iwannabesedated
26.01.09, 20:11
Któryś już raz zgłasza się do mnie z przeszłości jakiś Pan, co to
coś tam chciał, ale jakoś ani się zdecydować nie mógł, ani też
odczepić - takie ni to ni sio. A mnie w owym czasie bardzo by się
przydał konkretny kochanek, niech sobie nawet by i był żonaty, bo
nie o stałe związki mnie chodziło, tylko o wiadomo co. A ten kręcił
się, stękał, krążył w lansadach jakichś przykuczno cudacznych i nic
z tego nie miałam jeno jeden żenujący quasi erotyczny incydent z
wyjącym alarmem samochodowym w tle.
I teraz w jakieś wspominki mnie się wciągnąć stara, coś sugeruje,
insnuuje, krąży koło tematu, słowem szuka czego zgubił. Dla mnie zaś
został sklasyfikowany w kategorii "rozlazły dupek" - permanentnie i
na zawsze jak zdumiona mucha w bursztynie.
Ale naszła mnie refleksja natury ogólnej, mianowicie czy warto?
Warto się starać odkręcać takie rzeczy, wracać do starych spraw,
odmuszać, oddupkawiać, odbursztyniać? Czy lachę położyć i grubą
krechę oraz kurtyną zasłonić przeszłe sprawy?
Ktoś odnósł sukces kiedyś, odklasyfikował, oddupkowił? Wlazł do tej
samej rzeki? Czyco?