O pierdulach -- Odc. 67 :-)

07.04.09, 11:31
Otwieram.

I kopiuje dzisiejsze wpisy:

Jaki piekny jest mój naszyjnik :)
blues28 07.04.09, 07:56 Odpowiedz
Podnioslam wrzawe na GALERII, ale nie wiedziec czemu wpis wyladowal
gdzies w srodku. Moze umknac uwadze, a rzecz jest wagi wielkiej!!
MUSZE sie pochwalic, ze mój naszyjnik, w gruncie rzeczy gotowy jest
i byc moze dzis, razem z Fiordami ruszy do mnie. Jest piekny,
zachwyca mnie jego koloryt, bo to mój pierwszy kontakt z
labradorytami, a to wyjatkowej urody kamienie.
Z uwagi na swieta (czwartek i piatek) pewnie dostane go gdzies w
polowie przyszlego tygodnia (nie omieszkam doniesc) ale juz sie
ciesze i chwale glosno Stokrotke!!!
Stokrotko - jestes wielka !!!!

Wtorek i deszcz...
jutka1 07.04.09, 08:08 Odpowiedz
W nocy padało, teraz kapie resztkami. No i dobrze - rośliny na patio się
cieszą :-)
Dzień będzie obfitować w różne takie do zrobienia, ale nic stresującego,
spokojnie.
I tyszpiknie :-)
Miłego dnia :-)


Re: Jaki piekny jest mój naszyjnik :)
jutka1 07.04.09, 08:10 Odpowiedz
Blues, jeśli zaprogramujesz swój profil odpowiednio, będziesz widzieć wpisy w
kolejności wpisywania. Zgaduję, że masz zaprogramowane teraz na funkcję
"drzewko" :-)))


Re: Jaki piekny jest mój naszyjnik :)
blues28 07.04.09, 08:43 Odpowiedz
Faktycznie mam ustawione na "drzewko", ale na ogól drzewko
porzadkowalo wpisy i jesli dopisywalam sie pod zalozycielskim wpisem
watku, to mój post ladowal na koncu i zaczynal drzewko. Vide
pierduly.
Dlaczego zaplatal sie w Galerii to pojecia ni mom :)))


zycie singla
ewa553 07.04.09, 08:52 Odpowiedz
Swieta za pasem wiec juz od pewnego czasu wielki ruch wsrod
znajomych: omawia sie kto, z kim, w jakiej formie spedzi Swieta.
Bedac teraz w Polsce rozmawialam o tym wlasnie z rodzinka, jak to
tutaj (w odroznieniu od Polski) jest swietnie zorganizowane - i to
nie odgornie, lecz po prostu ludzie wykazuja multum pomyslowosci,
inicjatywy. Moje towarzystwo jest mieszane, polsko-niemieckie.
Wiekszosc to single, bo takimi zaczelam sie otaczac jak zostalam
sama. Nie ma najmniejszego problemu z tym, jak spedzic czas. Ja
wprawdzie akurat jestem raczej samotniczka i niekoniecznie musze
miec ludzi wokol siebie, ale wsrod znajomych roznie to bywa. I tak
mowy nie ma, zeby ktokolwiek zostal przez Swieta sam, lub zeby
musial spedzac czas w sposob sobie niemily. Sa tacy wsrod nas ktorzy
wola wedrowki, inni dlugie wypady rowerowe, kino, wspolne przyjatko
w ogrodzie lub domu.
Jakis wypad do niedalekiego Karlsruhe, bo w muzeum jest specjalna,
ciekawa wystawa malarstwa holenderskiego. Mozliwosci jest wiele.
Takte oferta kolei panstwowych:))) jest ciekawa, jest tzw. bilet
weekendowy, gdzie za 25 Euro moze jechac do 5 osob razem. Wiec mozna
(jak juz robilam) wyjechac do Freiburga i tam polazic, isc na pyszny
obiad u Wlocha na tarasie (cos dla Jutencji).
Wszystko to jest latwe do zorganizowania, bo ludzie sa otwarci na
tego rodzaju "imprezy". Moja niemiecka przyjaciolka, niezwykle
wysportowana, stracila niedawno towarzystwo rowerowe. W sobote dala
ogloszenie do gazety. ze szuka kogos w tej grupie wiekowej na dluzsze
wycieczki i zglosilo sie w miedzyczasie 10 osob, z ktorych sobie
wybierze (po probnych wycieczkach) odpowiednie towarzystwo. Szybko
to idzie. Kolejny raz widze, ze mieszkam faktycznie we wlasciwym
miejscu.
A jak to jest w Waszych krajach? Bluesie, Ty chyba nie jestes
singlem, ale wiesz cos na ten temat? A Ty Jutencjo? Jak jest we
Francji? Czy miejscowa gazeta ma w soboty taki dzial w
ogloszeniach "wspolne przedsiewziecia"? Ciekawi mnie to.
Pardonesmua za przydlugi wpis.

Re: zycie singla
jutka1 07.04.09, 09:38 Odpowiedz
Hmmm. Ciekawe pytanie, ale nie mam na nie odpowiedzi, z prostego powodu: nigdy
sie tym nie interesowalam. A nie interesowalam sie, bo mam tu siatke znajomych
i przyjaciol, i singli, i nie-singli w roznych konfiguracjach, i jakos nowych
nabytkow aktywnie nie szukam. Na pewno sa jakies tygodniki i strony netowe,
gdzie ludzie sie w ten sposob znajduja, ale nie jestem uswiadomiona w temacie.

Co do Wielkanocy, to wiekszosc mojego towarzystwa wyjezdza: albo do rodziny,
albo biora tydzien wolnego i robia sobie wiosenne wakacje. Pozostali spedzaja
dlugi week-end w gronie rodzinnym. A ja jeszcze, ciagle, nie wiem. Pewnie
obloze sie ksiazkami i bede czytac, pojde do kina, na spacer, i moze do muzeum
czy dwoch. Potraktuje to jako okazje do odpoczynku i zlapania oddechu, zarowno
fizycznie, jak i psychicznie.


Re: O pierdułach
    • xurek Re: O pierdulach -- Odc. 67 :-) 07.04.09, 14:46
      odnalazlam na facebooku mojego b. dawnego exa i najwieksza
      szczeniacka milosc i teraz korespondujemy po chrancusku. Idzie mi
      jak zakrzepla krew z nosa, powoli, topornie i niezdarnie.

