O pierdulach -- Odc. 83 :-)

27.08.09, 18:35
Otwieram. :-)
    • ewa553 Re: O pierdulach -- Odc. 83 :-) 27.08.09, 20:06
      bardzo marnie otwarlas nie przenoszac dyskusji o losie Stokrotki.
      Czyli przerwalas nam wpol slowa....
      • jutka1 Re: O pierdulach -- Odc. 83 :-) 27.08.09, 20:25
        Jestem w biegu i mam slaby internet - dlugie posty mi sie nie chca
        wysylac.

        Wklej sama, toz to zadna filozofia.
    • jutka1 Przeklejam 28.08.09, 00:03
      Przeklejam rozmowe ze Stokrotka. A dla Basi nagana za lenistwo :-)

      Nieprzyjemny powrót ze (zbyt krótkich) wakacji.
      iwannabesedated 27.08.09, 12:04 Odpowiedz
      Powitało mnie kilka nieprzyjemnych maili, chłop się natychmiast
      zatruł a ja popadłam w stupor senny. Dzisiaj deprecha na maksa.
      Rzygać się chce. br\

      -
      wasza stokrotka

      no tak...
      iwannabesedated 27.08.09, 12:51 Odpowiedz
      ...człek przychodzi na najulubieńsze forum, gdzie mu nie jeden raz
      niejeden w kołnierz szlochał i w mankiet smarkał, i się radziło,
      wysłuchiwało, pocieszało - a tu nic. Każdy mordę w bekę z ogórami i
      cicho siedzi, żadnej pociechy, porady, nic.


      Re: no tak...
      xurek 27.08.09, 13:17 Odpowiedz
      Stokrotko, deprecha chyba naprawde straszna, skoro cierpliwosc na
      oczekiwanie pociechy konczy Ci sie po 40 minutach i to w czasie
      przerwy obiadowej kiedy to wiadomo, ze siem frustracjem czyms
      zazera :)).

      Jedyne co Ci na pocieche powiedziec moge to to, ze ja tez czuje sie
      dupiasto i to od dluzszego czasu, wiec moze kupa bedzie Ci razniej.


      Re: no tak...
      iwannabesedated 27.08.09, 13:54 Odpowiedz
      Żebyś wiedziała, Xurku, tak podle się chyba od ponad roku nie
      czułam, albo i dłużej, bo nawet zapomniałam jakie to uczucie
      obleśne. Co pewnie ma swoje pozytywne strony, bo kiedyś się tak
      czułam dużo częściej.

      Z pewnością kupą jest trochę raźniej, więc bardzo Ci za podzielenie
      się swoją dupiastością dziękuję. Nie wiem co Ciebie gryzie, ale mnie
      prócz stadka zwyczajowych i już trochę oswojonych gryzoni napadło
      nagle coś zupełnie nowego. I jest to duże. Mianowicie, spierdalacz
      to jest. A przeprowadziłam się tutaj 17 lat temu z granitowym
      postanowieniem, że tutaj dokonam swojego żywota. Tak mi przetaczanie
      się po świecie z walizką i kartonem książek nadojadło. Natomiast od
      pewnego czasu mam takie odczucie, że jakoś energia tutaj uległa
      zużyciu.


      Re: no tak...
      xurek 27.08.09, 14:02 Odpowiedz

      ja mam bardzo podobnie, z tym, ze wcale mnie to nie dziwi. Ja
      zyje "dekadowo" i jak minie dekada, to mnie zaczyna dupa na tym
      miejscu, w ktorym wlasnie juz tak dlugo siedze, swiedziec. Jak dotad
      ne bylo problemu ze zmiana tapet i klimatow, bo bylam wolna i
      bezdzietna, a teraz mam dziecko i tzw. "obowiazki", wiec czuje sie
      jak przykuta ciezka kula do jednego miejsca.

      Najpierw myslalam, ze uda mi sie te dekadowosc zwalczyc, a teraz sie
      pogodzilam z faktem, ze latwiej zmienic wszystko wokol niz samego
      siebie no i pracuje powoli i w pocie czola nad uwolnieniem sie od
      siedzenia w jednym miejscu i bycia zaleznym od ohydnej
      zglobalizowanej gospodarki tak bardzo jak tylko sie da.

      Do tego dochodzi do mnie powoli, ze nie mam juz 30 lat i juz nigdy
      miala nie bede i wkurza mnie niemilosiernie ze mi to cholerne
      odchudzanie idzie jak krew z nosa albo i gorzej no i jest upal a ja
      upalow nie znosze :)).

      Jak to ktos kiedys powiedzial, tylko krowa nie zmienia pogladow, bo
      ich nie ma. Wiec moze Ty dzialasz jakimis 15-kami i tez juz przyszla
      na Ciebie pora? Nie warto sie trzymac czegos, bo sie to kiedys
      postanowilo, jezeli juz sie tego nie lubi. Wtedy byl czas na
      siasicie na tylku, bo cie walizy zmeczyly, a teraz moze znow jest
      czas, by zaczac je pakowac?

      Re: no tak...
      maria421 27.08.09, 14:15 Odpowiedz
      Po raz drugi dzisiaj zgadzam sie z Xurkiem, tym razem w kwestii
      postanowien
      dawanych samej sobie.

      Ja jestem z tych, co bardzo niechetnie obiecuja czy przyrzekaja. Ale
      jak juz
      KOMUS cos przyrzekna czy obiecaja to wykonaja to na 100%, a jedyna w
      tym
      przeszkoda moze byc np. wpadniecie pod ciezarowke lub inny kataklizm
      czy sila
      wyzsza.

      Natomiast nigdy nie przyrzekam sama sobie bo byloby to niezgodne z
      moja autonomia.

      Re: no tak...
      iwannabesedated 27.08.09, 14:52 Odpowiedz

      Wiecie dziewczyny, coś faktycznie tutaj jest na rzeczy. Ja sobie to
      przyrzeczenie poczyniłam, bo obserwuję jak od prawie 30 lat miota
      się moja rodzina. Odgrywając w każdym miejscu mniej wiecej ten sam
      scenariusz. Ale przecież to nie musi być prawda dla mnie. Moja
      przeprowadzka 17 lat temu do Warszawy była (mimo wszystko) najlepszą
      decyzją w moim życiu.

      Ewa jakiś czas temu napisała, że prześladuje ją odczucie iż nie żyje
      naprawdę. Otóż ja, przez cały czas mieszkania w Stanach, miałam
      takie poczucie. Że to się nie dzieje naprawdę. I przenosiny mnie od
      tego uczucia wybawiły.

      Myślałam, że siedząc na dupie uczę się na błędach rodziny. Ale może
      ich prawda nie jest moją prawdą?

      A to dopiero... Muszę to rozważyć, chociaż przyznam, że na samą myśl
      mnie w dołku ściska i brzuch boli.


      Re: no tak...
      maria421 27.08.09, 16:02 Odpowiedz
      Dorotko , Ty najpierw rozwaz czy Twoje niezadowolenie i deprecha sa
      napewno
      zwiazane z miejscem zamieszkania czy moze tez zrodla tego stanu sa
      zupelnie inne.

      Re: no tak...
      ewa553 27.08.09, 17:02 Odpowiedz

      pardonezmua Dorotko, ale Tobie sie w tej chwili wszystko - jak w tym
      dowcipie - kojarzy z dupom. Twoja "dupa" to wyjazd jakikolwiek.
      Chyba jestescie nomadami z charakteru i z tym sie musisz pogodzic.
      Cokolwiek narzekasz w ostatnim czasie, to zawsze wychodzi na jedno,
      ze trzeba by troszke wyjechac. W jakims filmie powiedzial ostatnio
      facet - wiele podrozujacy, ze czlowiek jest wszedzie troszeczke
      niechetnie. Pomysl nad tym. Teraz Cie wszystko w Wawie mierzi.
      Jestes jewszcze na tyle mloda, ze mozesz sobie pozwoliuc na kolejny
      poczatek. Wyjedz gdzies gdzie znasz jezyk i widzisz jakiekolwiek
      szanse dla siebie. Sprobuj. Jak sie nie uda to masz zawsze swoje
      miejsce w Warszawie, gdzie mieszkanie tylko na jakis czas wynajmiesz
      komus. Przezyjesz znowu cos ciekawego, zmobilizujesz sie starajac
      sie urzadzic, a jak na koncu bedziesz miala tego dosc, to Ci sie
      przypomni jak fajnie jest nad Wisla. Albo moze nie?
      Jestem w tej chwili na etapie zachwytu Berlinem i gdybym byla w
      Twoim wieku, natychmiast bym sie tam przeniosla. Niemiecki nie jest
      Twoim jezykiem, ale zastanow sie gdzie jest tak fantastycznie multi-
      kulti, gdzie wrze zycie i zawodowe i towarzyskie. I jedz. Trzymam za
      Ciebie kciuki.
      • ewa553 Re: Przeklejam 28.08.09, 08:40
        Naganiaj sobie, naganiaj:)))) Tylko wykonuj swoje obowiazki
        forumowe:))))
        • iwannabesedated Re: Przeklejam 28.08.09, 11:51
          Co mnie tak naprawdę mierzi, to klapa zawodowa na całym froncie.
          Lubię Warszawę, moje mieszkanko, przyjaciół, miejsca które tu
          odkryłam, cały ten spędzony tutaj czas. Ale nie mogę już dłużej
          wytrzymać, bo brakuje mi robienia czegoś z pasją i bycia cenioną za
          to. Wykonuję cały czas intensywne próby zmiany tego i to wszystko
          spełza na niczym. Więc jak rozsądny człowiek rozważam możliwość
          przenosin chociaż wcale mi się to nie uśmiecha.
          Wuj mojego chłopa nam opowiadał sporo o rynku konserwacji mebli na
          Śląsku. Ponieważ ta usługa stała się mało opłacalna, wiec dwie
          pracownie o ustalonej od lat renomie po prostu się zwinęły i
          przeniosły. Jedna do Niemiec a druga do Norwegii. Ja sobie wtedy
          pomyślałam, że to jest rozsądne postępowanie, które powinnam
          przynajmniej rozważyć. Chłop mój zresztą też jest mobilny, wykonuje
          wolny zawód artystyczny i rzeczywistość mu także nadojadła.
          Z drugiej strony... Nie cierpię być inostrańcem i nie cierpię
          wynajmować mieszkań. I chciałabym mieć pod ręką mojego psa...
          • ewa553 Re: Przeklejam 28.08.09, 13:55
            Wiesz, Twoj najwiekszy problem w tej chwili to fakt, ze z jednej
            strony lubisz swoja (chwilowa) mala stabilizacje z ciepla dziupla
            (czyli mieszkaniem) w ktorej mozesz sie odciac od swiata, w ktorej
            to dziupelce przytulic mozesz psa a nawet dochodzacego.
            Z drugiej strony marzy Ci sie fascynujaca praca, uznanie otoczenia.
            A te dwie rzeczy nie sa compatibel. Musisz wiec wybrac, nawet jesli
            to bedzie bolesne. Z zaciekawieniem i zyczliwoscia czekam jaka
            podejmiesz decyzje.
    • jutka1 Sobota przed-powrotna 29.08.09, 04:19
      Przed pojsciem spac donosze. Wstaje o piatej rano BR\. Po godzinie
      czeka taksowka, jade na lotnisko, i czeka mnie 17 godzin podrozy.
      Ugh.

      No nic to. Ide spac, pozdrawiam, i bawcie sie dobrze robaczki :-)))
      • fedorczyk4 Re: Sobota przed-powrotna 29.08.09, 08:00
        Mnie czeka zmasowany powrót do domu. We wtorek wracaja le Mąż z
        Synem Środkowym (ten ostatni po 5 latach we Francji, na stałe), a w
        czwartek Dziecinka.Ogarnia mnie lekka panika na tę myśl. Le mężowi
        skończył się kontrakt i będzie pracował w domu. Synuś jest
        kompletnie bezprizorny i nie wiadomo co będzie robił, ale na pewno
        przez dłuższy czas też w domu. Mam ochotę dać nogę na Antarktydę.
        Albo do jakiejś pracy, nawet bardzo nisko płatenej, ale
        zapewniajacej ośmiogodzinną nieobecność w domu.
        • ewa553 Re: Sobota przed-powrotna 29.08.09, 08:38
          jesli nie maja dwoch lewych rak, to przyslij ich do mnie: roboty mam
          bez liku, a wlasnego robotnika nie mam:((((
        • maria421 Re: Sobota przed-powrotna 29.08.09, 10:14
          Wicie co, Fedorczykowa? Za dobrze macie:)
      • iwannabesedated Re: Sobota przed-powrotna 29.08.09, 12:39
        Trzymaj się Pytoniem, chociaż to tempo mrożące krew w żyłach jakieś
        było, to widzę, że kłapnęłaś zębami czujnie i szybko na kilka
        gruszek soczystych dosyć.

        Swoją drogą ten, kto te terminarze podróżne układa musi Cię bardzo
        nie lubić. No chyba, że to Ty sama je układasz, tak jak u
        Miecznickiej, hahaha! Mnie to przypomina moje czasy pracy dla
        korporejszyn gdzie miałam niefart straszny mieć dwóch szefów, a w
        porywach - trzech. Jeden z nich noszący xyfkę "Dziurka" (bo szukał
        zawsze dziury, albo chociaż dziurki w całym), był jakimś strasznym
        skrzyżowaniem polskiego męczennictwa z waspowskim etosem pracy.
        Dlatego, że dzieckiem będąc porzucon został przez polskich
        czarnoroboczych i adoptowan przez farmerów z midwestu, br\. Z owym
        Dziurką wyjazd służbowy to jakiś horror był - w samochodzie narada i
        burza mózgów, na miejscu kwadrylion spotkań, powrót po północy i nie
        były przewidziane żadne przerwy na posiłek. Kiedy już mnie z głodu
        zemdliło na kolejnym spotkaniu i się spytałam kiedy pójdziemy coś
        zjeść, to Dziurka się wybałuszył na mnie morderczo po czym zaraz
        zrobił minę kopniętej w dupem sarenki i omdlewającym głosem mi
        konspiracyjnie doradził, że mogę pójść do supermarketu, coś sobie
        kupić i w trakcie kolejnego spotkania wymknąć na parę minut i zeżreć
        to w kiblu! Hahaha! Potem jak ognia unikałam jakichkolwiek wyjazdów
        z Dziurką, jeździłam sama albo z drugim szefem, który miał zupełnie
        inne podejście.
        cdn. bo jeszcze nie skończyłam, a muszę sobie kawy dorobić.
        • maria421 Re: Sobota przed-powrotna 29.08.09, 15:14
          Dorota, trzeba sie bylo w tym kiblu oflagowac i urzadzic antykorporacyjny sit-in :)
        • jutka1 Re: Sobota przed-powrotna 29.08.09, 22:52
          No i co, gdzie ciag dalszy? He?

          Pisze znienacka z salonki erfrancy, bo maja dwa komputry (ale wifi
          juz nie) i przyszlam na tyle wczesnie, ze sie zalapalam. Aha,
          klawiatura francuska "azerty", wiec jakby co to wina klawiatury. :-)

          Takie tempo podrozy sama sobie narzucilam, bo ta delegacja wypadla
          troche niespodziewanie i nieplanowanie, a w Paryzu juz na mnie
          multum muszow i trzebow czeka. To tylko czesciowe wytlumaczenie -
          reszta to pierd&è&çà@& polaczenia linii LIAT, dzieki ktorym jedynym
          sposobem zdazenia na samolot z Martyniki do Paryza o 18:25 byl lot z
          Barbadosu o 7:45 rano. BR\

          Szefa typu Dziurka miala moja kolezanka. Skonczylo sie tym, ze
          trzasnela drzwiami, przeszla do konkurencji, a na odchodnym napisala
          list do glownego szefa, dlaczego odchodzi. Ze szczegolami.

          Zaraz wleze z osobnym wpisem o dniu dzisiejszym, tylko sobie
          szampana naleje :-)))))))))
    • jutka1 Tranzytowe zwiedzanie Martyniki 29.08.09, 23:33
      Wyladowalam przed 9:00 rano, i po nadaniu bagazu w ErFrancy, z
      perspektywa 9 godzin na Martynice, udalam sie na zwiedzanie Fort-de-
      France. Po godzinie lazenia w upale (36 C) po waskich uliczkach i
      zastanawiania sie, jak ja to przetrzymam, mym oczom ukazalo sie
      nabrzeze i katamarany zabierajace jakichs ludzi -dokonds (zam.).
      Poszlam, podowiadywalam sie, i poplynelam katamaranem na cypel Point
      du Bout, na poludnie od F-d-F. O, tu:
      maps.google.fr/maps?hl=fr&q=point%20du%20bout&um=1&ie=UTF-8&sa=N&tab=wl

      Pol godziny w kazda strone, wiatr, morze, piekne widoki (zdjecia jak
      dojade do Paryza). Na miejscu zacumowalismy w malenkiej zatoce-
      przystani jachtow, wokol ktorej knajpki, sklepiki etc. Poszlam na
      obiad, pojadlam, popilam, pogapilam sie na ludzi. No i gapiac sie
      wokol skonstatowalam, ze w tamtym otoczeniu to dopiero jestem
      kosmita. Wszyscy tam na wakacjach, znajacy sie dobrze, buzi buzi
      dupci dupci, szorty, klapki i te rzeczy, a ja tu w kostiumie i z
      aktowka, hehehehe. Spedzilam tam ponad dwie godziny, po czym
      wrocilam do Fort-de-France, i stamtad taksowka na lotnisko.

      Suma sumarum: dzien, ktory mogl byc koszmarny zaliczam do udanych i
      ciekawych.

      Za godzine wylatuje. Spijcie w tym czasie, robaczki, ktos nie spi
      aby spac mogl ktos :-)))))))))

      Milych snow. A sobie spokojnych lotow zycze :-)))
      • iwannabesedated Re: Tranzytowe zwiedzanie Martyniki 29.08.09, 23:51
        Tia, tia, coś mnie się wydawało, że tym strasznym ciemiężycielem co
        Cię tak do kurcgalopa oszalałego pogania - jesteś Ty.

        Co do cdn. to podróże z drugim szefem to była zupełnie inna
        parakalo. Powiedzmy Ludwik umawiał nie więcej niż dwa spotkania
        dziennie, chętnie nie w biurze lecz przy lunchu lub kawie, rozmowy
        toczyły się spokojnie, Ludwik wypytywał interlokutorów o różne
        różności, o sprawy lokalne, ich zainteresowania, opinie, trwało to
        strasznie długo, więc na początku się denerwowałam trochę bo głupia
        byłam i młoda, jednak - jak się okazało - pojętna i uczyłam się
        szybko. W trakcie tych dwóch góra spotkań Ludwik zjednywał sobie
        zwykle lojalność i serdeczność danej osoby, która potem załatwiała
        mu osobiście lub przez swoje kontakty to co tam chciał mieć
        załatwione. Po trąbie natomiast powietrznej czyli wizycie Dziurki
        zostawała masa wkurwionych, oszołomionych ludzi i więcej z tego
        wynikało perturbacji, nieporozumień i kwopotów niż gdyby w ogóle nie
        jechał. Zdobyci zaś w ten sposób na śmierć i życie wrogowie
        bruździli jeszcze długo po tym jak Dziurka został przez radę
        nadzorczą zwolniony z obowiązków. Ja się niestety od Ludwika jego
        metody nauczyć nie zdołałam bowiem wykupiona zostałam przez
        konkurencję, lecz do tej pory pozostaje on idolem moim niedościgłym.
        • jutka1 Re: Tranzytowe zwiedzanie Martyniki 30.08.09, 11:06
          Donoszę, żem dojechała. Zmęczona, ale w jednym kawałku.

          Więcej za chwilę.
        • maria421 Re: Tranzytowe zwiedzanie Martyniki 30.08.09, 12:48
          A propos szefow... Nie nie bedzie o szefach ale o moim wlasnym "Gabinecie figur
          nadmuchanych":)

          Pierwsza figura jest moja dawna, dlugoletnia sasiadka z Lodzi. Nasze rodziny
          mieszkaly w tej samej kamienicy, drzwi w drzwi i przez sciane.
          Uklad rodziny taki sam: rodzice + dwoje dzieci roznej plci.
          My- spokojni, niewadzacy nikomu; oni najdziksze uprawiali swawole.
          On, jak sobie popil to co drugie zdanie pytal "czy ty mnie masz za frajera?",
          ona natomiast zaczynala na cale gardlo "Arie z kurantem".
          Ona bardzo rozmowna byla i kazda rozmowe zaczylana od informacji "Ja zawsze
          pracowalam na kierowniczych stanowiskach" ,( wtajemniczeni wiedzieli ze bylo to
          kierowanie sklepem spozywczym), oraz o tym jak jej we wojne dobrze u Niemca
          bylo, bo miala 12 par butow z wezowej skorki (moj tata dodawal pod nosem "do
          wyczyszczenia") oraz ze jak odbierala telefon to ja chwalili ze mowi po
          niemiecku z berlinskim akcentem:)
          Lata mijaly, dzieci rosly. Moj brat i ja poszlismy na studia, ich dzieci
          wczesnie zalozyly rodziny sprowadzajac do mieszkania ziecia i synowa. Ziecia
          chyba w garncu maku znalezli- milicjanta (moj tata nazywal go "stojkowy"), ktory
          kazdemu sasiadowi ze szczegolami opowiadal kto on jest co moze i kogo wlasnie
          aresztowal a kogo przesluchiwal.
          Pamietam ze juz pracowalam jak zaczepila mnie kiedys corka sasiadow (troche
          starsza ode mnie) i mowi z duma : "Czy Ty wiesz, ze my teraz obie pracujemy na
          uniwersytecie?" Ona tez pracowala na uniwersytecie. W portierni:)

          Dawniej mnie to irytowalo, teraz mysle sobie, ze swiat bez takich figur bylby
          mniej kolorowy:)
          • jutka1 Bergamutowe zdjęcia :-))) 30.08.09, 22:52
            Tylko kilka, bo laptokowi zajmuje wieki aploudowanie (zam.) każdego zdjęcia. Czas chyba nabyć nowego laptoka...


            http://i25.tinypic.com/2i07rzo.jpg

            http://i25.tinypic.com/152dim9.jpg

            http://i29.tinypic.com/t0713k.jpg

            http://i29.tinypic.com/2mexp2s.jpg

            http://i28.tinypic.com/2qx94k9.jpg

            http://i29.tinypic.com/2yl2oh4.jpg
    • ewa553 Re: O pierdulach -- Odc. 83 :-) 31.08.09, 07:53
      ladne zdjecia robisz Jutencjo. Milo popatrzec. Czekam na zdjecia ze
      Wschodu:))))
    • ewa553 Seksualnosc 31.08.09, 17:08
      Mialam na niedzielnej wycieczce wielka dyskusje na powyzszy temat.
      Zaczelo sie od tego, ze pewna pani blizej mi znana zamartwia sie, bo
      jej 34-letni synek jeszcze nie mial kobiety. Nie wykazuje rowniez
      zainteresowania panami.
      Opowiedzialam o tym i dodalam, ze moim zdaniem jest rzecza moze
      niekoniecznie naturalna, ale spotykana, ze sa ludzie aseksualni
      i dobrze im z tym. I nie ma sie o co martwic. Tymbardziej ze chodzi
      w tym wypadku o chlopaka jak najbardziej zainteresowanego zyciem,
      alkoholem i innymi okropnosciami ktore lata cale spedzaly sen z
      powiek jego rodzicow.
      Moi rozmowcy twierdzili jednak, ze nie ma tak, ze nie ma ludzi
      aseksualnych, ze jesli on nie interesuje sie dziewczynami to pewnie
      jest homoseksualista i albo sobie jeszcze z tego nie zdaje sprawy,
      albo juz to odkryl i niekoniecznie ma ochote temu ulec.
      Ciekawa jestem Waszego zdania. I nie mowcie prosze ze pewnie juz
      babke mial i te rzeczy. Zakladamy ze jest tak jak jego matka
      powiedziala i juz. Bo chodzi mi teraz nie tylko o tego chlopaka,
      tylko o tzw. caloksztalt ludzkosci.
      • maria421 Re: Seksualnosc 31.08.09, 17:50
        Aseksualnosc oczywiscie istnieje, ale zdaje sie ze dla samych zainteresowanym
        nie stanowi problemu:

        de.wikipedia.org/wiki/Asexualit%C3%A4t
        • ewa553 smutna era computera:))))) 31.08.09, 18:00
          w dzisiejszych czasach jak cos komus glowe zaprzata, to juz sie nie
          rozmawia, nie ma dyskusji, argumentow, przykladow, wlasnych
          spostrzezen, nie ma wymiany mysli. Masz pytanie - siegaj do
          wikipedii... Ach gdzie sie podzialy niegdysiejsze czasy (cyt.)....
          Mimo tego - dzieki Marysiu
          • maria421 Re: smutna era computera:))))) 31.08.09, 19:04
            Ewa, ten problem jest mi tak obcy, ze bez encyklopedii ani rusz :)
        • go.ga Re: Seksualnosc 31.08.09, 18:21

          maria421 napisała:

          > Aseksualnosc oczywiscie istnieje, ale zdaje sie ze dla samych zainteresowanym
          > nie stanowi problemu:
          >
          > de.wikipedia.org/wiki/Asexualit%C3%A4t

          Problem moze stanowic dla ewentualnego partnera, o ile osoba aseksualna sie z kims zwiaze. Wtedy to nawet nie problem, ale prawdziwa tragedia. Chyba ze partner tez aseksulany wtedy, wszyscy zadowoleni.
    • luiza-w-ogrodzie Ugrzeznieta w prozie zycia 01.09.09, 00:53
      Z powodow ode mnie niezaleznych (np rehabilitacji kroliczki ze
      zlamanym kregoslupem zwanej Misia) jestem zupelnie ugrzeznieta w
      prozie zycia, zatem forumowanie ograniczalam do minimum. W pracy
      odnawianie budynkow, wiec w ciagu 6 tygodni juz dwa razy sie
      przenosilismy. Ostatnio zaliczalam imprezy urodzinowe (jakos dziwnie
      sie sklada ze mam kilka znajomych Panien i wszyscy maja urodziny
      skomasowane w 10 dniach), bylam na otwarciu wystawy obrazow
      przyjaciolki a na koniec sierpnia jak co roku spedzilam caly dzien
      na wystawie ogrodniczej (wzielam wolne z pracy, zeby pojsc w piatek
      bo w weekend sa tlumy).

      Dzieki naszym wysilkom Misia trzy tygodnie po tym jak znalazlam ja w
      krolikarni pelzajaca wlokac za soba sparalizowane lapki chodzi i
      nawet zaczela podskakiwac i stawac na tylnych lapkach, opierajac sie
      przednimi o klatke. 3-5 razy dziennie robimy jej po 15-30 minut
      gimnastyki rozciagajej tylnych nog i masaze wibracyjne (przy pomocy
      elektrycznej szczoteczki do zebow, he he he) zeby pobudzic nerwy.
      Miala tez kilka sesji akupunktury, po ktorej jest zrelaksowana i
      spiaca a potem zaczyna brykac i wiecej uzywac slabszej lewej nogi.
      Wet akupunkturzysta twierdzi ze kroliczka moze odzyskac pelna
      sprawnosc, wet fizjoterapeutka widzi duze postepy. Zmniejszyl sie
      tez problem z nietrzymaniem moczu, ktory mogl powodowac infekcje i
      byl wskazaniem do uspienia. Na razie do 21 wrzesnia biedaczka musi
      siedziec w malej klatce, az jej sie zrosna kosci, potem bedziemy ja
      wypuszczac w kuchni a jak nabierze sil, zamieszka z powrotem w
      krolikarni w ogrodzie.

      W ogrodzie wiosna w pelni, wszystko kwitnie, jestesmy w stanie
      alertu zeby wyszukiwac i niszczyc gniazda malych agresywnych ptakow
      zwanych tu "noisy miner" - ostatnie gniazdo jakie zrzucilismy bylo
      misternie wyscielone wlosami naszego starego a obficie liniejacego
      krolika. Wskutek zakupow na wystawie ogrodniczej i przybylych z
      Diggers Club przesylek mam do wsadzenia kilka krzaczkow malin,
      rabarbar, drzewko awokadowe i kilkanascie kliwii zoltych i
      czerwonych. Nie wiem, kiedy to wszystko zrobie...

      A tu ciagle cos nowego wyskakuje, w tym tygodniu bede zamawiac
      rozrywki i hotele na zimowy wyjazd do Norwegii i Czech. Przylatuje z
      corka do Polski w polowie grudnia, wylatujemy z powrotem do AU w
      koncu stycznia, planujemy zobaczyc zorze polarna w Norwegii i Prage
      zima (najlepiej na Nowy Rok - wszelkie wskazowki mile widziane) i
      wpasc na kilka dni do Berlina i do syna do Anglii. 7 tygodni poza
      Australia (w tym 2 tygodnie pracy z filii firmy w Poznaniu)! Nie
      wiem, jak ja tyle czasu wytrzymam poza ogrodem. Cale lato mnie
      ominie :o( no ale potem corka bedzie miala dwa lata maturalne, wiec
      takie dlugie wyjazdy nie beda wchodzily w gre. A propos matury,
      dziecko niespodziewanie wybralo jezyk polski jako jeden z
      przedmiotow maturalnych (zastanawiala sie nad rosyjskim).

      No i tyle u mnie. Prozaicznie jak zawsze, choc tym razem nie o
      komposcie.
      Pozdrawiam forumowiczostwo
      Luiza-w-Ogrodzie
      Pour vivre heureux vivons cachés - By żyć szczęśliwie, żyjmy w ukryciu.
      • fedorczyk4 Re: Ugrzeznieta w prozie zycia 01.09.09, 07:14
        Ugrzęźnięta pozytywnie. Już drugi raz (pierwszy na innym forze)
        wyrażam radość z postępów Misi i podziw dla Waszego oddania jej
        sprawie, oraz zachwyt planami na lato:-)
        Jutka super foty, tylko jakoś mało słonecznie chyba tam było.
        Znam jedna aseksuaną osobę. Bardzo miłą i popularną wśród
        przedstawicieli obu płci. I przez obie podejrzewaną o skłonność do
        tej drugiej.
        Lete dalej sprzątać, po to pewnie tylko zeby rodzina zagnoiła to
        natychmiast po przyjeździe:-)
        Ale najpierw ponapawam sie wrześniową aurą nad Wisłą. Jest tak
        pięknie ze ach i och!
        • jutka1 Re: Ugrzeznieta w prozie zycia 01.09.09, 07:54
          Fed, tam teraz jest sam środek pory deszczowej, więc i chmur multum.
          • ewa553 Re: Ugrzeznieta w prozie zycia 01.09.09, 08:47
            Luizo, a kto tak Misie urzadzil? Wydawalo mi sie, ze przebywa
            wsrod "swoich" w krolikarni, wiec takie straszne okaleczenie
            wydaje sie dziwne. Zazdraszczam Ci z calego serca tak wielkiego
            ogrodu. Ja sie miotam z powodu braku miejsca (mam 310 qm) i po
            pierwsze zamieniam trawnik w sad z trawa i wsadze teraz na jesieni
            conajmniej dwa mini drzewka owocowe, a po drugie patrze co na
            grzadkach zmarnialo bezpowrotnie i lamie sobie glowe co z bogatej
            oferty mojego ogrodnika wybrac. Szczesciem napawa mnie fakt, ze
            znalazlam jednak miejsce na kolejny krzak rozy.
            Podziwiam rowniez fakt, ze mimo wielkiej milosci do ogrodu
            decydujesz sie na tak dlugi wyjazd. Ja juz od dawna preferuje
            wyjazdy 1-tygodniowe. Przy wyjazdach nieco dluzszych zgrzytam zebami
            i wyrywam wlosy na mysl, ze mi ogrodek marnieje (i koty tesknia)....
            • luiza-w-ogrodzie Krolicze kontuzje 02.09.09, 01:49
              ewa553 napisała:

              > Luizo, a kto tak Misie urzadzil? Wydawalo mi sie, ze przebywa
              > wsrod "swoich" w krolikarni, wiec takie straszne okaleczenie
              > wydaje sie dziwne.

