pol godziny

12.05.09, 17:23
Dzisiaj ok 15-tej. Behemot siedzial wlasnie z jakims PMem w naszym
Konfi przy kawie, reszta pracowala skoncentrowana na ekranach, kiedy
grzmotnelo tak, ze zatrzeslo calym 9-pietrowym budynkiem. Jeden
jedyny grzmot i blyskawica. Behemot nawet zapytal, czy compy wciaz
jeszcze dzialaja, przytaknelismy dalej gapiac sie w ekrany.

Doslownie kilka minut pozniej PM powiedzial „ludzie, tam sie chyba
pali“. Podeszli z Behemotem do okna, wylezli na balkon wolajac
reszte, bysmy przyszli sie pogapic, bo chyba naprawde sie pali.

Poszlismy wiec wszyscy na balkon a zdawszy sobie po najwyzej dwoch
minutach sprawe z tego co sie dzieje, polecieli na taras na dachu by
lepiej widziec. Piorun strzelil w gospodarstwo lezace ok pol
kilometra od nas – stary, drewniany 4-pietrowy dom zintegrowany z
wielka stodola. W ciagu dziesieciu minut ogien pochlconal CALY dach
i gorne pietra. Palilo sie oslepiajacym plomieniem, z boku domu
wybiegaly krowy, w okol biegaly trzy osoby.

Dokladnie na przeciwko nas jest straz pozarna, jeden z facetow na
dachu (zjawili sie tam chyba wszyscy robotnicy i nasz dozorca)
dzwonil do nich, ze sie pali, wrzeszczal, czemu nie wyjezdzaja, oni
na to, ze wiedza i ma nie blokowac linii, wiec sie wylaczyl.

Stalismy jak skamieniali, dom palil sie plomieniami dwa razy tak
wysokimi jak on sam, krowy spokojnie jadly trawe ze sto metrow dalej
a ta trojka ludzi stala w bezpiecznej odleglosci. Minelo nastepne
kilkanascie minut az zupelnie z innej strony przyjechala straz
pozarna i zaczela gasic. Wymienilismy sie uwagami, ze straz chyba
oglupiala jadac okrezna droga i ze jak widac liczenie na jej pomoc
nie ma najmniejszego sensu.

Struga wody byla smiesznie mala w porownaniu z pozarem, ktory objal
caly dom, rownie dobrze mogli to sobie darowac. Dom palil sie jak
szalony, slychac bylo wewnatrz jakies wybuchy, nagle runal caly
plonacy dach a ludzie i krowy zaczeli uciekac w poplochu, wiec chyba
jakies iskry na nich polecialy, chociaz z tej odleglosci nie bylo
tego widac.

Po runieciu dachu dom palil sie jeszcze kilka minut, dym zmienil sie
z bialego na smoliscie czarny, po czym plomienie zamarly. Wszystko
to trwalo nie dluzej niz pol godziny. Z domu pozostala niewielka
kupa czarnego gruzu.

Stalismy jak skamieniali, chyba z dwadziesica osob, ja stalam obok
dozorcy i nagle zauwazylam, ze on placze. Inni tez to zauwazyli i
patrzyli pytajaco. On sie otrzasnal i powiedzial, ze zna tego
rolnika, ze to jego dobry kumpel. Opowiedzial nam, ze rolnik ten
stracil zone w czasie napadu na nasz Parlament w 2001 (zsotala
zastrzelona) a teraz dom, w ktorym jego rodzina zyla od pokolen…..

Pomyslalam sobie wtedy, jak musi sie czuc czlowiek, ktory w ciagu
pol godziny stracil wszystko: dom, pamiatki, ubrania, dokumenty,
lozko, po prostu WSZYSTKO. Jak to musi byc, kiedy stoi sie patrzac
jak plomienie trawia rodzinna historie i pozostawiaja NIC. Gdzie on
dzisiaj bedzie spal? Co na siebie jutro wlozy? Co zrobi z tymi
krowami?

Z traumatycznego stuporu wyrwal mnie robonik, ktory dolaczyl do nas
na dach i oburzony opowiadal cos w takim slangu i tempie, ze nic nie
zrozumialam. Zapytalam tego obok mnie o co chodzi a on powiedzial,
ze wyjasnila sie dziwna droga wozu strazackiego: otoz ten dom stal
na terenie gminy Baar, a ta straz na przeciwko nas to miasto Zug,
wiec nie sa odpowiedzialni. Zadwzonili wiec do Baar i czekali az
przyjada tamci, przygladajac sie pozarowi. Od naszej strazy do tego
domu jest gora 500m lokalna droga na ktorej prawie nie ma ruchu, z
Baar ok 2.5 km glownym przelotem przez nasz kanton, ciagle
zapchanym. Wytlumczenie: w tym czasie moglo rownie zaczac sie cos
palic w Zugu, i kto by wtedy pojechal gasic, jezeli oni zajeci
byliby gospodarstwem nalezacym do Baar? Nie wiem, skad ten gosc mial
ta informacje, ale tamten woz strazacki, ktory przyjechal tak pozno,
jechal rzeczywiscie z kierunku Baar.

Wciaz jeszcze nie umiem sie skoncentrowac na zadnej robocie i czekam
na wiadomosci, by sie upewnic, ze nikt w tym pozarze nie zginal….
    • ewa553 Re: pol godziny 12.05.09, 18:19
      wstrzasajace, Xurku. Dowiedz sie koniecznie co to bylo ze straza i
      jesli opowiadanie pana sie potwierdzi, to bym na Twoim miejscu
      poruszyla niebo i ziemie, aby to naglosnic. Temu rolnikowi nic juz
      niestety nie pomoze, ale nie mozna bezczynnie patrzec na takie
      straszne przejawy glupoty.
      • maria421 Straszne (ntx) 12.05.09, 19:17

    • iwannabesedated Re: pol godziny 12.05.09, 19:42
      Ogień to żywioł i człowiek rzadko sobie z tego zdaje sprawę jeśli
      się z tym oko w oko nie spotka. Ja dwa razy miałam z pożarem
      styczność - raz zaczęło się niewinnie w mojej kuchni. I wiecie co,
      nie byliśmy w stanie tego okiełznać. To szło tak szybko, palił się
      pochłaniacz dymu, ogień szedł do góry. Na szczęście wpadło mi do
      głowy aby pognać po gaśnicę do auta. Straż przybyła super szybko,
      ale gdyby nie gaśnica, to pewnie mielibyśmy z głowy wszystkie meble
      i podłogi.
      Szczerze mówiąc, to uważam, że jeśli to się palił stary drewniany
      dom, to straż - czy przybyłaby kilka minut wcześniej, czy później -
      i tak by wiele nie wskórała. Nie zapobiegliby spaleniu się domu.
    • sabba Re: pol godziny 13.05.09, 09:00
      cholerna biurokracja! za to sie chyba karac powinno. (za nieudzielanie pomocy).
      kiedys wydawalo mi sie ze najlepiej to nie przywiazywac sie do niczego bo nie
      wiadomo kiedy nam to zostanie zabrane. zyc tak, zeby w kazdej chwili moc odejsc
      i zaczac od nowa. naiwniaczka...;)
    • blues28 Re: pol godziny 13.05.09, 09:51
      Tak sobie mysle. Jak mozna byc strazakiem i patrzec spokojnie na
      pozar obok, bo to nie twój rejon. Widac mozna. Podobno nawet mozna
      byc lekarzem i nie udzielic pomocy ciezko choremu, bo tez nie ten
      rejon. Cuda admionistracji, które obracaja zycie i dorobek w dym czy
      proch.
      Strasznie mi szkoda rolnika, bo czasami tak bywa, ze niektórzy
      dostaja znacznie wiekszy przydzial cierpien niz ustawa/ludzka
      odpornosc przewiduje.

      Pozary i inne kataklizmy budza we wmnie uczucie leku. Jakies póltora
      miesiaca temu pisalam o pozarze na mojej ulicy. Sam widok ognia,
      jego potega i zachlannosc, straszna szybkosc z jaka szedl w góre
      (dwie straze pojawily sie w mniej niz 10 min), ten slup czarnego
      dymu, swad i prawie letni upal w chlodnawy wieczór, wszystko to
      przyprawilo mnie o gesia skórke i skurcz w zoladku. I ani zwierzat,
      ani mieszkanców nie bylo widac, bo blyskawicznie zostali ewakuowani
      na patio wewnetrzne, jakoze glówne wyjscie na ulice bylo tuz pod
      zajetym ogniem balkonem. Pomimo tego, pamietam to uczucie strasznego
      niepokoju.
      Dwa lata temu i wcale nie na moich oczach spalil sie mój rodzinny
      dom. Do dzis jak o tym pomysle, czuje ból jakby pozbawiono mnie
      korzeni, historii mojej rodziny, dzieciecych skarbów na strychu,
      mojego pokoju na facjatce, do którego przez okno zagladala olbrzymia
      grusza...
      • iwannabesedated Re: pol godziny 13.05.09, 12:24
        Moi przyjaciele w Teksasie ubiegłego lata stracili w wyniku huraganu
        cały dom. Dziewięć miesięcy im zajęło odbudowanie. I też właśnie się
        zastanawiałam jak to jest - stracić wszystko, meble, pamiątki,
        ulubione gacie bokserki, kultowe buty, szczotkę do zębów, a przede
        wszystkim poczucie bezpieczeństwa? Nagle, w parę dosłownie
        minut...Ja w moim mieszkaniu ciągle walczę, z natłokiem rzeczy,
        ciuchów nie mieszczących w szafie, książek wyłażących z regału,
        kosmetyków wędrujących po całej łazience, garów w kuchni, no
        wszystkiego. Ale gdybym miała stracić to wszystko, to chyba bym się
        pochlastała.
        • ewa553 Re: pol godziny 13.05.09, 16:24
          ja bym sie bala stracic wszystkie osobiste rzeczy. To tak jakby mnie
          pozbawiono osobowosci. Pamietam radosc mojego meza, jak nam z Polski
          pierwszy raz przywieziono moje zdjecia z dziecinstwa i mlodosci.
          Bo jakos po to aby sobie wyobrazic ze bylam kiedys dzieckiem a potem
          panienka, potrzebowal dowodu rzeczowego:))))
          • blues28 Re: pol godziny 13.05.09, 16:46
            Tez rozumien, bom typowy chomik. Mam trudnosci z wyrzucaniem rzeczy,
            obrastam wiec w ciuchy, których nie nosze, buty, które zawalaja
            miejsca, naczynia, których za duzo, inne duperele, o ksiazkach nie
            mówie, bo sa na pólkach i w kazdym kacie.
            Nie umiem pozbywac sie ksiazek, nawet jesli wydanie jest kieszonkowe
            a i tresc malo wielkopomna. Schowam, odloze na kupke i nie dam :(

            Dlatego przeszywa mnie na wylot jak nagle jakas pozoga, kataklizm
            zabiera wszystko co ludzie pieczolowicie zbieraja. Czesto bardzo
            malutko, bo kataklizmy szczególnie upieraja sie na tych
            najubozszych. I nie wydaje mi sie zeby to bylo materialistyczne, to
            jest poczucie wrastania w zycie i bezpieczenstwa na nastepne dni.
            Jak zdobywa sie poczucie bezpieczenstwa w sterfach sejsmicznych,
            huraganowych, tajfunowych...?
            • iwannabesedated Re: pol godziny 13.05.09, 19:45
              Hm, chyba trzeba być zen, czyco? Znajdowanie oparcia w rzeczach
              materialnych, jak wiemy, jest złudne. Ale kunia z żółtymi
              wyszczerzonymi zębami temu, kto się od tego potrafi uwolnić.
              • fedorczyk4 Re: pol godziny 13.05.09, 19:59
                Zwłaszcza jeśli rzeczy to wszystko co się było chłopu ostało.
                Koszmarna historia o bezdusznych palantach. Ja bym się takich ku...
                strażaków zapytała co czuli jak się gapili na pożar po drugiej
                stronie drogi i co zrobiliby gdyby to ich chałupa tak sobie sie
                paliła w innym dystrykcie.
                Kły mi rosna do ramion, jak mam do czynienia z czymś takim.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja