutaj. :-)

      Znów jestem pokąsana przez komary :-/ - dzisiaj kupię te ustrojstwa, które się
      wkłada do gniazdek elektr.

      I tyle pierduł, a więcej grzechów nawet jeśli pamiętam to i tak nie powiem. ;-D
      • jutka1 Re: Sobota robocza i debilizm 23.08.08, 15:18
        Wyszlam przed poludniem na manicure. A wlasciwie jeszcze rano :-)
        Pocalowalam klamke. Bo rendez-vous jest na przyszla sobote. :-/
        Debil. :-)

        No to poszlam w dol Passy, pogapilam sie na wystawy, kupilam kilka kosmetykow w
        aptece (bo dla alergikow), nowy krzyk mody czyli kosmetyki z winogron -
        vinotherapie sie toto nazywa. Nabylam droga kupna komplet za przeproszeniem
        bielizny w kolorze szarowrzosowym, poszlam do ksiegarenki na rogu i kupilam
        ksiazke, ktora sie dobrze zapowiada: Nathalie Rheims "Le chemin des sortileges"
        (2008). Zeszlam w dol na plac Kostaryki, siadlam na tarasie i zazywalam slonca,
        czytajac te ksiazke (ladna proza, styl troche telegraficzny z domieszka
        poetyckosci, fajna mieszanka). Potem zamowilam stek z tunczyka z penne al pesto,
        zjadlam pol, popilam kieliszkiem bruilly, i odpelzlam kroczonc do Monoprix. Tam
        zrobilam wielkie i ciezkie zakupy, ktore dowioza mi pod wieczor.

        A teraz wloze pranie do pralki i spadam niedlugo na kawe ze zjawa z przeszlosci
        ;-) Na rogu, blisko, bo musze przed szosta byc w domu.

        PS. Kota zrzucila obraz ze sciany - pewnie bylo polowane na muchy :-)))
    • jutka1 Niedziela, niewyspana 24.08.08, 07:28
      Cholera jasna. Poszlam spac o normalnej porze, a o drugiej nad ranem znom mnie
      wrzaski hamerykanskie obudzily. Imprezowicze po drugiej stronie alejki. :-/
      I obudzilam sie o siodmej. :-/
      Psiakosc i kjap.
      No nic, strzele sobie sjeste po obiedzie.

      Wczoraj kilka godzin buszowalam po necie w poszukiwaniu moich perfum.
      DISCONTINUED. Out of stock. :-((((
      Ale jedno miejsce w Stanach znalazlam, gdzie jeszcze mieli, wiec kupilam 10
      flaszek. Na 5 lat starczy, a w miedzyczasie bede szukac zastepstwa. :-)))
      Przy okazji dowiedzialam sie, ze jest cala masa kobiet rownie zrozpaczonych z
      powodu zaprzestania produkcji.

      Plany na dzis: c.d. porzadkow i prania/rozwieszania (czas kupic suszarke do
      bielizny), czytanie, moze kino, zobacze.
      Odpoczywac bede.

      I tyle pierdul niedzielnych. Milego dnia ;-)
      • ewa553 Re: Niedziela, niewyspana 24.08.08, 09:25
        A patrzalas na Strawberry? Ja oczywiscie zapomnialam, czym sie
        pryskasz:))))
        Ja tak mam ze szminkami: jak tylko ktoras spodoba mi sie, polubie,
        to konczy sie seria:((((
        A wczoraj to wstalam o 4 rano!!!!! Bo towarzyszylam psipsiole na
        pchlim targu. Ubawilam sie niezle, tyle ze bylam totalnie niewyspana.
        Na szczescie spiaczka ogarnela mnie dopiero po poludniu.
        Podsumowanie pchlego targu: nic nie zarobilam, bo to nie ja
        sprzedawalam, ale wydalam pieniadze na pysznosci, bo jeden piekarz
        sprzedawal jeszcze cieple ciasto drozszowe z wisniami i z posypka,
        jakis winiarz sprzedawal nowe pfalzowskie winogrona itd. No i
        uabiwlysmy sie jak zwykle obserwujac dziwny zwierzyniec zwany
        przechodniami. Rany, co za ludzie sa na swiecie!!! Za tydzien
        idziemy jeszcze raz, bo nie wszystko sprzedala:))))
        • jutka1 Re: Niedziela, niewyspana 24.08.08, 09:56
          Patrzylam: i teraz, i kiedys jak mi dalas link. Nie prowadza.
          Mystere de Rochas sie toto nazywa.
          Najwazniejsze, ze sa w drodze. :-)))
          • maria421 Re: Niedziela, niewyspana 24.08.08, 14:23
            Koty bywaja paskudne. Ewa, Jutka, nie zatluczcie mnie za to zdanie ale:

            do mojego ogrodka przychodza rozne koty z sasiedztwa, niektore znam niektorych
            nie. Jeden jest czarny z bialym podgardlem , ten lubi wejsc na taras i zagladac
            przez szybe do salonu, inny- wypisz wymaluj Garfield- przychodzi, obwachuje,
            goni ptaki i sobie idzie. Dzisiaj przyszedl jakis szarobury i mial w pysku cos
            co w sloncu blyszczalo. Rzucil to na trawe a to zaczelo skakac! To byla jakas
            zlota rybka, ale dosyc duza, z jakies 7-10 cm. Walczyl z ta rybka, a to ja
            gryzl, a to ciagnal lapa, a to puszczal a ona na trawie skakala...
            I skad on mogl ja miec?
            • jutka1 Re: Niedziela, niewyspana 24.08.08, 15:25
              Upolowal w jakims akwarium :-)))
              Nie win kota, ze ma nature lowcy. To tak, jakbys winila rybe, ze plywa :-)))
            • jutka1 Re: Niedziela, niewyspana -- koty PS 24.08.08, 15:27
              Kota zniknela. Nimo. Wyszlam na trzy godziny, wracam, a ta nie wita w drzwiach,
              zniknela. Na szczescie, okna byly zamkniete, jak wychodzilam, wiec nie poszla
              nigdzie. Kifijute wie, gdzie sie chowa.
            • go.ga Re: Niedziela, niewyspana 24.08.08, 15:37
              W poprzedniem domu przychodzil do mojego ogrodka kot sasiadow i mi w nim, za przeproszeniem, sral. Jakas rada na to, poza psikaniem ze spryskiwacza do roslin? Tak na przyszlosc, obecni sasiedzi na razie nie maja kotow.
    • ewa553 Re: O pierdulach --- Odc. 40 24.08.08, 20:38
      Maryska, odwal sie od kotow! Co Ci szkodzi przyjacielsko zagladajacy
      w okno kot? He? Same mile koty. Temu z rybka sie przytrafilo, trudno.
      Ty - nie wypominajac, tez zresz rozne zwierzeta. Tylko zaklamana jak
      jestes nie lapiesz ich sama na lace (uonce), tylko zostawiasz ta
      robote rzeznikowi i sama niewinnie mrugasz blekitnym okiem, ze niby
      taka jestes naturze przyjazna...
      • jutka1 no wlasnie 24.08.08, 21:41
        co tu kot winien? :-)

        Moja kota sie znalazla, ale ciagle nie wiem, gdzie sie chowala. Musi jakas
        sprytna kryjowke sobie wynalazla. :-)

        Poza tym cisza i spokoj. Bylam na miescie, wrocilam, czytalam, zamawialam
        ksiazki w Amazonie.fr. Zamowilam Durella, i Pamietnik niewiernej kobiety (czy
        tam cudzoloznicy, nie wiem, jak tytul po polsku), i kilka Kathy Reichs, i
        Pattersona.
        Odbylam porzadna sjeste.
        Czytalam Economista i Biegunow.
        Fajna niedziela.
        A od jutra sajgon i kongo w robocie, wiec na razie zbieram mentalne sily. :-)

        I tyle. :-)
        • maria421 Re: no wlasnie 25.08.08, 10:04
          Doszlysmy do wniosku ze kot rybe musial miec z jakiegos oczka wodnego w ogrodku,
          i ze wobec tego musial ja do nas przytargac z daleka, bo okoliczni sasiedzi
          oczek wodnych nie posiadaja.
          A teraz powiedzcie mi moje mile, a co taka ryba winna? Hoduje sobie czlowiek
          zlote rybki w oczku wodnym w ogrodzie i tu przychodzi taki kocur i cap, lapie
          jedna i z nia ucieka.
          I wyobrazcie sobie ze Wasze koty zapuscily sie do cudzego ogrodka a tam w oczku
          wodnym piranie sobie plywaja i to one kota cap...
          Dopiero bylby lament ze biedny kotek itd. A ryba to nie biedna?

          P.S. Nie mam nic przeciw kotom zagladajacym mi przez drzwi tarasowe do salonu
          ani przeciw zadnym innym uzyzniajacym ekskrementami moj trawnik, ale
          kotom-mordercom zlotych rybek mowie stanowcze NIE.
          ;)
          • go.ga Re: no wlasnie 25.08.08, 12:35
            Moze sie naraze ;-), ale nie ja nie rozumiem, dlaczego mialabym akceptowac cudze
            koty w moim ogrodku. Gdybym chciala miec kota, to mialabym swojego. Choc nie,
            nie mialabym, ze wzgledu na alergie. Mam taka alergie an koty, ze wystarczy, ze
            taki kot z sasiedztwa powyleguje sie na mojej poduszce na krzeslo, zebym zaczela
            miec objawy.
            • maria421 Re: no wlasnie 25.08.08, 13:33
              Goga, ja alergii nie mam, wiec niech sobie przychodza.
              Kot o ktorym pisalam ze wypisz-wymaluj Garfield, a na imie ma Sylwester,
              bardziej od ogrodu upodobal sobie wlazic pod samochod mojej corki, bo ona
              parkuje przed garazem. Corka ma kota na punkcie kotow, wiec zawsze sprawdza czy
              nie ma Garfielda-Sylwestra pod autem zanim wlaczy motor, bo nie chce biedaka
              wystraszyc.
    • luiza-w-ogrodzie Poniedzialek po skonfundowanym weekendzie 25.08.08, 03:14
      To byl dziwny weekend, snulam sie przez dwa dni bezcelowo, nie mogac
      sie na niczym skupic. Mialam sfinalizowac kupno biletow, zalatwienie
      noclegow i nurkowania na hawajskie wakacje pod koniec wrzesnia, ale
      cos mnie przed tym powstrzymuje. Samo myslenie o tych wakacjach
      stresuje mnie i odstrecza. Nie wiem, co to jest. Nie ma zadnych
      przeszkod, zeby to zrobic: urlop zalatwiony, budzet dostepny, sprzet
      gotowy, kraj nie jest dziki ani nieangielskojezyczny (czy to
      podpadaloby pod "dziki"?). Normalnie cieszylabym sie na nurkowanie w
      kraterze Molokini albo kajakowanie z wulkanicznych plaz Kona a tu
      zamiast sie cieszyc, chodze zestresowana. "Ki fjute???", ze pozwole
      sobie zacytowac...

      W sobote Buszmen wg moich wskazowek ulozyl chodnik do ogrodowej
      wiaty a ja troche popielilam i wsadzilam kilka roslin, ale nawet do
      ogrodowej pracy nie mialam serca. Z corka poszlysmy wczoraj do cyrku
      akrobatycznego (Cirque du Soleil) na przedstawienie "Dralion" -
      fantastyczne, jak zawsze (widzialysmy dwa poprzednie: "Quidam"
      i "Varekai"). Wracamy z cyrku, mysle o wakacjach na Hawajach i
      wlacza mi sie stres. Nic z tego nie rozumiem.

      Teraz jestem w pracy, zapowiada sie ciekawy tydzien - wlasnie
      wdrazam nowy system raportow i prowadze sesje edukacyjne (zalatwilam
      juz Chiny z przyleglosciami, dzis ASEAN i tak dalej). Na szczescie,
      gdybym dostala oferte pracy dla calej Australazji, nie musialabym
      sie przenosic (zreszta dokad, skoro wspolpracowalabym ze wszystkimi
      krajami Azji?). Ewentualnie zdecydowalabym sie na jakis roczny-
      dwuletni kontrakt w Azji ale nie teraz, kiedy corka powoli zbliza
      sie do klas maturalnych a Buszmen co chwile ma jakies wypadki :o)

      Dobra strona mojej pracy jest to, ze jest calkowicie przenosna -
      moje biuro jest tam gdzie moj laptop i polaczenie internetowe, wiec
      moge pracowac z domu a nawet z Polski (czesto przedluzam pobyt w
      Polsce pracujac w poznanskiej filii firmy; mankamentem jest tylko
      roznica czasu, bo wowczas musze byc w biurze o 6 rano, zeby miec
      szanse pogadania z Australia, w ktorej wowczas jest 14 albo 16).

      Za oknem jest piekne niebo z chmurami - slonce jest juz na tyle
      mocne, ze oglaszaja UV-Alert od 10:10 do 13:40.

      Pozdrawiam wiosennie
      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • jutka1 Re: Poniedzialek po skonfundowanym weekendzie 25.08.08, 08:09
        A bierzesz pod uwage, ze masz tam nie jechac po prostu?
        Zmien plany :-)
        • luiza-w-ogrodzie Re: Poniedzialek po skonfundowanym weekendzie 25.08.08, 12:30
          jutka1 napisała:

          > A bierzesz pod uwage, ze masz tam nie jechac po prostu?
          > Zmien plany :-)

          Biore to pod uwage. Nie wiem, o sssooo chozzziii ale zle sie czuje z pomyslem
          wyjazdu. Wulkan ma tam wybuchnac czy rekiny beda sie kotlowac??? Tak wiec
          zamiast nastroju wakacyjnego mam zupelnie
          inny, tym bardziej ze gdy dotarlam do domu, lezal tam Buszmen z prawdziwa grypa,
          ma na razie 3 dni zwolnienia i LEZY - Buszmen, ktory nigdy nie usiedzi spokojnie
          (chyba ze programuje) i ma zawsze motorek w de. Az przykro patrzec. Corka snuje
          sie po domu w szlafroku, zmeczona po porannym treningu. Mnie leb nap... to
          znaczy, glowa
          boli. Eee, chyba pojde spac a Wam zycze lepszego poniedzialku niz moj.

          Luiza-w-Ogrodzie
          .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
          Australia-uzyteczne linki
      • jutka1 Poniedzialek po spokojnym weekendzie 25.08.08, 08:18
        A propos "la rentree" z watku paryskiego, w pracy tez konczy sie lato, flora i
        fauna wraca z urlopow, i powoli wchodzimy w normalny rytm. "Normalny" dla
        mnie/nas bedzie oznaczac zapieprz, bo w pazdzierniku jest spotkanie
        "akcjonariuszy" i trzeba je dobrze przygotowac.
        Ten tydzien jest ostatnim tygodniem w miare letniego tempa, chociaz osobiscie
        mam sporo na palecie.

        Za oknem raz slonce, raz pochmurno, i tak ma byc caly dzien. 22-23 C.

