iwannabesedated
05.09.09, 20:19
Od dłuższego czasu coraz intensywniejszy mnie trafia szlag.
Generalnie dotyczy to zjawiska, gdy cudowni, mądrzy, dobrzy ludzie,
którzy chcą coś zrobić dobrego, pozytywnego i korzystnego nie tylko
dla siebie, ale też dla ogółu, a na dodatek są świetni w tym co
robią - są dydłani, miąchani, tłamszeni i wygryzani. Albo się po
prostu odsuwają na bok, bo odrzuca ich to co trzeba zrobić aby móc
robić co się chce. A ich miejsca zajmują zadowolone z siebie,
manipulatywne, karierowiczowskie szuje i mędy. I te mędy funkcjonują
świetnie, powodzi im się świetnie, cieszą się szacunkiem ogólnym,
choć nic nie umieją, a czego się dotkną to radośnie spierdolą.
Szlag mnie trafia blady i straszny, bo przykładów mam multum od
mojego dziadka, ojca, poprzez wuja mojego chłopa poprzez kilka
ulubionych osób. Szlag mnie trafia i rozumiem, czemu te osoby mają
tego dość, wolą się odsunąć, być ponad to. Ale też i żal. Bo jednak
mogłoby się im chcieć - chcieć. Bo przecież inaczej to światem
zawładną mędy i to jest gorszące. Bo mędom się zawsze chce. Zawsze
są czujne, zwarte i gotowe walczyć na śmierć i życie o każdą
głupotę - pod warunkiem, że widzą w tym jakąś własną korzyść. Nigdy
nie odpuszczają, nigdy nie śpią, nic nie jest dla nich ani za podłe,
ani za niskie. Nie znają słowa wstyd, ani nie znają słowa godność.
To generalnie jest straszne, i nie wiem co z tym zrobić. Bo sama na
przykład dzisiaj w sklepie "byłam ponad to" jak rozpasane chamstwo
harcowało upojnie, i nie zrobiłam nic chociaż wiem, że gdyby mi się
zachciało chcieć choćby na 10% to rozniosłabym towarzystwo w pył i
drzazgi. Ale mi się nie zachciało. Co tu robić, żeby sie zachciało
chcieć - tak jak im się chce?