iwannabesedated
21.01.09, 12:08
Rzecz pewna mnie od jakiegoś czasu martwi, coiraz to powraca i mnie
memła.
Czy przypadkiem moje mieszkanie nie jest toksyczne? Jak bowiem na
forum wiadomo, bo ciągle na ten temat narzekam, od kiedy się tutaj
wprowadziłam mam ciągłe problemy z płaceniem rachunków. Ciągle o
nich zapominam,a to z kolei mi kasy zabrakowuje, a to się one
nawarstwiają, a to ni z gruchy ni z pietruchy jakiejś gargantuicznej
wielkości przychodzą jak ostatnia dopłata do prądu.
I to się dokładnie zaczęło jak się tu przeniosłam, przedtem nigdy
takich problemów nie miałam. Raz miałam pieniądze, raz nie, ale
rachunki zawsze na czas uregulowane. Tutaj zaś, poprzednia
właścicielka miała tego typu problemy, jeszcze całymi latami od
sprzedaży dzwonili do mnie poszukujący jej windykatorzy oraz listy z
wezwaniami do niej zapychały mi skrzynkę. Nawet wczoraj jeszcze
jeden dostałam - a już 4 lata mieszkanie jest moje.
Słuchajcie, nawet tak było, że jak pół roku podczas mojego pobytu w
Afryce tutaj mieszkali ludzie - to jak wróciłam coś zdumiewającego
się okazało. Mianowicie, ku własnemu osłupieniu, nie uregulowali
żadnych opłat. Natychmiast jak się to okazało, wszystko oczywiście
zapłacili, i coś mi tam tłumaczyli co się stało, ale właściwie to
nie wiem. Wiem tylko, że to kompletnie rzetelni, uczciwi i
przyzwoici ludzie.
I ja też jestem uczciwy, rzetelny i przyzwoity człowiek, lecz od
kiedy tutaj mieszkam z okropną trudnością mi przychodzi regulowanie
swoich rachunków - za mieszkanie głównie, które kocham, wielbię i
jest moją ostoją i podstawą.
No i co z tym? Z mieszkaniem rozstawać się nie chcę, ale problem ten
mi nadojadł do tego stopnia, że do forumliwości się o poradę
zwracam - bo sama sobie poradzić nie mogę!
Czy to możliwe, że mieszkanie jest nieodwracalnie toksyczne?