myslenie prowincjonalne

04.09.09, 20:43
Sposob myslenia prowincjonalny, odlaczony, istnieje cos takiego?
Mowi sie tu od czasu do czasu np: "mieszkam w Niemczech". Co to moze
znaczyc? Albo ktos z Wolki twierdzi ze jest Warszawiakiem a nie wie
jaki byl ogrod Saski w np w 19tym wieku, albo.............
Napiszcie cos, prosze, bo zaczynam poczatek jakiejs tam definicji,
    • jutka1 Re: myslenie prowincjonalne 04.09.09, 21:10
      Tak tak. Istnieje. Jestem sposobem myślenia prowincjonalnym etc. I co? Zabiją?

      Niniejszym. Idę spać ze sposobem prowincjonalnym. Bo jak widać inaczej się nie
      daje. Smutno.
      • lucja7 Re: myslenie prowincjonalne 04.09.09, 21:39
        Ja mowie serio, Jutka, nie kpij sobie ze mnie. Wg mnie zycie na wsi
        udupia i pytam co kto ma na ten temat.
        Ty wracasz do naszej rozmowy popoludniowej ktora sie ma nijak do
        tematu. Spij dobrze.
        • jutka1 Re: myslenie prowincjonalne 05.09.09, 10:04
          Tak zupełnie poważnie, to może najpierw zdefiniować odwrotność?
        • amaroola Re: myslenie prowincjonalne 05.09.09, 11:46
          lucja7 napisała:

          > Wg mnie zycie na wsi
          > udupia i pytam co kto ma na ten temat

          ja mam

          choc tu wprawdzie jeszcze nie "zaistnialam' to mam potrzebe
          wypowiedzi na zadany powyzej temat

          a idzie to tak:

          bardzo chce byc 'udupiona". cz na wsi, czy w miescie

          nie przejmowac sie niczym, nie wiedziec kto to jest merkiel, carla
          bruni, dolce gabana... nawet Armaniego znac nie chce

          chce byc prowincjonalna do kwadratu, glupia do obsmiania, i wogole
          to mi siem marzy kurna chata


          i za pol roku sobie taka znajde
    • iwannabesedated Re: myslenie prowincjonalne 04.09.09, 21:23
      A czemu Cię to aż tak nurtuje Lusiu, co prowincjonalne, a kto
      warszawiak i czy aby wie gdzie był dwa wieki temu Ogród Saski?
    • maria421 Re: myslenie prowincjonalne 04.09.09, 22:11
      No coz to moze znaczyc jak sie mowi "mieszkam w Niemczech"? Zagadka na miare
      Enigmy:)

      Lucjo, to jest to samo jak sie mowi "mieszkam w Paryzu". A teraz zadaj sobie
      pytanie "co to znaczy jak sie mowi mieszkam w Paryzu" i sama na nie odpowiedz.

      Prowincjalnosc to jest stan ducha niezalezny od miejsca zamieszkania.
      Mozna byc wiec prowincjalem nawet jak sie w paryskiej siodemce mieszka:)
      • blues28 Re: myslenie prowincjonalne 05.09.09, 08:17
        Zgadzam sie Mario :-)
        Prowincjonalne (i boszszszsz jak staroswieckie juz) jest zalozenie,
        ze miejsce zamieszkania w jakis sposób nas nobilituje, daje aureole
        wielkomiejskosci (co to jest???). Mam nadzieje, ze ten
        pretensjonalny idiotyzm jest juz na wymarciu.

        Udupia zas mieszkanie w miejscu, które nie jest Twoim miejscem, w
        którym nie mozesz sie odnalezc i nie ma to nic wspólnego z miastem,
        wsia czy osiedlem.
        I Saskie Ogrody nie maja tu nic do rzeczy, nie sa wyznacznikiem
        poziomu kultury osobistej czy otwartosci umyslu.
        • maria421 Re: myslenie prowincjonalne 05.09.09, 10:19
          Wielkomiejskosc, he he...
          Kojarzy mi sie "Nie masz cwaniaka nad Warsiawiaka" :) "Warsiawiaka" z "Woly"
          albo z Pragi:)
          Kojarzy mi sie poznanski Stary Marych, co sie nawet pomnika doczekal.

