chris-joe
20.08.08, 00:26
...czyli Braz, Male Ksiestwo oraz ja, wybralismy sie w weekend na biwakowanie
w Adirondaki.
Plany byly ambitne- lazenie po gorach.
Ale jak to zwykle z planami- zeszlo na lenistwo:
-pielegnowanie ogniska przy namiotach (mk posiada liczne zuchowskie sprawnosci
za umiejetnosc rozpalenia ognia nawet z przemoklego chrustu!)
-obsmazanie kielbasy ("polska kielbasa" zakupiona w lokalnym supermarkecie-
zdecydowanie za tlusta do jedzenia na sucho, ale z ognia na patyku calkiem,
calkiem)
-obsmazanie marszmelołów na patyku
-czubienie sie z księska latorosla
-nie zaniedbalismy takze konsumpcji asortymentu piw lokalnych i importowanych
do poznych godzin nocnych dorzucajac polana do ognia.
Ale, ale! Zdobylismy tez lokalny szczyt Whiteface slynny z olimpijskich
aktywnosci w pobliskim Lake Placid. Na szczyt (3678 stop) dotarlismy w
swietnej formie i w rekordowym tempie ok. 20 minut!
Po vermonckiej stronie Jeziora Champlain drzewa juz zolkna.
Z jednej strony to bolesny dramat, bo lato ma juz z gorki; z drugiej zas
oznacza to, ze wakacje coraz blizej...