O pierdułach -- Odc. 81 :-)

06.08.09, 09:23
Otwieran, i dzisiejszy wpis Fedo kopiuję:

Re: O pierdułach
    • maria421 Re: O pierdułach -- Odc. 81 :-) 06.08.09, 09:35
      Jutka, ja do duchow mam bardziej racjonalne podejscie niz racjonalisci.

      Fedoro, bardzo bym chciala zeby matka mojej podopiecznej mogla jeszcze sama
      wlasne dziecko wychowac...
      Mam nadzieje ze wczorajsza operacja byla juz ostatnia (wczoraj wyciagneli jej
      implantat z piersi ktory sie nie przyjmowal), i ze moze pod koniec przyszlego
      tygodnia wroci do domu. Ale na tym sie moja (nasza) rola opiekuncza nie skonczy,
      bo chora, samotna kobiete z 10 letnim dzieckiem trzeba bedzie regularnie dogladac.
      • jutka1 Re: O pierdułach -- Odc. 81 :-) 06.08.09, 09:52
        Są rzeczy na niebie i ziemi... :-)
        • maria421 Re: O pierdułach -- Odc. 81 :-) 06.08.09, 10:05
          jutka1 napisała:

          > Są rzeczy na niebie i ziemi... :-)
          >
          Po trzecim roku studiow bylam na obowiazkowym obozie jezykowym w Poznaniu.
          Fajnie bylo, mieszkalismy w akademiku, byli native speakers z USA i GB, byly
          wieczory ze spiewaniem "Califonia Dreaming" etc. i byly seanse z wywolywaniem
          duchow. Wiesz, talerzyk itp.:)
          To byl moj jedyny "kontakt":)
    • jutka1 Czwartek, znów słońce 06.08.09, 09:51
      Dzisiaj jedyny dzień słoneczny w tym tygodniu (podobno, tak gada
      meteoDolnySląsk), 26 C. Plany na dziś czysto towarzyskie: za jakąś godzinę
      wpadnie na kawę koleżanka z podstawówki, popołudnie dla siebie, a
      wieczór/kolacja "w mieście" z trzema innymi koleżankami z podstawówki. Fajnie.

      Miłego dnia :-)
    • ewa553 Re: O pierdułach -- Odc. 81 :-) 06.08.09, 10:12
      obcych duchow sie po prostu boje, jak wszystkiego co zbyt
      tajemnicze. Moj duch bywa u mnie regularnie - mam na to liczne
      dowody. I dotrzymal slowa: nie przestrasza mnie:)))
      • jutka1 Re: O pierdułach -- Odc. 81 :-) 06.08.09, 11:23
        Nie ma się czego bać :-)))
    • ewa553 Fedoro, 06.08.09, 10:16
      czy jest jakis specjalny powod dla ktorego Krolowa Matka ignoruje
      fakty dokonane? Czy tez moze nie akceptuje niczego, czego sama nie
      zaaranzowala?
      • fedorczyk4 Re: Fedoro, 06.08.09, 17:56
        Hm, jakby Ci tu powiedzieć. Maćma uważa że w nic nie ingeruje i
        niczego nigdy nie aranżuje. W jakimś stopniu ma rację. Ona tylko
        oczekuje po nas. Juz ja się spauperyzowałam. Zawsze mi
        zarzucała "amikoszonerie", czyli pospolitowanie się. Mojego le Męża
        nie zaakceptowała i nie zaakceptuje nigdy. Niemniej znosi go, bo nie
        ma wyjścia. Ale ciągle zapowiada, że jak przeciągniemy (jako klan)
        strunę pauperyzacyjną, to ona sie wyłączy z rodzieny.
        I bardzo proszę nie szukaj w tym logiki.
        Ona nie hrabina, ja nie księżniczka, moje dzieci nie baronowate.
        Po prostu ten model tak ma.
        Mario przepraszam ale zadam brutalne pytanie:
        Czy jeśli stan zdrowia matki nie poprawi się, to podopieczna stanie
        się podopieczną na zaś?
        To jest tylko pytanie, nie miej do mnie o nie żalu, proszę.
        • maria421 Re: Fedoro, 06.08.09, 18:45
          Fedoro, po dzisiejszej wizycie w szpitalu mam nadzieje ze stan matki sie
          poprawi. Zastalysmy ja siedzaca na krzesle (co w dzien po operacji jest niezlym
          osiagnieciem), na poczatku w dosyc kiepskim humorze, ale z uplywem czasu sie
          rozweselila, a nawet zaczela smiac.

          W razie najgorszego dziecko bedzie musialo dolaczyc do starszej siostry, czyli
          do domu dziecka, gdzie zreszta jutro ja na weekend zawoze bo tak sie w weekendy
          wymieniamy- w ubiegly weekend ja mialam obie dziewczynki, w ten zawoze mala do
          siostry. Z wychowawcami mam dobry kontakt, ten dom dziecka jest bardzo maly,
          zaledwie kilkanascioro dzieci, bardzo ladnie polozony, ale 35 km stad, tak wiec
          w razie czego mala musialaby zmienic szkole.

          Problem jest taki, ze gdyby stan matki sie pogarszal, to ja naprawde nie wiem
          kto i w jakim momencie decydowalby o losie malej.