          Ot, folklor. Zupelnie taki jak gdzies na Podhalu czy Podlasiu:)
          • lucja7 Re: myslenie prowincjonalne 05.09.09, 18:15
            No wiec rozumiem ze wg was nic takiego nie istnieje, ale nie wiem
            dlaczego jestescie takie napuszone?
            • maria421 Re: myslenie prowincjonalne 05.09.09, 18:31
              Zle rozumiesz. Myslenie prowincjalne istnieje, ale jest niezalezne od miejsca
              zamieszkania.

              A napuszamy sie dlatego bo podejrzewamy ze Ty komus znow chcesz przysrac.
            • maly.ksiaze Re: myslenie prowincjonalne 25.09.09, 18:33
              lucja7 napisała:

              > No wiec rozumiem ze wg was nic takiego nie istnieje, ale nie wiem
              > dlaczego jestescie takie napuszone?
              Moze dlatego, ze tak jak ja nie maja pojecia jak wygladal Ogrod Saski w XIX
              wieku? Na swoje usprawiedliwienie dodam, ze bylem wowczas bardzo zajety walka o
              wolnosc Wasza i Nasza i po prostu nie mialem sie czasu przyjrzec...

              Pozdrawiam,

              mk.
    • luiza-w-ogrodzie Re: myslenie prowincjonalne 07.09.09, 03:28
      lucja7 napisała:

      > Sposob myslenia prowincjonalny, odlaczony, istnieje cos takiego?

      Najpierw zdefiniuj co to znaczy. Odlaczony sposob myslenia? Tzn. to
      co sie dzieje jak sie mozg odlacza?

      > Mowi sie tu od czasu do czasu np: "mieszkam w Niemczech". Co to
      moze znaczyc?

      Adres zamieszkania?

      Idac za tym tropem (miejsce zamieszkania jako determinanta sposobu
      myslenia), jesli powiem, ze mieszkam w Australii (prowincji swiata),
      w Sydney (najwiekszym miescie AU), na wsi (przyslowiowy "domek z
      ogrodkiem", kurami i kilometr do najblizszego sklepu) i do tego nie
      interesuje mnie polityka (poza lokalna rada gminy) to pewnie jestem
      wystarczajaco prowincjonalna zeby myslec prowincjonalnie? No to se
      kontynuuje to myslenie na ile potrafie... papatki ;o[+]

      Luiza-w-Ogrodzie
      Forum AUSTRALIA
      • jutka1 a tak sobie myślę 07.09.09, 08:01
        może chodzi o słowo "zaściankowość"?
        • maria421 Re: a tak sobie myślę 07.09.09, 09:54

          jutka1 napisała:

          > może chodzi o słowo "zaściankowość"?

          Czyli o waskie horyzonty. Ale te tez nie maja nic wspolnego z miejscem
          zamieszkania.
          • jutka1 Re: a tak sobie myślę 07.09.09, 11:56
            Nie maja, tylko slowo "prowincjonalnosc" ma konotacje geograficzne (metropolia -
            prowincja).
            • maria421 Re: a tak sobie myślę 07.09.09, 12:38
              jutka1 napisała:

              > Nie maja, tylko slowo "prowincjonalnosc" ma konotacje geograficzne (metropolia
              > -
              > prowincja).
              >
              ..... jak tez zalozenie ze osoba myslaca prowincjonalnie nigdy nie przekroczyla
              granic wlasnej prowincji.
            • swiatlo Re: a tak sobie myślę 24.09.09, 00:18
              utka1 napisała:

              > Nie maja, tylko slowo "prowincjonalnosc" ma konotacje geograficzne
              > (metropolia

              O, ale to się tyczy tylko Kanady. W Stanach mówi się "stanowość", w Niemczech
              "landowość", a w Polsce "wojewódzkość".
              Czy jak komuś w Polsce powiem że się charakteryzuje wojewódzkowością, to mogę
              dostać w dziób?
    • xurek Re: myslenie prowincjonalne 07.09.09, 16:54
      jako iz mysli glowej przeslania nie rozumiem a chcialabym bardzo
      Lucji pomoc, to odpowiem na konkretne pytania zawarte w tresci:

      Jak mnie sie kto pyta, gdzie mieszkam, to mowie "w Szwajcari".
      Znaczyc ma to, ze pytajacy ma potrzebe gdzies mnie umiejscowic. Albo
      jak cos z tej Szwajcarii opowiadam to czasem mowie, ze w niej
      mieszkam, bo mam potrzebe wyjasnienia, skad te informacje posiadam.

