Miłość i kasa

02.09.09, 20:01
Przeczytałam ostatnio, że wg. ostatnich badań jedna na 7 osób w UK
wzięłaby poważnie pod uwagę możliwość ślubu wyłącznie dla
pieniędzy. W kontekście artykułu, iż kobiety coraz częściej domagają
się spisywania intercyz w celu ochrony swych majątków.

Hm, hm, hm.

Co Wy na to? I proszę mi tu hipokryzyjnie nie tsyk tsykać, pisząc że
to paskudne Brytole takie interesowne, a nam tylko w głowie kwiatki
i bławatki.

Czy finansowy status obdżektu zainteresowania ma znaczenie? I gdzie
jest ta cienka czerwona linia?
    • iwannabesedated Re: Miłość i kasa 02.09.09, 20:10
      Kontynuując, posiadam cudną znajomą, uduchowioną, oczytaną,
      opodróżowaną, mądrą. I owa się od lat turbuje, bo się sparować nie
      może. Jakoś całkiem pod uwagę nie bierze faktu, iż od dwudziestu
      kilku lat pozostaje na utrzymaniu byłego męża, który jej alimenty
      wypłaca. Gdybym ja była facetem, to dla mnie stanowiłoby odrzut
      porównywalny do dżyzdu skunksa. Bowiem bajmi, kobieta będąca na
      utrzymaniu jakiegoś faceta nie jest całkowicie wolna, ani nie jest
      ona niezależna. Więc ja jako facet na wejściu muszę się już
      zdecydować, że albo się godzę że "moją" kobitę będzie utrzymywał
      jakiś facet, albo ja się muszę utrzymywania onej podjąć. A kto by
      chciał od razu podejmować takie decyzje? Nie mówiąc już o tym, że
      kobieta która nigdy nie potrafiła zarobić na swoje potrzeby jest
      moim zdaniem osobą infantylną i odrobinę niedojrzałą.
      • jutka1 Re: Miłość i kasa 02.09.09, 20:26
        Jasny gwint, rozpisałaś się dzisiaj, tyle tematów do przemyślenia, idę myśleć.
      • maria421 Re: Miłość i kasa 02.09.09, 21:48
        Rozne sa sytuacje, rozne pary, rozne malzenstwa. Jezeli sekretarka wyjdzie za
        milionera, to po rozwodzie do sekretariatu nie chce wracac, ani za pensje
        sekretarki zyc nie potrafi.

        W normalnych ukladach jednakoz zdawanie sie tylko na pensje meza jest
        nieodpowiedzialne, a zdawanie sie na alimenty exa jest , jak piszesz,
        zniewoleniem sie.
        • jutka1 Protestuję! Seksizm! 02.09.09, 22:10
          Co to kurnia? Czemu założenie od razu, że tylko kobiety?
          Czasy się zmieniły.
          Znam osobiście przypadki panów lecących na kasę (i nie mówię tu o gigolakach),
          którzy potem się procesują o alimenty. I znam przypadki, gdzie wygrali, i mogą
          dalej siedzieć na dupach i nic nie robić.
          • maria421 Re: Protestuję! Seksizm! 03.09.09, 09:08
            He he he...
            No wlasnie, nie tylko kobiety na kase leca, choc przypadki ze facet zyje z
            alimentow kobiety znane mi sa tylko z pism ilustrowanych jakie czytam u fryzjera
            i dzieja sie gdzies tam w Hollywoodzie.
            • jutka1 Re: Protestuję! Seksizm! 03.09.09, 10:59
              A ja znam bardzo konkretne przypadki tutaj w Paryzu, i wcale nie w kregach
              milionerskich, ot klasa srednia, kobieta zarabiajaca sporo wiecej, facet
              "szukajacy pracy" albo "niezrozumiany artysta" ja oczarowuje do tego stopnia ze
              babeczka zapomina o kontrakcie przedmalzenskim, potem facet ciagle "szuka" pracy
              a dzieki niej ma zapewniony pewien standard zycia. Potem sie rozwala - w
              przypadkach mnie osobiscie znanych facet ma kochanke i sie wydaje, albo zaczyna
              ja bic - sprawa do sadu, i facet zada alimentow, zeby rozwod nie obnizyl mu
              standardu zycia. I dostaje! Plus w jednym przypadku babeczka podczas trwania
              malzenstwa wycofala z Anglii caly swoj fundusz emerytalny sprzed malzenstwa,
              kupili dom, a przy rozwodzie facet zazadal polowy domu. I tez dostal.
              Zaden Hollywood. Zycie.
              • maria421 Re: Protestuję! Seksizm! 03.09.09, 11:13
                Jutka, z tego co piszesz o alimentach dla faceta wynika ze prawo jest glupie
                albo glupio przez sedziow aplikowane.
                W Niemczech ostatnio zmieniono prawo tak, ze alimanty naleza sie dzieciom, a nie
                rozwiedzionym zonom czy mezom, poza przypadkami kiedy ex nie moze pracowac bo
                wychowuje wspolne dzieci do jakiegos tam roku zycia, lub poza przypadkami kiedy
                ex zyjaca/y do tej pory z alimentow jest juz w wieku w ktorym nie ma szans na
                rynku pracy.

                Rozumiem ze kobieta ktora zrezygnowala z wlasnej kariery dla wychowania
                wspolnych dzieci i dla pielegnowania gniazda domowego moze sie czuc takim prawem
                pokrzywdzona. Ale zupelnie nie rozumiem ze facet-pasozyt moze byc decyzja sadu
                dalej pasozytem.
    • maria421 Re: Miłość i kasa 02.09.09, 21:42
      Finansowy status dodaje z pewnoscia obdzektowi urody i erotyki, ale tylko
      dodaje, nie zastepuje.

