O pierdułach -- Odc. 82 :-)

15.08.09, 20:51
Jany gwint, wlasnie zauwazylam, ze konczy sie pierdulum.

No to otwieram nowe, i kopiuje wpis rozpoczynajacy fotoreportaz z dnia
dzisiejszego:

Zanim wyruszyłam w góry, zrobiłam obchód ogrodu i zachwyciła mnie jedna z jabłoni:

http://i28.tinypic.com/x7n8x.jpg

Reportaż z gór za chwilę.
    • ewa553 Re: O pierdułach -- Odc. 82 :-) 15.08.09, 21:12
      no i co: reszte myszy zjadly?
      A Twoja jablon to ta sama ktora mam w ogrodzie. U nas sie ten
      gatunek nazywa Gala. A w Polsce jak? Sa pyszne, soczyste, zajadam
      sie nimi. Mam znowu bardzo duzo owocow, ale niestety nie moga dlugo
      lezec:((((
      • jutka1 Re: O pierdułach -- Odc. 82 :-) 15.08.09, 22:37
        Mój laptok ma zgagę i zjamuje mu mnóstwo czasu sciąganie zdjęć.
        Tutaj kilka z gór:

        http://i29.tinypic.com/2zowzr7.jpg

        http://i30.tinypic.com/14njrk6.jpg

        http://i28.tinypic.com/rc5287.jpg

        http://i26.tinypic.com/b8n69y.jpg
      • jutka1 Re: O pierdułach -- Odc. 82 :-) 15.08.09, 22:48
        Zajadać sie nimi nie da rady teraz: dojrzewają we wrześniu. Nie znam nazwy, ale
        zapytam. :-)
    • jutka1 Niedziela i powrót 16.08.09, 09:21
      Witam się i żegnam jednocześnie, bo niedługo wyruszam w drogę.
      Za oknem słońce, ma być gorąco - w Paryżu podobno też upalnie.

      Miłego dnia życzę :-)
      • jutka1 Re: Niedziela i powrót 16.08.09, 21:07
        Dotarłam, bagaż też, wszystko gra.
        Gorąco.
        A tutaj widzę jedną kolektywną mordę w beczce po śledziach, cisza dzienna cisza
        nocna?
        • iwannabesedated Re: Niedziela i powrót 16.08.09, 22:23
          Ja się opalałam w ogródku, potem spacer i piwo na Saskiej Kępie. Też
          wróciłam przed chwilą. Pogoda ładna, to się korzysta.

          Dobrze, że już u siebie Pytoniem, po podróży.
          • jutka1 Re: Niedziela i powrót 16.08.09, 22:49
            Zmęczonam. BR\
    • jutka1 Poniedziałek powrotny 17.08.09, 09:06
      I znów zaczynam maraton. Oj, tydzień zapowiada się dość ciężko. Mam nadzieję, że
      naładowałam trochę energii na urlopie i wystarczy na czas jakiś.
      Meteoparis zapowiada 25-27 C, rano pochmurno, po południu słonecznie. Cały
      tydzień ma być upalnie - w środę 33-35 C. :-O

      No nic, idę się szykować do roboty. Miłego dnia :-)
      • maria421 Re: Poniedziałek powrotny 17.08.09, 09:16
        Weekend byl cudowny, pogoda jak marzenie, to i nikomu sie nie chcialo siedziec
        przy kompie.

        Nadchodzacy tydzien zapowiada sie podobnie, czyli wreszcie mamy prawdzowe lato.

      • iwannabesedated Re: Poniedziałek powrotny 17.08.09, 12:38
        Tutaj pogoda także wspaniała, a ja się czuję poniedziałkowo. Do
        roboty mi się średnio chce wracać, co prawda w czwartek i piątek też
        byłam, ale to jakby taki "rozruchałek" był a nie pełny roboczy
        tydzień.

        Chciałabym mieć taką pracę, do której by się po wakacjach z
        przyjemnością wracało.

        Współczuwam maratnonu Pytoniem i życzę abyś to sobie po pytoniemu
        ułożył bowiem pytony w maratonach raczej nie uczestniczą.
        • jutka1 Re: Poniedziałek powrotny 17.08.09, 16:12
          iwannabesedated napisała:

          > Współczuwam maratnonu Pytoniem i życzę abyś to sobie po pytoniemu
          > ułożył bowiem pytony w maratonach raczej nie uczestniczą.
          **********
          Odpukac, udalo sie sporo dzis juz zrobic, i jest nadzieja na pol-maraton, moze
          nawet pytonim posuwem zamiast kurcgalopkiem.
          Tfu, przez lewe ramie.
    • ewa553 Re: O pierdułach -- Odc. 82 :-) 17.08.09, 15:59
      bylam wczoraj w kinie. trzeci raz w ciagu pieciu dni. fajnie, prawie
      jak za dawnych czasow.
      Dawali Auteuil'a, o czym juz wspominalam. Film byl dobry, naprawde
      dobry, mimo paru momentow ktore bym skrocila. Film do myslenia na
      dluzej, o rozstaniach, o braku rozstan, o leku przed rozstaniami i
      rozpaczy po rozstaniach oraz rozpaczy z powodu braku rozstania.
      Mozna by tak w nieskonczonosc. A mnie sie przyczepilo jedno zdanie
      bohatera filmu. Mowi w pewnym momencie ze owszem, egzystuje od lat,
      ale nie zyje naprawde. I to trafilo u mnie na zyznom glebe, bo
      wlasnie od pewnego czasu czuje, ze cos jest nie tak. Chcialabym
      gdzies wyjechac, ale nie chce przezyc tego co mi sie juz zdarzylo,
      ze w cudownym miejscu zadalam sobie zdumiona pytanie "co ja tu
      wlasciwie robie?". Chcialabym jeszcze raz cos wielkiego, mocnego
      przezyc, ale absolutnie nie chodzi o sprawy mesko-damskie: o to
      byloby najlatwiej. Ale nie o to chodzi. Wsiasc w auto i pojechac w
      nieznane? Powloczyc sie po pieknych, znanych juz miejscach? A moze
      wsiasc w auto i pojechac w zupelnie nieznane miejsca? Najlepiej
      gdzies, gdzie ludzie sa sympatyczni, ale nie mozemy sie porozumiec?
      A moze wrecz przeciwnie: do Portugalii tej pieknej, zdala od morza,
      troche w gorkach, gdzie ludzie sie nie usmiechaja, choc sa podobno
      serdeczni? Gdzie moglabym choc na jakis czas zaczac zyc inaczej, bez
      rutyny, codziennych rytualow itd? I czy potrafilabym sie tak dalece
      wylaczyc, zeby zyc tylko teraz i tu? Bardzo bym chciala.....
      • jutka1 Re: O pierdułach -- Odc. 82 :-) 17.08.09, 16:10
        No to moze zapodasz tytul tego filmu? Bo "filmow z Auteuilem" bez liku jakby na
        ekranach...
        • ewa553 Re: O pierdułach -- Odc. 82 :-) 17.08.09, 16:23
          pardon, Jutencjo, poprawiam sie: "kochalem ja (jom)" - niestety nie
          mam tytulu oryginalu, bo pod tym wzgledem Niemcy sa straszni. Czesto
          np.zapowiadajac jakis film w programie, nie uwazaja za stosowne podac
          rezysera!!!
          To jest sfilmowany bestseller Anny Gavaldy. Rezyser: Zabou Breitman
          • xurek wycieczka grupowa: sprostowanie 17.08.09, 17:02
            Moja grupowa wycieczka bynajmniej nie zmienila mojego zdania o moich
            przyjaciolach tudziez nie zrobila z nich jakichs potworow.
            Przjaciele byli mili i pozostali przyjaciolmi rowniez po urlopie. i
            ja chetnie z kazdym z nich z osobna znow sie spotkam.

            Wnerwiajace bylo to, iz stwierdzilam rownoczesnie ze a) jestem
            absolutnym centrum owej grupy, ktora to zebrala sie razem tylko i
            wylacznie z mojego powodu i wciaz sie wokol mnie krecila i b) ze ja
            nie lubie bycia czescia jakiejkolwiek grupy znacznie bardziej niz
            myslalam a bycia „centrum“ czegokolwiek nie znosze alegricznie wrecz.

            Kazdy czlonek grupy w jakis sposob wciaz wokol mnie krazyl badz sie
            o mnie ocieral badz o mnie rozmyslal tudziez opowiadal badz staral
            mi sie w jakis sposob dogodzic badz mnie o czyms przekonac. Kazdy z
            nich stwarzal jakistam moj obraz i wszstkie te obrazy roznily sie
            diametralnie od siebie jak rowniez od mojego wizerunku samej siebie.

