iwannabesedated
02.06.09, 20:07
Od czasu do czasu zmuszona jestem życiem do uczestniczenia w
różnistych bataliach, potyczkach, zajazdach, najazdach, podchodach i
wojnach. Chociaż wolałabym leżeć i naprzykład - pachnieć. Lub
książkę czytać albo eksperymentować z urządzeniem do skórek o którym
pisała Ewa.
Tutaj chciałabym się z forumem podzielić moim totalnym i absolutnym
zwycięstwem nad pocztą polską, której z gardła i z flakami wyrwałam
co następuje: kilka par cudnych, boskich gaci, tudzież równie
boskich rajtek, jeden fantastyczny naszyjnik zulu, oraz stos
dokumentów ważnych/tajnych/bezcennych.
Co ciekawe, rzeczy te były w formie dwóch przesyłek, nadanych z
kompletnie dwóch różnych krańców świata, o różnych porach, przez
różne osoby. O spisku więc nie może być mowy. Obie też przesyłki,
zaginęły (na czas jakiś) totalnie, zupełnie, no kamień w wodę i
ciemna mogiła. Ja od piątku awanturowałam się dzwoniąc po urzędach
różnych apropos jednej z przesyłek co numer tracingowy miała.
Dzisiaj w końcu oznajmiono mi iż przesyłka spokojnie sobie leży na
poczcie dwie ulice ode mnie - nie wiedzieć czemu nikt nie próbował
mi nawet jej dostarczyć. Ja z pianą na ustach wypadłam aby przesyłkę
przejąć a zaraz potem jesień średniowiecza na poczcie wykonać. Lecz
coś mnie tkło. I zajrzałam do skrzynki. A tam awizo, i że paczka
będzie do odebrania w innym urzędzie, dopiero wieczorem. Mimo to,
pognałam na pocztę numer jeden, aby już jedynie tę jesień
średniowiecza wykonać zanim mnie blady chuj strzeli i apopleksja - a
tam... Po półgodzinnej rumchawce, wyłoniła się pani i inkryminowaną
przesyłkę mi wręczyła co mnie tak skonfundowało iż tę jesień
zapomniałam wykonać i wyszłam. Lecz jednak nie poddając się udałam
się wieczorem na pocztę numer dwa, aby chociaż tam tę jesień jednak
zrobić - a tam... Po półgodzinnej rumchawce, wyłoniła się pani (inna
niż w urzędzie nr 1) i kolejną przesyłkę, na którą już dawno lachę
położyłam, mi wręczyła! Nie muszę chyba mówić, ale tam także jesieni
średniowiecza jednak nie zrobiłam, lecz pełna zachwytu do domu z
paczką w ramionach pognałam aby gacie, rajtki i naszyjnik mnierzyć i
się moją zasłużoną VICTORIĄ nad belzebubem pocztowym cieszyć!
Historię tę opisuję ku pokrzepieniu serc, i otuchy foruma i
wszystkim tym co kiedyś im coś zginęło, lub jakaś insza przykrość im
została wyrządzona, bowiem jest nadzieja! Złe można zwalczyć siłom i
godnościom osobistą do krwawych porut oraz innych średniowiecznych
makabr się nie uciekając.