      • iwannabesedated Re: Miłość i kasa 03.09.09, 11:26
        Ale skąd ten pomysł, że tylko kobity? Przecież właśnie napisałam, że
        to w kontekście artykułu o kobietach, które muszą swych dóbr przed
        męskimi zakusami bronić. Tutaj linka:

        www.guardian.co.uk/lifeandstyle/2009/sep/01/prenuptial-agreements-women

        Ja niestety na kasę polecieć nie mogę, choćbym nawet i chciała - po
        prostu jeśli obdżekt mi nie odpowiada to nie ma przebacz choćby i
        nawet srał sztabkami złota. Wiem, bo miałam okazję być na randce
        kilka razy. No po prostu nie da się. Natomiast w durnej młodości
        zdrazyło się, że pizdziec niezamietno podkralsia i na moich plecach
        wylądował nieudacznik do obucia i nakarmienia. Od tamtej pory
        uruchomił się u mnie taki system, że jak wyczuwam słodkawy
        odorek "zawiesizmu" to zaraz następuje u mnie opad wszystkiego.
        Oczywiście szczytem marzeń byłby facet podniecający, interesujący,
        godny zaufania oraz niebotycznie bogady, lecz taki - nie wiadomo
        właściwie czemu - nie trafił się.
        • jutka1 Re: Miłość i kasa 03.09.09, 12:03
          Stokrotko, ja to pisalam reagujac na wpis Marii, nie na Twoje wpisy. :-)
          • iwannabesedated Re: Miłość i kasa 03.09.09, 12:24
            Ach, rozumiem, ja jakiemuś ogłupieniu przez moje sny uległam, więc
            reaguję chaotycznie.
            Tak czy owak, sprowadza się to do tego, że jest grupa osobników
            obojga płci przyciąganych do partnera przez kasę. I jakie jest Wasze
            zdanie w tej materii - czy jest to faktycznie miłość, czyli czy kasa
            działa jako afrodyzjak przydając powabu nadzwyczajnego objektowi?
            Czy też jest to zwykły materializm?
    • blues28 Erotyka wladzy 03.09.09, 09:20
      Niektóre zwiazki zawierane sa ze wzgledu na pieniadze. Tylko
      na pieniadze. W przypadku obu plci, choc (temat walkowany na watku
      urodzin Ertesa jr.) w naszym, wciaz patriarchalnym spoleczenstwie
      wiecej jest zamoznych mezczyzn niz kobiet. To fakt widoczny nie
      tylko na liscie Forbesa.
      Na ale zwiazki na wylacznym tle finansowym maja krótkie albo
      ciezkie zycie.

      Pieniadze szczescia nie daja, ale baaaardzo pomagaja znosic
      ewentualne nieszczescia. Niezaleznosc finansowa daje poczucie
      sterowania wlasnym zyciem, uczucie wladzy nad otaczajaca nas
      rzeczywistoscia.
      W przypadku duzych i bardzo duzych fortun owa niezaleznosc,
      panowanie prawie nad losem, ów power jest bardzo wyczuwalny. I wiele
      mlodych dziewczyn (teraz równiez wielu mlodych mezczyzn) zakochuje
      sie w tym poczuciu bezpieczenstwa i wladzy, która emanuja z
      bogatych, starszych mezczyzn/kobiet.
      Pomijajac taka drobnostke, ze pieniadze pozwalaja zachowac
      atrakcyjnosc fizyczna, mlody wyglad dzieki botoxom, operacjom
      plastycznym i swietnym krawcom.
      Wyglada na to, ze dobrze zakonserwowany, pewny siebie osobnik
      wygrywa z zaniedbanym, zmeczonym, przygaszonym. Brutalne, ale
      poniekad prawdziwe.....
    • xurek Re: Miłość i kasa 03.09.09, 16:27
      Zgadzam sie z Bluesem: pieniadze to nie tylko wlkad w banku czy
      innych dobrach, lecz rowniez wyglad, swiatopoglad, styl zycia itd.
      To moze wplywac pozytywnie badz negatywnie na tego bogatego i na
      tych go odbierajacych. Oddzielenie czleka od jego sytuacji
      materialej nie jest chyba mozliwe.

      Dla mnie pieniadze nie sa waznym kryterium wyboru, mysle jednak, iz
      jest tak po czesci dlatego, iz posiadam ich sama wystaraczajaca
      ilosc na to, by zapewnic sobie i mojemu potomstwu poziom zycia,
      ktory mnie zadowala. Gdyby tak nie bylo, to moze pieniadz gralby dla
      mnie wieksza role w wyborze partnera.

      Co jest dla mnie warunkiem calkowicie niezbednym do zakochania sie
      to niezaleznosc, rowniez materialna, kandydata na obiekt.

      No i zgadzam sie rowniez ze Stokrotka ze sperprzystojny
      superinteligentny superciekawy facet o supercharakterze, ktory by
      sie we mnie zakochal moglby spokojnie byc rowniez superbogaty. I tez
      nie rozumiem, czemu mi sie taki nigdy nie przytrafil :).

      PS: niedlugo sama bede superbogata, bo zagralam w urodziny w totka i
      poprosilam aniola stroza o prezent w postaci wygranej. Jak siem w
      sobote okaze, ze mam teraz miliony, to wam za jakies pol roku zdam
      sprawozdanie, czy ilosc i jakosc zakochujacych sie we mnie panow
      wzrosla :))
      • maria421 Re: Miłość i kasa 03.09.09, 17:25
        xurek napisała:

        > Zgadzam sie z Bluesem: pieniadze to nie tylko wlkad w banku czy
        > innych dobrach, lecz rowniez wyglad, swiatopoglad, styl zycia itd.


        Oj, nie zawsze, nie zawsze...

        Po tym swiecie stapa wielu tryglodytow z wypchanymi kieszeniami.
        • iwannabesedated Re: Miłość i kasa 03.09.09, 20:55
          Myślę, że domnienamnie iż ktoś bogaty od razu lepiej wygląda, ma
          szerszy światopogląd i ciekawszy styl życia to mniej więcej taki sam
          błąd jak podświadome przekonanie iż ludzie urodziwi są dobrzy i
          uczciwi, szczupli pracowici, a okularnicy - mądrzy. Pewnie, ma
          szersze możliwości, ale to wcale nie znaczy, że umie z nich
          korzystać.

          Mało tego, uważam że jednak łatwiej się wzbogacić niż na przykład -
          zmądrzeć, albo sobie wypracować ekscytującą osobowość.
          • xurek Re: Miłość i kasa 03.09.09, 23:24
            C
            co Wy kolezanki tak jednostronnie pojmujecie? Przeca napisalam, ze
            moze to na tego bogatego zarowno pozytywnie jak i negatywnie czyli
            moze miec swiatopoglad rozszerzony albo zwezony do mamony, moze sie
            ubierac gustownie albo jak nowobogackie bezguscie itp itd. I to,
            jaki wplyw to bogactwo na jego posiadacza ma wplywa na nasza
            percepcje owego. Wiec sie czleka od kasy oddzielic nie da.
            • blues28 Re: Miłość i kasa 04.09.09, 07:18
              Otóz to! Tak samo jak bycie biednym ani nie nobilituje ani nie
              zapewnia glebi ducha i przebogatej osobowosci :-)
              Kretyni, gluptasy, zli ludzie zdarzaja sie wszedzie i wsród ubogich
              i wsród bogatych.