      znalazlam tez dawnego kolege z pracy co nas oboje niebywale
      ucieszylo, bo bardzo sie wtedy lubilismy. On teraz jest w NY.
      • blues28 Re: O pierdulach -- Odc. 67 :-) 07.04.09, 15:42
        Moje przyjaznie i znajomosci rozwinely sie na niwie zawodowej i
        hobbystyczno-zainteresowaniowej, wiec nie bardzom w temacie.
        Ale widze w prasie cale (wielkie) sekcje ogloszen sentymentalnych,
        seksualnych (malo ubrane babeczki sie reklamuja, muskularni chlopcy
        tez) i zwyczajnie towarzysko-przyjaznych. Wszystkie te ogloszenia
        zgrupowane sa pod konkretnymi naglówkami, zeby poszukujacy trafiali
        na wlasciwy trop :)
        Poza tym lubiac bardzo przyrode, w madryckim dodatku turystycznym
        (prasowym), widze ogloszenia wycieczek na okreslonych szlakach w
        pobliskich górach. Opisana jest trasa, odleglosci, miejsce i czas
        zbiórki i kazdy chetny a malo znajacy szlaki (te góry sa niepozorne
        ale ogromnie niebezpieczne) moze wybrac sie na wedrówke odpowiednia
        do jego sil i dyspozycji czasowej. Przez caly rok w weekendy i dni
        swiateczne jest sporo takich wedrówek. Oprócz tego, przychodzi mi do
        glowy, ze Ayuntamiento (Urzad Miejski) ma spora oferte zajec dla
        róznych przekrojów wiekowych. Sa niedrogie wiec tylko trzeba
        dysponowac czasem i byc czujnym jak oferte "rzucaja", bo miejsca
        szybko znikaja. Joga, tai-chi, taniec towarzyski, garncarstwo,
        informatyka, techniki malarskie, inne rekodziela, teatr amatorski,
        kursy dla osób które marza o pisarstwie, lub po prostu chca poprawic
        skladnie, syntaxis czy umiejetnosc wyrazania mysli... Dzial Socjalny
        naszego Ayuntamiento jest blisko mojego domu wiec widuje rózne takie
        ogloszenia a i tlumki osób uszeregowanych w kolejce aby sie zapisac
        na cos tam.
        Ale to mi przypomina, ze w Trójmiescie od zawsze byly oglaszane
        wedrówki po lasach i mysle, ze ten zwyczaj trwa do dzis. Z cala
        pewnoscia sa sekcje spacerów rowerowych a i machanie kijkami nordic
        walking wiec na tego typu spedzanie czasu mozna sie zapisac. Wiem,
        bo moja przyjaciólka, która rewelacyjnie schudla, do dzis i w kazdy
        niemal weekend rusza ze swoja grupa na kijki :)
        A mój brat, jak prawdziwy pasjonat przez wiele lat zwiazany byl z
        grupa teatru amatorskiego. Wciaz mam nagrania z przedstawien z jego
        udzialem, mimo ze od czterech lat juz go nie ma :(

        Takze mysle Basiu, ze jesli ma sie sily, energie i ochote to mozna
        znalezc wiele mozliwosci dla singli i nie-singli, czy to w Polsce
        czy w krajach, w których mieszkamy. Gorzej jest gdy dolegliwosci
        fizyczne lub depresja uniemozliwiaja udzial w róznych ofertach.
        Wtedy wlasnie samotnosc jest najbardziej dotkliwa.
        • iwannabesedated SS (Straszne Święta) 07.04.09, 18:07
          Niestety jak na razie w Polsce życie towarzyskie zamiera na czas
          świąt - chcąc nie chcąc single i niesingle ulegają zmorze
          tzw. "rodzinnych" świąt i karnie równo gromadzą się przy stołach
          gdzie spędzają kilka godzin usiłując zajeść i zapić leniwie płynący
          czas. Jedyną pociechą jest to, że w świątecznym zamieszaniu można
          będzie wsadzić wrednej ciotce palemkę w oko, lub puknąć teścia
          jajkiem w ciemę - na twardo ofkoz...
          • ewa553 Re: SS (Straszne Święta) 07.04.09, 20:12
            Nie SS tylko SK:))))) nie, nie to co Wam sie kojarzy, tylko mnie sie
            skojarzylo: Stokrotka Konformistkom!!!! Daj spokoj, nie ma zadnego
            przymusi jesli sie go nie chce. Jesli wolisz z przyjaciolmi jesc
            pizze, to Cie zadna sila nie powinna zmusic do jedzenia jajek i
            szynki u cioci na bialym obrusie. Jestem pewna, ze to sie da
            zalatwic.
            Bluesie, jesli w 3.miescie sa takie propozycje, to pewnie przy
            odrobinie uporu udaloby sie i w innych miastach uruchomic takie
            akcje. Czyli cos dla mnie byloby to: nie czekac az przygoda
            przyjdzie do domu, tylko wyjsc jej naprzeciw:)))))
            No a wachlarz propozycji hiszpanskji jest rowny naszemu. Fajnie.
            Kazdy znajdzie cos dla siebie a jak nie znajdzie to sam sobie moze
            stworzyc.
            Mnie sie zreszta przydarzyla dzis przygoda: Pisalam chyba ze w
            ogloszeniu mojej psipsioly (tej od rowerow) zakradl sie blad i jest
            moj nr telefonu, bo nadala ogloszenie z mojego, darmowego konta w
            gazecie. No i ci ludzie dzwonia do mnie. I dzis zadzwonil jakis
            wesoly facet, wyjasnilam mu od razu nieporozumienie, podalam
            nazwisko i nr tel psipsioly, a on....zaprosil mnie jutro na kawe:)))
            Nie wiem co mnie napadlo: zgodzilam sie. Jakis taki byl wesoly. Moze
            nawet pojde, choc naprawde nie szukam faceta na spotkania.
            Probowalam namowic inna znajoma, zeby poszla za mnie (facet mnie w
            koncu nie zna), ale tez jej sie nie chcialo. Zobaczymy co bedzie
            jutro.
            • fedorczyk4 Re: SS (Straszne Święta) 08.04.09, 07:31
              No ładnie, ładnie Ewa:-)
              Mam podobnie jak Stokroć, nie kocham tych Świąt i wiszącego nad nimi
              tradycyjnego przymusu. Ale w tym roku mi się upiekło, zbiesiłyśmy
              się z Maćmą pospołu i ograniczamy sie do wspólnego śniadanioobiadu z
              menu po naszych piniądzach a nie obowiązkowo tradycyjnego. A że
              Synusiostwo jest u kumkurencji, Synuś Środkowy nie przyjeżdża, więc
              będzie zjedzone i zapomniane, a w poniedziałake jedziemy z krzynką
              wina do mojej kuzynki, która przy okazji bycia rodziną nieco
              fastrygowaną, bo z drugiego małzeństwa mojej babci, jest za to jedną
              z moich najbliższych przyjaciółek. Jej mąż absolutnym ulubieńcem, a
              dom i ogród oazą radości. Tak więc jedziemy sobie na słoneczku
              popijając winko, w dobrym towarzystwie, pograć w la boule lyonnaise.
              • blues28 Re: SS (Straszne Święta) 08.04.09, 08:06
                Musze przyznac, ze nigdy nie bylam zwolenniczka tradycji
                wielogodzinno-przystolowych. Jawi mi sie to jako zwyczaj bardzo
                meczacy i niestrawny.
                Poniewaz w Hiszpanii, niezaleznie od slawnych procesji Wielkanocnych
                (zwlaszca w Sewilli), te swiata to wiosenna przerwa i ludzie po
                prostu wyjezdzaja na lono natury, planuja spacery, imprezy
                kulturalne czy zwiedzanie ciekawych miejsc, to od dawna Wielkanoc
                przestala mi sie kojarzyc ze stolem. Tu nie ma tego zwyczaju, nie ma
                sutych sniadan trwajacych do obiadu, za to sa wolne wiosenne dni.
                I mnie osobiscie bardzo to pasuje.
                Nawet Wigilie zmodyfikowalam (a Contrario nie oprotestowal). Teraz
                Wigilia u mnie to jedno ladne danie rybne, salaty i surówki
                wszelkie, na deser sorbety i owoce. Jedyna tradycje jaka utrzymuje
                to nastrój i dekoracja. Ja uporczywie lubie umiar w jedzeniu, a juz
                bardzo nie lubie jak mnie sie zmusza do dokladania, repetowania...

