Wampiry energetyczne - czy wierzycie?

20.08.08, 12:19
Mnie zawsze wkurwiała gadanina o energetycznych wampirach. Bo bajmi to jest
robienie z siebie ofiary - ten mnie wyssał, tamten wyssał, oj oj, ja biedna
cipa/biedny cipek.
Prawdą mi się raczej wydaje to co pisze Redfield, że większość z nas nie
umiejąc czerpać energii ze źródła, wypracowała sobie techniki ciągnięcia
energii od ludzi.
I to dla mnie działa, więc jest prawdą, ale nie zawsze.
Czasem po krótkim nawet kontakcie z kimś czuję się fatalnie. A już
przedwczoraj to było jakieś kondominium. Poszłam po gazetę a zarazem pogadać
przez telefon z dawnym kumplem - bo u mnie w domu hałas, sąsiedzi się remontują.
I ta rozmowa mnie dobiła. Poczułam się zgnębiona, wszystko mnie rozbolało,
stłukłam sobie palec, drugi chlasnęłam nożem, rozbiłam salaterkę. Wczoraj też
byłam dętka. Dopiero dzisiaj mi lepiej. I zaczęłam zastanawiać się. Tego
kumpla znam od lat. Przedtem nie zauważyłam czegoś takiego od niego. Ale takie
incydenty z ludźmi mi się zdarzają - co prawda mega rzadko.
Co myślicie o tym? Bo ja nie wierzę, że ktoś jest "złym wampirem" i chodzi i
ssie. Czy może ktoś być wampirem chwilowym? Albo być wampirem dla jednej osoby
- a dla innej nie? Czy oni- wampirzy tym sterują, mogą kontrolować się? Ssać
albo nie ssać?
Cała zaszamotana tym jestem i zaciekawiona zarazem. Czekam niecierpliwe na
forumowy odzew.
    • maria421 Re: Wampiry energetyczne - czy wierzycie? 20.08.08, 12:58
      Dla mnie wampir energetyczny wyssysajacy nasze soki zyciowe czy osoba toksyczna
      to jedno i to samo. I jedna i ta sama rada na takie osoby- zero kontaktu.
      • iwannabesedated Re: Wampiry energetyczne - czy wierzycie? 20.08.08, 15:10
        No dobra, jak już się wie - to można odciąć. Ale po czym to rozpoznać???
        Przecież nie będę latać za każdym razem węsząc wampira jak mi się szklanka
        stłucze. Toż to paranoja.
        I co z tym moim kumplem co się nagle zwampirował? Lubię go. Nigdy przedtem tego
        nie robił. A może zawsze robił, tylko wcześniej nie widziałam tego? Jakieś
        konkrety proszę.
        • maria421 Re: Wampiry energetyczne - czy wierzycie? 20.08.08, 16:28
          Ha! Gdyby to mozna bylo takiego wampira rozpoznac zanim enegrie wyssie...

          Nie wiem czy kumpel nagle sie zwampirowal czy juz zawsze taki byl, tylko Twoja
          energia byla wczesniej inna i nie dawala sie wyssac.

          Bo nasza energia jest chyba od jakichs faz zalezna; ja dawniej uwazalam ze ludzi
          nalezy brac takimi jakimi sa, kazdy ma przeciez jakies zady i walety, wiec
          trzeba tolerowac, puscic zgrzyty w zapomnienie, dac kolejna szanse i samemu
          ubytek energii zregenerowac.
          Na starosc jednak zaczynaja wysiadac beterie, zregenerowac ubytek energii coraz
          trudniej, wiec nalezy sie zabiezpieczyc w izolacje, czyli w gruba skore. Tylko
          jeszcze nie wiem jak taka gruba skore sobie wychodowac. Jak sie dowiem to napisze :)
          • iwannabesedated Hodowla "skóry" 20.08.08, 16:53
            No dobrze, ja też się wobec tego postaram wywiedzieć coś w sprawie tej skóry.
            Pomidory mi się wyhodować udało, więc czemu nie skóra. Możemy się tu dzielić
            uwagami, w takim razie.
            A może reszta foruma wyjmie mordy ze słoików z piklami i się do tej dyskusji o
            hodowli dołoży, hę???
            • go.ga Re: Hodowla "skóry" 20.08.08, 18:23
              Zamiast chodowac skore lepiej rozwijac intuicje, coby wapiry wyczajac. One sie probuja maskowac, ale calkowicie im sie to nigdy nie udaje.
    • ewa553 Re: Wampiry energetyczne - czy wierzycie? 20.08.08, 19:02
      sa tacy co stale wampirza i od tych nalezy uciekac. Ale ten kumpel
      to moze ma chwilowy dol, jakies niepowodzenie, moze sie nie spisal w
      lozku alboco? Daj mu jeszcze raz szanse. Tylko badz czujna. Jesli w
      ciagu pierwszych 5 minut bedzie toksyczny, to "przypomnij" sobie o
      pilnym terminie i zmykaj gdzie pieprz rosnie!!
      • iwannabesedated Re: Wampiry energetyczne - czy wierzycie? 20.08.08, 19:09
        Najgorsze jest to, że ja się post factum orientuję, że ktoś źle na mnie
        podziałał. Opóźniony zapłon mam.
        A ten kumpel, to ja to przemyślałam. On się utoksycznił po zawale. Nie, wróć.
        Najpierw popadł w pracoholizm, potem dostał zawału, a potem zauważyłam że non
        stop mędzi, narzeka, jest roszczeniowy, płaczliwy, egocentryczny i czarnowidzący.
        • jutka1 Re: Wampiry energetyczne - czy wierzycie? 20.08.08, 22:07
          Wydaje mi sie, ze sa dwie rzeczy:
          1) Toksyczni ludzie, ktorzy rozsiewaja;
          2) Ludzie, ktorzy od czasu do czasu dziela sie, i jesli newsy sa takie a inne,
          to wydaja sie toksyczni.

          Na wampirow sensu stricte trafialam. Dawalam rade. Glowna rada: unikac
          kontaktow. Co i ja czynie.
          • kan_z_oz Re: Wampiry energetyczne - czy wierzycie? 21.08.08, 05:12
            Cześć Stokrotko,

            Wampiry?? Cię dopadły??? Hehehehehe.
            Tyle co wiem w temacie.
            W zależności od Naszego samopoczucia, czyli tego co myślimy - takie
            mamy 'wibracje'. Zasada jest, że 'niższe' dążą do wyrównania w
            kontakcie w tymi 'wyższymi'.
            Tak więc każdy z Nas od czasu do czasu 'wampirzy' na kimś innym i
            nie należy tego czynić reguły kto jest złym/dobrym.

