Waśnie i swary

17.09.08, 14:19
Od dawna mnie zasmuca fakt, że praktycznie cała moja rodzina jest ze
sobą skłócona. Jakieś pretensje o chuj wie co, awantury o pojebasie
i ogólne krzywomordzie jednego na drugiego. Jeszcze dopóki żyli
dziadkowie z obu stron, to jakoś buforowali te niesnaski. Teraz zaś
ludzie żyją w oddzieleniu jeden od drugiego, zgorzkniali i
nienawidzący siebie nawzajem. Ki fjute? Wydawałoby się, że jeden
drugiemu jakąś okropną krzywdę wyrządził - a tak nie jest.
Refleksuję sobie tutaj oglądając ogród we wrześniowej mrzawce i jak
zwykle do foruma o wsad (koncepcyjny) się zgłaszam.
    • jutka1 Re: Waśnie i swary 17.09.08, 15:53
      W jednej polowie mojej rodziny niesnansek nigdy nie bylo, ale druga az sie
      koltowala, i to od dziwo tez po smierci babci i dziadka. Najpierw sie poklocili
      o spadek (na szczescie moj tato juz nie zyl, wiec nie musialysmy absolutnie byc
      jakakolwiek strona w tym sporze), a potem juz poooooo-szlo! Rok pozniej zmarl
      jeden z braci taty, i znow sie zrobila miedzy nimi wojna o jakies spadkowe
      rzeczy, bzdety jakies w sumie.
      Potem jak tam jezdzilam, to bylam spoiwem - kuzynostwo ze skloconych rodzin
      spotykali sie przy okazji moich wizyt. A od czasu, kiedy nie bylam - nie
      spotkali sie ani razu.
      na szczescie nie nagaduja mi na siebie nawzajem, bo dawno powiedzialam, ze sobie
      nie zycze.
      Ale z czasem oddalaja sie od siebie coraz bardziej, juz malo kto pamieta o co
      tak wlasciwie poszlo, i nie widze mozliwosci zmiany na lepsze.
      Mieszkamy od siebie za daleko, zebym teraz mogla tam czesto jezdzic, a po
      prawdzie nie chce mi sie byc ciagle galezia oliwna - ktora i tak pomaga tylko na
      krotki okres.

      Wiec moze Stokrotko odmawiaj wysluchiwania historii? Ucinaj konwersacje? Mow, ze
      nie chcesz, nie jestes strona, niech Cie tym nie obarczaja?
      • iwannabesedated Re: Waśnie i swary 17.09.08, 16:05
        A, nie, wiesz Pytoniem, ja już przerobiłam bycie gałęzią oliwną, a
        też i odcinanie. Bo jedno i drugie jest niestety angażuące. Ot,
        obserwację taką z boku poczyniłam. Bowiem nie dotyczy to mnie, za to
        dotyczy bliskich mi ludzi. Zrobić z tym ja nie mogę nic, a też i
        pewnie nie powinnam.
        Bo skoro ta grupa ludzi z takim poświęceniem i zapamietaniem się w
        tym stanie utrzymuje, to pewnie coś z tego mają. Może gdyby się nie
        mogli na siebie złościć to by umarli? A tego bym nie chciała.
        • jutka1 Re: Waśnie i swary 17.09.08, 16:37
          Moze maja potrzebe? Moze przerabiaja jakies tam lekcje i inne rzeczy?
          Niech sie zloszcza, jesli tego potrzebuja, ale zeby to na Ciebie negatywnego
          wplywu nie mialo...
          • iwannabesedated Re: Waśnie i swary 17.09.08, 19:47
            W rzeczy samej, w rzeczy samej. Lecz gdzie w tym ładnym
            wytłumaczeniu znajduję się ja? Gdyż to w końcu MOJA rodzina się
            kłóci, a nie Cipsztockiego z 2 piętra. Co ja z tego mam, i gdzie
            jest moja pieczeń nadziewana gruszką, którą sobie przy tym ogniu
            piekę???
            • jutka1 Re: Waśnie i swary 17.09.08, 20:03
              A czy musisz być w środku tych hopsztosów? Ty zrób tao, patrz z boku, a gruszką
              będzie to, że nie musisz być w środku. Im to potrzebne jak widać, kij wie do
              czego. Sama napisałaś, że gałązka oliwna nie działała.
            • go.ga Re: Waśnie i swary 17.09.08, 21:04
              Ale wlasciwie gdzie tkwi Twoj problem, skoro oni sie kloca miedzy soba?
              • iwannabesedated Re: Waśnie i swary 18.09.08, 16:57
                Mój problem tkwi w tym, że od czasu do czasu mam taki kaprys taki,
                idiotyczny i pierdołowaty - żeby na przykład spędzić w gronie
                rodzinnym na przykład święta lub jakiś inny piknik-sryknik, żeby
                sobie powspominać, pogadać, i pobyć razem - to nie mogę tego mojego,
                debilnego, przyznam, kaprysu, zrealizować. Bo się on z onym pokłóci,
                nie przyjedzie, albo przyjedzie z krzywomordziem. Trudno jest
                spędzać czas mile w rodzinnym gronie bez udziału rodziny. Mam
                nadzieję, że się jasno wyraziłam, chociaż rozumiem, że mój kretyński
                doprawdy kaprys jest trudny dla Was do zrozumienia.
                • maria421 Re: Waśnie i swary 18.09.08, 17:01
                  Stokrotko, to nie zaden kaprys tylko najzwyczajniejsza w swiecie ludzka potrzeba.

