ewa553 Re: O pierdulach -- Odc. 83 :-) 27.08.09, 20:06 bardzo marnie otwarlas nie przenoszac dyskusji o losie Stokrotki. Czyli przerwalas nam wpol slowa.... Odpowiedz Link
jutka1 Re: O pierdulach -- Odc. 83 :-) 27.08.09, 20:25 Jestem w biegu i mam slaby internet - dlugie posty mi sie nie chca wysylac. Wklej sama, toz to zadna filozofia. Odpowiedz Link
jutka1 Przeklejam 28.08.09, 00:03 Przeklejam rozmowe ze Stokrotka. A dla Basi nagana za lenistwo :-) Nieprzyjemny powrót ze (zbyt krótkich) wakacji. iwannabesedated 27.08.09, 12:04 Odpowiedz Powitało mnie kilka nieprzyjemnych maili, chłop się natychmiast zatruł a ja popadłam w stupor senny. Dzisiaj deprecha na maksa. Rzygać się chce. br\ - wasza stokrotka no tak... iwannabesedated 27.08.09, 12:51 Odpowiedz ...człek przychodzi na najulubieńsze forum, gdzie mu nie jeden raz niejeden w kołnierz szlochał i w mankiet smarkał, i się radziło, wysłuchiwało, pocieszało - a tu nic. Każdy mordę w bekę z ogórami i cicho siedzi, żadnej pociechy, porady, nic. Re: no tak... xurek 27.08.09, 13:17 Odpowiedz Stokrotko, deprecha chyba naprawde straszna, skoro cierpliwosc na oczekiwanie pociechy konczy Ci sie po 40 minutach i to w czasie przerwy obiadowej kiedy to wiadomo, ze siem frustracjem czyms zazera :)). Jedyne co Ci na pocieche powiedziec moge to to, ze ja tez czuje sie dupiasto i to od dluzszego czasu, wiec moze kupa bedzie Ci razniej. Re: no tak... iwannabesedated 27.08.09, 13:54 Odpowiedz Żebyś wiedziała, Xurku, tak podle się chyba od ponad roku nie czułam, albo i dłużej, bo nawet zapomniałam jakie to uczucie obleśne. Co pewnie ma swoje pozytywne strony, bo kiedyś się tak czułam dużo częściej. Z pewnością kupą jest trochę raźniej, więc bardzo Ci za podzielenie się swoją dupiastością dziękuję. Nie wiem co Ciebie gryzie, ale mnie prócz stadka zwyczajowych i już trochę oswojonych gryzoni napadło nagle coś zupełnie nowego. I jest to duże. Mianowicie, spierdalacz to jest. A przeprowadziłam się tutaj 17 lat temu z granitowym postanowieniem, że tutaj dokonam swojego żywota. Tak mi przetaczanie się po świecie z walizką i kartonem książek nadojadło. Natomiast od pewnego czasu mam takie odczucie, że jakoś energia tutaj uległa zużyciu. Re: no tak... xurek 27.08.09, 14:02 Odpowiedz ja mam bardzo podobnie, z tym, ze wcale mnie to nie dziwi. Ja zyje "dekadowo" i jak minie dekada, to mnie zaczyna dupa na tym miejscu, w ktorym wlasnie juz tak dlugo siedze, swiedziec. Jak dotad ne bylo problemu ze zmiana tapet i klimatow, bo bylam wolna i bezdzietna, a teraz mam dziecko i tzw. "obowiazki", wiec czuje sie jak przykuta ciezka kula do jednego miejsca. Najpierw myslalam, ze uda mi sie te dekadowosc zwalczyc, a teraz sie pogodzilam z faktem, ze latwiej zmienic wszystko wokol niz samego siebie no i pracuje powoli i w pocie czola nad uwolnieniem sie od siedzenia w jednym miejscu i bycia zaleznym od ohydnej zglobalizowanej gospodarki tak bardzo jak tylko sie da. Do tego dochodzi do mnie powoli, ze nie mam juz 30 lat i juz nigdy miala nie bede i wkurza mnie niemilosiernie ze mi to cholerne odchudzanie idzie jak krew z nosa albo i gorzej no i jest upal a ja upalow nie znosze :)). Jak to ktos kiedys powiedzial, tylko krowa nie zmienia pogladow, bo ich nie ma. Wiec moze Ty dzialasz jakimis 15-kami i tez juz przyszla na Ciebie pora? Nie warto sie trzymac czegos, bo sie to kiedys postanowilo, jezeli juz sie tego nie lubi. Wtedy byl czas na siasicie na tylku, bo cie walizy zmeczyly, a teraz moze znow jest czas, by zaczac je pakowac? Re: no tak... maria421 27.08.09, 14:15 Odpowiedz Po raz drugi dzisiaj zgadzam sie z Xurkiem, tym razem w kwestii postanowien dawanych samej sobie. Ja jestem z tych, co bardzo niechetnie obiecuja czy przyrzekaja. Ale jak juz KOMUS cos przyrzekna czy obiecaja to wykonaja to na 100%, a jedyna w tym przeszkoda moze byc np. wpadniecie pod ciezarowke lub inny kataklizm czy sila wyzsza. Natomiast nigdy nie przyrzekam sama sobie bo byloby to niezgodne z moja autonomia. Re: no tak... iwannabesedated 27.08.09, 14:52 Odpowiedz Wiecie dziewczyny, coś faktycznie tutaj jest na rzeczy. Ja sobie to przyrzeczenie poczyniłam, bo obserwuję jak od prawie 30 lat miota się moja rodzina. Odgrywając w każdym miejscu mniej wiecej ten sam scenariusz. Ale przecież to nie musi być prawda dla mnie. Moja przeprowadzka 17 lat temu do Warszawy była (mimo wszystko) najlepszą decyzją w moim życiu. Ewa jakiś czas temu napisała, że prześladuje ją odczucie iż nie żyje naprawdę. Otóż ja, przez cały czas mieszkania w Stanach, miałam takie poczucie. Że to się nie dzieje naprawdę. I przenosiny mnie od tego uczucia wybawiły. Myślałam, że siedząc na dupie uczę się na błędach rodziny. Ale może ich prawda nie jest moją prawdą? A to dopiero... Muszę to rozważyć, chociaż przyznam, że na samą myśl mnie w dołku ściska i brzuch boli. Re: no tak... maria421 27.08.09, 16:02 Odpowiedz Dorotko , Ty najpierw rozwaz czy Twoje niezadowolenie i deprecha sa napewno zwiazane z miejscem zamieszkania czy moze tez zrodla tego stanu sa zupelnie inne. Re: no tak... ewa553 27.08.09, 17:02 Odpowiedz pardonezmua Dorotko, ale Tobie sie w tej chwili wszystko - jak w tym dowcipie - kojarzy z dupom. Twoja "dupa" to wyjazd jakikolwiek. Chyba jestescie nomadami z charakteru i z tym sie musisz pogodzic. Cokolwiek narzekasz w ostatnim czasie, to zawsze wychodzi na jedno, ze trzeba by troszke wyjechac. W jakims filmie powiedzial ostatnio facet - wiele podrozujacy, ze czlowiek jest wszedzie troszeczke niechetnie. Pomysl nad tym. Teraz Cie wszystko w Wawie mierzi. Jestes jewszcze na tyle mloda, ze mozesz sobie pozwoliuc na kolejny poczatek. Wyjedz gdzies gdzie znasz jezyk i widzisz jakiekolwiek szanse dla siebie. Sprobuj. Jak sie nie uda to masz zawsze swoje miejsce w Warszawie, gdzie mieszkanie tylko na jakis czas wynajmiesz komus. Przezyjesz znowu cos ciekawego, zmobilizujesz sie starajac sie urzadzic, a jak na koncu bedziesz miala tego dosc, to Ci sie przypomni jak fajnie jest nad Wisla. Albo moze nie? Jestem w tej chwili na etapie zachwytu Berlinem i gdybym byla w Twoim wieku, natychmiast bym sie tam przeniosla. Niemiecki nie jest Twoim jezykiem, ale zastanow sie gdzie jest tak fantastycznie multi- kulti, gdzie wrze zycie i zawodowe i towarzyskie. I jedz. Trzymam za Ciebie kciuki. Odpowiedz Link
ewa553 Re: Przeklejam 28.08.09, 08:40 Naganiaj sobie, naganiaj:)))) Tylko wykonuj swoje obowiazki forumowe:)))) Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: Przeklejam 28.08.09, 11:51 Co mnie tak naprawdę mierzi, to klapa zawodowa na całym froncie. Lubię Warszawę, moje mieszkanko, przyjaciół, miejsca które tu odkryłam, cały ten spędzony tutaj czas. Ale nie mogę już dłużej wytrzymać, bo brakuje mi robienia czegoś z pasją i bycia cenioną za to. Wykonuję cały czas intensywne próby zmiany tego i to wszystko spełza na niczym. Więc jak rozsądny człowiek rozważam możliwość przenosin chociaż wcale mi się to nie uśmiecha. Wuj mojego chłopa nam opowiadał sporo o rynku konserwacji mebli na Śląsku. Ponieważ ta usługa stała się mało opłacalna, wiec dwie pracownie o ustalonej od lat renomie po prostu się zwinęły i przeniosły. Jedna do Niemiec a druga do Norwegii. Ja sobie wtedy pomyślałam, że to jest rozsądne postępowanie, które powinnam przynajmniej rozważyć. Chłop mój zresztą też jest mobilny, wykonuje wolny zawód artystyczny i rzeczywistość mu także nadojadła. Z drugiej strony... Nie cierpię być inostrańcem i nie cierpię wynajmować mieszkań. I chciałabym mieć pod ręką mojego psa... Odpowiedz Link
ewa553 Re: Przeklejam 28.08.09, 13:55 Wiesz, Twoj najwiekszy problem w tej chwili to fakt, ze z jednej strony lubisz swoja (chwilowa) mala stabilizacje z ciepla dziupla (czyli mieszkaniem) w ktorej mozesz sie odciac od swiata, w ktorej to dziupelce przytulic mozesz psa a nawet dochodzacego. Z drugiej strony marzy Ci sie fascynujaca praca, uznanie otoczenia. A te dwie rzeczy nie sa compatibel. Musisz wiec wybrac, nawet jesli to bedzie bolesne. Z zaciekawieniem i zyczliwoscia czekam jaka podejmiesz decyzje. Odpowiedz Link
jutka1 Sobota przed-powrotna 29.08.09, 04:19 Przed pojsciem spac donosze. Wstaje o piatej rano BR\. Po godzinie czeka taksowka, jade na lotnisko, i czeka mnie 17 godzin podrozy. Ugh. No nic to. Ide spac, pozdrawiam, i bawcie sie dobrze robaczki :-))) Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Sobota przed-powrotna 29.08.09, 08:00 Mnie czeka zmasowany powrót do domu. We wtorek wracaja le Mąż z Synem Środkowym (ten ostatni po 5 latach we Francji, na stałe), a w czwartek Dziecinka.Ogarnia mnie lekka panika na tę myśl. Le mężowi skończył się kontrakt i będzie pracował w domu. Synuś jest kompletnie bezprizorny i nie wiadomo co będzie robił, ale na pewno przez dłuższy czas też w domu. Mam ochotę dać nogę na Antarktydę. Albo do jakiejś pracy, nawet bardzo nisko płatenej, ale zapewniajacej ośmiogodzinną nieobecność w domu. Odpowiedz Link
ewa553 Re: Sobota przed-powrotna 29.08.09, 08:38 jesli nie maja dwoch lewych rak, to przyslij ich do mnie: roboty mam bez liku, a wlasnego robotnika nie mam:(((( Odpowiedz Link
maria421 Re: Sobota przed-powrotna 29.08.09, 10:14 Wicie co, Fedorczykowa? Za dobrze macie:) Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: Sobota przed-powrotna 29.08.09, 12:39 Trzymaj się Pytoniem, chociaż to tempo mrożące krew w żyłach jakieś było, to widzę, że kłapnęłaś zębami czujnie i szybko na kilka gruszek soczystych dosyć. Swoją drogą ten, kto te terminarze podróżne układa musi Cię bardzo nie lubić. No chyba, że to Ty sama je układasz, tak jak u Miecznickiej, hahaha! Mnie to przypomina moje czasy pracy dla korporejszyn gdzie miałam niefart straszny mieć dwóch szefów, a w porywach - trzech. Jeden z nich noszący xyfkę "Dziurka" (bo szukał zawsze dziury, albo chociaż dziurki w całym), był jakimś strasznym skrzyżowaniem polskiego męczennictwa z waspowskim etosem pracy. Dlatego, że dzieckiem będąc porzucon został przez polskich czarnoroboczych i adoptowan przez farmerów z midwestu, br\. Z owym Dziurką wyjazd służbowy to jakiś horror był - w samochodzie narada i burza mózgów, na miejscu kwadrylion spotkań, powrót po północy i nie były przewidziane żadne przerwy na posiłek. Kiedy już mnie z głodu zemdliło na kolejnym spotkaniu i się spytałam kiedy pójdziemy coś zjeść, to Dziurka się wybałuszył na mnie morderczo po czym zaraz zrobił minę kopniętej w dupem sarenki i omdlewającym głosem mi konspiracyjnie doradził, że mogę pójść do supermarketu, coś sobie kupić i w trakcie kolejnego spotkania wymknąć na parę minut i zeżreć to w kiblu! Hahaha! Potem jak ognia unikałam jakichkolwiek wyjazdów z Dziurką, jeździłam sama albo z drugim szefem, który miał zupełnie inne podejście. cdn. bo jeszcze nie skończyłam, a muszę sobie kawy dorobić. Odpowiedz Link
maria421 Re: Sobota przed-powrotna 29.08.09, 15:14 Dorota, trzeba sie bylo w tym kiblu oflagowac i urzadzic antykorporacyjny sit-in :) Odpowiedz Link
jutka1 Re: Sobota przed-powrotna 29.08.09, 22:52 No i co, gdzie ciag dalszy? He? Pisze znienacka z salonki erfrancy, bo maja dwa komputry (ale wifi juz nie) i przyszlam na tyle wczesnie, ze sie zalapalam. Aha, klawiatura francuska "azerty", wiec jakby co to wina klawiatury. :-) Takie tempo podrozy sama sobie narzucilam, bo ta delegacja wypadla troche niespodziewanie i nieplanowanie, a w Paryzu juz na mnie multum muszow i trzebow czeka. To tylko czesciowe wytlumaczenie - reszta to pierd&è&çà@& polaczenia linii LIAT, dzieki ktorym jedynym sposobem zdazenia na samolot z Martyniki do Paryza o 18:25 byl lot z Barbadosu o 7:45 rano. BR\ Szefa typu Dziurka miala moja kolezanka. Skonczylo sie tym, ze trzasnela drzwiami, przeszla do konkurencji, a na odchodnym napisala list do glownego szefa, dlaczego odchodzi. Ze szczegolami. Zaraz wleze z osobnym wpisem o dniu dzisiejszym, tylko sobie szampana naleje :-))))))))) Odpowiedz Link
jutka1 Tranzytowe zwiedzanie Martyniki 29.08.09, 23:33 Wyladowalam przed 9:00 rano, i po nadaniu bagazu w ErFrancy, z perspektywa 9 godzin na Martynice, udalam sie na zwiedzanie Fort-de- France. Po godzinie lazenia w upale (36 C) po waskich uliczkach i zastanawiania sie, jak ja to przetrzymam, mym oczom ukazalo sie nabrzeze i katamarany zabierajace jakichs ludzi -dokonds (zam.). Poszlam, podowiadywalam sie, i poplynelam katamaranem na cypel Point du Bout, na poludnie od F-d-F. O, tu: maps.google.fr/maps?hl=fr&q=point%20du%20bout&um=1&ie=UTF-8&sa=N&tab=wl Pol godziny w kazda strone, wiatr, morze, piekne widoki (zdjecia jak dojade do Paryza). Na miejscu zacumowalismy w malenkiej zatoce- przystani jachtow, wokol ktorej knajpki, sklepiki etc. Poszlam na obiad, pojadlam, popilam, pogapilam sie na ludzi. No i gapiac sie wokol skonstatowalam, ze w tamtym otoczeniu to dopiero jestem kosmita. Wszyscy tam na wakacjach, znajacy sie dobrze, buzi buzi dupci dupci, szorty, klapki i te rzeczy, a ja tu w kostiumie i z aktowka, hehehehe. Spedzilam tam ponad dwie godziny, po czym wrocilam do Fort-de-France, i stamtad taksowka na lotnisko. Suma sumarum: dzien, ktory mogl byc koszmarny zaliczam do udanych i ciekawych. Za godzine wylatuje. Spijcie w tym czasie, robaczki, ktos nie spi aby spac mogl ktos :-))))))))) Milych snow. A sobie spokojnych lotow zycze :-))) Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: Tranzytowe zwiedzanie Martyniki 29.08.09, 23:51 Tia, tia, coś mnie się wydawało, że tym strasznym ciemiężycielem co Cię tak do kurcgalopa oszalałego pogania - jesteś Ty. Co do cdn. to podróże z drugim szefem to była zupełnie inna parakalo. Powiedzmy Ludwik umawiał nie więcej niż dwa spotkania dziennie, chętnie nie w biurze lecz przy lunchu lub kawie, rozmowy toczyły się spokojnie, Ludwik wypytywał interlokutorów o różne różności, o sprawy lokalne, ich zainteresowania, opinie, trwało to strasznie długo, więc na początku się denerwowałam trochę bo głupia byłam i młoda, jednak - jak się okazało - pojętna i uczyłam się szybko. W trakcie tych dwóch góra spotkań Ludwik zjednywał sobie zwykle lojalność i serdeczność danej osoby, która potem załatwiała mu osobiście lub przez swoje kontakty to co tam chciał mieć załatwione. Po trąbie natomiast powietrznej czyli wizycie Dziurki zostawała masa wkurwionych, oszołomionych ludzi i więcej z tego wynikało perturbacji, nieporozumień i kwopotów niż gdyby w ogóle nie jechał. Zdobyci zaś w ten sposób na śmierć i życie wrogowie bruździli jeszcze długo po tym jak Dziurka został przez radę nadzorczą zwolniony z obowiązków. Ja się niestety od Ludwika jego metody nauczyć nie zdołałam bowiem wykupiona zostałam przez konkurencję, lecz do tej pory pozostaje on idolem moim niedościgłym. Odpowiedz Link
jutka1 Re: Tranzytowe zwiedzanie Martyniki 30.08.09, 11:06 Donoszę, żem dojechała. Zmęczona, ale w jednym kawałku. Więcej za chwilę. Odpowiedz Link
maria421 Re: Tranzytowe zwiedzanie Martyniki 30.08.09, 12:48 A propos szefow... Nie nie bedzie o szefach ale o moim wlasnym "Gabinecie figur nadmuchanych":) Pierwsza figura jest moja dawna, dlugoletnia sasiadka z Lodzi. Nasze rodziny mieszkaly w tej samej kamienicy, drzwi w drzwi i przez sciane. Uklad rodziny taki sam: rodzice + dwoje dzieci roznej plci. My- spokojni, niewadzacy nikomu; oni najdziksze uprawiali swawole. On, jak sobie popil to co drugie zdanie pytal "czy ty mnie masz za frajera?", ona natomiast zaczynala na cale gardlo "Arie z kurantem". Ona bardzo rozmowna byla i kazda rozmowe zaczylana od informacji "Ja zawsze pracowalam na kierowniczych stanowiskach" ,( wtajemniczeni wiedzieli ze bylo to kierowanie sklepem spozywczym), oraz o tym jak jej we wojne dobrze u Niemca bylo, bo miala 12 par butow z wezowej skorki (moj tata dodawal pod nosem "do wyczyszczenia") oraz ze jak odbierala telefon to ja chwalili ze mowi po niemiecku z berlinskim akcentem:) Lata mijaly, dzieci rosly. Moj brat i ja poszlismy na studia, ich dzieci wczesnie zalozyly rodziny sprowadzajac do mieszkania ziecia i synowa. Ziecia chyba w garncu maku znalezli- milicjanta (moj tata nazywal go "stojkowy"), ktory kazdemu sasiadowi ze szczegolami opowiadal kto on jest co moze i kogo wlasnie aresztowal a kogo przesluchiwal. Pamietam ze juz pracowalam jak zaczepila mnie kiedys corka sasiadow (troche starsza ode mnie) i mowi z duma : "Czy Ty wiesz, ze my teraz obie pracujemy na uniwersytecie?" Ona tez pracowala na uniwersytecie. W portierni:) Dawniej mnie to irytowalo, teraz mysle sobie, ze swiat bez takich figur bylby mniej kolorowy:) Odpowiedz Link
jutka1 Bergamutowe zdjęcia :-))) 30.08.09, 22:52 Tylko kilka, bo laptokowi zajmuje wieki aploudowanie (zam.) każdego zdjęcia. Czas chyba nabyć nowego laptoka... Odpowiedz Link
ewa553 Re: O pierdulach -- Odc. 83 :-) 31.08.09, 07:53 ladne zdjecia robisz Jutencjo. Milo popatrzec. Czekam na zdjecia ze Wschodu:)))) Odpowiedz Link
ewa553 Seksualnosc 31.08.09, 17:08 Mialam na niedzielnej wycieczce wielka dyskusje na powyzszy temat. Zaczelo sie od tego, ze pewna pani blizej mi znana zamartwia sie, bo jej 34-letni synek jeszcze nie mial kobiety. Nie wykazuje rowniez zainteresowania panami. Opowiedzialam o tym i dodalam, ze moim zdaniem jest rzecza moze niekoniecznie naturalna, ale spotykana, ze sa ludzie aseksualni i dobrze im z tym. I nie ma sie o co martwic. Tymbardziej ze chodzi w tym wypadku o chlopaka jak najbardziej zainteresowanego zyciem, alkoholem i innymi okropnosciami ktore lata cale spedzaly sen z powiek jego rodzicow. Moi rozmowcy twierdzili jednak, ze nie ma tak, ze nie ma ludzi aseksualnych, ze jesli on nie interesuje sie dziewczynami to pewnie jest homoseksualista i albo sobie jeszcze z tego nie zdaje sprawy, albo juz to odkryl i niekoniecznie ma ochote temu ulec. Ciekawa jestem Waszego zdania. I nie mowcie prosze ze pewnie juz babke mial i te rzeczy. Zakladamy ze jest tak jak jego matka powiedziala i juz. Bo chodzi mi teraz nie tylko o tego chlopaka, tylko o tzw. caloksztalt ludzkosci. Odpowiedz Link
maria421 Re: Seksualnosc 31.08.09, 17:50 Aseksualnosc oczywiscie istnieje, ale zdaje sie ze dla samych zainteresowanym nie stanowi problemu: de.wikipedia.org/wiki/Asexualit%C3%A4t Odpowiedz Link
ewa553 smutna era computera:))))) 31.08.09, 18:00 w dzisiejszych czasach jak cos komus glowe zaprzata, to juz sie nie rozmawia, nie ma dyskusji, argumentow, przykladow, wlasnych spostrzezen, nie ma wymiany mysli. Masz pytanie - siegaj do wikipedii... Ach gdzie sie podzialy niegdysiejsze czasy (cyt.).... Mimo tego - dzieki Marysiu Odpowiedz Link
maria421 Re: smutna era computera:))))) 31.08.09, 19:04 Ewa, ten problem jest mi tak obcy, ze bez encyklopedii ani rusz :) Odpowiedz Link
go.ga Re: Seksualnosc 31.08.09, 18:21 maria421 napisała: > Aseksualnosc oczywiscie istnieje, ale zdaje sie ze dla samych zainteresowanym > nie stanowi problemu: > > de.wikipedia.org/wiki/Asexualit%C3%A4t Problem moze stanowic dla ewentualnego partnera, o ile osoba aseksualna sie z kims zwiaze. Wtedy to nawet nie problem, ale prawdziwa tragedia. Chyba ze partner tez aseksulany wtedy, wszyscy zadowoleni. Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Ugrzeznieta w prozie zycia 01.09.09, 00:53 Z powodow ode mnie niezaleznych (np rehabilitacji kroliczki ze zlamanym kregoslupem zwanej Misia) jestem zupelnie ugrzeznieta w prozie zycia, zatem forumowanie ograniczalam do minimum. W pracy odnawianie budynkow, wiec w ciagu 6 tygodni juz dwa razy sie przenosilismy. Ostatnio zaliczalam imprezy urodzinowe (jakos dziwnie sie sklada ze mam kilka znajomych Panien i wszyscy maja urodziny skomasowane w 10 dniach), bylam na otwarciu wystawy obrazow przyjaciolki a na koniec sierpnia jak co roku spedzilam caly dzien na wystawie ogrodniczej (wzielam wolne z pracy, zeby pojsc w piatek bo w weekend sa tlumy). Dzieki naszym wysilkom Misia trzy tygodnie po tym jak znalazlam ja w krolikarni pelzajaca wlokac za soba sparalizowane lapki chodzi i nawet zaczela podskakiwac i stawac na tylnych lapkach, opierajac sie przednimi o klatke. 3-5 razy dziennie robimy jej po 15-30 minut gimnastyki rozciagajej tylnych nog i masaze wibracyjne (przy pomocy elektrycznej szczoteczki do zebow, he he he) zeby pobudzic nerwy. Miala tez kilka sesji akupunktury, po ktorej jest zrelaksowana i spiaca a potem zaczyna brykac i wiecej uzywac slabszej lewej nogi. Wet akupunkturzysta twierdzi ze kroliczka moze odzyskac pelna sprawnosc, wet fizjoterapeutka widzi duze postepy. Zmniejszyl sie tez problem z nietrzymaniem moczu, ktory mogl powodowac infekcje i byl wskazaniem do uspienia. Na razie do 21 wrzesnia biedaczka musi siedziec w malej klatce, az jej sie zrosna kosci, potem bedziemy ja wypuszczac w kuchni a jak nabierze sil, zamieszka z powrotem w krolikarni w ogrodzie. W ogrodzie wiosna w pelni, wszystko kwitnie, jestesmy w stanie alertu zeby wyszukiwac i niszczyc gniazda malych agresywnych ptakow zwanych tu "noisy miner" - ostatnie gniazdo jakie zrzucilismy bylo misternie wyscielone wlosami naszego starego a obficie liniejacego krolika. Wskutek zakupow na wystawie ogrodniczej i przybylych z Diggers Club przesylek mam do wsadzenia kilka krzaczkow malin, rabarbar, drzewko awokadowe i kilkanascie kliwii zoltych i czerwonych. Nie wiem, kiedy to wszystko zrobie... A tu ciagle cos nowego wyskakuje, w tym tygodniu bede zamawiac rozrywki i hotele na zimowy wyjazd do Norwegii i Czech. Przylatuje z corka do Polski w polowie grudnia, wylatujemy z powrotem do AU w koncu stycznia, planujemy zobaczyc zorze polarna w Norwegii i Prage zima (najlepiej na Nowy Rok - wszelkie wskazowki mile widziane) i wpasc na kilka dni do Berlina i do syna do Anglii. 7 tygodni poza Australia (w tym 2 tygodnie pracy z filii firmy w Poznaniu)! Nie wiem, jak ja tyle czasu wytrzymam poza ogrodem. Cale lato mnie ominie :o( no ale potem corka bedzie miala dwa lata maturalne, wiec takie dlugie wyjazdy nie beda wchodzily w gre. A propos matury, dziecko niespodziewanie wybralo jezyk polski jako jeden z przedmiotow maturalnych (zastanawiala sie nad rosyjskim). No i tyle u mnie. Prozaicznie jak zawsze, choc tym razem nie o komposcie. Pozdrawiam forumowiczostwo Luiza-w-Ogrodzie Pour vivre heureux vivons cachés - By żyć szczęśliwie, żyjmy w ukryciu. Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Ugrzeznieta w prozie zycia 01.09.09, 07:14 Ugrzęźnięta pozytywnie. Już drugi raz (pierwszy na innym forze) wyrażam radość z postępów Misi i podziw dla Waszego oddania jej sprawie, oraz zachwyt planami na lato:-) Jutka super foty, tylko jakoś mało słonecznie chyba tam było. Znam jedna aseksuaną osobę. Bardzo miłą i popularną wśród przedstawicieli obu płci. I przez obie podejrzewaną o skłonność do tej drugiej. Lete dalej sprzątać, po to pewnie tylko zeby rodzina zagnoiła to natychmiast po przyjeździe:-) Ale najpierw ponapawam sie wrześniową aurą nad Wisłą. Jest tak pięknie ze ach i och! Odpowiedz Link
jutka1 Re: Ugrzeznieta w prozie zycia 01.09.09, 07:54 Fed, tam teraz jest sam środek pory deszczowej, więc i chmur multum. Odpowiedz Link
ewa553 Re: Ugrzeznieta w prozie zycia 01.09.09, 08:47 Luizo, a kto tak Misie urzadzil? Wydawalo mi sie, ze przebywa wsrod "swoich" w krolikarni, wiec takie straszne okaleczenie wydaje sie dziwne. Zazdraszczam Ci z calego serca tak wielkiego ogrodu. Ja sie miotam z powodu braku miejsca (mam 310 qm) i po pierwsze zamieniam trawnik w sad z trawa i wsadze teraz na jesieni conajmniej dwa mini drzewka owocowe, a po drugie patrze co na grzadkach zmarnialo bezpowrotnie i lamie sobie glowe co z bogatej oferty mojego ogrodnika wybrac. Szczesciem napawa mnie fakt, ze znalazlam jednak miejsce na kolejny krzak rozy. Podziwiam rowniez fakt, ze mimo wielkiej milosci do ogrodu decydujesz sie na tak dlugi wyjazd. Ja juz od dawna preferuje wyjazdy 1-tygodniowe. Przy wyjazdach nieco dluzszych zgrzytam zebami i wyrywam wlosy na mysl, ze mi ogrodek marnieje (i koty tesknia).... Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Krolicze kontuzje 02.09.09, 01:49 ewa553 napisała: > Luizo, a kto tak Misie urzadzil? Wydawalo mi sie, ze przebywa > wsrod "swoich" w krolikarni, wiec takie straszne okaleczenie > wydaje sie dziwne. Tez mi sie tak wydawalo, ale okazuje sie ze nie jest wcale takie dziwne, podobno dosc czesto sie zdarza, szczegolnie u mlodych krolikow trzymanych przez hodowcow w malych klatkach i niezbyt dobrze karmionych - brak ruchu i zla dieta powoduja u nich osteoporoze i wow czas latwo o wypadek. Kroliki maja tak silne tylne nogi, ze odbijajac sie w ucieczce albo wykonujac radosne skoki z wygibasami same moga sobie ukrecic kregoslup i przypuszczam ze wlasnie to sie zdarzylo Misce. Wiele razy podziwialismy jej skrety i podskoki jakie robila dla zabawy. >Zazdraszczam Ci z calego serca tak wielkiego > ogrodu. Ja sie miotam z powodu braku miejsca (mam 310 qm) i po > pierwsze zamieniam trawnik w sad z trawa i wsadze teraz na jesieni > conajmniej dwa mini drzewka owocowe, a po drugie patrze co na > grzadkach zmarnialo bezpowrotnie i lamie sobie glowe co z bogatej > oferty mojego ogrodnika wybrac. Szczesciem napawa mnie fakt, ze > znalazlam jednak miejsce na kolejny krzak rozy. Ewo, kazdy ogrod po jakims czasie robi sie za maly ;o) A trawiasty sad bedzie na pewno pieknie wygladal no i te owoce! Zazdroszcze jablek, sliwek i gruszek, u mnie tylko cytrusy, awokado i longan... myzlalam ze posadze figowiec, ale gdzie? To calkiem duze drzewo. > Podziwiam rowniez fakt, ze mimo wielkiej milosci do ogrodu > decydujesz sie na tak dlugi wyjazd. Ja juz od dawna preferuje > wyjazdy 1-tygodniowe. Przy wyjazdach nieco dluzszych zgrzytam zebami i wyrywam wlosy na mysl, ze mi ogrodek marnieje (i koty tesknia).... Wiesz, wyjechac do Europy na tydzien sie po prostu nie oplaca, sam lot z przesiadkami trwa dobe. Poza tym Buszmen zostaje i bedzie mial dluuuga liste instrukcji co podlewac latem i wielki zakaz wypuszczania kur w ogrod ;o) Ogrodu warzywnego jeszcze nie mam a to on wymaga najwiecej pracy. Jak juz bedzie, zrobie w nim automatyczny system nawadniajacy. Po powrocie w lutym 2010 nie planuje wiekszych zagranicznych wakacji przez dwa lata, bo corka zacznie w pazdzierniku dwa lata przedmiotow maturalnych i nie moze opuszczac lekcji. Pozdrawiam, zyczac ogrodniczych sukcesow ;o) Luiza-w-Ogrodzie Pour vivre heureux vivons cachés - By żyć szczęśliwie, żyjmy w ukryciu. Odpowiedz Link
blues28 Luizo... 01.09.09, 10:11 ...lazi za mna glupi wyskok i rozwarcie pyska na Ciebie, kiedys tam jak bardzo zle sie czulam. Przepraszam. Mozna miec rozne zdania, ale uzycie choroby jako argumentu jest paskudnym szantazem emocjonalnym i za to mi wstyd. Tym bardziej, ze juz tyle lat czytam Cie i bardzo lubie. Bylas i jestes moim kacikiem zen :-) A teraz, pelna podziwu trzymam kciuki za Misie. I za plany wyjazdowe! Imponujace! Duzo sniegu i zórz polarnych zycze :-) Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Bluesie droga 02.09.09, 01:38 blues28 napisała: > ...lazi za mna glupi wyskok i rozwarcie pyska na Ciebie, kiedys tam jak bardzo zle sie czulam. Przepraszam. Mozna miec rozne zdania, ale uzycie choroby jako argumentu jest paskudnym szantazem emocjonalnym i za to mi wstyd. Tym bardziej, ze juz tyle lat czytam Cie i bardzo lubie. Bylas i jestes moim kacikiem zen :-) Bluesie droga, nie mam Tobie niczego za zle a po owym emailu zastanawialam sie czy cos nieprzyjemnego sie z Toba dzieje, bo zazwyczaj jestes pelna optymizmu i afirmacji zycia. Nie chcialam sie wypytywac zeby nie wywolac wilka z lasu, ale widze ze mialam racje. Nie ma sprawy. Dziekuje za mile slowo, ciesze sie ze lubisz czytac co wypisuje. Bycie kacikiem Zen tez dobrze brzmi (moze dodac do sygnaturki?), zaraz przypomnial mi sie tekst kolegi z liceum: "Luiza, Ty to mozesz zabic spokojem" ;oPPPPP > A teraz, pelna podziwu trzymam kciuki za Misie. I za plany > wyjazdowe! Imponujace! Duzo sniegu i zórz polarnych zycze :-) Oj tak, trzymaj kciuki za Miske, jeszcze duzo pracy przed nami. Co prawda chodzic juz chodzi ale niestety ciagle sie obsikuje a krolikowi pieluch nie zalozymy... O planach wyjazdowych juz pisalam w tym watku, wcale nie sa takie duze jak na 7 tygodni. Serdecznie pozdrawiam, posylajac wiosenne, nadzwyczaj dorodne slonce i pachnacy kamforowcami wiatr Luiza-w-Ogrodzie Forum AUSTRALIA Odpowiedz Link
jutka1 Wtorek 01.09.09, 08:51 Meteoparis gada, że ma popadywać, 22-24 C. Hmmm. Czuję się zmęczona. Wprawdzie udało mi się przespać całą noc, ale poziom energii mam wybitnie niski. :-( Dzień (i tydzień) zawalony robotą po uszy br\ No nic to. Damy radę, ryjem do przodu. Miłego dnia życzę. Odpowiedz Link
blues28 Powrót na lono 01.09.09, 10:13 Powrócona na rozgrzane do piekielnych temperatur lono iberyjskie staram sie wpasc w koleiny mojego tutejszego zycia. Ale na razie idzie mi opornie. Mialam w glowie bogate reminescencje wakacyjne, ale wszystko gdzies umklo i nie wiem czy wróci. Ciesze sie z powrotu, bo tu jest mój dom, ale na razie jestem jak przesadzone drzewo, które pozostawilo korzenie tam wlasnie. Oddychalo mi sie cudownie i lekko i nie tylko ze wzgledu na zawartosc jodu. Ja po prostu ogromnie lubie moje stare katy, moje miasto i ludzi, którzy mi towarzyszyli przez kawal zycia. Jest to rodzaj rozdarcia, które pojawia sie przy powrotach i choc mam swiadomosc wielu rzeczy, które mnie wkurzaly, których juz nie potrafie akceptowac, to natura, moje stare miejsca i przede wszystkim ludzie – moi ludzie - kompensowali mi wszystkie wkurzenia. Czekam na jesien, bardzo piekna tu w Madrycie i wiem, ze razem z koszmarnymi upalami minie nostalgia, która zawsze przywoze z kraju. Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: Powrót na lono 01.09.09, 13:25 Miło widzieć Ciebie Bluesie, oraz innych powróconych na forumowe memłono. Ja po powrocie z moich "mini-wakacji" zaliczyłam niezły zjazd, chyba dopieroż dzisiaj się lepiej poczułam. A przypomniało mi się, że kiedyś jak byłam dzieckiem to mnie powrót do domu cieszył. Do domu, psa, pokoju, do moich kątów, książek, do babci, no fjute wie, to nie była radość z konkretnej rzeczy, tylko ta radość powrotu do domu właśnie. I od czasu wyjazdu z Polski już nigdy wiecej tej radości nie czułam, zawsze powroty były nieprzyjemne bardziej niż przyjemnie. Myślałam, że to dlatego że przez długi czas nie miałam swojego prawdziwego domu, ale chyba to nie to. Bo ten mój dom teraz już od długiego czasu mam, a w Warszawie mieszkam jeszcze dłużej, i tej radości powrotu do domu jednak nie czuję. Jak zwykle proszę o odzew foruma na to moje "przemyślidło", bo mnie ta sprawa nurtuje. Odpowiedz Link
blues28 Re: Powrót na lono 01.09.09, 14:56 Milo byc powitana :-) Dziekuje:-) Zawiadamiam, ze Zielone Fiordy spedzily ze mna wiekszosc dni tego lata. Jakos wyjatkowo do wszystkiego pasowaly, a juz bialym ciuchom (latem nosze duzo bieli) nadawaly taki morski koloryt :-) Patrzac przez pryzmat mojego doswiadczenia (bo zupelnie z boku nie potrafie na to spojrzec) to sadze, ze w jakims stopniu kazdy z nas na tym forum ma syndrom emigranta. Wiekszy lub mniejszy, albo nieomal w zaniku, ale on jest. Nie ma zasadniczego znaczenia, ze od lat masz mieszkanie i ostatnio nie wyjezdzasz. Czesc Twojego zycia spedzilas na obcych ladach i to stanie w rozkroku a pod Toba ocean juz Ci zostanie. Zlozenie tego uczucia na karb pozostawienia daleko w tyle dziecinstwa i dzieciecej naiwnosci/niewinnosci byloby upraszczaniem, ale troszczeczke z tego tez jest. Bo czy dzis umiemy cieszyc sie tak absolutnie z czegos jak dzieci? Odpowiedz Link
maria421 Re: Powrót na lono 01.09.09, 15:02 Kiedy jeszcze mialam "dom rodzinny" w Polsce, czyli Mame czekajaca na mnie z rosolem i z szarlotka tez zaczynalo mi sie w Polsce krecic "tu" i "tam", tez nie wiedzialam czy wlasciwie wyjezdzam czy wracam. Teraz moj dom jest juz tylko tutaj. I bardzo mi w nim dobrze. Odpowiedz Link
ewa553 Re: Powrót na lono 01.09.09, 16:55 wiem ze jestem troche dziwna pod tym wzgledem, ale w chwili wyjazdu z Polski poczulam sie tu od razu w domu. Nigdy, nawet w najsmutniejszych tu czasach nie myslalam przez sekunde o powrocie. W Polsce jestem w odwiedziny i tyle. W domach mojej siostry czuje sie jak u siebie, ale juz na korytarzu nie:)))) A wracajac z wakacji do domu nigdy sie nie cieszylam, choc dom rodzinny mialam zwariowanie fantastyczny. Zawsze bylo mi smutno, ze koniec laby. To teraz na urlopie tesknie za moim obecnym domem, za moimi kotami i ogrodem. W sumie mam szczescie, bo takie zycie w rozdarciu i tesknocie na pewno nie jest latwe. Odpowiedz Link
xurek Re: Powrót na lono 01.09.09, 17:04 ja nigdy nie lubilam wracac. Ani wtedy, gdy jeszcze mieszkalam w domu rodzinnym ani tez w zandym innym z moich kolejnych domow. Poworot do domu oznaczal zawsze zakonczenie jakiejs przygody (nawet jezeli byla okropna) a zakonczenie przygod jest dl mnie z definicji smutne. Lubie byc w naszym domu, rownoczesnie pale sie do zmontowania czegos nad polskim morzem, gdzie rowniez bede lubiala byc i rownoczesnie marzy mi sie, ze bede mogla miedzy moje dwa domy wstawic jeszcze dluga podroz badz dlugi pobyt u rodziny/znajomych w Nigerii, ktory tez z cala pewnoscia mi sie bedzie podobal. Dla mnie to ani rozdarcie ani inna negatywnosc: ja uwielbiam zmiany :)). Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Re: Powrót na lono 02.09.09, 02:18 ewa553 napisała: > wiem ze jestem troche dziwna pod tym wzgledem, ale w chwili wyjazdu > z Polski poczulam sie tu od razu w domu. Nigdy, nawet w > najsmutniejszych tu czasach nie myslalam przez sekunde o powrocie. > W Polsce jestem w odwiedziny i tyle. No to jestesmy juz dwie takie dziwne ;o) Jezdze do Polski z wizyta: do Mamy i eks-szwagierki a mojej serdecznej przyjaciolki. Lubie podrozowac i lubie to robic ze swiadomoscia ze mam lono do ktorego wroce po zakonczeniu podrozy. Owo lono, zielone i kwieciste, lezy na zboczu pagorka w Sydney. Od lat kazdy wyjazd z Australii po dwoch tygodniach przeradza sie w mojej glowie w kryzys p.t. "Co ja tutaj robie tak daleko od domu". > To teraz na urlopie tesknie za moim obecnym domem, za moimi kotami i ogrodem. W sumie mam szczescie, bo takie zycie w rozdarciu i > tesknocie na pewno nie jest latwe. Wsrod tutejszych emigrantow znam kilkadziesiat tak cierpiacych osob. Nikomu z nich nie udaje sie w pelni odczuwac radosci zycia - zawsze meczy ich uczucie ze "gdzie indziej", w "starym kraju" byloby lepiej. Pozdrawiam Luiza-w-Ogrodzie .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>¸¸. Australia-uzyteczne linki Odpowiedz Link
jutka1 Re: Powrót na lono 01.09.09, 17:43 Jak jadę do PL, to wracam do domu. Jak wracam do Paryża, to też jakby do domu. Znam to poczucie rozkraku i rozkroku, i nie jest mi z nim dobrze, przyznaję bez bicia. Odpowiedz Link
blues28 Re: Powrót na lono 01.09.09, 18:39 To nie jest tak, ze ja po powrotach tulam sie po katach, nieutulona w zalu :-) Ale wyjechalam jako dorosla, dojrzala osoba, juz po studiach i ten okres w moim zyciu, a zwlaszcza ludzie, którzy mi w nim towarzyszyli jest dla mnie wazny i za kazdym razem poswiecam czas nie tylko rodzinie ale i przyjaciolom, którzy tam zostali. Wciaz nadajemy na tej samej fali, moze ze wzgledu na odswietnosc spotkan, ale nie sadze :-) Dokonalam wyboru, ale (prawie) wszystkie wybory niosa za soba jakies straty. Nie mozna miec ciastko i zjesc ciastko, wiec choc mój dom definitywnie jest tutaj, pewien nostalgiczny zal towarzyszy mi przy powrotach. Powolutku z nastaniem jesieni rozwieje sie... Celem podniesiena na duchu dzis mialam dzien calkowicie frywolny. Zwlaszcza, ze zaczyna sie powakacyjne reentree. Udalam sie na shopping, na razie oczny i: wyczailam cudne buty marki Mustang z mieciutkiej czarnej skórki i obcasik owszem, owszem ale wygodny. Cena do przezycia, wiec zakup dojrzewa. Jak i czarna torebka (pojemna) z równie mieciutkiej skórki. Koszulowa bluzka z jedwabiu koloru kosci sloniowej, no cos co w szafie musi byc (i jest, ale chce te nowa). W sieci ZARA (to w Hiszpanii bardzo popularny sklep. Jak chcesz marynarke Armaniego, ale za przyzwoita cene to idziesz do Zary) szal kolekcji jesiennych. Jutro mam lunch z jedna z moich przyjaciólek. Po obiedzie pójdziemy na spustoszenie :-) Drzyj Viso :-) Odpowiedz Link
jutka1 Re: Powrót na lono 01.09.09, 19:25 Mój rozkrok/rozkrak jest trochę inny, bo i emocjonalny, i fizyczny: część rzeczy tu, część tam, i już cała głupia jestem co mam gdzie. BR\ Odpowiedz Link
maria421 Re: Powrót na lono 01.09.09, 19:58 ZARA jest i u nas, i w Polsce tez, ale nigdy ciuchow Armaniego tam nie widzialam. Kupowalam EA zawsze we Wloszech ( i zawsze dla corci, nie dla siebie, glownie jeansy i T-shirty), ale po przeczytaniu "Gomorry" mam duze watpliwosci czy to, co kupowalam w markowych sklepach to jest naprawde oryginal.... Nic to, najwazniejsze ze bardzo dobrze sie nosi. Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Re: Powrót na lono 02.09.09, 02:22 iwannabesedated napisała: > Miło widzieć Ciebie Bluesie, oraz innych powróconych na forumowe > memłono. Ja po powrocie z moich "mini-wakacji" zaliczyłam niezły > zjazd, chyba dopieroż dzisiaj się lepiej poczułam. A przypomniało mi > się, że kiedyś jak byłam dzieckiem to mnie powrót do domu cieszył. > Do domu, psa, pokoju, do moich kątów, książek, do babci, no fjute > wie, to nie była radość z konkretnej rzeczy, tylko ta radość powrotu > do domu właśnie. I od czasu wyjazdu z Polski już nigdy wiecej tej > radości nie czułam, zawsze powroty były nieprzyjemne bardziej niż > przyjemnie. Myślałam, że to dlatego że przez długi czas nie miałam > swojego prawdziwego domu, ale chyba to nie to. Bo ten mój dom teraz już od długiego czasu mam, a w Warszawie mieszkam jeszcze dłużej, i tej radości powrotu do domu jednak nie czuję. No dobra, dom posiadasz, ale moze podswiadowmie z jakiegos powodu nie czujesz ze to jest prawdziwy dom? I dlatego nie ciesza Ciebie powroty? Moze temu domowi albo poczuciu "bycia u siebie" czegos brakuje? Pisalas ze czujesz sie nieakceptowana zawodowo - moze to jest to? Cokolwiek by to bylo, zycze zmiany na lepsze... Pozdrawiam Luiza-w-Ogrodzie .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>¸¸. Australia-uzyteczne linki Odpowiedz Link
jutka1 No to jeszcze dwa zdjęcia :-) 01.09.09, 22:12 Kompletne kiczowate pocztówki, sorry :-D Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Re: O pierdulach -- Odc. 83 :-) 02.09.09, 01:30 Za trzy tygodnie razem z przesileniem wiosennym nadejdzie astronomiczna wiosna. A moze i lato, cholera wie, bo juz teraz jest cieplej i bardziej sucho niz normalnie na wiosne. Widze, ze moje fizjoterapeutyczne Miskowe starania znajduja poparcie na forum, co mnie cieszy. Kroliki zazwyczaj sa traktowane pogardliwie w porownaniu z kotami i psami i nic dziwnego, wiele osob zna je wylacznie z wielkanocnych pocztowek albo z garnka. W realu kilka osob pytalo sie czemu jej nie uspilam i ze na pewno sie meczy, wysmiewaly sie z fizjo (gimnastyka dla KROLIKA???), albo przeliczaly sensownosc naszych ratunkowych zabiegow na $$$ jakie zaoszczedzilibysmy gdybysmy ja uspili i kupili nowego zdrowego krolika (prawde mowiac wystarczyloby na stado krolikow). Dla mnie rzecz nie podlega dyskusji, uwazam ze zywej istoty pod opieka, czy to dziecko, stary rodzic, chory partner albo niepelnosprawne zwierze nie wyrzuca sie i nie zamienia na nowy model tylko z powodu niewygody jakiej doswiadczamy. Mam nadzieje ze moja corka pojmie te lekcje. Ten tydzien spedze na planowaniu podrozy. Do Norwegii jedziemy za kolo polarne, nie na zwiedzanie calego kraju. Chce zobaczyc zorze polarna, potarzac sie na golasa w sniegu po wyjsciu z sauny, przejechac sie psim zaprzegiem, polazic na rakietach snieznych i co sie jeszcze da tam zrobic, a czego nie mozna zrobic w Australii ;o) W panie tez Praga zima, wlasciwie Nowy Rok tamze, w sumie 4-5 dni - czy macie jakies pomysly co tam mozna wowczas robic albo zobaczyc? Jak tam dojechac z Poznania (samochod odpada - polski styl jazdy, ruch prawostronny i perspektywa jechania zima przez gory nie konweniuja mi z moim konceptem wakacji)? Mam podobne pytania na temat Berlina (tylko z Poznania latwiej dojechac, wystarczy wsiasc w pociag). Planuje zobaczyc Checkpoint Charlie, Pergamon, co jeszcze? Lece dokladnie poczytac pierdolowy watek, choc czas zabrac sie do pracy i molestuja mnie na firmowym czacie. Luiza-w-Ogrodzie Forum AUSTRALIA Odpowiedz Link
jutka1 Środa i przedostatni dzień pracy w tym tygodniu 02.09.09, 08:28 Jeszcze tylko dziś i jutro, w piątek nie pracuję. W praktyce to oznacza kurcgalopek, żeby zdążyć - i spora szansa, że nie zdążę i wezmę laptoka do domu, i rano w piątek będę pracować z domu. Normalka powyjazdowa: raporty, folouapy i inne takie bzdety. Tutaj chłodnawo, Meteoparis gada, że ma być 21-22C. Dobrze chociaż, że bez deszczu. No i tyle. Normalna robocza środa, bez rewelacji (tfu! odpukać!). Miłego dnia :-) Odpowiedz Link
ewa553 Berlin - mon Amour..... 02.09.09, 11:17 Luizo, ciesze sie, ze bedziesz w Berlinie. To cudowne miasto. Czy bedziesz tylko jeden dzien? Nic to. Zrobie Ci taki swietny compact-plan zwiedzania (mam juz w glowie), ze zobaczysz wszystko co chcesz. Komunikacja w Berlinie jest swietna, ale ja wychodze z zalozenia ze skoro umiesz chodzic (sadzac z Twoich relacji), to mam dla Ciebie zwiedzanie glownie na nogach. Mnie tez zawsze szkoda wsiadac do czegokolwiek, bo czasami idac widzi sie po drodze rozne perelki, ktorych w przewodniku nie ma. Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: Berlin - mon Amour..... 02.09.09, 11:39 No właśnie, już mi Ewcia takiego smaku tym Berlinem narobiłaś iż pospieszyłam na justlanded.com aby się dowiedzieć co, jak i za ile? A tu dupa, przypomniało mi się, że niemiecki rynek pracy dla nas zamknięty do 2011. Bu. Przy okazji się dowiedziałam, że niemiecki rynek mieszkaniowy ze wszechmiar jest dziwaczny. Mianowicie, panuje tam niedobór mieszkań, a zarazem restrykcyjna polityka władz wobec wynajmujących właścicieli. Więc na każde ogłoszenie jest zwykle kilkaset zgłoszeń, dzwoni się od 7.30 rano a potem właściciele urządzają jakieś grupowe "okazania". Na dodatek się wynajmuje mieszkania bez mebli, co oznacza iż nie tylko zwykłych urządzeń jak pralka i lodówka nie mają, ale też oświetlenia, szafek, ani nawet zmywaka w kuchni! Czy to prawda? Chyba tak, bo ta witryna całkiem wiarygodne info podała dla krajów które znam, więc czemużby akurat o Niemcach takie brednie wypisywali? Odpowiedz Link
ewa553 wiem ze nic nie wiem... 02.09.09, 11:52 nie wiedzialam np.ze rynek pracy dla Polakow jest zamkniety. Moze tylko w jakichs dziedzinach? Moze tylko w jakichs jest otwarty? Bo czesto slysze o Polakach, ktorzy tu maja umowy i pracuja. Czyta sie tez o tym na (okropnym) forum Polonii w Niemczech. Nie wiem tez dokladnie jaki jest Twoj zawod? Co do mieszkan: jest i tak i tak. Mozna wynajac gotowe apartamenty w pelni wyposazone, nie wiem czy jest ich wiele czy malo, ale na pewno w miastach takich jak Berlin czy Munich jest ich duzo wiecej. Co do wynajmowania z ogladaniem przez kilkaset chetnych, tez slyszalam. Ale w ostatnim czasie trzy osoby z mojego otoczenia wynajmowaly mieszkanie i nie bylo takich cyrkow. Znajdowali na jakims portalu w internecie mieszkanie, dzwonili do wlasciciela i umawiali sie. Jedna z tych znajomych, mlodsza osoba kolo 40-tki szukala dosc dlugo, czesto dostawala odmowy lub wlasciciele nie oddzwaniali wogole. Ale w koncu znalazla co chciala. Z tym ze tu chodzilo o takie "gole" mieszkanie. Moje zycie zawodowe skonczylo sie 5 lat temu, ale pamietam jak jakies 15 lat temu zlikwidowali czesc naszej firmy lezaca na polnocy Niemiec i czesc pracownikow przeniosla sie do nas do Heidelbergu. Wtedy dalismy ogloszenie do gazety, ze poszukujemy umeblowanych apartamentow i mieszkan i wierz mi, ze bylo w czym wybierac/przebierac. I to jest tez czeste, ze firma chcac jakiegos pracownika, pomaga mu w znalezieniu odpowiedniego mieszkania. Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: wiem ze nic nie wiem... 02.09.09, 12:22 Oj Ewcia, Ewcia. Przy naszej akcesji do EU kraje wprowadziły okresy ochronne dla swoich rynków pracy. Ostatnimi krajami, które jeszcze dla nas nie otworzyły swoich rynków i nie zamierzają do 2011 są Niemcy i Austria. To znaczy, że Polacy mogą się starać o pracę w Niemczech na takich zasadach jak cudzoziemcy spoza EU. Haha! no też myślałam, że to jakieś opowieści ekstremalne są, tak jak u nas opowiadają, że się w środku nocy na progu pojawia podchmielony właściciel mieszkania i się wprowadza na 3 miesiące "no bo to moje mieszkanie, do hotelu przecież nie pójdę!". Wyczytałam na tej stronie, że dla "przybywalców" najciekawszą opcją jest sublet, bo młodzi Niemcy chętnie odbywają długie podróże i podejmują pracę zagranicą, podnajmując na ten czas swoje mieszkania. Mój zawód ma tu mniej znaczenia, bo "lokomotywą" miałby być mój chłop będący artystą w swoim fachu jednym z lepszych w Polsce i rozpoznawalnym poza. A ja bym sobie pewnie coś znalazła w jednym z moich kilku zawodów, albo może coś zupełnie innego, albo bym siedząc na krawężniku paliła pety i pletła warkoczyki turystom. O! albo siedząc w rogu knajpy bym sny interpretowała, czyco. W każdym razie koncepcja jest na haku do 2011, więc jest czas wszystko dobrze obmyśleć. A potem się przenieść - zupełnie gdzie indziej. Albo nigdzie, hahaha! Odpowiedz Link
maria421 Re: wiem ze nic nie wiem... 02.09.09, 12:46 Dorota, rynek pracy jest zamkniety dla pracownikow najemnych, ale artysci chyba do takowych nie naleza? Na poczatek wiec zaczerpnelabym rady np. w tej instytucji: www.ihk.pl/ na temat zalozenia wlasnej dzialalnosci na terenie Niemiec. Mieszkan w Niemczech jest cala masa, albo kompletnie urzadzonych, albo kompletnie pustych. Czasami masz mozliwosc przejecia wyposazenia kuchni od poprzedniego najemcy. Radzilabym korzystac z uslug agencji, a to z tej przyczyny ze ono Wam najpierw wszystko dobrze objasnia i lepiej Was zarekomenduja niz Wy sami. Odpowiedz Link
ewa553 Re: wiem ze nic nie wiem... 02.09.09, 12:49 to znaczy ze jednak mozna sie starac o prace? Jesli Cie dobrze rozumiem to mozna, tyle ze trudniej. Czy tez kandydaci spoza EU wogole nie sa dopuszczani? Najlepiej, zebys byla superspecjalistka od compow. Sa bardzo poszukiwani. Albo lekarze na prowincji lub we wschodnich landach. Co do mieszkan: zajrzalam do dzisiejszej gazety i sa dwa ogloszenia mieszkan umeblowanych w moim miescie. Jedno tanie daleko od centrum, drugie w najlepszej dzielnicy miasta, ma 22 qm i maly tarasik na dachu i jest bardzo drogie: 350 eurosow, ale to juz z ogrzewaniem i innymi kosztami "ubocznymi". Ale Mannheim to prowincja. Odpowiedz Link
maria421 Re: wiem ze nic nie wiem... 02.09.09, 13:15 A propos wynajmowania mieszkan. W Polsce, w Poznaniu. Moj brat przejal mieszkanie po mamie. Najpierw stalo ono prawie rok puste, potem je wynajal, umablowane i z calym wyposazeniem. To bylo w lutym tego roku, a w czerwcu lokatorzy juz przestali placic. Po dwoch miesiacach wiec wypowiedzial im umowe. Umowil sie na przejecie kluczy, oni sie zgodzili ale w ostatniej chwili zadzwonili ze nie moga byc osobiscie i klucze zostawia w skrzynce pocztowej. Na pierwszy rzut oka okazalo sie ze w mieszkaniu brakuje obu dywanow, zegara sciennego, jednego aparatu telefonicznego. Prad i gaz odciete za niezaplacone rachunki... Zostalo zlozone zawiadomienie o przestepstwie, ale czy to cos da? Odpowiedz Link
ewa553 Re: wiem ze nic nie wiem... 02.09.09, 13:30 nie wiedzialam ze w Polsce to tez sie dzieje. Tu w telewizji raz po raz reportaze o tzw. Nomadach, ktorzy wedruja od mieszkania do mieszkania, nie placac czynszu i dewastujac co sie da.... Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: wiem ze nic nie wiem... 02.09.09, 13:28 Oj Ewa, na litość boską, nie będę Ci objaśniać niemieckich formalności związanych z pracą, jak jesteś ciekawa to idź na justlanded.com tam jest wszystko łopatologicznie wyjaśnione - w kilku językach. Może się zdziwisz, ale nie jestem prowincjonalnym lekarzem, i wschodnie landy mnie jakoś nie pociągają, hahaha! Z drugiej strony, sporo szczecinian zamiast wynajmować w mieście drogie kawalerki wynajmuje sobie domki po niemieckiej stronie. A niektórzy faktycznie otwierają tam działalności, bo ossie bardzo dużo robią aby ściągnąć polski biznes. Jest mnóstwo ułatwień i przy gminach polskojęzyczni doradcy mający pomagać przy formalnościach. Apropos, Ewa, pisałaś kiedyś o jakimś miasteczku gdzie sprzedają dużo kamieni ozdobnych na ulicach. A ja gdzieś wyczytałam, że na południu Niemiec jest sławne centrum obróbki jaspisów i agatów - dwuczłonowa nazwa, zapomniałam jaka. Czy to może o to samo chodzi? Bo mnie to zaciekawiło... Odpowiedz Link
jutka1 Re: wiem ze nic nie wiem... 02.09.09, 22:55 ewa553 napisała: > to znaczy ze jednak mozna sie starac o prace? Jesli Cie dobrze > rozumiem to mozna, tyle ze trudniej. Czy tez kandydaci spoza EU wogole nie sa dopuszczani? ********* Halo? Halo? Mówi się? Od kiedy Polska jest "spoza EU"? Hę? Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: wiem ze nic nie wiem... 03.09.09, 11:33 No właśnie, sama się zdziwiłam. Niedawno tyle było gadania z niemieckiej strony foruma, o obywatelskiej postawie, głosowaniu, ect. A tu się okazuje, że się nawet podstawowych informacji nie posiada o rzeczach kluczowych. Czyli polityce swojego kraju zamieszkania do swojego kraju pochodzenia. Ale żeby nie wiedzieć nawet, że Polska jest w EU, to chyba odrobina przesady... Odpowiedz Link
maria421 Re: urodziny 02.09.09, 16:32 Jest powod zeby sie napic:) Wlasnie wrocilam z miasta, nic mi sie nie podobalo, nic nie kupilam. Odpowiedz Link
lucja7 Luiza 02.09.09, 18:58 Zrob sobie przejazd po miescie autobusem turystycznym, co da ci obraz calego miasta, pozniej sobie zwiedz dokladniej miejsca ktore cie ruszyly. Pozwoli ci to zrozumiec troche to miasto, nie chciej zobaczyc wszystkiego. Kielbasa na poranny posilek, jazz na wieczor i noc :-)))) Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Lucjo, dzieki 03.09.09, 05:57 Autobus turystyczny to dobry pomysl - czy jest jakas firma, jaka polecasz? W Berlinie (wschodnim) spedzilam kilka dni na zwiedzaniu jako studentka z nasza wspaniala nauczycielka niemieckiego. Miasto mi sie podobalo, przypuszczam ze po zjednoczeniu spodoba mi sie jeszcze bardziej. Pamietam nieodbudowany kosciol, czerwony ratusz, szklany budynek parlamentu, kolacje na wiezy TV. Chetnie przeznacze jakies 4-5 dni na zwiedzanie, tym bardziej ze z Poznania mam bardzo blisko. Bede z kilkunastoletnia corka, wiec nie wiem jak z tym jazzem bedzie ;o) ale na pewno samo lazenie po centrum, wjazd na wieze TV zeby obejrzec panorame, Pergamon Museum, Checkpoint Charlie czyli muzeum Muru Berlinskiego... co jeszcze warto zobaczyc, nie zeby dzikim galopem zaliczac (nienawidze!), ale ogladac bez pospiechu? Pozdrawiam Luiza-w-Ogrodzie .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>¸¸. Australia-uzyteczne linki Odpowiedz Link
ewa553 Re: Lucjo, dzieki 03.09.09, 09:01 . czerwony ratusz stoi w pieknej starej dzielnicy Nikolai. Czerwony nie tylko dlatego, ze z czerwonej cegly, naprawde. Nikolai Viertel pelen fajnych knajpek. Na ogladanie Berlina nie wjezdza sie teraz na wieze TV, tylko na Potsdamer Platz jest najwyzszy budynek, z najszybsza winda i tam sie wjezdza na ogladanie. Sa tablice na ktorych mozna porownac to co sie widzi i wyczytac co to jest. Nieodbudowany kosciol dalej jest nieodbudowany i tak zostanie: to Gedechniskirche, czyli Kosciol Pamieci. W samym srodku miasta. Na szklana kopule parlamentu czyli Reichstagu warto tez wjechac. Dostaje sie sluchawki i wchodzac "slimakiem" pod kopula otrzymujesz caly czas informacje na temat widzianych "obrzektow". Z Checkpoint Charly masz dwa kroki do Exerzierplatz. Plac ciekawy, dwa piekne koscioly i najstarsza "czekoladownia" do ktorej warto wejsc aby sie czegos napic. Stamtad tez juz dwa kroki do Unter den Linden i Bramy Brandenburskiej. Za nia skolei warto przejsc (i obejrzec) kolo Pomnika Holocaustu, a nastepnie - tez niedaleko do Üpzsdamer Platz z Sony Center i tym najwyzszym budynkiem na ktory sie wjezdza. Moglabym tak w nieskonczonosc opowiadac, ale Lucja Ci podpowie na pewno lepsze warianty zwiedzania, w koncu jest fachowcem. Odpowiedz Link
blues28 narobilyscie mi... 03.09.09, 09:28 ... ochoty na odwiedzenie Berlina. Musze zajrzec na strone biur podrózy i zobaczyc czy cos da sie wykroic. W jesieni. Odpowiedz Link
ewa553 Re: narobilyscie mi... 03.09.09, 09:41 a moze by tak male forumowe spotkanko w Berlinie zrobic? Ja sie natychmiast na to pisze! A i Warszawa ma niedaleko do Berlina!! I z Paryza do Berlina tez samoloty lataja:)))) Odpowiedz Link
maria421 Re: narobilyscie mi... 03.09.09, 09:54 OK, zrobimy grupowa wycieczke po Berlinie, Ewa za przewodnika:) Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: narobilyscie mi... 03.09.09, 11:38 Ja się wybieram do Berlina w pierwszy weekend grudnia. Odpowiedz Link
jutka1 Re: narobilyscie mi... 03.09.09, 12:08 Niestety, nie potowarzysze Ci 100Krocie. Grudzien bedzie dla mnie Sajgonem, Kongiem oraz Somalia w jednym. br\ Ide na obiad. Mialam zamiar jesc przy biurku, ale sama mysl o tym przed chwila tak mnie rozmionchala emocjonalnie, ze musze sie oddalic i zjesc po ludzku, inaczej bedzie zle. Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: narobilyscie mi... 03.09.09, 12:14 Idź spokojnie kroczonc na obiad, Pytoniem. Sporządź dla siebie bastion i tam się okop na czas działań wojennych - a więc, obiad w knajpie a nie z papierka, to podstawa. O reszcie pomyśl łapiąc na tarasie wrześniowe słońce. Szukanie gruszek to raz, ale jak Maria pisze, jeśli napadnie na ogródek wróg Twój i chce korzystać z Twoich owoców a z Ciebie uczynić tylko siłę roboczą - to trzeba bronić się. Potem Ci zresztą za to wystawią pomnik jak brzydki chuj, ale tym przejmować się raczej nie należy ;) Odpowiedz Link
ewa553 Re: narobilyscie mi... 03.09.09, 13:15 jak zwykle pjenknie podsumowalas dyskusje, Dorotko! Czy myslisz ze w ten grudniowy weekend mialabys czas aby wypic winko z kilkoma (mam nadzieje) forumowiczkami? Co do EU, toscie chyba niedoczytaly. Powiedzialas Dorota ze Polacy sa traktowani jak ci spoza EU, stad moje pytanie jak ci spoza sa traktowani. Owszem, za malo interesuje sie niemiecka polityka, a raczej interesuje sie tym co mnie (czyli Niemki:))))) dotyczy. Odpowiedz Link
ewa553 Berlin again 03.09.09, 13:17 przypomnialo mi sie ze w slynnych Hackesche Höfe jest fajny sklep z roznymi kamieniami, koralami, sznureczkami i innymi duperelami do produkcji wlasnej bizuterii. Jak tam pojedziesz, to Ci adres podam. Odpowiedz Link
maria421 Re: Berlin again 03.09.09, 19:32 Ja proponuje taka berlinska atrakcje: www.morgenpost.de/berlin/article1092890/So_springt_man_in_Berlin_Mitte_vom_Hochhaus.html?slideshowpage=1 za jedyne 70 czy 100 Euro. Kto sie na to pisze? :) Odpowiedz Link
lucja7 Re: Lucjo, dzieki 03.09.09, 18:39 Luiza, otworz sobie watek Lucji sprzed okolo poltora roku w ktorym napisala swoje wrazenia z berlina. Nazywal sie Paris-Berlin. Pisalam tam rowniez o st Nicolas, czyli nowe stare miasto prefabrykowane, fuj. Zobacz koniecznie budynek "galeries lafayette", od srodka i od zewnatrz, Jean Nouvela, muzeum zydowskie Liebeskinda (jeden z najznakomitszych przykladow dzisiejszej architektury "dekonstruktywnej", pochodz po wyspie muzeow w ogole, nie tylko to o ktorym mowisz (polecam muzeum historyczne, rozbudowane przez Peia, a mozna sie tam dowiedziec z animowanych map w jaki sposob dzisiejsze Niemcy sa spadkobiercami Rzymian), zobacz place (piekny gendarmenmarkt, pariserplatz), odpocznij na trawie na brzegu Sprewy, niedaleko parlamentu, pojdz do bliskiego parku....itd. Szklany "Sony" dostal niechlubna nagrode najbardziej nieudanego budynku (nie pamietam roku), a na wiezowiec zrealizowany przez Renzo Piano (oblozony czerwona cegla) na Potsdammerplatz warto wjechac, pozwoli wam to rzeczywiscie zobaczyc berlinskie nowe centrum, opere z lat 50tych Scharouna i dalej, caly Tiergarten. Co do autobusow, odjezdzaja one z ulicy po poludniowej stronie Alexanderplatz, chyba czerwone, z odkrytym pietrem, jak na calym swiecie. Radze wynajmowac hotele w Berlinie wschodnim, blisko centra bo i tansze i ciekawsze "kulturalnie", bo na starance o klienta. Okolice Alexanderplatz sa tego pelne. Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Re: Lucjo, dzieki 04.09.09, 00:40 Lucjo, mgliscie pamietalam ze byl taki watek, ale nie pamietalam nazwy. Dzienks! Zaraz go odgrzebalam: forum.gazeta.pl/forum/w,14420,79600655,,Paris_Berlin.html?v=2 No to mam pod reka spojrzenie na Berlin okiem architekta i wskazowki hotelowe. Bedziemy tam zima (w styczniu) wiec trawa na brzegu Sprewy moze byc nieco lodowata :o) Zima czestosc lazenia po miescie (co uwielbiam w znanych i nieznanych mi miastach) bedzie uzalezniona od pogody. Ale nawet zima sa muzea, wnetrza budynkow, moze jakies przedstawienie... Teraz sie pogimnastykuje jak to sprzedac corce ;o) Co do hoteli, centrum brzmi dobrze, ze wzgledu na polozenie i wschodniosc cen - zatem Alexanderplatz. Jak znam corke i siebie, hotel i tak bedzie sluzyl tylko do spania, zjedzenia sniadania i ewentualnie wieczornego pisania emajli... Pozdrawiam Luiza-w-Ogrodzie Forum AUSTRALIA Odpowiedz Link
lucja7 Re: Lucjo, dzieki 04.09.09, 09:59 Napisalam: "......(polecam muzeum historyczne, rozbudowane przez Peia, a mozna sie tam dowiedziec z animowanych map w jaki sposob dzisiejsze Niemcy sa spadkobiercami Rzymian)......." a nie widac w tym ironii z jaka chcialam napisac. Przepraszam. Odpowiedz Link
ewa553 Re: Lucjo, dzieki 04.09.09, 10:20 jako znawca prawie wszystkich tematow wiesz zapewne rowniez w jakich amerykanskich muzeach mozna sprawdzic, jak dalece Amerykanie sa spadkobiercami Europejczykow? (to tez ironia) Odpowiedz Link
maria421 Re: Lucjo, dzieki 04.09.09, 10:57 lucja7 napisała: > Napisalam: > "......(polecam muzeum historyczne, rozbudowane przez Peia, a mozna > sie tam dowiedziec z animowanych map w jaki sposob dzisiejsze Niemcy > sa spadkobiercami Rzymian)......." Lepiej w tym celu zwiedzic muzeum rzymsko-germanskie w Kolonii. Ber ironii. (nwet sie rymuje! :-) ) Odpowiedz Link
jutka1 No to zamykam... 04.09.09, 11:08 ... i idę otworzyć nowe. Tak, Basiu, wkleję dzisiejsze wpisy :-) Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: urodziny 02.09.09, 19:57 Co z tym miastem z kamieniami?! Ider czyteż Oder- cośtam? Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: idar-oberstein 02.09.09, 20:32 Owszem, będę tam jeździć na weekendy z Berlina, hahaha! A tak serio, to jak mi odpuści udupiacz, to miałabym ochotę się wybrać na taką długą przejażdżkę po południu Niemiec. Wczesno- jesienną porą... Odpowiedz Link
xurek Re: urodziny 03.09.09, 16:07 nie tylko internet - ja tez mialam wczoraj urodziny. Zapodalam sobie dzien wolny spedzony za obijaniu i szwendaniu sie z mezem a po powrocie ze szkoly rowniez synem. Bylo bardzo milo. Dzisiaj znow nawal roboty, jutro musze tu przyczlapac na jakas telekonferencje chociaz niby mam wolne. Ja planowalam w grudniu wybrac sie sama do Wawy i min. spotkac Stokrotke i Fedore, ale jezeli wszyscy wala do Berlina, to moge ewentualnie tez spotkac sie z wieksza iloscia luda w Berlinie. Kiedy to mialoby byc? Odpowiedz Link
ewa553 Re: urodziny 03.09.09, 16:34 Xurku, wszystkiego naj, naj z okazji. Usciski urodzinowe dolaczam. Berlin. Dorota mowi o pierwszym Wochenende w grudniu. Czas wprawdzie podly, ale coz. Gdyby do spotkania doszlo, to moglabys do mnie przyjechac, bo stad mamy swietny samolo RyanAira: w Berlinie laduje o 7.30 rano, a wieczorem odlatuje spowrotem. Caly dzien wiec do dyspozycji. Fajnie byloby.... Odpowiedz Link
jutka1 Re: urodziny 03.09.09, 16:36 To przeczytaj Xurka na watku "Nie lubie" :-))) (to tak a propos samolotu, ktory londuje (zam.) w Belinie o 7:30 rano :-))))))) Odpowiedz Link
ewa553 Re: urodziny 03.09.09, 16:52 ona nie lubi budzika, a ja bym ja zbudzila osobiscie i lagodnie:)))) I pozwolilabym jej dalej spac w aucie na lotnisko. Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Trzeci dzien wiosny 03.09.09, 05:58 No i jest wiosna, wrzesien w Sydney oznacza otwarte prywatne ogrody, Floriada w Canberze, Tulip Festival w Bowral, Sustainable House weekend 13-go, piknik firmowy Buszmena, festiwal filmow latynoamerykanskich, prace ogrodowe a do tego mam codzienne prostowanie kroliczki - nie, nie chce juz wiecej wrazen, ale chetnie poczytam o cudzych ;o) Siedze na werandzie, sprzatacze wyszli i slucham jak kroliczka w pokoju obok szelesci sloma w klatce a drobny deszcz postukuje o metalowa rure kozy. Na jutro zapowiadany jest prawdziwy deszcz a nawet burze, oby ta prognoza sie sprawdzila, bo jest bardzo sucho. Centralna Australia miala najcieplejsza (powinnam powiedziec: najgoretsza) zime w historii, w naszym stanie (NSW) zaliczylismy jeden z najsuchszych sierpni. Jakos spiaco sie zrobilo pod zachmurzonym niebem, ale nie narzekam, deszcz przychodzi w idealnym czasie - tuz przed weekendem... Wracam do pracy, wiosennie pozdrawiajac przy wtorze lekkiego kichania spowodowanego katarem siennym Luiza-w-Ogrodzie .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>¸¸. Australia-uzyteczne linki Odpowiedz Link
jutka1 Idzie jesień 03.09.09, 08:40 Całą noc padał deszcz. Dobrze się spało. Jest chłodnawo, jasno, niedługo zaczną spadać kasztany - liście już brązowieją. Idzie jesień. Nastrój dopisuje, odpukać. No to lecę na następny dzień Sajgonu.BR\ Miłego dnia :-) Odpowiedz Link
ewa553 Re: Idzie jesień 03.09.09, 09:12 i u mnie wreszcie ochlodzilo sie. Dwa dni temu jeszcze upupiajace 33 stopnie, teraz siapi deszczyk. Termometr na balkonie wskazuje 20 stopni, ale moze z wiaterkiem jest na zewnatrz jeszcze chlodniej. Mimo deszczu jade zaraz do ogrodu, bo przyjdzie kupiec po moja 7- metrowa (!!!!) drabine. Wreszcie wpadlam na pomysl aby dac ogloszenie i chetni sa. Fajnie, bede mogla za to kupic nowa, bardziej dostosowana do moich potrzeb. No i pozbede sie grata z ogrodu. Odpowiedz Link
blues28 Jeszcze nie jesien, niestety... 03.09.09, 09:25 Dzis pierwsza w miare przespana noc. Nieznosne temperatury troche zelzaly, choc jeszcze nie mamy zadnej gwarancji, ze 40-stopniowe koszmary nie wróca. Ale trzeba sie cieszyc tym co los daje i przyjmuje z radoscia pare dni ulgi. Musze wreszcie rozejrzec sie co dzieje sie na niwie kulturalno- ludystycznej w moim miescie no i nodnowic karnet fitnessowy. Trzeba pojezdzic na rowerku (statycznym, niestety) a i wrócic do cwiczen Pilates. Spiesze sie, lete w miasto. Przy okazji skorzystam z dobrodziejstwa klimatu. Jeszcze prowizorycznie ale juz coraz blizej jesieni :-) Odpowiedz Link
maria421 Re: O pierdulach -- Odc. 83 :-) 03.09.09, 14:46 Corcia wrocila. Opalona, wypoczeta, zadowolona. Odpowiedz Link
maria421 Re: O pierdulach -- Odc. 83 :-) 03.09.09, 17:19 ewa553 napisała: > a pierscionek ma??????? Zadnego nowego nie ma:) Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: O pierdulach -- Odc. 83 :-) 03.09.09, 20:46 To może chociaż jakiegoś habibiego sobie przywiozła? Jako kobieta wyzwolona i niezależna? Odpowiedz Link
maria421 Re: O pierdulach -- Odc. 83 :-) 03.09.09, 22:35 Zadnego habibiego, wrocila z tym, z ktorym pojechala. Mowila ze bylo duzo Polakow w tym hotelu i ze odznaczali sie tym, ze juz od rana piwo pili. Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Piatek szary i mokry, ale wiosenny 04.09.09, 00:30 Popadywalo przez wiekszosc nocy, niebo jest niskie i szare - pewnie bedzie padac jeszcze wiecej, co mnie bardzo cieszy. Uwielbiam wiosenne deszcze! Wszystkie ptaki radosnie dra dzioby, ogrod zazielenil sie przez noc. Krolik wypuszczony z krolikarni w ogrod skacze smiesznymi wysokimi lukami zeby nie zamoczyc sobie brzuszka w mokrej trawie. Zbieram sie do roznych zajec - najpierw praca, potem chwila w ogrodzie, zeby wysiac kolejna skrzynke roznych salat, bazylie, dynie i ogorki do rozsadzenia za miesiac a jesli sie wyrobie z raportami to w poludnie urwe sie na basen. Wiosennie pozdrawiam Luiza-w-Ogrodzie .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>¸¸. Australia-uzyteczne linki Odpowiedz Link
jutka1 Piatek szary, mokry, jesienny 04.09.09, 08:54 Całą noc lało. Jest szaro, mokro i chłodno. Dobrze chociaż, że nie muszę iść w ten deszcz do biura. Plany na dziś dość luźne: przed południem piszę jedną rzecz, a potem robię sobie wolne i czas przeznaczam na przyjemności, O! :-) Miłego dnnia :-) Odpowiedz Link
ewa553 piatek piekny, sloneczny 04.09.09, 09:41 wieczorem i w nocy padalo. Jak wstalam przez osma to niebo bylo totalnie zachmurzone. teraz swieci slonce, niebo blekitne bez jednej chmurki. Tak trzymac! Odpowiedz Link