            Jeśli sami jesteśmy w tzw. 'dołku' to jesteśmy łatwym obiektem do
            wampirzenia na kimś innym lub obiektem z którego ktoś inny czerpie
            energię.
            Najprostszą metodą mi znaną aby zapobiec zjawisku - to spokojne i
            głębokie oddychanie w trakcie gdy spotykamy kogoś z reaktywnym
            zachowaniem. Inne - wymienione - unikać, w szczególności gdy sami
            jesteśmy poza balansem...

            Zjawisko jest i występuje. Nie muszą to być nawet konkretne osoby.
            Osobiście od lat najgorszego 'doła; mam w pierwszy dzień Świąt
            Wielkanocnych - co jest połączone ze zbiorowym lamentem tysięcy
            ludzi...
            Jestem w tym czasie aktywna fizycznie i na łonie natury.

            Inne - nie muszę sprawdzać wiadomości, aby własne bez wyraźnego
            powodu złe samopoczucie okazało się np; nieszczęściem tysięcy
            innych - przykład 'tsunami' , trzęsienie ziemi w różnych regionach
            czy inne kataklizmy.

            Na tym polega dosłownie "One i All and all is One".
            Czujesz wszystko to czują inni, coraz głębiej, szerzej i w większym
            zasięgu...
            Dobrze też gdy wiesz, co to jest, bo wyobraź sobie tych ludzi,
            którzy nie mają pojęcia co się dzieje - a czują to samo???

            Metoda głębokiego oddychania w czasie gdy ktoś inny 'wyrzuca' swoje
            żale, działa bardzo efektywnie...dlatego stosuje od kilku lat, bo
            ból fizyczny jest mało przyjemny. Hihihihi
            Słownie - nie należy się angażować we tzw. współczucie - mam na
            myśli emocje, oraz konkretnie słowa - "Ty mój biedny".
            Należy wysyłać miłość, oraz empatię czyli zrozumienie, że ktoś jest
            w takim a nie innym miejscu...bez angażowania...

            Wygląda to może trochę 'egoistycznie' - nie jest. Jest tylko
            niezgodne z Naszymi zwyczajami...
            Najleszą rzeczą jaka można zrobić dla innej osoby, to przesłać jej
            akceptacje, czyli miłość i zrozumienia ale bez wchodzenia
            emocjonalnego, czyli utożsamiania się z problemami tejże osoby.
            To jest główny powód bycia wyssanym - i to jest sprwa
            osoby 'wyssanej' - każdy jest tam gdzie jest i należy zastawić
            ludziom czas i miejsce aby spokojnie mogli dochodzić do własnych
            spostrzeżeń...

            Dbaj o siebie Stokrotko - inny sprawdzony sposób - to zakładanie
            codziennie rano wizualnej protekcji - 'światła' wokół siebie samej
            połączonego z prośbą o takową...

            Pozdrawiam
            Kan
            • iwannabesedated Re: Wampiry energetyczne - czy wierzycie? 21.08.08, 12:47
              Dzięki. To odpowiedzi, to odpowiada na wiele pytań, ale nie na wszystkie.
              Najmocniejsze doświadczenie "wampiryczne" miałam na warsztacie, kiedy nie miałam
              żadnego doła, tylko czułam się po prostu świetnie. Na tym warsztacie
              uczestniczyłam, ale też tłumaczyłam. No więc tłumacząc pewną kobietę, nagle
              poczułam się strasznie, gniew, ssanie w splocie słonecznym, uczucie że ani słowa
              więcej nie mogę tego przetłumaczyć bo zacznę krzyczeć. No ale dotłumaczyłam do
              końca tę wypowiedź, z tym że czułam się jak pierdolnięta obuchem w głowę.
              Ta kobieta była istotnie dziwna, podlizywała się ludziom, manipulowała,
              wchodziła w ich przestrzeń - to nie wyglądało, że ma depresję, doła, coś złego
              ją spotkało w życiu. To wyglądało na taką strategię życiową.
              Następnej jej wypowiedzi nie przetłumaczyłam, poprosiłam żeby kto inny to
              zrobił, zasłaniając się zmęczeniem. A potem mi przeszło, chyba się na nią
              uodporniłam i mogłam już normalnie tłumaczyć. Chyba więc mi się ta skóra
              wyhodowała. Ale pewnie jak bym była w gorszym nastroju i się na tę babę
              nadziała, to pewnie mogłaby mi zrobić kuku. A może nie?
              W każdym razie, wygląda na to, że jak sobie uświadomimy fakt bycia "wysysanym" -
              to jakoś ten proces ustaje.
              Sory, ale będę tu prowadzić sobie te "wampiryczne" rozważania, bo akurat temat
              zasiadł na mojej wokandzie i jest drążony.
              • ewa553 Re: Wampiry energetyczne - czy wierzycie? 21.08.08, 14:09
                to jest troche niesamowite co piszesz o tym tlumaczeniu "dziwnej
                osoby". Mnie zawsze niepokoja takie niewytlumaczalne sytuacje.
                Przezywalam cos podobnego ale w konkretnych miejscach, a nie wobec
                konkretnych ludzi. Moze w poprzednim zyciu mialyscie jakies starcie?
                Moze "rozpoznalas" w niej kogos naprawde zlego? Kto wie.
                • iwannabesedated Re: Wampiry energetyczne - czy wierzycie? 21.08.08, 14:32
                  Mnie takie sytuacje też niepokoją, więc dlatego się zastanawiam i stąd ten
                  wątek. O tym dziwnym odczuciu poszłam porozmawiać z prowadzącą - bardzo mądrą
                  kobietą. Powiedziała mi, że ze względu na moje duże możliwości empatyczne
                  uzyskałam dostęp do czegoś, z czego ta kobieta sama sobie nie zdaje sprawy, ani
                  też nie jest gotowa z tym się konfrontować. Że to pochodzi z niej, a nie ze
                  mnie. A ja mam się chronić i nie zajmować tym więcej. Tak też zrobiłam.
                  Co ciekawe, w dalszej części dnia była praca w dwóch podgrupach. W "mojej"
                  podgrupie znalazły się osoby, które wcześniej miały niehalo doświadczenia z tą
                  osobą. A w tej drugiej grupie - widocznie nikt "podatny" na nią nie był. I ta
                  druga grupa miała z tą kobietą piękne doświadczenie. Mówili o tym i jej
                  dziękowali. A ona się poryczała i zwiała z warsztatu prawie z nikim nie żegnając.
                  "Naprawdę zła" to sprawa subiektywna - wychodzi z tego.
                  • xurek Re: Wampiry energetyczne - czy wierzycie? 21.08.08, 15:18
                    Ja w ogole na moje wlasne doly nie patrze przez pryzmat
                    energetycznej badz jakiejkolwiek innej „spirytualnej“ konfrontacji z
                    innymi ludzim. Nie potrafie dokladnie okreslic dlaczego, ale ta
                    perspektywa budzi we mnie gleboka wewnetrzna niechec, silne
                    wewnetrzne opory. Moze dlatego, iz ja lubie wszystko rozumiec a to
                    czego nie rozumiem bardzo mnie meczy, wiec albo musze to zrozumiec
                    albo tego unikac, by zachowac wewnetrzny spokoj.