      Moja rodzina pochodzi od generacji z tej samej wsi krazacej wokol
      tego samego miasteczka i ja sie absolutnie stamtad czuje i
      identyfikuje i za cholere nie wiem, co w tej wsi gdzie stalo 200 lat
      temu. Mimo to nikt mi nie wmowi, iz powinnam czuc inaczej badz
      nadrobic te historyczne zaleglosci.

      Jezeli odpowiedz moja wydawac sie bedzie napuszona to pewnie
      dlatego, iz rzeczy, ktorych nie rozumiem, nieco mnie irytuja.
      • rijselman12.0 Re: myslenie prowincjonalne 17.09.09, 11:14
        Ja,rowniez,pochodze ze Szwajcarii.....kaszubskiej.-Nie mam z tym
        problemow...
        Wracajac do myslenia prowincjonalnego...-We Francji,spotyka
        sie ,czesto ,zwrot o mysleniu "zamknietym".-Chodzi o spory odlam
        spoleczny,zyjacy na poboczu realiow zycia codziennego,czerpiacy
        wiadomosci i ksztaltujacy "specyficzny" swiatopoglad w oparciu o
        kilka,zaledwie,czasopism,telewizje,radio,internet.
      • swiatlo Re: myslenie prowincjonalne 24.09.09, 00:14
        Pani Lusia ma point. Spytała się czy ktoś wie co się w jego miejscu działo 200
        lat temu i dzięki temu się spostrzegłem że nie mam pojęcia co było w Rembertowie
        200 lat temu. Zajrzałem więc do encyklopedii i się dowiedziałem że w 1888
        założono tam carski poligon artyleryjski. Ale to było 130 lat temu. Tak więc
        trzeba było się cofnąć jeszcze 70 lat wstecz. A tego encyklopedia już nie mówi.
        Pewnie były tam lasy, bagna i biegały tam pierwotniaki i dinozaury.
    • swiatlo Co? 24.09.09, 00:05
      A czy ten cały jak mu tam Ogród Saski był gdzie indziej niż teraz? Czy go
      przenieśli? Ostatnio jak byłem w Warszawie w lipcu tego roku to ten ogród dalej
      tam stał. Nawet po nim chodziłem. Czy go w międzyczasie zabrali? Gdzie?

      • lucja7 Nalezy byc optymista 24.09.09, 10:32
        To co widziales Swiatlo i po czym chodziles jak powiadasz, to nie
        ogrod Saski lecz to co z niego zostalo, tak jak po futrze
        przelecianym przez mole.
        Nalezy jednak wiedziec ze w Polsce nie ma urbanistow (oprocz
        historykow urbanistyki), nie ma szkol do ksztalcenia urbanistow, nie
        ma zadnych kadr. Sa jedynie ludzie ktorym sie wydaje ze sa w stanie,
        czego rezultaty sa widoczne.
        Ale przeczytalam w gazecie (chyba wczoraj) ze w Polsce chca otworzyc
        szkole o Warszawie, wszystkie jej aspekty: historia, urbanistyka,
        ekologia, prawodawstwo.......duzo tego. Kandydatow az siedmiu!!

        Ale dlaczego o Warszawie? Dlaczego nie uczyc o miastach i ich
        rozwoju? Przeciez od tego zaczyna sie identyfikacja miejsca w ktorym
        sie mieszka, chec partycypacji w jego rozwoju, zmianach. Uczyc by
        ludzie umieli czytac ich miasta.

        Mialam w tym tygodniu 3 spotkania z grupa studentow studium
        doktoranckiego "dziedzictwa narodowego" wydzialu archiektury Pol.
        wwskiej. W wiekszosci byli to historycy sztuki ktorzy przyjechali tu
        w ramach wymiany z tutejsza szkola Chaillot. Ludzie ciekawi, ale
        kulturalnie jakze odlegli od wiedzy "co i jak z tym fantem zrobic".

