Skoro nikt się nie kwapi, to zacznę ja

30.12.08, 15:02
Rok 2008 - osobiste podsumowania i przemyślenia.

Czy to był dobry dla Was rok? Pamiętny? Specyficzny? Co po 20
powiedzmy latach zostanie z tego roku w pamięci?

Czy wynika z niego jakaś pointa? nauka? korzyść?

Co zrobiliście w tym roku, czego nie chcecie już powtarzać? A co
chętnie powrórzycie jeszcze wiele razy?

Czy coś Was zdumiało?
    • jutka1 Re: Skoro nikt się nie kwapi, to zacznę ja 30.12.08, 16:08
      Uuuuu, tutaj to muszę pomysleć.
      :-)
      • iwannabesedated Re: Skoro nikt się nie kwapi, to zacznę ja 30.12.08, 16:52
        No ja też, skoro ten wątek zaczęłam, to powinnam tutaj zaraz walnąć
        sążniście i jednoznacznie, jak Swiatlo, albo do dupy ten rok i
        stracony, czarne widzę, lub też triumfalistyczny taniec dzikich
        wokół ognia odtańczyć - a tu dupah.
        Skrobię się w głowę, lecz nic jednoznacznego i klarownego nie
        wynika, a wręcz mogłabym ten rok ocenić zarówno jako całkowicie
        chujowy a z drugiej strony bardzo udany.
        Podywaguję nad tym jeszcze i przemyślenia swoje w partiach tutaj
        umieszczę.
        • swiatlo Re: Skoro nikt się nie kwapi, to zacznę ja 31.12.08, 00:23
          iwannabesedated napisała:

          > ... wręcz mogłabym ten rok ocenić zarówno jako całkowicie
          > chujowy

          Gramatycznie powinno być "hujowy", czyli "braterski".
    • maria421 Re: Skoro nikt się nie kwapi, to zacznę ja 30.12.08, 16:15
      Smutny rok. Choroba i smierc Mamy a z nia znikniecie Domowego Gniazda.
      Nie wydarzylo sie nic takiego co bym koniecznie chciala powtorzyc.
    • roseanne Re: Skoro nikt się nie kwapi, to zacznę ja 30.12.08, 19:35
      nikt w rodzinie sobie niczego nie zlamal, co juz jest wielkim usprawnieniem
      nauczylam sie jezyka


      i wystarczy
    • kielbie_we_lbie_30 Re: Skoro nikt się nie kwapi, to zacznę ja 30.12.08, 21:46
      Rok byl super. Zaczal sie przygoda z NK gdzei znalazlam kuuuuupe dawnych
      przyjaciol, znajomych. Bylo wiele spotkan, wzruszen a z czescia ludzi mam nadal
      kontakty. Fantastyczne po prostu...
      Pierwszy rok gdy czuje sie po moim wypaleniu dobrze..bez powracajacych dolow.
      Synkowie sa super...dobrze sie rozwijaja ;)
      A zakonczenie tez super: samochod przeszedl dzis przez przeglad bez problemu, i
      kupilam jedwabna pizame za psie pieniadze..
      I Wam robaczki szampanow, jedwabiow, kawiorow i wszystko co jest super zycze na
      ten Nowy Rok
      Sciskam nawet swiatlo :)
      • iwannabesedated Re: Skoro nikt się nie kwapi, to zacznę ja 30.12.08, 23:55
        O, kiełbuj się ocknął z choroby i teraz wytryska euforią, jak nie
        przymierzając, Ewa po górskiej wędrówce zakrapianej likierem
        gruszkowym (choć podejrzewam tam też i wyczyny erotyczne na stojaka
        w zaspie)
        • kielbie_we_lbie_30 Re: Skoro nikt się nie kwapi, to zacznę ja 31.12.08, 13:22
          Toc co dopiero dostalam po glowie ze nie potrafie sie cieszyc :)

          Nadal nos zapakowany, kaszel nadal meczy...