                • blues28 Ach, zapomnialam dodac... 08.04.09, 08:13
                  ... ze owszem, pamietam dawne Swieta jak przy stole zbierala sie
                  blizsza i dalsza rodzina i w miare obzarstwa i polewania frakcje
                  rodzinne spieraly sie np. o polityke...
                  Po paru godzinach kurzylo sie ze lbów i duzo bylo "znawstwa" na
                  tematy wszelakie. Koszmar!!
                  • fedorczyk4 Re: Ach, zapomnialam dodac... 08.04.09, 08:21
                    Dokładnie tak! A jeszcze na koniec z polityki zjeżdżała (rodzinka)
                    na kłotnie wewnętrzne i afery z czasów pleistocenu:-(
                    • blues28 Re: Ach, zapomnialam dodac... 08.04.09, 08:36
                      No wlasnie! Wciaz oczami duszy widze moja mila, lagodna kuzynke,
                      która diabel podkusil zeby wyjsc za zadufanego w siebie, zadziornego
                      chlopa, na dodatek lubiacego wypic, który zawsze urzadzal zadymy :(
                      Biedna, cierpiala katusze a my z nia :(
                      To byl taki niedyskretny urok tamtych swiat.
                      • ewa553 Re: Ach, zapomnialam dodac... 08.04.09, 08:56
                        U mnie dom byl bezalkoholowy. Wodki rodzice nie lubieli, a wina byly
                        chyba jeszcze w tamtych czasach czyms bardziej egzotycznym w Polsce.
                        Chyba jak mialam jakies 15 lat to zaczely sie pokazywac wegierskie
                        tokaje, w tym jedem slodki jak ulepek, brrr! Dopiero potem pokazaly
                        sie swietne rieslingi z Jugoslawii, to wtedy ja polubilam wina.
                        Wodki do dzis nie trawie.
                        No wiec nikt sie nie opijal, ale obzarstwo kwitlo w najlepsze,
                        pamietam te wielkie przygotowania i przed Wielkanoca i przed Bozym
                        Narodzeniem. No i potem konsumpcja bez konca. Zawsze mielismy jakies
                        ciotki-wujki w gosci i pamietam niekonczace sie, dla mnie
                        smiertelnie nudne ich opowiesci i wspomnienia. Dzis bym kurcze wiele
                        dala, zeby tego posluchac, wtedy mnie nie interesowalo....
                        PS Na randke jednak nie ide, szkoda mi czasu, skoro nie ma we mnie
                        gotowosci na jakies randkowanie.
                        • blues28 Re: Ach, zapomnialam dodac... 08.04.09, 09:15
                          ewa553 napisała:
                          PS Na randke jednak nie ide, szkoda mi czasu, skoro nie ma we mnie
                          gotowosci na jakies randkowanie.
                          ----
                          Nie bój zaby :) Idz. Zwyczajnie nie traktuj tego jako randki tylko
                          spotkanie mozliwe ze milej osoby.
                          Jesli na miejscu okaze sie, ze osoba ani mila ani ciekawa,
                          ewakuujesz sie pretekstujac niecerpiace zwloki spotkanie, sprawe,
                          cokolwiek... A jesli osoba mila, to masz nowa znajomosc :)

                          A teraz ja ewakuuje sie w sloneczny Madryt :)
    • jutka1 Środa, chłodno 08.04.09, 08:01
      Znów ochłodzenie, deszcz. I week-end ma być nie lepszy. :-(
      Błeee.
      No nic to. Ryjem do przodu.

      Miłego dnia
      • chris-joe Koszmar! 08.04.09, 21:29
        Z ranca bialo, -7, duje w pindu!
        Weekend ma byc lepszy, ale nie w Niujorku. Tam ma padac przez piatek i sobote,
        tyle ze cieplawo.

        Tak sobie mysle, czy by nie zagnac w niedziele Braza do Grinpojntu na barszczyk
        wielkanocny, potem zas pieszo przez Brooklinski most do Manhattanu...
        Ale w niedziele Grinpojnt pewnie bedzie w kosciele, a zaraz potem obchlany...
        • roseanne Re: Koszmar! 08.04.09, 21:48
          a bylo sie na flaki umowic, a nie lady liberty pod kiecke sie zaplatywac
          • chris-joe Re: Koszmar! 08.04.09, 22:06
            Teraz to juz musztarda po flaczkach, cheri, wszystko pobukowane i oplacone.
            Zreszta musze sie wyrwac.

            Kurna, uchylilem okno przy kompie: WYJE I GWIZDZE!
            • blues28 Re: Koszmar! 08.04.09, 22:28
              No wspólczuwam :(
              Nie to zebym sól na rany, ale u mnie wiosna az bucha :)
              I Lenny C. zapowiedzial sie na wrzesien (12), ale wciaz jeszcze nie
              ma przedsprzedazy. Zagladam na ticketmaster.com codziennie i nic!

              A ja dzis odwolalam jeden booking (terminy nierealne z uwagi na
              uwage) i zrobilam drugi, znacznie pózniej, bo upieram sie, ze chce
              troche lata liznac w Polsce. Moze ten sie uda :)
              • chris-joe Re: Koszmar! 08.04.09, 23:30
                Moje towarzystwo wlasnie sie wygrzewa w Katalunii, i ja tam mialem byc... ale
                mowy nie bylo bym wyzebral tydzien chocby urlopu w okolicach wielkanocy, wiec gie...
                Pocieszam sie jedynie, ze z pewnoscia STRRRASZNIE mnie im brakuje.

                Buchajacy wiosna Madryt wiec jest ciosem w istocie szalenie bolesnym i
                zdecydowanie ponizej.

                Wyglada mi na to, ze dopiero w maju na Kubie bede mogl zrzucic z siebie
                fatalaszki, bo w Montrealu wogole juz nie pokladam nadziei.
                • fedorczyk4 Re: Koszmar! 09.04.09, 06:04
                  Współczuję takiej pogody serdecznie. Warszawa nie Madryt, ale też
                  jest całkiem, całkiem. W ciągudnia (ort zam) temperatura dołazi do
                  20 stopni. Liście jak szlone wylatują z pąków i co tylko może stara
                  się zakwitnąć. Ach gdzie te czasy kiedy pochodowało się majowo pod
                  ledwo pączkującymi kasztanami...
                  A Madryt, czy on nie jest piękny każdą porą roku, nawet jak ugina
                  się pod letnim upałem i dyszy z gorąca. Ale może tylko tak jest w
                  moich wspomnieniach, bo byłam tam w wieku lat 19 i wtedy wszystko co
                  nie było PRLem wydawało mi sie nieziemsko piękne.
                  • blues28 Re: Koszmar! 09.04.09, 07:18
                    Ach, zawsze mówie, ze Madryt jest piekny o kazdej porze roku. Ja co
                    prawda wscieklych upalów nie lubie, wiec w lipcu/sierpniu obrazam
                    sie na moje miasto i mam z nim "ciche dni", ale w drugiej polowie
                    wrzesnia zaczynam oddychac pelna piersia :)

                    Wspólczuje niewiosennych pogód (tym co maja pecha je miec), milych
                    wycieczek do NY i gdzie tam kto bedzie i wesolych swiat!! No bo u
                    mnie dzis juz swieta :)

                    P.S. Chris, gdzie bedziesz na Kubie? Havana? Varadero? Santiago?
                    • chris-joe Re: Koszmar! 09.04.09, 11:24
                      Ach, blues, przed Kuba sie dlugo i uparcie bronilem, bo w Montrealu kubanskie
                      ekskursje zdaja sie byc obowiazkowe, ja zas jestem niezwykle oryginalna osoba.
                      Z drugiej jednak Havana mnie od dawna pociaga, wiec stanelo na Varadero, bo musi
                      byc plaza i poblize Havany. Tydzien zaledwie, w nagrode za przezycie
                      montrealskiej zimy. Zwlaszcza, ze do pazdziernikowej Brazylii jeszcze kuuuupa
                      czasu.

                      Madryt JEST boski: jesli zakochalem sie w tym miescie w listopadowej szarudze,
                      to pelna jacarandowa krase potrafie sobie wyobrazic.