        No nic, nalezy byc optymista.

        • xurek Re: Nalezy byc optymista 24.09.09, 14:07


          Tak siem zastanawiam ilu „wyksztalconych przez kadry urbanistow“
          budowalo starozytny Rzym albo Konstantynopol albo nawet taki mniej
          starozytny Kralow albo taki Kazimierz nad Wisla albo Lucerne albo
          Quebec albo albo albo.

          No i mnie sie te miasta bardzo podobaja, co pewnie wynika z tego, iz
          prowincjonalna jestem i zupelnie nie potrzebuje „wiedzy wyuczonej i
          certyfikowanej“ by gdzies czuc sie dobrze albo zle, cos uwazac za
          piekne/paskudne badz moje/obce. Wrecz przeciwnie: wnerwia mnie, jak
          ktos mnie wmowic sie stara, co za ladne/brzydkie
          sensowne/bezsensowne dobre/zle wielkoswiatowe/prowincjonalne
          prymitywne/wysoceintelektualne itd uwazac powinnam.
          • ewa553 Re: Nalezy byc optymista 24.09.09, 19:06
            tak trzymac, Xurku. Nie bedzie mi tu jakis Fach-I. wmawial, co ma mi
            sie podobac czy nie i nie bedzie sie wykrzywial nad moim zachwytem
            czyms, co on uwaza za zlo straszliwe.
            • swiatlo Kicz 24.09.09, 19:20
              Zawsze podobały mi się ckliwe piosenki, obrazki z chatami ze słomianymi dachami
              i wierzbami, pola z kwiatami maków, filmy z miłosnym i pozytywnym zakończeniem.
              Zawsze to mi się podobało, zawsze się przy tym wzruszałem, i zawsze słyszałem od
              różnej maści snobów że to kicz i nie wypada. A mi się to podobało!
              Aż wreszcie doszedłem do wniosku że snobów się nie słucham, i oglądam, słucham
              czy robię samemu to co mi się podoba. Nawet jeśli inni to nazywają kiczem. A dla
              mnie to co oni robią to jest kicz. Taka "sztuka" na siłę. Taka oryginalność na
              siłę.
              Oryginalność na siłę, oryginalność na zasadzie wiecznego negatywizmu, też jest
              dla mnie okropnym kiczem, też nie ma dla mnie ani krzty kreatywności. A takie
              nadymanie się, takie napuszanie, jest dla mnie jeszcze gorszym kiczem niż proste
              podążanie za swoim własnym naturalnym i intuicyjnym charakterem i smakiem.

            • jutka1 Re: Nalezy byc optymista 24.09.09, 22:58
              Co to jest "Fach-I"?
          • lucja7 Re: Nalezy byc optymista 25.09.09, 00:40
            Xurek:
            "Tak siem zastanawiam ilu „wyksztalconych przez kadry urbanistow“
            budowalo starozytny Rzym albo Konstantynopol albo nawet taki mniej
            starozytny Kralow albo taki Kazimierz nad Wisla albo Lucerne albo
            Quebec albo albo albo.

            No i mnie sie te miasta bardzo podobaja, co pewnie wynika z tego, iz
            prowincjonalna jestem i zupelnie nie potrzebuje „wiedzy wyuczonej i
            certyfikowanej“ by gdzies czuc sie dobrze albo zle, cos uwazac za
            piekne/paskudne badz moje/obce. Wrecz przeciwnie: wnerwia mnie, jak
            ktos mnie wmowic sie stara, co za ladne/brzydkie
            sensowne/bezsensowne dobre/zle wielkoswiatowe/prowincjonalne
            prymitywne/wysoceintelektualne itd uwazac powinnam."

            Dziwne to.
            Zapewniam cie moja droga ze tej wiedzy wyuczonej w fundowaniu i
            rozwoju miast bylo wiele, duzo wiecej nie sobie wyobrazasz.
            Nikt "cie nie stara sie" nic wmowic. Wiesz jak te miasta byly
            zakladane, jakie byly schematy, jakie dzielenie dzialek tak a nie
            inaczej........itd, itd. Rowniez w miastach ktore wymienilas.
            Czy naprawde miasta ktore wymienilas sa bezladne, robily sie same?
            Smieszne to.

            Wiem tez moja droga ze wszystkie autorytety sa dzis "do dupy". Wiemy
            dzis lepiej od nich jak sie leczyc, jak budowac sobie dom, wiemy
            wszystko z gazet poczekalni lekarskich, i innych wikipedii.
            Robisz sobie chyba ponure jaja, albo powiem raczej ze niepotrzebnie
            agresywnie nie wiesz o czym piszesz.

            A jeden z twoich przykladow, Kazimierz Dolny. Zobacz jak powstal,
            kto go zalozyl, kto rysowal schematy, kto budowal kamienice i
            chalupy. Zobacz rowniez tenze Kazimierz dzisiaj. I moze do jasnej
            ciasnej zrozumiesz o czym pisze.
            • lucja7 Re: Nalezy byc optymista 25.09.09, 00:55
              Dodam moze jeszcze ze jesli mnie cos nie interesuje, nie wypowiadam
              sie. Tony tutejszego pisarstwa o kolorach lisci w 4 porach
              roku,koloru nieba, nanizywanie koralikow na sznureczki i inne
              waznosci wzdychajace oh i ah mnie po prostu nie interesuja, sie wiec
              nie wypowiadam.
              Pisze wylacznie o tym co mnie interesuje. I dlaczego to kurze
              rozgdakanie? i nerwy?
              • chris-joe Re: Nalezy byc optymista 25.09.09, 01:59
                Nie bede pyskowal, ni sie wymadrzal, bo odwyklem i zajmie mi troche czasu by sie
                "rozchodzic".
                Jednako murem stoje przy Lucji- argumentowal nie bede, bo przeciez wszystko to
                jest oczywiste, "nie od razu Krakow..." itede
              • ewa553 Re: Nalezy byc optymista 25.09.09, 09:23
                ja bym tego nie nazwala rozgdakaniem, Lucjo. Mnie ten temat ktory
                poruszylas interesuje, ale nie na poziomie architekta. Czy naprawde
                musze sie zachwycac tylko tym co znam od podszewki? Czy wolno mi
                cieszyc oko tylko tym, co architekci uznali za warte zachwytu?
                Przeciwko temu ograniczeniu protestuje, a nie gdacze:)))))
                • iwannabesedated Re: Nalezy byc optymista 25.09.09, 19:47
                  Kooooo, kooo, kooo, kud-kudaaak!!!
                  • swiatlo Re: Nalezy byc optymista 25.09.09, 20:03
                    iwannabesedated napisała:

                    > Kooooo, kooo, kooo, kud-kudaaak!!!

                    to było najlepsze gdakanie jakie w życiu słyszałem! Rewelacja! :))


            • xurek Lucjo, 26.09.09, 09:53
              "Nalezy jednak wiedziec ze w Polsce nie ma urbanistow (oprocz
              historykow urbanistyki), nie ma szkol do ksztalcenia urbanistow, nie
              ma zadnych kadr. Sa jedynie ludzie ktorym sie wydaje ze sa w stanie,
              czego rezultaty sa widoczne."....

              Znaczysie, Lucjo, chesz mi powiedziec, ze za czasow budowy
              Kazimierza byli „urbanisci co chodzili do urbanistycznej szkoly i
              zostali wyksztalceni przez kadry“?

              No to ja poprosze o link do tych sredniowiecznych szkol i kadr od
              urbanistyki.

              Dopoki mi go nie dostarczysz wychodze z zalozenia, ze tak nie bylo
              i ze rowniez bez “certyfikatu wydanego przez kadry” ktos moze miec
              talent do wybudowania miasta / budynku jak rowniez na abarot: jak
              ktos go nie ma, to i po wycertyfikowaniu przez kadry pozostanie
              takim samym partaczem jakim bylby bez, tyle tylko, ze sie budynek
              przez niego wystawiony nie rozlieci, bo sie statyki nauczyl (a
              szkoda). Dlatego tez wyglad Warszawy zalezny jest moim zdaniem w
              znacznie wiekszej mierze od faktorow zupelnie innych niz “brak
              urbanistycznych kadr”. I dokladnie o to mi w mojej wypowiedzi
              chodzilo, czego, jak “do jasnej ciasnej” widac, nie pojelas.

              “Ludzie ciekawi, ale kulturalnie jakze odlegli od wiedzy "co i jak z
              tym fantem zrobic".”

              Jak czytam zdania tego typu, to od razu kojarzy mi sie tylko
              jedno: “co za bufon”. Obojetnie jak bardzo sie staram stlamsic to
              prymitywne, prowincjonalne i pelne uprzedzen myslenie - po prostu
              nie moge. Bezsilna jestem wobec mojej niecheci do takich postaw.

              Poza tym nie uwazam, ze autorytety sa do dupy, pod warunkiem, iz
              skladaja sie z fachowej wiedzy polaczonej z empatyczna zdolnoscia
              przekazania jej tak, by sie temu, co autorytet uznac ma, flaki od
              formy nie przewracaly.

              Poza tym rzado bywam chora, do poczekalni chodze z wlasna ksiazka a
              do budowania domu wynajme sobie architekta, ale z pewnoscia ne
              takiego, ktory wspolprace ze mna zacznie od slow “nic pani nie
              rozumie, od kultury i wiedzy jest pani odlegla i w ogole niech pani
              przestanie mi tutaj gdakac”.
              • iwannabesedated Re: Lucjo, 26.09.09, 11:19
                Tiaaa, "bufon" i na dodatek "seksistowski" - tak by się to nazywało
                gdyby to powiedział facet.

                Bo bagatelizowanie dyskusji kobiet i sprowadzanie ich do poziomu
                straganu lub kurnika - to ulubiona śpiewka chóru wujów.

                Gdy takie zaś rzeczy mówi kobieta - innym kobietom to się nazywa, że
                imadło patriarchatu zmiażdżyło jej mózg.
    • tortugo Re: myslenie prowincjonalne 25.09.09, 20:44
      A co jest przeciwienstwem "prowincjonalnego", zastanawiam sie
      (bezcelowo). Centryczne? Homogeniczne? Stoleczne? (Zgadzamy sie
      wszyscy, ze cos takiego jak "myslenie" istnieje i raczej nie wymaga
      definicji, jo? I can feel it, sista!)

      Analogicznie myslac, pojecie "Oriental" (przynajmniej w odniesieniu
      do rasy czlowieka) stalo sie niepoprawnoscia w jezyku angielskim ze
      wzgledu na swa "wzglednosc": ustala tzw "swiat zachodni" jako
      centrum, i wzgledem tego Azjaci sa orientalni. Ale w absolucie to sa
      tylko Azjatami. Tak jak czarni czy czerwonoskorzy (znaczy, nie sa
      tez Azjatami (hehe), ale i nie sa kolorowi).

      Wiec mnie sie tak wydaje, droga Lucjo, ze to
      pojecie, "prowincjonalnosc", choc istnieje, ma tyle znaczen, ile
      razy jest w uzytku. Argumentowalbym zatem dalej, ze samo jego uzycie
      dowodzi prowincjonalnosci. Itp, itd., bledne kolo.

      (Jedynym wyjatkiem jest odniesienie do charakteru Prowansji, tego
      cudownego diabla co jest winny tej calej debacie, choc nie
      bezposrednio.)

      ~:O:=o

      PiEs: Ja tez murem, Lucjo, za toba (a propos, powinnas podziekowac
      CJ'owi za uciszenie kur. Hahahaa, jakie to wszystko smieszne.)
      • swiatlo Re: myslenie prowincjonalne 25.09.09, 22:16
        Tortugo, za dużo filozofii w to wkładasz. Cały ten wątek został założony jedynie
        w celu pokazania jaką światową istotą jest Pani Lusia. W odróżnieniu do całej
        reszty.
        Po prostu Pani Lusia się obudziła mocno niedowartościowana, więc postanowiła się
        nadąć i napuszyć, i stąd ten wątek... :))

      • kan_z_oz Re: myslenie prowincjonalne 26.09.09, 12:28
        tortugo napisał:

        > A co jest przeciwienstwem "prowincjonalnego", zastanawiam sie
        > (bezcelowo). Centryczne? Homogeniczne? Stoleczne? (Zgadzamy sie
        > wszyscy, ze cos takiego jak "myslenie" istnieje i raczej nie
        wymaga
        > definicji, jo? I can feel it, sista!)
        >
        > Analogicznie myslac, pojecie "Oriental" (przynajmniej w
        odniesieniu
        > do rasy czlowieka) stalo sie niepoprawnoscia w jezyku angielskim
        ze
        > wzgledu na swa "wzglednosc": ustala tzw "swiat zachodni" jako
        > centrum, i wzgledem tego Azjaci sa orientalni. Ale w absolucie to
        sa
        > tylko Azjatami. Tak jak czarni czy czerwonoskorzy (znaczy, nie sa
        > tez Azjatami (hehe), ale i nie sa kolorowi).
        >
        > Wiec mnie sie tak wydaje, droga Lucjo, ze to
        > pojecie, "prowincjonalnosc", choc istnieje, ma tyle znaczen, ile
        > razy jest w uzytku. Argumentowalbym zatem dalej, ze samo jego
        uzycie
        > dowodzi prowincjonalnosci. Itp, itd., bledne kolo.
        >
        > (Jedynym wyjatkiem jest odniesienie do charakteru Prowansji, tego
        > cudownego diabla co jest winny tej calej debacie, choc nie
        > bezposrednio.)

        ODP: Zgadzam sie Tortugo z Toba w tej wypowiedzi - dodam tylko.
        Pojecia 'prowincjonalny' raczej nie uzywam, ze wzgledu na ta wlasnie
        wieloznacznosc. Wole okreslenia, 'zamkniety lub otwary' - w
        znaczeniu, ze ktos chetniej przyjmuje nowe pomysly czy idea,
        niekoniecznie sie z nimi zgadzajac - lub tylko przyjmuje do
        wiadomosci, ze sa lub inni je maja. Jest wyuczalny, zmienia wlasne
        nawyki ktore mu juz nie sluza itp...

        Reszte dyskusji omijam - zauwazam tylko dwa punkty;
        Lucjo - temat zostal szeroko przedstawiony i mgliscie - co jest ok,
        ale rowniez ok powinny byc potraktowane wypowiedzi luzne i rozne.
        Kury, gdakanie jest w kurniku. Trudno miec dobre checi jesli z
        powodu chyba frustracji sadowisz siebie na grzedzie, ktora z gory
        spoglada na reszte. Cierpliowsc jest zaleta i kluczem? - w
        szczegolnosc jesli watek jest malo precyzyjny...

        Spostrzeznia inne - nadal nie odbieram Lucji watkow jako checi
        przywalenia. Przywalenie wychodzi mi niejako jako efekt frustracji
        czy braku cierpliwosci.(czego nie usprawiedliwiam, ale widze i wazne
        aby rozpoznac, bo Lucja powtarzala to wielkrotnie)...

        I odpowiadajac niejako czy probujac na pytanie Lucji - skad sie
        bierze 'prowincjonalnosc'...
        Bazujac na przykladzie ze studentami - doktorantami z Polski...braki
        techniczne, to braki. Tych komentowac nie moge - brak wiadomosci nie
        ma nic wspolnego z otwartoscia/byciem zamknietym, czy mysleniem
        prowincjonalnym. Jest to tylko niedouczony produkt.
        Jesli ktos ma wiedze wymagana i nadal charakteryzuje go asekuracyjny
        stosunek do profesji czy ludzi;
        moze sie boi?, akurat w tym ukladzie, bycia ocenionym przez tzw.
        profesjonalnych kolegow z Francji?.
        Nie ma znaczenia wiekszego, ze ktos moze byc doskonaly w tym co
        robi - wciaz moze czuc sie ponizej. Boi sie.
        Strach jest w takim ukladzie motorem napedzajacym 'prowincjonalne'
        zachowania, myslenia, ktore zmieniac sie beda w momencie gdy osoba
        nie odbiera kogos jako zagrozenie...

        Czy powodujemy, ze ludzie czuja sie z Nami wygodnie? otwieraja sie?
        maja pytania?
        Czy tez zamykaja sie...jesli to ostatnie - to problem moze byc z
        Nami...glownie, chociaz niekoniecznie...hehehe

        Kan
        Pozdrawiam
        Kan
Pełna wersja