              Tez mi sie tak wydawalo, ale okazuje sie ze nie jest wcale takie
              dziwne, podobno dosc czesto sie zdarza, szczegolnie u mlodych
              krolikow trzymanych przez hodowcow w malych klatkach i niezbyt
              dobrze karmionych - brak ruchu i zla dieta powoduja u nich
              osteoporoze i wow czas latwo o wypadek. Kroliki maja tak silne tylne
              nogi, ze odbijajac sie w ucieczce albo wykonujac radosne skoki z
              wygibasami same moga sobie ukrecic kregoslup i przypuszczam ze
              wlasnie to sie zdarzylo Misce. Wiele razy podziwialismy jej skrety i
              podskoki jakie robila dla zabawy.

              >Zazdraszczam Ci z calego serca tak wielkiego
              > ogrodu. Ja sie miotam z powodu braku miejsca (mam 310 qm) i po
              > pierwsze zamieniam trawnik w sad z trawa i wsadze teraz na
              jesieni
              > conajmniej dwa mini drzewka owocowe, a po drugie patrze co na
              > grzadkach zmarnialo bezpowrotnie i lamie sobie glowe co z bogatej
              > oferty mojego ogrodnika wybrac. Szczesciem napawa mnie fakt, ze
              > znalazlam jednak miejsce na kolejny krzak rozy.

              Ewo, kazdy ogrod po jakims czasie robi sie za maly ;o) A trawiasty
              sad bedzie na pewno pieknie wygladal no i te owoce! Zazdroszcze
              jablek, sliwek i gruszek, u mnie tylko cytrusy, awokado i longan...
              myzlalam ze posadze figowiec, ale gdzie? To calkiem duze drzewo.

              > Podziwiam rowniez fakt, ze mimo wielkiej milosci do ogrodu
              > decydujesz sie na tak dlugi wyjazd. Ja juz od dawna preferuje
              > wyjazdy 1-tygodniowe. Przy wyjazdach nieco dluzszych zgrzytam
              zebami i wyrywam wlosy na mysl, ze mi ogrodek marnieje (i koty
              tesknia)....

              Wiesz, wyjechac do Europy na tydzien sie po prostu nie oplaca, sam
              lot z przesiadkami trwa dobe. Poza tym Buszmen zostaje i bedzie mial
              dluuuga liste instrukcji co podlewac latem i wielki zakaz
              wypuszczania kur w ogrod ;o) Ogrodu warzywnego jeszcze nie mam a to
              on wymaga najwiecej pracy. Jak juz bedzie, zrobie w nim automatyczny
              system nawadniajacy. Po powrocie w lutym 2010 nie planuje wiekszych
              zagranicznych wakacji przez dwa lata, bo corka zacznie w
              pazdzierniku dwa lata przedmiotow maturalnych i nie moze opuszczac
              lekcji.

              Pozdrawiam, zyczac ogrodniczych sukcesow ;o)
              Luiza-w-Ogrodzie
              Pour vivre heureux vivons cachés - By żyć szczęśliwie, żyjmy w ukryciu.
      • blues28 Luizo... 01.09.09, 10:11
        ...lazi za mna glupi wyskok i rozwarcie pyska na Ciebie, kiedys tam
        jak bardzo zle sie czulam. Przepraszam. Mozna miec rozne zdania, ale
        uzycie choroby jako argumentu jest paskudnym szantazem emocjonalnym
        i za to mi wstyd. Tym bardziej, ze juz tyle lat czytam Cie i bardzo
        lubie. Bylas i jestes moim kacikiem zen :-)
        A teraz, pelna podziwu trzymam kciuki za Misie. I za plany
        wyjazdowe! Imponujace!
        Duzo sniegu i zórz polarnych zycze :-)
        • luiza-w-ogrodzie Bluesie droga 02.09.09, 01:38
          blues28 napisała:

          > ...lazi za mna glupi wyskok i rozwarcie pyska na Ciebie, kiedys
          tam jak bardzo zle sie czulam. Przepraszam. Mozna miec rozne zdania,
          ale uzycie choroby jako argumentu jest paskudnym szantazem
          emocjonalnym i za to mi wstyd. Tym bardziej, ze juz tyle lat czytam
          Cie i bardzo lubie. Bylas i jestes moim kacikiem zen :-)

          Bluesie droga, nie mam Tobie niczego za zle a po owym emailu
          zastanawialam sie czy cos nieprzyjemnego sie z Toba dzieje, bo
          zazwyczaj jestes pelna optymizmu i afirmacji zycia. Nie chcialam sie
          wypytywac zeby nie wywolac wilka z lasu, ale widze ze mialam racje.
          Nie ma sprawy.
          Dziekuje za mile slowo, ciesze sie ze lubisz czytac co wypisuje.
          Bycie kacikiem Zen tez dobrze brzmi (moze dodac do sygnaturki?),
          zaraz przypomnial mi sie tekst kolegi z liceum: "Luiza, Ty to mozesz
          zabic spokojem" ;oPPPPP

          > A teraz, pelna podziwu trzymam kciuki za Misie. I za plany
          > wyjazdowe! Imponujace! Duzo sniegu i zórz polarnych zycze :-)

          Oj tak, trzymaj kciuki za Miske, jeszcze duzo pracy przed nami. Co
          prawda chodzic juz chodzi ale niestety ciagle sie obsikuje a
          krolikowi pieluch nie zalozymy...

          O planach wyjazdowych juz pisalam w tym watku, wcale nie sa takie
          duze jak na 7 tygodni.

          Serdecznie pozdrawiam, posylajac wiosenne, nadzwyczaj dorodne slonce
          i pachnacy kamforowcami wiatr
          Luiza-w-Ogrodzie
          Forum AUSTRALIA
    • jutka1 Wtorek 01.09.09, 08:51
      Meteoparis gada, że ma popadywać, 22-24 C. Hmmm.
      Czuję się zmęczona. Wprawdzie udało mi się przespać całą noc, ale poziom energii
      mam wybitnie niski. :-(
      Dzień (i tydzień) zawalony robotą po uszy br\

      No nic to. Damy radę, ryjem do przodu.
      Miłego dnia życzę.
    • blues28 Powrót na lono 01.09.09, 10:13
      Powrócona na rozgrzane do piekielnych temperatur lono iberyjskie
      staram sie wpasc w koleiny mojego tutejszego zycia. Ale na razie
      idzie mi opornie. Mialam w glowie bogate reminescencje wakacyjne,
      ale wszystko gdzies umklo i nie wiem czy wróci.
      Ciesze sie z powrotu, bo tu jest mój dom, ale na razie jestem jak
      przesadzone drzewo, które pozostawilo korzenie tam wlasnie.
      Oddychalo mi sie cudownie i lekko i nie tylko ze wzgledu na
      zawartosc jodu. Ja po prostu ogromnie lubie moje stare katy, moje
      miasto i ludzi, którzy mi towarzyszyli przez kawal zycia. Jest to
      rodzaj rozdarcia, które pojawia sie przy powrotach i choc mam
      swiadomosc wielu rzeczy, które mnie wkurzaly, których juz nie
      potrafie akceptowac, to natura, moje stare miejsca i przede
      wszystkim ludzie – moi ludzie - kompensowali mi wszystkie
      wkurzenia. Czekam na jesien, bardzo piekna tu w Madrycie i wiem, ze
      razem z koszmarnymi upalami minie nostalgia, która zawsze przywoze z
      kraju.
      • iwannabesedated Re: Powrót na lono 01.09.09, 13:25
        Miło widzieć Ciebie Bluesie, oraz innych powróconych na forumowe
        memłono. Ja po powrocie z moich "mini-wakacji" zaliczyłam niezły
        zjazd, chyba dopieroż dzisiaj się lepiej poczułam. A przypomniało mi
        się, że kiedyś jak byłam dzieckiem to mnie powrót do domu cieszył.
        Do domu, psa, pokoju, do moich kątów, książek, do babci, no fjute
        wie, to nie była radość z konkretnej rzeczy, tylko ta radość powrotu
        do domu właśnie. I od czasu wyjazdu z Polski już nigdy wiecej tej
        radości nie czułam, zawsze powroty były nieprzyjemne bardziej niż
        przyjemnie. Myślałam, że to dlatego że przez długi czas nie miałam
        swojego prawdziwego domu, ale chyba to nie to. Bo ten mój dom teraz
        już od długiego czasu mam, a w Warszawie mieszkam jeszcze dłużej, i
        tej radości powrotu do domu jednak nie czuję.

        Jak zwykle proszę o odzew foruma na to moje "przemyślidło", bo mnie
        ta sprawa nurtuje.
        • blues28 Re: Powrót na lono 01.09.09, 14:56
          Milo byc powitana :-) Dziekuje:-)
          Zawiadamiam, ze Zielone Fiordy spedzily ze mna wiekszosc dni tego
          lata. Jakos wyjatkowo do wszystkiego pasowaly, a juz bialym ciuchom
          (latem nosze duzo bieli) nadawaly taki morski koloryt :-)
          Patrzac przez pryzmat mojego doswiadczenia (bo zupelnie z boku nie
          potrafie na to spojrzec) to sadze, ze w jakims stopniu kazdy z nas
          na tym forum ma syndrom emigranta. Wiekszy lub mniejszy, albo
          nieomal w zaniku, ale on jest.
          Nie ma zasadniczego znaczenia, ze od lat masz mieszkanie i ostatnio
          nie wyjezdzasz. Czesc Twojego zycia spedzilas na obcych ladach i to
          stanie w rozkroku a pod Toba ocean juz Ci zostanie.

          Zlozenie tego uczucia na karb pozostawienia daleko w tyle
          dziecinstwa i dzieciecej naiwnosci/niewinnosci byloby upraszczaniem,
          ale troszczeczke z tego tez jest. Bo czy dzis umiemy cieszyc sie tak
          absolutnie z czegos jak dzieci?
          • maria421 Re: Powrót na lono 01.09.09, 15:02
            Kiedy jeszcze mialam "dom rodzinny" w Polsce, czyli Mame czekajaca na mnie z
            rosolem i z szarlotka tez zaczynalo mi sie w Polsce krecic "tu" i "tam", tez nie
            wiedzialam czy wlasciwie wyjezdzam czy wracam.

            Teraz moj dom jest juz tylko tutaj. I bardzo mi w nim dobrze.
            • ewa553 Re: Powrót na lono 01.09.09, 16:55
              wiem ze jestem troche dziwna pod tym wzgledem, ale w chwili wyjazdu
              z Polski poczulam sie tu od razu w domu. Nigdy, nawet w
              najsmutniejszych tu czasach nie myslalam przez sekunde o powrocie.
              W Polsce jestem w odwiedziny i tyle. W domach mojej siostry czuje
              sie jak u siebie, ale juz na korytarzu nie:)))) A wracajac z wakacji
              do domu nigdy sie nie cieszylam, choc dom rodzinny mialam
              zwariowanie fantastyczny. Zawsze bylo mi smutno, ze koniec laby.
              To teraz na urlopie tesknie za moim obecnym domem, za moimi kotami i
              ogrodem. W sumie mam szczescie, bo takie zycie w rozdarciu i
              tesknocie na pewno nie jest latwe.
              • xurek Re: Powrót na lono 01.09.09, 17:04
                ja nigdy nie lubilam wracac. Ani wtedy, gdy jeszcze mieszkalam w
                domu rodzinnym ani tez w zandym innym z moich kolejnych domow.
                Poworot do domu oznaczal zawsze zakonczenie jakiejs przygody (nawet
                jezeli byla okropna) a zakonczenie przygod jest dl mnie z definicji
                smutne.

                Lubie byc w naszym domu, rownoczesnie pale sie do zmontowania czegos
                nad polskim morzem, gdzie rowniez bede lubiala byc i rownoczesnie
                marzy mi sie, ze bede mogla miedzy moje dwa domy wstawic jeszcze
                dluga podroz badz dlugi pobyt u rodziny/znajomych w Nigerii, ktory
                tez z cala pewnoscia mi sie bedzie podobal. Dla mnie to ani
                rozdarcie ani inna negatywnosc: ja uwielbiam zmiany :)).
              • luiza-w-ogrodzie Re: Powrót na lono 02.09.09, 02:18
                ewa553 napisała:

                > wiem ze jestem troche dziwna pod tym wzgledem, ale w chwili
                wyjazdu
                > z Polski poczulam sie tu od razu w domu. Nigdy, nawet w
                > najsmutniejszych tu czasach nie myslalam przez sekunde o powrocie.
                > W Polsce jestem w odwiedziny i tyle.

                No to jestesmy juz dwie takie dziwne ;o) Jezdze do Polski z wizyta:
                do Mamy i eks-szwagierki a mojej serdecznej przyjaciolki.

                Lubie podrozowac i lubie to robic ze swiadomoscia ze mam lono do
                ktorego wroce po zakonczeniu podrozy. Owo lono, zielone i kwieciste,
                lezy na zboczu pagorka w Sydney. Od lat kazdy wyjazd z Australii po
                dwoch tygodniach przeradza sie w mojej glowie w kryzys p.t. "Co ja
                tutaj robie tak daleko od domu".

                > To teraz na urlopie tesknie za moim obecnym domem, za moimi kotami
                i ogrodem. W sumie mam szczescie, bo takie zycie w rozdarciu i
                > tesknocie na pewno nie jest latwe.

                Wsrod tutejszych emigrantow znam kilkadziesiat tak cierpiacych osob.
                Nikomu z nich nie udaje sie w pelni odczuwac radosci zycia - zawsze
                meczy ich uczucie ze "gdzie indziej", w "starym kraju" byloby lepiej.

                Pozdrawiam
                Luiza-w-Ogrodzie
                .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>¸¸.
                Australia-uzyteczne linki
        • jutka1 Re: Powrót na lono 01.09.09, 17:43
          Jak jadę do PL, to wracam do domu. Jak wracam do Paryża, to też jakby do domu.
          Znam to poczucie rozkraku i rozkroku, i nie jest mi z nim dobrze, przyznaję bez
          bicia.
          • blues28 Re: Powrót na lono 01.09.09, 18:39
            To nie jest tak, ze ja po powrotach tulam sie po katach, nieutulona
            w zalu :-)
            Ale wyjechalam jako dorosla, dojrzala osoba, juz po studiach i ten
            okres w moim zyciu, a zwlaszcza ludzie, którzy mi w nim towarzyszyli
            jest dla mnie wazny i za kazdym razem poswiecam czas nie tylko
            rodzinie ale i przyjaciolom, którzy tam zostali.
            Wciaz nadajemy na tej samej fali, moze ze wzgledu na odswietnosc
            spotkan, ale nie sadze :-)
            Dokonalam wyboru, ale (prawie) wszystkie wybory niosa za soba jakies
            straty. Nie mozna miec ciastko i zjesc ciastko, wiec choc mój dom
            definitywnie jest tutaj, pewien nostalgiczny zal towarzyszy mi przy
            powrotach. Powolutku z nastaniem jesieni rozwieje sie...

            Celem podniesiena na duchu dzis mialam dzien calkowicie frywolny.
            Zwlaszcza, ze zaczyna sie powakacyjne reentree. Udalam sie na
            shopping, na razie oczny i: wyczailam cudne buty marki Mustang z
            mieciutkiej czarnej skórki i obcasik owszem, owszem ale wygodny.
            Cena do przezycia, wiec zakup dojrzewa. Jak i czarna torebka
            (pojemna) z równie mieciutkiej skórki.
            Koszulowa bluzka z jedwabiu koloru kosci sloniowej, no cos co w
            szafie musi byc (i jest, ale chce te nowa).
            W sieci ZARA (to w Hiszpanii bardzo popularny sklep. Jak chcesz
            marynarke Armaniego, ale za przyzwoita cene to idziesz do Zary) szal
            kolekcji jesiennych.
            Jutro mam lunch z jedna z moich przyjaciólek. Po obiedzie pójdziemy
            na spustoszenie :-) Drzyj Viso :-)
            • jutka1 Re: Powrót na lono 01.09.09, 19:25
              Mój rozkrok/rozkrak jest trochę inny, bo i emocjonalny, i fizyczny: część rzeczy
              tu, część tam, i już cała głupia jestem co mam gdzie.
              BR\
            • maria421 Re: Powrót na lono 01.09.09, 19:58
              ZARA jest i u nas, i w Polsce tez, ale nigdy ciuchow Armaniego tam nie widzialam.
              Kupowalam EA zawsze we Wloszech ( i zawsze dla corci, nie dla siebie, glownie
              jeansy i T-shirty), ale po przeczytaniu "Gomorry" mam duze watpliwosci czy to,
              co kupowalam w markowych sklepach to jest naprawde oryginal....

              Nic to, najwazniejsze ze bardzo dobrze sie nosi.

        • luiza-w-ogrodzie Re: Powrót na lono 02.09.09, 02:22
          iwannabesedated napisała:

          > Miło widzieć Ciebie Bluesie, oraz innych powróconych na forumowe
          > memłono. Ja po powrocie z moich "mini-wakacji" zaliczyłam niezły
          > zjazd, chyba dopieroż dzisiaj się lepiej poczułam. A przypomniało
          mi
          > się, że kiedyś jak byłam dzieckiem to mnie powrót do domu cieszył.
          > Do domu, psa, pokoju, do moich kątów, książek, do babci, no fjute
          > wie, to nie była radość z konkretnej rzeczy, tylko ta radość
          powrotu
          > do domu właśnie. I od czasu wyjazdu z Polski już nigdy wiecej tej
          > radości nie czułam, zawsze powroty były nieprzyjemne bardziej niż
          > przyjemnie. Myślałam, że to dlatego że przez długi czas nie miałam
          > swojego prawdziwego domu, ale chyba to nie to. Bo ten mój dom
          teraz już od długiego czasu mam, a w Warszawie mieszkam jeszcze
          dłużej, i tej radości powrotu do domu jednak nie czuję.

          No dobra, dom posiadasz, ale moze podswiadowmie z jakiegos powodu
          nie czujesz ze to jest prawdziwy dom? I dlatego nie ciesza Ciebie
          powroty? Moze temu domowi albo poczuciu "bycia u siebie" czegos
          brakuje? Pisalas ze czujesz sie nieakceptowana zawodowo - moze to
          jest to?

          Cokolwiek by to bylo, zycze zmiany na lepsze...
          Pozdrawiam
          Luiza-w-Ogrodzie
          .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>¸¸.
          Australia-uzyteczne linki
    • jutka1 No to jeszcze dwa zdjęcia :-) 01.09.09, 22:12
      Kompletne kiczowate pocztówki, sorry :-D

      http://i25.tinypic.com/1zcl8vl.jpg

      http://i27.tinypic.com/mv6eqv.jpg
    • luiza-w-ogrodzie Re: O pierdulach -- Odc. 83 :-) 02.09.09, 01:30
      Za trzy tygodnie razem z przesileniem wiosennym nadejdzie
      astronomiczna wiosna. A moze i lato, cholera wie, bo juz teraz jest
      cieplej i bardziej sucho niz normalnie na wiosne.

      Widze, ze moje fizjoterapeutyczne Miskowe starania znajduja poparcie
      na forum, co mnie cieszy. Kroliki zazwyczaj sa traktowane
      pogardliwie w porownaniu z kotami i psami i nic dziwnego, wiele osob
      zna je wylacznie z wielkanocnych pocztowek albo z garnka. W realu
      kilka osob pytalo sie czemu jej nie uspilam i ze na pewno sie meczy,
      wysmiewaly sie z fizjo (gimnastyka dla KROLIKA???), albo przeliczaly
      sensownosc naszych ratunkowych zabiegow na $$$ jakie
      zaoszczedzilibysmy gdybysmy ja uspili i kupili nowego zdrowego
      krolika (prawde mowiac wystarczyloby na stado krolikow). Dla mnie
      rzecz nie podlega dyskusji, uwazam ze zywej istoty pod opieka, czy
      to dziecko, stary rodzic, chory partner albo niepelnosprawne zwierze
      nie wyrzuca sie i nie zamienia na nowy model tylko z powodu
      niewygody jakiej doswiadczamy. Mam nadzieje ze moja corka pojmie te
      lekcje.

      Ten tydzien spedze na planowaniu podrozy. Do Norwegii jedziemy za
      kolo polarne, nie na zwiedzanie calego kraju. Chce zobaczyc zorze
      polarna, potarzac sie na golasa w sniegu po wyjsciu z sauny,
      przejechac sie psim zaprzegiem, polazic na rakietach snieznych i co
      sie jeszcze da tam zrobic, a czego nie mozna zrobic w Australii ;o)

      W panie tez Praga zima, wlasciwie Nowy Rok tamze, w sumie 4-5 dni -
      czy macie jakies pomysly co tam mozna wowczas robic albo zobaczyc?
      Jak tam dojechac z Poznania (samochod odpada - polski styl jazdy,
      ruch prawostronny i perspektywa jechania zima przez gory nie
      konweniuja mi z moim konceptem wakacji)?
      Mam podobne pytania na temat Berlina (tylko z Poznania latwiej
      dojechac, wystarczy wsiasc w pociag). Planuje zobaczyc Checkpoint
      Charlie, Pergamon, co jeszcze?

      Lece dokladnie poczytac pierdolowy watek, choc czas zabrac sie do
      pracy i molestuja mnie na firmowym czacie.
      Luiza-w-Ogrodzie
      Forum AUSTRALIA
    • jutka1 Środa i przedostatni dzień pracy w tym tygodniu 02.09.09, 08:28
      Jeszcze tylko dziś i jutro, w piątek nie pracuję. W praktyce to oznacza
      kurcgalopek, żeby zdążyć - i spora szansa, że nie zdążę i wezmę laptoka do domu,
      i rano w piątek będę pracować z domu. Normalka powyjazdowa: raporty, folouapy i
      inne takie bzdety.

      Tutaj chłodnawo, Meteoparis gada, że ma być 21-22C. Dobrze chociaż, że bez deszczu.

      No i tyle. Normalna robocza środa, bez rewelacji (tfu! odpukać!).

      Miłego dnia :-)
    • ewa553 Berlin - mon Amour..... 02.09.09, 11:17
      Luizo, ciesze sie, ze bedziesz w Berlinie. To cudowne miasto.
      Czy bedziesz tylko jeden dzien? Nic to. Zrobie Ci taki swietny
      compact-plan zwiedzania (mam juz w glowie), ze zobaczysz wszystko
      co chcesz. Komunikacja w Berlinie jest swietna, ale ja wychodze z
      zalozenia ze skoro umiesz chodzic (sadzac z Twoich relacji), to
      mam dla Ciebie zwiedzanie glownie na nogach. Mnie tez zawsze szkoda
      wsiadac do czegokolwiek, bo czasami idac widzi sie po drodze rozne
      perelki, ktorych w przewodniku nie ma.
      • iwannabesedated Re: Berlin - mon Amour..... 02.09.09, 11:39
        No właśnie, już mi Ewcia takiego smaku tym Berlinem narobiłaś iż
        pospieszyłam na justlanded.com aby się dowiedzieć co, jak i za ile?
        A tu dupa, przypomniało mi się, że niemiecki rynek pracy dla nas
        zamknięty do 2011. Bu. Przy okazji się dowiedziałam, że niemiecki
        rynek mieszkaniowy ze wszechmiar jest dziwaczny. Mianowicie, panuje
        tam niedobór mieszkań, a zarazem restrykcyjna polityka władz wobec
        wynajmujących właścicieli. Więc na każde ogłoszenie jest zwykle
        kilkaset zgłoszeń, dzwoni się od 7.30 rano a potem właściciele
        urządzają jakieś grupowe "okazania". Na dodatek się wynajmuje
        mieszkania bez mebli, co oznacza iż nie tylko zwykłych urządzeń jak
        pralka i lodówka nie mają, ale też oświetlenia, szafek, ani nawet
        zmywaka w kuchni! Czy to prawda? Chyba tak, bo ta witryna całkiem
        wiarygodne info podała dla krajów które znam, więc czemużby akurat o
        Niemcach takie brednie wypisywali?
        • ewa553 wiem ze nic nie wiem... 02.09.09, 11:52
          nie wiedzialam np.ze rynek pracy dla Polakow jest zamkniety. Moze
          tylko w jakichs dziedzinach? Moze tylko w jakichs jest otwarty? Bo
          czesto slysze o Polakach, ktorzy tu maja umowy i pracuja. Czyta sie
          tez o tym na (okropnym) forum Polonii w Niemczech. Nie wiem tez
          dokladnie jaki jest Twoj zawod?
          Co do mieszkan: jest i tak i tak. Mozna wynajac gotowe apartamenty
          w pelni wyposazone, nie wiem czy jest ich wiele czy malo, ale na
          pewno w miastach takich jak Berlin czy Munich jest ich duzo wiecej.
          Co do wynajmowania z ogladaniem przez kilkaset chetnych, tez
          slyszalam. Ale w ostatnim czasie trzy osoby z mojego otoczenia
          wynajmowaly mieszkanie i nie bylo takich cyrkow. Znajdowali na
          jakims portalu w internecie mieszkanie, dzwonili do wlasciciela i
          umawiali sie. Jedna z tych znajomych, mlodsza osoba kolo 40-tki
          szukala dosc dlugo, czesto dostawala odmowy lub wlasciciele nie
          oddzwaniali wogole. Ale w koncu znalazla co chciala. Z tym ze tu
          chodzilo o takie "gole" mieszkanie.
          Moje zycie zawodowe skonczylo sie 5 lat temu, ale pamietam jak jakies
          15 lat temu zlikwidowali czesc naszej firmy lezaca na polnocy
          Niemiec i czesc pracownikow przeniosla sie do nas do Heidelbergu.
          Wtedy dalismy ogloszenie do gazety, ze poszukujemy umeblowanych
          apartamentow i mieszkan i wierz mi, ze bylo w czym
          wybierac/przebierac.
          I to jest tez czeste, ze firma chcac jakiegos pracownika, pomaga mu
          w znalezieniu odpowiedniego mieszkania.
          • iwannabesedated Re: wiem ze nic nie wiem... 02.09.09, 12:22
            Oj Ewcia, Ewcia. Przy naszej akcesji do EU kraje wprowadziły okresy
            ochronne dla swoich rynków pracy. Ostatnimi krajami, które jeszcze
            dla nas nie otworzyły swoich rynków i nie zamierzają do 2011 są
            Niemcy i Austria. To znaczy, że Polacy mogą się starać o pracę w
            Niemczech na takich zasadach jak cudzoziemcy spoza EU.

            Haha! no też myślałam, że to jakieś opowieści ekstremalne są, tak
            jak u nas opowiadają, że się w środku nocy na progu pojawia
            podchmielony właściciel mieszkania i się wprowadza na 3 miesiące "no
            bo to moje mieszkanie, do hotelu przecież nie pójdę!". Wyczytałam na
            tej stronie, że dla "przybywalców" najciekawszą opcją jest sublet,
            bo młodzi Niemcy chętnie odbywają długie podróże i podejmują pracę
            zagranicą, podnajmując na ten czas swoje mieszkania. Mój zawód ma tu
            mniej znaczenia, bo "lokomotywą" miałby być mój chłop będący artystą
            w swoim fachu jednym z lepszych w Polsce i rozpoznawalnym poza. A ja
            bym sobie pewnie coś znalazła w jednym z moich kilku zawodów, albo
            może coś zupełnie innego, albo bym siedząc na krawężniku paliła pety
            i pletła warkoczyki turystom. O! albo siedząc w rogu knajpy bym sny
            interpretowała, czyco. W każdym razie koncepcja jest na haku do
            2011, więc jest czas wszystko dobrze obmyśleć. A potem się
            przenieść - zupełnie gdzie indziej. Albo nigdzie, hahaha!
            • maria421 Re: wiem ze nic nie wiem... 02.09.09, 12:46
              Dorota, rynek pracy jest zamkniety dla pracownikow najemnych, ale artysci chyba
              do takowych nie naleza?

              Na poczatek wiec zaczerpnelabym rady np. w tej instytucji:

              www.ihk.pl/
              na temat zalozenia wlasnej dzialalnosci na terenie Niemiec.

              Mieszkan w Niemczech jest cala masa, albo kompletnie urzadzonych, albo
              kompletnie pustych. Czasami masz mozliwosc przejecia wyposazenia kuchni od
              poprzedniego najemcy.
              Radzilabym korzystac z uslug agencji, a to z tej przyczyny ze ono Wam najpierw
              wszystko dobrze objasnia i lepiej Was zarekomenduja niz Wy sami.

            • ewa553 Re: wiem ze nic nie wiem... 02.09.09, 12:49
              to znaczy ze jednak mozna sie starac o prace? Jesli Cie dobrze
              rozumiem to mozna, tyle ze trudniej. Czy tez kandydaci spoza EU
              wogole nie sa dopuszczani? Najlepiej, zebys byla superspecjalistka
              od compow. Sa bardzo poszukiwani. Albo lekarze na prowincji lub we
              wschodnich landach.
              Co do mieszkan: zajrzalam do dzisiejszej gazety i sa dwa ogloszenia
              mieszkan umeblowanych w moim miescie. Jedno tanie daleko od centrum,
              drugie w najlepszej dzielnicy miasta, ma 22 qm i maly tarasik na
              dachu i jest bardzo drogie: 350 eurosow, ale to juz z ogrzewaniem i
              innymi kosztami "ubocznymi". Ale Mannheim to prowincja.
              • maria421 Re: wiem ze nic nie wiem... 02.09.09, 13:15
                A propos wynajmowania mieszkan. W Polsce, w Poznaniu.

                Moj brat przejal mieszkanie po mamie. Najpierw stalo ono prawie rok puste, potem
                je wynajal, umablowane i z calym wyposazeniem. To bylo w lutym tego roku, a w
                czerwcu lokatorzy juz przestali placic. Po dwoch miesiacach wiec wypowiedzial im
                umowe. Umowil sie na przejecie kluczy, oni sie zgodzili ale w ostatniej chwili
                zadzwonili ze nie moga byc osobiscie i klucze zostawia w skrzynce pocztowej.
                Na pierwszy rzut oka okazalo sie ze w mieszkaniu brakuje obu dywanow, zegara
                sciennego, jednego aparatu telefonicznego. Prad i gaz odciete za niezaplacone
                rachunki...

                Zostalo zlozone zawiadomienie o przestepstwie, ale czy to cos da?
                • ewa553 Re: wiem ze nic nie wiem... 02.09.09, 13:30
                  nie wiedzialam ze w Polsce to tez sie dzieje. Tu w telewizji raz po
                  raz reportaze o tzw. Nomadach, ktorzy wedruja od mieszkania do
                  mieszkania, nie placac czynszu i dewastujac co sie da....
              • iwannabesedated Re: wiem ze nic nie wiem... 02.09.09, 13:28
                Oj Ewa, na litość boską, nie będę Ci objaśniać niemieckich
                formalności związanych z pracą, jak jesteś ciekawa to idź na
                justlanded.com tam jest wszystko łopatologicznie wyjaśnione - w
                kilku językach. Może się zdziwisz, ale nie jestem prowincjonalnym
                lekarzem, i wschodnie landy mnie jakoś nie pociągają, hahaha! Z
                drugiej strony, sporo szczecinian zamiast wynajmować w mieście
                drogie kawalerki wynajmuje sobie domki po niemieckiej stronie. A
                niektórzy faktycznie otwierają tam działalności, bo ossie bardzo
                dużo robią aby ściągnąć polski biznes. Jest mnóstwo ułatwień i przy
                gminach polskojęzyczni doradcy mający pomagać przy formalnościach.

                Apropos, Ewa, pisałaś kiedyś o jakimś miasteczku gdzie sprzedają
                dużo kamieni ozdobnych na ulicach. A ja gdzieś wyczytałam, że na
                południu Niemiec jest sławne centrum obróbki jaspisów i agatów -
                dwuczłonowa nazwa, zapomniałam jaka. Czy to może o to samo chodzi?
                Bo mnie to zaciekawiło...
              • jutka1 Re: wiem ze nic nie wiem... 02.09.09, 22:55
                ewa553 napisała:

                > to znaczy ze jednak mozna sie starac o prace? Jesli Cie dobrze
                > rozumiem to mozna, tyle ze trudniej. Czy tez kandydaci spoza EU
                wogole nie sa dopuszczani
                ?
                *********
                Halo? Halo? Mówi się?
                Od kiedy Polska jest "spoza EU"? Hę?
                • iwannabesedated Re: wiem ze nic nie wiem... 03.09.09, 11:33
                  No właśnie, sama się zdziwiłam. Niedawno tyle było gadania z
                  niemieckiej strony foruma, o obywatelskiej postawie, głosowaniu,
                  ect. A tu się okazuje, że się nawet podstawowych informacji nie
                  posiada o rzeczach kluczowych. Czyli polityce swojego kraju
                  zamieszkania do swojego kraju pochodzenia.

                  Ale żeby nie wiedzieć nawet, że Polska jest w EU, to chyba odrobina
                  przesady...
    • ewa553 urodziny 02.09.09, 14:13
      internet skonczyl dzisiaj 40 lat!!!
      • maria421 Re: urodziny 02.09.09, 16:32
        Jest powod zeby sie napic:)

        Wlasnie wrocilam z miasta, nic mi sie nie podobalo, nic nie kupilam.
        • lucja7 Luiza 02.09.09, 18:58
          Zrob sobie przejazd po miescie autobusem turystycznym, co da ci
          obraz calego miasta, pozniej sobie zwiedz dokladniej miejsca ktore
          cie ruszyly. Pozwoli ci to zrozumiec troche to miasto, nie chciej
          zobaczyc wszystkiego.
          Kielbasa na poranny posilek, jazz na wieczor i noc :-))))
          • luiza-w-ogrodzie Lucjo, dzieki 03.09.09, 05:57
            Autobus turystyczny to dobry pomysl - czy jest jakas firma, jaka
            polecasz?

            W Berlinie (wschodnim) spedzilam kilka dni na zwiedzaniu jako
            studentka z nasza wspaniala nauczycielka niemieckiego. Miasto mi sie
            podobalo, przypuszczam ze po zjednoczeniu spodoba mi sie jeszcze
            bardziej. Pamietam nieodbudowany kosciol, czerwony ratusz, szklany
            budynek parlamentu, kolacje na wiezy TV.

            Chetnie przeznacze jakies 4-5 dni na zwiedzanie, tym bardziej ze z
            Poznania mam bardzo blisko. Bede z kilkunastoletnia corka, wiec nie
            wiem jak z tym jazzem bedzie ;o) ale na pewno samo lazenie po
            centrum, wjazd na wieze TV zeby obejrzec panorame, Pergamon Museum,
            Checkpoint Charlie czyli muzeum Muru Berlinskiego... co jeszcze
            warto zobaczyc, nie zeby dzikim galopem zaliczac (nienawidze!), ale
            ogladac bez pospiechu?

            Pozdrawiam
            Luiza-w-Ogrodzie
            .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>¸¸.
            Australia-uzyteczne linki
            • ewa553 Re: Lucjo, dzieki 03.09.09, 09:01
              . czerwony ratusz stoi w pieknej starej dzielnicy Nikolai. Czerwony
              nie tylko dlatego, ze z czerwonej cegly, naprawde. Nikolai Viertel
              pelen fajnych knajpek.
              Na ogladanie Berlina nie wjezdza sie teraz na wieze TV, tylko na
              Potsdamer Platz jest najwyzszy budynek, z najszybsza winda i tam sie
              wjezdza na ogladanie. Sa tablice na ktorych mozna porownac to co sie
              widzi i wyczytac co to jest.
              Nieodbudowany kosciol dalej jest nieodbudowany i tak zostanie: to
              Gedechniskirche, czyli Kosciol Pamieci. W samym srodku miasta.
              Na szklana kopule parlamentu czyli Reichstagu warto tez wjechac.
              Dostaje sie sluchawki i wchodzac "slimakiem" pod kopula otrzymujesz
              caly czas informacje na temat widzianych "obrzektow".
              Z Checkpoint Charly masz dwa kroki do Exerzierplatz. Plac ciekawy,
              dwa piekne koscioly i najstarsza "czekoladownia" do ktorej warto
              wejsc aby sie czegos napic. Stamtad tez juz dwa kroki do Unter den
              Linden i Bramy Brandenburskiej. Za nia skolei warto przejsc (i
              obejrzec) kolo Pomnika Holocaustu, a nastepnie - tez niedaleko do
              Üpzsdamer Platz z Sony Center i tym najwyzszym budynkiem na ktory
              sie wjezdza. Moglabym tak w nieskonczonosc opowiadac, ale Lucja Ci
              podpowie na pewno lepsze warianty zwiedzania, w koncu jest fachowcem.
              • blues28 narobilyscie mi... 03.09.09, 09:28
                ... ochoty na odwiedzenie Berlina. Musze zajrzec na strone biur
                podrózy i zobaczyc czy cos da sie wykroic. W jesieni.
                • ewa553 Re: narobilyscie mi... 03.09.09, 09:41
                  a moze by tak male forumowe spotkanko w Berlinie zrobic? Ja sie
                  natychmiast na to pisze! A i Warszawa ma niedaleko do Berlina!!
                  I z Paryza do Berlina tez samoloty lataja:))))
                  • maria421 Re: narobilyscie mi... 03.09.09, 09:54
                    OK, zrobimy grupowa wycieczke po Berlinie, Ewa za przewodnika:)
                • iwannabesedated Re: narobilyscie mi... 03.09.09, 11:38
                  Ja się wybieram do Berlina w pierwszy weekend grudnia.
                  • jutka1 Re: narobilyscie mi... 03.09.09, 12:08
                    Niestety, nie potowarzysze Ci 100Krocie. Grudzien bedzie dla mnie Sajgonem,
                    Kongiem oraz Somalia w jednym. br\

                    Ide na obiad. Mialam zamiar jesc przy biurku, ale sama mysl o tym przed chwila
                    tak mnie rozmionchala emocjonalnie, ze musze sie oddalic i zjesc po ludzku,
                    inaczej bedzie zle.
                    • iwannabesedated Re: narobilyscie mi... 03.09.09, 12:14
                      Idź spokojnie kroczonc na obiad, Pytoniem. Sporządź dla siebie
                      bastion i tam się okop na czas działań wojennych - a więc, obiad w
                      knajpie a nie z papierka, to podstawa. O reszcie pomyśl łapiąc na
                      tarasie wrześniowe słońce. Szukanie gruszek to raz, ale jak Maria
                      pisze, jeśli napadnie na ogródek wróg Twój i chce korzystać z Twoich
                      owoców a z Ciebie uczynić tylko siłę roboczą - to trzeba bronić się.
                      Potem Ci zresztą za to wystawią pomnik jak brzydki chuj, ale tym
                      przejmować się raczej nie należy ;)
                      • ewa553 Re: narobilyscie mi... 03.09.09, 13:15
                        jak zwykle pjenknie podsumowalas dyskusje, Dorotko!
                        Czy myslisz ze w ten grudniowy weekend mialabys czas aby wypic winko
                        z kilkoma (mam nadzieje) forumowiczkami?
                        Co do EU, toscie chyba niedoczytaly. Powiedzialas Dorota ze Polacy
                        sa traktowani jak ci spoza EU, stad moje pytanie jak ci spoza sa
                        traktowani. Owszem, za malo interesuje sie niemiecka polityka, a
                        raczej interesuje sie tym co mnie (czyli Niemki:))))) dotyczy.
                      • ewa553 Berlin again 03.09.09, 13:17
                        przypomnialo mi sie ze w slynnych Hackesche Höfe jest fajny sklep
                        z roznymi kamieniami, koralami, sznureczkami i innymi duperelami do
                        produkcji wlasnej bizuterii. Jak tam pojedziesz, to Ci adres podam.
                        • maria421 Re: Berlin again 03.09.09, 19:32
                          Ja proponuje taka berlinska atrakcje:

                          www.morgenpost.de/berlin/article1092890/So_springt_man_in_Berlin_Mitte_vom_Hochhaus.html?slideshowpage=1
                          za jedyne 70 czy 100 Euro.

                          Kto sie na to pisze? :)
            • lucja7 Re: Lucjo, dzieki 03.09.09, 18:39
              Luiza, otworz sobie watek Lucji sprzed okolo poltora roku w ktorym
              napisala swoje wrazenia z berlina. Nazywal sie Paris-Berlin.
              Pisalam tam rowniez o st Nicolas, czyli nowe stare miasto
              prefabrykowane, fuj.
              Zobacz koniecznie budynek "galeries lafayette", od srodka i od
              zewnatrz, Jean Nouvela, muzeum zydowskie Liebeskinda (jeden z
              najznakomitszych przykladow dzisiejszej
              architektury "dekonstruktywnej", pochodz po wyspie muzeow w ogole, nie
              tylko to o ktorym mowisz (polecam muzeum historyczne, rozbudowane przez
              Peia, a mozna sie tam dowiedziec z animowanych map w jaki sposob
              dzisiejsze Niemcy sa spadkobiercami Rzymian), zobacz place (piekny
              gendarmenmarkt, pariserplatz), odpocznij na trawie na brzegu Sprewy,
              niedaleko parlamentu, pojdz do bliskiego parku....itd.
              Szklany "Sony" dostal niechlubna nagrode najbardziej nieudanego budynku
              (nie pamietam roku), a na wiezowiec zrealizowany przez Renzo Piano
              (oblozony czerwona cegla) na Potsdammerplatz warto wjechac, pozwoli wam
              to rzeczywiscie zobaczyc berlinskie nowe centrum, opere z lat 50tych
              Scharouna i dalej, caly Tiergarten.
              Co do autobusow, odjezdzaja one z ulicy po poludniowej stronie
              Alexanderplatz, chyba czerwone, z odkrytym pietrem, jak na calym
              swiecie.

              Radze wynajmowac hotele w Berlinie wschodnim, blisko centra bo i tansze
              i ciekawsze "kulturalnie", bo na starance o klienta. Okolice
              Alexanderplatz sa tego pelne.
              • luiza-w-ogrodzie Re: Lucjo, dzieki 04.09.09, 00:40
                Lucjo, mgliscie pamietalam ze byl taki watek, ale nie pamietalam
                nazwy. Dzienks! Zaraz go odgrzebalam:
                forum.gazeta.pl/forum/w,14420,79600655,,Paris_Berlin.html?v=2
                No to mam pod reka spojrzenie na Berlin okiem architekta i wskazowki
                hotelowe. Bedziemy tam zima (w styczniu) wiec trawa na brzegu Sprewy
                moze byc nieco lodowata :o) Zima czestosc lazenia po miescie (co
                uwielbiam w znanych i nieznanych mi miastach) bedzie uzalezniona od
                pogody. Ale nawet zima sa muzea, wnetrza budynkow, moze jakies
                przedstawienie... Teraz sie pogimnastykuje jak to sprzedac
                corce ;o)
                Co do hoteli, centrum brzmi dobrze, ze wzgledu na polozenie i
                wschodniosc cen - zatem Alexanderplatz. Jak znam corke i siebie,
                hotel i tak bedzie sluzyl tylko do spania, zjedzenia sniadania i
                ewentualnie wieczornego pisania emajli...

                Pozdrawiam
                Luiza-w-Ogrodzie
                Forum AUSTRALIA
                • lucja7 Re: Lucjo, dzieki 04.09.09, 09:59
                  Napisalam:
                  "......(polecam muzeum historyczne, rozbudowane przez Peia, a mozna
                  sie tam dowiedziec z animowanych map w jaki sposob dzisiejsze Niemcy
                  sa spadkobiercami Rzymian)......."

                  a nie widac w tym ironii z jaka chcialam napisac.
                  Przepraszam.
                  • ewa553 Re: Lucjo, dzieki 04.09.09, 10:20
                    jako znawca prawie wszystkich tematow wiesz zapewne rowniez w jakich
                    amerykanskich muzeach mozna sprawdzic, jak dalece Amerykanie sa
                    spadkobiercami Europejczykow? (to tez ironia)
                  • maria421 Re: Lucjo, dzieki 04.09.09, 10:57
                    lucja7 napisała:

                    > Napisalam:
                    > "......(polecam muzeum historyczne, rozbudowane przez Peia, a mozna
                    > sie tam dowiedziec z animowanych map w jaki sposob dzisiejsze Niemcy
                    > sa spadkobiercami Rzymian)......."

                    Lepiej w tym celu zwiedzic muzeum rzymsko-germanskie w Kolonii.
                    Ber ironii.
                    (nwet sie rymuje! :-) )
                    • jutka1 No to zamykam... 04.09.09, 11:08
                      ... i idę otworzyć nowe. Tak, Basiu, wkleję dzisiejsze wpisy :-)
      • iwannabesedated Re: urodziny 02.09.09, 19:57
        Co z tym miastem z kamieniami?! Ider czyteż Oder- cośtam?
        • ewa553 idar-oberstein 02.09.09, 20:05
          a co, wybierasz sie?
          • iwannabesedated Re: idar-oberstein 02.09.09, 20:32
            Owszem, będę tam jeździć na weekendy z Berlina, hahaha!

            A tak serio, to jak mi odpuści udupiacz, to miałabym ochotę się
            wybrać na taką długą przejażdżkę po południu Niemiec. Wczesno-
            jesienną porą...
      • xurek Re: urodziny 03.09.09, 16:07
        nie tylko internet - ja tez mialam wczoraj urodziny. Zapodalam sobie
        dzien wolny spedzony za obijaniu i szwendaniu sie z mezem a po
        powrocie ze szkoly rowniez synem. Bylo bardzo milo.

        Dzisiaj znow nawal roboty, jutro musze tu przyczlapac na jakas
        telekonferencje chociaz niby mam wolne.

        Ja planowalam w grudniu wybrac sie sama do Wawy i min. spotkac
        Stokrotke i Fedore, ale jezeli wszyscy wala do Berlina, to moge
        ewentualnie tez spotkac sie z wieksza iloscia luda w Berlinie. Kiedy
        to mialoby byc?
        • jutka1 Re: urodziny 03.09.09, 16:32
          Ooooo. Wszystkiego najlepszego, Xurku! :-)
        • ewa553 Re: urodziny 03.09.09, 16:34
          Xurku, wszystkiego naj, naj z okazji. Usciski urodzinowe dolaczam.
          Berlin. Dorota mowi o pierwszym Wochenende w grudniu. Czas wprawdzie
          podly, ale coz. Gdyby do spotkania doszlo, to moglabys do mnie
          przyjechac, bo stad mamy swietny samolo RyanAira: w Berlinie laduje
          o 7.30 rano, a wieczorem odlatuje spowrotem. Caly dzien wiec do
          dyspozycji. Fajnie byloby....
          • jutka1 Re: urodziny 03.09.09, 16:36
            To przeczytaj Xurka na watku "Nie lubie" :-))) (to tak a propos samolotu, ktory
            londuje (zam.) w Belinie o 7:30 rano :-)))))))
            • ewa553 Re: urodziny 03.09.09, 16:52
              ona nie lubi budzika, a ja bym ja zbudzila osobiscie i lagodnie:))))
              I pozwolilabym jej dalej spac w aucie na lotnisko.
              • jutka1 Re: urodziny 03.09.09, 17:07
                A no chyba ze tak. :-)
        • maria421 Re: urodziny 03.09.09, 17:20
          Sto lat, Xurku!
    • luiza-w-ogrodzie Trzeci dzien wiosny 03.09.09, 05:58
      No i jest wiosna, wrzesien w Sydney oznacza otwarte prywatne ogrody,
      Floriada w Canberze, Tulip Festival w Bowral, Sustainable House
      weekend 13-go, piknik firmowy Buszmena, festiwal filmow
      latynoamerykanskich, prace ogrodowe a do tego mam codzienne
      prostowanie kroliczki - nie, nie chce juz wiecej wrazen, ale chetnie
      poczytam o cudzych ;o)

      Siedze na werandzie, sprzatacze wyszli i slucham jak kroliczka w
      pokoju obok szelesci sloma w klatce a drobny deszcz postukuje o
      metalowa rure kozy. Na jutro zapowiadany jest prawdziwy deszcz a nawet burze, oby ta prognoza sie
      sprawdzila, bo jest bardzo sucho. Centralna Australia miala
      najcieplejsza (powinnam powiedziec: najgoretsza) zime w historii, w
      naszym stanie (NSW) zaliczylismy jeden z najsuchszych sierpni.

      Jakos spiaco sie zrobilo pod zachmurzonym niebem, ale nie narzekam,
      deszcz przychodzi w idealnym czasie - tuz przed weekendem... Wracam
      do pracy, wiosennie pozdrawiajac przy wtorze lekkiego kichania
      spowodowanego katarem siennym

      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>¸¸.
      Australia-uzyteczne linki
      • jutka1 Idzie jesień 03.09.09, 08:40
        Całą noc padał deszcz. Dobrze się spało.
        Jest chłodnawo, jasno, niedługo zaczną spadać kasztany - liście już brązowieją.
        Idzie jesień.
        Nastrój dopisuje, odpukać.
        No to lecę na następny dzień Sajgonu.BR\

        Miłego dnia :-)
        • ewa553 Re: Idzie jesień 03.09.09, 09:12
          i u mnie wreszcie ochlodzilo sie. Dwa dni temu jeszcze upupiajace 33
          stopnie, teraz siapi deszczyk. Termometr na balkonie wskazuje 20
          stopni, ale moze z wiaterkiem jest na zewnatrz jeszcze chlodniej.
          Mimo deszczu jade zaraz do ogrodu, bo przyjdzie kupiec po moja 7-
          metrowa (!!!!) drabine. Wreszcie wpadlam na pomysl aby dac
          ogloszenie i chetni sa. Fajnie, bede mogla za to kupic nowa,
          bardziej dostosowana do moich potrzeb. No i pozbede sie grata z
          ogrodu.
          • blues28 Jeszcze nie jesien, niestety... 03.09.09, 09:25
            Dzis pierwsza w miare przespana noc. Nieznosne temperatury troche
            zelzaly, choc jeszcze nie mamy zadnej gwarancji, ze 40-stopniowe
            koszmary nie wróca. Ale trzeba sie cieszyc tym co los daje i
            przyjmuje z radoscia pare dni ulgi.
            Musze wreszcie rozejrzec sie co dzieje sie na niwie kulturalno-
            ludystycznej w moim miescie no i nodnowic karnet fitnessowy. Trzeba
            pojezdzic na rowerku (statycznym, niestety) a i wrócic do cwiczen
            Pilates.
            Spiesze sie, lete w miasto. Przy okazji skorzystam z dobrodziejstwa
            klimatu. Jeszcze prowizorycznie ale juz coraz blizej jesieni :-)
    • maria421 Re: O pierdulach -- Odc. 83 :-) 03.09.09, 14:46
      Corcia wrocila. Opalona, wypoczeta, zadowolona.
      • ewa553 Re: O pierdulach -- Odc. 83 :-) 03.09.09, 15:31
        a pierscionek ma???????
        • maria421 Re: O pierdulach -- Odc. 83 :-) 03.09.09, 17:19

          ewa553 napisała:

          > a pierscionek ma???????

          Zadnego nowego nie ma:)
      • iwannabesedated Re: O pierdulach -- Odc. 83 :-) 03.09.09, 20:46
        To może chociaż jakiegoś habibiego sobie przywiozła? Jako kobieta
        wyzwolona i niezależna?
        • maria421 Re: O pierdulach -- Odc. 83 :-) 03.09.09, 22:35
          Zadnego habibiego, wrocila z tym, z ktorym pojechala. Mowila ze bylo duzo
          Polakow w tym hotelu i ze odznaczali sie tym, ze juz od rana piwo pili.
    • luiza-w-ogrodzie Piatek szary i mokry, ale wiosenny 04.09.09, 00:30
      Popadywalo przez wiekszosc nocy, niebo jest niskie i szare - pewnie
      bedzie padac jeszcze wiecej, co mnie bardzo cieszy. Uwielbiam
      wiosenne deszcze! Wszystkie ptaki radosnie dra dzioby, ogrod
      zazielenil sie przez noc. Krolik wypuszczony z krolikarni w ogrod
      skacze smiesznymi wysokimi lukami zeby nie zamoczyc sobie brzuszka w
      mokrej trawie.

      Zbieram sie do roznych zajec - najpierw praca, potem chwila w
      ogrodzie, zeby wysiac kolejna skrzynke roznych salat, bazylie, dynie
      i ogorki do rozsadzenia za miesiac a jesli sie wyrobie z raportami
      to w poludnie urwe sie na basen.

      Wiosennie pozdrawiam
      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>¸¸.
      Australia-uzyteczne linki
      • jutka1 Piatek szary, mokry, jesienny 04.09.09, 08:54
        Całą noc lało. Jest szaro, mokro i chłodno. Dobrze chociaż, że nie muszę iść w
        ten deszcz do biura.
        Plany na dziś dość luźne: przed południem piszę jedną rzecz, a potem robię sobie
        wolne i czas przeznaczam na przyjemności, O! :-)

        Miłego dnnia :-)
        • ewa553 piatek piekny, sloneczny 04.09.09, 09:41
          wieczorem i w nocy padalo. Jak wstalam przez osma to niebo bylo
          totalnie zachmurzone. teraz swieci slonce, niebo blekitne bez jednej
          chmurki. Tak trzymac!
Pełna wersja