              Ale, niezaleznosc finansowa pozwala na pewne poczucie bezpieczenstwa
              i zwalnia z koniecznosci klaniania sie kazdemu czy lamania wlasnych
              pryncipiów tylko dlatego aby przetrwac.
              Tu gdzie mieszkam bezrobocie spokojnie dubluje srednia europejska.
              Znowu codziennie widze bezdomnych, bezrobotnych proszacych o datki.
              To bolesne, sam widok rani, ani w tym glebi, ani godnosci. To
              rozpacz.
              Oczywiscie jest to przypadek skrajny. Ale bylam swiadkiem (mój
              pierwszy szef) jak zmiana sytuacji materialnej wplywa na osobowosc.
              To wspanialy facet (utrzymujemy kontakty do dzis) o bogatej
              osobowosci, ogromnej dozie sympatii, swiadomy siebie, przyciagajacy
              ludzi jak magnez i wierny swoim principiom.
              Mimo bardzo przecietnej urody kobiety za nim sie uganialy. Wrecz
              zabawne bylo jak pani vice-prezydent mojej korporejszyn smalila don
              cholewki. Az postawil na "niewlasciwego konia" i przegral. Uniósl
              sie honorem i odszedl. Do innej firmy, nowej, która padla po kilku
              miesiacach. Zostal na lodzie. Przez cale dwa lata. I ten czlowiek,
              który wrecz emanowal swiatlem, nagle poszarzal, zbladl, zupelnie
              jakby zgaszono jego wewnetrzna zarówke. Spotykalismy sie czesto i
              jego najgorsza zmora bylo pozostanie bez dochodów a najwiekszym
              marzeniem miec zabezpieczona przyszlosc dla siebie i dla dzieci.
              Bolesne bylo kalnianie sie komu sie dalo, nawet tym których nie
              szanowal, bo moze daliby prace.
              Ja dziekuje Bogu, ze po wielu latach charowania po 12 godzin
              dziennie moge spokojnie zajac sie moim zdrowiem. I byc soba.
              • maria421 Re: Miłość i kasa 04.09.09, 09:18
                blues28 napisała:

                > Otóz to! Tak samo jak bycie biednym ani nie nobilituje ani nie
                > zapewnia glebi ducha i przebogatej osobowosci :-)

                W PRL-u panowal etos "szlachetnego proletariusza", czyli czlowieka niezepsutego
                mamona. Cos na wzor "szlachetnego dzikiego" niezepsutego cywilizacja, tylko ze
                ten etos w Europie jeszcze pokutuje.
                • iwannabesedated Re: Miłość i kasa 04.09.09, 12:52
                  A dajcież spokój kobity! Ja mam jak najbardziej negatywny stosunek
                  do biedy, i jeśli już coś zmienia ludziom charaktery na gorsze - to
                  bieda właśnie.

                  Ogólnie bogactwo jest dla mnie pociągające ze względu właśnie na
                  luz, szerokie możliwości realizowania swoich pomysłów i kaprysów (w
                  tym folgowania kaprysowi pomocy innym ludziom), niezależność,
                  wolność, poczucie że się kieruje swoim życiem. Niestety zdarza się
                  też ludziom z powodu kasy popaść w paranoję, skąpstwo, wywyższanie
                  się, wsobność, zidiocenie i strachliwe trzęsienie dupą.
                  • lucja7 Re: Miłość i kasa 04.09.09, 20:36
                    Piszesz naprawde jak ktos bez pieniedzy, jak ktos kto sobie wyobraza
                    co by bylo... :-(
                    Ale fakt, powzdychac zawsze mozna.
                    • lucja7 Re: Miłość i kasa 04.09.09, 20:54
                      Watek jest postawiony niejasno.
                      Recze ze milosc istnieje wsrod ludzi z niewyobrazalna forsa. Wsrod
                      ludzi bez forsy, podobnie.
                      Mezalianse istnieja odkad istnieja malzenstwa.
                      Oszustwa podobnie. Jak i kradzieze.
                      Mozna wiedziec o co chodzi w tych tutaj dywagacjach?
                      • iwannabesedated Re: Miłość i kasa 04.09.09, 21:16
                        W dywagacjach chodzi o to żeby sobie podywagować. Tak jak w
                        dupczeniu chodzi o to żeby sobie podupczyć.

                        Jeśli zaś chodzi o mój brak kasy, nie rozumiem czemu to obwieszczasz
                        jakbyś odkryła Amerykę. Przecież ja tu ciągle o tym piszę do
                        znudzenia.

                        Co ciekawe, mimo ten niefortunnej przypadłości (coś w swojej
                        uciążliwej upierdliwości porównywalne być może do kurzajek na twarzy
                        lub śmierdzących stóp), udaje mi się o tyle o ile kierować swoim
                        życiem, być niezależna i wolna na tyle na ile się da w obecnym tak
                        zwanym cywilizowanym świecie a także realizować przynajmniej
                        niektóre z moich pomysłów. Osiągnęłam więc pewien stopień bogactwa
                        niezależnego od kwoty posiadanych pieniędzy. Natomiast, jak tak o
                        tym pomyślę, to pieniądze są mi potrzebne bo potrzebuję odnowić mój
                        zapasik Chanel nr.19.
                    • maria421 Re: Miłość i kasa 04.09.09, 22:15
                      lucja7 napisała:

                      > Piszesz naprawde jak ktos bez pieniedzy, jak ktos kto sobie wyobraza
                      > co by bylo... :-(

                      No i???
                    • blues28 Re: Miłość i kasa 05.09.09, 08:24
                      lucja7 napisała:

                      Piszesz naprawde jak ktos bez pieniedzy, jak ktos kto sobie wyobraza
                      co by bylo... :-(
                      Ale fakt, powzdychac zawsze mozna.
                      --------------
                      Powstrzymac sie tez mozna! Omawianie, pokpiwajac, czyjegos
                      teoretycznego
                      braku pieniedzy uraga elementarnym zasadom dobrego
                      wychowania :-((

                      • maria421 Re: Miłość i kasa 05.09.09, 12:42
                        Dodam jeszcze tylko ze milosc miloscia, ale kasa to jest baaardzo relatywne pojecie.

                        Wszyscy tutaj mozemy czuc sie albo bardzo bogaci, albo bardzo biedni; w
                        zaleznosci od tego do jakiego standardu sie porownujemy.

                        • jutka1 Re: Miłość i kasa 05.09.09, 15:39
                          maria421 napisała:

                          > Dodam jeszcze tylko ze milosc miloscia, ale kasa to jest baaardzo relatywne
                          pojecie.
                          >
                          > Wszyscy tutaj mozemy czuc sie albo bardzo bogaci, albo bardzo biedni; w
                          zaleznosci od tego do jakiego standardu sie porownujemy.
                          *******
                          Oczywiście, że wszystko jest relatywne. Poza jednym: jeśli trzeba liczyć grosze
                          w cenach produktów w koszyku w sklepie spożywczym.
                          • maria421 Re: Miłość i kasa 05.09.09, 18:42
                            jutka1 napisała:

                            > Oczywiście, że wszystko jest relatywne. Poza jednym: jeśli trzeba liczyć grosze
                            > w cenach produktów w koszyku w sklepie spożywczym.

                            Co racja to racja.
                      • iwannabesedated Re: Miłość i kasa 05.09.09, 17:55
                        Dzięki Bluesie i Marysiu za danie odporu Łucji w mojej obronie,
                        bardzo miłe z Waszej strony. Gdyby to napisała jakaś prawdziwa
                        forumowa osoba, to pewnie by mi się przykro zrobiło. A tak, to tylko
                        pierdolenie trolla, coś jakby telewizor gadał.
                        • lucja7 Re: Miłość i kasa 05.09.09, 18:12
                          Razem razniej :-)))))
                          • iwannabesedated Re: Miłość i kasa 05.09.09, 18:20
                            Owszem. Serdeczni ludzie to podstawa. O czym życzę Ci abyś się mogła
                            przekonać kiedy nasąpi Twoja kolej liczenia moniaków przy kasie w
                            spożywczaku. Hahaha!

                            Człowiek jest jak gówno na kole, raz na górze, raz na dole. Jesteś
                            wystarczająco stara żeby to wiedzieć droga Lusiu, ale jednak nie tak
                            stara aby już o tym móc zapomnieć.
                            • kan_z_oz Re: Miłość i kasa 06.09.09, 13:02
                              iwannabesedated napisała:

                              > Owszem. Serdeczni ludzie to podstawa. O czym życzę Ci abyś się
                              mogła
                              > przekonać kiedy nasąpi Twoja kolej liczenia moniaków przy kasie w
                              > spożywczaku. Hahaha!
                              >
                              > Człowiek jest jak gówno na kole, raz na górze, raz na dole. Jesteś
                              > wystarczająco stara żeby to wiedzieć droga Lusiu, ale jednak nie
                              tak
                              > stara aby już o tym móc zapomnieć.
                              >
                              ODP: "Serdeczni ludzie to podstawa" - i to jest dla mnie jedna ze
                              skladowych tzw. ogolnego, w tym monetarnego 'bogactwa'.
                              Im wiecej $$$ tym nizej nalezy trzymac glowe - w znaczeniu 'pokora z
                              godnoscia'.
                              Inaczej to jakby czlowiek wystawil doope z aroganckim do zycia
                              zyczeniem - kopnij, mnie tak mocno jak potrafisz...

                              Tak wiec, bogactwo materialne to skladowa tego wewnetrzego oraz
                              pasji wykonywania swojego zajecia/zawodu...monetarne wynagrodzenie
                              przebiega wg mnie wedle potrzeb indywidualnych. Ludzie, ktorzy
                              spelniaja te ostanie, maja tyle ile potrzebuja...hahahaha

                              Tak wiec, jesli Stokrotka 'sciga'sie sama ze soba to widzi sukces.
                              Podobnie jak widza go inni - i jest to bardzo subiektywne odczucie
                              do oceny z zewnatrz, bo punkt 'startu' jest tez indywidualny.

                              Milosc? Partner jest naszym odpowiednikiem. Poczucie braku
                              pieniedzy, moze byc wiec rownowazone przez poczucie braku czegos tam
                              u tej drugiej osoby...
                              Te odczucia koncza sie tez natychmiastowo, gdy strony majac dosyc,
                              uznaja, ze juz sa w stanie 'bycia' - a nie 'zyczen'.

                              Jestem - jest afirmacja, ktora po pewnym czasie przenosi do miejsca
                              gdzie pragniemy byc.
                              Chce - jest afirmacja, ktora na stale daje poczucie braku oraz
                              niedostatku. (Dokladnie jest to zyczenie odczytywane jako - ja chce
                              odczuwac czy miec poczucie braku, niedostatku)

                              Nie chce - jest wciaz ta sama afirmacja co ww. - 'nie', nie jest
                              wogole odczytywane. Odczytywanie 'nie' jest nawet uczone przez
                              psychologie - dzieci tego nie czytaja. Nie rozmawiaj - znaczy
                              rozmawiaj...
                              zmiana nawykow... - nie zeby ktos NIE wiedzial...hehehe

                              Ale wciaz sie zapomina...przypominam tu i przypominam sobie, kazdego
                              dnia...bo wiedziec, nie znaczy pamietac.

                              Caluje
                              Kan

                              • lucja7 Uliczny proces 08.09.09, 12:20
                                Blues napisal:
                                ".......Omawianie, pokpiwajac, czyjegos teoretycznego braku
                                pieniedzy uraga elementarnym zasadom dobrego wychowania :-(( "

                                Zwracajac sie do Stokrotki, ze napisala marzycielski tekst tak jakby
                                nie miala forsy, spotkal sie z seria elementarnych
                                dobroserduszkowych wypowiedzi ktorych kwiatkiem jest powyzszy.

                                Gdzie ja kpie, w malej uwadze na temat formy tekstu, z czyjegos
                                braku pieniedzy? Jakiego braku? Gdzie ja omawiam? Kogo?
                                Normalny czytelnik potrafi zrozumiec ze mowa o tekscie (piszesz
                                jakbys) a nie o osobie (nie masz forsy).
                                Oswiadczam wiec publicznie ze nie mam absolutnie zadnych danych o
                                portfelach tutejszych forumowiczek, czow i ze mnie to absolutnie nie
                                interesuje. Nigdy nie smialabym tez kpic sobie z ludzi ubogich.
                                Stokrotka, bardzo skromnie, podziekowala elementarnie wychowanym
                                dobrym serduszkom, no i kolko sie zamknelo.