        Milego poniedzialku. :-)
    • ewa553 Re: O pierdulach --- Odc. 40 25.08.08, 14:10
      ja mam chwilowo tak jak Luska, choc inaczej:))) Ja, co po kilka razy
      w roku wyjezdzalam, mam coraz wieksze opory z wyruszeniem
      gdziekolwiek. Dzis pol nocy siedzialam w necie zeby znalezc kilka
      malych mieszkan blisko siebie, bo postanowilysmy wyjechac nad
      jezioro Bodenskie. Mialo byc jedno mieszkanie z duzym pokojem i
      kominkiem, zebysmy mogli wszyscy tam wieczorami siedziec i upajac
      sie wspanialym winem badenskim. Poza tym pare mniejszych jednostek
      mieszkaniowych. Bedzie pieknie, bedziemy wedrowac, niezaleznie od
      pogody. Jak przystalo na grupe wedrownicza. No i w tym czasie na
      wyspie Mainau jest wystawa dalii. Bylam raz, nie wiedzialam ze
      istnieje kilkadziesiat roznych gatunkow tych kwiatow i jakie sa
      piekne. No wiec dobrze, wyszukalam, skoordynowalam, potwierdzilam
      i... nagle przerazila mnie wizja wyjazdu:((((( a to tylko na
      tydzien, przeciez. O rany, jak ja to przezyje??
      • xurek Pytanie do Stokrotki: 25.08.08, 16:54
        mam pytanie, bo szukam i szukam i nic znalezc nie moge. Czy jest
        gdzies w necie jakies zestawienie targow kamieni, metali
        szlachetnych i bizuterii w Europie? Jak zabrac sie do szukania
        czegos takiego? jak dotad udalo mi sie przypadkiem dotrzec do targow
        w Hamburgu w grundiu.
        • iwannabesedated Re: Pytanie do Stokrotki: 25.08.08, 18:15
          Tu masz jedno zestawienie:
          www.expoindex.pl/12.1.htm
          Nie wiem czemu, ale łatwiej o takie zestawienia na stronach polskich. Bo te
          inne, to zaraz chcą żebyś się logował, wpłacał, etc.
          Więc szukaj "targi jubilerskie", "targi złotnicze", "targi biżuteria".
          • xurek Re: Pytanie do Stokrotki: 25.08.08, 22:46
            dziekuje, ide poczytac i poszperac
    • blues28 Poniedzialek po podróznym weekendzie 25.08.08, 18:16
      Zostal mi tylko tydzien w pracy. Strasznie pracowity niestety, wiec
      nawet nie mam czasu myslec, ze to juz, juz... i bede wolna choc na
      troche ;)

      Padam na nos, bo weekend spedzilam w Trójmiescie i wrócilam juz dzis
      (w domu bylam o pierwszej w nocy). Teraz oczy mi sie kleja i opada
      glowa. LOT chcial mi wcisnac bilet za 850 Euro (bo pani tak z dnia
      na dzien), zas Lufthansa polecialam za polowe. Ale, przez Frankfurt
      tam, a przez Monachium z powrotem, wiec podróz troche dluga. Jednak
      najistotniejsze, ze operacja sie udala i choc nasz chory obolaly,
      ale wszystko na dobrej drodze. Ciesze sie, ze udalo mi sie
      wyskoczyc, dobrze bylo byc w domu z rodzina, aczkolwiek mojego
      Trójmiasta nawet nie widzialam. A tak je lubie. I tak piekne jest
      latem, za bardzo tloczne, ale to tylko na "szlakach turystycznych".
      W "moich miejscach" jest zielen i cisza.

      Luizo, jesli instynkt sie buntuje, to wez to pod uwage. Cos w tym
      jest :((
      • maria421 Re: Poniedzialek po podróznym weekendzie 25.08.08, 20:46
        Blues, czekalam na wiadomosc o tym jak poszla operacja.
        Ciesze sie ze wszystko OK.
        Badz dalej dobrej mysli.
        • blues28 Re: Poniedzialek po podróznym weekendzie 26.08.08, 05:56
          Dziekuje Mario. Mamy nadzieje, ze wszystko bedzie OK ;)

          Wlasnie mysle jaki mamy komfort w naszej starej Europie. Jak cos sie
          zdazy, to jestesmy na zasieg krótkiego lotu samolotem, chocby z
          przesiadka.
          Forumowicze z odleglych Ameryk i Australii nie maja tego ulatwienia,
          musza martwic sie na odleglosc :(
    • blues28 Wtorek skoro swit... 26.08.08, 06:06
      Ze zmeczenia nie moglam spac :(
      Obudzilam sie o trzeciej, poprzewracalam sie do wpól do piatej, i
      machnelam reka na spanie. Naduzywajac cytatów forumowych, pytam sie:
      ki fjute??? Nikt za oknem nie wrzesczy, cisza absolutna, tylko za
      goraco. Co prawda zadne tam fale upalów, zwyczajne i normalne w
      sierpniu 35 stopni. Ale noce wciaz bardzo goraco, "a slowiki spac
      nie daja"... to chyba nawet Ordonka byla. Slowików jednak niet. Jest
      to pierwszy raz kiedy forumowuje po nocy (za oknem jeszcze ciemno).
      Zaraz pójde robic kawe.
      A potem, jak juz poczytam gazety on-line i forumy, zaczne zbierac
      sie do pracy.

      Milego wtroku Wam zycze ;)
      • jutka1 Re: Wtorek skoro swit... 26.08.08, 07:45
        Tez sie obudzilam skoro swit, i znad pierwszej (nie ostatniej) kawy gapie sie na
        swiat. Doslownie i w przenosni.
        Za oknem blekitne niebo, i mam dysonans z meteo Paris, bo tam napisane, ze jest
        pochmurno. :-D

        W pracy pelne rece roboty, po lokcie albo po pachy. Tyspiknie.

        Kota dzis pozna Pana od Sprzatania. Oj, co to bedzie, bo ona sie boi odkurzacza
        i facetow. :-/

        Tyle pierdul porannych. Milego wtorku :-)
    • ewa553 odleglosci 26.08.08, 12:32
      no wlasnie blusie, nawet w czasach komuny, gdy jako nielegalnie
      pozostajaca na wrazym zachodzie nie moglam do Polski jezdzic,
      swiadomosc bliskosci byla dla mnie wazna. Zyli jeszcze Rodzice,
      moglam ich w kazdej chwili uslyszec.
      Dzis z rana niemalze obudzila mnie pewna forumowiczka i opowiadajac
      to i owo powiedziala, ze mysli o przeniesieniu sie do syna do Stanow.
      Mieszka z mezem tu w Niemczech. I pomyslalam sobie, ze akurat ona,
      co prawie dwa razy w roku do Polski jezdzi, chce sie udac za ocean?
      Owszem, bedzie miala syna, ale opusci corke. i opusci to uczucie, ze
      w kazdej chwili moze byc w swojej ukochanej Polsce. Oczywiscie
      staralam sie jej to delikatnie uswiadomic.
      • kielbie_we_lbie_30 Re: odleglosci 26.08.08, 12:43
        To powiedz swojej forumowiczce aby nie zamykala drzwi za soba. Znam
        takie przypadki...starsze malzenstwo przenioslo sie z Niemiec do
        Australii gdzie zarowno corka i syn mieszkali, w Niemczech potomstwa
        zadnego. Zlikwidowali mieszkanie, przeslali dobytek a po roku
        wracali. Nie mogli sie zaaklimatyzowac mimo dzieci i wnukow.
        Mozna sprobowac najpierw, wynajac mieszkanie i przekonac sie,
        przemyslec zanimdokona sie ostatecznego wyboru.
        • maria421 Re: odleglosci 26.08.08, 13:05
          Bliskosc Polski jest bardzo wazna. Moje kolezanki z USA i Kanady czesto mi mowia
          ze tez by tak chcialy moc po prostu wsiasc w samochod i po kilku godzinach byc w
          Polsce.
          Dobrze tez jest, ze rodzina i znajomi z Polski moga wpasc z wizyta tylko na
          weekend, co tez byloby niemozliwe gdybym mieszkala za oceanem.
          • blues28 Re: odleglosci 26.08.08, 18:22
            Ewo, duzo zalezy od tego jacy to sa ludzie. Nawet w troche starszym
            wieku mozna miec dusze podróznika, nomady, miec potrzebe zmian. Ale
            faktem jest, ze nie zdarza sie to zbyt czesto. Starsze drzewa,
            przesadzane na inny teren z trudem sie przyjmuja. Niektóre wrecz
            usychaja.
            Warto miec takiego asa w rekawie jak mówi Szfedka, nie likwidowac
            wszystkiego i najpierw sprawdzic czy to jest TO miejsce.

            Ja uwielbiam podróze. Ale moim miejscem do zycia zawsze bedzie stara
            Europa ;)
            • ewa553 Re: odleglosci 26.08.08, 19:10
              jednak za malo ja znam, zeby dawac konkretne rady. Znamy sie od 2
              lat na forum, ze zdjec i prywatnej korespondencji, ale dzis
              rozmawialysmy po raz pierwszy - wprawdzie püonad godzine, ale
              jednak.. Nie, za malo ja jednak znam. Miejmy nadzieje, ze jesli sie
              zdecyduja - to beda mieli szczescie.
    • jutka1 Srod-ek tygodnia 27.08.08, 08:24
      Za oknem szaro, podobno kolo poludnia ma sie rozpogodzic. Sie zobaczy.

      Dzien dzis wypelniony po brzegi niestety, no nic, damy rade. Po pracy kolacja z
      Malaria, dawno niewidziana, wiec sie nagadamy "nietelefonicznie".

      Kota przezyla Pana od Sprzatania, ale chyba byla zestresowana, bo duzo gadala i
      nie chciala zejsc z kolan caly wieczor.

      Tyle pierdul. Nic takiego.

      Milego dnia :-)
      • blues28 Re: Srod-ek tygodnia 27.08.08, 08:44
        Ano srodek tygodnia. Dla "odmiany" dzien upalny i sloneczny. A
        slonce latem w Hiszpanii to powazna rzecz. I nieustajaca, niestety.
        To jest ten okres kiedy obrazam sie na mój, w gruncie rzeczy bardzo
        kochany Madryt. No, nie lubie lata, bo to nie lato tylko nieustanna
        spiekota. Ale jeszcze tylko miesiac, a potem cudowna, mila, ciepla
        jesien. Straaaasznie lubie jesien tu i gdziekolwiek. To moja
        ulubiona pora roku. Choc akurat w Madrycie lasy "nie plona", bo ich
        brak, a drzewa nie rudzieja i zlocieja tylko troche zólkna i traca
        liscie. Ale powietrze chlodnieje, staje sie jakos tak przejrzyste i
        cudne. Przychodza rzeskie wiatry, ech: zyc nie umierac ;))

        Po ohydnie goracej nocy, która zreszta przyprawila mnie o migrene,
        ide pózniej do pracy. Zaraz zaczne sie zbierac. Duuzo do zrobienia,
        ale to juz ostatnie poddrygi. Niemniej jednak skonczyc trzeba.

        Wiadomosc dla Xurka: ja miewam migreny ale mam magiczne tabletki,
        które rzeczywiscie pomagaja. Napewno maja jakies tam skutki uboczne,
        ale nie wnikam. Tak wole. Wezme tabletke, zdrzemne sie i jak nowa.
        Mój neurolog przywrócil mnie do zycia, bo dawniej to jak dopadala
        mnie migrena to mialam dzien z glowy. Teraz nie ;)

        Tez milego dnia dla wsiech!
        • ewa553 Xurku, 27.08.08, 09:27
          byl dlugi okres, kiedy miewalam migreny takie do umierania prawie.
          I dostalam od mojego ukochanego lekarza czopki Migrexa. Wprawdzie
          po "zazyciu" ich bylam w takim stanie, ze kilka godzin spedzalam w
          lozku, ale migrena mijala jak reka odjal. Spytaj Twojego lekarza co
          o tym sadzi. To byl neurolog zreszta.
          • xurek Re: Xurku, 27.08.08, 09:55
            Basui, "chemiczna medycyna" zrobila na tym polu wielkie postepy i
            wyprodukowala "dla kazdego cos milego" :)). Po wielu testach moja
            magiczna pigulka nazywa sie Relpax i jest z rodziny "nowych
            eletriptanow". Pomaga rewelacyjnie, lekarz twierdzi ze oczywiscie
            nie ma zadnych skutkow ubocznych (pare lat temu jeszcze nie
            istniala, wiec skad on to moze wiedziec?). Ja ostatnimi czasy miewam
            migreny tak czesto i tak silne, ze praktycznie Relpax stal sie
            moim "chlebem powszednim" tudziez narkotykiem i to do tego stopnia,
            ze wychodzac z domu zawsze sprawdzam, czy mam go ze soba. Mnie sama
            niepokoi ilosc zazywanego Relpaxu, probowalam pare migren przezyc
            bez, ale byla to tragedia, szczegolnie w zderzeniu z malym
            dzieckiem...

            Dlatego tez jezeli ten diament na palcu moglby pomoc, to czemu
            nie :))
            • maria421 Re: Xurku, 27.08.08, 10:30
              Xurku, znam ten bol, bo sama cierpialam na migreny przez 15 lat. I to takie ze
              wszystkimi atrakcjami, wymiotami itp.
              Doraznie pomagaly tylko czopki "cafergot" na bazie kofeiny i krople
              przeciwwymiotne.
              W 2001 roku usunieto mi macice z przydatkami. I razem z nia rowniez migreny.
              Od ponad 7 lat nie mialam ani jednego ataku, owszem, czasem boli mnie glowa, ale
              na taki bol wystarcza aspiryna.
              • lucja7 macica z przydatkami 27.08.08, 10:51
                Czuje ze juz nic dzis nie zrobie. Wszystko mnie rozbolalo, juz
                szukam w torebce czopkow.
                Nie mozecie zmienic tematu przed obiadem?
                • lucja7 Spamy 27.08.08, 12:08
                  Od kilku dni dostaje maile na moj adres pisane charakterem cyrylicy,
                  po rosyjsku.
                  Ten sprzed trzech dni jest od Maszy i sie nazywa:
                  "Jak oszczedzic czas i pieniadze na panienkach. Odpowiedz na to
                  pytanie w mailu od panienki."
                  Podpisane "Masza".

                  Nie otworzylam, moze dlatego nie mam ani czasu, ani puieniedzy ;-)))
              • xurek Re: Xurku, 27.08.08, 13:07
                Mario, mnie tez sie wydaje, ze migreny maja duzo wspolnego z
                gospodarka estrogenami. Ja w czasie ciazy i karmienia nie mialam ani
                jednej migreny, pozniej znow sie zaczely. Moja mama tez miala i
                przestala po menopauzie, wiec jest nadzieja, ze za pare lat
                przestane sie faszerowac relpaxem :)). Poza tym Szwajcaria pogarsza
                sprawe, bo ja reaguje migernowo na zmiany cisnienia powietrza a te w
                poblizu gor maja miejsce faktycznie prawie ze non stop...
                • jutka1 No to... 27.08.08, 14:41
                  ... jako osoba bezmigrenowa ;-) pozwole sobie zrobic setny wpis i
                  zamknac ten odcinek. :-)

                  A suivre...
Pełna wersja