                      Za zyczenia dziekuje i wzajemnie :)
    • ewa553 Re: O pierdulach -- Odc. 67 :-) 08.04.09, 16:45
      slonce swieci, jest pieknie, choc z rana wial swiezy wietrzyk.
      Posialam marchewke i groszek. A wczoraj pietruszke, koperek i
      rzodkiewki. Bedzie wyzerka. Bedzie duzo porzeczek i agrestu - chyba
      ze mroz jeszcze uderzy. Fajnie jest.
      Jutro ide na targ do polskiego rzeznika celem nabycia szynki i
      chrzanu oraz u niemieckiego rolnika malowanych jajek. Na tym koncza
      sie moje przygotowania swiateczne.
      Nie bede z powodu wycieczek organizowac brunchu w ogrodzie, ale
      pewnie Ty Fedoro bedziesz miala swiateczne sniadanie na tarasie?
      • fedorczyk4 Re: O pierdulach -- Odc. 67 :-) 08.04.09, 19:01
        Nie, śniadaobiadujemy u Maćmy, a ona swój taras przkształciła w
        dżunglę i nie ma miejsca na stolik i krzesła:-)
        • iwannabesedated Re: O pierdulach -- Odc. 67 :-) 08.04.09, 19:07
          A ja się chciałam zapytać, jak się nazywa francuski ser dojrzewający
          w popiele, bardzo rustykalny (czyli śmierdzący) i smakujący
          wyśmienicie?
          • fedorczyk4 Re: O pierdulach -- Odc. 67 :-) 08.04.09, 20:30
            Ja znam tylko kozie sery w popiele, więc umieram z ciekawości.
            • blues28 Ser Valençay 08.04.09, 20:47
              Tu po sasiedzku, przez Pireneje, znany jest bardzo hrancuski ser
              kozi Valençay, zwany tez Pyramide.
              Dojrzewa wlasnie w popiele. Moze to ten?
          • jutka1 Re: O pierdulach -- Odc. 67 :-) 08.04.09, 21:00
            Jutro sprawdzę w sklepie serowym, wiem o który chodzi ale zapomnialam jak się
            nazywa.
            • iwannabesedated Re: O pierdulach -- Odc. 67 :-) 08.04.09, 21:19
              Dodatkowa informacja to, że potem ser przekrawają i składają tak, że
              warstwa popiołowa idzie dokładnie przez środek plastra smakowitą
              trochę skrzypiącą w zębach smugą.
    • jutka1 Czwartek 09.04.09, 08:16
      Znów wraca ciepło - ma być dziś 20 C, jutro do 22 C. To lubię! :-)

      W pracy mam dwie spore rzeczy do wypchnięcia, ale w głowie są już napisane, więc
      teraz tylko paluchy na klawiaurę i jedziemy z tym koksem. :-)

      Poza tym na działkach spokojnie, czego i Wam życzę (c)m.k. :-)
      • chris-joe Re: Czwartek 09.04.09, 11:44
        Chez nous +2, feels like -2, ale wreszcie sucho, a wczorajszy snieg sie wycofal
        na z gory upatrzone pozycje.
        Za to w Niujorku sie prostuje i tylko sobota ma byc wilgotnawa.

        Do roboty, pozniej pranko-pakowanko i jutro z ranca won.
        • iwannabesedated Re: Czwartek 09.04.09, 15:57
          Ja zainaugurowałam sezon tarasowo orgódkowy spożywając lekki lunch
          tamże - mule w sosie baskijskim (z puszki lecz przezacne,
          chrancuskiej firmy EDERKI), chleb z ziarnami dyni oraz cudne wino
          polecone przez Pana od dobregowina, Nyakas Irsai Olivier o smaku
          lekko kwiatowo owocowym, słoneczne, wesołe wino na dobry humor.
          www.cellartracker.com/wine.asp?iWine=440473
          Otherwise, dzień jakoś lękowo się zaczął, zginęły papierzyska
          jakieś, co mnie zmusiło do przekopania i przesegregowania góry
          dokumentów, kwit się nie znalazł, a ponadto miałam sadzić
          niezapominajki ale mnie Pytun nastraszył, że rosną jak
          piętnastolatka chuj i zaraz je będę mniała wszędzie.
          • jutka1 Re: Czwartek 09.04.09, 17:09
            Posadz 100Krocie 4-5 malych kempek (zam.), a w przyszlym roku bedziesz miec
            piekny kobierzec. Nie badz manichejska :-))))

            Do sernego sklepu nie dotarlam, zajrze w drodze z pracy.
    • ewa553 Dorotko, 09.04.09, 18:19
      jesli to nie jest tajemnica, to przybliz mi swoje mieszkanie. Juz
      wiemy ze Fedora ma piekny balkon i to niemalze podwojny, bo dzungiel
      jej Mamy jest naprzeciwko. I ze mieszka na 5 pietrze.
      A na ktorym pietrze Ty mieszkasz i gdzie masz ogrod? Wybacz jesli
      pytanie niedyskretne, mozesz najwyzej nie odpowiedziec, prawda?
      Ja sie dzis znowu napracowalam. Dokupilam conieco do ogrodu, a
      wszystko to sie okazalo za malo bo teraz jest pewne: szalwia ktora
      pieknie rosla na calej grzadce, zeszla z tego swiata. Przy pomocy
      pana sasiada wykopalismy ja. Ludzie, jakie korzenie ma szalwia po
      trzech latach, to byscie nie uwierzyli! Gdyby nie ten facet, to za
      nic w swiecie nie udalo by mi sie wykopac. Az mi szkoda ze jutro
      swieto i do soboty musze czekac zeby kupic nowe ziolka na targu.
    • ewa553 zapomnialam dodac: 09.04.09, 18:19
      o godz. 18-tej 22 stopnie i promienne slonce!!!!!
      • jutka1 Re: zapomnialam dodac: 09.04.09, 19:46
        Tutaj to samo. Jutro ma się ochłodzić do 20 C. :-)
        • ewa553 Re: zapomnialam dodac: 09.04.09, 20:02
          trzeba bedzie spowrotem wyjac kozuszek?????
          • chris-joe Re: zapomnialam dodac: 09.04.09, 20:11
            O zesz...! Boga w sercach nie macie!
            U nas sie gwaltownie ocieplilo: az 5 stopni na plusie, nawet slonce lyska, wiec
            pelna rozpusta i plazowisko...
            • jutka1 Re: zapomnialam dodac: 09.04.09, 20:11
              Możesz zacząć chodzić bez majciochów :-)))))))
              • jutka1 Re: zapomnialam dodac: 09.04.09, 20:15

                jutka1 napisała:

                > Możesz zacząć chodzić bez majciochów :-)))))))
                ***********
                To do SiDżeja :-)
                • chris-joe Re: zapomnialam dodac: 09.04.09, 20:52
                  Swieta racja. Juz sciagam. :)
                  • jutka1 Re: zapomnialam dodac: 09.04.09, 21:04
                    Jak to Laskowik śpiewał? "Zdejmuj nie denerwuj mnie i już!"? :-)))
          • jutka1 Re: zapomnialam dodac: 09.04.09, 20:11
            Kożuszek nie, ale może barchany nałożę :-D
            • lucja7 ser popiolowany 09.04.09, 20:35
              Nie zgadniemy jaki ser jadlas, bo ich jest mnostwo, wiele rodzajow i
              praktycznie we wszystkich regionach, krowie, kozie i owcze.
              Dojrzewaja w popiele drewna.
            • iwannabesedated Re: zapomnialam dodac: 09.04.09, 21:54
              Matkoboska, Ewa już czwarty raz się mnie pytasz gdzie mieszkam, a ja
              Ci cierpliwie odpowiadam, że mieszkam na parterze i mam ogródek. I
              jak zawsze dodaję, czy widziałaś mieszkanie z ogródkiem - nie na
              parterze? Jakiś Ribbentrop Cię dopadł, czy inny Adenauer?
              • morsa Re: zapomnialam dodac: 10.04.09, 07:47
                Niech na Wielkanoc robotę w kuchni odwali zając,
                baranek potem posprząta stoły,
                a Wam zostanie duzo czasu na wypoczynek,
                radosc i pierdoły!!!

                Najlepsze zyczenia
                *******@---@---@
                ******@-----------@
                ****@----------------@
                ***@-------------------@
                **@----------------------@
                **@-(\(\-----------/)/)---@
                **@-(=':')-------(':'=)---@
                **@(..(")(").(")(")..)---@
                ***@--------------------@
                *****@----------------@
                ********@--@--@
                • fedorczyk4 Re: zapomnialam dodac: 10.04.09, 07:58
                  O jakie ładne:-)
                  Tobie i pozostałym forumowiczom wszystkiego najlepszego z okazji :-)
    • jutka1 TGIF podwojny 10.04.09, 09:32
      Podwojny, bo nie dosc, ze piatek, to jeszcze 3 dni wolnego przede mna.
      Jiipppiii. :-)

      Cieplo dzis i swietliscie. Po drodze do biura zakonotowalam przekwitajace
      magnolie i forsycje, kwitnace bzy i ponki kwiatow na kasztanach. Ach jak blogo. :-)

      Zmienilam trase porannego spaceru do pracy i odkrylam bardzo wdzieczne zaulki i
      domy, kilka ciekawych sklepow, ciesze sie.

      Tyle pierdul piatkowych. Milego dnia :-)
    • ewa553 Re: O pierdulach -- Odc. 67 :-) 10.04.09, 10:50
      teraz jak napisalas Doroto, to sobie przypomnialam:)))) Ale mam
      kilka mniejwiecej wirtualnych znajomosci i cos mi sie pokickalo z
      ogrodkiem na obrzezach Warszawy. I to szczegoly mi sie przypomnialo,
      a teraz wiem: to dobra znajoma mojej siostry, ktora znam od lat z
      opowiadan:)))) Wybacz sierocie obrzyganej co to ma pamiec dobrom,
      ale krotkom..... Teraz to mi sie nawet szczegoly z kotem pod tarasem
      przypomnialy....
      Jutka, ale Ty dzis nie masz swieta, nespa? Nie pamietam czy
      poniedzialek jest u Was wolny, czy tez taki amerykanski, czyli w
      pracy.
      Ja sie dzis wyspalam za wszystkie czasy, czyli do dziesiatej. Znaczy
      sie dzien bedzie krotki:((((( Slonce swieci, na pewno jest pieknie.
      Stwierdze to dopiero jak wyjde z domu. Nie dosc ze mamy rusztowania,
      to jeszcze siatki na nich, tak ze naprawde slonca mozna sie
      domyslac, ale pewnosci nie ma.
      • jutka1 Re: O pierdulach -- Odc. 67 :-) 10.04.09, 11:56
        Dzisiaj pracujemy, w poniedzialek nie. :-)
        • iwannabesedated Piątek słoneczny i rześki. 10.04.09, 12:37
          Poza tym jatka w sklepach, przedświąteczne zdziczenie na całego.
          Mnie się w nocy śniła inwazja kosmitów. Tak się tym zmęczyłam, że
          chyba po południu drzemkę sobie utnę.
          • roseanne Re: Piątek słoneczny i rześki. 10.04.09, 15:19
            potwierdzam - sloneczny i grzeski

            co w sklepach nie wiem, nie zagladalam. znaczna czesc zreszta dzis zamknieta

            mazurek i ciasteczka owsiane juz sie sezonuja, baba w sobote

            poza tym wszystko w normie, w radio najpierw gadali o pladze krolikow na
            kampusie universyteckim po drugiej stronie kontynentu, teraz o egzorcystach
    • chris-joe Niujork z przytupem... 10.04.09, 15:51
      Wstalismy z ranca, jak bog nakazal, sniadanko-smanko, luz i walizeczki. Braz
      wychodzi na balkon, by wdechnac powietrza przed rajdem do Burlington w Vermont,
      skad lecimy i nagle obwieszcza: Nigdzie nie jedziemy!

      Rzucil bowiem okiem na samochod, a tam wybita szyba i rozpidowa.
      Chwila namyslu i dzwonie do glin, czy raport o wlamie moge zrobic za pare dni:
      moge. Robimy wiec zdjecia szkody. Widac ze szukali GPS-u, kolek z okna nawet
      zwineli, wszystkie skrytki wyproznione, ale niczego nie brakuje z wyjatkiem
      podswietlanej... popielniczki, GPS zas bezpieczny w chalupie.
      Braz zakleja okno, ja sprawdzam rozklad autobusow do Burlington. Jest 7:20am,
      jeden jedyny autobus, ktory moze nas dowiezc przez granice na czas wyjezdza o
      8:00am (wylot o 11:30). Rzucamy sie w metro (bo szybciej niz taxi), wbiegamy na
      dworzec juz po osmej, Braz do autobusu, czy jeszcze nie odjechal, ja zas do
      kasy. Autobus stoi nadal, kupuje bilety, bieg i... nie ma juz miejsc,
      dziekujemy bardzo, polecamy sie na przyszlosc.

      Refunduje bilety, wracamy do domu. Dzwonie do linii lotniczych, kolejny lot o
      3:05pm nie ma juz miejsc, nastepny o 5:40pm, maja jeszcze 4 miejsca, doplata,
      rezerwacja, udalo sie!

      Braz w miedzyczasie wydzwania po warsztatach, jeden proponuje randke na
      popoludnie, kolejny juz zaraz. Braz pedzi. Ma dzwonic, gdy tylko bedzie juz
      wiedzial, o ktorej samochod bedzie gotowy do wyjazdu. Czekam...

      Jesli wszystko pojdzie po masle, w Niujorku bedziemy po 7pm, miast 12:45pm.

      Weekend zaczal sie przygodowo, choc nawet jeszcze sie nie zaczal. Dziekuje za
      uwage nadal z Montrealu.
      • fedorczyk4 Re: Niujork z przytupem... 10.04.09, 15:57
        Przeczytałam jednym tchem jak najlepszy kryminał. Co za napięcie w
        tym dreszczowiecu. Mam nadzieje ze cdn?
        • chris-joe cd. 10.04.09, 15:59
          ... Braz wlasnie zadzwonil, ze auto bedzie gotowe o 11:30... Czyli: so far so
          good...
          • chris-joe Re: cd. 10.04.09, 17:15
            11:15am. Jedziemy.
            • iwannabesedated Re: cd. 10.04.09, 17:34
              A ja się pogubiłam. Po co to auto i samolot, skoro jedziecie
              autobusem??? I czy do Vermont czy do NY?
              • ewa553 Re: cd. 10.04.09, 18:15
                to je3st chyba tak, Dorociu: autem albo metrem musza dojechac do
                stacji autobusow, zeby autobusem przejechac granice, bo po tamtej
                stronie maja tanszy lot do NY. Ale moze siem myle.
                Nie zazdroszcze wybitej szyby. Mnie raz tom drogom skradziono
                zapomniana w aucie komorke. Pomijajac wszystko inne: mimo ze warsztat
                (firmowy) odkurzal auto, miesiacami jeszcze znajdowalam drobne
                szklane pylki:((((((
              • jutka1 Re: cd. 10.04.09, 19:59
                Też nie bardzo rozumiem :-)
                • iwannabesedated Re: cd. 10.04.09, 20:06
                  Przecież już byli na stacji i autobus im uciekł.
                  • jutka1 Re: cd. 10.04.09, 20:17
                    Jak wrócą, to niech (się) wytłumaczy :-)
    • ewa553 Re: O pierdulach -- Odc. 67 :-) 10.04.09, 18:22
      Moja zyjaca w Anglii bratanica i jej - rowniez tam zyjacy wloski
      narzeczony, oczekuja dzieciencia. Bedzie slub. Kurde, co ja mam
      ubrac? Mam nadzieje ze zmienia plany i nie beda sie zaslubiac w
      Polsce, tylko jednak w Anglii lub we Wloszech. Mam przyjaciol w
      tamtych okolicach to bym miala okazje ich wreszcie odwiedzic.
      Mam nadzieje ze mlodzi zrobia lisze prezentow. To swietny zwyczaj,
      wiadomo ze kupi sie cos wlasciwego bez wiekszych podchodow.
      • iwannabesedated Re: O pierdulach -- Odc. 67 :-) 11.04.09, 23:01
        Jezuz-z-mario, a co to za bełkot straszny???