          W kazdym razie- ja sie na zadna rodzine zastepcza nie kwalifikuje. Ja mam 56
          lat, moja podopieczna 10 lat, wiec moglabym byc nawet jej babcia. Owszem,
          przygarnelam ja do serca, bede napewno sledzic jej losy, bede w razie czego
          pomagac, ale wiecej nie jestem w stanie.
          • fedorczyk4 Mario, 06.08.09, 19:00
            z jednej strony podziwiam Cię za poświęcenie i realistyczne
            podejście do sprawy. Niezwykle uczciwe. Z drugiej serdecznie Ci
            współczuję. Mam nadzieje że Matka dziewczynek wyjdzie z choroby i na
            razie to tyle w temacie. Duży szcun dla Ciebie!!!
            Kilka lat temu moja U.P. (Ukochana Przyjaciółka) zapisała mi w
            testamencie swojego syna, a moja szwagierka (serdecznie mnie nie
            lubiąca) swoją córkę. Zrobiły to w przededniu poważnych operacji.
            Ani jedna, ani druga nie zapytały mnie o zdanie.
            A ja nie lubie dzieci. Juz własne z dużym trudem zniosłam i
            odchowałam.
            Niemniej U.P. uznała ze tylko ja przekażę jej synowi właściwe
            wartości, a szwgierka, że tylko mnie jej corka zniesie.
            Bogu dziękuję że obie przezyły! niezależnie od moich bo nich uczuć,
            nie wyobrażam sobie wychowywania dodatkowych dzieci! Już moje
            własne maja dosyć problemów z moimi metodami wychowawczymi!
            • maria421 Re: Mario, 06.08.09, 19:19
              Dzieki, Fedoro za wyrazy szacunku:)
              Ja sama nie czuje zebym robila cokolwiek nadzwyczajnego, mam mozliwosci to robie
              co uwazam ze w takiej sytuacji mozna zrobic, gdybym nie miala mozliwosci to bym
              sie tego nie podjela.
              • fedorczyk4 Re: Mario, 06.08.09, 19:35
                Tak właśnie mówią ludzie którzy robia "coś". To "coś" czego nie robi
                ogół. Ogół łatwo komentuje, krytykuje i wie lepiej, ale nic,
                zupełnie nic nie robi. Pewnie, a nawet na pewno w wielu sprawach się
                z Toba nie zgadzam, ale szczerze podziwiam to co robisz!
                Łatwo jest wyrażać swoje zdanie, nie łatwo jest wprowadzać je w
                życie.
                • maria421 Re: Mario, 06.08.09, 19:51
                  No to Ci jeszcze powiem , Fedoro, ze ja te kobiete i jej dzieci "ciagne" od roku
                  2001 .To jest prymitywna kobiecina, Sycylijka, maz ja zostawil kiedy starsza
                  corka miala 3 i pol roku a mlodsza 6 miesiecy. Zostawil bez grosza, z dlugami za
                  czynsz i sobie poszedl. Dobrzy Niemiaszkowie sie zajeli, uruchomili wszelkie
                  sluzby socjalne, po jakims czasie dostala mieszkanie socjalne w naszej
                  miescinie, a ja dostalam telefon z naszej parafii ze jest tu taka jedna samotna
                  co po niemiecku ani w zab i ze trzeba sie zajac.
                  No to sie zajelam , ale w styczniu ubieglego roku powiedzialam "basta, ja
                  wysiadam". Powiedzialam tak, bo ta kobieta jest z tych, co z siebie NIC nie
                  daja, mozesz robic, dawac, pomagac, efektu zadnego. Pomyslalam tez ze dzieci juz
                  coraz wieksze (starsza po pol roku w klinice psychiatrycznej poszla do domu
                  dziecka) i ze moja rola sie skonczyla i niech sobie radza.
                  No ale kiedy dowiedzialam sie ze kobieta ma raka piersi to sie po prostu
                  stawilam na apel. I to wszystko.
                  • fedorczyk4 Re: Mario, 06.08.09, 20:33
                    Marysiu, jak mówią na Śląsku, jo to wi, jo to mioł to som mendy.
                    Tylko że nie da sie odmówić jeśli jest sie uczciwym człowiekiem.
                    Płacisz wysoka cene za swoją uczciwość i przekoniania. Raz jeszcze
                    powtarzam: Wielki Szacun.
                    Miałam do czynienia z tego typu ludźmi we Francji, na moje szczęście
                    aż tak dalego to nigdy zaszło, a nawet gdyby zaszło, to pewnie nie
                    ja nie zaszłabym tak daleko jak Ty. Z jednej strony podziwiam
                    głęboko. Z drugiej serdecznie współczuję.
                    Niemniej głównym moim uczuciem jest szczery i niekłamany podziw
                    wobec tego co robisz!
                    Na dużo rzeczy mnie stać, ale niekoniecznie na przyjęcie pod moj
                    dach i na codzienne życie na czas nieokreślony, cudzego dziecka
    • jutka1 Chyba kupię 06.08.09, 20:14
      .. panele słoneczne, albo inny generator energii. Miałam dziś 4 godziny bez
      prądu, pogotowie energetyczne przyjechało, naprawiło na dole, potem się okazało,
      że tylko na dole. Zadzwoniłam, facet zaczął się na mnie wydzierać, scena
      dantejska ze mną mówiącą spokojnie "proszę nie podnosić na mnie głosu", no cuda
      na kiju.

      Jak widać na załączonym obrazku, wreszcie naprawili.

      Wieczór w domu, bo się czarownice - włącznie ze mna, walczącą z pogotyowiem
      energetycznym - znarowiły. I kij, spotkamu się w przyszłym tygodniu.

      Może jakąś TV pooglądam? :-)
      • fedorczyk4 Re: Chyba kupię 06.08.09, 20:35
        Pomysł niezły. Kup. Tylko dobrze sprawdź umowę. Niechaj nie będzie
        jak z Netem, że sobie facio jedzie na wakacje i Ty nie masz na kim
        zawisnąć z problemem!
        • ewa553 Re: Chyba kupię 07.08.09, 08:29
          U mnie w ramach modernizacji tez zalozyli te panele. Widzialam wiele
          reportazy na ten temat i jestem goraca zwolenniczka. Trzeba
          wprawdzie zainwestowac, ale ma sie "czysty" prad i wielka
          oszczednosc i do tego jak slöusznie prawi Jutencja, niezaleznosc od
          dostawcy. Zainteresuj sie czy nie ma jakis dotacji panstwowych czy z
          EU, bo to mocno popierany kierunek oszczednosci.
          • jutka1 Re: Chyba kupię 07.08.09, 09:04
            Muszę sie podowiadywać. :-)
    • jutka1 Piątek 07.08.09, 09:17
      Za oknem słońce, ptaki się drą, koguty pieją, sielsko i anielsko jednym słowem.
      Mam trochę spraw do pozałatwiania "w mieście": jakaś poczta, bank, prezent,
      przymiarka, zakupy. Potem idę do rodzicielki, a potem na cały wieczór na ryby z
      grilla w pięknym ogrodzie.

      Miłego dnia :-)
      • fedorczyk4 Re: Piątek 07.08.09, 09:31
        Piękny piątek Ci sie kroi:-)
        U mnie poniedziałki, środy i pątki to dni szkolne.
        • jutka1 Re: Piątek 07.08.09, 11:02
          Piękny, zaiste. :-)
          Zapomniałam dodać, że zanim wyruszę "na miasto", to posiedzę z 2 godziny w
          ogrodzie, z książką. Poczytam i poptarzę jak trawa rośnie :-)
          • maria421 Re: Piątek 07.08.09, 19:42
            Jestem wsciekla, wykonczona i w nastroju takim, ze se chyba puszcze "Motylka"
            O, juz puszczam:

            www.youtube.com/watch?v=nWYfcOi7cpM
            • ewa553 Re: Piątek 07.08.09, 20:39
              Zgaduje: masz obie dziewczynki na Wochenende?
              • maria421 Melduje poprawienie humoru:) 07.08.09, 22:22
                i wyjasniam ze nastapilo po rozmowie telefonicznej z Ewa ktora podzialala na
                mnie lepiej niz kanapa u psychologa:)

                • jutka1 Re: Melduje poprawienie humoru:) 08.08.09, 00:50
                  Melduję dobry humor :-)
                  Grill w ogrodzie z wodospadem i liliami wodnymi, świetna rozmowa, dużo śmiechu,
                  trochę lokalnych ploteczek, i nawet komary nie były zbyt uciążliwe.

                  A przedtem dwie godziny na słońcu i obserwowanie żniw za płotem.

                  Chyba zaczynam odpoczywać. :-)
    • jutka1 Sobota i słońce 08.08.09, 10:08
      Znów jest słonecznie i gorąco. Jak wrócę ze sklepiku wiejskiego, to rutynowo
      posiedzę na słońcu i poczytam, a potem zbiorę szmatki i pojadę na drugą stronę
      góry na ogrodową imprezę. Wrócę jutro.

      Miłego dnia :-)
      • fedorczyk4 Mario, 09.08.09, 03:00
        Nie wiem co powiedziala Ci Ewa, ale "musi" miala rację! Trzymaj się
        Kobieto Dobra!
        • maria421 Re: Mario, 09.08.09, 08:32
          Ewa po prostu dala mi sie wygadac cierpliwie wysluchujac, co wtedy bylo mi
          bardzo potrzebne:)

          Wczoraj przyjechala corcia wiec mialam nastepnego sluchacza:) Pojechalysmy na
          shopping, na sushi i dzis znowu jestem w takim stanie ze moge drzewa z
          korzeniami wyrywac.

          Moja podopieczna odbieram dzis poznym popoludniem.
          • ewa553 Re: Mario, 09.08.09, 09:35
            shopowanie to najlepsze lekarstwo na wszystko:)))

            A Ty Fedoro co robisz o trzeciej w nocy przy compie???
    • kielbie_we_lbie_30 Wiem, juz wiem... 09.08.09, 10:15
      kim bylam w moim poprezdnim zyciu...musi byc ze wiazalam naszyjniki z perel...to
      oczywiste!!!
      Jak juz napisalam zarazilyscie mnie tym gadaniem o perlach, kamieniach itp...a
      na dokladke dostalam w prezencie troche turkusow i perel slodkowodnych i
      zaczelam tez dlubac
      Naszlo mniem aby supelkowac wiec zakupilam nici, igly cieniutkie do nawlekania,
      materialu ze starczy na rok i dawajze...
      Pierwsze pietnascie minut szlo byle jak a potem jak z masla tym bardziej ze
      wpadlam ze latwiej i szybciej sie robi gdy sie nawlecze caly material na raz,
      uzywa igly do supelkow i dociska nastepujaca perla... eureka...
      A potem poszperalam na necie (czemu tego wczesniej nie zrobilam?) aby zobaczyc
      jaka metoda inni robia i ze zdumieniem obaczylam ze zupelnie intuitywnie robie
      jak nalezy raz ze wlasnie nawleka sie material od razu a dwa...co do wyboru
      nici: mozna wybrac w kolorze perel ale najbardziej rafinowane jest wybor nici w
      kolorze skory bo wtedy perly wygladaja na ciele jakby wisialy w powietrzu i...
      stalam tam w sklepie i siee zastanawialam jaki kolor nic kupic i wybralam...
      wlasnie w kolorze skory...
      A teraz supelkuje i supelkuje i przestac nie moge...co za terapia!!

      I cos jeszcze: taki jeden usupelkowany gdzie uzylam duzych perel w ksztalcie
      ryzu...jest troszeczke dluzszy i przy ruchu perly tocza sie po ciele...jakie
      niesamowite uczucie ...wow!!!
    • ewa553 Re: O pierdułach -- Odc. 81 :-) 09.08.09, 11:36
      Slucham od dwoch godzin niedzielnego Matinee w radio. Poswiecony
      dzisiaj najslynniejszemu komisarzowi w literaturze europejskiej i
      jego szefowi, Simenonowi. Oczywiscie chodzi o Maigreta. Ciekawe
      opowiesci, analizy itd. przerywane chansonami z tamtych czasow.
      Piekna audycja. To byly moje ukochane kryminaly, wspaniala postac.
      I zawsze w gruncie rzeczy smutne historie. Przenioslam sie
      calkowicie w moja mlodosc i fascynacje Simenonem.... Tez pewnie
      wszyscy czytaliscie go?
      • fedorczyk4 Re: O pierdułach -- Odc. 81 :-) 09.08.09, 14:45
        Ano, Ewuniu, była u mnie z wizytą Gaudia. I jeszcze córka mojej
        przyjaciólki. I ugadałyśmy sie, uśmialy, najadły i napiły ze hej!
        • jutka1 Niedziela wieczór 09.08.09, 23:23
          Właśnie pożegnałam kumpla z liceum, fajnie sobie pogadaliśmy. Zjedliśmy prostą
          wiejską kolację, dowiedziałam się, co u kogo i dlaczego, opowiedziałam co u
          mnie, i pojechał.

          Mam trochę zakłócony czas funkcjonowania, bo wczoraj siedzieliśmy do trzeciej,
          obudziłam sie o dziewiątej, po południu sjesta 2.5 godziny, no i pewnie posiedzę
          jeszcze zanim mi się zachce spać. A co tam, na urlopie jestem. :-)

          Jutro jadę do ortopedy, pooglądać piętę i biedro na monitorze, i wysłuchać
          opinii. Takie tam, pierduły. :-)
    • jutka1 Jezde :-) 09.08.09, 13:22
      Właśnie wróciłam z imprezy imieninowej po drugiej stronie gór. Było bosko. A
      teraz idę do ogrodu z prasą weekendową, poopalam się, a potem walnę sobie
      zasłużoną sjestę, bośmy do bladego rana balowali.

      Baj. :-)
      • iwannabesedated Re: Jezde :-) 10.08.09, 14:42
        Też jezde, i zauważam że na forum króluje temat zinfestowanej rakiem
        Sycylijki pijawki. Właściwie to sprawa spasożytowała cały wątek
        wysysając wszystkie soki i tylko Pyton jak ten samotny biały żagiel
        się jeszcze trzyma.

        Moje zdanie jest takie, że chociaż bardzo lubię Marysię, to ta
        sytuacja mnie się nie podoba. Sama powiedziałaś, że pomoc takim
        ludziom jest jak zapełnianie wora bez dna, a więc trud daremny i
        jałowy. Natomiast dopóki masz potrzebę w tym trwać, to Cię wspieram,
        ale nie współczuję. Bo jest to Twój wybór, nie zaś nieszczęście
        którego padłaś ofiarą.

        Ja spożyłam właśnie ogromną soczystą i słodką gruszkę, a że koło
        ogryzka znalazło się parę robaków, to i nie zjadałam do końca, tylko
        wróciłam trochę wcześniej.

        Po pierwszym trochę deszczowym i kapryśnym dniu, pogoda była jak
        drut, natura nas uwodziła jak dojrzała Catherine Deneuve tu
        błyskając spomiędzy drzew sążnistym borowikiem, tu zaś chlupocząc
        wodą w stawie, szumiąc drzewami, pachnąc sosnową żywicą, znienacka
        rzucając pod nogi kulki malin.

        Jaja były zaś jak berety, anegdot cały wór, żarcie utrzymywało
        tendencję z poprzedniego roku, stając się z paskudnego wege, jeszcze
        paskudniejszym.
        • jutka1 Re: Jezde :-) 10.08.09, 15:21
          Czekam na pełniejsze sprawozdania i przemyślenia.

          Mój dzień był wczoraj planowany inaczej, a rozwinął się zupełnie inaczej.
          Ortopedę przełożyłam, natomiast przyjmowałam w ogrodzie rodzicielkę i szóstkę
          jej przyjaciół ze szkoły średniej, w tym 2 lokalnych i 4 z różnych stron świata.
          Przywieźli gar barszczu i domowe krokiety, wina różne, i tak sobie z nimi
          siedziałam na tarasie, jedząc, pijąc, gaworząc i gapiąc się na kołujące bociany.
          Lubię ich i dobrze mi to zrobiło, bo zniżkę formy jakowąś odbywam.

          Teraz jestem trochę zmęczona, więc sjesta wydaje się dobrym pomysłem. A
          wieczorem przyjedzie moja dizajnerka na pogaduchy i przymiarkę, będziemy kończyć
          angielską wersję jej strony internetowej, może ugotuję zalwajkę na kolację? O,
          takie tam pierduły poniedziałkowe.
          • maria421 Re: Jezde :-) 10.08.09, 17:30
            Dorotko, ja z "sycylijskiej pijawki" otrzasnelam sie juz poltora roku temu.

            Obecna sytuacja jest jednak wyjatkowa i ja w takiej sytuacji po prostu inaczej
            nie potrafie.

            Wspolczucia nie oczekuje.
    • jutka1 Wtorek i deszcz 11.08.09, 09:20
      Pada deszcz. Błe.
      Planowałam wyjazd do miasta i tzw. załatwianie spraw, ale mi się nie chce.
      Swędzi mnie i boli ugryzienie pająka. br\
      Będę się więc memłać w domu, z książką i muzyką, dopiero pod wieczór pojadę do mamy.
      Tyle pierduł deszczowych.
      • iwannabesedated Re: Wtorek i deszcz 11.08.09, 10:26
        Tu nie ma deszczu, ale pochmurno i ochłodziło się. Też się będę
        memłać, więc możemy się memłać razem ;)
        • jutka1 Re: Wtorek i deszcz 11.08.09, 10:39
          Zaraz z nas parę zrobią, i to dopiero będzie! Hehehe ;-)))))))))))
          • maria421 Re: Wtorek i deszcz 11.08.09, 12:53
            Zdaje sie ze sie obudzilam z reka w nocniku.
            Chcialam zarezerwowac krotkie wakacje we wrzesniu w Italii i sie okazuje ze nie
            ma juz miejsc tam gdzie chcialam i albo musze zmienic termin albo miejsce.

            A podobno jest kryzys?
            • ewa553 Re: Wtorek i deszcz 11.08.09, 13:54
              kryzys kryzysem, ale do Wloch ludzie beda zawsze jezdzic i maja
              racje:))) Ja sie wlasnie waham czy pojechac na tydzien dokladnie do
              tej miejscowosci gdzie Ty jezdzisz. Pokazala mi znajoma zdjecia
              stamtad, tzn. z hotelu ktory lezy na zboczu gory i ma duzy basen
              z widokiem na Jezioro. Jak myslisz, jaka tam jest pogoda na poczatku
              pazdziernika? Bo nalezy mi sie urlopik po tym calymn remoncie -
              ktory sie nota bene jeszcze nie skonczyl, ciagle mam jakies
              reklamacje...
              • maria421 Re: Wtorek i deszcz 11.08.09, 14:34
                Ewa, ja jezdze od 20 lat do Limone sul Garda, tylko na pare dni, bo to jest to
                co mi lekarz przepisal:)
                Od kiedy jezdze bez meza, wybieram ten hotel:

                www.hotelideal.net/index.asp?lang=de
                ktory ma te przewage nad innymi hotelami, ze ma wygodny parking.
                Poza tym jest polozony nad samym jeziorem i nie trzeba sie do niego wspinac.

                Niestety, na poczatku wrzesnia juz nie maja miejsc, musze pogadac z corcia co
                zrobic.

                Na poczatku pazdziernika 2006 bylam tam z kolezanka, mialysmy cudowna, sloneczna
                pogode, 26 stopni.
                W ubieglym roku w polowie wrzesnia bylo jeszcze do 30 stopni.
                • ewa553 Re: Wtorek i deszcz 11.08.09, 16:17
                  wiem, wiem ze jezdzisz do L., dlatego wspomnialam o tym. Mnie sie
                  polozenie tej miejscowosci podoba, bo i niedaleko ode mnie i na
                  miejscu niedaleko Rivy, ktora lubie (ale mieszkac tam nie chce).
                  Twoj hotel ma nawet oferte specjalna na ten termin kiedy chce
                  ew.jechac. Ale nie moge sie zdecydowac, wolalabym cos malego,
                  familijnego. Ale jednak z basenem - nie zeby sie kapac, tylko zeby
                  sie wylegiwac na lezaczku:)))) Z podchodzeniem pod gorke, to jest
                  cos dla mnie! Dobry trening no i spalanie tego, czym sie normalnie
                  we Wloszech zajadam...
                  • maria421 Re: Wtorek i deszcz 11.08.09, 16:55
                    Obawiam sie ze w Limone nic familijnego i z basenem nie znajdziesz.

                    Duze hotele sa jednak rozlozone w roznych mniejszych budynkach, wiec masz duzo
                    przestrzeni i swobody, a z cala hotelowa masa spotykasz sie tylko w czasie
                    sniadania i kolacji.

                    My jedzdzimy do Limone na krotki, parodniowy urlop i zawsze jestesmy w ruchu ,
                    tak wiec wlasciwie basen interesuje nas tylko rano i kryty, bo corcia lubi sobie
                    przed sniadaniem poplywac. Po sniadaniu interesuja ja sklepy:)
                    • ewa553 Re: Wtorek i deszcz 11.08.09, 17:06
                      a nawet cos znalazlam: hotel San Giorgio. Malutki, ma basen.
                      Smieszne, bo ma mniej gwuazdek jak Twoj hotel, a jest drozszy. Kto
                      to zrozumie.... Bede chyba jednak w koncu czegos szukala przez HRS,
                      bo u nich mozna nawet dzien przed terminem odmowic i to bez oplat.
                      Wtedy moge sie kierowac pogoda, bo jednak na tydzien jechac w
                      deszczu, to nie jest szczyt moich marzen.
                      A wopgole to cos mnie nosi. I chcialabym i nie wiem sama... Jestem
                      sfrustrowana swoim obojczykiem, poniewaz operacja byla taka
                      wydawaloby sie prosta i mila, to myslalam - blednie - ze bedzie sie
                      wszystko szybciej goic. Tymczasem mam problemy (bol, na ktory umarl
                      srul) i to mnie mocno deprymuje... Cierpliwosc nigdy nie byla moja
                      mocna strona.
                      • maria421 Re: Wtorek i deszcz 11.08.09, 17:18
                        Jezeli mnie pamiec nie mysli, to S. Giorgio znajduje sie naprzeciw Leonardo da
                        Vinci do ktorego dawniej jezdzilismy i chyba ma nawet tego samego wlasciciela.
                        Dosyc daleko od centrum, ale jest shuttle.
                        • ewa553 Re: Wtorek i deszcz 11.08.09, 17:51
                          Marysiu, w opisie jest mowa o 1,5 km, czyli w rzeczywistosci 2 km:)))
                          To dla mnie tyle co kichnac. Jak ide sama, to robie conajmniej 6
                          km/godzine:))) Nie potrafie wolniej, bo mnie to meczy.
                          • maria421 Re: Wtorek i deszcz 11.08.09, 18:20
                            Do samego centrum jest chyba wiecej. Rano po sniadaniu jest to fajny spacer, ale
                            jak potem w centrum polazisz, zjesz obiad winem podlewany, to wracac sie
                            spowrotem na nogach nie chce.
                            • ewa553 Re: Wtorek i deszcz 11.08.09, 19:41
                              Marysiu, my mamy inne spojrzenie na odleglosci itd. Do tego nie jem
                              obiadow i do tego jeszcze zakrapianych! Jem jak najpozniej sniadanie
                              i jak najwczesniej kolacje, oczywiscie zakrapiana:))) W poludnie
                              liczne kawy i ew. dolce.
                              Ja mam bardzo slaba glowe. Np. teraz na pozegnalnej kolacji z moim
                              Kuba wypilam (twierdzi on) 2 wina. Mnie sie zdawalo ze jedno i
                              apewritif. No wiec skutki byly oplakane. Byly jeszcze otwarte
                              sklepy, wiec w celu wytrzezwienia (bo bylam autem:(((( wloklam
                              Jakuba po sklepach wmuszajac podobno w namolny sposob zeby sobie dal
                              cos kupic z ciuchow. A co sie potem dzialo, to dziwne: dostalam dwa
                              dni temu przyslany mandat za zbyt szybka jazde. Ciekawe jest to,
                              ze czas sie zgadza, wtedy jechalismy do domu, ale ulica byla
                              zupelnie nie po drodze. Z miejsca naszego parkowania bylo nawet dosc
                              trudno tam sie dostac, a ja tam pojechalam.... Kuba mi teraz przez
                              telefon mowil, ze modlil sie tylko zebym nie miala stluczki, bo bym
                              musiala dmuchac w rurke.... Taki to jest moj konsum winny...
                              Na urlopie, nie bedac autem na kolacji wypijam dwa wina, ale to
                              tylko na urlopie. Co mnie w ta nieszczesna sobote napadlo - nie
                              wiem...
                              • maria421 Re: Wtorek i deszcz 11.08.09, 20:00
                                Wlasnie czekam na odpowiedz z innego hotelu w Limone, zobaczymy.

                                Ewa, we Wloszech na obiad isc nalezy:) W Limone sa fajne i niedrogie restauracje
                                na swiezym powietrzu z pieknym widokiem na jezioro i z np. doskonalymi pstragami
                                lososiowymi z grilla. A tego bez wina konsumowac sie nie da...
    • jutka1 Środa, znow deszcz 12.08.09, 09:24
      Chłodno, szaro i deszczowo. br\
      Bez względu na pogodę wybieram się dziś "do miasta". Kilka spraw trzeba
      załatwić, jakieś tam biurokratyczne pierduły i zakupy, potem obiad u mamy z
      wizytującym z dalekich stron "drugim tatą", a wieczorem może kolacja z dwiema
      koleżankami, zobaczymy.

      Tyle pierduł środowych. Miłego dnia.
      • iwannabesedated Środa pogodowo neutralna 12.08.09, 16:23
        Nie pada, chwilami przeziera słońce. Jest spokojnie, leniwie, w
        miarę błogo, ale też i załatwiam mailowo trochę spraw, podróżując
        muzycznie po youtubie. Niezmiernie wdzięczna jestem Pytonowi, że
        zamieścił likę do 3-11 Porter, bo poszpiegowałam ich sobie i
        właściwie cała płyta mi się podoba. Na przykład to:
        www.youtube.com/watch?v=GISqqeXXg5M
        Kupiłabym sobie cd, ale cena jakaś zaporowa znowu u nas jest.
        Większość wytwórni się już trochę spacyfikowała z tymi cenami, na
        skutek akcji "polska cena" - ale jak widać nie wszyscy. br\
        • jutka1 Re: Środa pogodowo neutralna 12.08.09, 18:36
          Pogodowo, tutaj też się zrobiło neutralnie. Podobno od jutra i słońce ma się
          pojawić, i temperatury pójść w górę. Jippiii.

          Aderłajz, wczorajszy spleen zabiłam dziś trochę. Ufiokowałam się na mokrą
          Włoszkę, założyłam zgrabne wdzianko i piękne butki z Waszyngtonu, położyłam
          barwy ochronno-wojenne na facjatę (dopiero drugi raz od 2 tygodni :-D),
          uperfumowałam się Aqua Woman Rochasa, i pojechałam Ajnsztajnem do mamy na obiad,
          gdzie czekał jeden z naulubieńszych ludzi mego życia: wizytujący z dalekich
          krajów przyjaciel szkolny mamy, który nota bene mnie z jej brzucha wyciągał i
          życie nam obu uratował podczas porodu. A poznałam go osobiście dopiero z 5 lat
          temu, i pokochałam od pierwszego momentu, i od tej pory nazywam go "drugim
          tatusiem" a on mnie "córeczką najstarszą". No i naładowałam przy nich baterie.
          A potem przyjechałam do domu, poczytałam gazetę, i spleen jak pizdiec podkralsa
          niezamietno, no to ja hop! po sekator, i jak wpadłam na frontowy ganek i jak się
          nie zabrałam za lipcowe cięcie glicynii! (OK, OK, trochę spóźnione, nie szkodzi
          :-))) I po godzinie ciachania spleen przeszedł jak ręką odjął. Glicynia łysa,
          ale czytałam, i mówili mi ogrodnicy, że tak trzeba coby ją pobudzić do
          kwitnięcia. Bo jak nie to w mordę, kurdebalans.

          No i (c?)hoję w domu też przycięłam, żeby sobie pokwitła.

          Jednym słowem dobre towarzystwo i praca fizyczna są dobre na wszystko, nawet na
          spleen.

          Czego i Wam życzę (c)m.k., oddalając się znów do miasta w celu spożycia dobrej
          jagnięciny w rozmarynie. Ejment. :-)
          • iwannabesedated Re: Środa pogodowo neutralna 12.08.09, 19:08
            Zara... to ta jagnięcina z czym w końcu? z rozmarynem? Bo
            zrozumiałam, że z pierdulu, i się zastanawiałam co za przyprawa
            nowa...
            • jutka1 Re: Środa pogodowo neutralna 13.08.09, 00:14
              Z rozmarynem z wątku o pierdulu. :-) Ale, ale, dobry pomysł - trza wymyślić
              przyprawę "pierdulu". :-)
    • maria421 Re: O pierdułach -- Odc. 81 :-) 12.08.09, 17:39
      Udalo mi sie zarezerwowac hotel w Limone, co prawda nie na poczatku wrzesnia
      lecz pod koniec, ale dobre i to.

      No i koplejna dobra wiadomosc- matka mojej podopiecznaj najprawdopodobniej w
      piatek bedzie wypisana ze szpitala.
    • ewa553 ale Kino! 12.08.09, 18:52
      z rozmyslem napisalam kino przez duze K. Wlasnie wrocilam z
      najnowszego Almodovara: najlepszy, jaki widzialam. Najlepszy film
      jaki od miesiecy widzialam, a chodze czesto do kina. Wszystkim
      goraco polecam, nie zdradzajac tresci. Prosze zwrocic uwage na
      swietna sciezke dzwiekowa. Mnie sie osobiscie najbardziej podobaly
      piosenki: przy scenie gdzie glowni bohaterowie sa na plazy na
      Lanzarotte i na koncu, podczas wyswietlania listy plac. Ozloce jak
      mi ktos powie co to i kto to spiewal! Wprawdzie na liscie plac byl
      mlody Iglesias, ale nie moge sobie wyobrazic ze skomponowal dwie tak
      rozne piosenki.
    • jutka1 Czwartek, ciągle szaro i mokro 13.08.09, 09:18
      W nocy padało, teraz już nie, ale wciąż jest szaro i pochmurno. Błe.
      Dzisiaj załatwiam sprawy tzw. biurokratyczne, potem trochę przerwy z Polityką i
      Przekrojem, potem jadę do sąsiedniego powiatu do ortopedy, a wieczorem mam sabat
      czarownic z klasy z liceum.
      Dzień wypełniony jednym słowem.

      No i powoli zaczynam się mentalnie szykować do powrotu. Na razie duży palec
      lewej nogi jest w już w Paryżu, reszta mnie: jeszcze tutaj :-)))

      Miłego dnia :-)
      • jutka1 Kot Simona :-) 13.08.09, 10:35
        Odkrycie roku: Kot Simona :-)))
        Obśmialam sie jak norka :-D

        www.youtube.com/watch?v=I1qHVVbYG8Y&feature=channel
        www.youtube.com/watch?v=4rb8aOzy9t4&NR=1
        www.youtube.com/watch?v=s13dLaTIHSg&feature=related
        www.youtube.com/watch?v=w0ffwDYo00Q&feature=channel
        • ewa553 Re: Kot Simona :-) 13.08.09, 11:22
          Usmialam sie glosno:)))) Tylko tytul bym zmienila na: Ewy codzienne
          przygoty z kotami.....
          • jutka1 Re: Kot Simona :-) 13.08.09, 12:39
            Nie tylko Ewy :-)))
        • ewa553 gdzie jest Lucja? 13.08.09, 11:24
          jestem przyzwyczajona ze po moich zachwytach jakims filmem, zostaje
          przez nia natychmiast wysmiewana, karcona czytepe, a tu nic!!!!
          Cos z nia zrobila, Jutus? A moze to ja odmieniono/zamieniono i
          wyrwano jej ten zab (zomb) z jadem?
          • jutka1 Re: gdzie jest Lucja? 13.08.09, 12:39
            Lucja się urlopuje. :-)
      • iwannabesedated Czwartek paskudny 13.08.09, 12:24
        Ciemno, grzmi i ściana deszczu. Na dodatek po południu już do
        roboty.

        Wczoraj cały wieczór walczyłam z lodówką, która nabrała skądiś
        rybiego smrodu. A niedawno szorowana, i żadnej ryby w niej nie było.
        Trzy razy ją myłam, raz płynem, raz sodą, raz sokiem z cytryny. W
        końcu się odsmrodziła, a ja padłam na kanapę z kryminałem. Teraz mi
        w głowie huczy i mam totalnego niechcieja i zakopaja w wyrze z
        poduszką na głowie.

        br\
        • jutka1 Re: Czwartek paskudny 13.08.09, 12:43
          Widzę 100Krocie, że mój spleen przeszedł na możkowskiego kota... Nie
          zazdraszczam - przedwczoraj miałam taki właśnie dzień, wczoraj się
          wygrzebywałam, i dopiero dziś czuję się jako tako.

          Tak a propos, zauważyłam, że dokądkolwiek bym nie poszła i cokolwiek nie kupiła
          - zawsze płacę stówę. Trynd taki czycuś?
          • iwannabesedated Re: Czwartek paskudny 13.08.09, 13:05
            Ajduno... Natomiast ja stwierdziłam, że u fryzjera do którego chodzę
            od najmarniej 5 lat cena za strzyżenie się nie zmieniła wcale. Stówa
            z napiwkiem. To samo lekarz mojej Mamy - od zawsze stówa. A przecież
            inne rzeczy podrożały w tym czasie dwukrotnie. Ciuchy i buty
            natomiast - staniały. W latach '90 za dobrą parę pantofli musiałam
            zapłacić 2,5 do 4,5 miliona. Dziwne to. A może nie, kto wie?
            • xurek Re: Czwartek paskudny 13.08.09, 16:46
              wrocilam z "grupowego urlopu", ktory byl bardzo pelen bardzo
              mieszanych wrazen. Wrocilam zmeczona i wnerwiona ale rowniez
              zupelnie pewna co i jak chce zmienic w moim zyciu.

              Zmiany beda wymagaly jednej supernieprzyjemniej rozmowy jak rowniez
              kilku niemilych dla otoczenia posuniec, wiec odpowiednio do tego, co
              przede mna stoi czuje sie beznadziejnie.

              Dzisiaj przeszlam przez pierwsza z serii nieprzyjemnych rozmow, do
              ktorej przygotowywalam sie przez tydzien jak do prezentacji u
              klyenta. Poszlo mi srednio: powiedzialam co chcialam, ale znacznie
              mniej dyplomatycznie niz chcialam, wyszlo chyba w duzej mierze tak
              jak chcialam, ale kosztem wiekszych niesnasek niz przewidywalam.

              Ta duchowo-psychiczna wspinaczka obija sie na moim fizycznym
              samopoczuciu: czuje sie bezsilna, stara, opuchnieta, brzydka,
              zmeczona i w ogole do niczego.

              Ale wiem, ze jezeli uda mi sie ustawic wszystko tak, jak sobie
              wymarzylam, to mi od razu skrzydla urosna. Wiec trzymajcie prosze
              kciuki przez nastepny miesiac. Potem powinno byc z gorki.
              • jutka1 Re: Czwartek paskudny 13.08.09, 17:17
                Brzmi nieprzyjemnie. Trzymaj się Xurku.
              • ewa553 Re: Czwartek paskudny 13.08.09, 17:49
                oj, bylas ze znajomymi na urloipie:((( to sie niestety czesto
                marnie konczy. Ludzie ktorzy na codzien sa OK, bo ich nie mamy stale
                na karku, na urlopie pokazuja swoje "prawdziwe oblicze", no i de
                blada. Znam to, sama matkom bylam:))))
              • ewa553 i znowu: ale kino! 13.08.09, 17:57
                za namowa Maryski poszlam na wlosko-niemiecka komedie.
                Faktycznie, bylo przekomicznie, sliczna scena jak niemiecki ziec
                tlumaczy tlumowi zebranych przy jego stluczce Wlochow (uzywa jezyka
                przy pomocy slownika), ze pan mu rozbil cipke, a przeciez mrugal
                cipkom itd. Widocznie to swiatelko i cipka to podobne slowa po
                wlosku, Maryska nam to wyjasni. Bylo kilka naprawde komicznych
                momentow, ale i smutnych, wplecionych w ta komedie: los
                Gastarbeitera z Wloch (w tym wypadku), ktory w latach
                szescdziesiatych przyjezdza z dyplomem do Niemiec, a tu mu mowia
                gdzie ma sobie wsadzic dyplom i daja mu lopate do reki. I to, ze
                nawet po 40 latach pracy i zycia w Niemczech z niemiecka zona,
                zawsze jest obcy. Ale - prawde mowiac, takze wloskie uprzedzenia.
                Cokolwiek niemiecki ziec powie albo zrobi nie tak, to rodzina tylko
                glowa kiwa i mowi "typowy Niemiec!". I do corki/wnuczki teksty: nie
                moglabys wyjsc za kogos normalnego, tylko za Niemca?

                W niedziele ide na nowy film z moim ukochanym Auteuil'em. Tu jestem
                pewna swego zadowolenia. Widzialam wiele filmow z nim, zaden nie byl
                slaby.
                • maria421 Re: i znowu: ale kino! 13.08.09, 18:36
                  Dla postonnych- chodzi o film: "Maria, jemu nie smakuje!"
                  https://www.youtube.com/watch?v=3wf8Hf-RLQM&hl=de

                  Ja jeszcze go nie widzialam. Planowalysmy z corcia pojsc w sobote, ale za duzo
                  czasu nam na shoppingu zeszlo i na kino juz nie mialysmy energii.

                  Mam nadzieje ze film rownie dobry jak ksiazka i ze moze wybierzemy sie w te sobote.

                  Z ta "cipka" to dowiedzialam sie z trailera- zamiast "freccia" (migacz)
                  powiedzial "fregna" :)
              • maria421 Re: Czwartek paskudny 13.08.09, 19:00
                Xurku, dasz sobie rade. Trzymam kciuki.
                A urlopy grupowe to nie jest dobry pomysl.
                • iwannabesedated Wyjazdy grupowe... 13.08.09, 20:02
                  ...wręcz przeciwnie, to jest świetny pomysł. Tylko trzeba się
                  przygotować na jazy i proces wtórny. Jest to świetny sposób aby
                  kogoś lepiej poznać, ale przede wszystkim świetny sposób aby lepiej
                  poznać siebie. Trzeba się tylko otworzyć na dziwne, dziwniejsze i
                  nieprzewidywalne.

                  Ja z upodobaniem na przykład spędzam czas w Kawkowie, w
                  konfiguracjach grupowych z przeróżnymi, wcześniej nie znanymi
                  ludźmi. Bo jest tam zdumiewająco ciekawy, bulwersujący, śmieszny,
                  szokujący proces wtórny. I czuję się zarazem ukołysana ogólną
                  błogością, jak i podbechtana jak szydłem w gadupę, lub też
                  zwolenniczka tak zwanych metod naturalnych termometrem w pipsztok. A
                  ileż anegdot, plotek, bajd i opowiastek powstaje!
                  • maria421 Re: Wyjazdy grupowe... 13.08.09, 20:07
                    Dorota, ale przeciez Ty do Krakowa nie jezdzisz na urlop.
                    Co innego pare dni, a co innego pare tygodni.
                    • iwannabesedated Re: Wyjazdy grupowe... 13.08.09, 20:12
                      Do Kawkowa! I kto powiedział, że musisz od razu na parę tygodni
                      jechać? Trzeba nabrać praktyki najpierw na krótszych wyjazdach. Ja
                      się Tobie dziwię, Marysia, bo z jednej strony głosisz pochwałę
                      grupowości i narzekasz na samotność a z drugiej wypisujesz takie
                      rzeczy. Skoro facia sobie przygruchać nie chcesz, a sama być nie
                      lubisz, to moim zdaniem lepiej zmień nastawienie. Ileż bowiem
                      jeszcze czasu zamierzasz wisieć na "córci"?
                      • maria421 Re: Wyjazdy grupowe... 14.08.09, 11:04
                        Dorota, pomysl zanim napiszesz:)
                        Nigdy nie glosilam i nie glosze pochwaly grupowosci. To pierwsze. Drugie- miedzy
                        okazjonalnym wyjsciem z corcia na obiad, do teatru czy nawet krotkim wspolnym
                        wyjazdem do Wloch a "wiszeniem na corci" jest jak stad na Marsa.
                  • ewa553 Re: Wyjazdy grupowe... 13.08.09, 20:09
                    bo wyjazdy grupowe z nieznanymi ludzmi sa mniej niebezpieczne. Nie
                    znasz ludzi, nie masz wygorowanych oczekiwan, jestes przygotowana na
                    wszystko, nawet na najgorsze. Natomiast od znajomych oczekujesz ze
                    beda jak zawsze w porzadku, no bo przeciez "znacie sie tyle lat",
                    wiec nie powinno byc niespodzianek. Poza tym: rozstajac sie z
                    nieznajomymi nie musisz ich wiecej w zyciu spotykac, natomiast
                    konczac urlop ze znajomymi oczekujesz wlasciwie, ze urlop was
                    przyblizy, ze nareszcie nagadacie sie do syta, nareszcie bedziecie
                    mogli bez przeszkod zajac sie czymstam, na co na codzien nie macie
                    czasu. Stad rozczarowania nastepuja tylko w wypadku bliskich
                    znajomych.....
                    • iwannabesedated Re: Wyjazdy grupowe... 13.08.09, 20:15
                      Czyli chodzi o to, aby się utrzymywać w jakiejś błogiej niewiedzy na
                      temat rzekomo bliskich osób? Czy ja dobrze rozumiem?

                      Myślę, że naszym bliskim znajomym jesteśmy winni taryfę nawet
                      bardziej ulgową, niż obcym ludziom. Takie jest moje zdanie. Ponieważ
                      my także jesteśmy nieidealni i z pewnością od wyobrażeń naszych
                      znajomych odbiegamy co najmniej tyle ile oni od naszych. A nawet
                      więcej.
                      • ewa553 Re: Wyjazdy grupowe... 13.08.09, 20:29
                        zadna tam bloga niewiedza, tylko nie prowokowac sytuacji w ktorej
                        narazamy sie na nieprzyjemnosci. Mam znajoma ktora sie bardzo zdrowo
                        odzywia. Jesli chodzilysmy tu na miejscu od czasu do czasu do lokalu
                        i to najczesciej z innymi, to jej poglady mogla zatrzymywac dla
                        siebie i wszystko bylo OK. Pojechalysmy jednak w trojke na pare dni
                        do Wenecji, to nam wieczor w wieczor wyglaszala tyrady i pogadanki,
                        az nam sie niedobrze robilo. I te jej spojrzenia w strone naszych
                        talerzy! I te westchnienia, jak zamawialysmy! Nie byloby tego urlopu,
                        dalej byloby milo i tylko od czasu do czasu bysmy sie spotykaly.
                        Teraz znajomosc sie urwala, na codzien okazalo sie, ze absolutnie
                        nie pasujemy do siebie. To jedzenie to tylko zreszta jeden z punktow
                        ktory ja pograzyl. Z ta druga z Wenecji bylam kilka razy na urlopie,
                        w tym raz chyba 2 tygodnie tylko we dwojke w Hiszpanii i do dzis
                        jestesmy zaprzyjaznione. Nie przezylysmy na szczescie zadnej
                        przykrej niespodzianki. Co jest zreszta dowodem na to, ze nie zawsze
                        wspolny urlop musi sie zakonczyc fiaskiem.
                        • iwannabesedated Re: Wyjazdy grupowe... 13.08.09, 20:38
                          Raczej wydaje mi się to weryfikacją z kim nam po drodze, a z kim
                          nie. Po co byś chciała marnować swój czas w towarzystwie osoby,
                          która jest nietolerancyjna i upierdliwa, a tylko na kilka godzin się
                          powstrzymuje i udaje kogoś kim nie jest?
                          • ewa553 Re: Wyjazdy grupowe... 14.08.09, 08:28
                            weryfikacja to chyba wlasciwe slowo. Z reszta sie nie zgadzam. Bo
                            jesli ktos ma wredny charakter, ale spotykany od czasu do czasu jest
                            milym towarzyszem rozmow, to chetnie takiego kogos zatrzymam na
                            liscie znajomych, unikajac jedynie wspolnych urlopow.
                            • jutka1 Re: Wyjazdy grupowe... - weryfikacja inaczej 14.08.09, 10:38
                              Jeszcze tutaj jeden aspekt dodam - owszem, weryfikacja, ale weryfikacja często
                              jedynie tego, z kim możemy podróżować, a z kim nie.
                              Innymi słowy, każdy ma inny ulubiony sposób podróżowania, zwiedzania i spędzania
                              urlopu. Jeden wstaje bladym świtem i goni "zaliczyć" jak najwięcej muzeów, inny
                              chce spać do południa i potem byczyć się na plaży, a jeszcze innemu jest za
                              gorąco i funkcjonuje dopiero po zmierzchu. Wspólna wycieczka może się okazać
                              stresująca, jeśli a) zakładamy, że inni mają tak jak my i jesteśmy potem
                              zdziwieni/rozczarowani, b) jeśli w grupie ktoś komuś narzuca rytm, którego nie
                              lubią.
                              Ale to nie znaczy, że potem nie kontynuuje się znajomości. Po prostu już się
                              razem nie jeździ.
                              • maria421 Re: Wyjazdy grupowe... - weryfikacja inaczej 14.08.09, 10:57
                                Jutka, masz racje.
                                Ale wlasciwie to chyba szkoda poswiecac najlepszy czas w roku na eksperymenty
                                czy nam wyjazd w takiej czy innej grupie wyjdzie czy nie.
    • maria421 Czy wiecie ze... 13.08.09, 18:58
      liscie z drzew zaczynaja opadac?
      • jutka1 Re: Czy wiecie ze... 13.08.09, 19:20
        Dzisiaj zauważyłam, że moja wierzba sachalińska zaczęła gubić liscie br\
        • maria421 Wreszcie! 13.08.09, 20:09
          Jutro matka mojej podopiecznej wychodzi ze szpitala!
          Wlasnie dzwonila z prosba zeby ja jutro odebrac.
    • maria421 Mission accomplished! 14.08.09, 10:49
      Odstawilam podopieczna i jej matke do domu!

      • jutka1 Re: Mission accomplished! 14.08.09, 11:01
        Uffff!
        :-)
        • maria421 Re: Mission accomplished! 14.08.09, 11:45

          jutka1 napisała:

          > Uffff! :-)

          Nagle mam tyle czasu ze az nie wiem co z nim zrobic:) Pierwsza rzecza bylo
          zadzwonic do fryzjera, ale moja fryzjerka na urlopie i wraca dopiero 25
          sierpnia. Druga rzecza bylo zadzwonic do dentysty- ide w przyszly czwartek.
          Trzecia rzecz? Niech pomysle:)

          • jutka1 Re: Mission accomplished! 14.08.09, 12:54
            Idźsenalać (zam) jakiegoś prosecco czycuś :-D
            • maria421 Re: Mission accomplished! 14.08.09, 13:18
              jutka1 napisała:

              > Idźsenalać (zam) jakiegoś prosecco czycuś :-D
              >

              Zaplanowane na dzis wieczor:)
    • jutka1 Piątek, wróciło słońce 14.08.09, 11:17
      Słońce - wprawdzie zza chmur, ale jednak. Zaraz pójdę do ogrodu poczytać, to
      może ostatnia okazja poopalania się przed wyjazdem.

      Plany na dziś proste i nieskomplikowane - do popołudnia spokojnie w domu, po
      południu do przyjaciół na dzikiego łososia z grilla (łosoś przywieziony właśnie
      z Hamburga). Mniam.

      Miłego dnia :-)
      • roseanne Re: Piątek, wróciło słońce 14.08.09, 22:36
        piekielko

        temperatura od kilku dni oscyluje przy 30C, do tego charakterystyczne duchota
        miasta podnoszaca odczuwana o kilka stopni

        i smola smierdzi - drugi dzien naprawiaja dachy w okolicy, wiec sie nawet okna
        nie da otworzyc przed 20-ta

        nawet makaronu mi sie nie chce gotowac
    • jutka1 Słoneczna sobota 15.08.09, 09:00
      Świeci słońce, zapowiada się piękny dzień. Jadę dziś w góry na spacer i jakiegoś
      pstrąga. Potem sjesta i pakowanie. A jutro frufrufru.

      Miłego dnia :-)
      • iwannabesedated Re: Słoneczna sobota 15.08.09, 12:49
        Ja się obudziłam późno i dochodzę do siebie. Szczegóły na wątku
        sennym.
        Słonecznie, ale chłodno, pogoda raczej piękno-wrześniowa niż
        sierpniowa. Produkuję ogromne życzenie długiej i ciepłej "złotej
        jesieni".
        • jutka1 Re: Słoneczna sobota - pierwsze zdjęcie 15.08.09, 20:44
          Zanim wyruszyłam w góry, zrobiłam obchód ogrodu i zachwyciła mnie jedna z jabłoni:

          http://i28.tinypic.com/x7n8x.jpg

          Reportaż z gór za chwilę.
Pełna wersja