                  Rady dla Ciebie nie mam, mam tylko nadzieje ze tego, czego nie znajdujesz u
                  krewnych daja Ci przyjaciele.
                  • go.ga Re: Waśnie i swary 18.09.08, 17:44
                    maria421 napisała:

                    > Stokrotko, to nie zaden kaprys tylko najzwyczajniejsza w swiecie ludzka potrzeb
                    > a.
                    >
                    > Rady dla Ciebie nie mam, mam tylko nadzieje ze tego, czego nie znajdujesz u
                    > krewnych daja Ci przyjaciele.

                    No bo na to nie ma rady. Zadnej. No nie zmieni sie innych ludzi ani nie pogodzi
                    sie zwasnionej rodziny. Jedyne, co mozna zmienic, to wlasne nastawienie do
                    sprawy. Oczywiscie, mozna sie wsciekac, ze sa jacy sa i nici ze wspolnego milego
                    spedzenia czasu, ale to sytuacji i tak nie zmieni i jedynie czlowiek
                    niepotrzebnie traci nerwy.
                    Ja tez mam zwasniona rodzine i byly czasy, ze bardzo sie tym przejmowalam. W
                    pewnym momencie zaakceptowalam ten fakt, oni dalej sa zwasnieni tylko ze mnie
                    juz to totalnie, ale to totalnie nie rusza.
                    Wczesniej MOJ problem polegal na tym, ze tez mialam podobe "kaprysy" ;) i nie
                    umialam/nie chcialam zaakceptowac faktu, ze ich spelnienie jest nierealne.
                  • iwannabesedated Re: Waśnie i swary 19.09.08, 12:35
                    No dzięki, za odzew, bo już myślałam, że jestem w moim dydlemacie
                    odosobniona jak wołający na puszczy. Marysia, przyjaciele są,
                    owszem, i bez przyjaciół to się w ogóle nie da. Ale to insza inszość
                    całkiem - bo przyjaciele nie pamiętają mnie jak byłam mała, nie
                    docenią też opowiastki o dziadku Antonim golącym głowę na łyso i
                    smarującym spirytusem, nie zają historii, kontekstów, powiedzonek.

                    Rady, macie racje, na to nie ma. I trzeba wypracować sobie jakieś do
                    tego swoje podejście. Mnie ani godzenie kłócących się, ani też
                    ignorowanie ich - raczej nie odpowiada. Bo w pierwszym przypadku -
                    człowiek się nadenerwuje i jeszcze po łbie dostanie. A w drugim -
                    jest niejako outsiderem we własnej rodzinie.

                    Może jaki inny sposób jest, zastanawiam się. Może na przykład nagle
                    to ja zacznę robić rozróby, kłócić się, obrażać na wszystkich,
                    sztorcować, i kręcić dymy??? Ponoć najciszej jest w oku cyklonu...
                    • jakotakot Re: Waśnie i swary 19.09.08, 14:09
                      Stokrota, nie Ty jedna masz takie odczucia bycia odosobniona w
                      dylemacie - iluzja, ze inni ludzie zyja w jakichs sielankach
                      rodzinnych jest powszechna. Moja Mama swego czasu wylala mi na glowe
                      wiadro pretensji o zdemolowane zycie, ktora to demolke spowodowala
                      moja emigracja. Bo inni to maja normalne swieta itp, a ona jedna
                      nie. Delikatnie wytknelam wtedy fakt, ze WSZYSTKIE jej kolezanki i
                      znajome maja o wiele bardziej zdemolowane zycie majac dzeci w
                      zasiegu reki. Wszystkie sklocone, bez kontaktu z wnukami, narzekaja
                      na samotnosc, chlod, obcosc i ogolna wrednosc. O dalszej rodzinie
                      nie wspomne - zajadle boje o bog-wi-co,toksyczne stosunki, albo
                      zwykly brak wspolnej plaszczyzny porozumienia w czymkolwiek. Zeby
                      daleko nie szukac, moj Tatko i jego brat w jednym bloczku mieszkajac
                      od 50-ciu chyba lat zamieniaja jedno zdanie na rok na podworku...
                      Nie kloca sie o nic, ale tez nie bardzo maja o czym gadac. Moja Mama
                      odwiedza swoje starsze samotne siostry jak za kare, bo twierdzi, ze
                      wysysaja z niej wszystkie soki zyciowe. Od czasu tego incydentu ze
                      zdemolowanym zyciem przygladam sie uwaznie rodzinnym ukladom
                      znajomych (co, z uwagi na mikre rozmiary mojego rodzinnego
                      miasteczka, jest dosc latwe) i jest to norma niestety. A jak bylam
                      mala, to chodzac wieczorami po ulicach zagladalam w okna ludziom jak
                      pieprzona dziewczynka z zapalkami, i wyobrazalam sobie to cieplo
                      rodzinne kwitnace za szyba. Rady na to nie mam, moge Ci tylko
                      powspolczuc, liczac na wzajemnosc :).
                      • iwannabesedated Re: Waśnie i swary 19.09.08, 15:00
                        Vice versa współczucie moje masz, nie widzę inaczej.
                        Niemniej, ja żadnej iluzji iż wszyscy inni mają lepiej nie posiadam.
                        I dlatego to mnie zasmuca, bo nie tyle żyjemy akceptując taki stan,
                        ile żyjemy zrezygnowani. Że tak musi być, i się nie da inaczej.
                        Jedni izolują się od "toksycznych" rodzin, drudzy starają godzić,
                        trzeci utrzymują kontakty starając się być ponad i poza. Z tym, że
                        wszystko to nie działa, włącznie z "byciem ponad i poza". Bo rodzina
                        chyba jest po to, żeby być "w i razem" a nie "ponad i poza".
                        • maria421 Re: Waśnie i swary 19.09.08, 16:37
                          Sie wylamie.

                          Mialam najlepszych rodzicow na swiecie, najlepszego meza i mam najlepsza na
                          swiecie corke.
                          Corka moja jest pyskata taka jaka i ja bylam w jej wieku, ale wiem ze zawsze
                          moge na nia liczyc.
                          Z malzonkiem miewalismy tez ciche dni, ale w razie potrzeby jedno by za drugim w
                          ogien poszlo.

                          Z bratem moim bardzo sie roznimy, co mamy sobie do powiedzania to sobie mowimy
                          prosto w oczy , ja uwazam ze stosunki z nim moglyby byc o wiele blizsze gdyby
                          jego zona miala na to ochote, ale co mi tam, dobrze jest jak jest. Nie jestesmy
                          skloceni, a poniewaz sprawy spadkowe juz tez mamy za soba, wiec nie widze powodu
                          dla ktorego kiedys mielibysmy bys skolceni :-)

                          Z dalsza rodzina mam stosunki w skali od "serdeczne" do "poprawne", i tez nie
                          widze zeby sie cokolwiek zmienic mialo.
    • ewa553 Re: Waśnie i swary 19.09.08, 16:59
      ja sie "od wiekow" podniecam ogladajac filmy, w ktorych wspaniale
      wloskie rodziny w liczbie conajmniej stu, swietuja jakies wesela,
      urodziny czy inne swieta. Ach, jak fajnie! Ja niestety(wlasciwie
      dlaczego ni4estety?) inaczej sie ustawilam, trzymajac wszystkie
      kuzynki i ciotki na dystans. Z jedna ciotka mialam lepsze uklady,
      ale i tak okazalam sie swinia na koncu,o czym juz kajajac sie
      pisalam tutaj. No i wlasnie zazdraszczajac tym filmowym rodzinom
      wloskim zdaje sobie sprawe z tego, ze w rzeczywistosci nie jest to
      wcale takie piekne, ze na codzien nie chcialabym miec tej calej
      gawiedzi na karku a juz mysl o tym, ze okolo stu osob mialoby sie
      zastanawiac nad moimi intymnymi sprawami (czy i z kim, np),
      przyprawia mnie o panike. Czyli dobrze i pieknie i bardzo
      rodzinnmie, to raczej w kinie.
      • maria421 Re: Waśnie i swary 19.09.08, 17:26
        Ewa, wszystkiego trzeba by sprobowac. Rowniez tego jak sie zyje w duzej,
        kilkupokolwniowej rodzinie.

        Ja takiego doswiadczenia nie mam, moi dziadkowie zmarli zanim ja sie urodzilam,
        nasza rodzina to byli mama, tata , brat i ja. Tata byl jedynakiem, mama miala
        liczne rodzenstwo, ale rozsiane po kraju i poza krajem.
        Moj maz byl jedynakiem, jak wiekszosc jego krewnych.

        Nie wiem jak jest zyc w duzej, wielopokoleniowej rodzinie. Moze fajnie?
        Wyobrazam sobie ze wszystko zalezy od samej rodziny, w jednej mozesz znalezc
        oparcie, w innej tylko niesnaski.
        • go.ga Re: Waśnie i swary 19.09.08, 21:46
          > Nie wiem jak jest zyc w duzej, wielopokoleniowej rodzinie. Moze fajnie?
          > Wyobrazam sobie ze wszystko zalezy od samej rodziny, w jednej mozesz znalezc
          > oparcie, w innej tylko niesnaski.

          A moze bledem jest oczekiwanie, ze wszyscy w rodzinie beda sie kochac, wspierac, utrzymywac czeste kontakty itd? Tak sobie wlasnie teraz mysle ;-) Oczywiscie, jak ludzie sie pobieraja to po, aby byc razem. Rowniez decydujac sie na dzieci zakladam, ze rodzice decyduja sie dawac mu wsparcie i milosc. W obu przypadkach jest zreszta mowa o swiadomej decyzji. Ale uklady miedzy pozostalymi czlonkami rodziny, w tym miedzy rodzenstwem, to kwestia szczescia. Bywaja takie rodzenstwa, ktorych oprocz czesci wspolnych genow naprawde nic ich nie laczy, niekoniecznie ze wzgledu na jakies niesnaski, tylko po prostu sie diametralnie roznia. No wlasnie, mam pytanie, jak uwazacie, czy wiezy krwi nas do czegos zobowiazuja?
          • maria421 Re: Waśnie i swary 19.09.08, 22:23
            Moim zdaniem tak, wiezy rodzinne (nie lubie nazwy "wiezy krwi") zobowiazuja.

            Zobowiazuje do tego zeby o sobie wzajemnie pamietac, zeby sie szanowac, zeby
            sobie pomagac.

            Oczywiscie nie jest to bezwarunkowy nakaz.
          • iwannabesedated Re: Waśnie i swary 20.09.08, 14:36
            Nieno, błędem jest oczywiście jakiekolwiek oczekiwanie. I także
            samo, jak ludzie nie czują takiej potrzeby - to urzymywać kontaktów
            nie ma poco. Oraz gdy "rodzinne" spendy nie są przyjemnością tylko
            ponurym obowiązkiem przysparzającym wszystkim męki - to też lepiej
            jak każdy sam w domu siedzi.
            Jednak niezaprzeczalnym faktem jest, iż rodzina jest niewyobrażalnym
            bogactwem wiedzy o nas samych, oraz o świecie. Tam są przechowywane
            klucze do naszych dziwactw, fobii, a także talentów i zdolności. Tam
            zawarta jest ciągłość i historia. Ja tu nie jestem autorytetem, o to
            lepiej spytać Kiełbia, tropiciela genealogicznych zagadek.
            Odcinanie się od rodziny, może być musem. I moim zdaniem jest to coś
            w rodzaju amputacji ręki lub nogi. No robi się to, zwłaszcza jeśli
            ręka macha nam przed nosem brzytfą, a noga chichocząc upiornie
            wdpreptuje nami na tory kolejowe i tam zastyga. Ale jest to
            ostateczność.
            • luiza-w-ogrodzie Rodzina jest niewyobrażalnym bogactwem wiedzy 22.09.08, 04:34
              iwannabesedated napisała:

              > Jednak niezaprzeczalnym faktem jest, iż rodzina jest
              niewyobrażalnym bogactwem wiedzy o nas samych, oraz o świecie. Tam
              są przechowywane klucze do naszych dziwactw, fobii, a także talentów
              i zdolności. Tam zawarta jest ciągłość i historia.

              Tak samo widze sprawy rodzinne. I dlatego gdy juz pojawie sie w
              Polsce, zaliczam wszelkie spedy na moja i nie moja czesc, zeby nie
              wypasc poza obieg. W koncu jestem czescia mojej rodziny - ta
              egzotyczna, jedyna emigrantka (oprocz mojej siostry ale ona tylko w
              EU) :o) Ciaglosci i historii rodzinnej ucze tez moje dzieci, tak ze
              nie czuja sie jak oderwane od korzeni, wiedza kto jest kim i sa mile
              w Polsce witane.

              Rodzina Mamy zawiera kilkoro artystow i bardzo ciekawe typy, poza
              jedna kuzynka wszyscy wielodzietni (3-4 dzieci) i jako klan od
              pokolen mieszkaja w tym samym wielkopolskim miasteczku gdzie
              wszystkich znaja zas jedna z ulic i szkola sa nazwane na czesc
              mojego Dziadka. Po prostu filmowa wersja rodziny.

              Rodzina Taty to kilka siostr, oprocz jednej kazda z trojka dzieci.
              Jedna z tych ciotek nie utrzymuje kontaktu z reszta, zawsze byla
              zazdrosna i narzekajaca, zalewajaca sie zolcia, wiec i nikt sie nie
              stara o jej towarzystwo. Moi liczni kuzyni z tej czesci rodziny to
              tez ciekawi ludzie, mieszkaja glownie w Poznaniu i Warszawie i
              zawsze sie z nimi spotykam gdy przyjezdzam.

              Wylamie sie podobnie jak Maria, gdyz uwazam, ze mialam
              fantastycznych Rodzicow (z wadami, a jakze, ale te juz przetrawilam
              lata temu), swietnego meza (do momentu gdy przestalo nam byc razem
              po drodze - ale jego rodzina do dzis nalega na podtrzymywanie
              stosunkow) no i najlepsze dzieci na swiecie.

              Lubie moja rodzine. Znam jej wady, ale mimo to ja lubie.
              Szkoda Stokrotko ze Twoi sie tak kloca, ale nie jest to cos co
              mozesz zmienic. Przyjmij to jako rodzinny folklor i postaraj sie
              udokumentowac co barwniejsze wasnie. Gdy uczestnicy odejda w niebyt,
              pozostana po nich historie, jak po jednym z pradziadkow moich
              dzieci, ktory mial przerozne kochanice do osiemdziesiatki :o)

              Pozdrawiam
              Luiza-w-Ogrodzie - zielonym do góry!
              .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>¸¸.
              Australia-uzyteczne linki
Inne wątki na temat:
Pełna wersja