chris-joe
17.10.08, 11:12
wyliczyli, ze jeden na pieciu klientow malych bisnesow nadal (!!!) obslugiwany
jest po angielsku.
Prowincjonalny rzad wydal wiec odezwe, ze nalezy to zmienic. I wykupil w
anglojezycznej prasie za gruba forse calostronicowe ogloszenia, zachecajace
anglosow do poslugiwania sie francuskim w naroznych sklepikach, u szewca i w
pralni. Wlascicieli tych przybytkow zas, do witania klientow po francusku i
nie zbaczania z tego kursu, chocby nie wiem co.
Mnie ciekawi, jak oni wyliczyli tego jednego z pieciu? Czy w warzywniakach
stoi szpicel notujacy takie wydarzenia oraz pilnujacy, by muchy nie obsraly
portretu Jego Cesarskiej Mosci?