Decydujący punkt, czyli szafa

18.12.08, 19:48
Dzisiaj zadzwonił do mnie pan z banku, i szczerze mówiąc to czekałam
na ten telefon. Bo jakoś rok temu uległam ogłupieniu w sklepie
meblowymi i dałam się naciąć na "raty 0%" co się okazało ściemą i
przekrętem. W rezultacie nabili mnie w kartę kredytową co to
istotnie "0%" jeśli zapłacisz całość w ciągu 30 dni. Czyli w 30
codziennych ratach :)

No ale reguła konsekwencji, skoro już formalności podjęłam, to je
sfinalizowałam i sobie spłacam - tyle że upierdliwe to jest bo co i
raz to albo zapomnę, albo kasy nie mam i w konsekwencji nękają mnie
idiotyczne telefony na przykład o 7 rano.

Więc zdecydowałam się całość kwoty im wpłacić, kartę zamknąć i się
odpierdolić czyli uwolnić. Łatwiej powiedzieć niż zrobić, co się
okazało po kilku telefonach, chyba z godzinie wiszenia w kolejce
rozmów, bycia przełączaną od annasza do kajfasza i curik.

Pomna tego co mnię uczyli w Sztatach, że jeśli chcesz na siebie
zwrócić ich uwagę to przestań płacić - przestałam. Więc dzwoni pan i
tonem oficjalnym mnie zaczyna sztorcować i nakłaniać do wpłacenia
zaległej raty w przeciągu 5 minut oraz potwierdzenia tego faksem,
mailem i sms'em - a ja mu na to że tak ok, ale chcę zapłacić całą
kwotę od razu i ile to jest oraz z karty zrezygnować. Pan się jakoś
tak skurczył energetycznie, zaczął mi wyjaśniać, że nie, bank nie
chce całej kwoty, tylko trochę, że nie musi być za 5 minut, może być
jutro, i wystarczy mailem potwierdzić...
A ja dalej swoje, ile, i że kartę zamykam. A pan coraz miękciejszy,
płaczliwszy, że nie, że nie cała kwota, że on nie wie ile cała
kwota, że w ogóle to mogę nie płacić w tym miesiacu, a jak go
zaczęłam przyciskać - to stęknął rozpaczliwie i ROZŁĄCZYŁ SIĘ!


Ale meritum sprawy z którą tutaj się przed forum produkuję jest
szafa. Bo to szafę na te raty kupiłam, i z szafy akurat jestem
zadowolona. Gdyż nie tylko jest ładna i funkcjonalna, ale też myślę
że chłop mój się na tę szafę połasił. Znaczy, na mnie
przedewszystkim, ale szafa jakby to był ten punkt który przeważył
szalę. Bo chłop ów posiada dużo ubrań, a szafę malutką oj malutką
mniał, a mieszkanie wynajęte, wiec swojej się kupować nie opłacało a
i też nie wiadomo gdzieby postawić ją. Więc ja, oczywiście w
całokształcie swoim. Lecz ubocznie, ale decydująco szafa to
sprawiła, jak bum cyk cyk.

Co mnie nie bulwersuje ani nie obraża, znam idiotyczniejsze
przypadki, na przykład jeden poleciał na to że laska studiowała
ekonomię, a inna że chłop masaż stóp robił niezły, ktoś tam na to że
teściowa zarąbistego tatara robiła, a inna na to że sierotą był i
teściów było w ogóle brak. Mnie się samej wydaje, iż poleciałam na
pewną uroczą szparę w zębach, co mi do tej pory przywraca amourowe
wibrancje, gdy się zdezamouruję.

I teraz pytanie do forumlibości, na co żeśta Wy polecieli? Co było
tym ubocznym, być może idiotycznym lecz jednak decydującym
elementem? Tylko prawdę tu pisać, nie kitować.
    • ewa553 Re: Decydujący punkt, czyli szafa 18.12.08, 20:11
      usmiech. usmiech z blyskiem zeba pieknego, choc na pewno nie
      idealnego jak sztuczny. udalo mi sie ten usmiech uchwycic na
      zdjeciu. jestem szczesciara, nie?
    • ewa553 PS ad rem:))) 18.12.08, 20:13
      czyli szafa/raty. Ja tez kiedys probowalam splacic nagle wszystko i
      byly z tym kolosalne problemy. bo one w tym banku liczyc nie umieja,
      a to trza na nowo cene obliczyc. wiec jest problem. natomiast nie ma
      problemu typu: zapomnialam zaplacic. bo sie robi umowe zeby bank co
      miesiac rate wysylal i tyle. Nie wiem dlaczego, ale wwszyscy znani
      mi w polsce ludzie boja sie tego systemu.
      • iwannabesedated Re: PS ad rem:))) 18.12.08, 20:28
        Na sztuczną szczękę Cię wzion! Dobrze, że chociaż w ustach była, a
        nie pływała w szklance...

        Ewcia, przecież piszę wyraźnie, że raz zapomnę, a raz NIE MAM. I to
        dotyczy większości ludzi w Polsce. Na dodatek tutaj banki dziwne
        hopy robią i potrafią ci pienądze na tydzień przed terminem zamrozić
        na koncie. Pożyczkodawcy też cuda niewidy wymyślają, dolicząjąc
        różne z dupy wzięte kwoty, jakieś asekuracje, opłaty za przyjęcie
        wpłąty, ect. To nie Niemcy, że reguły są ustalone - to je dżungla, i
        trzeba być czujnym :)
        • maria421 Re: PS ad rem:))) 18.12.08, 20:47
          Taka pierwsza najpierwsza rzecz na jaka polecialam to byl glos. Potem juz
          lecialam na caloksztalt.
          • maria421 Facet? Szafa? 18.12.08, 21:08
            to mi sie tak kojarzy:

            Facetowi żona zaczęła mówić przez sen. Jakieś jęki i imię Rysiek...
            Bez dwóch zdań doprawiała mu rogi i facet szybko doszedł do takiego samego
            wniosku. Aby to sprawdzić, pewnego dnia udał, że wychodzi do pracy i schował się
            w szafie. Patrzy, a tu żona idzie pod prysznic, układa sobie włosy, maluje się,
            perfumuje i w samej koszulce nocnej wraca do łóżka. W tym momencie otwierają się
            drzwi i wchodzi Rysiek...
            Super przystojny, wysoki, śniada cera, czarne, bujne włosy - jednym słowem bóstwo.
            Facet w szafie myśli: "Muszę przyznać, że ten Rysiek to ma klasę!".
            Rysiek zdejmuje powoli koszulę i spodnie, a na nim stylowe ciuchy, najmodniejsze
            i najdroższe w tym sezonie.
            Facet w szafie myśli: "szlag, ale ten Rysiek, to jednak jest zajebisty!".
            Rysiek kończy się rozbierać od pasa w górę, a tu na brzuchu mięśnie
            krateczka-kaloryfer, wysportowany, a klatka jak u gladiatora.
            Facet w szafie myśli: "ten Rysiek, to ekstra gość!".
            Rysiek zdejmuje super-trendy bokserki, a tu penis cudowny - pierwsza klasa.
            Facet w szafie myśli: "O żesz ty, Rysiek jest rewelacyjny"
            W tym momencie żona zdejmuje koszulę nocną i pojawia się ciało z cellulitisem,
            obwisłe piersi, rozstępy...
            Facet w szafie myśli: "Ja pierdolę! Ale wstyd przed Ryśkiem".
            • iwannabesedated Re: Facet? Szafa? 18.12.08, 21:12
              :) oj Maryśka. Jak pisałam - Ty tylko o dupczeniu ;)))
              • jutka1 Re: Facet? Szafa? 18.12.08, 21:14
                To ja tak pisalam! ;-)
                • fedorczyk4 No ale? 18.12.08, 21:27
                  Na co polecialyscie Jutko i Mario?
                  Ja na cieplo i czarne oczy pod czarnymi, prostymi jak czulki motyla
                  rzesami, i czarne nad nimi brwi. A na pierwszego meza polecialam na
                  charyzme i na nawijke.
                  • jutka1 Re: No ale? 18.12.08, 21:34
                    A co to teraz? Do tablicy wywołujesz? :-)
                  • iwannabesedated Re: No ale? 18.12.08, 21:35
                    wykręcają się, a jak!

