iwannabesedated
26.03.09, 18:38
Czas jakiś temu na wakacjach w Grecji bawiąc byłam świadkiem takiego
oto incydentu. Otóż autokar obwoził grupę pań i panów w wieku
balzakowsko chrystusownym, czyli poważnym. Po urokach Grecji, a o
owych urokach opowiadała przewodniczka polska.
W grupie znajdował się też pan co intensywne życie damsko męske
prowadził o nowo poznanych paniach chętnie opowiadając.
Pani przewodniczka więc opowieść o urokach Grecji snuje z przodu
autokaru, a pan o urokach dam - z tyłu. Nagle się zbiegło tak, że z
ust pani padło "PÓŁWYSEP CHALCYDYCKI", a z ust pana do rymu i bez
sensu "DUŻA BABA MAŁE CYCKI". I cisza zapadła zasromana i już się
wydawało że zbieżność półgłówkowata słusznie wpadła w zsyp zdarzeń
anonimowych. Lecz niestety - od tej pory gdy tylko z ust pani padło
(a padało często) PÓŁWYSEP CHALCYDYCKI to zaraz autokar odkrzykiwał
DUŻA BABA MAŁE CYCKI. A pani się coraz bardziej peszyła i irytowała
i coraz bardziej się starała nie mówić, lecz niestety tym częściej
jednak z ust jej padało PÓŁWYSEP CHALCYDYCKI a na to rozbestwiony
autobus darł sie DUŻA BABA MAŁE CYCKI siejąc konfundację, zgorszenie
i zdumienie wśród Greków w wizytowanych wsiach i siołach.
A teraz zrobię przerwę i będę zaraz kontynuować bo to jeszcze nie
koniec.