Malarze, artyści, ekscetera.

21.09.08, 19:32
Właśnie wróciłam z kiermaszu prac studentów ASP, a potem ze spaceru
po Łazienkach.
Malarze, jak to malarze. Siedzieli rozczochrani w gaciach umazanych
farbą, palili papierosy i pili piwo. Prace, jak to prace. Większość
nijaka, ze dwie zaciekawiły mnie a jedna mnię doprowadziła do siku-w-
majtki ze śmiechu i/lub zażenowania (w sensie że beznadziejna).
Więc odczucia artystycznie mniałam, a też i przypomiał mi się malarz
Porwasz opisywany w powieści Skiroławki oraz malarz Różański co od
moich starych pieniądze pożyczał i zwracał w obrazach. Dzięki temu
też jestem w posiadaniu martwej natury z grzybami namalowanej w roku
mojego urodzenia - którą to kocham nad życie i mieszkania sobie bez
niej nie wyobrażam.
Chciałam tutaj podbechtać foruma do wynurzeń na temat malarzy i
artystów - ale nie koniecznie tych znanych i uznanych. Ale bardziej
tych znanych osobiście, lokalnych, powiatowych i dzielnicowych.
Pewnie każdy w swojej rodzinie, okolicy, gronie znajomych takich ma.
    • maria421 Re: Malarze, artyści, ekscetera. 21.09.08, 20:04
      A jakze, znamy, znamy:)

      Moj "computer doc", czyli moje pogotowie ratunkowe od bolaczek komputera jest
      artysta malarzem , ale ze z malarstwa wyzyc nie moze, z warsztatow malarskich
      jakie prowadzi tez nie, wiec dorabia sobie leczeniem komputerow.
      Facet, jak na artyste, jak najbardziej normalny, ale ponadnormalnie
      inteligentny, jak to mowia - leb szesc na dziewiec.
      Nauczyl mnie patrzenia na obrazy, dostrzegania w nich geometrii, roznic w
      kolorach, nauczyl rozpoznawania technik.
      Facet wystawia swoje obrazy, zawsze mnie zaprasza na wernisaze, na ktore ja
      obowiazkowo sie stawiam i czasem cos kupuje, co mam potem, po wystawie
      dostarczone do domu. W ten sposob wspomagam sztuke. I , kto wie, moze on kiedys
      stanie sie slawny, a ja bede przez jego obrazy bogata? :-)

      Znam tez artystke ktora moim zdaniem jest bardziej pozerka niz artystka, ale
      ciiisza bo to corka mojej kolezanki...
      Dziewczyna po szkole aktorskiej ale angazu znalezsc nie moze. Pisze opowiadania
      ale wydawcy znalezc nie moze. Od czasu do czasu organizuje wieczory autorskie i
      sama czyta wlasne opowiadania na ktore ja chodze jako klakier, ale ktore mnie w
      zaden sposob nie poruszaja... Od czasu do czasu dziewczyna tez robi za
      szansonistke i to moze jej jeszcze najlepiej wychodzi, ale tez widowni
      specjalnie nie porywa.

      Pozerstwo jej nie polega jednak na braku sukcesow lecz na jej "artystycznej
      duszy" wyrazajacej sie artystycznym ubiorem i sposobem bycia i zycia, czyli na
      obowiazkowym chaosie fryzury, ubrania, mieszkania.
      Moze jeszcze dorosnie:)
    • jutka1 Re: Malarze, artyści, ekscetera. 21.09.08, 21:31
      Patrzę właśnie na wszystkie moje ukochane. Bo najukochańsze wzięłam ze sobą do
      Paryża. I najukochańsze:
      - Jakota
      - Michel Thompson
      - Stasys
      - Staszewski

      W ZD mam też inne. Ale nie są najukochańsze.
    • kielbie_we_lbie_30 Re: Malarze, artyści, ekscetera. 21.09.08, 22:23
      Ano, ano...znalam i to mase...cala bydgoska mase w koncu lat 70-tych bo moj byly
      szlajal sie z nimi. Ciagnal mnie do klubu gdzie przebywali, albo cala zgraja
      przesiadalismy w jednym mieszkaniu na Magdzinskiego gdzie jeden taki mlody
      malarz mieszkal i jego tesc, tesciowa i szwagier tez byli malarzami. Tescia
      spotkalam w Kazimierzu ma tam swoja galerie i uznany jako jeden z najlepszych
      krajobrazistow w Polsce.
      On sam portrecista mieszka w Kanadzie teraz. Widzialam troche na necie i na
      NK...podoba mi sie...bo uzywa bardzo zywych kolorow, bo jest bardzo normalne
      Inny...mielismy mala historie potem...mieszka w Niemczech i tez widzialam troche
      jego "malowidel" juz nie tak "normalne". Tez portrety ale bardziej
      zmistyfikowane...podobaly mi sie...czesc bardzo abstrakcyjne ze nie wiem o co tu
      chodzi a czesc tak wspaniala w oddaniu sily, kolorow ze ja laik totalny to lubi.
      Byl bardzo zdolny grafik ktory tez jest teraz uznany w Bydzi...ile tych ludzi
      znajomych bylo?
      Bedac juz w Szwecji kupilam z biegu jeden obraz od znajomego innego malarza
      bydgoskiego. Szkoda ze tylko jeden..
      I zal mi...bo majac lat 18 raz w klubie jeden plastyk wyjal olowek i kilkoma
      kreskami narysowal moja facjate z moim szerokim usmiechem. Bardzo udane to bylo
      i wszyscy mi mowili "zachowaj to bo on rzadko kogo rysuje" a byl ponoc znany...i
      zachowalam ale...nie zabralam ze soba do szwecji glupia. A moja matka
      wynajmowala mieszkanie i potem juz nie znalazlam...moja glupota.
      Nie znam sie na tym...jedynie co moge powiedziec to ze to mi sie podoba albo
      nie. Lubie kolory, dynamike a nie jakies tam delikatne pacykowanie. I...szkoda
      ze bylam taka mloda wtedy gdzy mialam tyle ich naokolo siebie ;)
    • luiza-w-ogrodzie Stokrotko, my chyba z tej samej banki 22.09.08, 02:25
      iwannabesedated napisała:

      > [...] a też i przypomiał mi się malarz Porwasz opisywany w
      powieści Skiroławki

      Stokrotko, my chyba z tej samej banki. Wlasnie zaczelam czytac
      Skirolawki a Tobie w tym samym momencie przypomnial sie Porwasz. Co
      sie Tobie przypomni jak wezme sie za "Braci Karamazow"
      Dostojewskiego?

      Luiza-w-Ogrodzie - zielonym do góry!
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>¸¸.
      Australia-uzyteczne linki
    • luiza-w-ogrodzie Re: Malarze, artyści, ekscetera. 22.09.08, 03:04
      Moja przyjaciolka jest malarka, jej sztuka moze nie powala na kolana
      ale ma momenty niesamowitosci, szczegolnie gdy sie zakocha. A ja
      wowczas kupuje obrazy powstale "pod wplywem" :o) Tak wiec mam jej
      piekny tasmanski tryptyk (z podrozy tamze z ukochanym), portret
      suszonej rozy (otrzymanej od wybranka) i czaje sie na obraz buszu,
      ktorego kolory mnie przyciagaja, ale niestety chyba scian nie
      starczy.

      Najbardziej lubie krajobrazy oraz ryciny w stylu XIX-wiecznych
      badaczy przyrody. No, mam bardzo konserwatywny gust - jak na Panne
      przystalo :o) Jakos nie lubie portretow. ludzi ani miast na
      obrazach. Ale u Jakotakoty portret bym zamowila...

      Z lokalnych wspolczesnych artystow nabywam droga kupna glownie od
      tych, ktorzy osiedlili sie w Gorach Blekitnych:
      John Wilson - oleje krajobrazow (glownie wokolo
      sydnejskich). Mieszka w Katoombie, ale czesto maluje siedzac w
      chatce w dolinie Megalong. Mam jego krajobraz z czasow suszy w
      Megalong, gdy z Buszmenem sie wloczylismy po okolicy.

      John Caldwell: rowniez krajobrazy, ale zupelnie rozna technika, jak
      widac na zdjeciach.