                    Rzęsy, rozumiem.

                    A na auto ktoś poleciał? Na umiejętności? Mnie umiejętność wymiany
                    klopa (oczywiście, hehe) niejako omamiła.
                  • maria421 Re: No ale? 18.12.08, 22:06
                    fedorczyk4 napisała:

                    > Na co polecialyscie Jutko i Mario?

                    No przeciez pisalam za na glos.
                    A potem na caloksztalt

    • go.ga Re: Decydujący punkt, czyli szafa 18.12.08, 23:33
      Ja polecialam na zgrabne nogi.
    • chris-joe Re: Decydujący punkt, czyli szafa 19.12.08, 01:58
      Mnie wzial uporem. Najzwyczajniej mnie wylazil, bo mi stadla nie byly w glowie.
      No, i tego... dobry jest w odpowiednich departamentach.
      • asia.sthm Re: Decydujący punkt, czyli szafa 19.12.08, 09:36
        Ja polecialam chyba na szesc kilo wolowiny bez kosci. Przez zoladek
        mi trafil. Jakos odwrotnie nam wyszlo ;)
        • iwannabesedated Mięso!!! 19.12.08, 16:35
          A to mnie zafrapowało! Wołowina, owszem, rozumiem, na to można
          polecieć - mnie wczoraj do białości podniecił udziec jeleni
          zakupiony na Święta.
          Ale aż sześć kilo! Co z tym zrobiłaś, rzuciłaś na podłogę i się
          tarzałaś???
          • asia.sthm Re: Mięso!!! 19.12.08, 23:17
            Stokrotko, ani mi w glowie tarzanie bylo. Pozeralam wszystko z
            wielka rozkosza wydzielajac po pare talarkow na raz. Prozaiczna
            historia wyglodnialej baby. To dzielo sie w Libii, gdzie po
            przyjezdzie balam sie ameby, salmonelli, a nawet zwyklej sraczki,
            bo musialam zyc i jakos pracowac. Mieso, (kozina , baranina) owszem
            wisialo w sklepach zamykanych na klape, bez klimatyzacji, pryskano
            je muchozolem aby muchy nie siadaly. Zylam na dunskich konserwach,
            wsciekle mdlym serku, chlebie i puszkowych napojach tak ze 3 mce,
            kiedy moj luby zapukal we drzwi dwoma torbami
            niepryskanego, swiezego miesa z krowy. Do kompletu dzierzyl dwa
            peczki mlodej cebulki dymki ze szczypiorkiem. Nie wpuscilabys dalej
            niz za prog? Zostal po wykwintnej kolacji na 28 lat....i chyba
            dluzej zostanie.
            Chlop co by mi zapukal pekiem roz wystraszylby mnie smiertelnie. Mam
            uczulenie na roze rowne zloconym labedziom.
            • maria421 Re: Mięso!!! 20.12.08, 10:48
              Asiu, to jest piekna historia! :)
    • jutka1 Re: Decydujący punkt, czyli szafa 19.12.08, 10:09
      Hmmm. Polecialam chyba na caloksztalt, ale poniewaz to byl pierun w przyslowiowy
      rabarbar, wiec z wrazenia moglam nie zalapac. :-)))

      ZL mnie zlapal na piekne smutne oczy (potem sie okazalo, ze jeszcze sie tam
      telepala kliniczna depresja), na "bycie feminista" (a to to juz zupelnie inna
      historia), i na bycie dobrym ojcem, samotnie wychowujacym trojke dzieci (bo taki
      czlowiek musi byc dobry, tak?).
      :-)))))))))
      • iwannabesedated Re: Decydujący punkt, czyli szafa 19.12.08, 16:34
        Czyli na litość Cię wziął i tanią ideologię, Pytonie. A tu widzisz
        Maria nas oświecziła, iż ino dupczenie może stanowić podstawę
        związku który buduje.
        • jutka1 Re: Decydujący punkt, czyli szafa 19.12.08, 19:19
          iwannabesedated napisała:

          > Czyli na litość Cię wziął i tanią ideologię, Pytonie. A tu widzisz
          > Maria nas oświecziła, iż ino dupczenie może stanowić podstawę
          > związku który buduje.
          *************
          Kurnia idem siem podlac i podpalic
        • go.ga Re: Decydujący punkt, czyli szafa 19.12.08, 20:01
          iwannabesedated napisała:

          > Czyli na litość Cię wziął i tanią ideologię, Pytonie. A tu widzisz
          > Maria nas oświecziła, iż ino dupczenie może stanowić podstawę
          > związku który buduje.
          >

          Maria ma racje!
          • kielbie_we_lbie_30 Re: Decydujący punkt, czyli szafa 19.12.08, 20:19
            No bo po co w przeciwnym razie facet?
            • go.ga Re: Decydujący punkt, czyli szafa 19.12.08, 20:29
              kielbie_we_lbie_30 napisała:

              > No bo po co w przeciwnym razie facet?
              >

              Ano wlasnie po nic. Dupczenie to tak naprawde jedyna rzecz, do ktorej sa potrzebni ;-)
              • maria421 Re: Decydujący punkt, czyli szafa 19.12.08, 22:59
                Ech, dziewczyny, nieprawda, nieprawda...

                Ten jedyny facet jest tez potrzebny po to zeby byl. Zeby powiedzial rano "dzien
                dobry" a wieczorem "dobranoc". Zeby wyszedl z lazienki i zapachnial. Zeby wszedl
                do kuchni i zajrzal pod pokrywke. Zeby wszedl w drzwi domu i powiesil plaszcz na
                wieszaku. Zeby przy obiedzie powiedzial " co ty na to gdybysmy tak..." Zeby
                powiedzial ze ladnie wygladam. Zeby czasem na spacerze powiedzial "a
                pamietasz...?" Zeby spiewal prowadzac samochod. Zeby mnie rozsmieszal. Zeby byl!
    • ewa553 Re: Decydujący punkt, czyli szafa 19.12.08, 10:29
      a wiesz c-j ze nawet pamietam jak tu opowiadales o jednym takim
      ktory Cie wiernie podrywa? I jak sie zastanawiales, jak go nazwac?

      A ja przestalam wierzyc w swoj osod "od pierwszego wejrzenia".
      Kolega Artysta z mojej grupki wedrowniczo-kulturalnej wydawal mi sie
      na poczatku przemily, ale jako mezczyzna absolutnie beznadziejny.
      Teraz widze ze jest przystojny, nieprawdopodobnie dowcipny moim
      ulubionym angielskim typem humoru (a to Niemiec!!!), znajacy sie i
      na muzyce i na literaturze, cudowny partner do rozmow. Hm....
      Moze wplynelo na to wszystko odwiedziny w jego atelier i autentyczne
      zakochanie sie w jednym z jego obrazow? W dalszym ciagu nie jestem
      nim jako mezczyzna zainteresowana, ale ciesze sie ze mam tak fajnego
      znajomego.
      • maria421 Punkty decydujace na nie 19.12.08, 14:05
        czyli jakie typy nie u Was maja zadnych szans.

        U mnie:

        -mali i chudzi
        -grubasy (maly brzuszek moze byc)
        -niezadbani
        -wytatuowani lub wypiercingowani
        -machos
        -metryczni
        -wulgarni
        -bez manier
        -ponuracy bez poczucia humoru i wieczni malkontenci
        -cwaniacy
        • kielbie_we_lbie_30 Re: Punkty decydujace na nie 19.12.08, 18:27
          Ja nie patrze jacy nie maja szans tylko jacy maja bo wtedy wybor jest mniejszy:
          - masc mi jest obojetna
          - ani za maly ani za duzy bo szyja boli jak sie caluje takiego
          - ani za chudy ani za gruby...toc przytulic sie trza do czegos
          - humor to pierwszy warunek, musi byc choc troche wariatem zadne cieple kluchy tu..
          - ten blysk w oku...miau
          - szczery, wierny i otwarty
          - no i musi mnie uwielbiac...
          • maria421 Re: Punkty decydujace na nie 19.12.08, 19:51
            O tak, blysk w oku musi byc!

            A cieple kluchy dopisuje do mojej listy punktow decydujacych na nie.
        • jutka1 Re: Punkty decydujace na nie 20.12.08, 05:20
          Im starsza jestem, tym mniej zwracam uwagę na wygląd, a bardziej na resztę
          "pakietu". Z Twojej listy "na nie" nie lubię ostatnich czterech czyli machos,
          wulgarnych (i nie mówię tu o rzucaniu mięsem, bo sama klnę jak szewc, ale o
          wulgarności charakteru), bez manier, ponuraków etc., i cwaniaków.
          Dodam tylko, że szans u mnie nie mają też:
          - skąpiradła i centusie (mam uraz po ZL i po tzw. poecie z Hameryki)
          - wykorzystywacze czyli users
          - workoholicy
          - faceci bez pozazawodowych zainteresowań
          - skrajni egoiści i egocentrycy
          - niesłowni
          - kłamczuchy

          Niestety, niektóre z tych cech wychodza z gadupy dopiero w praniu, i i tak można
          się naciąć.
          :-D
          • go.ga Re: Punkty decydujace na nie 20.12.08, 10:00
            Ja troche zwracam uwage na wyglad, nie lubie panow z miesniem piwnym ani pulchnych misiow.
            Wlasciwie moglabym sie podpisac pod listami Mari i Jutki. Dodam, ze nie lubie nie tylko pracoholikow ale tez wszelkich innych -holikow. Odpadaja tez panowie o ekstremalnych pogladach, niewazne w jakim kierunku.
            • jutka1 Re: Punkty decydujace na nie 20.12.08, 10:38
              Też nie lubię ekstremistów. :-)
          • kielbie_we_lbie_30 Re: Punkty decydujace na nie 20.12.08, 10:22
            No przeciez...takie tam rozne to podstawa...tak bardzo ze az nie wydawalo mi sie
            niezbednym to pisac...
            Ale wzrokowcem bylam i jestem i lubie popatrzec tez :)
          • maria421 Re: Punkty decydujace na nie 20.12.08, 10:59
            Jutus, ja na starosc facetow juz wlasciwie nie zauwazam, a jezeli juz zauwazam
            to tylko tych, ktorzy wygladem przypominaja mojego meza, czyli wysocy, dobrze
            zbudowani, geste srebrne wlosy, czarne brwi, szeroki usmiech, elegancja
            ruchow.... ech.....

            Cech jakie wymienilas nie znosze u nikogo, rowniez u kobiet.
            • jutka1 Re: Punkty decydujace na nie 20.12.08, 11:01
              Ja u kobiet też nie znoszę, ale wątek o facetach, więc...
              :-)
            • jutka1 PS 20.12.08, 11:02
              Jakie na kurnia starość???

              Maryśka, bo torepkom bezłep!
              • maria421 Re: PS 20.12.08, 12:08
                Wiesz, takie torepkom bezlep czasem by mi sie przydalo:)

                Wiec przyjmuje:)
                • jutka1 Re: PS 20.12.08, 12:25
                  NIOM. I żeby mi się to więcej nie powtórzyło! :-D
    • sabba Re: Decydujący punkt, czyli szafa 19.12.08, 21:50
      na dlugie wlosy
      i na to ze nie podlizywal jak inni
      • morsa Re: Decydujący punkt, czyli szafa 20.12.08, 01:36
        Moj zagial mnie tym czyms pod lysym sufitem;-))
        Uwazalam, ze jestem dobra, a nawet bardzo dobra w historii -
        w porownaniu z Nim wypadlam cienko, szczegolnie historii
        Polski;-( Inne obszary wiedzy posiadal takze wieksze ode mnie.
        A ja to cenie i lubie - facet MUSI byc madrzejszy ode mnie -
        to mnie kreci :-))
        Pozatym - wszelkie prace domowe i chec do prasowania - cos,
        czego ja nienawidze; ogromny szacunek dla rodziny i osob starszych,
        tak obce dla wielu Svenssonow, a tak naturalne i oczywiste
        dla tej mojej brzydkiej polowy....
        No i olbrzymia tolerancja dla mojego lenistwa.
        I ze moze ze mna wytrzymac;-)) I nie wiem dlaczego,
        ale zawsze mam swieze czerwone roze w wazonie.
        Czy ja na to zasluguje? Wg Niego chyba tak.......
        • lucja7 Re: Decydujący punkt, czyli szafa 20.12.08, 11:32
          maria napisala:
          "Ten jedyny facet jest tez potrzebny po to zeby byl. Zeby powiedzial
          rano "dzien dobry" a wieczorem "dobranoc". Zeby wyszedl z lazienki i
          zapachnial. Zeby wszedl do kuchni i zajrzal pod pokrywke. Zeby
          wszedl w drzwi domu i powiesil plaszcz na wieszaku. Zeby przy
          obiedzie powiedzial " co ty na to gdybysmy tak..." Zeby powiedzial
          ze ladnie wygladam. Zeby czasem na spacerze powiedzial "a
          pamietasz...?" Zeby spiewal prowadzac samochod. Zeby mnie
          rozsmieszal. Zeby byl!"

          W tym wypisywaniu o dupczeniu i potrzebach z nim zwiazanych
          (myslalby kto moje mile) tekst Marii wypada jak balsam, jak
          normalnosc, jak spokoj. Bardzo mi sie spodobal :-)
          • iwannabesedated Re: Decydujący punkt, czyli szafa 20.12.08, 12:34
            Ależ oczywiście, że Marysia kituje z tym dupczeniem jako jedyną
            podstawą związku, dlatego ją tutaj tak podbechtywałam, Lucypere.

            Ponadto, proszę zważyć, że ten wątek NIE JEST o takich oczywistych
            oczywistościach to na co lecimy ("bycie", ciepło,
            wygląd,ętelygencja) ale na takich pobrzeżnych dziwactwach typu
            czułki motyla, sześć kilo wołowego, troje pasierbów i szafa (ofkoz).
            • jutka1 Re: Decydujący punkt, czyli szafa 20.12.08, 12:51
              100K, ZL nie złapał mnie na trójkę pasierbów, bo jak powszechnie (chyba)
              wiadomo, nigdy nie miałam instynktu macierzyńskiego i ochoty posiadywania
              potomstwa. To, że się z pasierbami zaprzyjaźniłam, to tylko wynikało z ich
              fajnych charakterów i mojej dobrej woli.
              Złapał mnie na to, że sam dzieciaki wychowywał, i że dzieciaki na sprawie
              rozwodowej (lata przed moim pojawieniem się, żeby nie było) same wybrały, że
              będą z ojcem. Co wszystko ja sobie podświadomie przetłumaczyłam, że to oznacza
              cudny facet.
              Nie jest złym człowiekiem, nie zrozum mnie źle, i nawet po latach go zaczęłam
              znów trochę lubić, ale to na co mnie złapał okazało się po czasie nie mieć wiele
              wspólnego z rzeczywistością.

              A teraz idę na obiad i chyba się stychnerf upiję (joke alert :-D).
            • asia.sthm Re: Decydujący punkt, czyli szafa 20.12.08, 20:33
              > czułki motyla, sześć kilo wołowego, troje pasierbów i szafa ...

              z szafa tez moge konkurowac ;) moj maz, byly narzeczony znaczy,
              zaraz po wolowinie przytaszczyl pralke automatyczna. Macie pojecie
              zaraz po Frani przesiasc sie na pelny automat? Opieralo sie u mnie
              pol sluzby zdrowia. Wszyscy zaczeli go wielbic, a ten jak mur, mnie
              jedna capnal i nie puscil. I jak go nie kochac?
          • jutka1 Pozwolę sobie... 20.12.08, 12:54
            ... zgodzić się w dwustu procentach.
            Z Marią przede wszystkim, i z reakcją Lucji.
            • kielbie_we_lbie_30 Re: Pozwolę sobie... 20.12.08, 13:02
              No dobra, dobra, tez sie zgadzam ale pod warunkiem ze bedzie jeszcze slal
              slodkie sms-y podczas gdy siedze na zebraniach...no i nie tylko gdy siedze na
              zebraniach ;)

              I Wam tez tego zycze :)
              • kielbie_we_lbie_30 Re: Pozwolę sobie... 20.12.08, 13:03
                Oddalam sie aby poslac slodkiego sms-a :)
              • go.ga Re: Pozwolę sobie... 20.12.08, 21:59
                kielbie_we_lbie_30 napisała:

                > No dobra, dobra, tez sie zgadzam ale pod warunkiem ze bedzie jeszcze slal
                > slodkie sms-y podczas gdy siedze na zebraniach...no i nie tylko gdy siedze na
                > zebraniach ;)
                >
                > I Wam tez tego zycze :)

                Chyba bym oszalala, gdyby mi chlop do roboty sms-y wysylal. Nienawidze tego, nie zycz mi zle ;-)
            • maria421 Widac 20.12.08, 13:02
              czar swiatecznej atmosfery czy co, ze nagle taka ogolna zgoda:-)

              No zaraz lece po Veuve Cliquot do piwnicy, tylko najpierw lezke wzruszenia obetre:)
              • jutka1 Re: Widac 20.12.08, 15:47
                Oj Marysiu, przecież my jesteśmy wszyscy spolegliwi, tylko tak dla zasady się
                kłócimy ;-))))))))))
    • jutka1 Przypomniało mi się :-) 26.12.08, 10:15
      Kiedyś jeden mnie wziął na pizzę. Nie, że mnie na pizzę zaprosił, ale że umiał
      robić, włącznie z ciastem. Nie tylko była pyszna, ale to ciasto przy mnie
      ugniatał hehehehehehehehe ;-)))))))))))))
      • ewa553 Re: Przypomniało mi się :-) 26.12.08, 10:26
        czy ugniatanie mbylo az tak erotyczne?:)))))
        • jutka1 Re: Przypomniało mi się :-) 26.12.08, 10:33
          Powiedzmy, że miałam skojarzenia. A potem pizza była świetna, więc... :-))))))))
          • fedorczyk4 Re: Przypomniało mi się :-) 26.12.08, 14:28
            A ja sie wlasnie tydzien temu umowilam sie z gachem z lat bardzo,
            bardzo dawnych, ktory zostal na przestrzeni prawie trzydziestu lat,
            najblizszym przyjacielem, ze jak juz bedziemy bardzo starzy oboje
            (ja juz jestem, ale on jest ciagle jeszcze dla mnie za mlody)to sie
            pobierzemy i bedziemy gadac az do smierci. Bo co sie wzajemnie
            dopadniemy, czy to przez telefon, czy osobiscie, czy mailowo, to sie
            nie potrafimy nagadac. Ciagle nam malo i malo.
            • jutka1 Re: Przypomniało mi się :-) 26.12.08, 16:56
              No to ja się zafrapowałam... żeby gadać aż do śmierci trzeba się pobierac? ;-)))))))
              • kielbie_we_lbie_30 Re: Przypomniało mi się :-) 26.12.08, 17:22
                Tyz zaczelam sie po glowie drapac :)
Pełna wersja