          Sciskam Cie Dorciu ;)
      • swiatlo Re: Skoro nikt się nie kwapi, to zacznę ja 31.12.08, 00:11
        > Rok byl super. Zaczal sie przygoda z NK

        Tak, nasza klasa jest dobra. Dzięki NK też się spotkaliśmy z klasą licealną,
        było świetnie. Im człowiek starszy, tym lepiej takie spotkania wychodzą.
        Co do podsumowań... Hmmm, Mount Everestu nie zdobyłem, ale najważniejsze że
        marzenia dalej tak samo ambitne. A to dobry znak.

        > > Sciskam nawet swiatlo :)

        Co masz na myśli przez słowo "nawet"?
    • ewa553 sprostowanie 31.12.08, 09:18
      gruszkowka, to byl sznaps, a nie likier!
      A seks w zaspach przestalam uprawiac, odkad globalne ocieplenie
      pozbawilo mnie zasp:))))
      • iwannabesedated Re: sprostowanie 31.12.08, 13:11
        Tutaj zasp też nie ma, chociaż od kilku dni utrzymuje się piękna
        pogoda - słońce, lekki mróz, wszystko delikatnie oszronione. Poza
        tym raczej dupiato. Starzy nad swoim oceanem się oboje pochorowali
        na jakąś infekcję oskrzelową, tutaj też połowicznie chorujemy, no i
        tak to się kończy ten rok, zupełnie inaczej niż zaczął. Bo zaczął
        się wielką imprezą z tańcem na stole tutaj w domu, były petardy,
        szampan, boa z piór, masa ludzi i "great expectations" na jakieś
        ogromne zdarzenie, wielkie zmiany, wielki wiatr w wielkie żagle...

        A tymczasem - nie przypłynął żaden Lewiatan, nie otworzyły się
        niebiosa, ani mnie nie oświeciło ani mnie piorun nie pierdolnął. Nie
        rozkęciłam interesu, nie znalazłam super-pracy, nie kupiłam
        mieszkania z tarasem ani tym bardziej domu w Falenicy, nie
        wyremontowałam nawet łazienki. Nie pojechałam w odwiedziny do
        Afryki, ani do Paryża, ani nawet do Krakowa, nie zorganizowałam
        wystawy, nie zrobiłam swojej strony www.
        I co z tego wnika?
        Dywagacji cdn - czy kto chce to czytać czy nie.
    • jutka1 OK, to część 1 kuństatacji 31.12.08, 15:16
      iwannabesedated napisała:

      > Rok 2008 - osobiste podsumowania i przemyślenia.
      >
      > Czy to był dobry dla Was rok? Pamiętny? Specyficzny? Co po 20
      > powiedzmy latach zostanie z tego roku w pamięci?
      ***********
      Rok 2008 był na pewno jednym z najbardziej zaskakujących, by nie powiedzieć:
      najdziwniejszych, w moim życiu. Gdyby ktoś mi rok temu puścił film z
      przyszłości, to bym nie uwierzyła.
      Dużo nieoczekiwanych zmian: zmian mojego myślenia i patrzenia na świat, zmian
      geograficznych, zmian emocjonalnych, zawodowych. Wprawdzie już starożytna
      chińska klątwa mówiła: "obyś żył w ciekawych czasach", ale nie zawsze ciekawe
      czasy muszą być klątwą.

      Początek roku był niezbyt dobry, muszę przyznać. Niepokoje, angsty, brak
      światełka w tunelu. Wszystko się przekręciło do góry nogami w marcu i kwietniu,
      a potem sie poukładało jak jest, z sobie tylko wiadomych powodów.
      Wszystko było napisane.

      Co zostanie po 20 latach? Paryż na nowo, i drogi memu sercu człowiek. Nowa praca
      i jak trudno było się dostosować. Nowe miejsca, które odwiedziłam i trochę
      poznałam. Nowe, nieznane mi dotąd doznania, i poznawanie siebie: cech i uczuć, o
      których pokładach nie miałam pojęcia.