      Keith Rowe: obledne
      kolorowe szklo. Najbardziej lubie jego serie "Bushfire" czyli "Pozar
      Buszu"; szklo z zewnatrz wyglada jak spekany popiol, od srodka jakby
      sie zarzylo czerwienia.

      Jane Stapleford: ryciny i akwarele ptakow i
      zwierzat (a takze elfow i mitycznych zwierzat). Wiele z nich bylo
      zrobionych wlasnie w stylu starych angielskich rycin botanicznych,
      ostatnio robi bardziej ozdobne. Mam kolorowane akwarela ryciny kilka
      ptakow, jakie kupilam z mysla o Buszmenie. Portrety jego ulubiencow:
      magpie, currawong i butcherbird dekoruja sciany naszej sypialni.

      A poza tym Gary Laird z Kiama, ktory maluje
      krajobrazy polozone w tej okolicy, obejmujacej rzeke Shoalhaven z
      jej klifami, gory i parki narodowe takie jak Moreton no i samo
      wybrzeze wlacznie z Jervis Bay. Wybiore sie tam w wakacje i moze
      znajde krajobraz, ktory mi cos przypomina. Link, ktory podalam jest
      do "Gallery Aniela", galerii prowadzonej przez Polke w Kangaroo
      Valley. Mozecie tez popatrzec do innej galerii:
      www.thesaintsgallery.com.au/preview1.html
      Przyjelabym tez obraz Margaret Preston, australijskiej modernistki,
      jakies (najlepiej swinskie) rysunki Normana Lindsay; niestety
      spoznilam sie o jakies 30 lat...

      Pozdrawiam
      Luiza-w-Ogrodzie - zielonym do góry!
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>¸¸.
      Australia-uzyteczne linki
      • maria421 Re: Malarze, artyści, ekscetera. 22.09.08, 11:50
        To ma byc watek o artystach czy o malarstwie?

        Ale jezeli o malarstwie to powiem ze
        a) tez nie lubie portretow i nie posiadam
        b) tez lubie stare ryciny, mapy itp. i posiadam
        c) posiadam to co mi sie podoba, wedlug mojego wlasnego gustu, pare akwareli,
        pare plocien, pare szkicow i nawet jeden obraz malowany na jedwabiu.
        d) nowych nabytkow nie planuje.
    • sabba to ja o malarzu nieznanym 22.09.08, 12:44
      ...sadze ze nieznany. albo moze i znany ale ja sie nie znam. mieszkal na
      stryszku w domu mojej babci za czasow jak moja mama byla mala dziewczynka tzn
      dzieckiem. wiec sa to obrazy z okolicy i z zcasow blizszych mojej mamie bo je
      jeszcze pamieta. jest wiec sam dom, w ktorym mieszkal, pobliskie lasy, cala masa
      martwych natur i obowiazkowe nagie, kapiace sie rusalki w jeziorze. tez nie moge
      sobie wyobrazic ze tych obrazow nie ma u mnie w domu. choc niektore to kicz
      straszliwy. malarz podarowal te obrazy babci jak uciekal do niemiec. bo sam byl
      niemcem. a babcia jak przenosila sie gdzies dalej i tak tez tych wszytskich
      obrazow nie zabrala bo nie miala jak. a nazywal sie Kube.
      • iwannabesedated Re: to ja o malarzu nieznanym 22.09.08, 17:07
        Z uwagi na zamieszanie okołografomańskie, które się na wątku obok
        zakłębiło - tutaj się ze swoimi myślami więc zaszyję.
        No właśnie, o takich ludzi mi chodzi. Mieszkajacych na stryszkach,
        dwie ulice obok, nieznani szerszym gremiom. Lecz w najbliższej
        okolicy to jednak oni są tym innym, artystycznym światem. Dzięki
        takim właśnie ludziom trafia sztuka pod strzechy, bardziej niż
        dzięki rembrantom czyteż pikasom. Baj mi, mimo oczywistych czasem
        braków warsztatowych i talentowych, to szacunek się należy. Za
        trwanie. I za przybliżanie.
        W puszczy bukowej zaszyty głęboko mieszka malarz leśny - daltonista.
        Nikt nie wie jak, ale jego malowidła pięknie kolory oddają a też
        jakoś i ducha tamtych okolic. Nikt go nie zna, a obrazy sprzedaje w
        Niemczech. Czasem komuś jakiś podaruje, ale to rzadko, bo nikogo nie
        zaprasza, nikogo nie wpuszcza i generalnie nie widuje z nikim.
        • xurek Re: to ja o malarzu nieznanym 22.09.08, 19:22
          Artystow znam kilku z roznych artystycznych branzy, wszyscy srednio
          lub malo lub zupelnie nieznani. Wiekszosc aryzmem zajmuje sie
          dorywczo zyjac z czegos innego.

          Najlepiej znanym mi artysta - malarzem jest moj maz: on chyba juz
          zawsze „cos“ tworzyl, od kiedy go znam z cala pewnoscia. Bardzo
          dlugo tworzyl tylko dla siebie, potem dla siebie i najblizszych, po
          latach (osmiu) usilnych przekonywan wielu osob, ze powinien swa
          tworczosc pokazac dal sie przekonac, zaczal wystawiac w 2007. S.
          tworzy, bo musi :). On chyba w ten sposob przetwarza i „porzadkuje“
          sobie wrazenia, ktorych doznaje w zyciu (nigdy tego tak nie ujal,
          ale mnie tak z obserwacji wychodzi). Jego pomysly, obserwacje i
          wnioski sa dla mnie zawsze fascynujace, historie, ktore uwiecznia w
          swoich dzielach zawsze mnie poruszaja i czesto otwieraja nieznane mi
          okna na swiat, dziela, ktore sa ich wyrazem podobaja mi sie nieraz
          niesamowicie wrecz, nieraz bardzo, nieraz srednio a czasem uwazam je
          za totalna artystyczna katastrofe :). Na szczescie po poczatkowym
          jakaniu sie udalo nam sie rowniez na plaszczznie artystycznej
          powrocic do „zwiazkowej rutynowej szczerosci“ i jak mi sie nie
          podoba, to nie udaje, ze jest inaczej a on przestal sie tym
          przejowac po tym, jak sprzedal dzielo, ktore moim zdaniem nadawalo
          sie jedynie do przemalowania :)).

          Dobrze znana mi artystka jest moja dobra znajoma
          zdobyta „biznesowo“, poniewaz jest marketing director w firmie,
          ktora jest moim klientem. U. jest malarka-hobbystka, ale pragnie
          rzucic marketing i zyc z malarstwa. Jej sztuka jest bardzo
          abstrakcyjna i do mnie specjalnie nie przemawia, co przez pewien
          czas stwarzalo miedzy nami jakies takie nieuchwytne napiecie, bo ona
          chyba oczekiwala pochwal a ja nie chcialam jej urazic krytyka. W
          koncu jednak chyba zrozumialysmy sie bez slow i jezeli w ogole
          rozmawiamy o jej sztuce to tylko z perspektywy tego, jak zmontowac
          wystawe :). Poza tym to bardzo fajna, wrazliwa i madra kobieta.

          Behemot ma kumpla-bylego-kochanka, ktory jest z nich wszystkich
          najbardziej znanym artysta. Jako jeden z niewielu zyje ze swojej
          sztuki. Ja tego faceta zniesc nie moge, bo to taki napuszony bufon,
          ze szkoda gadac. Mysle, ze gdyby nie moja gleboka niechec do faceta
          to jego sztuke nawet bym lubila i by mi sie podobala :). Behemot
          posiada kilka sztuk, ja jakos nie moge sie przemoc, bo wciaz
          widzialabym jego facjate na tle obrazu :)). W czym S. jest
          prawdziwym wirtuozem do sprzeaz siebie i swojej sztuki. Pomalowal
          juz sciany w polowie szwajcarskich bankow i urzedow, namalowal
          krocie surrealistycznych portretow lokalnej prominencji, jest
          zapraszany wszedzie i zawsze itp itd. Jak on to robi, to nie wiem,
          bo mnie ta jego zarozumiala i przesadzona ekstrawagancja tylko i
          wylacznie wnerwia.

          Niedawno poznalam artyste z Uri (to taki kanton w Alpach :), ktory
          przszedl na wystawe meza i tak sie wzruszyl, ze sie roplakal i
          nastepnego dnia przytaszczyl tabun znajomych i krewnych, ktorzy
          jednak sie nie rozplakali, za to zaprosili nas na drikna do
          pobliskiej knajpy. R. jest przeuroczy i niesamowicie ckliwie-
          wrazliwy. Skonczyl sztuki piekne i zyje…. z datkow rodziny i
          wielskiej spolecznosci, bo tworczosc mu sie nie sprzedaje, ale dusze
          ma tak artytyczna, ze wszyscy w okolicy uznali, iz dalsze tworzenie
          nalezy mu umozliwic. Historia (opowiedziana przez owa splecznosc w
          owej knajpie) byla tak wruszajaca (szczerze), ze o malo ja sie nie
          poryczalam. R. powiedzial mi, ze on widzi te wspaniala sztuke w
          swojej duszy, ale to co z niego wychodzi, to wciaz tyklo marne
          odbicie, wiec musi sie bardziej starac i wierzyc w to, ze kiedys uda
          mu sie stworzyc naprawde to, co stworzyc chce.

          No i znam jeszcze Azume z Senegalu, ktory tez zyje ze swojej sztuki,
          ale w nieco inny sposob, bo Azuma prosze panstwa to tzw “arysta
          tasmowy”. Azuma lazi po wystawach afrykanskich, patrzy co sie
          sprzedaje, po czym tworzy to samo, w nieco prostszej formie i “za
          pol ceny”. Mojemu mezowi powiedzial jednak, ze nie bedzie towrzyl
          tak jak on, bo to sie nie oplaci – poniewaz, prosze panstwa, obraz,
          ktorego nie da sie stworzyc za pomoca wylacznie akrylowych farb w
          przeciagu gora dwoch godzin jest nierentowny. Olejem Azuma nie
          maluje, bo trudno to potem przemalowac, jezeli sie nie sprzedaje a
          na marnotrawstwo plocien Azuma sobie nie pozwala. Mam zamiar kupic
          kilka dziel Azumy dla udekorowania naszego afrykanskiego bufetu na
          przyszlorocznym International Day w szkole syna, bo sa bardzo
          kolorowe i bardzo afrykanskie, wiec beda pasowaly i przyciagaly
          uwage. Poza tym Azuma to rowny i zrdowo myslacy gosc, bo jak mi sam
          powiedzial, malowanie obrazow jest znacznie milszym, latwiejszym i
          zdrowszym zajeciem niz np. malowanie scian badz inne zajecia na
          budowie.

          To tyle o znanych mi artystach, moglabym jeszcze godzinami, ale
          wtedy nic bym juz na forumie nie przeczytala :)
          • fedorczyk4 Re: to ja o malarzu nieznanym 23.09.08, 13:57
            Ach te Skiroławki:-))))
            A ja jak w tytule po re, wprawdzie dysponuję w rodzinie trójką
            malarzy z dyplomami ASP, z których to dwoje jest mi najbliższą
            rodziną, a ich prace owszem poczesne na ścianach miejsce zajmują,
            ale napisać chcę o dwójce bez dyplomów. Na ścianach sypialni i
            kuchni wiszą obrazy mojej ukochanej przyjaciółki, z wykształcenia
            historyczki sztuczki, z zawodu doradcy ubezpieczeniowego, a z
            zamiłowania malarki. Malować nie bardzo potrafi, talent u niej też
            jakoś wielki się nie przejawia. Ale ma rozmach, umiłowanie i odwagę.
            Produkuje starannie bohomazy w zupełnie nieziemskiej kolorystyce i
            tematyce rozmaitej, a to goły kelner ze wzwodem, a to złcisty
            psiuńcio, purpurowy pejzażyk, miś profesor, kot przegubowy, albo
            tostero kanapa w metalicznych brązach na kobaltowym tle. Moja
            przyjaciółka ma poważny niedowład rąk, ale codziennie po kilka
            godzin dziennie produkuje, ku radości przyjaciól, obrazy które dają
            jej radość i sens życia. Co pewien czas ktoś je przywozi do Polski i
            rzucamy sie na nie, żeby je rozparcelować między sobą. Nikt nie
            ośmieli się nazwać jej malarstwa dobrym, ale ile ono nam daje
            przyjemności!!!
            Drugim malarzem z bożej łaski był mój pradziadek. Nieszczęsny
            człowiek którego dusza artysty została zamknięta w banku, którego
            był dyrektorem. Więc jak tylko wracał do domy to z ulgą oddawał się
            pacykowaniu. Martwe naturki, łodzie na plaży i akty ze zdjęć. Akty
            te później musiał rozdawać kolegom, albo chować starannie, bo
            prababcia wpadała w szał zazdrości na ich widok. Jeden taki akcik z
            fotki wisi u mnie w łazience. Naga, po kostki w wodzie, radośnie
            usmiechnieta, z rozwianym włosem, chlapie facecyjnie na autora.
            A w salonie wiszą łodzie na zamglonej plaży.
            • iwannabesedated Re: to ja o malarzu nieznanym 23.09.08, 15:13
              Hm, kot przegubowy... Tostero kanapa... Coś w tym jest. Same pojęcia
              intrygują.
              • jakotakot Re: to ja o malarzu nieznanym 23.09.08, 15:45
                Ja sie rozmazylam przy golym kelnerze ze wzwodem...
                Malarzem rownie namietnym, co naiwnym byl moj Dziadek ze strony
                Mamy. Profesja inspektora szkolnego ciepala nim po calych kresach
                wschodnich, i on te kresy malowal jak umial akwarelami. Zwazywszy,
                ze akwarele sa chyba najtrudniejsza technika, calkiem udatnie mu to
                wychodzilo. Na stare lata malowal juz tylko wspomnienia, i ja mam
                taki obrazek z dziecinstwa: Dziadek z kotem na kolanach,
                wyprostowany jak struna w krzesle, pacykuje malenkim pedzelkiem
                maciupkie dachowki, okienka, plotki i malwy. Mam te akwarelki
                starannie przelozone bibulka i zwiazane wstazeczka jeszcze przez
                Dziadka.
            • blues28 Fed -;) 24.09.08, 11:38
              Jaki ladny wpis. Koloryt i fantazja zaraz przywiodla mi na mysl
              Dalego, no bo te przegubowe koty czy kobaltowe kanapy jakos tak
              kojarza mi sie z Plonaca Zyrafa, na przyklad. Fantazje albo sie ma
              albo nie. I to umilowanie i odwaga, choc talent (niestety) nie
              nadaza. Cudnie napisalas.
    • luiza-w-ogrodzie Epidemia malujacych dziadkow 24.09.08, 02:01
      No to sie wyautuje i tez przyznam do Dziadka artysty - pastelarza,
      akwarelisty i przede wszystkim drzeworytnika. Dokumentowal
      wielkopolskie kosciolki, krajobrazy i folklor, rysowal tez swoja
      rodzine. Niestety, zginal w czasie wojny w obozie koncentracyjnym a
      niemal wszystko co po nim pozostalo Mama oddala do muzeum. Czego jej
      do dzis nie moge wybaczyc, patrzac na wiszace u mnie w domu
      niesygnowane odbitki z klockow. Zostal tez po nim moj talent do
      rysowania, ktory o malo co by mnie zawiodl na poznanska ASP, ale
      rodzina stwierdzila ze chleba z tego nie bede a ja bez zalu
      skonczylam zupelnie inne studia.
      Pozdrawiam
      Luiza-w-Ogrodzie - zielonym do góry!
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>¸¸.
      Australia-uzyteczne linki
    • blues28 Re: Malarze, artyści, ekscetera. 24.09.08, 11:45
      Mam kilka obrazów i grafik artystów nieznanych. Szczerze mówiac,
      moje zbiory (ach, jak to szumne brzmi, ale niech tam) zawdzieczam
      przede wszystkim mojemu ówczesnemu dochodzacemu. Ja bylam bardzo
      mloda i zielona, a J. znal sie i lubil i niestrudzenie ciagal mnie
      po Dlugiej i Mariackiej w Gdansku, gdzie gromadzili sie wówczas
      mlodzi malarze i graficy.
      To byly te czasy kiedy prawie co tydzien slyszalo sie o porwaniach
      samolotów na Tempelhof czy o wyprawach pociagiem nocnym do Wiednia.
      Przy takiej zyciowej decyzji mlodego gadnskiego malarza
      Czychowskiego kupilam szesc cudnych pasteli. Nie wiem co sie
      z "moim" artysta stalo, ale mam nadzieje, ze mu sie w zyciu
      powiodlo. Jego obrazy towarzysza mi do dzis i sprawiaja mi ogromna
      radosc.
      Przy innej okazji nabylam kilka grafik. Bardzo wyrazistych.Bardzo
      pieknych.
      Wszystkie grafiki to akty. Najlepsza i najciekawsza grafika to meski
      akt. Rzecz w tym, ze postac z grafiki jest szczególnie
      mocno "obdarzona", a grafika ma potezna sile i przykuwa wzrok.
      Wszyscy, absolutnie wszyscy, zanim powiedzieli ze grafika jest
      piekna, wyjatkowa... cokolwiek, najpierw gapili sie na przyrodzenie
      i mówili "O ...!" A jakie katusze przezywala moja juz s.p. ciocia
      Elzbieta, osoba wielce skromna, a z drugiej strony przemila i
      kochana. Biedna ciocia nie wiedziala gdzie ma podziac oczy, które to
      oczy z drugiej strony same jej wedrowaly do grafiki. Ja przezywalam
      katusze z powodu katuszy cioci bo ja bardzo lubilam, do tego
      stopnia, ze zaczelam chowac obraz jak wiedzialm, ze mnie odwiedzi ;)
    • maria421 Re: Malarze, artyści, ekscetera. 24.09.08, 12:01
      Moj ulubiony obraz sam trafil pod moja strzeche.

