chris-joe
24.08.08, 06:42
...zycie sie wpindala na ląki uciech i rozkoszy.
Trzy lata temu poznalem zone mojego kuzyna i, mimo ze osoba wlasciwie obca,
podbila mnie z marszu i stala sie mocna obecnoscia w swiecie mej jazni.
I wlasnie mi donosza, ze rak macicy ja zatlukl. Ze jej wogole juz nie ma.
Kawy co tydzien nie pijalismy, a jednak otrzasnac sie nie moge.
Quebecki kumpel od kilku lat mnie z Brazem przygarnia na swoje wlasne rodzinne
sytuacje: swieta, urodziny, jakis weekend z jego rodzicami, bracmi, braci
zonami i dzieciarną czeredą. W konsekwencji nastapilo zblizenie z mama
kumpla, pania tzw. starsza i lekka wariatka.
Zbliza sie 50-lecie jej pozycia, kumpel zamowil wiec u mnie na ta okazje -bo
czasem sie tym zabawiam- video kompilacje jego rodzinnych zdjec z muzycznym
podkladem. Zdjecia dostarczyl, jakies muzyczkies tez. I gdy wlasnie sie
wzialem do zdjec przegladu, wygladzen itp. sie okazuje, ze kobicie wykryto
bialaczke, ze ma kilka tygodni zycia.
Ale ze show must go on, wiec gladze te zdjecia, tuszuje ryse na je lewym
nozdrzu ze zdjecia z lat 50-tych, oczyszczam skazy z jej fotografii z lat
80-tych, na ktorej blaznuje z synami w komicznych przebraniach.
Wnikam w mikroskopijne detale zycia jej i jej rodziny z lat, gdy bylem
mlodocianym obywatelem PRL-u; gdy miala lat 30, 50 i byla niesmiertelna.
Poprawiam jej wlos, usuwam slad pylu na jej czole, retuszuje niepotrzebny
detal na jej dzinsach, podjasniam kolor peruki na zdekolorowanym zdjeciu z lat
70-ych. Jestem undertaker'em.
I wiem, ze juz jej nie spotkam, choc lezy w szpitalu kilka kilometrow stad.
Wiem tez od kumpla, ze ona chce tej jubileuszowej imprezy- niedaleko szpitala
u jednego z jej synow, w najgorszym zas razie w wydzielonej sali szpitala.
Pewnie tam, bo transfuzje maja coraz slabszy efekt.
Kumpel dzwoni do mnie z wiadomosciami ze szpitala i wpol slowa zapada w placz.
Jutro wpadnie z kolejnymi zdjeciami- probowal je sam skanowac, ale nie jest w
stanie.