iwannabesedated
24.04.09, 18:33
jaka cudna miłość, a wyszło...
Hm, wyszło głupawo. Nieno, plugawie wyszło, prawdę powiedziawszy.
Otóż od kilku lat frapuje publikę w polsce romans znanego prezentera
telewizyjnego z panią wiceprezes banku. On teoretycznie piękny (choć
ja mam na ten temat inne zdanie), ona brzydka z twarzy, duża z
postury. No i prasa się dziwuje, że tak on z nią, i za nią świata
nie widzi, mimo że on "piękny" i mógłby mieć atrakcyjnych na pęczki,
a jednak wybiera ją... Blah, blah, blah, aż sprawa się rymsła dużym
soczystym i śmierdzącym bzdnięciem. Otóż on założył ze swoim
kochasiem firmę szkoleniową (nic to, że na szkoleniach się nie zna),
którą ona jako wiceprezes banku zatrudniała, przelewając to milion,
to dwa, to dziesięć milionów na różne usługi szkoleniowe.
Czyli miała być piękna miłość, a się okazało jakimś to przykucznym
trójkątem w celu... No jakim właściwie?
Publika mlasnęła smakowicie, bo się potwierdziła ludowa mądrość, że
piękny na brzydką nie poleci, jeno chyba że dla kasy.
Mnie się trochę smutno zrobiło, że ten świat taki przewidywalny.
Co sądzi forum? Brzydka ona, piękny on - ma coś takiego szanse? Albo
stary, biedny on i wystrzałowa młoda ona?
Czy miełość nie zna granic, czyteż tak jak większość rzeczy porusza
się po torach wąskich bardzo?