      A bylo to tak- dawno, dawno temu (jakies pare miesiecy po wprowadzeniu sie do
      tego domu), w sobotnie popoludnie ktos zadzwonil do drzwi. Otworzylam w drzwiach
      stala dziewczyna , moze 20 -letnia, sliczna , ciemnoskora, pod pacha trzymala
      duza teke i z holenderskim akcentem zapytala czy zechcialabym obejrzec jej
      obrazy. Zaprosilam ja do srodka, poczestowalam herbata i zaczynalam ogladac jej
      plotna. Wybralam jedno, jakies kutry w porcie, w kolorach bialo- czarno-szarych.
      Obraz potem oprawilam (nie pamietam juz czy to obraz byl drozszy czy ramy do
      niego) i teraz wisi, i chociaz moj "computer-doc" z ktorego opinia na temat
      obrazow bardzo sie licze znalazl w tym malowidle mase bledow technicznych i
      kompozycyjnych, to i tak jest to moj ulubiony obraz.
      • xurek Re: Malarze, artyści, ekscetera. 24.09.08, 13:15
        “znalazl w tym malowidle mase bledow technicznych i kompozycyjnych“

        Mario, pozwoliz ze uzyje cytatu jako tematu mojej wypowiedzi, bo
        dyskusje na ten temat tocze od lat, glownie z jedna znajoma ale w
        porywach z roznymi jak ja ich w cichosci ducha
        nazywam „poszufladkowanymi artystami“.

        Ja rozumiem, ze auto moze miec techniczny blad, poniewaz istnieje
        doklady opis techniczny tego stwora i jezeli mu nie odpowiada, to ma
        blad. Za dialba zas zrozumiec nie moge, jak w SZTUCE moze zaistniec
        TECHNICZNY badz kompozycyjny blad?

        Obraz jest przeciez wyrazem „wewnetrznej wizji“ indywidualnej osoby,
        podlega wiec moim zdaniem w rownym stopniu „technicznej
        katalogizacji“ co nasze marzenia, sny i tym podobne.

        Ja rozumiem, ze ludzie lubia sobie wszystko poszufladkowac i ze z
        tego punktu widzenia mozna powiedziec, ze jakis obraz nie odpowiada
        konwencjom jakiegos „zuinrofmizowanego kierunku sztuki“ ale mowic o
        bledzie?

        Co wy na to?
        • fedorczyk4 Re: Malarze, artyści, ekscetera. 24.09.08, 15:53
          W pierwszych słowach mojego postu pragnę podziękować Bluesie za
          dobre słowo:-)
          Xurku dla mnie takie rozliczanie sztuki jest kompletnie nie do
          pojęcia bo zakłada, że istnieje jeden jedyny kanon, szablon i tylko
          w jego obrębie można się poruszać. To absurd kompletny. Choć
          oczywiście istnieją zasady matematyczne rozbierające na części
          pierwsze wszystkie rodzaje sztuki i oczywiście sprawdzają się w
          pewnych konkretnych przypadkach, ale czy wierność im stanowi
          niezbędny warunek żeby dzieło było dziełem sztuki?
          Dla mnie nie, ale nie jestem krytykiem, jestem jedynie namiętnym
          konsumentem.
          • xurek Re: Malarze, artyści, ekscetera. 24.09.08, 16:24
            „oczywiście istnieją zasady matematyczne rozbierające na części
            pierwsze wszystkie rodzaje sztuki i oczywiście sprawdzają się w
            pewnych konkretnych przypadkach, ale czy wierność im stanowi
            niezbędny warunek żeby dzieło było dziełem sztuki?“

            No to jak mowilam, wszystko mozna zmierzyc, zwazyc, posegregowac i
            nadac temu nazwy. Tyle tylko, ze jezeli cos sie w zadnym z tych
            segregatorow nie miesci nie oznacza to moim zdaniem, ze nastapil
            jakis blad, tylko ze dzielo nie daje sie podlaczyc do zadnej z tych
            klasyfikacji.

            Moj maz namalowal niedawo obraz „na temat perspektywy“. Jak byl
            naszkicowany, to wygladal jak normalny dom narysowany w takiej
            perspetkywie jak uczylismy sie w szkole (dwa punkty z kazdej strony
            kartki i odnoszace sie do nich linie). Jak go pomalowal, to
            stwierdzilam, ze cos mi sie nie zgadza, cos jest zupelnie inaczej,
            cos irytuje i intryguje. Zaczelam sie przygladac intensywnie i
            stwierdzilam, ze on polowe tej perspektywy „odwrocil“, wiec nic do
            niczego nie pasuje stwarzajac rownoczesnie bardzo pociagajaca
            lamiglogwke, w ktora dlugo mozna sie gapic usilujac
            sobie „uporzadkowac“.

            Jako ze on cala swa dzialalnosc opisuje rowniez slownie, cytuje
            tutaj jego wytlumaczenie owego zjawiska dobrze zreszta nadajace sie
            do tematu „czy to techniczny blad czy tez wlasnie sztuka“.....
            (obrazu wkleic nie moge, bo nie mam na podoredziu i nie wiem jak).

            „Hibiscus – Perspective

            I wanted to experience, how does it feel, to look and to create
            something from a foreign perspective.

            I took a pencil and a ruler, drew the horizon and the vanishing
            points and started my work. I found the ruler very categorical, the
            horizon unbearably straight and the vanishing points painfully
            motionless.

            Nevertheless I forced myself into this merciless clarity and draw a
            sketch of a house. I examined my work and found it a succeeded
            example of “Art of 2-Point Perspective”. I was satisfied, however I
            was not happy.

            I started to paint the house with a feeling of apprehension. Then
            the house started to defend itself against this cold and sterile
            precision. It led my brush against the sketched lines, it rounded
            too angular angles, it bended too straight lines and it ran away
            from the vanishing points….

            My satisfaction with perspective quality vanished rapidly, but my
            happiness with this cosy and inviting house, full of beauty and
            freedom grew even quicker. At the end only the white snow
            surrounding the house was disturbing. The snow was beautiful and
            calming, but it was too much of it. So I decided to let the
            landscape explode with blue and red hibiscus flowers, since the
            flowering hibiscus looks amazing among the white snow.

            Now the house was shining in thousands of different hibiscus –
            perspectives, among which everyone can find his own one”
            • blues28 Re: Malarze, artyści, ekscetera. 24.09.08, 17:50
              Xurku, poszlam na website zeby odniesc opis do obrazu, ale
              oczywiscie obraz nowy, to go nie ma jeszcze ;(
              Dyskusji w temacie techniki nie podejme, bo sie na tym nie znam, ja
              odbieram sztuke intuicyjnie na plaszczyznie estetycznej i o technice
              nie moze byc mowy, byc moze dlatego, ze nie mam zadnych podstaw do
              oceny. Bo nawet na rysunkach w szkole bylam boza krówka ;)
              • xurek Re: Malarze, artyści, ekscetera. 24.09.08, 22:35
                Blues, az takie nowe nie jest, ale galernik prosil, by na stronke
                nie wklejac, az sie wystawa skonczy (koniec listopada). Wkleilam
                zdjecie nienajlepsze, bo z tejze wystawy zreszta do mojej galerii
                zdjec, wiec mozesz sobie zobaczyc.

                Poza tym wkleilam jeszcze dwa zdjecia z tej galerii, min te pania z
                kulami co to kupic chciala a nie mogla i specjalnie dla Basi
                wreszcie dwa aktualne zdjecia Piranhii:

                fotoforum.gazeta.pl/5,2,xurek.html
                • blues28 Re: Malarze, artyści, ekscetera. 25.09.08, 08:16
                  Dziekuje bardzo.
                  Piranha piekny ;) I baaardzo juz dorosly;))
                  Teksty pomagaja spojrzec okiem artysty na obrazy. Swoja droga,
                  bardzo mi sie podoba sposób wyrazania uczuc przez artyste. Bardzo
                  plastycznie. Wlasnie w jezyku tez.
                  Przekazac gratulacje artyscie i trzymac sie dzielnie przy okazjach
                  wernizazy i szolach TV ;)
                • go.ga Re: Malarze, artyści, ekscetera. 25.09.08, 10:46
                  Piranhia jest cudny.
                  A w temacie watku mam w sumie niewiele do napisania, jedynie mialam kiedys kochanka artyste-malarza. Szczerze mowiac nie podobalo mi sie to co tworzyl, ale mial inne walory. Co jakis czasa cos tam wystawial i sprzedawal, wiec innym sie jego dziela pewnie podobaly.
        • maria421 Re: Malarze, artyści, ekscetera. 24.09.08, 19:27
          Xurku, ja sie nie znam, jedynym moim kryterium oceny jest "podoba mi sie /nie
          podoba mi sie".
          Jednakze ktos kto sie na malarstwie zna z pewnoscia patrzy na obraz inaczej niz
          ja. Fachowo patrzy. Blad kompozycyjny to moze byc zle zagospodarowanie
          przestrzeni obrazu, jakies dysonanse, jakies zaklocenie harmonii, ktorego nie
          kazdy potrafi dostrzec.

          Jezeli obraz mialby byc tylko wyrazem wewnetrznej wizji osoby, to kazdy szkic
          malowany na papierze w czasie nudnego zebrania bylby sztuka.

          Podobnie jest z kazda inna sztuka, np. rowniez z pisaniem ktore moze jeszcze
          bardziej jest poszufladkowane , podzielone na gatunki niz malarstwo. Nie
          wszystko co sie rymuje jest poezja :)

          Czesto sama mam problemy ze zrozumieniem dlaczego jakas bzdura ma byc sztuka
          tylko dlatego ze tak zdecydowali krytycy, podobnie mam problemy ze zrozumieniem
          dlaczego cos nie jest sztuka, bo tak zdecydowali krytycy. Ale ufam jednak, ze
          oni lepiej ode mnie wiedza.
          Ja ogladajac obrazy Twego meza moge tylko powiedziec ze mi sie podobaja. Krytycy
          beda potrafili powiedziec dlaczego te obrazy sa sztuka, dlaczego sa dobre.
          Mysle tez, ze Twoj maz tez patrzac na obraz widzi w nim wiecej niz przecietny
          czlowiek i potrafi powiedziec dokladnie co mu sie podoba a co nie i dlaczego.

          A blad techniczny czy kompozycyjny to tylko nazewnictwo fachowe :)
          • iwannabesedated Re: Malarze, artyści, ekscetera. 25.09.08, 16:10
            "Fachowość" niestety odbiera 90 a może też i 99% przyjemności
            konsumowania. Wiem z autopsji, bo będąc filologiem komparatystą
            musiałam łypać na literaturę okiem "fachowym", analizować techniki,
            kompozycje, eksetery. O mało mi czytanie od tego nie zbrzydło
            dokumentnie, wyuczony zawód więc czem prędzej porzuciłam na rzecz
            laickiego czytactwa. Więc powiem Wam, współczucie nasze gorące i
            nieokiełznane się należy ludziom co zatracili możność odbierania
            sztuki SERCEM. Howgh!
    • iwannabesedated Stokrotkowe pupilki i artysta certyfikowany 28.09.08, 13:32
      Wczoraj ja, Wasza Stokrotka, przeprowadziłam kolejne z moich
      biżuteryjnych warsztatów. Pewnie jestem subiektywna, ale uważam, że
      niezwykle wspaniałe rzeczy w ich wyniku powstają. Ciągle mnie to
      zdumiewa i szokuje i wiele inspiracji z moich "uczennic" czerpię.

      Wdałam się też na goldenlinie w potyczkę słowną z pewną
      certyfikowaną absolwentką ASP wyrabiającą biżuterię z gałganków
      apropos tego kto ma a kto nie ma prawa mienić siebie "twórcą"
      i "artystą". Oczywiście stanowisko absolwentki możecie sobie pewnie
      wyobrazić, natomiast ja uważam że mam to w dupie jak się mnie
      nazywa, skoro mam możliwość swojej pasji dawać upust i też zarażać
      nią innych.

      Sądzę, że to nadmierne przywiązanie to certyfikatów, glejtów i
      nazewnictwa jakoś jest domeną naszego polskiego i polskopochodnego
      społeczeństwa. Nazywam to "religią pieczątki". I tu się do foruma
      zwarczam z zapytką taką, co sądzicie? Ważny jest papier? Ważna
      nazwa? Jeśli tak, to w jakich przypadkach i kiedy?
      • maria421 Re: Stokrotkowe pupilki i artysta certyfikowany 28.09.08, 14:14
        Jest oczywista oczywistoscia ze dyplom ASP z nikogo jeszcze artysty nie robi i
        ze to dziela artysty robia z niego artyste. A raczej krytycy tych dziel robia z
        ich tworcy artyste.

        Mam tez bardzo mocne podejrzenie ze mania certyfikatow jest w Polsce zapozyczona
        z Niemiec, tu tez bez papierka nie ujedziesz.
        • iwannabesedated Re: Stokrotkowe pupilki i artysta certyfikowany 28.09.08, 15:04
          A co Ty powiesz? Bo już myślałam, że to nasza mania jakaś wyjątkowa.
          Za to właśnie cenię USA - tam liczą się umiejętności. Dyplomy się
          liczą w pewnych dziedzinach ściśle fachowych i technicznych, i tak
          jeśli ktoś umiejętnościami się wykaże i dyplomu nie ma - to go
          przyjmą z otwartymi rękami.
          Wyjątki chyba to tylko lekarze i prawnicy, ale tam prócz dyplomu
          musisz też mieć staże i egzaminy stanowe pozdawane.
      • jutka1 Re: Stokrotkowe pupilki i artysta certyfikowany 29.09.08, 07:26
        Akurat jeśli chodzi o artystów, to żaden papierek sam w sobie artysty z nikogo
        nie zrobi. Może być poświadczeniem, że odbyło się kursy, zaliczyło przedmioty;
        że uczono nas technik, że jakąś tam jeszcze wiedzę nam zapodano.
        Ale to samo w sobie nie robi artysty, a rzeczy płodzone przez danego absolwenta
        mogą mieć ze sztuką bardzo niewiele wspólnego.
        Jak mówił bohater w "Dniu świra", każdy student polonistyki uważa się za poetę,
        a potem wiadomo.
        Czy taki Witkacy np.? Nie był artystą, bo papierków nioe posiadał?
        Bzdura jakaś 100Krocie. Panienka buzuje się dyplomem bo może podejrzewa, że
        talentu nie posiada...
        • lucja7 artysta certyfikowany 29.09.08, 11:41
          Nie ma dyplomow na zycie radosne, nie ma dyplomow na szczescie, nie
          ma dyplomu na stanie sie geniuszem.
          Sa natomiast dyplomy roznego rodzaju szkol. Absolwent dobrej szkoly
          ma wieksze szanse na sprawdzenie sie zawodowo niz zlej, po pierwsze
          dlatego ze do dobrych szkol sa konkursy trudniejsze, do szkol zlych
          sa one mniej wymagajace, albo nie ma ich wcale.
          Jest to po prostu baza i tylko baza.