            No i te wszstkie ludzie wciaz mi cos o sobie opowiadaly tudziez z
            czegos sie zwierzaly i uzupelnialy w ten sposob moj ich obraz o
            elementy czesto calkowicie zaskakujace. Wrazenia rownie interesujace
            co meczace.

            No i jeszcze dzialaly te ludzie rowniez na siebie na wzajem: byly to
            dwa malzenstwa, ktore sa naszymi przyjaciolmi ale sie przedtem nie
            znaly: jedno szwajcarskie, drugie nigeryjskie. No i jeszcze
            wszystkie te interakcje miedzy moimi polskimi przyjaciolmi, ktorzy
            sie etapowo przylaczali a uczestnikami wycieczki.

            No i dzieciary, jak zwykle rownie zabawne co upierdliwe i wszyscy
            jezdzilismy jednym busem w ktorym wciaz robilam za pilota no i to
            wieczne tlumaczenie i te tlumy ciekawskich ptyajacych skad sie te
            ludzie wziely, czemu razem, czemu ze mna, czemu wlasnie w Dabkach
            albo wlasnie w Bytomiu albo wlasnie w Darlowko itp itd.

            No i jedni lezeliby caly dzien plackiem, drudzy spedzaliby chetnie
            caly dzien na shopingu, trzeci chcieliby plywac i lazic po lesie a
            wszscy robiliby to najchetniej razem ze mna.

            No i te ogniska organizowane namietnie w naszym bungalowowym
            osrodku, na ktorych to bylismy zawsze atrakcja numer jeden a ja
            (prawie) jedynym dostepnym tlumaczem, bo Piranha po dwoch dniach
            powiedzial, ze albo zaczna mu placic albo maja mu dac spokoj. Potem
            tlumaczenie niby nieco zelzalo, bo przypatoczyl sie pan Piotr co to
            27 lat mieszkal w Szwajcarii i walil Schwyzerdütsch jak Stary ale
            poza tym to walil samymi narzekaniami na temat tej okropnej Polski
            do ktorej sie byl przeprowadzil i Roland z Uopolsikygo co miyszko w
            Niymcach juz dwadziyscia lot ale Slonzocki z cornym chopym jesce
            nigdy niy widziol i co wypiol to sie pytol, jak sie mi to przytrofic
            moglo, ale ogolne sytuacja ulegla przez te pytania i narzekania
            pogorszeniu.

            To wszstko spowodowalo totalne zawirowanie i zakrecenie i rozwazania
            z mojej strony, ktorym z tych Xurkow jestem, ktorym bym byc chciala
            i mogla, dlaczego ludzie odbieraja mnie zupelnie inaczej niz ja
            siebie (znacznie pozytywniej) i czego ja wlasciwie od ludzi i zycia
            oczekuje. Te dywagcje strasznie mnie zmeczyly.


            W sumie bardzo interesujace, glebokie i intesywne wakacje, ale chyba
            w nieodpowiednim dla mnie momencie i dawce, bo czuje sie jak
            przepuszczona przez magiel.

            Z drugiej strony to moze wlasnie moment byl odpowiedni, bo na
            podstawie sluchania, obserwacji i dywagacji udalo mi sie dosc
            precyzyjnie okreslic, jak na pewno zyc nie chce i jak z duzym
            prawdopodobienstwem chcialabym.


            Nastepny urlop planuje samotny :)).
            • ewa553 Re: wycieczka grupowa: sprostowanie 17.08.09, 17:37
              ubawilas mnie Xurku, smialam sie glosno z opowiesci o panu
              Rolandzie, co sie dziwil:)))) Urocze, typowo slonskie:))))
              Chociaz stop, z tym typowym to jak w filmie z zeszlego tygodnia,
              gdzie Wlosi ciagle pytali (kiwajac z ubolewaniem glowami) dlaczego
              dziewczyna nie poslubia jakiegos normalnego, tylko Niemca:))))

              Ale swoja droga dokonalas dziela: autobus pelen Ausländrow, do tego
              nie zawsze jasnoskorych, wozony po Polsce! Bravo!
            • maria421 Re: wycieczka grupowa: sprostowanie 17.08.09, 22:21
              Wycieczka grupowa, czy tez moze proba ucieczki grupowej ze Szwajcarii?

              ;-))

              www.timesonline.co.uk/tol/news/world/africa/article6797693.ece
          • jutka1 Je l'amais :-) ntxt 17.08.09, 20:53

      • maria421 Re: O pierdułach -- Odc. 82 :-) 17.08.09, 22:11
        Ewa, czym wiecej sie przezylo, tym trudniej jest "cos wielkiego i mocnego"
        przezyc, ale... nie o to chodzi by zlapac kroliczka, tylko by gonic go:) wiec
        tak dlugo jak pragniesz jeszcze cos przezyc, tak dlugo zyjesz a nie egzystujesz:)

        Bo przeciez:

        "Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy,
        Ważnych jest kilka tych chwil, tych, na które czekamy....."
      • iwannabesedated Hahaha! 18.08.09, 11:05
        Stan, który opisujesz, ja nazywam właśnie POLSKIM WKURWIENIEM. I
        powiem Ci, że moim zdaniem, podróże, wyjazdy, przenosiny czy inne
        działania para-ucieczkowe - nie dają efektu. Lub dają efekt
        chwilowy, po którym przychodzi to samo tylko jeszcze gorsze.

        Niestety, odczucia, rytuały, musze i trzeby nosimy w sobie i
        zabieramy ze sobą wszędzie i z uporem maniaka odtwarzamy uciążliwe
        lub nudzące nas sytuacje w każdym miejscu gdzie się znajdziemy.

        Recepty na to nie mam, no może ta herbata z dzięciołka, ale myślę że
        chyba jest możliwe aby siebie zmienić i czuć inaczej chociaż na
        pewno ma rację Marysia pisząc, że to trudne.
    • jutka1 Wtorek 18.08.09, 07:53
      Meteoparis zapowiada słoneczny i gorący dzień, 28-30 C. Lepiej niż jutro, bo ma
      być 35 C br\.
      W pracy c.d. maratonu, ale mam nadzieję, że uda się bez zadyszki. Po pracy
      kolacja ze szkocką przyjaciółką - dawnośmy się nie widziały, trzeba się nagadać. :-)

      Poza tym na działkach nic się nie dzieje. Miłego dnia życzę :-)
      • iwannabesedated Re: Wtorek 18.08.09, 11:17
        Tutaj megaburza w nocy, aż wstać musiałam żeby roślinę moją ukochaną
        z balkonu schować. Waliło pierunami aż się jasno jak w dzień robiło
        i siekło wściekle deszczem.
        • jutka1 Re: Wtorek 18.08.09, 23:36
          Tam megaburza, tutaj megaupał. Jutro 36 C. Zastanawiam się, co ubrać, żeby nie
          być goła - niestety, nie mam A/C w robocie, bo się od upału zepsuło. Go figure :-/

          W pracy dałam radę. Lista rzeczy do zrobienia topnieje (odpukać), powinnam
          zdążyć ze wszystkim do końca dnia w czwartek. A w piątek będę się byczyć i
          łazić, i czytać, i wysiadywać. Tfu przez lewe ramię.

          BR\
          • ewa553 Re: Wtorek 18.08.09, 23:44
            u nas dzisiaj bylo chlodno, tylko 28 stopni. Od jutra ma byc
            piekielko. Ciekawe, czy przezyje...
    • jutka1 Środa 19.08.09, 08:22
      Szykuję się na upał.
      I na kurcgalopek w pracy.

      Miłej środy :-)
      • iwannabesedated Re: Środa 19.08.09, 11:28
        Hm... a nie możesz ściemniać i udawać, że robisz wszystko wolniej?
        Mnie to w poprzedniej pracy pomogło. Co ciekawe, współpracownicy też
        się przyjemniejsi wtedy zrobili.
        • xurek Re: Środa 19.08.09, 16:22
          jest niewyobrazalnie wrecz goraco. Bylam juz na basnie na dachu -
          pomoglo tylko na chwilke. Za moment wleze chyba do lodowki.

          Byle do wieczora i do jeziora...
      • iwannabesedated Re: Środa 19.08.09, 21:17
        pierdu, pierdu, pierdu

        Hahaha!

        Przepraszam, ale jestem w dobrym lecz odrobinę facecyjnym humorze:)
        • jutka1 Re: Środa 19.08.09, 22:23
          I ja, i ja! :-))) Po pracy poszłam na drinka z żoną kuzyna, obśmiałam się jak
          dzika norka. Pizdiec podkralsja niezamietno - był też. :-)))
    • jutka1 Czwartek 20.08.09, 08:28
      Ciągle upał, 32 C. Uffff.

      Ostatni dzień w biurze, jutro teoretycznie mam wolne - choć możliwe, że trochę z
      domu popracuję, jeśli nie zdążę dopiąć wszystkiego dzisiaj. A w sobotę frufrufru.
      Po pracy spotkanie polskiego kontyngentu, fajnie.

      Tyle pierduł dzisiejszych. Miłego dnia :-)
      • sabba Re: Czwartek 20.08.09, 08:58
        w niemczech ma byc dzis najgoretszy dzien wiec juz do rana wszyscy chorzy. ide z
        dzieckiem na basen i bedziemy sie tam gotowac:)
        • ewa553 Re: Czwartek 20.08.09, 09:48
          u mnie juz - na zimniejszym balkonie - 28 stopni. Pojde zobaczyc co
          sie dzieje w ogrodzie. Moze jak sie rozbiore do rosolu i bede
          polewac zimna woda, to da sie jakos wytrzymac? Pod grusza jest
          najprzyjemniej, ale w tej chwili spadaja co jakis czas przejrzale
          gruszki, wiec jest to niebezpieczne miejsce:))))
          Wogole co mnie w ogrodzie razi, to ten ogrom plonow naraz. Szukam
          odbiorcow pomidorow, zucchini i jablek!!!!
          • sabba Re: Czwartek 20.08.09, 12:46
            dawaj ewa!!!! ja chetnie wezme:) pomidory mozesz pürzerobic na keczap przeciez:)
            • ewa553 Re: Czwartek 20.08.09, 17:40
              37 stopni w cieniu:((((((
              Sabciu, za malo jem ketch.zeby sie warto bylo babrac.
              A jarzyny mozesz sobie odebrac u mnie prosto z oghrodka.
              I jak masz cierpliwosc, to mozesz tez marchewke wydlubywac
              z ziemi:)))))
              • jutka1 Re: Czwartek 20.08.09, 22:45
                Przeżyłam, choć pot się lał, nie powiem.
                Jutro wolne - OK, OK, po południu muszę coś tam dla szefa napisać, ale - rano
                idę na manicure, potem lunch z beneluksową przyjaciółką. Po sjeście piszę dla
                szefa, a wieczór dzięki Niebiosom wolny. Bo się lekko zmęczyłam już :-)))

                Niom. Tyle nowego :-)
                • ewa553 piatek 21.08.09, 10:30
                  w nocy byl silny wiatr i deszcz. Mam nadzieje, ze nie bylo burzy:
                  na tarasie w ogrodzie zostawilam otwarta markize:(((( Az boje sie
                  tam dzisiaj isc. Narazie pijac kawe dochodze do siebie i rozwazam
                  wazne pytania zyciowe "co by tu zjesc na sniadanie". Zycze wszystkim
                  milego dnia.
                  • jutka1 Re: piatek 21.08.09, 10:54
                    Dzisiaj ma być mniejszy upał, dzięki Niebiosom. Obiaduję koło mnie z
                    psiapsiółką, potem małe zakupy "na drogę", trochę pisania. Spokojny dzień. Czego
                    i Wam życzę (c)m.k.
                    • maria421 Re: piatek 21.08.09, 10:59
                      Przez pol nocy kotlowala sie nad nami burza i spac nie dawala. Do tego jakies
                      potwory pogryzly mi stopy.
                      Dzis przyjemnie, tylko 20 stopni.
                      • jutka1 Sen podróżny na jawie 21.08.09, 20:26
                        Byłam święcie przekonana, że wylatuję jutro koło 17:00. Dzięki Niebiosom,
                        spojrzałam na bilet - 13:00! KJAP.
            • ewa553 kino-again 20.08.09, 17:55
              bylam wctoraj na komisarzu Bellamy.
              Bellemy okazal sie zupelnie zly:((((( Zaczelo sie od tego, ze
              Depardieu jest zdubbingowany tak strasznym, beznamietnym glosem, ze
              nie moglysmy tego wytrzymac. Cos takiego potrafi zarznac caly film.
              Postanowilam do niego napisac propozycje, aby zaskarzyl niemiecka
              kinematografie bo to jest karygodne. Nie napisze mu natomiast o jego
              bledach, bom laskawa. Otoz D. ktorego znam z bardzo namietnych scen
              filmowych, dobiera sie w tym filmie do swojej zony (ktora wielbi)
              tak, jakby zamiast piersi miala zgnile gruszki (takie porownanie to
              po moim ogrodzie). No cos okropnego! Na dodatek takie "namnientne"
              sceny powtarzaja sie kilka razy aby dac nam do zrozumienia jak
              bardzo on ta zone wielbi.
              A Chabrol, ktory ten film dedykuje Simenonowi, bardzo juz jest
              zmeczony. Jak ja bym byla Simenonem (do tego zywym), byloby mi
              przykro. Poza tym ciekawostka: pelno Szabroli bylo w filmie: Pani
              Ch. byla od scryptu, jakis inny Ch, byl od muzyki no i glowny Ch. od
              rezyserii. Ale nawet ta trojca nie uratowala filmu. Nie polecam wiec.
    • jutka1 Na walizce 22.08.09, 10:15
      Już prawie spakowana... Jeszcze tylko kosmetyki i już.
      Bawcie się dobrze robaczki. :-)
      • maria421 Re: Na walizce 22.08.09, 13:21
        Corcia tez juz na walizce, jutro skoro swit leci na Lanzarote.
        Leci ze Stalym Abszytfikantem, mam nadzieje ze nie wroci z pierscionkiem na palcu:)
        • ewa553 Re: Na walizce 22.08.09, 19:07
          wybacz Maryska to pytanie, ale dlaczego ludzie lataja chetnie na
          Lanzarotte? Na nowym Almodovarze kawalek filmu tam sie dzieje i jak
          widzialam te czarne plaze i ksiezycowe landszafty, to mi sie urlopu
          odechcialo. Co tam jest takiego, ze tyle ludzi tam lubi latac?
          Co do pierscionka, to nie musisz sie chyba obawiac: to tylko w
          Turcji i Egipcie sa turysci zasypywani zlotem, ze sie az oprzec nie
          mozna:))))) Mysmy byli w dziesiata rocznice naszego slubu w Turcji,
          a wtedy nosilo sie sporo zlota. Rany, ale zostalam obsypana
          bizuteria!!!! Az szkoda, ze sie teraz prawie nic nie nosi...
          • maria421 Re: Na walizce 22.08.09, 19:58
            Ewa, mnie sie nie pytaj dlaczego ludzie lataja na Lanzarote, mnie tam jeszcze
            nie bylo:)
            Oprocz ksiezycowo-wulkanicznych krajobrazow sa tez podobno piekne biale plaze i
            oni tam wlasnie leca, do Playa Blanca.
      • jutka1 Na Martynice 22.08.09, 23:11
        Dolecialam, dojechalam, za dwie godziny mozna bedzie zjesc kolacje.
        Hahaha!
        Hotel OK, a za oknem cieplo, wilgotno, i pochmurno. Pora deszczowa,
        co robic. Dobrze, ze nie ma huraganu, odpukac. Tfu przez lewe ramie.

        Tyle raportu. Zjem kolacje, walne sie spac, i bladym switem lece
        dalej. PS. Nie znosze zmian czasu BR\
        • ewa553 Re: Na Martynice 22.08.09, 23:15
          a co dobrego daja jesc na Twoich Bergamutach?
          • jutka1 Re: Na Martynice 23.08.09, 00:04
            Nie mam pojecia - restauracje otwieraja za 1.5 godziny :-(((
            • fedorczyk4 Re: Na Martynice 23.08.09, 09:41
              No to już się chyba najadłaś? Napisz koniecznie czym karmią:-)
              A mojemu le Mężowi chyba przypomniały się stare dobre czasy i filmy
              drogi, bo postanowił że z Francji wrócą, z Synem Środkowym, kupioną
              dziecku na urodziny (przy wkładzie własnym) hondą civic. A że autko
              ma tylko 15 lat, to ta podróż może, oj może potrwać:-))) Bardzo
              jestem ciekawa. Dziecinka do nich dobije za kilka dni (aktualnie
              zwiedza Paryż)przejedzie się nią i doniesie mamusi. Bardziej jej
              ufam niz tym moim dwóm melepetom technicznym.
              • fedorczyk4 Marysiu, 23.08.09, 09:46
                Żebyś Ty sie bała zaręczyn Córci, to już koniec świata. W końcu to
                jest normalny etap na drodze tworzenia rodziny. Że mi, liberalnie
                nastawionej do związków wszelakich, to nie leży to zrozumiałe, ale
                żeby Tobie!
                • maria421 Re: Marysiu, 23.08.09, 11:00
                  Fedoro, alez ja sie nie boje zareczyn corci jako takich, tylko ze wszystko w
                  swoim czasie:)
                  • ewa553 Re: Marysiu, 23.08.09, 11:36
                    Maeysiu, a kiedy Twoim zdaniem jest ten "swoj czas" na zakladanie
                    rodziny? Twoje dziecko ma juz "swoje lata", a partner jest idealny,
                    bo z fachu itd. wiec nie bedzie jej przeszkadzal w stojacej przed
                    nia karierze. Tak moqwie o tym (a raczej pisze), bo mi sie
                    przypomnialo jak to bylo wsrod moich kolezanek w "swoim czasie".
                    Owszem, pobieraly sie, bo to wtedy byla jedyna mozliwosc odejscia z
                    domu rodzicielskiego (pamietam tylko jedna singielke, ktora miala
                    wlasne mieszkanie!!! Ale z dziecmi to wszyscy czekali az
                    bedzie "swoj czas". Bo najpierw mieszkanie, potem meble, potem
                    urlopy itd.itd. Po paru latach wyszlo szydlo z worka: dzieci mialy
                    tylko te, ktore "wpadly" i nie usunely ciazy. I byly to naprawde
                    szczesliwe rodziny.

                    Fedoro, ciesz sie, ze le Monsz ma fantazje ulanska a nie jest
                    nudziarzem....
                    • maria421 Re: Marysiu, 23.08.09, 11:54
                      Ewa, koncowka studiow to raczej nie jest idealny czas na zakladanie rodziny:)
                      Zreszta ja sama widze, ze corcia wcale sie do zakladania rodziny jeszcze nie pali:)
                      • fedorczyk4 Re: Marysiu, 23.08.09, 17:27
                        Marysiu powalasz mnie, wyznam szczerze. Poczatek studiów, środek,
                        koniec, a potem poczatek pracy, pierwszy awans, a potem nadbiega
                        tupocząc trzydziecha. I nagle w ruch ida zegaryu biologiczne.
                        Głównie nasze, matczyne i zaczyna się dopominanie o żonę, męża,
                        dzieci. A w sumie to jest takie okropicznie nielogiczne i
                        niekonsekwentne! Nie ma dla nas matek idealnej chwili, ale to nie
                        jest nasza sprawa tylko ichnia i to raz na zawsze:-)
                        • maria421 Re: Marysiu, 23.08.09, 17:44
                          Fedoro, ja wiem ze ode mnie nic nie zalezy, ale moge sobie chyba na moja opinie
                          na forum pozwolic?:-)
                          Corci nie mam zamiaru ani hamowac ani poganiac, niech jej wlasne zycie przezywa
                          jej wlasnym rytmem. Sama jednak widze ze jej sie jeszcze do zakladania rodziny
                          nie spieszy. Mnie sie w jej wieku tez jeszcze nie spieszylo:)
                          Ostatnio zreszta zegary biologiczne chyba wolniej tykaja...
                    • fedorczyk4 Re: Marysiu, 23.08.09, 17:29
                      ewa553 napisała:

                      >
                      > Fedoro, ciesz sie, ze le Monsz ma fantazje ulanska a nie jest
                      > nudziarzem....

                      Martwić, to ja sie nie martwię, ale korzonki to ja mu będę leczyła
                      po tej podróży:-)))
                      • lucja7 Bole zycia 23.08.09, 18:55
                        Fedorczyk:
                        "...Poczatek studiów, środek, koniec, a potem poczatek pracy,
                        pierwszy awans, a potem nadbiega tupocząc trzydziecha. I nagle w
                        ruch ida zegaryu biologiczne.
                        Głównie nasze, matczyne i zaczyna się dopominanie o żonę, męża,
                        dzieci. A w sumie to jest takie okropicznie nielogiczne i
                        niekonsekwentne! Nie ma dla nas matek idealnej chwili......."

                        Ja juz te lekcje odbylam, niemniej jednak smieje sie jak czytam
                        teksty jak powyzszy.

                        Wrocilam dzis do domu po krotkiej przerwie w pracy. Lecialam malym
                        samolotem i balam sie lecac, wydawal mi sie bardzo niesolidny,
                        wrazliwy na byle ruch powietrza zewnatrz.
                        Namalowalam pare akwarelek zielonego pejzazu Owernii, nie czytalam
                        nic (tez chcialam od tego odpoczac), nie ogladalam nic, moze kilka
                        emisji lekkiej atletyki, a to dlatego ze realizatorzy francuscy
                        pokazali nam liczne i dobrze zrobione reportaze z zakatkow Berlina,
                        ogladalam wiec to by nakladac na moje osobiste wrazenia,
                        przypominalam sobie nazwy ulic, ich charakter i usytuowanie budynkow.
                        Ostatni tydzien sierpnia, jak co roku, bedzie przygotowaniem na rok
                        nastepny bo, jak wiedza ci co tu byli ;-), zyjemy tu w rytmie roku
                        szkolnego. Poczatek we wrzesniu, a koniec w pierwszym tygodniu
                        sierpnia, dla spoznialskich.
                        A, zobaczylam tez nowe (wszystkie ulice i place zrobione "na nowo")
                        Clermont, pieknie wygladajace miasto uniwersyteckie, z architektura
                        czarna, z czarnymi brukami i trotuarami, bo wszystko to z
                        miejscowego kamienia wulkanicznego, ciemno szaro-czarnego. Na tym
                        tle, kazdy inny kolor wydaje sie i bogatszy i bardziej obecny.
                        Piekne.
                        W odroznieniu od bialego Vichy, wlacznie z ludnoscia, bo posunieta w
                        wieku i przyjezdzajaca tu do pijalni wod i licznych spa by leczyc
                        reumatyzmy i niewygody "mal de vivre", bole zycia (znacie piosenke
                        Barbary?). Vichy, miasto przebrzmiale, z jego art déco, art nouveau,
                        miasto ze sladami bylego luksusu, dzis zdemokratyzowanego.

                        "Je l'aimais", czyli "kochalem ja". Isabelle Breitman jest osoba
                        wrazliwa i klimat jej filmow tez bardzo mi odpowiada. Znam dobrze
                        jej wuja (na zawsze) oraz ex-ciotke, czyli byla i dlugoletnia
                        narzeczona wuja, obydwoje architekci obracajacy sie w kregu
                        akademickim.

                        Bole zycia, tak mi sie skojarzylo po lekturze forum ostatnich
                        tygodni.
                        • ewa553 Re: Bole zycia 23.08.09, 19:56
                          Lucjo, a jaki jest Twoj stosunek do Auteuila? Czy uwazasz go tez
                          (jak ja) za znakomitego aktora?
                          A czy ktos z Was widzial swietny film z nim - nazywal sie tu "cena
                          pozodania". Sa w filmie silne motywy polskie. Mnie sie bardzo
                          film podobal.
                          • lucja7 Re: Bole zycia 24.08.09, 18:05
                            ewa553 pisze:
                            "Lucjo, a jaki jest Twoj stosunek do Auteuila? Czy uwazasz go tez
                            (jak ja) za znakomitego aktora? ......"
                            Stosunku jest brak, wzrostem siega mi do dolu dekoltu i ostatnio
                            bardzo utyl. To strona fizyczna, z widzenia. Podobno ma tez gruby
                            portfel, jako najlepiej placony aktor francuski.
                            Zawodowo podobal mi sie bardzo w prowansalskiej trylogii Pagnola: Le
                            Château de ma mère, La gloire de mon père i Manon des sources, gdzie
                            byl chlopkiem roztropkiem wiejskim zakochanym w Emmanuelle Béart
                            (Manon, tej od zrodel). Byl tez tam Yves Montand.
                            Lubie u niego ta strone pozornej nieobecnosci w rozmowach, dystansu,
                            a jednak z intensywnym spojrzeniem na rozmowce. Tak jakby byla
                            widoczna roznica miedzy tym co mowi i sie zachowuje, a co tak
                            naprawde mysli. Gra postaci niejasne, trudne do zdefiniowania. Robi
                            to miedzy innymi jego sposob mowienia: szybki, przerywany,
                            niedokonczony, prawie szepczacy.
                            W sumie go chyba lubie.
                            • ewa553 Re: Bole zycia 24.08.09, 18:28
                              tak, spojrzenie ma niezwykle przenikliwe i gra nim znakomicie.
                              Jak mowisz o jego sposobie mowienia, to mam ochote zaklac "merde
                              dubbing!!!"
                              Nie wiedzialam, ze taki to karzelek. Widocznie dobrze dobieraja mu
                              partnerki, skoro tego nie zauwazylam. Choc gral np. w znakomitej
                              komedii (tytulu nie pamietam) z Depardieu, ktory chyba jest wysoki?
                              • jutka1 Re: Bole zycia 25.08.09, 06:43
                                I co z tego ze kurdupel, i co z tego ze utyl, swietny aktor i tyle.
                                (uwielbiam go :-D)
                                • jutka1 Zezarlo :-( 25.08.09, 07:03
                                  Zezarlo dlugi wpis, ide spac. Baj. :-)
                                  • ewa553 Re: Zezarlo :-( 25.08.09, 08:34
                                    Tobie zezarlo dlugi wpis, a mnie sie wczoraj zdarzylo cos smiesznego:
                                    zapytalam w tytule "kto to Barbara", a w tresci napisalam dluzszy
                                    text na inny temat. No i co? Poszedl tylko tytul, a tresc zzarlo!!!!
                                    Wogole dzieja sie u mnie dziwne rzeczy: pare dni temu wyslal sie
                                    z mojej komorki sms do znajomej, ktorej nie widzialam od conajmniej
                                    roku. Nawet bym o tym nie wiedziala, ale mam taka funkcje, ze mi
                                    potwierdza czy ktos sms-a odebral. Zdziwilam sie, a pare dni pozniej
                                    spotykam ta znajoma w miescie i mowi mi ze sie zdziwila, bo dostala
                                    sms-a ode mnie bez tresci.....
                                    Wczoraj przychodze do domu (a wychodzac nie wylaczylam compa), a na
                                    skypie dzwoni do mnie psipsiola ze Szwecji i pyta co chce. Okazuje
                                    sie, ze nic o tym nie wiedzac dzwonilam do niej w niedziele i
                                    wczoraj po poludniu, kiedy to mnie w domu wogole nie bylo! I zeby
                                    bylo smieszniej, nawet nie mam jej w kontaktach, bo z jakichs
                                    powodow usunelam juz dawno.... Nie bardzo mi wierzyla, ze nie
                                    dzwonilam.... Duch jakis czyco?
                                    • jutka1 Re: Zezarlo :-( 26.08.09, 00:30
                                      Masz swojego Klausa, nie widze inaczej :-)
                                • ewa553 Re: Bole zycia 25.08.09, 08:44
                                  a moze on nie kurdupel tylko Lucja olbrzymka??? Lucjo, ile masz
                                  wzrostu?
                                  • fedorczyk4 Re: Bole zycia 25.08.09, 09:12
                                    Donoszę, że rzeczony aktor ma 170 cm. wzrostu i lecę nad Wisłę
                                    ponurzać sie z Krowisia, w sierpniowym słońcu.
                              • lucja7 Re: Bole zycia 25.08.09, 10:37

                                ewa pisze:
                                "...Nie wiedzialam, ze taki to karzelek. Widocznie dobrze dobieraja
                                mu partnerki, skoro tego nie zauwazylam...."

                                Skoro juz o partnerkach mowa, to w filmie o ktorym tu
                                wspomnialas, "Cena pozadania", partnerka jego jest Anna Mouglalis,
                                kobieta piekna i wysoka, co w koncu w oczy sie nie rzuca. Mowi ze
                                cale jej zycie nastolatki polegalo na garbieniu sie by nie wystawac.
                                A w filmie zawsze mozesz zrobic karla z kolosa i odwrotnie.
                                Na internecie mozna z pewnoscia znalezc afisz filmu "J'ai toujours
                                rêvé d'être un gangster", zrealizowany przez jej narzeczonego
                                Samuela Benchetrita i popodziwiac jej urode. Z nagim torsem, w
                                dzinsach i z coltem za pasem, karmi niemowle. Cudo fotografii.
                                Narzeczony rownie ciekawy jak ona, albo i wiecej.
                                • lucja7 Re: Bole zycia 25.08.09, 11:02
                                  J'ai toujours rêvé d'être un gangster": czyli "zawsze marzylem by
                                  zostac gangsterem"
                                  • ewa553 Re: Bole zycia 25.08.09, 12:27
                                    We wspomnieniach o Spencer Tracy czytalam, ze jak poznal (na planie)
                                    Katharine Hepburn, to zanim sie zakochali to trzeba bylo cos
                                    wyjasnic: ona byla o glowe od niego wyzsza! Wiec pokazywali zdjecia
                                    z planu, gdzie para ta byla sprytnie forografowana, np. on stal na
                                    stopniu schodow, ona nizej itp. kruczki. Tak, wielu wielkich aktorow
                                    bylo malych wzrostem. Pozostajac przy Chrancuzach, to przeciez
                                    Brasson, Aznavour (pardon za pisownie, ale moje lekcje francuskiego
                                    skonczyly sie ..dziesiat lat temu:))) tez byli malentasami.
                                    Natomiast powiem szczerze ze gorzej znosze rozrastanie sie wszerz. Z
                                    wielkim niepokojem ogladalam w Bellamim Depardieu z brzuchem tak
                                    poteznym, ze strach. Przeciez to musi byc nie tylko niezdrowe, ale i
                                    piekielnie niewygodne! Nie rozumiem tego, ze sobie od czasu do czasu
                                    tacy ludzie nie narzuca jakiejsc diety, aby choc czasami odciazyc
                                    serce i watrobe.
                                    • maria421 Re: Bole zycia 25.08.09, 13:11
                                      Depardieu z brzuchem robi kariere w reklamie:)

                                      www.youtube.com/watch?v=Tp_N3N4Oatk
                        • fedorczyk4 Re: Bole zycia 24.08.09, 09:42
                          lucja7 napisała:

                          > Fedorczyk:
                          > "...Poczatek studiów, środek, koniec, a potem poczatek pracy,
                          > pierwszy awans, a potem nadbiega tupocząc trzydziecha. I nagle w
                          > ruch ida zegaryu biologiczne.
                          > Głównie nasze, matczyne i zaczyna się dopominanie o żonę, męża,
                          > dzieci. A w sumie to jest takie okropicznie nielogiczne i
                          > niekonsekwentne! Nie ma dla nas matek idealnej chwili......."
                          >
                          > Ja juz te lekcje odbylam, niemniej jednak smieje sie jak czytam
                          > teksty jak powyzszy.
                          >
                          Lucjo dlaczgo sie śmiejesz jak je czytasz?
                          Pomijam że pisząc to pisałam z lekka ironią. Też juz to
                          przerabiałam, bo w końcu jak sie ma trzy dorosłe sztuki, to wiadomo
                          z prostych zasad statystyki, że w jakiejs chwili któraś postanowi
                          sie zaobrączyć, bądź rozmnożyć.
                          Wyjatkowo nie próbuje Cię zaatakować bo nie ma za co, zwyczajnie
                          mnie zaciekawiło.
                          Cytatem z Barabary cofnełaś mnie w dawne dobre czasy kiedy słuchałam
                          jej namiętnie, aż do znudzenia. Potem zaprzyjaźniłam sie z rodzinką
                          która była kompletnie zwariowana na jej punkcie. Jedna z córek
                          nosiła imie po niej a całość znała życiorys, słowa piosenek i
                          melodie, na pamięć. Dziewczynki, koniec końców, uznały że to za
                          mało i zapisały sie do ogniska muzycznego, zeby móc nie tylko śpiewć
                          ale i grać. A że miały dobre geny (dziadek, wujek klezmerzy)to po 2
                          latch juz wymiennie jedna grała, druga śpiewała. Jedna na gitarze,
                          co jest łatwiejsze, druga na skrzypcach altowych. To było
                          imponujace, bo 2 lata przy nauce gry na skrzypcach to nic. Niemniej
                          Barbary nie mogłam słuchać przez dłuższy czas:-)
                          • lucja7 Re: Bole zycia 24.08.09, 11:00
                            Fedorczyk pisze:
                            "Lucjo dlaczgo sie śmiejesz jak je czytasz?
                            Pomijam że pisząc to pisałam z lekka ironią. Też juz to
                            przerabiałam, bo w końcu jak sie ma trzy dorosłe sztuki, to wiadomo
                            z prostych zasad statystyki, że w jakiejs chwili któraś postanowi
                            sie zaobrączyć, bądź rozmnożyć."

                            Doskonale wiem, wiem tez ze pisalas z ironia, dlatego mi sie
                            podobalo. Z tym ze ja, piszac o odrobionych lekcjach, oprocz dzieci
                            wlasnych i wszystko co sie z tym wiaze, mialam na mysli dyskusje z
                            uregulowanym swiatem Marii :-))

                            Oraz:
                            "Wyjatkowo nie próbuje Cię zaatakować bo nie ma za co, zwyczajnie
                            mnie zaciekawiło."

                            Cos podobnego!
                            Tez sie usmialam.
                            • fedorczyk4 Re: Bole zycia 24.08.09, 11:14
                              lucja7 napisała:
                              > Oraz:
                              > "Wyjatkowo nie próbuje Cię zaatakować bo nie ma za co, zwyczajnie
                              > mnie zaciekawiło."
                              >
                              > Cos podobnego!
                              > Tez sie usmialam.
                              >

                              A co, niech mam:-))
              • jutka1 Re: Na Martynice 23.08.09, 12:17
                NIc takiego specjalnego nie dawali. W sumie niewielki wybór był.
                Teraz kilka ablucji, sniadanie, i na lotnisko.
                Zamelduje sie po przylocie, o ile bedzie internet. Miłego dnia :-)
    • ewa553 powalajaca logika mojej rodzinki 23.08.09, 20:11
      sytuacja jest taka: pare lat temu zawarlam taka umowe z moim
      towarzystwem telefonicznym, ze place ryczalt miesieczny, niewielki
      i mam flat na rozmowy z Polska. W zwiazku z tym cala rodzina i
      znajomi z Polski wiedza, ze jak chca ze mna porozmawiqac, to
      wystarczy dac sygnal a wtedy ja oddzwaniam. Ta umowa jest tylko na
      tel.stacjonarne. Rozmawiamy w miesiacz naprawde przez wiele godzin.
      I teraz jest tak: moj brat wyjechal na 2,5 miesiaca nad morze i ma
      tam tylko tel.komorkowy. Ma tez laptopa, ale odbior jest
      nienajlepszy, czesto nie ma zasiegu, wiec odpada skype.
      Mija wlasnie te 2,5 miesiaca jego tam pobytu i ten pieprzony centus
      wyslal kilka sms-ow jednozdaniowych i tyle. Ja nie dzwonie bo po
      pierwsze na komorke jest drogo, po drugie uwazam, ze skoro przez
      caly rok ja dzwonie, to moglby sie zdobyc choc na jedna rozmowe z
      budki telefonicznej. Mowie to dzisiaj siostrze, a ona mi o moich
      tanich telefonach. Wytlumaczylam po raz setny, ze nie na komorke, a
      ona na to, ze jednak powinnam JA zadzwonic, bo...mam taniej.
      Czy uwazacie, ze jestem malostkowa? Czy tez podzielacie moje zdanie,
      ze rodzinka sie rozbestwila i mnie zle traktuje?
      • go.ga Re: powalajaca logika mojej rodzinki 23.08.09, 20:51
        Mieszkasz za granica wiec, masz taniej ;-) Uu mnie co prawda nie rodiznka ale znajomi uwzaja, ze mnie jest taniej przyjechac/przyleciec do Polski niz im do mnie tutaj.
        • ewa553 Re: powalajaca logika mojej rodzinki 23.08.09, 20:59
          wiesz goga, mnie sie po prostu wydaje, ze jesli ja przez caly rok
          dzwonie, to moge oczekiwac od brata ze raz na 2,5 miesiaca zadzwoni.
          I jesli nie odczuwa takiej potrzeby, to bardzo mi przykro....
          • go.ga Re: powalajaca logika mojej rodzinki 23.08.09, 21:04

            ewa553 napisała:

            > wiesz goga, mnie sie po prostu wydaje, ze jesli ja przez caly rok
            > dzwonie, to moge oczekiwac od brata ze raz na 2,5 miesiaca zadzwoni.
            > I jesli nie odczuwa takiej potrzeby, to bardzo mi przykro....

            Przeciez zartowalam, doskonale Cie rozumiem. Po prostu to przerabialan, tez mi przykro, ze sa ludzie, ktorzy mnie przez dziesiec lat nie odwiedzili, bo bilety za drogie. I nie pisze o ludziach klepiacyh biede. Takie podejscie dosc popularne, mieszkasz za gtanica wiec lezysz na kasie i co dla Ciebie zadzwonic/kupic bilet na samolot. Wiem, ze Ci przykro ;-(
            • fedorczyk4 Re: powalajaca logika mojej rodzinki 24.08.09, 09:29
              Ewa, niestety większość rodzin tak ma. Obrazuje to sytuacja w mojej
              własnej. Kilaknaście lat temu Maćma starsznie się spieła finansowo i
              zafundowała moje Babci podróż i pobyt u nas. Jezszce ja przed nim
              odkurzyła, ubrała i wyleczyła. Podczas pożegnalnego obiadku u
              Dziadków, Babcia się okropnie sumitowała w strone moich rodziców, a
              na to mój dziadek (specjalnie pisany z małej litery) "nie masz
              Dzidziu co tak dziekować. Mają to daja. Normalne". Maćmę zatchło, bo
              daleko im było do posiadania zbędnych sum, a jeśli juz to mogli je
              uzyc na samych siebie i dziadek świetnie o tym wiedział.
              Myślenie jest proste. Jeśli dają to znaczy ze mają i obdarowanemu
              należy się bo napewno ma mniej!
              • maria421 Re: powalajaca logika mojej rodzinki 24.08.09, 10:46
                Ewa, to nie jest zadna malostkowosc, tylko zwykle przesilenie. Ja tez tak
                czasami mam, niekoniecznie akurat z najblizsza rodzina, ale tez mam momenty w
                ktorych czuje sie jak wycisnieta cytryna i wtedy nie pozostaje mi nic innego jak
                wlaczyc sobie motylka:)

    • jutka1 KJAP 24.08.09, 05:48
      16 godzin w podrozy, na ktora mialam spedzic niecale 5 godzin. :-///
      Opoznienia, niezlapane polaczenia, siedzenie na lotniskach, KJAP.
      Padam. Jutro moze po poludniu sie odezwe, o ile internet bedzie, bo
      teraz musze spac, a jutro (dzis) pobudka po szostej i do obiadu
      spotkania. Jestem wykonczona BR\
      • fedorczyk4 Re: KJAP 24.08.09, 09:30
        Współczuję serdecznie. Odpoczywaj i regeneruj się w miarę
        możliwości:-)
    • ewa553 Kto to jest Babara? 24.08.09, 10:36
      • fedorczyk4 Re: Kto to jest Babara? 24.08.09, 10:47
        Barbara Monique Serf, genialna francuska piśniarka. Zaraz posznupie
        na tubie i cos wlepię.
        • fedorczyk4 Na przykład to: 24.08.09, 10:50
          www.youtube.com/watch?v=rajgW4Y75CQ&feature=PlayList&p=2CB0DA0091D247C7&playnext=1&playnext
          _from=PL&index=5
          • lucja7 Re: Na przykład to: 24.08.09, 11:41
            Powiedzialabym ze zeby poznac wspolczesna piosenke i poezje
            francuska, nalezy poznac Barbare.
            Slyszalam po raz pierwszy jej plyty w roku 1966, kiedy przyjechalam
            do Francji na wakacje szkolne. Odkrycie bylo dla mnie kolosalne,
            nigdy mnie juz nie opuscila.
            Miedzy innymi na jej piosenkach uczylam sie francuskiego, tego
            prawdziwego, nieakademickiego.
            Umarla mlodo na raka, jest na cmentarzu Montparnasse, niedaleko
            Gainsbourga.
            • fedorczyk4 Re: Na przykład to: 24.08.09, 11:49
              Młodo? Przedwcześnie, zdecydowanie tak, ale 67 lat to juz chyba nie
              jest jednak młodość.
              Ale całkowicie się zgadzam, że nie można zrozumieć dużej części
              kultury francuskiej, bez znajomości Barbary.
          • ewa553 Re: Na przykład to: 24.08.09, 11:51
            dzieki Fedoro za link. Urocze Chanson. W Niemczech byla nota bene w
            tym samym czasie piosenkarka Alexandra, ktora spiewala podobne teksty
            i byla podobnie ustylizowana. Bardzo lubie takie piosenki, ale nie
            wolno ich sluchac jak sie jest smutnym......
            Czy zauwazylas, ze po wysluchaniu tego co zalaczylas, wlacza sie
            automatycznie ta sama piosenka spiewana przez nia po niemiecku?
            Nawet ten kanciasty jezyk nie zaszkodzil piosence.
            • fedorczyk4 Re: Na przykład to: 24.08.09, 12:10
              Niestey nie odsłuchałam po niemiecku, ale wydaje mi się naturalne że
              żaden język nie jest w stanie zaszkodzić naprawdę dobrej pisniarce,
              ani spiewanej przez nią poezji.
    • jutka1 Poniedzialek, krociutko 24.08.09, 13:34
      Tylko sie melduje ze zyje, spalam 6 godzin, i zaraz wyjezdzam do
      roboty. Wiecej pozniej. Baj.
    • jutka1 Wtorek 25.08.09, 06:48
      Zanim padne na pysk, krotki raport.

      Bylo dzis 35C i 80+% wilgotnosci [powietrza. Chcialam zejsc
      smiercia nienaturalna. BR\ Plus komary mnie jedza zywcem, mimo 3
      rodzajow antykomarowych sprayow. Jasny gwint i szlag.

      Poza tym OK. Jutro dzien znowu pelen spotkan i pracy, pogode
      zapowiadaja bezet, etc.

      Ale, ale. Przypomnijcie mi prosze, zebym opisala zjawisko pt. BB
      (BiBi). Cudo.

      Dobranoc, i milego dnia :-)
    • jutka1 Wtorek (u Was juz sroda) 26.08.09, 00:51
      Caly dzien praca praca praca. Goraco niemozebnie, parno i poziom
      wilgotnosci powietrza 80%, komary. W gabinecie, w ktorym
      pracowalismy, klimatyzacja dzialala na cwierc gwizdka, i mozna sobie
      wyobrazic jak nam sie myslalo. BR\
      No ale mielismy szczescie, ze caly dzien nie padalo, przynajmniej
      tyle - po deszczu wilgotnosc powietrza potrafi siegac 100%, i to
      dopiero jest masakra.

      Ale dzieki lokalnemu rezrepowi odkrylam wczoraj cudna knajpe.
      Malenka, kolo portu ale schowana gdzies w glebi podworka, stoliki na
      tarasie a taras na palach w zatoce. Wlasciciel i szef kuchni w
      jednym, Bibi, trzy lata temu wrocil w rodzinne strony po 30 latach
      spedzonych w Londynie, przywlokl ze soba brytyjska zone, dzieciaki,
      i jest instytucja wyspy. Co za smieszna persona. Pelen zycia i
      smiechu, wyspiarskiej filozofii, cieszacy sie zyciem. Bylismy
      jedynymi klientami, wiec mial troche czasu pogadac. A jak sie
      dowiedzial ze jestem z Polski, to natychmiast poszedl do baru i
      przyniosl butelke scotcha zeby mi postawic. Jak powiedzialam, ze
      dziekuje bez lodu - az podskoczyl i mowi, no za to, to dostajesz
      podwojna, takie kobiety lubie, hehehe. Moi konsultanci i rezrep
      gapili sie z rozwartymi paszczami, jak "szefowa z Paryza" grzmoci z
      Bibim uiskacza (zam.). A najbardziej im szczeki opadly, jak sie rano
      na sniadanie zjawilam pierwsza, wypoczeta i swieza jak gdyby nigdy
      nic, a oni bidule musieli po trzy kawy na wejsciu wypic zeby
      cokolwiek zaczac kojarzyc. Podczas dzisiejszej nasiadowy zawodowej
      powiedzieli gospodarzom, ze owinelam Bibiego wokol palca, a
      gospodarze: "To wy juz znacie Bibiego?!?!". Obsmialam sie. Na lunch
      tez poszlismy do Bibiego, chlopcy weszli pierwsi, ja troche z tylu
      bo szefostwo dzwonilo, ale uslyszalam na wejsciu: "Hi! Gdzie jest
      lady?" :-)))) I zona Bibiego fajowa, no poczulam sie dzis jak w
      domu, a nie na Bergamutach w robocie i bez jednej normalnej
      przyjaznej duszy. :-)

      Wlasnie Bibiego wczoraj opisywalam, jak mi zezarlo.

      Biorac pod uwage, ze napracowalismy sie dzisiaj jak kon na
      westernie, ze spokojnym sumieniem udaje sie we wczorajszym skladzie
      na kolacje. Rezrep wybierze knajpe. A do Bibiego wroce jutro na
      pozegnalna kolacje (albo obiad, zobaczymy jak sie plany uloza).

      I tym optymistycznym akcentem...
      Baj. :-))))))))))
      • ewa553 Re: Wtorek (u Was juz sroda) 26.08.09, 10:11
        Twoja opowiesc o Bibim przypomniala mi Jutencjo dawno temu czytane i
        uwielbiane powiesci/opowiesci/niemalzereportaze Wankowicza czy
        Makarczyka. Jezdzili oni po swiecie, wedrowali nie zawsze
        przetartymi sciezkami, jadali w podworkach:))) i opisywali losy,
        przygody, zyciorysy osob niezwykle ciekawych, zyciorysy niemalze
        zwariowane, fascynujace. Uwielbialam ich ksiazki. Poznawalam przez
        nie swiat i ludzi. Jestem pewna ze gdybys dluzej mogla pobyc z Bibim
        powstaloby z tego conajmniej ciekawe opowiadanie.....
        A swoja droga: Twoja mocna glowa jest Twoja wielka zaleta i to nie
        od dzis, prawda? Niech tylko przypomne "czosneczek, czosneczek"
        z Twoich opowiadan:)))))
      • kielbie_we_lbie_30 Re: Wtorek (u Was juz sroda) 26.08.09, 11:58
        Mam ten widok przed oczyma jak Twoim wspolpracownikom szczeki
        opadaja. Tez patrzylam z podziwem na Twoje umiejetnosci ;)
        I ten lunch niezapomniany z morsa w Paryzu gdzie wlasciciel knajpy
        przyniosl grape glosno smiejacym sie Polkom. Biedna morsa :)

        Sciskam i zycze dalszej milej zabawy..
        • jutka1 Sroda (u Was juz czwartek :-D) 27.08.09, 00:27
          Dzien jak wczoraj: caly dzien praca (z przerwa na pozegnalny lunch u
          Bibiego :-D), goraco, parno. Jestem juz zmeczona...
          No ale jade dalej, i chociaz pogoda bedzie taka sama, to
          przynajmniej bede miec troche luzniej: jutro po poludniu dwa
          spotkania i wieczor dla siebie (jiiipppiiii!!!), w piatek rano dwa
          spotkania, popoludnie wolne, i kolacja ze znajomym parazawodowa. A w
          sobote rano na Martynike, i moze wreszcie zamiast tranzytowac z
          samolotu na samolot uda mi sie podjechac do Fort de France i
          przynajmniej zerknac, jak miasto wyglada. :-) Bede miec 6 godzin, to
          co mi tam.
          A potem do domu... gdzie temperatury sa normalniejsze, i zycie wroci
          do normy. :-)

          No, tyle pierdul na dzis. Pozdrawiam :-)

          ---
          Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
          Wysadzam skrzynki balkonowe
          • xurek Re: Sroda (u Was juz czwartek :-D) 27.08.09, 09:28
            ja to bym na Twoim miejscu zostala jeszcze na weekend i byczyla sie
            na plazy :)).
    • ewa553 Re: O pierdułach -- Odc. 82 :-) 26.08.09, 11:53
      chodze od paru dni i podspiewuje za Wasza Barbara "in Goetingen, in
      Goetingen"....Urocza melodia.
      • xurek szach mat 26.08.09, 15:41
        to, co powinnam robic nudzi mnie tak nieslychanie, ze tego nie
        robie. Tego, co chcialabym robic, robic nie moge, bo musze tutaj
        siedziec. No wiec siedze i sie nudze i czekam az bede mogla sobie
        pojsc i przestac sie nudzic :))

        Z nudow zaczelam sobie tlumaczyc rozne idiomy i stwierdzam, ze
        niemieckie powiedzonka przetlumaczone na inny jezyk sa zupelnie
        bezsensowne:

        np: zdechle gacie (nic sie nie dzieje)
        • ewa553 Re: szach mat 26.08.09, 16:58
          oj, chcialabym zeby u mnie byly teraz zdechle gacie. Niestety
          nie ma spokoju pod oliwkami (to byl tytul filmu zreszta).
          Xurku, w jednym z zjedzonych przez ktoregos z Klausow wpisie
          pytalam, czy Twoja eskapada do Polski miala jakis zwiazek z Twoimi
          planami nadmorskimi? I jak one w tej chwili wygladaja, czyli na
          jakim etapie jestes?
          • xurek Re: szach mat 27.08.09, 09:29
            zwiazek miala aczkolwiek niewielki, na etapie jestem bardzo
            poczatkowym, wyliczylam, ze mi ten caly projekt zajmie 8-10 lat,
            zanim bedziemy mogli z niego zyc :))
    • iwannabesedated Nieprzyjemny powrót ze (zbyt krótkich) wakacji. 27.08.09, 12:04
      Powitało mnie kilka nieprzyjemnych maili, chłop się natychmiast
      zatruł a ja popadłam w stupor senny. Dzisiaj deprecha na maksa.
      Rzygać się chce. br\
      • iwannabesedated no tak... 27.08.09, 12:51
        ...człek przychodzi na najulubieńsze forum, gdzie mu nie jeden raz
        niejeden w kołnierz szlochał i w mankiet smarkał, i się radziło,
        wysłuchiwało, pocieszało - a tu nic. Każdy mordę w bekę z ogórami i
        cicho siedzi, żadnej pociechy, porady, nic.
        • xurek Re: no tak... 27.08.09, 13:17
          Stokrotko, deprecha chyba naprawde straszna, skoro cierpliwosc na
          oczekiwanie pociechy konczy Ci sie po 40 minutach i to w czasie
          przerwy obiadowej kiedy to wiadomo, ze siem frustracjem czyms
          zazera :)).

          Jedyne co Ci na pocieche powiedziec moge to to, ze ja tez czuje sie
          dupiasto i to od dluzszego czasu, wiec moze kupa bedzie Ci razniej.
          • ewa553 Re: no tak... 27.08.09, 13:50
            • ewa553 shit! zezarlo tresc:((((( ntxt 27.08.09, 13:51
          • iwannabesedated Re: no tak... 27.08.09, 13:54
            Żebyś wiedziała, Xurku, tak podle się chyba od ponad roku nie
            czułam, albo i dłużej, bo nawet zapomniałam jakie to uczucie
            obleśne. Co pewnie ma swoje pozytywne strony, bo kiedyś się tak
            czułam dużo częściej.

            Z pewnością kupą jest trochę raźniej, więc bardzo Ci za podzielenie
            się swoją dupiastością dziękuję. Nie wiem co Ciebie gryzie, ale mnie
            prócz stadka zwyczajowych i już trochę oswojonych gryzoni napadło
            nagle coś zupełnie nowego. I jest to duże. Mianowicie, spierdalacz
            to jest. A przeprowadziłam się tutaj 17 lat temu z granitowym
            postanowieniem, że tutaj dokonam swojego żywota. Tak mi przetaczanie
            się po świecie z walizką i kartonem książek nadojadło. Natomiast od
            pewnego czasu mam takie odczucie, że jakoś energia tutaj uległa
            zużyciu.
            • xurek Re: no tak... 27.08.09, 14:02
              ja mam bardzo podobnie, z tym, ze wcale mnie to nie dziwi. Ja
              zyje "dekadowo" i jak minie dekada, to mnie zaczyna dupa na tym
              miejscu, w ktorym wlasnie juz tak dlugo siedze, swiedziec. Jak dotad
              ne bylo problemu ze zmiana tapet i klimatow, bo bylam wolna i
              bezdzietna, a teraz mam dziecko i tzw. "obowiazki", wiec czuje sie
              jak przykuta ciezka kula do jednego miejsca.

              Najpierw myslalam, ze uda mi sie te dekadowosc zwalczyc, a teraz sie
              pogodzilam z faktem, ze latwiej zmienic wszystko wokol niz samego
              siebie no i pracuje powoli i w pocie czola nad uwolnieniem sie od
              siedzenia w jednym miejscu i bycia zaleznym od ohydnej
              zglobalizowanej gospodarki tak bardzo jak tylko sie da.

              Do tego dochodzi do mnie powoli, ze nie mam juz 30 lat i juz nigdy
              miala nie bede i wkurza mnie niemilosiernie ze mi to cholerne
              odchudzanie idzie jak krew z nosa albo i gorzej no i jest upal a ja
              upalow nie znosze :)).

              Jak to ktos kiedys powiedzial, tylko krowa nie zmienia pogladow, bo
              ich nie ma. Wiec moze Ty dzialasz jakimis 15-kami i tez juz przyszla
              na Ciebie pora? Nie warto sie trzymac czegos, bo sie to kiedys
              postanowilo, jezeli juz sie tego nie lubi. Wtedy byl czas na
              siasicie na tylku, bo cie walizy zmeczyly, a teraz moze znow jest
              czas, by zaczac je pakowac?
              • maria421 Re: no tak... 27.08.09, 14:15
                Po raz drugi dzisiaj zgadzam sie z Xurkiem, tym razem w kwestii postanowien
                dawanych samej sobie.

                Ja jestem z tych, co bardzo niechetnie obiecuja czy przyrzekaja. Ale jak juz
                KOMUS cos przyrzekna czy obiecaja to wykonaja to na 100%, a jedyna w tym
                przeszkoda moze byc np. wpadniecie pod ciezarowke lub inny kataklizm czy sila
                wyzsza.

                Natomiast nigdy nie przyrzekam sama sobie bo byloby to niezgodne z moja autonomia.
                • iwannabesedated Re: no tak... 27.08.09, 14:52
                  Wiecie dziewczyny, coś faktycznie tutaj jest na rzeczy. Ja sobie to
                  przyrzeczenie poczyniłam, bo obserwuję jak od prawie 30 lat miota
                  się moja rodzina. Odgrywając w każdym miejscu mniej wiecej ten sam
                  scenariusz. Ale przecież to nie musi być prawda dla mnie. Moja
                  przeprowadzka 17 lat temu do Warszawy była (mimo wszystko) najlepszą
                  decyzją w moim życiu.

                  Ewa jakiś czas temu napisała, że prześladuje ją odczucie iż nie żyje
                  naprawdę. Otóż ja, przez cały czas mieszkania w Stanach, miałam
                  takie poczucie. Że to się nie dzieje naprawdę. I przenosiny mnie od
                  tego uczucia wybawiły.

                  Myślałam, że siedząc na dupie uczę się na błędach rodziny. Ale może
                  ich prawda nie jest moją prawdą?

                  A to dopiero... Muszę to rozważyć, chociaż przyznam, że na samą myśl
                  mnie w dołku ściska i brzuch boli.
                  • maria421 Re: no tak... 27.08.09, 16:02
                    Dorotko , Ty najpierw rozwaz czy Twoje niezadowolenie i deprecha sa napewno
                    zwiazane z miejscem zamieszkania czy moze tez zrodla tego stanu sa zupelnie inne.
                    • ewa553 Re: no tak... 27.08.09, 17:02
                      pardonezmua Dorotko, ale Tobie sie w tej chwili wszystko - jak w tym
                      dowcipie - kojarzy z dupom. Twoja "dupa" to wyjazd jakikolwiek.
                      Chyba jestescie nomadami z charakteru i z tym sie musisz pogodzic.
                      Cokolwiek narzekasz w ostatnim czasie, to zawsze wychodzi na jedno,
                      ze trzeba by troszke wyjechac. W jakims filmie powiedzial ostatnio
                      facet - wiele podrozujacy, ze czlowiek jest wszedzie troszeczke
                      niechetnie. Pomysl nad tym. Teraz Cie wszystko w Wawie mierzi.
                      Jestes jewszcze na tyle mloda, ze mozesz sobie pozwoliuc na kolejny
                      poczatek. Wyjedz gdzies gdzie znasz jezyk i widzisz jakiekolwiek
                      szanse dla siebie. Sprobuj. Jak sie nie uda to masz zawsze swoje
                      miejsce w Warszawie, gdzie mieszkanie tylko na jakis czas wynajmiesz
                      komus. Przezyjesz znowu cos ciekawego, zmobilizujesz sie starajac
                      sie urzadzic, a jak na koncu bedziesz miala tego dosc, to Ci sie
                      przypomni jak fajnie jest nad Wisla. Albo moze nie?
                      Jestem w tej chwili na etapie zachwytu Berlinem i gdybym byla w
                      Twoim wieku, natychmiast bym sie tam przeniosla. Niemiecki nie jest
                      Twoim jezykiem, ale zastanow sie gdzie jest tak fantastycznie multi-
                      kulti, gdzie wrze zycie i zawodowe i towarzyskie. I jedz. Trzymam za
                      Ciebie kciuki.
        • jutka1 Re: no tak... 27.08.09, 18:42
          Od wczoraj wieczorem czasu lokalnego do wyjazdu nie mialam netu,
          100Krocie. Teraz juz na Barbadosie, i mam net, ale zaraz ide na
          lunch (nie jadlam sniadania i glodnam jak wilk), to za jakas godzine-
          poltorej zajrze znowu.
Pełna wersja