iwannabesedated
20.04.09, 18:37
Do rozważań mnie natchnął wywiad do Podsiadłem (Podsiadłą), poetą,
autorem mojego ukochanego wiersza o aniele z wielką trąbą
(powietrzną, od razu precyzuję, bo zaraz lubieżcy mi tu przyjdą
opowiadać o bananach i innych takich).
Podsiadło generalnie argumentował, iż brak pieniędzy nie jest
wstydliwy, tak jak na przykład smród z gęby, lub powiedzmy lizanie
szefowi dupy. Dziennikarka podniosła natychmiast sztandarowy
argument o dobru dzieci. Podsiadło bowiem przyznał, iż w rozkoszach
nieposiadania pieniędzy trochę mu sielankę zepsuł fakt niemania
czegoś do zjedzenia dla dziecka. Co określił jako przeżycie
jednorazowe i traumatyczne.
Oczywiście na forum poniżej rozgadały się zaraz wielkie podeptane
Podsiadłym stopy, odsądzając go od czci i wiary, za to że śmniał na
przykład poprosić o gościnę kolegę, że ten kolega go ugościł
kotletami z cebuli, oraz swoją życzliwością, że generalnie Podsiadły
jest hieną, jego kolega nieudacznikiem, a dziecko pewnie pójdzie w
bandyty.
Mnie tam wywiad z Podsiadłym się spodobał i chyba bym wolała mnieć
takiego ojca niż te ojce poniżej co twierdziły, iż dla dobra dzieci
należy porzucić przyjaźń, poezję oraz kotlety z cebuli.
Niemniej coś w tym jednak jest, iż człowiek nawet wykonując ulubione
zajęcie, będąc w miarę wolnym, dupy nie musząc lizać nikomu, a
przyjaciółmi się ciesząc - jakiś tam dyskomfort i żenadę odczuwa gdy
zagląda powiedzmy w portfel a portfel (parafrazując) mu echem
odpowiada ...