lucja7
12.11.08, 18:48
Zatelefonowal do mnie wczoraj znajomy ktory zyje teraz w Polsce,
porozmawialismy troche o wszystkim i powiedzial mi przy okazji ze
widzial "taki sobie fajny francuski film pt bardziej niz na polnoc",
ze lekki, znakomity i ze wogole dawno tak sie nie usmial.
Musialam wiec mu wtracic kilka zdan natury "film francuski ostatnich
10ciu lat", aktorzy, realizatorzy.....ze swiat nie zatrzymal sie na
Simone Signoret, Clouzot i innych Jean Marais, zeby jakos to
usytuowac.
I byloby milo gdyby nie to ze "zaistniala koniecznosc" jego
zapytania o pochodzenie aktora "glownego bohatera" filmu, ktorego?
tego ktory zostal zeslany? czy tego ktory przyjmowal? tego
zeslanego, powiada.
Realizatorem, autorem i aktorem tego popularnego filmu jest Dany
Boon, postac aktorska bardzo we Francji popularna od okolo 10ciu
lat, podobnie jak jego partner, ten zeslany, Kad Merad. Obydwaj sa
dziecmi malzenstw mieszanych, franko-algierskich.
Ale pisze tu o jednym jedynym pytaniu jakie typ mi zadal: a jakiego
pochodzenia on jest?
Okazuje sie ze sa gdzies tam, na zadupiach swiata, problemy
wazniejsze niz tworczosc ludzi. I bylo mi niedobrze.
Bylo mi natomiast bardzo dobrze po obejrzeniu polskiego
filmu "sztuczki" Jakimowskiego.
Bylo mi dobrze glownie dlatego ze film byl krecony w pejzazu
miejskim, w pieknym pejzazu Walbrzycha (jego przedmiesc?)i filmowany
jak rzadko pieknie moze byc filmowane miasto.
Bo gdyby spojrzec na "temat", to nie ma on teoretycznie zadnego
wdzieku: rozwalajace sie chaotycznie poustawiane bryly domow wzdluz
zarastajacej drogi, wszystko poodrapywane i ratowane od upadku
nadludzkim wysilkiem, resztki cegiel, marny tynk, resztki blachy,
niebo przeciete zelaznym wiaduktem kolejowym, obraz torow,
kilometrowe odleglosci miedzy jakims tam sklepem, dworcem, barem,
czyims miejscem pracy, niepewne granice miedzy trotuarem a jezdnia
(chodzi sie jezdnia, bo rowniejsza).
Miasto bez zadnej ciaglosci, zaznaczane jedynie indywidualnymi
akcjami wymiany okien w starych domach (biale, nowe), ale rowniez
akcjami ludzi w ich zyciach, poszarpanymi i wylacznie doraznymi:
pilnowanie dzieci, szukanie pracy, spoznienie sie na pociag, remont
starego klekota samochodu. Notoryczny brak marzen.
Jedyna "ciagloscia" a jednoczesnie ingerencja w stan bezruchu byla
nowo, bialo wymalowana ciagla linia na srodku drogi przecinajacej te
czesc miasta, jakby znak ze jednak tu ktos zyje. Zaznaczajaca
rowniez obecnosc autorytetu?
Ale filmowanie bylo "oszukane", bo ten ponury miejski pejzaz byl
przedstawiny w bardzo jasnym swietle wczesnego lata, ze stadami
ptakow latajacymi nad wiaduktem, z pieknymi, jakby przez przypadek,
prostymi brylami domow.
Niezaleznie wiec od akcji, ale z piekna muzyka, widzialam piekny
polski film "miejski". Bardzo mi sie podobal.
Widzial ktos?