      Dobry? Tak.
      Pamiętny? Tak.
      Specyficzny? Tak.

      cdn
      • iwannabesedated Re: OK, to część 1 kuństatacji 31.12.08, 17:03
        Ah, tak, ja właśnie się zastanawiałam, czyby tego nie nazwać Moim
        Rokiem Obserwowania - bo raczej niż bohatyrem zdarzeń oddawałam się
        obserwowaniu gremialnych zmian dokonywanych przez bliskich mi ludzi.
        W końcu sprzedaż inkryminowanej posesji przez Rodziców co stała
        kością niezgody i gejzerem kanalizacyjnym, i przenosiny nad
        upragniony Ocean, no i Twoje drogi Pytonie gigantyczne dokonanie
        czyli wymyślenie, wywołanie, spowodowanie i zrealizowanie przenosin
        bak curik do Paryża.
        • ewa553 Re: OK, to część 1 kuństatacji 31.12.08, 18:00
          To Twoi Rodzice dopiero od niedawna tam mieszkaja? Myslalam, ze juz
          od lat.
        • jutka1 Re: OK, to część 1 kuństatacji 31.12.08, 18:00
          A mną wirowało i wirowało, i się tylko w zdumieniu przyglądałam, co się dzieje :-)))
          • iwannabesedated Re: OK, to część 1 kuństatacji 31.12.08, 20:26
            No właśnie, ja skonstatowałam, że samo działanie, chcenie,
            planowanie i dążenie - nie wystarczy. Trzeba też jakiś szczęścia
            łut, pomyślny wiatr, żeby człowiekiem zawirowało. Mnie się to w tym
            roku nie trafiło. Ot, żmudne dreptanie do celu, skrzętne dydłanie,
            dzień po dniu, rozpoczęte i "to be continued". Aha, rozwiodłam się!
            Zagninony od dekad tak zwany mąż się znalazł, a uczynny kuzyn
            przeprowadził formalności. Były się odnalazł w Kaliforni a na
            dodatek gejem - więc niech się ma na baczności ertezeusz, hahaha! Z
            drugiej strony, jeśli można w ramach nostalgii zacząć jeździć
            harlejem i se przygruchać jakiś tańszy rocznik to czemużby nie
            zmienić orientacji przy okazji, żeby życie mniało smaczek?
            • jutka1 Re: OK, to część 1 kuństatacji 31.12.08, 21:39
              A propos, gdybym nie była takim cykorem, to bym sobie sprawiła harleya, jak
              boniedydy.
              Ale się boję, że się roztłukę :-/
              • iwannabesedated Re: OK, to część 1 kuństatacji 31.12.08, 21:57
                A co było najtrudniejsze w tym dostosowaniu Pytoniem, cożeś pisał?
                • jutka1 Re: OK, to część 1 kuństatacji 31.12.08, 22:20
                  Przede wszystkim godziny pracy, najntusiks, czyli wstawanie o 6:30-7:00. Po
                  drugie trochę czasu mi zajęło, żeby "wleźć w temat". Normalne, ale frustrujące.
                  Po trzecie tempo i wolumen, i wieczne poczucie, że z czymś już jestem spóźniona.
                  Po czwarte: większy stres niż na wsi, umówmy się. Plus trafiła mi się ekipa
                  niezbyt przyjaźnie nastawiona może nie do mnie, ale do mojego głównego tematu.
                  Ideologia, paniedziejku. Takie tam. :-)
                  I tak nic nie przebije mojej sekretarki z piekła rodem z ostatniej pracy przed
                  powrotem do PL, pocieszałam sie. :-)
    • jutka1 Część 2 kuństatacji 01.01.09, 08:54
      Pointa i nauka? Być otwartym i niczemu się nie dziwić, bo świat jest pełen tak
      wielu zwrotów, wolt i niespodzianek, że nawet sie filozofom nie sniło. Carpe diem.
      (a właśnie sobie przypomniałam, że pisanie tutaj i teraz tego zdania już mi się
      śniło, ale jaja)
    • luiza-w-ogrodzie Stabilne, nudne zycie "z gorki" 01.01.09, 11:34
      To byl dla mnie i mojej rodziny bardzo dobry rok, ale czy pamietny? Chyba nie.
      Zwyczajnie zaowocowala praca wlozona w rozne dziedziny w poprzednim roku-dwoch.
      I nie dzialo sie nic wstrzasajaco zlego ani dobrego. Nawet nie wyjezdzalismy na
      wakacje, oprocz weekendowych wycieczek i wypadow wiekszosc wolnych dni
      spedzilismy w domu (i ogrodzie, i na plazy). Stabilne, nudne zycie "z gorki": w
      pracy oboje dostalismy awanse i podwyzki a ja kilka nagrod wiec splacilismy
      pozyczke na dom. Corka z wlasnej woli zaczela pracowac (najpierw McDonalds,
      teraz ksiegarnia) a na koniec roku przyniosla swiadectwo z samymi "A". Urodzilo
      sie piec krolikow :o) W domu zalozylismy zaluzje (latem odczuwa sie roznice) a w
      ogrodzie stanely zbiorniki na wode. Syn sie usamodzielnil w Anglii - ma prace,
      wynajmuje dom z doma wspollokatorkami (!) i jest zadowolony. Mielismy tez
      najpiekniejsza Wigilie jaka pamietam z doroslego zycia.

      Ale nie pozostanie z tego roku pamietna pointa ani nauka. Korzysci owszem.
      Powtorki? Hm, nie ma niczego czego bym chciala lub nie chciala powtarzac. Ani
      zdumien zadnych.

      Pozdrawiam zyczac sobie zeby 2009 nie byl gorszy niz 2008. A Wam zycze tego,
      czego sobie zyczycie...

      Luiza-w-Ogrodzie
      Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka lat? Ożeń
      się. Całe życie? Załóż ogród...
      • ewa553 Re: Stabilne, nudne zycie "z gorki" 01.01.09, 11:55
        zastanawiam sie nad powiedzeniem pod gorke/z gorki. Pod gorke
        ciezko, ale oznacza to wnoszenie sie, polepszenie. Z gorki latwiej,
        ale oznacza schodzenie do niziny, do zwyczajnosci. Tak wiec nie wiem
        czy Luiza miala faktycznie z gorki? Mnie wychodzi ze raczej pod
        gorke.
        • luiza-w-ogrodzie Re: Stabilne, nudne zycie "z gorki" 01.01.09, 12:07
          Uzylam okreslenia "z gorki" w tym sensie, ze bylo latwo. Ale chyba Twoja
          interpretacja, Ewo jest blizsza prawdy.

          Wlasnie koncze pierwszy dzien kieliszkiem shiraza. Jutro przyrzekam ze wstane
          wczesnie, popracuje w ogrodzie i pojde poplywac w oceanie. Jak tam Wasze
          noworoczne postanowienia? :o)

          Luiza-w-Ogrodzie
          ForumAUSTRALIA
          • lucja7 2008 01.01.09, 14:34
            Trudno mi dzielic ciaglosc na fragmenty lat kalendarzowych, moze
            wiec jakies fakty raczej.
            Mialam w bylym roku podroze ktore bardzo lubilam.
            Najbardziej chyba ta do Istanbulu, Salonik i Ravenny, czyli tej
            Europy starej, bardzo starej (Istanbul, Ravenna, Saloniki), w
            srednim wieku (Istanbul, Saloniki) i kwitnacej mlodoscia (Istanbul).
            Ale rowniez te ktore pchaly moja wyobraznie w historie (w sensie
            doslownym), czyli do Moskwy i Berlina.

            Poza podrozami, nowo poznani ludzie, glownie jeden i wymiany z nimi,
            glownie z tym jednym.

            A cala reszta leciala, leci i bedzie leciala, tak 1go stycznia jak i
            30go grudnia:-))
          • go.ga Re: Stabilne, nudne zycie "z gorki" 01.01.09, 17:02
            >Jak tam Wasze
            > noworoczne postanowienia? :o)

