iwannabesedated
04.11.08, 19:32
Przeczytałam właśnie książkę "Nocny pociąg do Lizbony" Pascala
Mercier, pisarza ze Szwajcu. Którą to wszystkim polecam na
refleksyjne jesienne długie wieczory.
Oto bowiem Mundus, paragon i paragraf klasycznej filologi,
pedantyczny, nieomylny, rzetelny i solidny nauczyciel liceum idąc
rano do pracy spotyka na moście kobietę, która zamierza skoczyć z
mostu. Lecz zamiast tego pisze Mundusowi na czole jakiś numer
telefonu i zarazem zmienia jego życie. To znaczy Mundus zmienia
swoje życie i zmienia się, ucieka ze szkoły, ukrywa się we własnym
mieszkaniu z samouczkiem portugalskiego, a nazajutrz rusza nocnym
pociągiem do Lizbony.
Czy to jest możliwe? Czy człowiek tak nagle, po 40, 50, 60 latach
bycia sobą może nagle zacząć być jakimś zupełnie innym sobą? Będąc
nudnym zacząć być ekscytującym? Będąc paragonem i leksykonem zostać
ryzykantem?
Wszystko jedno, z dnia na dzień nagle i niespodziewanie, czy też w
długim i świadomym procesie - ale czy to w ogóle jest możliwe? I do
jakiego stopnia?
Ktoś coś?