iwannabesedated
30.08.08, 15:37
Dzisiaj robiąc sobie kawę, stłukłam butelkę po piwie. Co nie jest
niczym samo w sobie dziwnym, bo zwłaszcza ostatnio ciągle się coś w
domu lub około tłucze. Pewnie naddatki przepływającej energii
strzelają na boki, czyco.
Co jest dziwne, to to, że stojąca już w filiżance kawa się od tego
stłuczenia zepsuła. Zniknęła z niej pianka, zrobiła się kwaśna,
rzadka i paskudna. Aż przez chwilę pomyślałam, że zrobiłam kawę na
starych fusach - ale nie. Dokładnie pamiętałam wytrząsanie fusowej
piguły i nakładanie świeżej kawy.
To że się zupa całkiem świeża potrafi skwasić przed burzą, to wiem i
akceptuję. Słyszałam też że baba z okresem nie powinna piec ciasta
czyteż kwasić ogórów bo będą niedobre - tego akurat nie sprawdziłam.
No więc wylałam zepsutą kawę, zrobiłam następną ale chodzi mi po
głowie ten przypadek. To tak dla rozrywki i oderwania od
poważniejszych spraw które się ostatio zakłębiły oraz jednej
paskudnej oczywistości - idzie jesień. Wczoraj w nocy na tarasie
było tak zimno, że przebywającym tam ludziom szła z ust para, a ja
schowałam zamię na noc do domu - pierwszy raz tego roku.