            Ja tradycyjnie nie robie zadnych postanowien, poniewaz nie chce miec pod koniec roku wyrzutow sumienia, ze nie udalo mi sie ich dotrzymac. Jak sie okazuje, mam racje:
            wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,6112811,Masz_noworoczne_postanowienie__Niedobrze___.html
            Poza tym jestem bardzo z siebie zadowolona i nie widze powodow do zmian ;-))) Palenia nie musze rzucac (nie pale), gubic zbednych kilogramow tez nie (nie mam), sporty uprawiam i generalnie bardzo grzeczna jestem. Moglabym mniej w necie przesiadywac, ale lubie i nie zamierzam sobie zalowac.
            W tym roku bylo u mnie wiele zmian. Rozstanie ze starym domem i miastem, w ktorym spedzilam sporo lat, przeprowadzka do innego miasta, nowa praca moja i meza, nowi ludzie. Troche stresu z tym zwiazanego, ale powoli sie wszystko stabilizuje. Nie chcialabym w nadchodzacych latach wielu zmian , mialam ich w ostanim dziesiecioleciu sporo, odczuwam potrzebe stabilizacji i zapuszczenia korzeni.
            • iwannabesedated Re: Stabilne, nudne zycie "z gorki" 02.01.09, 12:47
              A dajcie spokój z takimi "postanowieniami" - schudnę, rzucę
              palenie/wino/batoniki, będę lepiej zorganizowany, przestanę się
              spóźniać - czy rzeczywiście nie mają ludzie nic ciekawszego do
              wymyślenia dla siebie na kolejny rok? To by dopiero było
              nieszczęście gdyby taki faktycznie schudł, przestał się spóźniać i
              bałaganić i odstawił słodycze - bo co by robił ze sobą przez
              następne lata, albo by umrzeć musiał, albo terrorystą został, czycoś.

              Omajgod, właśnie przeglądam stare kalendarze, od 2000 bo starsze
              gdzieś zbunkrowane chyba mam. Ludzie, ten ostatni rok to jakiś
              ewenement, oaza spokojności niebiańskiej. Bo tak to nonstop co rok
              jakieś thunderstormy: spektakularny awans i wylanie, kupno
              pierwszego mieszkania i rozstanie z nim, kupno drugiego i z nim
              walka, ciężka choroba i cudowne uleczenie, przenosiny na inny
              kontynent i powrót, rozejścia i zejścia. Nic dziwnego, że przez
              porównanie ubiegły rok się jakiś mgły wydaje.
              • jutka1 Re: Stabilne, nudne zycie "z gorki" 02.01.09, 14:01
                Słuszna uwaga, 100Krocie. Nie robię postanowień noworocznych - po co się
                ograniczać, że jak postanowienia, to akurat taka data? Moje postanowienia
                pojawiaja się, kiedy przychodzi na nie czas, i z reguły nie ma zmiłuj i nie ma
                sr..ia po krzakach. A że jestem uparta, to dotrzymuję.

                W temacie kalendarzy z lat poprzednich, a właściwie w temacie pochodnym.
                Kalendarze czasem przegladam, choć dawno tego nie robiłam. Ale raz na kilka lat
                apdejtuję kontakty, tzn. wypełniam nowy kajet z adresami, telefonami etc.
                Niektóre osoby zostają przepisane do nowego, innym cofam wizę, że się tak
                wyrażę. Jeszcze inne z powodu odejścia w zaświaty z westchnieniem zostawiam w
                starym "kapowniku".
                Właśnie jestem przy literze "M". Nie robiłam aktualizacji od 4 lat, a ta
                czynność też skłania do przemyśleń, co też niniejszym czynię.
                • ewa553 Re: Stabilne, nudne zycie "z gorki" 02.01.09, 14:31
                  dobrze Jutka ze nie jestes Pinocchio, bo by Ci sie nos wydluzyl
                  niebezpiecznie; mowisz ze jestes uparta i dotrzymujesz postanowien?
                  Doprawy? Czyzby? Tak jakby czesciowo?
                  • jutka1 Re: Stabilne, nudne zycie "z gorki" 02.01.09, 14:49
                    Widzę, że mścisz się za moje pytanie o prowadzenie po sznapsie? :-)
                    Wyjątkiem jest palenie. Do następnego postanowienia. :-P
                • kielbie_we_lbie_30 Re: Stabilne, nudne zycie "z gorki" 02.01.09, 14:49
                  jutka1 napisała:

                  > Właśnie jestem przy literze "M". Nie robiłam aktualizacji od 4 lat, a ta
                  czynność też skłania do przemyśleń, co też niniejszym czynię.
                  >
                  >

                  Kurde, ja jestem na "L" wiec juz klamka zapadla...cala drze ...
                  • jutka1 Re: Stabilne, nudne zycie "z gorki" 02.01.09, 14:51
                    Kiełbiu, Ty jestes w pamięciach telefonów. A adres fizyczny przepisałam :-)
                    • kielbie_we_lbie_30 Re: Stabilne, nudne zycie "z gorki" 02.01.09, 15:02
                      Kamien spadl mi z serca... ;)

                      Buziaki
                    • fedorczyk4 Re: Stabilne, nudne zycie "z gorki" 02.01.09, 15:03
                      Mam podobnie do Stokrotki, rok poswiecony glownie obserwacjom
                      cudzych zmian i zawirowan. Ani dobry, ani zly. Nie mam sie na co
                      skarzac. Wprawdzie ja nic znaczacego nie zrobilam, ani nie
                      osiagnelam, ale ludzie dookola mnie posuneli sie do przodu. Kilka
                      smutnych odejsc. Kilka smutnych konstatacji, ale tez podmuchy
                      nadziej, bo skoro inni moga i potrafia to co, ja cuchne baranem?
                      Na ten rok mam postanowienie. Wprawdzie nie moje, a caloksztaltu
                      rodziny, ale ja mam je wykonac. Mam znalezc sobie zajecie platne.
                      Maz karze zarabiac, rodzice realizowac potencjal. Bue, niecierpie
                      pracowac, tudziez realizowac sie. Stokrotko, troche Ci zazdroszcze.
                      Mojego pierwszego meza niestety nie stracilam z ocz (czyt: ucz)i na
                      dodatek on sie nieustajaco rozmanaza i powiela. Istny koszmar.
                      Jutka, od Harleya lepszy Norton. Nie taki kultowy, ale ho ho....
                      Serdecznie Was pozdrawiam z mojej gorki.
                      • iwannabesedated Re: Stabilne, nudne zycie "z gorki" 03.01.09, 19:58
                        Hm, ja właściwie to pracować lubię, realizować potencjał też, czego
                        niecierpię to musieć wstawać rano i zaraz wychodzić z domu - a
                        szczególnie niecierpię musieć to robić codziennie.

                        W tym sensie obecnie prowadzę życie jakie sobie wymarzyłam jako
                        dzieciak - mianowice żeby móc siedzieć w domu, czytać książki i żeby
                        mi dupy nie zawracano jakimiś muszami, trzebami, odpytankami,
                        pracami domowymi a szczególnie wuefem. Nie chciałam gum, pisaków,
                        cienkich elastycznych golfów, magnetofonów grundig, ani nic co można
                        kupić za pieniądze, nie chciałam się też bawić z innymi dziećmi, ani
                        uczęszczać na rytmikę, modelarstwo, czy chuj wie co innego -
                        chciałam siedzieć w domu i czytać książki. W tym sensie cel ten
                        osiągnęłam i spełniłam swoje marzenia 7-14 latki.
                        • fedorczyk4 Re: Stabilne, nudne zycie "z gorki" 04.01.09, 13:12
                          Hi, hi, hi, na pytanie co chcialabym robic pô maturze i studiach,
                          zawsze odpowiadalam ze pojsc na emeryture, bo wlasnie z tym ona mi
                          sie kojarzyla. Siedzeniem u siebie, czytaniem i mozeniem, a nie
                          muszeniem.
                          Gumek, pisakow, piornikow, chcialo mi sie zawsze, ale nigdy nie
                          kojarzylo mi sie to z ta wymieniona przez Ciebie reszta, a juz
                          calkiem nie ze szkola. Do dzisiaj poca mi sie dlonie i dostaje
                          oczplasu w dobrych sklepach papierniczych i dla plastykow (nie
                          jestem plastykiem), nawet w ksiegarniach i obuwniczych, nie reaguje
                          tak lapczywie. I do dzisiaj pozostaje we mnie to marzenie o tym zeby
                          swiat sie ode mnie odkopytkowal. Dla tego tak genialnie bylo mi
                          przez dni 10 w Paryzu. Wychodzilam rano, wracalam kiedy chcialam i
                          nikomu nic nie bylo do tego. Zero ze mna bylo kontaktu. Zero mnie
                          interesowalo czy wypada nagle pizgnac sie na chodnik i posiedziec,
                          kosztem paletka, na zadku. Robilam co chcialam i kiedy chcialam.
                          • go.ga Re: Stabilne, nudne zycie "z gorki" 04.01.09, 14:01
                            Mysle, ze wiele osob w gruncie rzeczy marzy o tym, zeby nie musiec pracowac tylko nie wypada tego powiedziec glosno. Oficjalnie trzeba glosic, ze sie o niczym innym nie marzy, tylko pracy, bo to rozwoj, samorealizacja, spelnienie itd.
                            Ja to bym chciala w Totka wygrac, bo na meza milionera nie mam juz szans. Po pierwsze, jednego juz mam, po drugie chyba za stara jestem zeby sie na taka fuche zalapac, bo konkurencja jest zapewne ostra.
                            • iwannabesedated Re: Stabilne, nudne zycie "z gorki" 04.01.09, 17:15
                              A ja jestem 100% przekonana, że absolutnie WSZYSCY chcą nie musieć
                              pracować. Jakiś filmowiec znany, nie pamiętam kto, powiedział iż
                              lubi to co robi a też i lubi pieniądze. Lecz koncepcja przymusu
                              pracy dla pieniędzy jest dla niego obscenicznie obrzydliwa.

                              Myślę, że ludzkość z dziką radością zrzuciłaby z siebie brzemię
                              obligatoryjnej pracy dla pieniędzy. Drugą natomiast sprawą jest -
                              ilu potrafiłoby z tej wolności sensownie korzystać. Obawiam się, że
                              niestety niewielu. Większość popadłaby w nałogi, zaczęłaby napadać
                              jedni na drugich, wywoływać rozruchy, wojny i inne destruktywne
                              zachowania.
    • iwannabesedated Mija pierwsze dwa tygodnie Nowego Roku 15.01.09, 16:04
      Właśnie się dowiedziałam, że jest to rok Brązowego Ziemskiego Bawołu
      i że ma to być rok pracowity. Hm. Dla mnie faktycznie się pracowicie
      (jak na mnie) zaczął, wykonaniem mojej pierwszej komercyjnej mini-
      kolekcji biżuterii, rzeczonym wystąpieniem o którym Wam pisałam, a
      teraz się znienacka okazało, że się w Kraku zebrała grupa na
      warsztat i muszę gwałtu rety materiał kupić i na tę sobotę gnać.
      Bardzo się cieszę bo na ten Krak miałam od dawna wielką ochotę, bo
      dawno nie byłam, a i jakiś warsztat w innej scenografii też chętnie
      poprowadzę, bo też jest jeden z moich pomysłów ukochanych coby z
      tymi warsztatami po Polsce, Europie, a kto wie, może i po świecie
      się rozjeżdżać, dzisiaj w Taorminie jutro w Bangkoku a pojutrze w
      Bździej Wólce, czemużby nie?

      Nie mam nic przeciwko temu, żeby był to pracowity rok Brązowego
      Ziemskiego Bawołu, jeśli nie zabraknie mi w nim czasu na przyjaciół,
      książkę, chwilę refleksji i fjute szampana.


      A teraz o Wasze sumasumarum pierwszych dwóch tygodni i prognozis
      dalsze oraz wiszlisty się dopraszam bo nie cierpię tu buczeć sama
      jak trąba jerychońska na puszczy na tym forum.
      • jutka1 Re: Mija pierwsze dwa tygodnie Nowego Roku 15.01.09, 16:55
        Od razu tromba jerychonska - flecik subtelny, jesli juz. :-)

        Pierwsze dwa tygodnie: chorowicie, pracowicie i konfliktowo, z przerwami na
        przyjemnosci.
        Reszta roku moze byc pracowita - w koncu BZB w tym roku panuje, ale chorob juz
        nie chce, konfliktow tez mam po dziurki w nosie.

        Na pewno nastepne piec miesiecy beda baaaardzo pracowite, a moze i nastepne
        11.5, kto wie jak to bedzie. Wiem na pewno, ze nastepne 5 miechow bede cwalowac
        jak kon na westernie. :-)

        A reszta jest bardzo trudna do przewidzenia.
      • jutka1 Addendum 18.01.09, 19:39
        Plany i uiszlisty.
        Chcę sobie poukładać w durnej głowie. Tak żeby było dobrze.
        Ejment.
Pełna wersja