          Czy sie pytaja o dyplomy czy nie, zalezy wylacznie od tego co sie
          chce robic. I w Ameryce tez tak jest, Stokrotko. Mlody czlowiek ma
          tylko i wylacznie dyplom by pokazac kim jest (pomijajac relacje
          tatusiowe, ale nie o tym mowa).
          Np we Francji mozesz sobie otworzyc twoje osobiste biuro doradcy w
          czym sobie zyczysz i co ci sie wysni, uprawiac jakakolwiek
          dzialalnosc (oprocz zawodow ktore wymienie nizej) nikt o nic cie nie
          bedzie pytal, oprocz fiskusa, by twoja znakomita albo nie
          dzialalnosc opodatkowac.
          Jest tylko 5 zawodow zaleznych od tzw "ordrow", regulowanych,
          kontrolowanych i chronionych, z wymaganymi dyplomami z lista szkol:
          geometrzy, lekarze, architekci, adwokaci, eksperci finansowi.

          Znam artystow inzynierow z dyplomami, znam tez gryzipiorow malarzy z
          dyplomami albo bez.

          Co do pani z ASP, uwazam ze broni swoich interesow i mowi o
          nielojalnej konkurencji, co jest do potepienia.
          Ale zaprezentuje "studium" typu Xurek:
          absolwent ASP ma 70% szans by nie tworzyc kiczowatych gniotow, a
          amator niedzielny tych szans ma 98%. Mowie z doswiadczenia wlasnego
          (hehehe).
          • xurek Re: artysta certyfikowany 29.09.08, 15:11
            > Ale zaprezentuje "studium" typu Xurek:
            > absolwent ASP ma 70% szans by nie tworzyc kiczowatych gniotow, a
            > amator niedzielny tych szans ma 98%. Mowie z doswiadczenia
            wlasnego (hehehe).

            Lucjo, albo ci to "studium typu Xurek" totalnie nie wyszlo, albo
            wlasnie postawilas pod znakiem zapytania wszelki sens ASP.

            Z Twojego bowiem wywodu wynika, ze jezeli nie bede chodzic to zadnej
            artystycznej szkoly, to mam 98% szans na to, ze bede produkowac
            arcydziela i 2% szansy, ze beda to kiczowate gnioty. Jezeli zas
            skoncze ASP, to moje szanse na tworzenie uznanych dziel sztuki
            spadaja o 28% do 70% a szansa na to, ze stane sie producentem kiczu
            wzrasta z 2% do 30%!!! Czyli ide studiowac po to, by "spaparac sobie
            warsztat"?

            Jak widac rowniez studia ekonomiczne powaznie podwyzszaja szanse na
            wlasciwe uzywanie rachunku prawdopodobienstwa i wszekliego rodzaju
            statystyk :)))))))
            • lucja7 Re: artysta certyfikowany 29.09.08, 18:47
              Pisze ze amator niedzielny ma 98% szans na produkcje kiczowatych
              gniotow, w odroznieniu od studenta ASP kory tych szans ma 30%, ale
              jak ktos chce, moze czytac odwrotnie, niezaleznie od studiow
              ekonomicznych.
              Ale na marginesie, studium to jest rownie bez sensu jak to ktore
              mowi o 10% Turka nieoszukanczego i 90% Turka oszukanczego ;-)
              Ale Xurku nie musisz juz przeprowadzac ponownego przeliczania,
              szkoda czasu :-)
              • maria421 Re: artysta certyfikowany 29.09.08, 19:00
                Tez zrozumialam ze artysta niedzielny ma, wedlug Lucji, wieksze szanse na to
                zeby NIE tworzyc gniotow artystycznych.

                No ale OK, wyjasnilo sie.
                • xurek Re: artysta certyfikowany 29.09.08, 19:09
                  Mario, dobrze zrozumialas. A Lucja niech przeczyta swoje zdanie
                  jeszcze raz i jezeli nadal nie rozumie, ze napisala odwrotnosc tego
                  co chciala to niech na przyszlosci pozostawi "studium" Xurkowi.

                  PS: ja sie wysilac nie musze, by negacje wlasciwie interpretowac :)
              • go.ga Re: artysta certyfikowany 29.09.08, 19:13
                lucja7 napisała:

                > Pisze ze amator niedzielny ma 98% szans na produkcje kiczowatych
                > gniotow, w odroznieniu od studenta ASP kory tych szans ma 30%, ale
                > jak ktos chce, moze czytac odwrotnie, niezaleznie od studiow
                > ekonomicznych.

                Napisalas:

                absolwent ASP ma 70% szans by NIE tworzyc kiczowatych gniotow, a
                amator niedzielny TYCH szans ma 98%
                • lucja7 Re: artysta certyfikowany 30.09.08, 10:08

                • lucja7 Re: artysta certyfikowany 30.09.08, 10:55
                  Poprzedni transport pojechal bez towaru, przez pomylke.

                  No to ciesze sie ze sie wyjasnilo, to najwazniejsze.
                  Ale napisalam rowniez ze takie przymiarki sa bez sensu, wiec
                  niezaleznie od pomylki czy nie, czniam.

                  Ale wracajac do rozmowy z Xurkiem sprzed tygodni i o "studium" ktore
                  zaprezentowalas (nie wracam do tekstu, juz nawet nie wiem gdzie
                  byl), uznaje go rzeczywiscie za pierdolniety. Pierdolniety dlatego
                  ze nie sa nam znane zadne parametry, ze punkt widzenia jest
                  subiektywny, ze jest pusty, ale pozwalajacy sobie wysnuwac jakies
                  tam wnioski. Taka sobie sztuka, male cwiczenie "intelektu" dla
                  zabawy. Ale, niestety, troche serio, tak niby nie, niby tak.
                  I w moim wypadku sie nie sprawdza (ale powiesz mi ze to tez
                  normalne, bo to tylko jakies prawdopodobienstwo), bo nie uznaje cie
                  absolutnie za rasistke, a co mialo wynikac z owej "pacy".
                  Zmienia sie natomiast kolor tego czegos w rekach rasisty, staje
                  sie "dokumentem" dowodowym, znajduje miejsce w jego bibliotece i
                  moze dac mu "racje".
                  Podobnie jak w przykladzie z grubej beki: nie ganie naukowcow za
                  opanowanie technologii energii atomowej, boje sie natomiast
                  pulkownikow za noszenie dookola pasa bomb atomowych.

                  Jestesmy tu w koncu na forum, nie mamy zadnych problemow, bawimy sie
                  i klocimy, niemniej jednak zawsze bede sie oburzac na teksty
                  rasistowskie, teksty gdzie traktuje sie jakies grupy ludzi za
                  podludzi, anonimowe, brudne i inne jakies tam niezdefiniowane masy
                  blotnych mazi.
                  Moze mam po prostu za dobra pamiec?
                  Ja wiem ze ten anonimowy "skurwiel" ma imie, nazwisko, zyje, kocha,
                  cos robi, dokladnie jak my.
                  • xurek Re: artysta certyfikowany 30.09.08, 11:43
                    „Pierdolniety dlatego ze nie sa nam znane zadne parametry, ze punkt
                    widzenia jest
                    subiektywny, ze jest pusty, ale pozwalajacy sobie wysnuwac jakies
                    tam wnioski. Taka sobie sztuka, male cwiczenie "intelektu" dla
                    zabawy.“

                    Kazdy punkt widzenia jest subiektywny, wiec slowo to do dyskusji nie
                    wnosi niczego procz liter. Pusty nie jest bynajmniej, gdyz
                    oznaczaloby to, ze ja jestem pusta (bo to moj subiektywny punkt
                    widzenia), czego Ty na postawie dostepnych Ci informacji absolutnie
                    nie jestes w stanie stwierdzic, wiec obrazasz mnie mnw. tak samo jak
                    ktos owego „anonimowego skurwiela“ (mowie ktos, bo nie pamietam, czy
                    i kto dokladnie tak napisal).
                    Nasze cale zycie sklada sie z „subiektywnych ocen w celu stworzenia
                    bazy dla podejmowania subiektywnych decyzji“, wiec kierowanie sie
                    wlasnym doswiadzeniem ze „zjawiskiem X“ przy nowym kontakcie z owym
                    zjawiskiem jest rzecza najnaturalniejsza w swiecie a nie
                    jakimstam „intelektualizowaniem dla zabawy“. Objektywna ocena
                    jakiejkolwiek nacji nie istnieje i nie jest mozliwa (jak rowniez
                    wielu innych rzeczy) i nie jest rowniez potrzebna, by nie
                    powiedziec, ze jest zupelnie nieprzydatna, bo nie da sie przelozyc
                    na indywidualne reakcje i potrzeby.

                    „bo nie uznaje cie absolutnie za rasistke, a co mialo wynikac z
                    owej "pacy".“

                    Z owej pracy mialo wyniknac cos calkowicie innego a mianowicie
                    zobrazowanie tego, co teraz ujelas w nastepujacych slowach:

                    „Zmienia sie natomiast kolor tego czegos w rekach rasisty, staje
                    sie "dokumentem" dowodowym, znajduje miejsce w jego bibliotece i
                    moze dac mu "racje".“

                    Dlatego juz w pierszym moim poscie napisalam, ze wymiana zdan Basi i
                    Marii jest realistyczna i MOZE byc rasistowska, czego jednak NIE
                    JESTESMY W STANIE STWIERDZIC. Ze ja nie jestem rasistka wynika
                    niejako z mojego rodzinnego statusu, wiec mozna z duza doza
                    prawdopodobienstwa przyjac, ze tak jest. Czy Basia badz Maria sa
                    rasistkami nie wiemy i nie jestesmy sie w stanie na podstawie tych
                    kilku zdan dowiedziec, wiec stwierdzanie tego na forum jako pewnika
                    to znow obraza „anonimowego skurwiela“.

                    „Ja wiem ze ten anonimowy "skurwiel" ma imie, nazwisko, zyje, kocha,
                    cos robi, dokladnie jak my.”

                    Wiedzec na temat owego „anonimowego skurwiela“ nie jestes w stanie
                    czegokolwiek, mozesz jedynie z duza doza prawdopodobienstwa
                    przypuszczac, ze rzeczywiscie ma imie, nazwisko i zyje. Co do
                    reszty, to moze nie kocha, tylko morduje badz gwalci po nocach, moze
                    nic nie robi, tylko kradnie badz sprzedaje narkotyki, moze nie
                    dokladnie tak jak my, tylko dokdladnie na dowrot, moze tez jest
                    swietym, moze Supermanem co po nocach ratuje niewinne ofiary zbrodni
                    itp itd. Krotko mowiac nie wiemy na jego temat NIC a spekujacje ze
                    jest „wspanialym ojcem rodziny“ sa rownie prawdopodobne co ze
                    jest „skurwielem“.

                    Lucjo, wydaje mi sie, ze byloby znacznie prosciej i uczciwiej
                    powiedziec „nie lubie Basi“ niz insynuowac, ze Basia uwaza „grupy
                    ludzi za podludzi, anonimowe, brudne i inne jakies tam
                    niezdefiniowane masy blotnych mazi“ na podstawie jej opisu sytuacji,
                    w ktorej ktos usilowal ja naciagnac. Troche to jak strzelac do pchel
                    z armaty, co mnie osobiscie zarowno realnie jak i w przenosni
                    irytuje i bawi w rownym stopniu.

                    Ja nie lubie rasistow w rownej mierze co „nawiedzonych fanatykow
                    politycznej poprawnosci“ i uwazam obie frakcje za rownie
                    niebezpieczne i szkodliwe. Trzymanie w bibliotekach „dokumentow
                    dowodowych“ typu „wszyscy imigranci sa aniolami z definicji“ jest
                    rownie beznadziejne co trzymanie dokumentu typu „wszyscy imigrancji
                    to zlodzieje i handlarze narkotykow“, gdyz prawda jak zwykle lezy
                    gdzies posordku.
                  • maria421 Antyrasizm jednokierunkowy 30.09.08, 13:24
                    Takie mam wrazenie po przeczytaniu wywodow Lucji.

                    Rasistami jestesmy tylko my. Jezeli natomiast inni nazywaja nas "Scheiß
                    Deutsche" to z pewnoscia sobie na to zasluzylismy:)

                    Tymczasem absolutna wiekszosc Turkow w Niemczech nie wyobraza sobie aby ich
                    dzieci wstepowaly w zwiazki malzenskie z Niemcami.
                    Jezeli to nie jest rasizm , to co to jest?


                • blues28 Re: artysta certyfikowany 30.09.08, 11:27
                  Pomine ostatni wpis Lucji, bo jest do Xurka i nieco scurwiony i
                  niespecjalnie malarski. A w temacie.

                  Powiem jak Tevje Mleczarz (jakoze juz wczesniej zaznaczylam, ze nie
                  moge popisywac sie rzetelna wiedza n/t):

                  a/ z jednej strony zdecydowanie zgadzam sie ze "certyfikowani"
                  artysci daja wieksza gwarancje w przypadku twórców których dziela
                  maja finalnosc uzytkowa. Np architekci. Bardzo bym sobie NIE zyczyla
                  artysty architekta bez rzetelnych podstaw za to z nadmiarem duszy
                  artysty. Bo taki dom, most czy wiadukt, zaprojektowany przez
                  rzeczonego artyste bez rzetelnych podstaw, moze i piekny i
                  awangardowy grozi tragedia, która nie jest warta chwilowych odczuc
                  estetycznych wywolanych dzielem danego artysty. Tu MUSI zaistniec
                  polaczenie rzetelnej wiedzi, wypracowanej przez lata studiów,
                  zwienczonej dyplomem. Im lepsza i bardziej wymagajaca uczelnia tym
                  korzystniej dla wszystkich.

                  b/ artysci malarze, muzycy, poeci.... tu akurat wcale nie jestem
                  pewna czy certyfikat ukonczenia ASP czyni artyste. Raczej nie.
                  Artysta to twórca dziel w oparciu o wlasna koncepcje, nawet jesli ta
                  koncepcja burzy ustalone na dzis kanony.
                  Jesli spojrzymy wstecz, to gros wielkich artystów przymieralo
                  glodem, absolutnie niedoceniania przez swoich wspólczesnych,
                  poniewaz ich idee, ich sztuka byla zbyt awangardowa dla absolutnej
                  wiekszosci spoleczenstwa. Ale to wlasnie dzieki nim, tym artystom
                  którzy wylamali sie poza ramy postawione przez ówczesne szkoly
                  sztuki piekne tak wspaniale sie rozwinely.

                  P.S. Stokroc. Papier rulez wszedzie. Moja bardzo wartosciowa
                  kolezanka wlasnie dostala wilczy bilet. Nie ma dyplomu ani innego
                  marnego MBA. Posiada doswiadczenie, ma umiejetnosci ale to sie nie
                  liczy, ech. ;(
                  • iwannabesedated Re: artysta certyfikowany 30.09.08, 14:41
                    Nie wiem jak gdzie indziej, ale tu w Polsce architekt to jest
                    inżynier. Studia są na polibudzie, więc techniczne. Większość w
                    ogóle nie jest żadnymi artystami i do głowy im nie przychodzi (może
                    i dobrze) że mogli by być.
                    Co do papieru - to znam niestety tę tendencję i ubolewam. Była w
                    filmie Terry'ego Gilliama "Brasil" taka scena gdzie na faceta się
                    rzuca stos papieru i go pochłania. Pouczające.
                    Przyjaciółce współczuwam. Ale wilczy bilet w wolnym kraju mogą dać
                    jedynie jeśli ktoś zgodzi się go przyjąć. Rozumiem przez to, że jest
                    to w dużej mierze w głowie. Moja cudna przyjaciółka, która
                    rozpoczęła pracę metodą hellingerowską w Polsce, była że tak powiem
                    pionierem - nie została zaakceptowana przez polskie towarzystwo
                    hellingerowskie. Które się stworzyło długo po tym jak ona rozpoczęła
                    tu pracę tą metodą, mało tego. Wielu założycieli onego towrzystwa
                    się o metodzie dowiedziało od niej, i od niej się uczyło. Miała ona
                    przez pewien czas zgryz, czy dalej, będąc "wyklętą", pracę w Polsce
                    kontynuować. Wątpliwości jej rozwiązał sam Hellinger, który a)
                    osobiście jej działalność poparł w Polsce i wszędzie, b)wypiął się i
                    wypisał ze światowego towarzystwa hellingerowskiego twierdząc iż są
                    stadem konserwatywnych, wsobnych durniów :)
                    • xurek Papier 30.09.08, 15:01
                      W pewnych sytuacjach wydaje mi sie niezbedny, w pewnych sensowny a w
                      innych zas zbyteczny. Otoz nie chcialabym sie leczyc u lekarza bez
                      papiora (szczegolnie u chirurga nie :)), nie chcialabym jak Blues
                      wlezc na most zbudowany przez speca bez papiora itd.