                    Tak wiec analize wlasnych dolow przeprowadzam albo w oderwaniu od
                    innych (czyli CO a nie KTO mnie wyprowadza ze stanu blogiego
                    zadowolenia) albo na tle zachowan innych (czyli konkretne
                    wypowiedzi, postawy wobec mnie badz generalnie itd itp). W ten
                    sposob znacznie latwiej, dostepniej i racjonalniej udaje mi sie
                    ustalic przyczyne mojego samopoczucia. Czy dalo by sie zglebic te
                    materie i przelozyc na energetyczne akcje i reakcje nie wiem, ale
                    wiem, ze rozgryzienie tego zagadnienia pozarloby tyle mojej energii,
                    ze wole sie od tego zdystansowac i odizolowac :).

                    W przeciwienstwie do Kana bardzo czesto „wczuwam“ sie w innych
                    ludzi, poniewaz jest to dla mnie jedyna efektywna metoda wlasciwego
                    rozpoznania sytuacji. To czesto doprowadza do dolow, ale nie dlatego
                    moim zdaniem, ze ktos mnie wysysa, tylko dlatego, ze jezeli czlowiek
                    wczuje sie w przygnebiajaca sytuacjie to jest nia prawie tak samo
                    przygnebiony jak osoba, ktora ja w rzeczywistosci przezywa. Nieraz
                    trwa, az sie z tego otrzasne, ale nie uwazam tego za jakis ubytek
                    energii badz negatywne doznanie. Jezeli przytloczen jest za duzo to
                    albo staram sie od nich przez czas pewien odizolowac albo pomaga mi
                    glebokie uczucio-przekonanie, ze dzielac dol z tym, ktory w nim
                    siedzi nieco redukuje jego obciazenie.

                    Zgadzam sie z Kanem, ze glebokie oddechy badz np. rownoczesne
                    rozwiazywanie matematycznych rownan w pamieci badz inny
                    rodzaj „paralelnie przeprowadzanej mentalnej rutyny“ bardzo pomaga w
                    czasie konfrontacji z nieprzyjemnymi badz niepokojacym sytuacjami.
                    Ja tlumacze to sobie w ten sposob, ze wykonywanie takiej rutyny daje
                    poczucie bezpieczenstwa i zachowania kontroli nad sytuacja, ktore
                    mentalnie pomaga zniesc to, co nas wlasnie calkowicie zbija z tropu
                    i wymaga decyzji badz reakcji ad hoc.

                    Inna stragegia, ktora mi pomaga w sytuacjach psychicznie
                    destabilizujacych to rownoczesne plastyczne uswiadamianie
                    sobie „dobrych stron“ wlasnej sytuacji typu milosc do patnerna i
                    dziecka, milosc otrzymywana od nich w formie kiczowatych obrazkow
                    typu leze wtulona w ramie meza w siwezej poscieli pod cieplutka
                    kolderka a za oknem jest sniezyca albo moj jeszcze malutki
                    przestraszony czyms syn chowa sie za swoim tata i ja czuje jego
                    bezgraniczna ulge wywolana niezachwiana wiara w to, ze tata jest
                    wszechmocny i niezawodny.

                    Poza tym wydaje mi sie, ze moje samopoczucie bardzo silnie zwiazane
                    jest z porami dnia. Najgorszy czas to trzecia do piatej w nocy.
                    Zawsze, kiedy mam jakies problemy budze sie o tej porze I wydaja mi
                    sie one wtedy sto razy gorsze, niz byly np. dwie godziny wczesniej.
                    To jest zjawisko, z ktorym najtrudniej mi sobie poradzic. Przewaznie
                    pomaga jedynie wstanie, zrobienie sobie herbaty i racjolane
                    (najlepiej glosno) wytlumaczenie sobie, iz problem w ciagu ostatnich
                    dwoch godzin nie urosl I ze jego rozwiazywaniem nalezy sie zajac za
                    nastepne trzy.
                  • go.ga Re: Wampiry energetyczne - czy wierzycie? 21.08.08, 15:46
                    Moze zamiast okreslenia wampir energetyczny/toksyczna osoba lepiej jest mowic o toksycznej relacji? To jest wtedy, kiedy regularnie, pod wplywem kontaktow z dana osoba czujemy sie gorzej, wyssani tudziez wpedzeni w dol, i generalnie mamy poczucie, ze bilans tej znajomosci jest ujemny. I moze faktycznie osoba, z ktora nasze relacje sa toksyczne moze z innymi ludzmi wchodzic w bardziej pozytywne uklady.
                    • jan.kran Re: Wampiry energetyczne - czy wierzycie? 21.08.08, 17:47
                      Ja wierze. Spotkalam. Najgorsze sa wampiry ukryte.
                      Najpierw Cie omotaja , zaurocza a potem widzisz ze klamia ,
                      oszukuja , motaja i judza.
                      Bardzo bolesnie doznalam tego kilkakrotnie w zyciu realnym i raz w
                      zyciu wirtualnym.
                      W zyciu realnym natychmiast uciekam ile mam sil w nogach jak tylko
                      poczuje zle frekwencje.
                      Czuje je moze nie od razu ale narastaja i w pewnym momencie zero
                      listow , telefonow , kontakt urwany.
                      To w zyciu realnym.
                      W zyciu wirtualnym jest trudniej.
                      Ta osoba ktora zrobila mi wiele krzywdy nie jest na dzis dla mnie
                      warta klikniecia.
                      Ale niestety czasem jeszcze cos mi w duszy drgnie i mam ochote
                      odpowiedziec na ataki i insynuacje.
                      Jednak majac pol wieku na karku stwierdzilam ze nie warto tracic
                      wlasnej energii zeby ladowac wampiry energetyczne wiec jak tylko
                      poczuje zle drgania realne czy wirtualne znikam i sie nie
                      przejmuje czego i Wam zycze:)


                      Kran
              • jutka1 Re: Wampiry energetyczne - czy wierzycie? 21.08.08, 21:26
                To nie jest latwy temat. Ale sprobuje wiecej niz wczesniej.

                Empaci jak ja czesto wpadaja w takie banki. Bo ktos cos i komus cos, i mamy
                wsysanie ich energii i ich wysysanie naszej.
                Sa ludzie, ktorzy mi robia tak samo, jak opisywana przez Ciebie kobieta. No to
                potem unikam.
                Czasem chyba bywam wampirem, kiedy mam dola - tak jak Kan napisala. Czesciej
                jestem obiektem wysysania energii. I bronie sie, jak Kan gada: dystans, oddech,
                zlocistosc i swietlistosc.

                Swoja droga rzadko zdarza sie, zeby spotkac osoby energetycznie "nastrojone" do
                naszych fal. Bardzo cenne.
                • iwannabesedated Re: Wampiry energetyczne - czy wierzycie? 22.08.08, 15:13
                  Chciałam nadmienić, Pytonie, że bransoleta którą ode mnie otrzymałaś, a której
                  nie nosisz i uporczywie odmawiasz naprawienia, jest z agatem. Agat zaś jest
                  silną tarczą przeciw niepożądanym wpływom. A dowiedziałam się, że agat tak
                  działa, bo równolegle z drążeniem tematu wampirowania, czemu towarzyszy
                  niespotykany od stuleci nalot komarów (!) zrobiłam dla siebie bransoletę z którą
                  się nie rozstaję - z agatów właśnie.
                  www.digart.pl/praca/2337624/Bransoleta_Agat.html

                  No i się zaciekawiłam - na cóż ona to? No i na toż.
                  • jutka1 Re: Wampiry energetyczne - czy wierzycie? 22.08.08, 15:25
                    Alez juz ja dawno naprawilam, i nosze :-)
                    Teraz bede nosic czesciej, bo jak i na wampiry, i na komary... :-)
      • iwannabesedated Re: Wampiry energetyczne - czy wierzycie? 21.08.08, 17:36
        Xurku, ja tak samo do tej pory trzymałam się od tematu "wampiryzmu" jak najdalej
        woląc skupiać na sobie i w sobie upatrywać przyczyny. I przeważnie to działa.
        Ale czasem nie. I właśnie kilka takich przypadków gdzie autoanaliza nic nie
        dała, skłoniło mnie do dopuszczenia tezy, iż czasem to jest nic w Tobie - a
        przyczyna tkwi w innej osobie.
        Innym razem, na przykład, poszłam na 45 minutową rozmowę w sprawie pracy. I
        wszystko było ok. w trakcie, tylko wieczorem dostałam strasznego doła apropos
        moich możliwości zawodowych, a następnego dnia się ciężko pochorowałam
        fizycznie. I żadne szukanie w sobie nic nie dawało, wręcz przeciwnie, jeszcze
        się słabiej i gorzej czułam od tego.
        I naprawdę nie wiem, Goga, czy kilka minut tłumaczenia bądź 45 minut rozmowy
        można nazwać jakąkolwiek relacją. To jest bardziej "hit&run".
        • aka10 Re: Wampiry energetyczne - czy wierzycie? 21.08.08, 21:30
          Wlasnie czytam ksiazke "Zlodzieje energii". Duzo ciekawych faktow.
          • kan_z_oz Re: Wampiry energetyczne - czy wierzycie? 22.08.08, 07:38
            Stokrotka napisała;
            Xurku, ja tak samo do tej pory trzymałam się od tematu "wampiryzmu"
            jak najdalej
            woląc skupiać na sobie i w sobie upatrywać przyczyny. I przeważnie
            to działa.
            Ale czasem nie. I właśnie kilka takich przypadków gdzie autoanaliza
            nic nie
            dała, skłoniło mnie do dopuszczenia tezy, iż czasem to jest nic w
            Tobie - a
            przyczyna tkwi w innej osobie.
            Innym razem, na przykład, poszłam na 45 minutową rozmowę w sprawie
            pracy. I
            wszystko było ok. w trakcie, tylko wieczorem dostałam strasznego
            doła apropos
            moich możliwości zawodowych, a następnego dnia się ciężko
            pochorowałam
            fizycznie. I żadne szukanie w sobie nic nie dawało, wręcz
            przeciwnie, jeszcze
            się słabiej i gorzej czułam od tego.
            I naprawdę nie wiem, Goga, czy kilka minut tłumaczenia bądź 45 minut
            rozmowy
            można nazwać jakąkolwiek relacją. To jest bardziej "hit&run".

            ODP: Wiesz Stokrotko, te przykłady które podałaś nie wygladają
            zbytnio na 'wampirzenie' - chociaż może trochę Cię wyssało...

            Wygląda to bardziej na to, że ludzie przychodzący w Twoje życie mają
            Ci pomóc w odblokowaniu pewnych emocji. Mam na myśli, że na
            przestrzeni całego życia (czy wsześniejszych żyć) zbieramy różne
            doświadczenia, które ze względu tego, że nie potrafimy czy nie
            potrafiliśmy ich zaakceptować czy opieraliśmy się nim lub
            walczyliśmy z nimi poprostu zostały zablokowane i teraz uwierają jak
            te zbyt ciasne buty.
            Z tego co wiem, to odblokowywanie takich uczuć/emocji polega na
            przeżyciu ich jeszcze raz bez wewnętrznej walki/konfliktu z nimi.
            Wtedy gdy w pełni je akceptujemy i oddychamy, zostają uwolnione.
            Oznacza to praktycznie wówczas, że pewne stany emocjonalne już do
            Nas nie powracają...
            W tym układzie Kto - jak wyjaśniła Xurek - nie ma znaczenia. Może
            być pies sąsiada jeśli komuś przeszkadza hałas.
            Należy więc tylko koncentrować się na tych odczuciach. Sytuacje mogą
            być przeróżne - uczucie jest za to jednakowe...zauważ jak się
            czujesz następnym razem.
            Jeśli już zauważysz i zidentyfikujesz te 'nieprzyjemne' emocje to
            wtedy można je uwolnić.
            Spokojnie oddychając w zwolnionym tempie pozwala się na odczucie ich
            do głębi jeszcze raz.
            Widzisz - Nasza odruchowa reakcja w takiej sytuacji to obrona przed
            nieprzyjemnymi emocjami. Staramy się nie przeżywać i nie odczuwać,
            tego co jest niemiłe - w ten sposób blokujemy je. Blokując je, co
            jakiś czas te same emocje powracają i powracać będą, aż do momentu
            uwolnienia ich. Nawet te z poprzednich żyć.

            Z praktyki wiem, że zajmuje uwolnienie takich emocji kilka podejść.
            Co oznacza, że co jakiś czas powraca osoba/sytuacji, która jątrzy.
            Jest to takie naciskanie na ten jeden bolący punkt, zawsze bez
            pudła...

            Jeśli to zaakceptujesz jako normalny proces życia - taki sam jak
            próby wyprania jakieś uciążliwej plamy, to zdejmiesz całe obciążenie
            z siebie i innych, że coś się złego dzieje.
            Logiki w tym nie ma - nie z Naszego punktu racjonalnego umysłu.
            Dlatego należy tylko przyjąć ten stan, jako chwilowy i się nie
            przejmować tym zbytnio...

            A już w szczególności nie należy przypisywać winy komuś czy czemuś
            (włączając siebie samego). Pamiętasz pisałam kiedyś niezbyt może
            zręcznie w wątku o bólu gardła? Właśnie o to mi chodziło.
            Z tego co pamiętam, to w czasie kiedy przeżywałam te huśtawki bez
            powodu, jedno zdanie wypowiedziane przez kogoś doprowadzić mnie
            mogło do szału przy absolutnie normalnym samopoczuciu 2 minuty
            wcześniej.

            Oddech jest taki ważny, gdyż z tego czego Nas nauczono wynika, iż w
            języku aramejskim Jezus nauczając używał słowa "shem", które
            przetłumaczono "duch święty" - Jemu natomiast czały czas chodziło
            o "oddech". Nasz oddech zostaje spłycony w trakcie życia.
            Podtrzymujemy więc tylko funkcje fizjologiczne. Oddech wydłużony,
            przeponowy i pogłębiony pozwala natomiast na to aby "shem" czyli
            Światło/Bóg czy wibracja penetrował Twoje komórki/tkanki i
            regenerował je w ten sposób. To takie ładowanie baterii. Oddech
            zaczynając proces oczyszczania komórek zaczyna uwalniać więc też
            wszystkie zablokowane emocje. Stąd te huśtawki. Sytuacje życiowe -
            to tylko jeden ze sposobów, kiedy te emocje zaczynają się 'odrywać'.

            Za tym wszystkim czy z tym wszystkim zwoązane są wersety o Bogu
            stojącym u progu bram i pukającym...dążenie Kreatora do napełniania
            Kreacji miłością...
            Z tego co się orientuję - to jest proces życia.

            Mam nadzieję, że trochę masz do podumania czy pooddychania???
            Hihihihi
            Trzymaj się.

            Pozdrawiam
            Kan
            • iwannabesedated Apropos oddychania... 22.08.08, 15:01
              Właśnie czytam znalezioną w regale książkę Colina Sissona o integracji oddechem
              właśnie, a też i robię codziennie serię ćwiczeń jogi na aktywację 3 czakry - z
              oddechami ofkos. Więc sobie oddycham, i pewnie dojdę jakoś do jądra sprawy, a
              tymczasem...
              ...z tego co piszesz Kanie, wynika, że człek dążąc do samorozwoju, wręcz
              powinien poszukiwać takich doznań;)))

              Dla mnie na dziś prawdą, czyli tym co działa jest:
              a) jak najszybciej zdiagnozować "ssanie"
              b) przerwać natychmiast "ssący" kontakt
              i wtedy dopiero: c)mogę przywołać to uczucie i sobie oddychać na nim.

              Także, prawdą dla mnie czyli tym co na dziś działa jest to, że oprócz normalnych
              ludzi w dole, którzy mogą mnie dołować, prócz sytuacji w których ja się sama
              dołuję, oraz sytuacji i osób które mnie dołują bo są reminiscencją czegoś
              bolesnego/wkurwiającego z kiedyś, więc oprócz tego wszystkiego rozpoznaję teraz,
              że dołuje mnie także kontakt z osobami dla których ciągnięcie enregii od innych
              jest strategią życiową. I robią tak bo taki jest ich wybór. I aktywnie poszukują
              "dawców".
              Dla mnie na dziś działa rozpoznać taką osobę i odczepić się. Nie kombinować
              czemu ja. Nie analizować. Nie zahaczać się. Nie osądzać i nie oceniać. Rozpoznać
              uczucie, rozpoznać osobę przy której się wygenerowało i odejść. Tyle.
              • kan_z_oz Re: Apropos oddychania... 23.08.08, 09:57
                iwannabesedated napisała:

                > Właśnie czytam znalezioną w regale książkę Colina Sissona o
                integracji oddechem
                > właśnie, a też i robię codziennie serię ćwiczeń jogi na aktywację
                3 czakry - z
                > oddechami ofkos. Więc sobie oddycham, i pewnie dojdę jakoś do
                jądra sprawy, a
                > tymczasem...
                > ...z tego co piszesz Kanie, wynika, że człek dążąc do samorozwoju,
                wręcz
                > powinien poszukiwać takich doznań;)))
                >
                > Dla mnie na dziś prawdą, czyli tym co działa jest:
                > a) jak najszybciej zdiagnozować "ssanie"
                > b) przerwać natychmiast "ssący" kontakt
                > i wtedy dopiero: c)mogę przywołać to uczucie i sobie oddychać na
                nim.
                >
                > Także, prawdą dla mnie czyli tym co na dziś działa jest to, że
                oprócz normalnyc
                > h
                > ludzi w dole, którzy mogą mnie dołować, prócz sytuacji w których
                ja się sama
                > dołuję, oraz sytuacji i osób które mnie dołują bo są reminiscencją
                czegoś
                > bolesnego/wkurwiającego z kiedyś, więc oprócz tego wszystkiego
                rozpoznaję teraz
                > ,
                > że dołuje mnie także kontakt z osobami dla których ciągnięcie
                enregii od innych
                > jest strategią życiową. I robią tak bo taki jest ich wybór. I
                aktywnie poszukuj
                > ą
                > "dawców".
                > Dla mnie na dziś działa rozpoznać taką osobę i odczepić się. Nie
                kombinować
                > czemu ja. Nie analizować. Nie zahaczać się. Nie osądzać i nie
                oceniać. Rozpozna
                > ć
                > uczucie, rozpoznać osobę przy której się wygenerowało i odejść.
                Tyle.

                ODP: Cieszę się, że znalazłaś swój sposób.
                Opisując to co opisałam wcale nie miałam na myśli aby celowo szukać
                nieprzyjemnych doznań emocjonalnych - no, chyba, że ktoś jest
                masochistą i lubi cierpieć.hihihihi

                Emocje i uczucia są, i będą przez Nas przepływać. O ile nie mamy
                problemu z tymi przyjemnymi, bo witamy je zawsze radośnie i
                zapraszamy do siebie prosząc o więcej - to mamy z tymi wg Naszych
                kryteriów określonych jako nieprzyjemnymi. Staramy się unikać ich.
                Z punktu widzenia 'Góry" emocje to emocje - nie ma złych/dobrych. Są
                tylko te potrzebne do Naszego rozwoju.

                Metoda oddychania pozwala więc na to aby przy spotkaniu z
                czymś/kimś 'nieprzyjemnym', pozwolić na przepływ tego uczucia, bez
                zatrzymywania - to miałam na myśli mówiąc o angażowaniu się
                emocjonalnym.
                Praktycznie więc oddsyłasz w takim układzie te emocje do Światła,
                gdzie zostają one przetworzone na miłość.
                Moment odczuwania skraca się więc w ramach praktykowania oddechu do
                kilku sekund wkurzenia czy smutku, złości czy jakkiejkolwiek innej
                nieporządanej emocji. Ponieważ jest to tak krótko - to nie wyssysa
                Cię to i nie męczy. Męczy gdy jakaś negatywna 'historyjka' kręci się
                w naszej głowie przez dłuższy okres czasu...
                Jeśli praktykuje się to oddychanie w miarę regularnie to dokładnie
                zajmują takie uczucia kilka - kilkanaście sekund Twojej uwagi, po
                czym na koniec oddechu nieprzyjemna emocja zamienia się w emocje o
                przeciwnym zabarwieniu - czyli w pozytywną!!! Masz więc na koniec
                odczcie niewysłowionej radości...hehehe

                Ta radość wypływa z okolic serca tak wyraźnie, że czujesz jak
                wypełnia Cię rozchodząc się po całym ciele.

                Później wypływa poza Ciebie...Trudno jest mi opisywać słowami, bo
                nie ma takich aby opisać miłość i radość jaką się wówczas czuje oraz
                niesłychany wewnętrzny spokój - dosłownie jakby była nad Tobą
                czyjaść wielka przyjazna ręka. hehehe (może orgazm?? byłby
                najbliżej - chociaż niedokładnie)

                To co opisałaś też stosuję. Podobnie jak stosowałam opisane przez
                Xurka 'herbatki' o 3;30 nad ranem. hihihih
                Niemniej, to co opisałam jest bardzo specyficzną techniką i
                niesamowicie skuteczną. 3 czakra? czy masz na myśli sercową czy
                splot? Nie jestem za pan brat z terminologią - wiem tylko, że
                niektórzy liczą od dołu inni od góry.

                Niemniej - oddychanie pomaga otwierać wszystkie. Wg wielu opracowań
                oddech działa na splot. Z Naszych praktycznych doświadczeń jest
                przedewszystkim na serce...stąd możesz mieć uczucie blokady. Jest to
                specyficzne uczucie ciężaru czy obręczy metalowej wokół klatki
                piersiowej właśnie na wysokości serca.
                Oddech jest więc skuteczny ale musisz połączyć go z pozwoleniem na
                przepływ emocji. Jeśli tego nie zrobisz to uspokoisz się ale
                powracasz do tego samego stanu emocjonalnego za jakiś czas.

                No i ważne...wizualizacja - też wspomniana przez Xurkową - kogoś kto
                daje Ci uczucie spokoju, miłości czy wspomnienie sytuacji, która
                budzi te emocje; bardzo skuteczna. Może rozpoczynać medytacje lub
                być medytacją sama w sobie. Uspokaja też ładnie serce.

                I najważniejsze - pozwól sobie na błędy i nie karć się. Jest to
                wszystko na chybił trafił - wg Naszych ocen ale i tak mały procent z
                tego praktykowany działa, jeśli ktoś tylko sobie na to pozwoli i
                poprosi.
                Jesteś w sercu tylko miłością i radością - każdy tym jest. Pamiętaj
                więc zawsze kim jesteś w sercu...miłość rozwija się zawsze od tego,
                że daje się najpierw sobie...
                Wtedy gdy masz jej dużo - wtedy rozdajesz innym - i to jest
                zaprzeczeniem często do naszych wartości, jako, że wychowano nas aby
                dawać nawet jak się nie ma. Wg 'Góry' jeśli coś jest puste to
                poprostu nie ma co dać. Krótko mówiąc - nie można kochać innych w
                pełni gdy człowiek sam się nie lubi lub wręcz nienawidzi...
                To opisałam ww sprecyzowałam pod kątem miłości i procesu jej
                rozdawania.
                Nie oznacza to oczywiście, że mamy być egoistycznymi osobami, które
                dbają tylko o siebie i innym nic nie dają - nie o to mi
                chodziło...mam nadzieję, że jakoś to wyrażam w miarę w ludzkim i
                zrozumiałym języku??

                Tak więc 'hodowanie skóry' to hodowanie miłości...dozowanie jest
                indywidualne i podyktowane tym co jest w zgodzie z Tobą samą
                - wychodząc oczywiście z punktu, że pamiętasz, że w sercu jesteś
                tylko miłością.

                Pozdrawiam
                Kan

                • jakotakot Re: Apropos oddychania... 03.09.08, 02:38
                  Mozna tez opanowac wielce dla mnie intrygujaca sztuke "usmiechania sie
                  watroba", zalecana przez uzdrawiacza z Bali, a niedawno przeze mnie
                  wyczyana w czytadle "Eat, Pray, Love". Technika jest mgliscie
                  zawoalowana, ale samo wspomnienie konceptu jakos wywoluje usmiech na
                  licu mym. A wampiry som i dzialaja nawet zdalnie, so let's "smile in
                  our livers", co bedzie dla nich (wontrob) lzejszym losem od spozywania
                  duzych ilosci czosnku w ramach kampanii odstraszania wampirow
                  oddechem.
                  • iwannabesedated Re: Apropos oddychania... 03.09.08, 12:48
                    Dzięki Wam za przyczynek do mojej ekspedycji badawczej na tereny
                    wampirze w którą wybrałam się z duszą na ramieniu oraz drżeniem
                    łydek i cycków. Bałam się, że zostanę natychmiast pożarta, ale nie.
                    Jakoś żyję i coraz więcej wiem. Mało tego, mimo doświadczanych ze
                    sporą intensywnością incydentów wampirzych - coraz lepiej sobie
                    radzę.
                    Stwierdziłam, że samo odcięcie się nie za bardzo pomaga. Chodzi też
                    o reakcję. Na pewne sytuacje ja reaguję złością i strachem - i w tej
                    sytuacji "wampir" może działać zdalnie. Bo co prawda ja z nim
                    kontaktu bez pośredniego nie mam, ale złość i strach
                    umożliwiają "mu" - "wampiru" ciągnięcie mojej energii. Więc uczę się
                    reagować neutralnie przynajmniej. Bo do tego, co sugeruje Kan, żeby
                    reagować miłością - no kurwa nie jestem Jezusem - nie dorastam.
                    Apropos wątroby, to czytałam tę książkę, ale ta wątroba nie
                    zapamiętała mi się. Pewnie skopane polskie tłumaczenie :(((
                    • jakotakot Re: Apropos oddychania... 03.09.08, 13:21
                      Aaaaaaa - dyskretny czar tlumaczen hehe. Najbardziej pamietnym w
                      moich doswiadczeniach byla rzeznia "Idioty" Dostojewskiego na
                      angielski. Nawet przy mojej znikomej znajomosci rosyjskiego i
                      rosyjskiej mentalnosci bylam w stanie sie dokumac intencji autora i
                      rechotalam caly czas z interpretacji anglosaskiej. Doslowne
                      tlumaczenie pietrowych, poetycko-metafizycznych metafor Fiedii -
                      Monty Python sie chowa. Stokrota, jezeli masz te ksiazke pod reka,
                      to bardzo Cie prosze o odnalezienie tego kawalka o watrobie. Ow
                      dziadek-znachor co rusz autorce zaleca to usmiechanie w watrobie
                      jako panaceum na wszelkie spicznienia i tlagedie. Bardzo jestem
                      ciekawa :)
                      • blues28 Re: Apropos tlumaczen 03.09.08, 13:48
                        Scurviajac nieco, bo skoro Jakota zaczela o dyskretnym uroku
                        przekladów to mam ksiazke, która czytam co roku wiosna. Jest to of
                        course Mistrz i Malgorzata Bulhakova. Oczy i serce boli patrzec na
                        to co Amaya Lacasa, tlumaczka hiszpanska zrobila z tego dziela.
                        Dopóki nie przywiozlam ze soba polskiego wydania, w trybie pilnym i
                        jako plaster nabylam wersje hiszpanska, bez kofeiny i zupelnie bez
                        duszy Bulhakova. Az zal czytac. Od pierwszego zdania, od zachodu
                        slonca na Patriarszych Prudach jest zupelnie nie tak jak byc powinno
                        :(
                        • iwannabesedated Re: Apropos tlumaczen 03.09.08, 14:59
                          A ja też to czytam co rok na wiosnę!!! Z tym że w tym roku nie
                          czytałam, i może sobie przeczytam jesienią. Powoli dostosowuję się
                          do życia okrakiem na dwóch półkulach i z tego punktu widzenia -
                          jesienią też jest wiosna.
                          Co do Gilbert, to pożyczyłam komuś, wiec chwilowo nie mogę sprawdzić
                          tej wątroby - a sama się zaciekawiłam tym.
                          • jutka1 Re: Apropos tlumaczen 03.09.08, 15:17
                            Gilbert po polsku mam wprawdzie pod reka, ale nic to nie da, bo jest na kupce
                            "do przeczytania".
                        • jutka1 Re: Apropos tlumaczen 03.09.08, 15:58
                          Istnieja dwa tlumaczenia MiM na polski. Pierwsze, dwojki tlumaczy, doskonale, i
                          drugie, pozniejsze, przez jakas inna jedna osobe - pudlo.
                          Sprawdz, ktore masz. jesli jeden tlumacz, to naprawde warto kupic wczesniejsze.
                          Perelka.
                          • blues28 Re: Apropos tlumaczen 03.09.08, 16:34
                            Jutko, moje jest stare wydanie Czytelnika tlumaczenia Ireny
                            Lewandowskiej i Witolda Dabrowskiego. Cudowne. Dlatego, w porównaniu
                            wersja hiszpanska jest taka drewniana. Rzecz w tym, ze jest niby
                            poprawna ale brak jej wlasnie duszy ;(
                            • jutka1 Re: Apropos tlumaczen 03.09.08, 16:56
                              To masz to, ktore trzeba. :-)
                              • iwannabesedated Re: Apropos tlumaczen 03.09.08, 18:42
                                Ja też mam to, które trzeba. Chociaż to wydanie Prószyńskich z 2000.
                                Ale kiedyś się nacięłam i kupiłam Alicję w Kranie Czarów w jakimś
                                innym tłumaczeniu - co za skucha, gniot i knot!
                                • jutka1 Re: Apropos tlumaczen 03.09.08, 18:46
                                  A pamietasz "nowe tlumaczenie" Winnie the Pooh gdzie geniusz zrobil z Puchatka
                                  samice? To dopiero byla skucha, matkobosko.
                                  • go.ga Re: Apropos tlumaczen 03.09.08, 19:37
                                    Masz na mysli Fredzie Phi Phi (czy jakos tak)?
                                    • gaudia Re: Apropos tlumaczen 03.09.08, 23:38
                                      sorry, nie mam sily czytac wszystkich postow
                                      ale wiem, ze:
                                      1. wampiry istnieja
                                      2. Od nas zalezy, czy sie im damy
                                      3. Podejrzewam, ze bywamy wampirami dla innych, biednych istot
                                      4. Moje doswiadczenia:
                                      a/ laski, z ktorymi bylo mi coraz ciezej...Niektore deklarowaly "wszak jestem
                                      Twoja przyjaciolka", a ja deklaracji nie trawie. Pozegnalam sie z nimi. Czasem
                                      czulam sie jak kosz na smieci.
                                      b/ W mojej knajpce: zapraszali mnie do stolika, a ja po kwadransie wiedzialam,
                                      ze "przepraszam, ale nie moge z panem siedziec przy stoliku"

                                      podsumowanie: to jest bardzo indywidualna sprawa...
                                      wielu z nas potrzebuje wyrzucic frustracje i odruchowo szukamy slabszego
                                      albo takiego, co mu zalezy
                                      i sru - jestesmy wampirmi
                                    • jutka1 Re: Apropos tlumaczen 04.09.08, 00:37
                                      Jakos tak. Wilhelmina cus-cus-srutu-tutu.
                                      Porazka i skucha :-)
                                      • go.ga Re: Apropos tlumaczen 04.09.08, 11:22
                                        A mozesz podac dokladny tytul? Z ciekawosci pytam, ja znam tylko te dwa przeklady, tzn. "Kubusia Puchatka" i "Fredzie Phi Phi".
                                        • jutka1 Re: Apropos tlumaczen 04.09.08, 14:31
                                          No to wlasnie o te Fredzie chodzi. Tlumaczka nie sprawdzila
                                          pochodzenia "Winnie" w biografii autora, wiec sobie wymyslila
                                          Winnifrede, a okazuje sie, ze to bylo imie Winnipeg. Skucha.

                                          "Najstarsze i wciąż najbardziej popularne tłumaczenie obu Kubusiów
                                          (jak i Wierszy) jest autorstwa Ireny Tuwim. Istnieje też nowszy
                                          przekład Kubusia, pod tytułem Fredzia Phi-Phi, autorstwa Moniki
                                          Adamczyk (wydawnictwo Lublin 1986, nakład 100.000 egz.) –
                                          kontrowersyjny przekład tytułu uważany jest przez jego zwolenników
                                          za bliższy oryginałowi: Winnie to imię niedźwiedzicy z londyńskiego
                                          zoo, którą, zgodnie z oryginalnym wstępem do książki, lubił
                                          odwiedzać Christopher Robin Milne, syn autora książki.[1][2].

                                          W tłumaczeniach Kubusia Puchatka na język polski, występuje problem
                                          określenia jego płci. Irena Tuwim, rozumiejąc, że nie da się
                                          przełożyć imienia, tak by sprawa jego pochodzenia i rozumienia była
                                          jasna dla polskiego czytelnika ochrzciła misia imieniem Kubuś.
                                          Monika Adamczyk w swojej Fredzi Phi-Phi nadaje "Kubusiowi" imię
                                          żeńskie, ale pozostawia go "mężczyzną", konsekwentnie stosując formy
                                          męskie np. "(...) Phi miał zamknięte oczy", "Fredzia Phi-Phi
                                          zatrzymał się nagle i pochylił się zagadkowo nad śladami". Podobnie
                                          jak Milne, nadaje ona imię żeńskie męskiemu misiowi. Ostatecznie
                                          dowiedziono, że kwestia intencji autora oryginału, co do imienia
                                          bohatera, była błędnie rozszyfrowana przez Adamczyk, gdyż
                                          imię "Winnie" nie pochodzi od "Winifredy", lecz od imienia
                                          londyńskiej niedźwiedzicy (o czym jasno pisze Milne) "Winnipeg".
                                          Milne ani razu nie nazywa "Kubusia" "Winnie", stosuje tylko
                                          połączenie "Winnie the Pooh", a najczęściej nazywa misia po
                                          prostu "Pooh".""
                                          • jutka1 A propos lektur 04.09.08, 23:16
                                            Bo czemu niby nie scurvic? :-)

                                            Czytam pasjami Kolakowskiego "Mini wyklady o maxi sprawach". Cudo.
                                            cytaty.eu/zrodlo/miniwykladyomaxisprawach.html
                                            www.bryk.pl/teksty/studia/pozosta%C5%82e/filozofia/15053-leszek_ko%C5%82akowski_o_nudzie_z_mini_wyk%C5%82ad%C3%B3w_o_maxi_sprawach.html
                                            cytaty.eu/autor/leszekkolakowski.html
                                            • go.ga Re: A propos lektur 05.09.08, 12:08
                                              Dzieki za przypomnienie, czytalam jeszcze bedac w Polsce, ale to lektura, ktora warto sobie odswiezyc. No i mam tylko pierwsze dwie czesci, musze dopisac trzecia do mojej listy zakupow w merlinie.
                                              • jutka1 Re: A propos lektur 07.09.08, 09:49
                                                Polecam tez jego "Klucz niebieski albo opowieści budujące z historii świętej
                                                zaczerpnięte ku pouczeniu i przestrodze". I mądre, i śmieszne, i
                                                sarkastyczno-ironiczne. Czysta przyjemność.
    • iwannabesedated W końcu... 05.09.08, 11:35
      ...sama siebie wyssałam. Jak ta kaczka co się zama zżarła. Pierdolę.
      • lucja7 Re: W końcu... 07.09.08, 22:35
        przeciez wszyscy jestesmy wampirami, a kto tego nie wiedzial niech
        przyzna to otwarcie, przy wszystkich :-))))
        • iwannabesedated Re: W końcu... 09.09.08, 20:54
          Łucjo, popadasz w sentencjonalność, redundantność i pierdołowatość.
          Rozważałaś hormonalną terapię zastępczą? Ponoć robi cuda dla
          jędrności pochwy, o umyśle nie wspominając.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja