chris-joe
04.03.09, 11:34
Otwieram, bo panstwo recenzuja filmy po balaganiarsku, tu i owdzie, co sprawie
i dobru ogolnemu nie sluzy.
"Australie" obejrzalem i wbrew narzekactwu sie ubawilem. Jasne ze szmira, ale
wierna stylowi hollywodzkich epik, nawet z tak zwanym mrugnieciem oka do
publicznosci w tej sprawie.
"Vicky Cristina Barcelona"- to dopiero gniot! Z daleka jedzie filmem na
zlecenie. Prostackie stereotypy: Amerykanie/nki glupawe i pustawe o emocjach
i seksualnosci w gorsecie vs. srodziemnomorscy Europejczycy z autentyczna
fantazja, wsluchujacy sie szczerze w swe serca i umysly, wiec jakze kreatywni
i bogaci dusza. Juz "Shirley Valentine" byla znacznie oryginalniejsza.
Mojego tyle, co sobie Barcelone powspominalem, nawet madrycka knajpa J.
Bardema w tej Barcelonie mignela.
"The Reader"/"Lektor"- bardzo smakowite. Rzadki przypadek, gdy film z
pewnoscia nie gorszy od ksiazki. Dla mnie to oda Schlincka do swej milosci do
Niemiec, z calym ich historycznym kalectwem. Dwa paluchy w gore, zobaczcie
koniecznie!