                      Ze psycholog ma papior jest sensowne, bo jest to jakas wskazowka, ze
                      w tej dziedzinie umie cos wiecej niz taki bez papiora, ale absolutny
                      mus to to nie jest.

                      Zarowno artysta jak i piekarz nie potrzebuja moim zdaniem zadych
                      papiorow, bo albo mi sie podoba badz smakuje, albo nie.

                      Inny temat to sposob zdobywania papiora, ktory czesto z powodow dla
                      mnie niezrozumialych jest bardzo rygorystycznie wytyczony. Mnie na
                      ten przyklad wystarczyloby zupelnie, gdyby jakas odpowiednio
                      wykwalifikowana komisja stwierdzajac, iz byly rzeznik doskonale w
                      trybie autodydaktycznym opanowal chirurgie wystawila mu papier
                      chirurga – szesc lat na medycynie nie sa w takim wypadku konieczne.
                      Czesto jednak jest tak, ze sie papiora „od tylu“ zdobyc nie da i to
                      bywa rownie upierdliwe co kontraproduktywne.
                      • iwannabesedated Re: Papier 30.09.08, 15:18
                        Piapiór niezbędny jest, nie powiem. W przedewszystkim w toalecie :)))
                        Nie neguję, iż zgodnie z prawem i obyczajem, wskazane jest aby pewne
                        zawody były licencjonowane. Dohtory, konstruktory budynków, dróg i
                        mostów, na przykład.
                        Co do psychologów, to już nie jestem taka pewna. Sami bowiem
                        psychologowie twierdzą, iż na studia psychologiczne głównie idą
                        świry mając tam nadzieję się ze swoją świroteką uporać. Co się
                        nielicznym udaje, a licznym nie. Dyplom więc psychologii gwarantuje
                        nam niejako, iż posiadacz jest pierdolnięty.Może to i warunek
                        niezbędny do leczenia innych pierdolniętych jest - a może nie. Tego
                        medycyna nie wie.
                        Wracając zaś do meritum, czyli artystów, to przy przeglądaniu
                        galerii Twego męża (kolejnym, bo pierwszy raz uwagi nie zwróciłam)
                        zauważyłam iż "Kobieta" ma zamiast głowy torbę na zakupy. A cóż to
                        znaczyć może?
                        • maria421 Re: Papier 30.09.08, 15:36
                          Papier jest potrzebny fachowcowi jako dowod ze sie zna na tym co robi, a zna sie
                          bo odpowiednie szkoly i kursy ukonczyl i egzaminy zdal.

                          Fachowiec to ktos kto sie na jakms fachu zna. Fachowiec-malarz moze wiec fachowo
                          namalowac portret na zamowienie ale to wcale nie znaczy ze przez to
                          automatycznie staje sie artysta.
                          Gdyby mi kiedys strzelil do glowy pomysl zeby sie dac sportretowac, nie
                          zadalabym od malarza przedstawienia dyplomu lecz przedstawienia wlasnych prac.

                          • iwannabesedated Re: Papier 30.09.08, 15:47
                            A ja jak zamawiam u stolarza szafę, u hydraulika naprawę klopa, jak
                            do restauracji idę, albo kieckę sobie do uszycia daję, to ich
                            świadectwa szkół i kursów są ostatnią rzeczą jaka mnie interesuje :)
                            Więc dla kogo ten dowód, się pytam?
                            • maria421 Re: Papier 30.09.08, 15:57
                              Stokrotko, nie pytasz o papier, bo zakladasz ze facet prowadzacy zaklad
                              stolarski u ktorego szafe zamawiasz , kucharz gotujacy dla Ciebie obiad w
                              restauracji itd. taki papier ma. I jezeli jestes zadowolona z obiadu czy z
                              szafy, to szafa gra. Ale jakby Ci sie szafa po tygodniu rozwalila, to bys
                              pomstowala "kto tego durnia zawodu uczyl". Albo cos w tym stylu:)
                              • iwannabesedated Re: Papier 30.09.08, 16:00
                                Szczerze mówiąc, to zakładam raczej że ma umiejętności.
                                A jak je nabył, czy od kogoś ucząc się, czyteż uczęszczając do
                                szkół, czyteż sam siebie - to mnie mało interesuje.
                        • xurek number two 30.09.08, 15:42
                          artystycznej polemiki czyli:

                          "zauważyłam iż "Kobieta" ma zamiast głowy torbę na zakupy. A cóż to
                          znaczyć może?"

                          Wg samego artysty to nie jej glowa, tylko jeden z "symboli" kobiety.
                          Tekst po angielsku przytocze jak powroce do domu, bo tutaj to ja mam
                          tylko programy do planowania i przesuwania budzetow w te i w tamte.

                          Ale o czym chcialam to to, "co artysta chce nam przez to
                          powiedziec". Ten dylemat nie istneiej jedynie w prozie i takzwanej
                          szerokopojetej popmuzyce, ale juz poezja, klasyka a malarstwo w
                          szczegolnosci to istne pole minowe. Mnie sie juz zdarzylo powiedziec
                          artyscie, ze to bardzo ladne drzewo a to byl Jezus, moj maz raz
                          malowal "cus" co jego zdaniem w wersji koncowej mialo byc kobieta
                          bez glowy a dla mnie i Behemota wygladalo jak jakas dziwna psia
                          morda z wielkimi zebami (maz tak sie usmial, ze domalowal oczy,
                          wsadzil roze w rozdziawiona morde i nazwal "dog i love").

                          No wiec jak to jest? Czy jak sie nie uda zgadnac, co artysta
                          namalowal (a mnie nie udaje sie czesto u wielu artystow) to oznacza
                          to, ze a) konsument sztuki do bani b) artysta do bani czy c) tak
                          wlasnie powinno byc?

                          Ja z tych gaf wyciagnelam taki wniosek, ze albo zchodze na
                          wernisarzu artyscie z drogi, albo przysluchuje sie jak inni wlaza w
                          te kupy i w ten sposob dowiaduje co artysta zamysliwal albo tez
                          (tylko w te dni, w ktore mam duzo odwagi) pytam, co to jest :)).
                          Czego zaprzestalam zupelnie to mowienie artystom, co moim zdaniem
                          namalowali, bo zauwazylam, ze rzadko ich to bawi :)))
                          • xurek specjalnie dla Stokrotki 30.09.08, 15:49
                            przepisalam text o kobiecie z ksiazki artysty, ktora tutaj mam na
                            wypadek wszelki w jezykach obu (za bledy z gory przepraszam, ale
                            sprawdzac mi sie nie chce):

                            I was thinking about Western Woman.
                            About her characteristics.

                            For me the most beautiful thing
                            about a woman is her breast.
                            Woman carries her breast with pride.
                            But western Woman carries her designer bag
                            with the same pride.

                            With her softness and tender skin
                            she’s as delicate as a balloon.
                            But you never know if she will fly high or explode.

                            She is the one
                            who deserves passion and love.
                            She is the one
                            Who loves heavenly sleek fast cars,
                            But she drives a slow and steady one.

                            And at the end woman is round.
                            That is woman.
                            • iwannabesedated Re: specjalnie dla Stokrotki 30.09.08, 16:01
                              Piękne Xurku. Dzięki :)
                          • iwannabesedated Re: number two 30.09.08, 15:51
                            A to faktycznie dwie rzeczy są, co artysta chce powiedzieć, a co
                            oglądającemu w duszy gra.
                            Torba ta, zamiast głowy, czyteż jako atrybut, intryguje i do
                            przemyśleń skłania. I chyba o to chodzi.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja