iwannabesedated
20.08.08, 12:19
Mnie zawsze wkurwiała gadanina o energetycznych wampirach. Bo bajmi to jest
robienie z siebie ofiary - ten mnie wyssał, tamten wyssał, oj oj, ja biedna
cipa/biedny cipek.
Prawdą mi się raczej wydaje to co pisze Redfield, że większość z nas nie
umiejąc czerpać energii ze źródła, wypracowała sobie techniki ciągnięcia
energii od ludzi.
I to dla mnie działa, więc jest prawdą, ale nie zawsze.
Czasem po krótkim nawet kontakcie z kimś czuję się fatalnie. A już
przedwczoraj to było jakieś kondominium. Poszłam po gazetę a zarazem pogadać
przez telefon z dawnym kumplem - bo u mnie w domu hałas, sąsiedzi się remontują.
I ta rozmowa mnie dobiła. Poczułam się zgnębiona, wszystko mnie rozbolało,
stłukłam sobie palec, drugi chlasnęłam nożem, rozbiłam salaterkę. Wczoraj też
byłam dętka. Dopiero dzisiaj mi lepiej. I zaczęłam zastanawiać się. Tego
kumpla znam od lat. Przedtem nie zauważyłam czegoś takiego od niego. Ale takie
incydenty z ludźmi mi się zdarzają - co prawda mega rzadko.
Co myślicie o tym? Bo ja nie wierzę, że ktoś jest "złym wampirem" i chodzi i
ssie. Czy może ktoś być wampirem chwilowym? Albo być wampirem dla jednej osoby
- a dla innej nie? Czy oni- wampirzy tym sterują, mogą kontrolować się? Ssać
albo nie ssać?
Cała zaszamotana tym jestem i zaciekawiona zarazem. Czekam niecierpliwe na
forumowy odzew.