        Święta ewidentnie narodowi źle wpływają na głowy, nawet jak naród
        mieszka zagramanicą...

        Lokalnie ogłupiały naród stratował w markecie słój konserwowych
        ogórów, jajki jakieś, poniewiarały się też po podłodze poszarpane i
        zmięgolone liście sałaty, wdeptane w ziemię kartofle i strzępy
        kwaszonej kapusty. Otumaniona obsługa dekowała się między półkami w
        jakichś krzywogębnych przykucznych pozach...

        Jednym słowem, piekło.
    • jutka1 Sobotnio i w pośpiechu 11.04.09, 09:34
      Za chwilę idę na manikjur, potem zakupy, a potem będziemy pichcić. :-)
      Pogoda wiosenna.
      Tyle pierdul.
      Milego dnia :-)
      • fedorczyk4 Re: Sobotnio i w pośpiechu 11.04.09, 10:18
        Trzeba by sobie też zrobić jakiś manikjur, bo przyjdzie siadać na
        dłoniach. Szaro, ciepło, przedświatecznie, idę pogapić się na kaczki
        nad Wisłą. Może mi coś wpłynie mądrego z nurtem rzeki do głowy;-)
      • roseanne Re: Sobotnio i w pośpiechu 11.04.09, 20:09
        pichcenie prawie ukonczone, pozostala baba
        i siekanie salatek

        za oknem narescie slonecznie , choc nie za cieplo


        pokaralo mnie, chcialam czekoladowe kurki, ale nie widzialam sensu kupowania z
        tygodniowym wyprzedzeniem, dzis tylko jakies gigantyczne zajce i wiewiorki zostaly
        • iwannabesedated Re: Sobotnio i w pośpiechu 11.04.09, 23:03
          Jezuz-z-mario, a co to za bełkot straszny???

          Święta ewidentnie narodowi źle wpływają na głowy, nawet jak naród
          mieszka zagramanicą...

          Lokalnie ogłupiały naród stratował w markecie słój konserwowych
          ogórów, jajki jakieś, poniewiarały się też po podłodze poszarpane i
          zmięgolone liście sałaty, wdeptane w ziemię kartofle i strzępy
          kwaszonej kapusty. Otumaniona obsługa dekowała się między półkami w
          jakichś krzywogębnych przykucznych pozach...

          Jednym słowem, piekło.
          • iwannabesedated Re: Sobotnio i w pośpiechu 11.04.09, 23:04
            A czemuż mi gazeta ten sam wpis wsadził w dwóch miejscach i na
            dodatek z innym tytułem???
            • roseanne Re: Sobotnio i w pośpiechu 12.04.09, 03:09
              bo gazeta tyz swirnieta :)
            • fedorczyk4 Re: Sobotnio i w pośpiechu 12.04.09, 09:01
              A Gazeta milczy. Jakoś zupełnie inne miałam wczoraj doświadczenia
              sklepowe. Powiezłam do Małej Czarnej (moja niezmotoryzowana
              przyjaciółka niskiego nader wzrostu z czarnym na łbie)łososia
              którego zamówiła sobie u mnie (dopływają do mnie z Dębek od znajomej
              łowiarnio/wędzarni)na mieście pusto, pojechałyśmy do Arkadii razem,
              a tam pusto. W Carrefourze prawie pusto, przy kasach pusto. No po
              prostu rozkosz. Z mojej strony Wisły naród wywiało na wieś. I nie
              dziwota bo pogoda bardzo poprawna. A jutro ma być bodkie 20 stopni,
              więc ogrodowy Lany Poniedziałek u Kuzynki ma sznse być rewelacyjny.
              Ot pierdułki
              • iwannabesedated Re: Sobotnio i w pośpiechu 12.04.09, 12:49
                Fedo, przecież ja mieszkam na Pradze!!! Tu naród na żadne pykniki i
                inne banikety nieprzystojne się nie godzi! Tu murem stoją za
                tradycją dwudniowych zapasów ze stołami zastawionymi suto napitkiem
                i żarciem co je w bratobójczej walce ze sklepów przywleczono i w
                pocie czół i grymasów wykrzywionych ust polskie kobiety w mozole
                wielkim posiekały, upiekły, uklepały i przyrządziły (za co ich pracę
                wyceniono na ok. 3 zeta za godzinę). Teraz przez następne dwa dni
                będą pić i żryć, w przerwach ulegając wypadkom drogowym ze skutkiem
                śmiertelnym oraz niestrawności.

                Z innej natomiast beki, mój przedziwny organizm wykonał kolejną
                woltę, godząc sie co prawda na moderowane spożycie mięsa, za to
                żądając bezustannie szpinaku (co jest ok) oraz (horrendum!) mleka.
                Wczoraj wypił całe mleko do kawy i musiałam dyrdać do sklepu,
                dzisiaj znowu się podejrzanie kręci koło stojących w lodówce
                flaszek. Jezusmario, ja nigdy mleka nie piłam, nawet dzickiem będąc
                bowiem w mojej rodzinie panowało przekonanie iż mleko jest dobre dla
                cieląt. Czyżbym z uwagi na moją dietę (pasza zielona plus mleko)
                stała się cielęciem? Jak ta inspektór co o niej Fedo pisała???
    • jutka1 Niedzielnie i świątecznie 12.04.09, 15:19
      W ramach obiadu wielkanocnego zjadłam couscousa, gapiąc się leniwie na świat i
      przemyśliwując. Nic nie wymyśliłam sensownego, każda opcja gorsza od
      poprzedniej, chyba trza zostawić i patrzeć co będzie. Mój przyjaciel Magdalenka
      nazywa to próżnią zadaniową i podejściem tao: nic nie robić, niech się samo dzieje.

      Kompletnie zmienił się widok z tarasu mojej weekendowej knajpy: drzewa mają
      liście, druga strona rzeki zakryta, i tylko dachy i kominy widać, nic więcej.

      Idę na sjestę. Tyle pierduł. Miłego dnia
      • jutka1 Re: Niedzielnie i świątecznie 13.04.09, 02:06
        Niech będzie, że gadam sama ze soba :-)))

        Patrzę w zdumieniu na własne odnóża i widzę siniaki. Kifjute??? Skąd i cogdziejak?

        Poza tym bolą mnie oczy, trzeba pójść wreszcie do okulisty, a na teraz trzeba
        pójść spać. Dobranoc :-)

        --
        Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
        Wysadzam skrzynki balkonowe
    • iwannabesedated Poniedziałek 13.04.09, 12:30
      A mnie za to boli tyłek i wiem dokładnie od czego - wczoraj
      inauguracja sezonu rowerowego! Zapędziliśmy się aż za Most
      Siekerkowski, wszędzie przyjemnie i pustawo acz jeszcze trochę za
      mało zielono jak na mój gust.


      Nieliczne grupy familijne na świątecznych spacerach przestraszyło
      mnie straszliwymi powykrzywianymi twarzami. Co to jest z tymi
      świętami, że się ludziom coś robi w twarz???
      • kielbie_we_lbie_30 Re: Poniedziałek 13.04.09, 13:03
        Moze jedli za duzo i ich brzuchy bola?
      • jutka1 Re: Poniedziałek 13.04.09, 15:06
        Tutaj tego zjawiska nie zaobserwowałam. :-)

        Zaliczyłam lunch na osłonecznionym tarasie, ciepły kozi ser na grzankach z
        sałatą, 2 godziny kultywacji i gapienia się na świat.

        Szkoda, że długi week-end tak szybko mija. :-/
        • fedorczyk4 Wtorek 14.04.09, 08:28
          Ech u nas w Starym Kraju wszystko co kościelne wyzwala w ludziach
          takie jakieś. Czy ktoś widział żeby się z jedna choć osoba
          uśmiechała wychodząc z kościoła?
          Od wczoraj się wyraźnie zazieleniło. Wywlokłam i ja rower. Teraz
          muszę znaleźć jelenia który mi go doprowadzi do stanu używalnośći.
          Nie lubię jazdy na rowerze i roweru jako takiego, więc pomimo żem i
          manualna i techniczna i przy samochodzie zrobię wszystko co nie
          wymaga mechanika, czyli zmienię koło, świece, żarówki, rozmontuję i
          wmontuję akumulator, wymienię wycieraczki i zrobię jeszcze kilka
          innych rzeczy, to w rowerze (zwłaszcza moim) nawet koła nie
          napompuję:-(
          Pogoda jak drut. Leceę po srebrny (drut) na Orlą i ogólnie do życia.
          • ewa553 Re: Wtorek 14.04.09, 09:33
            Maryska sie gdziesz szlaja poswiatecznie i ja Ci tu musze
            odpowiedziec na podstawowe pytania, Fedoro:)))) Wybacz ze czynie to
            nieudolnie - w porownaniu z Maryska. Otoz zapytam inaczej: dlaczego
            ludzie wychodzacy z kosciola mieliby sie usmiechac? Wyobraz sobie
            tlum usmiechajacy sie przed siebie: wygladaliby jak nawiedzeni. Mnie
            udzial w mszy sprawia przyjemnosc (szczegolnie jak sie trafi dobre
            kazanie), ale na mysl by mi nie przyszlo usmiechac sie przy wyjsciu.
            Czy wychodzac z kina czy teatru ludzie sie usmiechaja? Moze
            rozmawiaja w sposob ozywiony jesli ich sztuka/film do tego
            prowokuja, ale usmiechac sie? Poza tym: w Polsce ludzie sie malo
            usmiechaja. Przede wszystkim do siebie. Podczas gdy tutaj zupelnie
            obcy ludzie obdarzaja sie usmiechem przechodzac kolo siebie na
            schodach, wchodzac do windy itd, to w Polsce jest to jeszcze
            zjawisko nieznane lub naprawde rzadkie
            A tak apropos usmiechania sie, tez dokonalam wczoraj odkrycia: jadac
            sobie wygodnie autem minelam (skrecajac w pola - moj skrot do
            ogrodka) mojego wlasciciela apteki. Znam go od lat jako czlowieka
            przemilego, wiecznie usmiechnietego. A teraz mine mial cierpiaco
            wykrzywiona, choc niewatpliwie zajety byl czyms, co mu wyraznie
            sprawilo przyjemnosc: uprawial jogging:)))) Poniewaz ide dzis do
            niego, musze spytac dlaczego robi cos, co mu takiego cierpienia
            przysparza?
            • fedorczyk4 Re: Wtorek 14.04.09, 10:14
              No co Ty Ewa, ja sie zawsze uśmiecham jak wychodzę z kina albo
              teatru. Chyba że bto było coś wyjatkowo nieudanego. Generalnie
              zawsze sie usmiecham opuszczając przybytek w którym doznałam
              przyjemności. Ostatnio nawet uśmiechałam sie wychodząc od dentysty
              po rwaniu:-)
              Gdybym chadzała na msze to po dobrym kazaniu i spełnieniu obowiązku,
              napełniona spirytualnym spełnieniem, tez bym sie uśmiechała. Jak
              ogladam filmy amerykańskie i angielskie w których ludzie wychodząc z
              kościoła dziękuja pastorowi za mszę i kazanie, to też sie uśmiechają.
              Insza inszość że jak chadzałam jako młódka co niedziela do kościoła,
              to aż szczerzyłam sie, wylatując jak z procy po " Idźcie ofiara
              spełniona" którego już teraz nie ma. Moje "Bogu nich będą dzięki"
              było z głębi wdzięcznego serca!
              Teraz czasami bywam u Sw. Marcina na Freta i też się uśmiecham po
              mszy. I nie tylko ja, większość wychodzących sie uśmiecha. Spotykają
              się znajomi, msze celebrują znajomi. Jest fajnie i jest powód do
              uśmiechu.
              Faktem jest że u nas uśmiech jest praktykowany wstydliwie i juz
              kilka razy zostałam wzieta za głupa, bo u mnie uśmiech (może co
              prawda trochę dziwny)jest stanem stałym paszczy. Od dnia w którym
              wlazłam jako studentka jeszcze, nieoczekiwanie na lustro i aż
              odskoczyłam na dwa metry, przekonana ze osoba na przeciwko mnie nie
              tylko warczy, ale zaraz rzuci mi sie kłami do gardła. Jak już
              doszłam do tego, że to jest moje osobiste odbicie, podjełam szczere
              postanowienie poprawy;-)
              • maria421 Re: Wtorek 14.04.09, 10:31
                W Wielka Niedziele bylam na mszy w Poznaniu u Dominikanow. Nastroj, faktycznie,
                ponury. NIKT nie spiewa oprocz organisty. Na "przekazcie sobie znak pokoju"
                ludzie kiwaja glowami na lewo i prawo jak nieprzymierzajac konie jakies. Po
                wyjsciu z kosciola kazdy biegnie w swoja strone.

                Fedoro, te angielskie i amerykanskie koscioly z ktorych ludzie wychodzac
                dziekuja pastorowi za msze i kazanie a pastor dziekuje im za obecnosc to w
                porownaniu do naszych kosciolow kapliczki:)

                Potwierdzam tez ze przecietny Polak na ulicy jest ponury. Usmiech ma tylko na
                prywatne okazje.
    • jutka1 Wtorek poświąteczny 14.04.09, 08:24
      Powrót do normalnego rytmu.
      Meteoparis gada, że ma być do 19 C, po południu deszcze i może burze.
      W pracy multum do zrobienia, cały tydzień tak będzie.

      Więcej pierduł nie pamiętam. :-)
      Miłego dnia.
      • kielbie_we_lbie_30 Re: Wtorek poświąteczny 14.04.09, 09:32
        No kurde no...znow w pracy på ponad dwutygodniowej nieobecnosci bo
        najpierw Londyn tak zimny ze az sie pochorowalam a potem ciepla
        Hiszpania gdzie wyzdrowialam i dwa piekne Wielkanocne dni w
        slonecznej Szwecji.
        Dzis juz nie tak cieplo, i dobrze bo jakby tu pracowac jak sloneczko
        swieci i ptaszki cwierkaja?

        Pa robaczki ;)
        • maria421 Re: Wtorek poświąteczny 14.04.09, 10:17
          We wtorek poswiateczny pospalam sobie troche dluzej ale jeszcze sie czuje
          zmeczona po podrozy. Wrocilysmy wczoraj poznym popoludniem, corcia tylko wziela
          prysznic, wypakowala jedne rzeczy, zapakowala drugie i pojechala do siebie.

          W Polsce bylo pogodnie w kazdym sensie. Obeszlam wszystkie stare katy w Lodzi
          (pyszne paczki z roza u Bliklego na Piotrkowskiej w ladnie odnowionym podworku),
          odwiedzilam wszystkich z ktorymi utrzymuje kontakt, czasu na to wszystko bylo
          troche malo, ale lepszy rydz niz nic.
          Sobota i niedziela w Poznaniu spedzona miedzy biesiadowaniem a dlugimi
          spacerami, miedzy innymi po parku na Cytadeli cieszac sie swieza zielenia
          (fiolki na trawniku!) i zalamujac rece nad zniszczeniem tego parku gdzie
          amfiteatr jest ruina i gdzie przy wielu alejkach nie ma ani jednej calej
          latarni. No ale ponoc maja przyjsc srodki z UE...

          Dzis rano weszlam na wage i zobaczylam ze wszelkie pierogi, serniki, mazurki
          itp. wcale mi nie zaszkodzily. Bardzo dobrze, bo przywiozlam sobie z polski
          troche chalwy, bedzie dzisiaj na deser:)
          • maria421 Zycie singla 14.04.09, 10:36
            kontynuuje z poprzednich pierdul.

            W temacie moge tylko powiedziec ze zycia singla nie lubie, nie znosze, nie chce.
            • jutka1 Re: Zycie singla -- poprosze o definicje 14.04.09, 13:02
              Co to jest "zycie singla"? :-)
              • iwannabesedated Re: Zycie singla -- poprosze o definicje 14.04.09, 13:11
                Życie singla się charakteryzuje pewnego rodzaju bezstrukturalnością.
                Para bowiem to już stanowi sruturę, a jako taka musi wejść w
                interakcję z innymi sruturami. Uczestniczyć właśnie we mszach,
                obrzędach, niedzielnych obiadach, mnieć to wszystko poparte
                papiurami, dokumentami, a także przyjaźnić się z innymi parami, no i
                się musi rozmnażać. Para uczestniczy we wszystkim jako para, a jeśli
                tego nie zrobi, to otoczenie reaguje. Ponadto to co para robi nie
                jest własną sprawą każdego z uczestników pary, lecz jest czynnością
                społeczną, więc coś do tego ma państwo, kościół i somsiedzi.
                Singiel mniej natomiast wszystkich interesuje, jako odmieniec, a też
                i nie stanowi części tkanki społecznej więc i mu się daje spokój. My
                z chłopem dlategoż postanowiliśmy wieść życie singli mimo bycia
                razem :)
                • jutka1 Re: Zycie singla -- poprosze o definicje 14.04.09, 13:22
                  Ale mozna byc tez para i mieszkac osobno? Living Apart Together bodajze to siem
                  zwie? Nic juz nie kumam, cala glupia jestem... :-)
                  • kielbie_we_lbie_30 Re: Zycie singla -- poprosze o definicje 14.04.09, 13:29
                    jutka1 napisała:

                    > Ale mozna byc tez para i mieszkac osobno? Living Apart Together
                    bodajze to siem
                    > zwie? Nic juz nie kumam, cala glupia jestem... :-)
                    >
                    >

                    Jasne ze mozna... robi sie rozne rzeczy razem ale ma sie rzeczy
                    osobno. Mozna wtedy spac razem albo spac osobno tez, w zaleznosci od
                    ochoty czy niechoty. I wtedy ma sie zycie "ulozone" czasem.
                • ewa553 Re: Zycie singla -- poprosze o definicje 14.04.09, 13:25
                  nie calkiem sie zgadzam z Szanownom Przedmowczyniom. Pierwszens:
                  singel juz od wiekow nie jest odmiencem. Drugiens: jak dwa single
                  sie polacza wspolnym mieszkaniem, to przestaja byc singlami a som
                  parom. Czyz nie?
                  • iwannabesedated Re: Zycie singla -- poprosze o definicje 14.04.09, 13:29
                    Nie, para jest jak się mózgi zleją w jedno ciało galaretowate. Z
                    mieszkaniem to nie ma nic.
                    • jutka1 Re: Zycie singla -- poprosze o definicje 14.04.09, 13:39
                      Mozgi zleja w jedno cialo galaretowate, matko, co za wizja! :-/

                      Nadal nie rozumiem - uwazam swoje zycie za ulozone, "po mojemu", to nie jestem
                      singlem? ;-)))
                • kielbie_we_lbie_30 Re: Zycie singla -- poprosze o definicje 14.04.09, 13:25
                  Zycie singla to "nieulozone zycie". No i taki singiel ciagle slyszy:
                  jeszcze ulozysz sobie zycie...i to mnie przeraza!!!
                  Ja nie chce ukladac sobie zycia, mnie takie nieulozone pasuje
                  bardzo...wiec mimo ze mysli sie o jakims parowaniu to gdy dochodzi
                  do blizszego poznania ogarnia mnie panika i widzem sie natychmiast
                  jak zasiadam o osmej rano w sobote do sniadania bo ktos tam lubi
                  rano wstac, jem sniadanie mimo ze mnie sie nie chce, musze
                  konwersowac i odpowiadac na pytania mimo ze rano na ogol jestem
                  malomowna i chce mi sie jeno "wisiec". Pozniej pada pytanie "co
                  bedziemy jesc na obiad?" a pozniej trza sie ubierac i do sklepu,.
                  zakupy robic aby zrobic ten obiad...Mycie naczyn, poobiednia kawa a
                  potem inne "ulozone zajecia"...bleeeee
                  Nie chce mi sie :(
                  • iwannabesedated Re: Zycie singla -- poprosze o definicje 14.04.09, 13:32
                    Hm, ułożyć to zezwłok na marach chyba można...

                    Czyli baba jak ją munż tłucze jak kotlet schabowy, to ma ułożone
                    życie - a baba co jeździ do Andaluzji to nie ma? Interesująca
                    koncepcja :)))
                • maria421 Re: Zycie singla -- poprosze o definicje 14.04.09, 14:00
                  iwannabesedated napisała:

                  > Życie singla się charakteryzuje pewnego rodzaju bezstrukturalnością.
                  > Para bowiem to już stanowi sruturę, a jako taka musi wejść w
                  > interakcję z innymi sruturami.

                  ... a ze single jest bez pary to w strukturze par jest jak piate kolo u wozu.
                  Nie pasuje. Dlatego single szuka towarzystwa innych singli i wtedy tworzy sie
                  nowa struktura. Niekoniecznie parzysta.
                  • jutka1 Zamykam i kopiuje... 14.04.09, 14:07
                    ... dyskusje o singlach do nowego odcinka. :-)
              • maria421 Re: Zycie singla -- poprosze o definicje 14.04.09, 13:30
                jutka1 napisała:

                > Co to jest "zycie singla"? :-)

                To jest zycie bez "drugiej polowy", obojetnie czy pod jednym dachem czy nie.
                • iwannabesedated Druga połowa. 14.04.09, 13:34
                  Przychodzi pół baby do lekarza...
                  • maria421 Re: Druga połowa. 14.04.09, 13:39
                    iwannabesedated napisała:

                    > Przychodzi pół baby do lekarza...

                    a lekarz pyta "co pani jest"

                    "Ba"

                    :-)
                  • jutka1 Re: Druga połowa. 14.04.09, 13:40
                    ... a druga polowa tez zaba (rzaba). :-)
                  • fedorczyk4 Re: Druga połowa. 14.04.09, 13:40
                    iwannabesedated napisała:

                    > Przychodzi pół baby do lekarza...
                    >
                    Znaczy że mąż w domu, czy że schudła?
                    • iwannabesedated Re: Druga połowa. 14.04.09, 13:44
                      a lekarz pyta "gdzie jest drugie pół?". A baba na to "wypiliśmy".
Pełna wersja