Uliczne rozmowy, czyli idzie Grześ przez wieś :-)

11.03.09, 23:49
Przy okazji dzisiejszej rozmowy, o której będzie osobno, przypomniał mi się
mój stary wątek "Idzie Grześ przez wieś...".

"Wieś" w tytule odnosi się do jakiegokolwiek miejsca.
Rozmowy z nieznajomymi na ulicy. Dlaczego? O czym? Jak długo? Przyjaźnie?
Wrogo? Cogdziejak? :-)

Miałam w ostatnim tygodniu dwie takie rozmowy. Opiszę dziś i jutro.
    • jutka1 Tydzień temu 12.03.09, 00:05
      Idę sobie z pracy do domu, i zaczepia mnie młoda kobieta:
      - Przepraszam, jak dojść do ulicy M., bo się zgubiłam? - pyta
      - Idę w tamtą stronę, proszę iść za mną - mówię.
      A rzeczywiście trasa trochę skomplikowana.
      Idziemy. Po kilku sekundach ona pyta o mój akcent, skąd jestem.
      - Z Polski - mówię.
      - Tęskni się pani?
      - Nie, często jeżdżę. - po paru sekundach: - OK, OK, czasem tęsknię.
      Kilkanaście sekund ciszy. Zaczyna się ściemniać.
      - A pani? Jest pani paryżanką? - pytam.
      - Nie, skadże! Z Perpignan, ale od kilku lat mieszkam tutaj.
      - O. Znam te okolice, byłam kilka razy, i w Montpellier, i Carcassonne, Besiers,
      Colioure...
      - O! o! o! Stamtąd właśnie!
      - A pani tęskni?
      - Bardzo.
      - Za czym najbardziej?
      - Za ciepłem ludzi, uprzejmością, bliskością relacji.
      - Hmmm. Rozumiem. O. Tutaj pani skręci w lewo, a ja w prawo.
      - Miłego wieczoru, i dziękuję.
      - Nie ma za co, miłego wieczoru.

      Mała winietka.

      Dzisiaj miałam następną rozmowę, ale o tym jutro, bo idę spać :-)))
      • fedorczyk4 Prawie codziennie, 12.03.09, 07:45
        robię zakupy w sklepiku koło mnie. Mieści się od lat 40 w
        przedwojennej kamienicy i od wtedy należy do tej samej rodziny,
        tylko obsługujące pokolenia sie zmieniają. Ekspedientkami są moje
        sąsiadki z komunałek, które spotykam też codziennie w parku jak
        dumnie prowadzają swoje spasione wredne i ukochane pół ratlrki pół
        ciułały. I codzień wita mnie: O przyszła, co tak późno dzisiaj,
        zaspała? A co w nocy robiła zamiast spać? Co dzieciakowi podać? A po
        co jej tyle kapusty? Gości będzie miała? A męża dawno nie było
        wyjechał, czy poszedł sobie?
        Kocham je, ich nawijkę prosto bez deformacji z Czerniakowa i kocham
        ten sklepik w którym można zmówić wszystko. Następnego dnia będzie.
        Marmelada buraczano jabłowa w bloku albo kawior, jak kto woli, a
        klient czy to mecenas hrabia dwojga nazwisk, czy szarmancki
        tubylczycki menel, traktowany jest dokładnie tak samo:-)
      • jutka1 ColLioure i BeZiers miało być :-))) ntxt 12.03.09, 08:29

    • xurek Re: Uliczne rozmowy, czyli idzie Grześ przez wieś 12.03.09, 08:53
      Fedo, bardzo przytulne to Twoje opowiadanie o sklepiku. Ja spedzilam
      cale dziecinstwo i wczesna mlodosc kupujac w takich sklepikach,
      gdzie znali moja rodzine “od pradziada”. Jak wyjechalam, to nabralam
      duzego dystansu do takich sklepikow w obcych miejscach – jakos nie
      potrafilam sie w nich zadomowic nie majac za soba tej dlugoletniej
      historii. W sumie szkoda, ale poza tym jest ich tutaj gdzie mieszkam
      coraz mniej. Tez szkoda.

      Rozmowy z nieznajomymi? Tez coraz rzadziej, bo ja co prawda zadnej
      rozmowie z drogi nie schodze, ale sama ludzi nie zagaduje, a sztuka
      badz chec zagadywania najwyrazniej ginie w narodzie. Nie pamietam
      kiedy ostatni raz, no chyba, zeby liczyc lekarzy, to w ostatnim
      czasie codziennie :))).
    • ewa553 Re: Uliczne rozmowy, czyli idzie Grześ przez wieś 12.03.09, 08:57
      dokladnie to lubie w mojej wsi, Fedoro. Mieszkam tu od 30 lat, stale
      w tym samym domu, stale kupuje u tego samego piekarza, gdzie
      personel sie zmienia, ale jakos zawsze wiedza jak sie nazywam (to w
      Niemczech bardzo wazne, zwracac sie do klienta po nazwisku). I
      dawniej zdarzalo sie, ze wpadalam tam po pracy a panie mowily: nie
      trzeba, maz juz dzisiaj chleb kupil. Nigdy tam z mezem nie bylam i
      do dzis jest dla mnie zagadka skad wiedzialy kto do kogo nalezy.
      Rozmowy obok w jarzynowym u Wlocha, doradzanie co wziasc, a czego
      lepiej nie. Znajoma apteka, ktora w czasach wielkiej choroby
      opiekowala sie nami, przynoszac ogromne pakunki lekarstw i materialu
      opatrunkowego do mieszkania, gdzie wlasciciel apteki nawet na
      pogrzeb przyszedl. To byl zaszczyt. Lubie wiejska atmosfere mojego
      przedmiescia, ale - poniewaz gadula jestem, rozmawiam tez z obcymi i
      nieraz sa to mile rozmowy ktore pozwalaja wierzyc w ludzi i
      ich "ludzkosc". Nawet w Rzymie mi sie taka rozmowa-przygoda trafila,
      ale tego juz nie bede opowiadac. Takie rzeczy milo po prostu
      wspominam.
    • sabba Re: Uliczne rozmowy, czyli idzie Grześ przez wieś 12.03.09, 09:26
      nie sadzilam ze bede miec cos na ten temat swiezego do powiedzenia. wczoraj
      zagadal do mnie jeden czlowiek z przystanku przy domu gdzie zawsze wsiadamy.
      ponoc czesto nas widuje (ja go nie kojarze). opowiedzial mi ze jakis czas temu
      zrobil nam (mnie i Janie) zjdecie bo myslal ze to ja mu tez robie (a robilam
      dziecku jak pozniej sam zauwazyl). i ma to zdjecie w domu i chcialby mi je dac.
      wiec poczekalam na niego, po 3 min przylecial z tym zdjeciem z 2007go roku, jak
      Jasiek usiluje sie podniesc z wozka a ja faktycznie jej robie zdjecie:)
      normalnie to pewnie nie mielibysmy nigdy okazji zagadac ..;)
    • jutka1 Re: Uliczne rozmowy, czyli idzie Grześ przez wieś 12.03.09, 11:13
      Ide wczoraj z pracy zwyczajowa trasa, mijam duze gimnazjum, ktorego budynku
      nigdy nie widzialam, bo szkola jest otoczona wysokim murem (wiem, ze gimnazjum,
      bo rano mijam tlumy uczniow na chodniku przed brama). Caly "kompleks" jest
      stary, chyba z poczatku XX w. Zaczepia mnie starsza pani i pyta czy wiem, co tu
      bylo kiedys. Nie wiem. Pani zaczyna mi pokazywac budyneczek, ktory wyglada na
      kaplice, prowadzi mnie do kawalka metalowego plotu, przez ktory widac czesc
      budynku, pokazuje mi portal, metaloplastyke po dachem.
      Pyta, czy mieszkam w okolicy.
      - Nie, ale pracuje.
      - Od dawna?
      - Od dosc dawna.
      - I nie wie pani co tu kiedys bylo? Nie dowiadywala sie pani?
      - Hmmm. No, nie dowiadywalam sie.
      Chwila ciszy, pani mowi, ze jestem trzecia osoba, ktora zagadnela, i nikt nie
      wie. Poradzilam jej, zeby poszla do biblioteki i sprawdzila, powiedziala ze tak
      zrobi.
      Zyczylysmy sobie z usmiechem milego wieczoru, rozeszlysmy sie kazda w swoja
      strone, a mnie teraz zzera ciekawosc co tam kiedys bylo, i chyba w sobote
      wybiore sie do Biblioteki Trocadero i sprawdze. :-))))))))
      A przy okazji odnowie karte biblioteczna. :-)
Pełna wersja