                                Zwykle nie odpowiadam na insynuacje, ale tu jako ze odbyl sie
                                uliczny, publiczny proces, musze.
                                Jest to ilustracja w jaki sposob niedoczytanie, nieporozumienie
                                prowadzi do niptrzebnych wrzaskow.
                                • maria421 Re: Uliczny proces 08.09.09, 13:28
                                  Na cos sie jednak ten uliczny proces przydal, Lucja zmiekla:)
                                • kan_z_oz Re: Uliczny proces 08.09.09, 15:47
                                  lucja napisala;
                                  Zwykle nie odpowiadam na insynuacje, ale tu jako ze odbyl sie
                                  uliczny, publiczny proces, musze.
                                  Jest to ilustracja w jaki sposob niedoczytanie, nieporozumienie
                                  prowadzi do niptrzebnych wrzaskow.

                                  ODP: Malo bywam na tej ulicy. Odpowiedz jakos mi tak wypadla
                                  blado...ale, internet...jest malo przyjazny. Sama piszac przyjaznie
                                  ale bedac utrafiona przez jakies tam okolicznosci - wypadam jak
                                  doopa maryna.

                                  Mnie wyjasnienie Lusni pasuje...ciesze sie tez bardzo...i prosze nie
                                  pytac az tak dokladnie z czego - z zycia chyba???

                                  Caluje wiec wszystkich dokladnie jeszcze raz.

                                  Kan
                                  • lucja7 Re: Uliczny proces 11.09.09, 01:29
                                    Kan:
                                    "Mnie wyjasnienie Lusni pasuje...ciesze sie tez bardzo...i prosze
                                    nie pytac az tak dokladnie z czego - z zycia chyba???"

                                    Ja tez sie ciesze i sie dziele.
                                • blues28 Re: Uliczny proces 10.09.09, 09:31
                                  Lucjo, napisalas: "Piszesz naprawde jak ktos bez pieniedzy, jak ktos kto sobie
                                  wyobraza
                                  co by bylo... :-(
                                  Ale fakt, powzdychac zawsze mozna."
                                  Jezeli w tym nie bylo zadnego kpiarskiego podtekstu, to uwazam, ze wyrazilas sie
                                  nieprecyzyjnie. A potrafisz – jak chcesz - byc bardzo precyzyjna ;-)
                                  Zalozenie, ze Stokrotka napisala marzycielski tekst o braku pieniedzy
                                  jest troche dziwne, ale cóz, ludzie maja rózne ekstrawagancje no i upodobania –
                                  rzecz wzgledna, nie dyskutuje sie o nich.
                                  Zatem jesli to bylo takie tam sobie dywagowanie – bez podtekstów to przepraszam
                                  za niewlasciwa interpretacje.
                                  Ale rzeklszy powyzsze, pytam po co to tragizowanie, hamletyzowanie z
                                  ulicznym, publicznym procesem, wrzaskami (skoro dopisaly sie tylko i to
                                  spokojnie Maria i Kan) by nastepnie, protekcjonalnie poklepac po pleckach
                                  elementarnie wychowane dobre serduszka forumowe?
                                  Cos mi ten mozolnie budowany wizerunek swietej Lucji skrzypi, ale niech tam...
                                  Powtarzam: jesli urazilam to przepraszam, a za supozycje mojego (?) ewntualnego
                                  zaledwie elementarnego wychowania wcale sie nie gniewam ;-)
                                  • iwannabesedated Re: Uliczny proces 10.09.09, 12:14
                                    Jezusmario!


                                    Nigdy w życiu nie napisałabym marzycielskiego tekstu o braku kasy!!!
                                    Może jestem odrobinę zdziwaczała, ale z pewnością nie aż tak, żeby o
                                    braku kasy marzyć!

                                    No i z pewnością się nie zaliczam do ubogich. Rany boskie. W ogóle,
                                    to kupy się jakoś nie trzyma - nie mogę przecież być zarazem uboga i
                                    wzdychać marzycielsko do braku kasy przecież?


                                    Ewentualność jest taka wielce prawdopodobna, że będąc w sumie osobą
                                    bardzo zamożną, wzdycham do braku kasy, bo identyfikuję to na
                                    przykład z młodością, czycoś. Dodatkowo, udaję też osobę ubogą, aby
                                    się ci co lecą na kasę do mnie nie przyczepili.
                                    • maria421 Re: Uliczny proces 10.09.09, 13:20
                                      iwannabesedated napisała:

                                      > Jezusmario!
                                      >
                                      >
                                      > Nigdy w życiu nie napisałabym marzycielskiego tekstu o braku kasy!!!
                                      > Może jestem odrobinę zdziwaczała, ale z pewnością nie aż tak, żeby o
                                      > braku kasy marzyć!

                                      :-)))))))))))))))))))))

                                      I tak, z poprawionym humorem, oddalam sie od kompa.
    • luiza-w-ogrodzie Re: Miłość i kasa 14.09.09, 06:16
      iwannabesedated napisała:

      > Czy finansowy status obdżektu zainteresowania ma znaczenie? I gdzie
      > jest ta cienka czerwona linia?

      Im sie jest starszym, tym ma wieksze znaczenie, bo pomaga oddzielic typy, ktore
      tkwia w wiecznym dzieciectwie oczekujac opieki od tych, ktorzy dzialaja
      samodzielnie i nie czekaja na pomoc.

      Bardzo mlodzi ludzie wierza ze milosc wystarczy za wszystko, ze ukochana osoba
      sie zmieni, przestanie pic, pojdzie do pracy, nie bedzie taka jak jej
      mamusia/jego tatus etc. Jak swiadcza statystyki, nie wystarczy.

      Obecnie nie tknelabym nawet widlami od kompostu obiektu, ktory nie jest
      niezalezny finansowo. Chyba zeby tylko dopasc,stlamsic i uciec, poprawiajac
      fryzure. Co do innych preferencji, nie sa przedmiotem tej dyskusji ;o)

      Howgh.
      Luiza-w-Ogrodzie
      Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka lat? Ożeń
      się. Całe życie? Załóż ogród...
      • kan_z_oz Re: Miłość i kasa 14.09.09, 13:37
        Pozwole sobie zauwazyc Luzio, ze znam osobiscie kilkunastu Panow,
        ktorzy radzac sobie finansowo wysmienicie, sa zupelnie nie
        nadajacymi sie do zwiazku nijakiego 'dzieciakami'.
        Tak wiec umiejetnosc utrzymania pracy czy biznesu, niekoniecznie
        kwalifikuje ich jako kandydatow do zwiazku...jakiegokolwiek.

        Co mnie osobiscie tylko upewnia, ze czasem nalezy dac
        kredyt 'luzerowi' jakiemus...a jakiemu i na ile - to indywidualna
        tylko 'broszka'.

        Latwiej tez chyba znalesc prace niz poukladac sobie w glowie???

        Kan
        • iwannabesedated Re: Miłość i kasa 14.09.09, 14:14
          Hm, no tak, identyfikujemy dojrzałość,
          odpowiedzialność, "poukładaność" z posiadaniem pieniędzy. A to nie
          zawsze jest równoznaczne.
          Ale mam jednak wątpliwości - czy może być dojrzały,
          odpowiedzialny, "poukładany" ktoś - bez kasy? Oto jest pytanie
          tygodnia, a może nawet i - miesiaca :)))
          • xurek Re: Miłość i kasa 14.09.09, 14:27
            mnie siem wydaje, ze moze. Np medytujace medrce rozne tudziez
            inne "sensownie nawiedzone" istoty plci obojga. Tyle tylko, ze
            system wg. ktorego oni ukladaja nie odpowiada mojemu, gdyz moj
            bazuje mocno wcementowany w cieply prysznic, wygodne lozeczko i min.
            80 m2 na dwie osoby i jak sie ktorys z tych pilarow zachwieje to
            mnie sie system burzy i ja zawrotow glowy dostaje, ale bynajmniej
            nie milosnych i chmury widze bardzo czarne miast rozowych :))
          • kan_z_oz Re: Miłość i kasa 14.09.09, 15:08
            iwannabesedated napisała:

            > Hm, no tak, identyfikujemy dojrzałość,
            > odpowiedzialność, "poukładaność" z posiadaniem pieniędzy. A to nie
            > zawsze jest równoznaczne.
            > Ale mam jednak wątpliwości - czy może być dojrzały,
            > odpowiedzialny, "poukładany" ktoś - bez kasy? Oto jest pytanie
            > tygodnia, a może nawet i - miesiaca :)))
            >
            ODP: Stokrotko - ten bez kasy moze byc bardziej gotowy do zrobienia
            czegos ze swoim zyciem niz ten z kasa do wkladu w partnerski
            zwiazek. Moze tez byc odwrotnie i regul nie ma zadnych.

            Sluchasz wiec tylko sama siebie oraz swojej intuicji a jesli
            decydujesz sie medytowac, to tylko po to aby obcic czas bycia w
            limbo do min i tym samym zaoszczedzenia sobie swoich wlasnych
            cierpien czy rozterek duchowych.
            W takim celu przynajmniej Ja to robie - bo ogolnie siedzenie bez
            ruchu meczy mnie bardziej niz rabanie drewna na opal..hhahaha

            Nie spie tez pod mostem jako efekt medytacji...nie dlatego zreszta,
            ze taka czuje sie wazna, tylko dlatego, ze nie przetrwalambym pod
            takowym dluzej niz pol dnia...hahaha
            Naleze do zwierzatek lubiacych relatywny luksus i choruje jak go mi
            brakuje...wszystkim zatem wg potrzeb.hihihihi

            Kan

            • jutka1 Re: Miłość i kasa 14.09.09, 21:41
              Zgadzam się z Kanem. Posiadanie kasy nie musi świadczyć o dojrzałości, a
              nieposiadanie o braku dojrzałości.
        • blues28 Re: Miłość i kasa 14.09.09, 14:21
          Ach Kanie, wszystko to jest rzecz mocno wzgledna ;-)
          Mozna miec swietna glowe do interesów i nie byc zainteresowanym tzw
          powaznym zwiazkiem.
          Mozna tez byc gigolakiem zyjacym z kobiet spragnionych komplementów
          i towarzystwa. Jesli jest to sprawa jasna dla obu stron, nie mam nic
          do powiedzenia, ale jesli jest to oszustwo, to tego typu "luzerów"
          traktowalbym wlasnie owymi widlami do kompostu Luizy. I to
          traktowala mocno. Przypomina mi sie historia opowiedziana
          przez Xurka o pewnej pani Szwajcarce w chyba bardzo srednim wieku,
          samotnej, która na Majorce bodajze poznala takiego "luzera"
          Uwierzyla w piekne zapewnienia a takze w chwilowy kryzys w
          interesach adonisa, pospieszyla ze wsparciem finansowym ze wszystkim
          co miala (fundusz emerytalny równiez) i ku jej bolesnemu zdumienu
          adonis-luzer znikl razem z funduszami. Pani zostala na lodzie i z
          czarnymi chmurami na przyszlosc. Moze juz nigdy nie bedzie naiwna?

          A propos naiwnosci.
          Tu chcialabym ostrzec przed naiwnym wejsciem do kina na gniot
          pt “He´s just not that into you”. Dla tego gówna (przepraszam) nie
          bede szukala watka filmowego. W najlepszej wierze, zaprzyjazniony
          hacker sciagnal to celem "rozerwania" mnie. Podobno nr 1 w USA.
          Sprowadza sie do "niechby pil, niechby bil byleby byl". Kretynstwo
          do kwadratu, uwlaczajace kobietom, zupelnie nie rozumiem co calkiem
          dobre aktorki tam robia? Geena Goodwyn osacza kazdega nowo poznanego
          faceta dopytujac sie kiedy do niej zadzwoni, lub kompulsywnie
          czepiajac sie go; Jennifer Connelly (histeryczka), znosi, ze maz ja
          zdradza, ale nie moze zniesc, ze pali! Jennifer Aniston (tej akurat
          nie lubie), zostawia fajnego faceta z którym swietnie sie jej
          uklada, bo nie chce sie z nia ozenic i zrobic z niej uczciwa
          kobiete!
          I tylko Scarlett Johansson, moja droga Scarlett Johansson nie chce
          wyjsc za maz za fajnego chlopaka, zakochanego w niej po uszy,
          oferujacego jej dom z jej marzen, tylko dlatego, ze go nie kocha .
          Reasumujac, nawet dla samej Scarlett nie warto zniesc tego
          bezsensownego belkotu, obrazajacego jakakolwiek logike i nie mówiac
          juz o tym, ze obraza kobiety.
          Co ma piernik do wiatraka a ten film do tego watku? Ano, ponoc jest
          o milosci. Brr
          • kan_z_oz Re: Miłość i kasa 14.09.09, 14:46
            Ach Blusie - regula chyba jest, ze nie ma regul...zadnych.

            Nie mialam na mysli glowy do interesow i braku checi na zwiazki...to
            zupelnie inna historia.
            Znam takich, ze sie realizuja finansowo super i nie nadaja sie, wg
            zadnych kryteriow do zwiazku...jesli sa, to tylko dzieki tym
            pienieznym urokom...i z wyboru ich potrzebujacych partnerow
            (poczucie bezpieczenstwa finasowego oczywiscie jako numer 1 - nie
            partnera)

            Sa wiec Panie takie i siakie...Nie twierdze tez, ze zwiazki scisle
            finansowe bez wiekszej milosc lub bez milosci zupelnie sa zle. Sa i
            tyle..o ile sie nie dorabia pozniej teorii innych.

            Kan

          • maria421 Re: Miłość i kasa 14.09.09, 19:59
            Bluesie, ten film to chyba jednak samo zycie:)
            Obserwuje czesto na jakie kompromisy godza sie niektore kobiety w moim wieku po
            to tylko zeby miec faceta... Samodzielne, wyksztalcone, atrakcyjne kobiety traca
            glowe i zachowuja sie gorzej niz nastolatki, bo nastolatki raczej swoim facetom
            nie matkuja ani ich nie sponsoruja.
            Smutne to czasami i zalosne, ale zmienic tego nie da rady...
            • iwannabesedated Re: Miłość i kasa 15.09.09, 11:57
              Owszem, to da radę, i trzeba to zmienić. Jest to bowiem smutne i
              żałosne, i kompletnie nieuzasadnione bo przecież nie chodzi ani o
              byt, ani o przetrwanie, ani o wykarmienie maleńkich dzieci.

              Chodzi chuj wie o co i dopóki się kobity nie zaczną szanować, dopóty
              będą traktowane jak kupa, będą niedopuszczane do rządów, dyrekcji,
              będzie im mniej płacone i będą Murzynem i dupom świata. Yeah...

              www.youtube.com/watch?v=6P91_H690z4
              • maria421 Re: Miłość i kasa 15.09.09, 12:03
                iwannabesedated napisała:

                > Owszem, to da radę, i trzeba to zmienić.

                Jak?

                • iwannabesedated Re: Miłość i kasa 15.09.09, 12:07
                  No wiesz co??? Jak to jak???

                  Przez wyrażanie dezaprobaty dla takich zachowań, na przykład.
                  Najlepiej bezpośrednie, a nie za plecami.

                  Oczywiście, najpiew się samemu szanować trzeba, no ale na foro nie
                  ma żadnych chłopozwisów, więc chyba tego pisać nie trzeba.
                  • maria421 Re: Miłość i kasa 15.09.09, 12:13
                    Dorota, naprawde wierzysz w to, ze jak ja powiem mojej znajomej co mysle o jej
                    nowym romansie to ona przejrzy na oczy, zerwie romans i jeszcze mi za ratunek
                    podziekuje?

                    Raczej zerwie znajomosc ze mna.
                    • iwannabesedated Re: Miłość i kasa 15.09.09, 12:19
                      Powiedz prawdę i wlicz wynik w ewentualne koszta wprowadzania zmian
                      na świecie, hahaha!

                      Zero tolerancji dla szmatławienia sie! Bagnet na broń!
                      • xurek A na odwrot? 15.09.09, 12:34
                        Czy istnieja rowniez babozwisy i czy nalezy je tolerowac czy tez
                        tepic?

                        Czy facet, ktory jest „gospodynia domowa“, czyli zajmuje sie
                        dziecmi, sprzata, gotuje, robi zakupy itd. A w momencie jak dzieci
                        nie potrzebuja juz jego opieki tylko sprzada i gotuje (czyli,
                        przyznaje sie szczerze, jak na moj gust po wyrosnieciu dzieci
                        pasozytniczy tryb zycia prowadzi) to chlopozwis?

                        No i czy kobieta w idendycznej sytuacji tylko na odwrot to babozwis,
                        ktory nalezy tepic? Bo jezeli tak, to w Szwajcarii babozwisow na
                        peczki jest :)))).
                        • iwannabesedated Re: A na odwrot? 15.09.09, 12:48
                          Nieno, ja się tu odniosłam do postu Marysi, która pisze, że się baby
                          tylko po to by mieć chłopa godzą na jakieś nieprawdopodobne
                          kompromisy. Typu sponsorowanie i w ogóle znoszenie zachowań nie do
                          przyjęcia. To ja nazywam chłopozwisaniem. Uzależnienie nie tyle
                          finansowe, ile emocjonalne, od pozostawania w jakimkolwiek związku.

                          Ja, w odróżnieniu od patriarchalno/fiskalnych systemów ciemiężenia,
                          bardzo cenię pracę w domu. Mimo, iż nie jest ona płatna w papierach
                          dłużnych zwanych populanie pieniędzmi. Nawet się na zajęcia z
                          feministycznej ekonomii zapisałam, żeby ten fenomen zgłębić. Praca,
                          którą ktoś (baba czy facet) wykonuje w domu, jest bardzo
                          wartościowa, i w alternatywnej ekonomii bardzo ceniona.
                          • xurek Re: A na odwrot? 15.09.09, 13:01


                            jezeli nie ma w domu dzieci wymagajacych opieki (dzieci pozeraja
                            powazne ilosci czasu i energii) to pozostala praca domowa ogranicza
                            sie moim zdaniem do max. 3 godzin dziennie. Jezeli ja mam isc do
                            pracy na 8 godzin dziennie z ktorej mialabym utrzymywac kogos, kto
                            pracuje 3 godziny dziennie to uwazalabym, ze mi u zadku ten ktos
                            zwisa. Na dodatek mialabym wciaz gdzies w kaciku mozgu mysli
                            typu "co ten czlek ze soba zrobi, jak ja juz nie bede chciala, by mi
                            gotowal i sprzatal nasz wspolny domek" i bede miala wrazenie, ze to
                            nie fair sie z kims takim rozstac co od razu spowoduje w mojej
                            przekornej duszy rodzaj paniki, ze teraz jestem uwiazana wezlem nie
                            do rozwiazania co mnie uwierac bedzie jak kamol w bucie.

                            Oswiec mnie Stokrotko, co jest wartosciowego w zwiazku bez dzieci w
                            tym, ze jeden siedzi w domu bo jakos mnie sie ta wartosc nie
                            uzmyslawia :)
                            • iwannabesedated Oświecam 15.09.09, 14:03
                              Mam znajomych, gdzie on pracuje z domu na rzecz agencji reklamowej.
                              Ona zaś tworzy atmosferę, pięknie wygląda, układa bukiety,
                              organizuje życie towarzyskie, duchowe i podróżne. On jest zachwycony
                              twierdząc, iż ona jest blaskiem jego życia, muzą oraz inspiracją.
                              Ona faktycznie błyszczy oświetlając przy okazji grono przyjaciół i
                              znajomych, spragnionych jej obecności. Gdyby nie było jego, ona
                              pewnie błyszczałaby komu innemu. Gdyby nie ona on pewnie by się
                              stoczył w bezsens istnienia zapychając dziury w duszy najnowszymi
                              gadżetami, tanimi dupami i alkoholem.

                              Jeśli ktoś tu pasożytuje, to raczej on na niej niż ona na nim. I nic
                              to nie ma do tego co jest zapisane na PIT-ie.
                              • xurek Re: Oświecam 15.09.09, 15:27
                                przyklad rzeczywiscie oswiecajacy, na takowyz nie wpadlam, bom
                                widocznie za malo kreatywna :)). No a w okolicy przyklady raczej
                                înne: ona nie swieci tylko sie nudzi i czeka na niego az on wroci i
                                swiecic zacznie i jest naburmuszona, gdy jego baterie po calym dniu
                                pracy sa tak wyczerpane, ze swiatla nie daja.

                                PS: porozmyslam nad tym Twoim przykladem dluzej, bo bardzo
                                sympatycznie na mnie podzialal: juz widze ten blask i czuje cieplo -
                                dzien od razu milszy :)
                        • kan_z_oz Re: A na odwrot? 16.09.09, 14:53
                          xurek napisała:

                          > Czy istnieja rowniez babozwisy i czy nalezy je tolerowac czy tez
                          > tepic?
                          >
                          > Czy facet, ktory jest „gospodynia domowa“, czyli zajmuje sie
                          > dziecmi, sprzata, gotuje, robi zakupy itd. A w momencie jak dzieci
                          > nie potrzebuja juz jego opieki tylko sprzada i gotuje (czyli,
                          > przyznaje sie szczerze, jak na moj gust po wyrosnieciu dzieci
                          > pasozytniczy tryb zycia prowadzi) to chlopozwis?
                          >
                          > No i czy kobieta w idendycznej sytuacji tylko na odwrot to
                          babozwis,
                          > ktory nalezy tepic? Bo jezeli tak, to w Szwajcarii babozwisow na
                          > peczki jest :)))).

                          ODP: Xurku - istnieja zwisy takie i siakie wszedzie. Problemem
                          kazdego ukladu jest jego dynamika, czyli kwestia uzaleznienia sie
                          jednego partnera od drugiego. To zawsze wystepuje!!!
                          Robic zawsze mozna w takowym tylko jedno - swoje...

                          Drugie dociagnie - jesli jest potrzeba lub nie.

                          Z perspektywy mojego - 'zwisem' bylo kazde z Nas w roznych
                          okresach...wiec wynik jest zerowy.
                          Uklad partnerski - to bycie indywidualnymi jednostkami, ktore
                          zdecydowaly, ze w sumie najlepszym dla nich rozwiazaniem jest bycie
                          w ukladzie.

                          Nie oczekiwac od partnera NIC - to klucz, czyli bezwarunkowa
                          milosc...hahha
                          Reszta sama sie sortuje...

                          Kan
                      • maria421 Re: Miłość i kasa 15.09.09, 12:57
                        Moment, moment, Stokrotko, a gdzie indywidualne prawo do samostanowienia wobec
                        ktorego kazdy moze z wlasnym zyciem robic co chce a innym od tego wara?

                        Jak walczyc z kobieta ktora zaklada sobie stryczek na szyje i mowi ze to jest
                        niej niezbywalne prawo?
                        • xurek Re: Miłość i kasa 15.09.09, 13:02
                          uwazam, ze kobieta ma prawo sie powiesic a Ty masz prawo jej
                          przedtem powiedziec, iz uwazasz jej postepowanie za bezsensowne.
                          • maria421 Re: Miłość i kasa 15.09.09, 13:11
                            xurek napisała:

                            > uwazam, ze kobieta ma prawo sie powiesic a Ty masz prawo jej
                            > przedtem powiedziec, iz uwazasz jej postepowanie za bezsensowne.

                            I dalej ze spokojnym sumieniem patrzec jak sie wiesza...


                            • xurek Re: Miłość i kasa 15.09.09, 13:39
                              jako iz chodzi tutaj o wieszanie natury symbolicznej mozesz zaczac
                              przygotowywac chusteczki do ocierania lez by wesprzec ja w momencie,
                              kiedy sie obudzi. No i jezeli ma kase, to moze pozycz od niej
                              wieksza sume, by moc jej ja oddac wtedy, keidy romans pozarl juz byl
                              cala reszte i sobie poszedl :))
                              • maria421 Re: Miłość i kasa 15.09.09, 13:43
                                Xurku, to jest to! Doskonala rada z pozyczeniem pieniedzy:)
                        • iwannabesedated Re: Miłość i kasa 15.09.09, 13:03
                          Tak samo jak z tą, która mimo ewidentnych faktów, utrzymuje że nie
                          ma dyskryminacji kobiet, Marysiu. Łagodną perswazją :)))
                          • maria421 Re: Miłość i kasa 15.09.09, 13:17
                            iwannabesedated napisała:

                            > Tak samo jak z tą, która mimo ewidentnych faktów, utrzymuje że nie
                            > ma dyskryminacji kobiet, Marysiu. Łagodną perswazją :)))
                            >
                            O uczuciach osoby zakochanej ktora chce sie auto-dyskryminowac nie da sie
                            rozmawiac jak o problemie prawnym czy socjalnym:)
                            • iwannabesedated Re: Miłość i kasa 15.09.09, 14:09
                              Sto lat temu popadłam ja w zauroczenie żonatym facetem. Nie to samo
                              co żigolak, ale blisko. Moje nieocenione przyjaciółki i znajome, w
                              taktowności swojej, nic o żonatości i bezsensie zauroczenia nie
                              mówiły. Delikatnie acz nieustępliwie, zwracały jednak moją uwagę na
                              dwie rzeczy. Mianowicie iż facet ma nos jak ptasi dziub. I szyję z
                              gumy od oglądania się za laskami, gdy ja nie patrzę. Po pewnym
                              czasie, nie mówiły o nim inaczej jak "Dziub", ja też mówiąc o nim
                              zaczęłam tego przezwiska używać, potem zaczęłam o nim tak myśleć, a
                              w końcu ZOBACZYŁAM ten dziub! I tę szyję z gumy. No i to koniec był.
                              Trzy miesiące to moim kumpelom zabrało, ale jestem im wdzięczna do
                              dzisiaj. Hahaha. Kropla drąży skałę, Marysiu, do dzieła!
                              • maria421 Re: Miłość i kasa 15.09.09, 14:47
                                Genialny sposob:) Zakonotuje.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja