jutka1 Re: O pierdulach -- Odc. 73 :-) 22.05.09, 16:00 Za dwie - trzy godziny bede wolnym czlowiekiem. Na razie stukam w klawiature. Potem lunch na tarasie z bylym narzeczonym a od lat 15 przyjacielem. Nie widzielismy sie 1.5 roku, a poniewaz zadnego z nas nie mozna zaliczyc do grona wiernych i regularnych korespondentow, wiec i do obgadania jest duzo. Po lunchu jade do Jakotki, gdzie czeka mnie wieczorna impreza z gronem ludzi lubianych i dawno niewidzianych. Jutro leczenie kaca ;-) i frufru. No, wracam do pisaniny. Milego wieczoru :-) Odpowiedz Link
maria421 Humor zeszytow 22.05.09, 16:23 z tegorocznej matury: Tadeusz podszedł do Zosi z ptakiem w ręku. Zosia siedziała na parkanie i bawiła się ptakiem Tadeusza. Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Humor zeszytow 22.05.09, 16:29 Mnie to psiakrew, wcale nie śmieszy. Mam poważne podejrzenia że niektóre kwiatki moga pochodzić z wypracowania mojej własnej Dziecinki. Jej znajomość języka polskiego jest i owszem doskonała, jak na fakt że do polskiej szkoły uczęszczała tylko trzy lata, ale niestety ona jest średnio czytata i potrafi mi walnąć coś takiego właśnie. Odpowiedz Link
maria421 Re: Humor zeszytow 22.05.09, 16:31 fedorczyk4 napisała: > Mnie to psiakrew, wcale nie śmieszy. Mam poważne podejrzenia że > niektóre kwiatki moga pochodzić z wypracowania mojej własnej > Dziecinki. Jej znajomość języka polskiego jest i owszem doskonała, > jak na fakt że do polskiej szkoły uczęszczała tylko trzy lata, ale > niestety ona jest średnio czytata i potrafi mi walnąć coś takiego > właśnie. W takiej sytuacji ona bylaby usprawiedliwiona bo pewno nie zna wszystkich znaczen wyrazu "ptak". Odpowiedz Link
maria421 Przenosze post Fedory tutaj 22.05.09, 16:29 nie pytajac jej o pozwolenie, bo bardzo mi sie podobaja (oprocz opisu kulinarnego oczywiscie) dwa slowa : "piernikalia" i "bycie na miedzymezu" :) ------- "W końcu gdzieś człowiek musi inaczej się udusi. Ja uwielbiam czytać te opowieści o własnych wyżynach intelektualno profesjonalnie kilturalno oświatowych, to podszczypywanie nam drobnomieszczańskich i moherowych tyłków, to nieustanne dziecęco nieporadne podgryzanie po rodzinach, po wpisach, po tematach. Gdyby jej nie było trzebaby ją wymyślić, jak mówią Francuzi:-) Wróciłam z piernikaliów objedzona jak bąk. Jako przystawki podano łososia marynowanego, szparagi, ris de veau, potem kaczki pieczone oraz pieczonego indyka. Rozpływało sie to ptactwo w ustach. Ris de veau nie jadłam już bardzo dawno, w Polsce nie jest to żarełko popularne i w sumie się nie dziwię co innego konsumować ris de veau, a co innego żreć grasicę. To drugie nie brzmi apetycznie. Za to, to pierwsze dumnie:-) Kucharz u mojego Syna jest po prostu geniuszem, to jak wszystko przygotował i jakimi sosami polał to był czysty poemat. Na deser swieża sałatka owocowa z truskawek, arbuza, bana z dodatkiem mięty. Mam co trawić przez najbliższe tygodnie:-) Honorowy gość, który przyjechał z ze Szwajcarii, jest moim ulubieńcem pośród przyjaciól Maćmy i Taćmy. Nie widzieliśmy sie od ładnych kilku lat więc mieliśmy co ugadywać. Niesamowity facet. Błyskotliwie inteligentny z niesamowitym poczuciem humoru i do tego ciagle piekielnie przystojny. I uwielbia mnie! Właściwie dlaczego ja go nie poderwałam te "ścia" lat temu jak byłam na międzymężu? Głupia jakś byłam albo co:-( " -- Odpowiedz Link
blues28 Re: Przenosze post Fedory tutaj 22.05.09, 16:50 Fed napisała: "ciagle piekielnie przystojny. I uwielbia mnie! Właściwie dlaczego ja go nie poderwałam te "ścia" lat temu jak byłam na międzymężu? Głupia jakś byłam albo co:-( " ------------------ Nio!! A my bysmy do Szwajcarii w goscine jezdzili. Górskiego powietrza zazywali, (od czasu jak mi w gardle gmerali to stracilam odpornosc i wiecznie sie przeziebiam), nosz Czarodziejska Góra forumowa by byla :) Przegralam sromotnie z Lichwa czyli Urzedem Podatkowym. Moja krwawice beda spijac!! Ale przynajmniej wygarnelam urzednikom co mysle o prawie podatkowym z paragragrafami godnymi onajmniej Forresta Gumpa. Nic nie osiagnelam, ale lzej mi na watpiach. A teraz prawe oko zalane lza z powodu kataru (przeziebic sie przy prawie 40 st to jest sztuka!) a lewym próbuje przeczytac foruma. Ide popijac sok pomaranczowy. Bye, bye :) Odpowiedz Link
ewa553 Re: O pierdulach -- Odc. 73 :-) 22.05.09, 18:53 Blues, my mamy takom jednom w Szwajcu:))))) Jak juz wrocimy forumowo z Andaluzji, mozemy odwiedzic Xurka. Jestem pewna ze oszaleje ze szczescia:)))) Fedoro, coraz bardziej mi sie podoba lokal Twojego pierworodnego. Marzylabym aby tam pojechac i degustowac te rozne roznosci. Niestety, moja siostra nie ma auta (musiala oddac prawko), a jest rownoczesnie totalnie nietowarzyska, wiec odpada dojechanie tam z jakimikolwiek znajomymi. Czy to za daleko na taksowke czy tez nie? Jesli wolno spytac, to jak sie nazywa to miejsce? I wogole co to za potrawy o nieznanych mi nazwach? Vzuje sie jak w Paryzu, gdzie tylko raz bylam w porzadnej restauracji. Od nastepnego razu chodzilam do Grekow ktorzy maja karte skladajaca sie z obrazkow:))) Odpowiedz Link
maria421 Re: O pierdulach -- Odc. 73 :-) 22.05.09, 18:59 Ris de veau to grasiczki cielece. Ponoc rarytas ale sama tego jeszcze nigdy nie jadlam. Zapraszam Fedore na watek kulinarny zeby cos wiecej o tym przysmaku napisala. Odpowiedz Link
morsa Re: O pierdulach -- Odc. 73 :-) 22.05.09, 22:07 Wchodze po dluzszej nieobecnosci. Umknely mi trzy watki - czytam wyrywkowo; 1. Zgadzam sie z Lucja - Warszawa jest brzydka; i te koszmarne mury! 2. Nie zgadzam sie z Lucja - ubior dzieciaka albo doroslego nic o nim albo rodzinie nie swiadczy - wiecej torelancji i luzu w ocenach - please;-) 3. Nie ma to jak w domu;-)) Odpowiedz Link
morsa Re: O pierdulach -- Odc. 73 :-) 22.05.09, 22:37 Najpierw Polska i Kaszuby - dziesiec dni calkowitej laby! Celowo omijam Warszawe - to juz nie jest moje miasto! Pozniej powrot do domu - pare intensywnych dni w pracy i pozniej maly wypad do Rzymu - znow relaks - takie nic-nie-robienie. A teraz znow w pracy. W weekend wypad na wies - do lasu - naladowac baterie;-) Odpowiedz Link
blues28 Sobota :) 23.05.09, 09:50 Tak sobie dumam jak czytam o wrazeniach (brzydoty) odbieranych o rodzinnych miastach. Ja zas ogromnie lubie odwiedzac Trójmiasto. I nie tylko ze wzgledu na rodzine i przyjaciól. Mnie sie moje stare miasto podoba i jest dla mnie jakos tak, jak bliski czlowiek; akceptuje jego ulomnosci i wady, bo i tak ma wiecej zalet. Trójmiasto, zwlaszcza wiosna, latem i jesienia zdobi sie pieknie, wcisniete pomiedzy Baltyk i rozrosniety na pagórkach las mieszany, ma naturalna dekoracje, której na szczescie zadne wladze i systemy zniszczyc nie mogly. No i gdanskie stare miasto jest odrestaurowane a nie zbudowane na nowo co tez jest plusem. Poza tym, ja poruszam sie po sciezkach nieturystycznych, pelnych uroku. Górna Oliwa zatopiona w zieleni, az do parku i katedry, Dolny Sopot z poniemieckimi willami, schowanymi w ogrodach. W tych domach nie wolno niczego zmieniac bez zgody architekta miejskiego. I dobrze! Tak powinno byc. Tylko miejscowi tam zagladaja i ciesza sie tym pieknem. Turysci ida na molo i Monte Casino. Tez ladnie acz tloczno i z McDonaldem, Burger Kingiem i Starbuck’s Coffee :) I Kamienna Góra w Gdyni gdzie do dzis, prawie nad urwiskiem jest moje mieszkanie. No i rzut beretem na Pólwysep Helski, na Kaszuby... do miejsc cudownej urody. Pewno, ze sa tzw. nowe dzielnice powstale w latach 70-tych, pelne jednakowych, szarych, betonowych bloków, lacznie z tzw. "falowcem" – betonowy koszmar na Przymorzu, majacy chyba ponad 100 metrów i z 70- 80 klatek schodowych. Na szczescie do tych dzielnic trzeba sie specjalnie wybrac, ale mnie sie tam nic nie zgubilo wiec niczego tam nie szukam. Po czterech dniach lipcowych upalów w maju, w nocy przetoczyla sie potezna burza, wrecz nawalnica. Szalenstwo trwalo kilka godzin, raz slablo, raz nasilalo sie, niebo co i rusz rozdarte blyskawicami, grzmoty walily, lal rzesity deszcz. No, noc nie do spania. Teraz jest szaro, wilgotno i kropi lekki deszczyk. Ale najwazniejsze jest, ze sie ochlodzilo!! Dzis bedzie tylko 27 stopni :) Mimo katarzyska i deszczu, spacer w parku konieczny! Jesli kichanie zezwoli, po poludniu wybierzemy sie do kina na "Good" film o niemieckim profesorze (z lat 30 XX w), którego poglady o eutanazji wplecione sa w nazistowska machinie propagandowa. Milego weekendu wsiem :) Odpowiedz Link
ewa553 Bluesie, 23.05.09, 09:58 wlasnie tydzien temu nastawilam nalewke, ktora w cudowny sposob bedzie w zarodku zgniatac wszelkie przeziebienia. Potrwa jeszcze ze 3 tygodnie zanim to bedzie gotowe. Przepis sprawdzony. Czy u Ciebie jeszcze gdzies kwitnie bialy bez? Jesli tak, przesle Ci natychmiast mailem przepis. Na pewno warto sie tym pobawic. Ja juz zaluje ze wzielam proporcje jedynie na pol litra spirytusu, bo nagle widze wokol siebie kilka osob ktorym moglabym sprawic przysluge dajac buteleczke.... W przyszlym roku zrobie wiecej. Odpowiedz Link
blues28 Re: Bluesie, 23.05.09, 14:45 Tutaj dzikiego bzu nie widzialam ani razu!! Wiem, ze jest znakomity na przeziebienia, bo w dziecinstwie mama zawsze miala zapas suszonego bialego kwiatu dzikiego bzu i, przede wszystkim, soku z owoców dzikiego bzu. Ten sok byl pyszny, a dodany do herbaty przepedzal przeziebienie w trymiga :) Ale, jak widzisz na razie przepis na nic sie nie zda :( Odpowiedz Link
maria421 Re: Sobota :) 23.05.09, 10:04 Ja mam podobne podejscie do mojego rodzinnego miasta-Lodzi, gdzie od 15 lat bywam dosyc rzadko. Lodz jest brzydka, jest biedna, ma cale ciagi ulic gdzie od mojego wyjazdu, czyli przez ponad cwierc wieku nie zrobiono nic, ciagi ulic ktore zamienily sie w slumsy i to w samym srodmiesciu. Tym bardziej cieszy mnie jak widze ze tu i owdzie cos sie robi, buduje, odnawia, Sa to naradzie punkty, wysepki, jest tego malo, ale jest i zaczyna zmieniac obraz miasta. Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Sobota :) 23.05.09, 12:00 To jest bardzo dziwne zjawisko. W sprawie Warszawy nie jestem obiektywna więc nie mogę sie wypowiadać. Miłość bezwarunkowa którą ja zawsze darzyłam, wypacza mi obraz. Niemniej doznałam uczucia wyszarzenia obrazu w stosunku do Paryżą. Oczywiście nie jest to miasto całkiem mi rodzinne. Niemniej mieszkałam w nim od 1983 roku i wchłoneło mnie całkiem. Przez ostatnie kilka lat bywałam w Lutecjii tylko przemazem w pośpiechu i przejeździe i zaczełam wręcz fizycznie za nią tęsknić. Specjalnie zasadzałam sie na seriale w TV5 Monde, realizowane w scenerii ulicznej i łzy mi w oku kęciły się. Dwa spędzone zimą tygodnie spędziłam na lazikowaniu po 10 godzin dziennie. I stwierdziłam że miasto zbrzydło, zuniformizowało się i zbiedniało. Oczywiście to jest nadal Paryż i jest nadal przepiękny, ale stracił coś ze swojego aroganckiego, szarmu. Odpowiedz Link
lucja7 Podejscie 23.05.09, 12:14 Tu nie chodzi o "podejscie" do miasta, to po prostu nic nie znaczy. Natomiast powiem ze nostalgia miasta nie robi. Walkowane to bylo kilka lat temu. Jesli chodzi np o Lodz, to bardziej interesowaloby mnie w jaki sposob politycy, administranci miejscy i urbanisci zabieraja sie do historii miasta, jego wielkiego bogactwa jakim jest jego przeszlosc np przemyslowa, ze znakomitymi jej sladami w przestrzeni miasta i co chca z nia zrobic w przyszlosci. Z tego co wiem, nic nie robia. Sa rownie zagubieni jak ich koledzy z Warszawy, rownie niekompetentni, rownie rozgladajacy sie za szmalem, rowniez tym pod stolem. No i, zagubieni w tej jakze trudnej sytuacji, oddaja na pozarcie tereny miasta tym tak zwanym, pieknym polskim jezykiem "deweloperom" ktorzy opanowali jedyna kulture (w koncu tez nie jestem pewna, nawet tego), kulture pieniadza. No i to oni "rozwiazuja" teraz miasta w Polsce. Lapowa robi miasta, a o jej rozmiarach nasluchalam sie niedawno, 2 tygodnie temu. Niestety, Polska stala sie krajem, gdzie architekt konserwator stal sie elementem ktory przeszkadza, zawadza i psuje krecenie byznesu po polsku. A w koncu Polska jest w Europie, tez posiada miasta "europejskie", te prawdziwe cuda o ktorych, przynajmniej teraz (i mam nadzieje, przejsciowo), zapomniala. Mam wiec "podejscie" obiektywne, a "moja" brame w Alejach tez lubie, ale to nie ma nic do rzeczy. Lubilabym ja moze jeszcze bardziej gdyby Aleje Jerozolimskie staly sie nareszcie ulica, z domami po obu stronach jak na odcinku od Marszalkowskiej do mostu a nie tylko te "moje kamienice" malowane ciagle w kolko na olejno z widmem pustki drugiej strony ulicy? Odnosze wrazenie ze ogrom rzeczy do zrobienia przerasta mozliwosci intelektualne warszawskich politykow (pamietajmy ze to oni decyduja) i ze boja sie dotknac problemu. I nie tylko warszawskich. Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: Podejscie 23.05.09, 13:05 Tak sobie myślałam właśnie, że Lucji raczej spaczenie zawodowe nie pozwoli się spokojnie cieszyć wiosenną Warszawą. To co piszesz, to oczywiście racja. Obecnie jest właśnie wielka akcja obywatelska, bo miasto sprzedało 'dewelumperom' kawałek Pól Mokotowskich! To prawda także, że architekt konserwator nie za wiele ma do powiedzenia, bo tak samo chodzi na pasku mamony jak reszta. Niestety. Ale co to znaczy, że odnosisz wrażenie iż zagadnienie przerasta możliwości warszawskich polityków??? Jakie wrażenie??? Przecież chyba każdy przytomny wie, ile jest w Warszawie budynków, placów i terenów z niewyjaśnioną kwestią właśności??? Dlatego się walą kamienice na Pradze, wille na Mokotowie, dlatego zieją puste niezagospodarowane place w centrum miasta. Bo lada chwila moment, ktoś może zacząć się o nie procesować. Tak jak obecnie Braniccy rozpoczęli proces o Pałac Wilanowski. I oczywiście, że przerasta to możliwości warszawskichy polityków, bo to wymaga rozwiązań w skali kraju. A nikt się nie kwapi, bo wiadomo jaka burza by się rozpętała. Oczywiście, można więc chodzić wiosną po Warszawie i co krok się bulwersować pieniście, jeśli komuś to odpowiada. Myślę, że podejście do swojego miasta zamieszkania, czyteż pochodzenia nie ma nic wspólnego z obiektywną urodą lub brzydotą owegoż. Ja uwielbiam "mój Szczecin" - choć za cholerę nie chciałabym tam mieszkać teraz. Nie cierpiałam Nowego Jorku, chociaż teraz chętnie bym go odwiedziła - na dwa trzy dni. Lubię Warszawę i dobrze mi się tu żyje. Warto trochę w Warszawie zboczyć ze szlaku i połazić po starej Pradze, po Saskiej Kępie, po chęchach i działkach nad Wisłą, po starych portach wiślanych. No ale na to trzeba jakąś cierpliwość mieć. I trochę otwartości i ochoty na pozbycie się pancerza ideolo;) Odpowiedz Link
maria421 Re: Podejscie 23.05.09, 13:52 Moje sentymentalne podejscie do Lodzi powoduje ze pewne rzeczy mnie bardziej bola, a pewne bardziej ciesza niz kogos podejsciem sentymentalnym nie obciazonego. Niektore ciagi ulic w Lodzi nie sa do uratowania, sa do wyburzenia. Inne np. secesyjna Piotrkowska nalezaloby odrestaurowac cala naraz, bo teraz obok pieczolowicie odnowionej kamienicy (rowniez z odnowionym podworkiem) stoi kamienica tak samo stara, z odpadajacym tynkiem i kikutami po balkonach albo jakas szara "plomba" z czasow gierkowskich a i pozniejszych tez. Jezeli chodzi o lodzka sposcizne kulturowa to palacyki zawsze byly lepiej czy gorzej zagospodarowane i odnawiane. Z dawnej fabryki Poznanskiego zrobili "Manufakture", czyli shopping mall, ktory ponoc nawet jakas nagrode europejska dostal. Istnieje tez podobno jakis projekt dotyczacy spuscizny Scheiblera, budynkow fabrycznych (slyszalam ze maja byc przerobione na lofty?) i domow dla robotnikow na Ksiezym Mlynie , ktory ja jeszcze z dziecinstwa pamietam jako skansen. Lodzcy politycy z preziem Kropiwnickim na czele sa jeszcze gorsi niz inni politycy w innych miastach. Odpowiedz Link
lucja7 Re: Podejscie 23.05.09, 14:19 Alez mozesz mi znow wywalac ni z gruchy ni z pietruchy zboczenia czy inne "ideolo" i inne orgazmy. Pisze o tym co potwierdzilas. Owszem, jest problem w skali kraju. Jest. I dokladnie o tym pisze, a miasta cierpia. Daj mi prosze kilka przykladow warszawskich rozwiazan otwierajacych miastu jakas przyszlosc (slysze kilkudziesiecioletnia gadanine jak zaslonic palac kultury i jaki krzyz postawic na placu). Bo Saska Kepe (mieszkalam tam u brata, gdy wracajac do Polski nie mialam juz mieszkania) znam na pamiec, praskie kamienice tez i wiele innych miejsc. Problem polega na tym ze wlasnie te praskie kamienice z poodpadanym tynkiem, ze sladami kul i z plastikowymi bialymi oknami sa, niestety fragmentami Warszawy najcenniejszymi. A fakt ze w Warszawie (i nie tylko) problem wlasnosci terenow istnieje, nie spowoduje ze Warszawa mi sie spodoba, nawet jej zielony kolor lisci. No ale przeciez to nie znaczy ze ty masz nie lubic twojego miasta, nespa? Odpowiedz Link
lucja7 Re: Podejscie 23.05.09, 14:20 napisalam to wyzej w odpowiedzi na post Doroty, zle mi sie umiescilo Odpowiedz Link
blues28 Re: Podejscie 23.05.09, 14:39 Zauwazylismy :))) Tylko wiesz, to jest forum Polonia, a nie forum urbanistyczne i normalne jest, ze ludzie pisza o swoim podejsciu do danego miasta i ze to podejscie nie jest podejsciem fachowym, tylko emocjonalno-sentymentalnym. A ze to niczego nie zmnieni? Fakt niezaprzeczalny! Ale nawet Twoje, zapewne fachowe uwagi o Warszawie tez nie zmienia jej oblicza :) Wiec nie ma sensu kruszyc kopii. Zwyczajnie mozna pogadac co lubimy a czego nie w naszych rodzinnych miastach. Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: Podejscie 23.05.09, 14:50 Jest jeszcze jedna kwestia. Moja znajoma, z pochodzenia łodzianka, od 25 lat zamieszkała w starutkim ładniutkim miasteczku uniwersyteckim w UK, powiedziała coś ciekawego. Z czym i ja po namyśle się zgadzam. Te niedoskonałości, zaniedbania, dziwactwa naszych miast, to coś co stanowi o ich unikatowości. Jak już więc wszystkie te nasze kamienice w Łodzi, na Pradze, koło dworca w Szczecinie się odnowi, fasady wypieści, otynkuje na kremowo lub ecru, wyrzuci się stragany, "truskawy" sprzedające sznurowadła, bazarki, stadiony, rozklekotane tramwaje, postrzępione afisze, i wszystko będzie ślicznie, gładko i równo, to... Zatęsknimy do tych niewypacykowanych, obdrapanych, ze śladami kul, z podwórkami studniami z drewnianymi klatkami schodowymi na zewnątrz kamienicami, za handlarzami ze stadionów, za pirackimi filmami sprzedawanymi z pasiastych toreb. Dla mnie Warszawa dlatego ma swój urok właśnie. Nie wiem jak to wyrazić. Ale takie wylizane miasteczka niemieckie czyteż taki Wiedeń - to kompletnie tego tajemniczego, trochę zapuszczonego szarmu nie posiada. Odpowiedz Link
blues28 Re: Podejscie 23.05.09, 15:13 Who knows...Gdybysmy potrafili zachowac styl (bramy, okna, koloryt cegly) a wytepili tylko brud i smród klatki schodowej, dziur w chodnikach i na jezdniach to juz ogólny rzut oka/nosa bylby duzo lepszy. Ale z jakichs tam wzgledów (finansowych mniemam), wszystkie nowe osiedla sa identyczne. To jest jak orwellowski koszmar. I to nie tylko w Polsce. Moim najukochanszym miastem w Hiszpanii jest Salamanca. Jedyna w swoim rodzaju, zbudowana z lokalnego kremowego kamienia w stylu plateresco, spore stare miasto bardzo dobrze zakonserwowane, prawdziwa perla to Uniwersytet i najpiekniejsza w calej Hiszpanii Plaza Mayor. Ale jak juz wykroczysz poza stare miasto, to jest to zupelnie wszytsko jedno czy jestes w Salamance, Granadzie czy Sewilli. Nowe osiedla sa podobne jak dwie krople wody. W Madrycie tez!! Nowiutkie, z ogródkiem, z basenem, a jakze, ale pod jedna sztance!! Obled uniformizacyjny. Zapewne jest kilka stopni: bardzo drogie, drogie, srednie, tansze, tanie i bardzo tanie a na koncu baraki... Odpowiedz Link
lucja7 Re: Podejscie :-)))) 23.05.09, 16:20 blues, moze nie jestesmy na forum urbanistycznym, ale nie jestesmy z pewnoscia w biurze podrozy :-))))))) Odpowiedz Link
maria421 Re: Podejscie 23.05.09, 17:59 Blusie, chyba od zarania swiata bylo tak, ze na pewnych obszarach budowalo sie identycznie lub podobnie. Czyli zgodnie ze stylem epoki i obszaru. Wszytskie greckie swiatynie wygladaja prawie tak samo:) Ja czesto jezdze do Wloch przez Austrie; jak wiesz po pierwszej wojnie swiatowej Wlosi odebrali Austriakom Südtirol ktory od tamtego czasu jest wloski. Rzecza wyrozniajaca dzisiaj ten teren sa dwujezyczne napisy i architektura. W Südtirol biale domki ze spadzistymi dachami, kosciolki z bombkowata wiezyczka, a zaraz po przekroczeniu granicy prowincji Bolzano i Trento zupelnie inne widoki- domy w kolorze kamienia i czesto z kamienia, plaskie dachy, koscioly z prostymi wiezami stojacymi jakby obok nich. Ja nie mam nic przeciw "temu samemu", a nawet zdecydowanie wole uniformizm niz "jedno od Sasa drugie od Lasa" Odpowiedz Link
blues28 Re: Podejscie 23.05.09, 21:43 Wolalabym nie zglebiec zbytnio tego tematu, bo to nie moja cup of tea jak mawiaja starzy Rosjanie, ale powiem tylko, ze musza istniec stany posrednie miedzy calkowita uniformizacja i "od Sasa do Lasa". Osobiscie uniformizacji nie lubie, wole indywidualnosci nawet jesli sa niepiekne, no, zawsze mnie ciagnelo na boki , taki mój gust:) Postawiona przed wyborem, zaciekawi mnie bardziej "od Sasa do Lasa" :-) Wiem, zaraz zostane skrzyczana za agitke turystyczna :))) ale Madryt nie ma nic wspólnego z Toledo (75 km odleglosci), ani z Segovia (100 km na pólnoc). Sasiadujace ze soba Salamanca i Avila maja zupelnie odrebne style architektoniczne, a wszystkie te wymienione miasta znajduja sie w Kastylii i rozrzucone sa w obrebie ok. 300 km. Kazde z tych miast ksztaltowalo sie jednak w innej epoce i stad tak zróznicowane style. A w Polsce "mój" Gdansk bardziej mi przypomina miasta holenderskie niz np. Warszawe czy Poznan, bo uwarunkowane to jest przez jego polozenie i historie. Lodzi nie znam, bylam chyba raz i bardzo dawno, ale moja siostra bywa tam czasami u rodziny swojego meza. Po ostatniej wizycie wspomniala mi, ze ulica Piotrkowska wyladniala :) Teraz nagle mi zaswitalo, ze oprócz przemyslu tekstylnego Lódz miala slynna Szkole Filmowa! Przeciez stamtad narybek aktorski i rezyserski szedl! Co sie stalo? Co sie po drodze schrzanilo? Czemu to miasto nagle zdechlo? Odpowiedz Link
maria421 Re: Podejscie 23.05.09, 22:36 Bluesie, w Lodzi zdechl przemysl wlokienniczy i spowodowal biede i bezrobocie, ale uczelnie , w tym WSTiF czy ASP nadal sa i dzialaja. Przeciez mamy Hollylodz:) a na Piotrkowskiej sa wmurowane gwiazdy z nazwiskami slawnych aktorow i rezyserow. Co do uniformizacji to dodam ze chodzi mi o uniformizacje lokalna, regionalna. Niemcy tez maja swoje wlasne regionalne style, moze nie w odleglosci 100 km ale roznice miedzy typowym domem na Sylcie a typowym domem w Bawarii jest kolosalna. Odpowiedz Link
maria421 Re: Podejscie 23.05.09, 16:48 Dorotko, mysle ze watpie ze po ewentualnym wypucowaniu wszystkich kamienic na glanc ludzie naprawde zateskniliby do tego co bylo, tzn. do tego co jest teraz. Te zasyfione kamienice nie stoja przeciez puste, w nich mieszkaja ludzie ktorzy musza codziennnie chodzic po wykruszonych schodach, po dziurawych podworkach, po smierdzacych bramach, czerpac wode z zardzewialych rur, korzystac z przestarzalych kibli. Takie kamienice to oazy biedy; zostali w nich tylko ci, ktorych nawet na M3 w blokach nie stac albo sie na nie nie zalapali. Latwo jest wiec opowiadac sie za utrzymaniem obecnego "charakteru" miasta komus, kto np. na lodzkiej Wschodniej czy Kilinskiego jest tylko przechodniem i ma szczescie ze nie oberwie kawalem odpadajacego tynku. Odpowiedz Link
jutka1 Sobota 23.05.09, 15:02 Dzień wczoraj intensywny, zarówno pod względem ilości spożytego wina, jak i myślowo. Co do ostatniego, to m.in. dowiedziałam się, że były narzeczony miał wtedy oprócz mnie paralelną drugą narzeczoną. Ciekawe. A teraz sobie siedzę przy kawie, piękny słoneczny poranek, za kilka godzin wyruszam na lotnisko. Ale to za kilka godzin. Teraz się cieszę pięknem dnia. O. Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: Sobota 23.05.09, 15:25 Jak to? Zaraz? Drugą paralelną narzeczoną? I co? Nie zbulwersowałaś się? Odpowiedz Link
jutka1 Re: Sobota 23.05.09, 15:37 Zbulwersowałam się okrutnie. Okazało się, że raz jak do niego przyjechałam bez zapowiedzi, bo czegoś tam potrzebowałam a w przedkomórkowym świecie on miał popsuty domowy telefon, to w drzwiach powiedział, że nie może rozmawiać i oddzwoni. Wtedy ja naiwna myślałam, że mu w robocie przeszkodziłam, a wczoraj mi zeznał, że to paralelna była z wizytą. Mieszkała 5 stanów dalej, więc jakoś chłopak to godził. Delegacje służbowe, te rzeczy. Kifijute. Odpowiedz Link
lucja7 Re: Sobota 23.05.09, 15:52 Ca alors, A oprocz tego, obiad przyjemny? Ja bym chyba nie skorzystala. Odpowiedz Link
jutka1 Re: Sobota 23.05.09, 16:09 Obiad był w sumie przyjemny, a bulwersacja nastąpiła pod sam koniec, więc tylko wychyliłam następne dwa kieliszki wina, i poszłam, bo i tak był na mnie czas. Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: Sobota 23.05.09, 15:59 Kurwa, Pyton, ja bym chyba zwróciła ten obiad. To są rzeczy od których robi się niedobrze! Nieważne po ilu latach. Nie wiem ile par butów z Nine West potrzeba, żeby zrekompensować takie coś. Szersze la grucha, i niech lepiej ona będzie duuuuża i soczysta Pytonem. Odpowiedz Link
jutka1 Re: Sobota 23.05.09, 16:14 100Krocie, najbardziej mi chodzi o to, że mi się mentalno- emocjonalny krajobraz i historia zmieniły, a to jak domino jest jak się popatrzy wstecz. Pojadę na zakupy bieliźniane. :-) A propos bielizny - czy majciochy i rajstopy doszly? Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: Sobota 23.05.09, 16:49 Nieeee :((( Już nawet do skrzynki nie zglądam, dwa tygodnie mija, nie ma szans... Odpowiedz Link
jutka1 Re: Sobota 23.05.09, 17:06 To zajrzyj do skrzynki, może doszły z opóźnieniem? Bo przecież poczta majciochów by nie kradła? :-/ Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: Sobota 23.05.09, 17:20 Nieno, wybieram pocztę. "Zaglądać" w sensie oczekiwać. Poczta kradnie kapryśnie różne dziwne rzeczy:((( Opowiadałam Ci przecież o przesyłce z Krakowa, gdzie z wsłanych 5 obwarzanków dotarło 3 i pół! Odpowiedz Link
ewa553 Jutus, 23.05.09, 19:57 mnie zaciekawilo to, co faceta sklonilo do tego aby Ci po latach opowiedziec o swojej szujowatosci? Czy go wtedy opuscilas i zostala mu trauma na wiele lat? Skrzywdzilas go w jakis inny sposob? Jest jeszcze ta mozliwosc, ze nie uklada mu sie najlepiej i poprawia sobie samopoczucie mowiac "hopla, zobacz jaki ze mnie ogier". Odpowiedz Link
maria421 Re: Jutus, 23.05.09, 20:04 Jutka , wybacz, facet jest gupigupek i nie zasluguje na Twoja przyjazn. Odpowiedz Link
jutka1 Re: Jutus, 23.05.09, 20:20 Mario, to ja wtedy od niego odeszlam, z innych powodow zreszta. Kolegowac zaczelismy sie po jakichs 4-5 latach, nie uwazam go za gupiegogupka, to jest fajny, inteligentny facet. Z wiekiem fajniejszy niz wtedy. Eeeee, zobaczymy. Musze to przemyslec. Odpowiedz Link
maria421 Re: Jutus, 23.05.09, 22:43 Jutus, emocjonalnie inteligentny facet takie szczegoly przemilcza. Sorry za szczerosc. Odpowiedz Link
jutka1 Re: Jutus, 24.05.09, 08:21 Nie ma za co sorry, Mario. Powinien był przemilczeć, ale był po spożyciu flaszki na łebka i chyba mu samokontrola puściła :-) Odpowiedz Link
jutka1 Re: Jutus, 23.05.09, 20:16 Nie, zaczelo sie od tego, ze powiedzialam, ze chetnie bym poznala jego zone. Na co on pedziol (zam.), ze raz o maly wlos sie nie poznalysmy - i nawiazal do tej sceny kiedy przyjechalam bez zapowiedzenia. Reszte sie dowiedzialam, bo zadawalam pytania. Odpowiedz Link
blues28 Stieg Larsson - prosze o info! 23.05.09, 21:29 Czytal ktos trylogie Millenium Stiega Larssona? Szwedzki dziennikarz i literat, zamrly w 2004 w wieku 50 lat nie doczekawszy sukcesu swoich ksiazek. Trylogie stanowia: Mezczyzni, którzy nie kochali kobiet Dziewczyna marzaca o zapalce i kanistrze benzyny Królowa w palacu z przeciagami Do fenomenów wydawniczych podchodze raczej ostroznie (pomknelam kupic Kod Da Vinci jeszcze cieply i skonalam z nudów po ca 20 stronach. Wiecej juz sie tak nie nabieram). Czytal kto????? Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Stieg Larsson - prosze o info! 24.05.09, 10:48 Czytałam. Le Mąż przywiózł mi zaraz jak sie ukazał po francusku i nic jeszcze nie wiedziałam że z tego taki fenomen. Mnie zachwyciło i pochłonełam jednym tchem nie śpiąc po nocach z niecierpliwości. Odpowiedz Link
blues28 Re: Stieg Larsson - prosze o info! 24.05.09, 11:30 Fedo kochana, ogromne dzieki :-) Jak mnie skaza na radioaktywna banicje i bede sama jak na bezludnej wyspie przez tydzien - 10 dni, to potrzebuje zapas ciekawej lektury. Dlatego juz teraz zbieram interesujace pozycje :-) Odpowiedz Link
blues28 Kondycja ludzka 23.05.09, 21:35 Zadumalam sie nad kondycja ludzka w swietle historii opowiedzianej przez Jutke. Nawet mialabym ochote rozwinac dyskusje o tym czego w chlopach/ludziach nie lubimy, jak widzimy rózne zachowania/co jest istotne a co nie, ale chociaz taka dyskusja bylaby czysto teoretyczna bez zgody Jutki nie moge, bo temat zaswital po jej opowiesci, a z ostatniego wpisu wnosze, ze chwilowo nie chce miedlic tematu i juz. Jednakowoz moznaby kiedys do tej kwestii wrócic. No bo zobaczcie: to jest taka babska polonia: Chris lezy na plazy, nawet jesli fizycznie wrócil do dom, to mentalnie trauma nie pozwala mu zakonczyc wakacji i wciaz jest na Varadero. Swiatlo i MK zagladaja tylko do kina. Wiec? Mozemy przenicowac chlopów na wylot :)) Odpowiedz Link
jutka1 Powrotnie i niedzielnie 24.05.09, 08:18 Dotarłam w jednym kawałku. Zmordowana, ale cała i zdrowa. Daisy też zdrowa - bo chyba nie pisałam, że zachorzała pod moją nieobecność. Najadłam się trochę nerwów i strachu, między POSem i przyjaciółką i wetem przez ocean. No ale wszystko gra już i buczy. Podróż bez przygód. Ale śmieszne, że rozpoznała mnie stewardessa z podróży do Waszyngtonu, ta sama mi się trafiła, i "po starej znajomości" miałam obsługę super-lux. :-))) Bluesie, słusznie zauważyłaś, że muszę tę całą rzecz przemiędlić i przemyśleć, ale jeśli masz ochotę to dyskutuj i się mną nie przejmuj. :-) Idę się walnąć na kilka godzin, bo w samolocie zaliczyłam tylko dwie godziny. Potem praca, niestety, br\. Miłej niedzieli :-) Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: Powrotnie i niedzielnie 24.05.09, 10:07 Nie pisałaś, że zachorzała. Pytonie, nie chcę nic mówić, ale chyba ten wyjazd to w kategorii ambiwalentnej jeśli chodzi o stopień udania? No nic, już jesteś w domu, kot zdrowy, Paryż piękny, pracę odfajkujesz. Co do kondycji ludzkiej, to jakoś nie zgadzam się z przedmówczyniami klasyfikującymi zagadnienie w kategorii zamieszki damsko męskie. Raczej, to co Pyton pisał - elegancko poukładana przeszłość musi nagle być przewartościowana. Coś co się wydawało jakieś okazuje się, że było pod spodem zupełnie czymś innym. Więc się człowiek natychmiast zastanawiać zaczyna, co jeszcze wtedy było inne niż się nam wydawało. A co gorsza, zaczyna również podejrzliwie zerkać na "tu i teraz". Dochodzi się do niezbyt wygodniej konstantacji, iż nie ma w życiu nic stałego, nawet przeszłość ulega przekształceniom. Odpowiedz Link
blues28 Re: Powrotnie i niedzielnie 24.05.09, 10:36 Jutka, witaj w domu :-) I odpoczywaj. Dzieki za przyzwolenie, ale ja tzw zucie szmat zawsze lubilam w ciszy i spokoju, bez interferencji. Sprawa przezuta dawno – jedna rzecz, sprawa w trakcie zucia calkiem inna! Zreszta ja mam wrecz chorobliwy odchyl na punkcie prywatnosci, to teraz na swiezo nie moglabym wszczac rozmowy nawet hipotecznej, bo caly czas to by bylo, no takie pchanie palca w oko. PS1. Stokroc, przeciez sie zmieniamy, ewoluujemy, ale kazdy w innym tempie i kierunku. To co sie kiedys wydarzylo teraz mozemy zobaczyc w innym swietle. Temat mnie ciekawi, ale dzis mnie krepuje, bo jak mówie, nie jest jeszcze przetrawiony przez Jutke. Rozmowa miala miejsce wczoraj? Moja konstatacja jest, ze to MY sie zmieniamy. I cale szczescie. PS:2 Wspólczuwam tez stresu z Kota. Dobrze, ze juz zdrowa :-) Niedawno maluch mojej siostry (mieszaniec, powiedzmy lezal obok border collie, ale nie za blisko) w chwili nieuwagi polknal trucizne (w piwnicy byla wylozona na ew gryzonie, psiak pognal za pania i sie polasil :(( Ile to bylo walki, ile strasznej troski czy sie wygrzebie. Ale juz jest dobrze, dostaje juz tylko witaminy i znowu jest zwawy :-) PS3. Jeszcze raz sie dopraszam: nikt nie czytal Stiega Larssona??? Odpowiedz Link
kielbie_we_lbie_30 Re: Powrotnie i niedzielnie 24.05.09, 12:55 Przeszlosc, jasne podle przeksztalceniom ale tez reinkarnacji. I odchodzi i przychodzi, i lubudubu po lbie walnie. Duzo sie dzieje ostatnio i prywatnie i w pracy, odwiedziny, podroze i imprezy...wczoraj w Sthm otwacie salonu poezji bylo..i ja tam bylam a dzis na wystep Klezmaholics z Lublina... Okazuje sie ze palant ze mnie ogromny, jedynie kilometr odemnie odbywaja sie od dwoch lat koncerty i imprezy w somsiedztwie a ja nic nie wiedzialam? W tygodniu tez sie dzieje a pod koniec tygodnia LOndyn...i dobrze. Co to ta przeszlosc? Odpowiedz Link
jutka1 Re: Powrotnie i niedzielnie 24.05.09, 17:32 Masz rację 100K, o to mi najbardziej chodziło - że jedna zmiana w vortexie przeszłości powoduje dalsze zmiany i wahania, tak jakby nawet przeszłość moja własna była mi na chwilę zabrana. Odpowiedz Link
jutka1 Poniedziałek i laaaattoooo 25.05.09, 07:13 Meteoparis zapowiada 29-31 C i słońce. Ufff. Tydzień zawodowy: Sajgon z Kongiem razem wzięte. :-\ Wczoraj wieczorem pisałam raport z wyjazdu, dzisiaj rano go finalizuję, a potem maraton: mam do czwartku do napisania 6 rzeczy, a do skomentowania następne 6. :-\\\ BR\ Chyba odespałam: wczoraj w czasie dnia 7 godzin, w nocy następne 7, mam nadzieję że wystarczy. Energii mi trzeba. Tyle pierduł powrotnych. Miłego dnia :-) Odpowiedz Link
blues28 Naduzywanie 25.05.09, 13:06 Chodzenie piechota jest zródlem nieustajacych niespodzianek i refleksji. Dzis rano mialam obowiazkowa wizyte w Medical Center i w drodze powrotnej moje ucho wychwycilo rodzima mowe. Musze przyznac, ze Hiszpanie za granica, jak uslysza swój jezyk, na ogól wzajemnie sie pozdrawiaja, zamieniaja pare slów i ida, kazdy w swoja strone. Mnie nawet nie przyszlo do glowy pozdrowic mlodzienców idacych przede mna, choc wygladali bardzo schludnie, obaj tak z 20+ lat, moze studenci czy co? A wstrzymalam sie bo dialog lecial mniej wiecej tak: -jak,qrwa, trzy lata temu, qrwa, tutaj, qrwa, przyjechalem, to, qrwa, te, qrwa, wieze, qrwa, zaczynali, qrwa, budowac. A teraz patrz, qrwa, juz, qrwa, gotowe, qrwa.... Wyjasnian, ze na trasie stoja cztery najwyzsze w Madrycie drapacze chmur, bardzo nowoczesne, faktycznie szybko wybudowane. Nigdy nie mialam nic przeciwko uzywaniu soczystego jezyka, jesli ktos umie sie nim poslugiwac. Kiedys wpadlo w moje rece dzielko Fredry (napewno Fredry (?), czy robione pod Fredro(???), pojecia nie mam) ale pyszne, rozkoszne, barwne i przezabawne. Zreszta jest mi wszystko jedno czy napisal to Fredro czy kto inny,owe "swierszczyki" byly pelne wdzieku i radosci, przy okazji pozyteczna lekcja jak z korzyscia uzywac slownika alternatywnego. Jaka szkoda, ze jesli kiedykolwiek natkne sie na krajanów (rzadko), to prawie zawsze przypadek: oddech = qrwa: condición sine qua non. Jak to pisze to kojarzy mi sie drugie o wiele smutniejsze naduzywanie. Alkohol. Nie wiem jaki jest procent alkoholików w Polsce, ale podejrzewam, ze niemaly. A jednoczesnie w pieknym kraju nad Wisla jest taka permisywnosc spoleczna na nadmiar spozycia alkoholowego. Stan nietrzezwosci zamiast obciazeniem jest usprawiedliwieniem. Obawiam sie, ze dopóki nie zmieni sie mentalnosc (to cholerne "ze mna sie nie napijesz?", "on wypil wiec nie pamieta, nie jest winien"...), tak dlugo tragedia alkoholizmu bedzie kwitla i zataczala coraz szersze kregi. Odpowiedz Link
maria421 Re: Naduzywanie 25.05.09, 14:05 Zgadzam sie z Bluesem w pelnej rozciaglosci, chociaz dodam ze troche sie w Polsce jednak zmienilo/zmienia. Przedtem , czyli "za moich czasow" , uzywanie wulgazyzmow jako interpunkcji bylo domena kregow spod budki z piwem, czyli meneli tak zwanych. Wraz z odzyskaniem demokracji bluzganie sie upowszechnilo. Zauwazam natomiast ze obecnie pije sie mniej i pije sie inaczej, wiecej lekkich trunkow, mniej wody.. Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Naduzywanie 25.05.09, 14:28 Ja też się zgadzam. Istotnie w powietrzu lata więcej pań lekkich obyczajów niz ptactwa, a alkohol w miejscu pracy, na ulicy, w bramie, nadal jest uwazany za coś normalnego. Pamietam jak strasznie zdziwił sie pan, który jako podwykonawca wykańczał mi mieszkanie pięć lat temu, kiedy wypirzgnełam go za frak z roboty, bo kompletnie pijany malował u mnie ściany. Czego się qrwo czepiasz co ci do tego? usłyszałam. Koniec zdania wypowiedział juz na parterze, a mieszkam na piątym:-) We Francji miałam takie same odruchy jak Ty Bluesie, przważnie po podsłuchaniu pierwszej części zdania już reszty nie słuchałam i dawałam w długą. To chyba Urban, ktorego oczywiście programowo potępiam, a prywatnie mimo wszystko cytuję, nazwał takich rodaków "rodactwem". Przykro mi bywało kiedy konfrontowało mnie z pewnym rodzajem emigracji. Kiedyś wracałam z przyjaciółkami z knajpy. Minełysmy kilku panów w wieku produkcyjnym. Poleciały na nasz temat komentarze po polsku. Wulgarne i niesmaczne do zerzygania. I padło pytanie po francusku czy mamy ogień. Nie wytrzymałam. Odwróciłam sie i po Polsku, lodowatym tonem powiedziałam że nie palimy, więc ognia nie mamy, ale nawet gdybyśmy miały to ani ja, ani moje francuskie koleżanki, chujom nie przypalamy niczego. Odpowiedz Link
ewa553 Re: Naduzywanie 25.05.09, 14:25 W Londynie przezylam cos takiego: w autobusie ktorym dosc daleko jechalismy, siedzieli kawalek za nami dwaj urznieci ziomale. Nie jestem w stanie powtorzyc jakiego jezyka uzywali, ale mozesz mi bluesie wierzyc, ze q.. bylo najdelikatniejszym z uzywanych slow. Prawdopodobnie byli to na dodatek faceci niezupelnie z dolow spolecznych, gdyz miedzy jednym a drugim rzutem miesa deklamowali i polska poezje i angielska w oryginale. Poezja ta miala podkreslac stan ich ducha, a rowniez obserwacje dokonane po drodze. Uwazalismy pilnie aby nam sie niechcacy nie wymsknelo jakies polskie slowo, ktore by zdradzilo, ze jakos tam nalezymy do tych.... To bylo gleboko zawstydzajace. W ostatnim Duzym formacie jest rozmowa z Januszem Glowackim na temat picia w Polsce: rownie dowcipne jak i przerazajace. Przeczytaj wyborcza.pl/1,87648,6634769,Bida_musi_pofolgowac__czyli_na_Szlaku_Hanby.html Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: Naduzywanie 25.05.09, 15:08 Matkobosko, co to za dzień rozdzierania szat polactwa na forum? Co Was mili moi napadło??? Meldując z blokasów na Gocławiu, nikt nie leży i nie rzyga pod klatką, ani z balkonów, ani też w krzakach. Weekend był spokojny, nie krzyczano kurwa ani chuj, nie rzucano butelkami, na stacji benzynowej w nocy kupowano głównie pieczywo i mineralną. Nudno się robi, kulturalnie i przewidywalnie. Szeroka dusza słowiańska się przeniosła do filmów Michałkowa, albo do Madrytu i za inszą zagranicę aby wrażliwe uszy niechętnych współziomków kłuć. No i w fedorkowe okolice. Jak mnie nostalgia zeprze, to tam pijackich porykiwań słuchać pojadę. Poza tym drzwiczki do zielnika/warzywnika wczoraj wykonano, ja lodówkę odmroziłam, i zamówiliśmy następny wypasiony i zajebisty odkurzacz działający na zasadzie cyklonu :) Odpowiedz Link
blues28 Dyskretny urok pozadania 25.05.09, 19:45 :-)))) Poranny wpis wypadl trascendentalnie, co niestety nie oznacza, ze nieprawdziwie. Ale fajnie, ze na Twoich dzialkach cisza, spokój :-) A co to za okaz ten nowy odkurzacz? Cyklon? Moze sam lata po mieszkaniu? Dzis po poludniu bylam w centrum i o dziwo nikt mnie nie bil laska ani tez nikt tez qrwami nie rzucal. No! Ale za to bylam z kolezanka na wystawie fotografii Juana Manuaela Diaz Burgos "El Deseo" czyli Pozadanie. Cykl fotografii czarno-bialych z Hawany. Ale niewiele w nich malowniczych zakatków miasta, bo przede wszystkim jest to seria zdjec o ludziach, ich twarze, gesty, niezwykla sensualnosc tamtejszych kobiet tak skromniutko ubranych.... Kazde zdjecie to uchwycony intymny moment, chwila, zycie codzienne toczace sie wsród budynków nadgryzionych zebem czasu. Ludzie radosni, ludzie zmeczeni, ludzie których kradzione pieszczoty podgladamy. Uderzylo mnie, ze zdjecia sa jakby zawieszone w czasie: równie dobrze moglyby byc zrobione 20 lat temu jak i teraz. Rzecz dla nas niewyobrazalna, bo hold kolejnym modom zamyka nas w okreslonych epokach. Bardzo mi sie podobala ta wystawa. Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: Dyskretny urok pozadania 25.05.09, 20:24 Ależ ja nie twierdzę, że to nieprawdziwe, ino że gremialnie osobom forumowym energia opadła i niższe wibracje zaczęliście odbierać. Raz mojej Mamie tak opadła energia, iż wyszedłwszy na ulicę widziała SAMYCH dałnów, hajnemedinów i inwalidów na wózkach straszliwie powykrzywianych. Proponuję emocjonalny dajat, czyli widzę/słyszę/myślę/mówię/piszę/czytam tylko pozytywy przez następne godzin 24. Odpowiedz Link
jutka1 Re: Dyskretny urok pozadania 26.05.09, 06:42 Może to co w gwiazdach? U mnie lekki spadek formy spowodowany li-tylko zmianami czasu i intensywnością ostatnich kilku tygodni. Ale staram się nie jojczyć, bo wiem, że przejdzie. Odpowiedz Link
blues28 Re: Dyskretny urok pozadania 26.05.09, 07:00 A ja mysle, ze gwiazdy nie maja nic do rzeczy. Spadki formy miewamy i wówczas mozna siebie wyciagnac za uszy dieta pozytywna :-) Ale gdy trafiasz na rzeczywiscie istniejace, negatywne zjawiska, to masz dwa wyjsca: pluja - udajesz, ze deszcz pada albo bierzesz na klate, ze napluli. Ot, przykra konstatacja i juz :(( Odpowiedz Link
jutka1 Wtorek niedpospany 26.05.09, 06:59 Tylko 6 godzin snu udało mi się zaliczyć. br\ Wczoraj było 31C, dzisiaj 17C! Kifjute? brrr\ W robocie c.d. maratonu. Obiad na szybko w stołówce, te rzeczy, i cały dzień klik klik klik. Jedyny promyczek w rozkładzie dnia to aperitif po pracy z Lulu. :-) Na razie biorę mega-dozy witamin i mikroelementów, tak na zaś i na energię, odsuwam stresy na bok i skupiam się na słowach, akapitach, stronicach. Jak koń z klapkami na oczach. Czego Wam nie życzę. Miłego dnia :-) Odpowiedz Link
blues28 Re: Wtorek niedpospany 26.05.09, 07:09 Jutka :-) Zatem pozdrawiam i zdrowia i sil zycze! U mnie wrecz przeciwnie! Po chwilowym oddechu, spowodowanym wiatrami pólnocnymi, znowu od dzis upaly.Dzisiejszy aperitiff pogodowy to bodajze 29 st ( w cieniu OFC), a od jutra wspinaczka po termometrze w góre. Strach sie bac! Dziwaczne przeziebienie jakby minelo, zreszta specjalnie sie nim nie przejmowalam, wiec pójde na fitness po dluzszej przerwie, a jutro kaze sobie fryzjera, bo mam obiad z moim dawno nie widzianym kolezenstwem i mam kaprys wygladac ladnie. A teraz wezme sie za przeglad prasy. Milego dnia :-) Odpowiedz Link
ewa553 Re: Wtorek niedpospany 26.05.09, 08:31 u nas do wczoraj byly zpelnie niemajowe upaly, do 35 stopni:((( niedobrze znosze takie temperatury, w ogrodzie mozna najwyzej z ksiazka usiasc w lekkim wiaterku pod grusza, a robota lezy.... Przez te wszystkie lata bardzo zwiazalam sie z Mannheim, mam tu przyjaciol i znajomych no i inne powiazania, ale gdyby nie to wszystko, chetnie przenioslabym sie gdzies moze nad polnocne morze, tam chyba jest lagodniej temperaturowo. Nie pociesza mnie nawet to, ze blues ma cieplej:)))) Bluesie, kiedy bedziesz miala chemie? Bo nie wiem kiedy intensywniej trzymac za Ciebie kciuki! Odpowiedz Link
maria421 Re: Wtorek niedpospany 26.05.09, 09:40 Pogoda niepewna. Na termometrze juz 20 stopni, ale niebo ciezkie i nic dobrego nie zapowiadajace. Tez ide do fryzjera:) Odpowiedz Link
sabba Re: Wtorek niedpospany 26.05.09, 11:14 mario, i co udala sie fryzura? bo ludowe powiedzenie mowi ze ponoc przed burza nic nie wychodzi;) tutaj tez burzowo, duszno. ale neich juz spadnie, bo musialabym dzis na hacjende jechac podlac ogrodek...a nie chce mi sie... Odpowiedz Link
ewa553 Re: Wtorek niedpospany 26.05.09, 11:29 Myslalam Sabciu ze masz ogrodek przed dimem! A z ta burza to dotyczy tylko fryzury? Bo ja wlasnie napisalam wazny list z propozycja nie do odrzucenia, wiec wolalabym aby sie udalo:)))) Bluesie, ten bunker to cos nowego. Nigdy nie slyszalam. Ale jasna sprawa: kciuki masz zapewnione:))) Odpowiedz Link
sabba Re: Wtorek niedpospany 26.05.09, 12:23 aaa przed domem tez mam. ale teraz stalam sie dumnym najemca na jeden sezon dzialki tzw ekologicznej:) za miastem:) tzn rejonowo w meiscie ale praktycznie na wsi. list chyba mozna przed burza pisac ale cos tam gotowac nie, bo sie zwazy. chyba ze cos pomylilam... Odpowiedz Link
maria421 Re: Wtorek niedpospany 26.05.09, 17:00 U mojego fryzjera fryzura zawsze sie uda:) Ale jest taki wiatr ze juz jestem "pokaldana" (potargana) jak mowila moja corcia. W samochodzie slyszalam w radiu ze RTL ma gotowy nowy reality show. Kilka par nastolatkow dostanie wypozyczone niemowleta ktorymi beda musialy sie opiekowac. Celem tego programu ma byc odstraszenie od przedwczesnego rodzicielstwa. Podobno prawdziwi rodzice niemowlakow znajduja sie w pomieszczeniu przylegajacym do studia. Tego juz mi jest stanowczo za duzo. Jezeli dorosly czlowiek chce zaistniec w TV poprzez uczestnictwo w Big Brother, czy na jakiejs tam wyspie czy farmie, to jest jego sprawa, ja mam w domu pstryczek-elektryczek i wybor, nie musze ogladac. Ale wypozyczanie wlasnych niemowlakow do medialnych eksperymentow przekracza wszystkie granice przyzwoitosci. Dotychczasowe granice, bo nie wiemy na jakie pomysly telewizja jeszcze wpadnie , do jakich pomyslow znajdzie rzesze kandydatow chcacych w ten sposob zaistniec i gawiedz gotowa to ogladac. Podobno niemiecka rzeczniczka praw dziecka i rozne organizacje protestuja. Odpowiedz Link
sabba Re: Wtorek niedpospany 27.05.09, 10:51 tez to slyszalam. i tez sie "troche" przestraszylam... Odpowiedz Link
blues28 Re: Wtorek niedpospany 26.05.09, 10:34 Dzieki za pamiec :-) Pod koniec czerwca przenosze sie do bunkra nuklearnego na tydzien lub 10 dni, zalezy od reakcji, a potem jeszcze jakies 2 tyg, zycia troche pustelniczego. Ale to nie jest chemia. To jest jod radioaktywny. A teraz lete :-))) Odpowiedz Link
blues28 LUIZO!!!! 26.05.09, 10:40 Czy wszystko O.K.???? Zniklas, przepadlas... ani ogrody, ani joga, ani baseny... :( Odezwij sie !! W kazdym razie wiosna, ale letnie juz pozdrowienia z Iberii :-) Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Powoli wracam do siebie 27.05.09, 13:16 Blues, dziekuje za pamiec i cieple letnie pozdrowienia. Zniklam, bo od ponad dwoch tygodni choruje, corka tez zaliczyla tydzien przeziebienia a Buszmen od miesiaca ma zapalenie korzonkow, wiec w domu mamy komplet. W moim przypadku rzeczywiscie "ani ogrody, ani joga, ani baseny" bo po zapaleniu krtani a potem zapaleniu zatok jestem slaba jak kurczak, na basenie nie bylam od miesiaca, mam tak slaba kondycje ze trudno mi uwierzyc iz w polowie kwietnia latalam po Warrumbungles w tempie kota z piorkiem w rewersie. Pojechalam dzis do biura pierwszy raz od zeszlego poniedzialku i przejscie przez las z pietrowego parkingu na czwarte pietro biura po schodach niemalze mnie wykonczylo zas godzinna sesja hatha yoga spowodowala ze splywalam potem przy najprostszych asanach. Wrocilam do domu gdzie czekal mnie obiad ugotowany przez corke i piecyk rozpalony przez Buszmena, wzielam kapiel i teraz laduje do Fotosika przeszlo 30 zdjec ze 150-ciu zrobionych ponad miesiac temu w jesiennych ogrodach Mt Wilson w Gorach Blekitnych. Kto chce, niech zajrzy do Fotosika do albumu "Ogrody w Mt Wilson": el-be.fotosik.pl/albumy/639977.html Powoli stawiam sie do pionu, duzo spiac i regularnie zalewajac sie slona woda przy pomocy naczynia zwanego tutaj "neti pot": Jutro ide do mojego wloskiego fryzjera a w piatek, pozostawiajac rodzine w domu, wyjezdzam na caly weekend na medytacje w Gory Blekitne, do Blackheath. Mam nadzieje zaliczyc tam troche lazegi po gorach i w przyszlym tygodniu wrocic do plywania. Nie uwierzycie, ale kiedy bylam chora, mielismy w Sydney polnocne wiatry i temperatura oceanu doszla do 22 stopni - a ja nie moglam plywac... Pozdrawiam i oddalam sie do lozka z druga czescia trylogii Stiega Larssona "The girl who played with fire" Luiza-w-Ogrodzie Pour vivre heureux vivons cachés - By żyć szczęśliwie, żyjmy w ukryciu. Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Powoli wracam do siebie 27.05.09, 17:36 Wprawdzie miało być bez narzekania przez kilka dni, ale kurnia się nie da. Po raz kolejny i jak zawsze co kilka tygodni, pojechałam nadranna godziną na giełde kwiatową. Bywam na niej regularnie od lat. I jak niczego nie chce kupować, ani fotografować, to jest super i sam folklor. Nie daj Boże, jeśli cos tam mam do załatwienia. Czasem wydaje mi się że przed babą, dziadem,z kwieciem na kolana powinnam paść żeby łaskawie poinformował(ła) mnie o cenie "krzynki" lub detalicznej, jakiejś roślinki. Zyją sobie między sobą, jakimś wsobnym zyciem i klientela wyraźnie im wadzi. Psia mać, do tego ceny wyrównali do sklepnych. To po kiego fiuta jeździć tam nadranną porą? Jak ich chcieli likwidowac kilka lat temu, podpisałam protest, walnełam obronny artykuł, jak ich będą następnym razem likwidowali, to mi będą mogli naskoczyć na pukiel. Odpowiedz Link
blues28 Witaj Luizo :-) 27.05.09, 22:22 Na forumowe lono powrócona :-) Jakos sie Wam jesienny szpital zrobil w domu... Jesli jedziesz medytowac w góry, to moze take it easy, zeby nie pogorszyc sprawy. Widze, ze czytasz Stiega Larsona; II tom Millenium. Ja zbieram skrzetnie i nie ruszam, bo to bedzie moja lektura jak bede na przymusowym wygnaniu w izolatce przez tydzien - 10 dni. Dzis bylam na obiedzie z kolezenstwem z ex pracy i przy okazji podrzucilam laptopa do przeczyszczenia. Gawedy przeciagnely sie i wrócilam niedawno. Padam na nos, wiec jutro poczytam inne wpisy. Dobranoc :-) Odpowiedz Link
jutka1 Środa :-\\\ 27.05.09, 07:21 Zaczynam ryć nosem po ziemi. Kjap. Przede mną 12-godzinne dni pracy, do piątku włącznie. Kjap. :-( Jeszcze mnie wczoraj wieczorem vqrvił znienawidzony mąciciel pracowy, znów ma fazę kopania dołków, a perfidia już sięga zenitu. BR\ Meteoparis gada, że ma być dziś 15-17 C. :-\\\ Nie chcę wchodzić w dzień zupełnie negatywnie nastawiona do życia, więc idę pomyśleć o czymś przyjemnym. Milszego dnia Wam życzę. Odpowiedz Link
ewa553 Re: Środa :-\\\ 27.05.09, 08:32 po jednodniowym ochlodzeniu dzis znowu slonce wali zarem od bladego switu. Ki fiute? jak zwyklo sie tu na forum mowic:))) Czasy gdy sie cieszylam mieszkajac w cieplym zakatku Niemiec, minely bezpowrotnie. Czeka mnie dzis pracowity dzien wypelniony terminami i wieczorna praca w ogrodzie. Normalny dzien emeryta:)))) A wiec: Avanti!! Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: Środa :-\\\ 27.05.09, 12:26 Wczoraj był pierwszy wyczekany i upragniony ciepły dzień, z delikatnym wietrzykiem, który się zakończył równie miłym i pogodowo łagodnym wieczorem. Sielanka trwała do dziś rano, ale już ok. jedenastej nastąpiło gwałtowne spierdolenie, słońce znikło, wiatr zapiździł i znowu jest zimno. br\ Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Ogrody, ech, ogrody... 28.05.09, 05:08 Zamiast pracowac (a jakos sie wszystko dzisiaj spietrzylo, zgodnie z zasada Murphy'ego pewnie dlatego ze jutro wyjezdzam i mam malo czasu) przegladam zdjecia z ogrodow w Mt Wilson. Pewnie wroce tam wiosna, gdy beda kwitly azalie, bo oprocz tych, ktore widzialam, mam do obejrzenia jeszcze kilka innych ogrodow, np Yengo z rzezbami i Linden, ktorego nigdy nie widzialam wiosna. Taki najmniejszy z nich piecioakrowy ogrod Windyridge ma tysiace azalii... Moj ogrod to przy tym karzel, tylko 1200 m. kw. a gdybym chciala otworzyc go dla publicznosci na takim poziomie jak te w Mt Wilson to potrzebuje jakies 10 lat i kilkadziesiat tysiecy dolarow :o( Sa tu jacys chetni do wsparcia tego pomyslu? Ale co tam, przykroje plany na miare moich finansow i jakos to bedzie. W kazdym razie juz teraz zapraszam zainteresowanych na wiosenne wizyty w Mt Wilson! W miedzyczasie do zwiedzania sa jeszcze trzy ogrody botaniczne w Sydney (kolo Opery, Mt Tomah w Gorach Blekitnych i na rowninie w poludniowo-zachodniej czesci miasta), prywatne ogrody otwarte w ramach Australian Open Garden Scheme oraz ogrody w starych domach otwartych do zwiedzania, takich jak Bronte albo Vaucluse... Ogrody, ech, ogrody.. Luiza-w-Ogrodach_MtWilson .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>¸¸. Australia-uzyteczne linki Odpowiedz Link
blues28 Re: Ogrody, ech, ogrody... 28.05.09, 08:03 Dopiero teraz obejrzalam w czesci zalaczony link, bo wczoraj anty wirus skanowal i skanowal bez konca mojego kompa. Jakie piekne te ogrody, zwlaszcza te nieco dzikawe, pozornie zostawione jakby na zywiol, a juz ten z malutkim, wlasnym wodospadem (Windyridge)to calkowita bajka :-) Powiedz mi jeszcze czy to naczynie do polewania woda morska ma jakias okreslona role/moc? Na moich dzialkach spokój i cisza. W trosce o kondycje dzis ide na fitness, trzeba pojezdzic na rowerze spinningu (tu na ulicach a nawet troche bardziej w teren to raczej zabójstwo). Na lunch mam fajna salatke szpinakowa i rybe. Salatke zaraz zaniose na watek kulinarny, choc mysle, ze forumowe gosposie znaja to od lat :-) Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Re: Ogrody, ech, ogrody... 29.05.09, 00:22 blues28 napisała: > Dopiero teraz obejrzalam w czesci zalaczony link, bo wczoraj anty > wirus skanowal i skanowal bez konca mojego kompa. > Jakie piekne te ogrody, zwlaszcza te nieco dzikawe, pozornie > zostawione jakby na zywiol, a juz ten z malutkim, wlasnym wodospadem (Windyridge)to calkowita bajka :-) Wlascicielami Windyridge jest malzenstwo od kilkudziesieciu lat posiadajace firme ogrodnicza i kupe szmalu, co tlumaczy staranne zaplanowanie ogrodu, zbudowanie stawu, chodnikow, schodow, palenisk etc i utrzymanie tysiecy roslin w bajkowym stanie. Mozna wynajac ten ogrod na imprezy, gdy tam bylam, szykowano trawnikowy taras do ceremonii slubnej. > Powiedz mi jeszcze czy to naczynie do polewania woda morska ma > jakias okreslona role/moc? Nie woda morska, tylko roztworem soli. Napisalam zartobliwie "polewanie" bo czesto sie pochlapie uzywajac, ale to naczynko sluzy do plukania nosa: pochylasz sie, odwracasz twarz na bok, wlewasz solanke do gornej dziurki nosa a ona przeplywajac tylem nosa oczyszcza go i wycieka druga dziurka. Antyczna i skuteczna joginska kuracja objawow kataru zwyklego i alergicznego, zapalenia zatok, astmy, bolu gardla. Robie to tez przed medytacjami, zeby oczyscic i udroznic nos. Przypuszczam ze dzieki tej procedurze zwanej neti krija zapalenie zatok jakie mialam nie rozwinelo sie do poziomu gdzie potrzebowalabym antybiotykow. Polecam. Pozdrawiam z jesiennego Sydney Luiza-w-Ogrodzie .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>¸¸. Australia-uzyteczne linki Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Ksiazki do bunkra 29.05.09, 00:34 Blues, wiem ze planujesz zabrac ze soba do bunkra trylogie Stiega Larssona, ale nie jestem pewna czy to dobry wybor na czas odosobnienia. Nie zeby mi sie nie podobaly jego ksiazki - uwazam, ze historia i jej konstrukcja sa ciekawe a opisu zycia w Szwecji fascynujace, pochlonelam jednym tchem, ale te dwie, ktore przeczytalam sa bardzo brutalne. Czuj sie ostrzezona :o) Luiza-w-Ogrodzie Forum AUSTRALIA Odpowiedz Link
blues28 Re: Ksiazki do bunkra 29.05.09, 06:44 To juz sama nie wiem :( Chyba jednak zaryzykuje, bo wszyscy polecaja jako wciagajaca, frapujaca, czytana tzw jednym tchem. Dla mnie bycie sama nigdy nie jest problemem, ale tydzien czy 10 dni w szpitalu w calkowitej samotnosci to jest zupelnie cos innego. To jest cos przymusowego, narzuconego i wtedy godziny i dni ciagna sie jak makaron. I wciagajaca lektura pomaga przetrwac ten czas. P.S. ogrodów: bardzo chcialabym w nich pospacerowac, w takim lagodnym jesiennym sloncu. Odpowiedz Link
jutka1 Czwartek 28.05.09, 08:14 Dzieńdobrybardzo Za oknem szaro, ma być 20-21 C. W pracy maratonu c.d., na obiad znów jakaś sałata w stołówce popita H2O, aby szybciej. W lodoówce ciągle hula halny, bo od kilku dni za późno wychodzę z roboty, żeby cokolwiek kupić. Wczoraj na kolację kanapka nabyta w barze na rogu, dzisiaj nie wiem. :-\\\ Byle przeżyć do końca dnia jutro... A jeszcze wczoraj sobie przypomniałam, że jasny gwint muszę formularz podatkowy wysłać przed północą w piątek :-\ - a nawet nie mam formularza :-\\\. Na szczęście znalazłam przed chwilą w necie, że można ściągnąć i wydrukować. Teraz muszę znaleźć pocztę otwartą dłużej niż normalnie. Psiakrew, ten nagły wyjazd rozwalił mi kilka zaplanowanych spraw. No nic to. Damy radę, ryjem do przodu. Milszego dnia życzę :-) Odpowiedz Link
ewa553 Re: Czwartek 28.05.09, 09:11 nie lubie porannego wstawania, szczegolnie jesli to jest przymusowo wczesne wstawanie. Nasi panowie robotnikarze trzymaja sie planu, tzn. nie zaczynaja halasowac przed 7.30. Ale wtedy!! Dzis dokladnie co do minuty zaczeli skrobanie czyco wokol mojego okna sypialnianego! Wyskoczylam z lozka jak z procy. Nie cierpie tego!!!! Moje dwie kawy dla poprawienia nastroju wlasnie wypilam i jade na dworzec podowiadywac sie itd., bo w sobote jedziemy sobie na jeden dzien do Strassburga. Polazimy po miescie, zjemy cos pysznego, no i sobota, a wiec sklepy otwarte, wiec moze zrobimy jakies fajne zakupki? Strassburg nie jest tanszy, ale zawsze to cos innego w sklepach jak u nas, wiec lubie tam polazic. Moja towarzyszka nadaje sie idealnie na taka wyprawe, wiec czeka mnie mily dzien. No i przy okazji rozejrze sie, bo w lipcu jade tam z moim wnuko- siostrzencem: od 14-17 lipca odbywaja sie obrady nowo wybranego parlamentu europejskiego i publicznosc moze wejsc na sale obrad. A moj Kuba bardzo politycznie zaangazowany/zainteresowany, wiec bedzie przezycie. Odpowiedz Link
maria421 Re: Czwartek 28.05.09, 13:40 Wlasnie przestalo lac wiec moge wyjsc z domu. Pa! :-) Odpowiedz Link
blues28 Pistolet i Metro 28.05.09, 17:42 Zyjemy w pospiechu, w kryzysie, w wielkich aglomeracjach. Pewnie dlatego coraz czesciej trafia sie na przypadki ludzi skrajnie zdenerwowanych, wyczerpanych, w depresji, zwariowanych, psychicznie porypanych. W wiekszosci wypadków nie wiemy jaka jest przyczyna takiego zachowania. Moze ktos jest chory, ma zlamane serce, albo zaufal jakiemus Madoffowi i stracil fortune? Dzis na lunchu goscilam kolezanke. Zrobilam slynna (slynna, bo "obwiescilam" ja na watku kuchennym) salatke szpinakowa i rybe. Bylam zdziwiona, ze sie spóznia i nie dzwoni, a jak juz dotarla, to biala jak papier, trzesaca sie jak lisc, takze najpierw poilam ja herbatka z melissy i lipy, kazalam lezec na kanapie i dochodzic do siebie. A przyczyna nerwów mojej kolezanki byl pomysl skorzystania z metra, bo szybciej i bez korków. Tymczasem ni z tego ni z owego, jak tylko wsiadla do wagonu, jeden z pasazerów wyciagnal pistolet, dramatycznie przystawil go sobie do skroni, wywracajac oczami i mamraczac cos pod nosem zaczal wolniutko ciagnac za cyngiel. Pistolet mial wszelkie znamiona prawdziwego. Facet wszelkie znamiona nawiedzonego przez gleboki atak kryzysu nerwowego. Ludzi zaczela ogarniac panika z histeria. Gwaltowne konsultacje czy ciagnac za hamulec bezpieczenstwa, ale co to da w ciemnym tunelu? I dlaczego stacja tak daleko i co robic i czy facet nie strzeli sobie w leb albo nie zacznie strzelac na oslep....po wagonie, po ludziach. Wiekszosc komórek gleboko pod ziemia nie dziala, ale jednemu sie udalo polaczyc za numerem 112 i zawiadomic policje. Zanim pociag wpadl na stacje, peron zostal oprózniony z podróznych, byla policja, psy, straz metra. Z innych wagonów ludzie wysiadali normalnie, natomiast z tego z facetem z pistoletem ludzie o malo sie nie stratowali wzajemnie tak rwali do wyjscia. Powiedzcie mi, czy to symbol naszych czasów, ze co krok trafiamy na nieszczesnika ze zdruzgotanymi nerwami? Ni z tego ni z owego przypomniala mi sie "Mechaniczna Pomarancza" A. Burgessa, ale nie bede jej zabierac za soba do bunkra nuklearnego zeby sobie odswiezyc. Brr... Chce ludzi normalnych, zwyczajnych. Odpowiedz Link
maria421 Re: Pistolet i Metro 28.05.09, 19:14 Nie wiem czy byl takiego nazwala "nieszczesnikiem ze zdruzgotanymi nerwami".. Pistolet byl prawdziwy? Odpowiedz Link
ewa553 Re: Pistolet i Metro 28.05.09, 19:35 niezaleznie co kierowalo tym pasazerem, mysle czesto o tym, ze to nie jest tak jak sie czesto mowi, ze to "takie czasy". To chyba ludzie sie zmienili. Ich podejscie do zycia, apetyt na wszystko co tylko mozna osiagnac, brak cierpliwosci, brak wytrzymalosci. Ludzie pedza bez opamietania nie poswiecajac juz zadnych mysli sprawom wazniejszym jak posiadanie nowego, lepszego auta (to tylko przyklad). Powinien byc obowiazek poswiecenia choc jednej- dwu godzin w tygodniu na medytacje, na zastanowienie sie nad wlasciwym sensem zycia, na stworzenie sobie listy priorytetow i zastanowienia sie ile chcemy ofiarowac za poszczegolne punkty i czy warto rezygnowac z wolnosci, swobody, dla mamony? Tak czesto zalamuja sie ludzie przy niepowodzeniach, a przeciez naprawde, najczesciej wystarczyloby sobie powiedziec: mogloby byc jeszcze gorzej. I wtedy moze latwiej zniesc niepowodzenia? Moze wtedy latwiej w spokoju zastanowic sie nad alternatywa? No, temat-rzeka. Odpowiedz Link
blues28 Re: Pistolet i Metro 28.05.09, 20:37 Dla wyjasnienia. Wg lokalnej prasy on-line, pasazerem byl policjant w cywilu w stanie katatonicznej paranoi, absolutnie nieswiadom tego co robi, gdzie jest i co sie dzieje. Pistolet prawdziwy, nabity, regulaminowa bron policyjna. Odpowiedz Link
maria421 Re: Pistolet i Metro 28.05.09, 21:01 No to policja sie teraz bedzie musiala z tego grubo tlumaczyc. Policjanci przeciez sa poddawani jakims okresowym testom na zdolnosc do wykonywania zawodu? Odpowiedz Link
blues28 Re: Pistolet i Metro 29.05.09, 06:53 Nie znam sie na procedurze Mario, ale tak mysle, ze zawsze moze sie zdarzayc ten pierwszy raz. Odpowiedz Link