swiatlo
05.12.03, 18:50
Zakłócę trochę teraz sielankę.
Otóż wczoraj wieczorem na History Channel pokazywali program z
serii 'Hitler's Henchmen'. Tym razem było o Himmlerze.
Lubie oglądać programy o historii, więc postanowiłem przesiedzieć.
To przez ten program nie mogłem potem zasnąć, a i dzisiaj nie mogę myśli
zebrać. Staram się żartami ten nastrój zabić, ale się nie da.
Było o eksterminacji. Oczywiście nic nowego czego bym przedtem nie wiedział,
ale koncentracja tragedii w tym filmie, plus nigdy nie widziane sceny z
egzekucji dzieci i całych rodzin, dokumentalne sceny z obozów itd,
przekroczyły moją możliwość percepcji.
W połowie programu musiałem wyłączyć telewizor. Chodziłem jak pod narkotykiem
przez parę minut po domu, nikt nie mógł się do mnie odzywać, ale nie
wytrzymałem i znów włączyłem.
Przypominam sobie podobny program dokumentalny o Wielkim Głodzie na Ukraine,
dziewczynce umierającej z głodu na progu domu, książki o hekatombie
syberyjskiej, wszystko to co do tej pory oglądałem i czytałem.
Nasuwa się wniosek-pytanie. Czy należy te rzeczy z taką dosłownościa i w
takim ładunku oglądać? Czy to czyni nas lepszym? Czy to nam pomaga?
Nie znam odpowiedzi. Sami jak byliśmy w Polsce zabraliśmy dzieci do
Oświęcimia, wbrew ich woli. I do dziś są nam wdzięczne że to zrobiliśmy.
Najważniejsze jest aby człowiek był dobry. To jest cel życia człowieka.
Czy eksponowanie zła czyni go lepszym? Czy zajrzenie w czeluść piekła
naprawdę oczyszcza jego duszę?
Czy też lepiej na wzór hollywoodzki? Wszystko kolorowe, wszystko wysłodzone i
wszystko się dobrze kończy pozytywnym morałem?