cos wam powiem-koniecznie przeczytajcie!!!

11.01.04, 10:36
cos wam powiem , moze wyda sie to co nieco bezduszne ale niektorym z was
napewno pomoze a innym da do przemyslenia. Jesli jest wam bardzo trudno
akceptowac przeszlosc faceta ktorego kochacie to porozmawiajcie z nim i
glownie z nim o jego przeszlosci i jego nastawieniu do niej. Nie czujcie sie
winne ze to i owo wam sie nie podoba ani tez nie wspolczujcie jemu ze ma
przeszlosc wiec jest bieeedny i trzeba go za wszystko glaskac po glowce.
Dzieci ze zwiazku wiadomo sa i beda, z EKS wcale nie musi sie zadawac ale
pamietajcie - to ile bedzie alimentow, spotkan z dziecmi, kontaktow z EKS
oraz caloksztalt waszej wspolnej rodziny i jej losow zalezy wylacznie od tego
do jakich kompromisow dojdziecie. Wasza Nowa Rodzina jest w tym momencie
NAJWAZNIEJSZA i pilnujcie zeby sie nie rozpadla bo to koszmar.......I
pamietajcie - nie miejcie z gruntu falszywych wyrzutow sumienia, zapewniam
was ze zadna eks by ich wobec was nie miala. Naprawde wiem co mowie bo sama
wypracowalam sobie idealny kompromis dzieki ktoremu mam kochajaca sie RODZINE
ktorej majatek nie jest drastycznie pomniejszany, nasz czas jest szanowany
przez eks a nasza coreczka moze sie czuc naprawde bezpieczna szczesliwa i
rozwijac sie w spokoju i milosci, i generalnie mowiac naprawde wszystko
zalezy od obecnie panujacej zony oraz jej kochajacego meza. Rozmawiajcie i
cieszcie sie wasza miloscia bo zycie jest krotkie nie warto go marnowac na
roztkliwianie sie nad przeszloscia oraz nad tym jak ta nieszczesna przeszlosc
wplynie na "nasza" terazniejszosc. serdecznie pozdrawiam, WIKKI
    • alva2 Re: cos wam powiem-koniecznie przeczytajcie!!! 11.01.04, 19:10
      nie moglam się oprzeć, to dziwne dla mnie uczucie czytać tutaj zdanie typu ,że
      rozpad rodziny to koszmar,rozwój córki w spokoju i miłości jest ważny, od
      dwóch dni czytam to co piszecie i obiecałam sobie juz tu nie zaglądać i nie
      pisać, żeby nie psuć krwi sobie i Wamsmile)) ale tak na odchodne to powyżej i
      niktóre inne posty pachnął podwójną moralnością, rozpad mojego związku to
      koszmar , rozpad innego olewka, to przeszłość, którą nie nalezy sie
      przejmować, ja mam prawo walczyc o moj związek, o przyszłość moich dzieci, gdy
      robi to ta eks, to , zresztą same wiecie. w któryś poscie przeczytałam, że
      bardzo mile są widziane rady, ale nie życzycie sobie ocen, a w, bardzo wielu
      postach jest dużo ocen tych eks, nie mam niestety już czasu aby przytaczać
      konkretne przykłady, i jeszcze jedna sprawa , często i gesto podkreślacie, że
      rozpad poprzednich związków Waszych partnerów to wina pól na pól obojga, a
      kiedy żalicie się na swoich mężów, nie mówicie o swojej winie, chyba że coś mi
      umknęło za co z góry przeprasza. dalej podział winy pól na pól ( co zdaje mi
      się byc to waszym sztandarowym hasłem) jak zauważyłam w odp. na moje posty
      jets to tez często pierwsza reakcja nie zawsze na temat, więc podział pół na
      pół nie zostawia już tej winy dla Wassmile, i oczywiście , ze generalizuję, i
      oczywiście , ze nie dotyczy to Was wszystkich, ale będę się upierać,że coś
      jest na rzeczy, choć i tak pewnie każdy pozostanie przy swoim zdaniu
      • wikki121 Re: dla alva2 11.01.04, 21:23
        nie ma podwojnej moralnosci - jest tylko jedna - wlasne szczescie. nie chcialam
        mowic o tym jaka to ze mnie altruistka i dobra macocha. Chcialam powiedziec tym
        ktore sie zala ze sa sposoby aby w malzenstwie z rozwodnikiem posiadajacym
        dzieci byc szczesliwym mimo wielu sprzecznosci i problemow. po prostu trzeba
        ustalic pewne priorytety bo inaczej sie zyc nie da i tyle. Albo - albo, wybor
        nalezy do obojga partnerow a nie do "cieni z przeszlosci" pozdrawiam Wikki
        • chalsia Re: dla alva2 11.01.04, 21:50
          wikki121 napisała:

          > nie ma podwojnej moralnosci - jest tylko jedna - wlasne szczescie

          Tak, tak, najlepiej kosztem innych i po trupach wszystkich dookoła (a zwłaszcza
          dzieci)........

          No more comments.

          Pozdrawiam,
          Chalsia
        • alva2 Re: dla alva2 11.01.04, 22:00
          wikki121 napisała:

          > nie ma podwojnej moralnosci - jest tylko jedna - wlasne szczescie. nie
          chcialam
          >q.e.d. nic już więcej nie trzeba, to komentuje się samo
          > mowic o tym jaka to ze mnie altruistka i dobra macocha. Chcialam powiedziec
          tym
          >
          > ktore sie zala ze sa sposoby aby w malzenstwie z rozwodnikiem posiadajacym
          > dzieci byc szczesliwym mimo wielu sprzecznosci i problemow. po prostu trzeba
          > ustalic pewne priorytety bo inaczej sie zyc nie da i tyle. Albo - albo,
          wybor
          > nalezy do obojga partnerow a nie do "cieni z przeszlosci" pozdrawiam Wikki
          • alva2 Re: dla alva2 11.01.04, 22:02
            podkreslam jeszcze raz. do czegos takiego nie potrzeba komentarza!!!!!!
            • wikki121 Re: re - konflikt interesow 12.01.04, 06:47
              Wiele kobiet strasznie sie zali w internecie na swoj los i problemy zwiazane z
              przeszloscia ich partnerow. Dla nich wiec pisze - zeby sie nie martwily, nie
              potepialy siebie i nie rezygnowaly z walki o wlasne szczescie, bo niestety - to
              zawsze bedzie walka. Dlaczego? dlatego ze chodzi o konflikt interesow o czym
              zadna z was nie wspomina bo prawdopodobnie boi sie nazwac problemu po imieniu -
              konflikt interesow: milosc, pieniadze, prywatny czas.
              Ja dzieki priorytetom w zwiazku ktore ustalilismy na samym poczatku nie cierpie
              z powodu eks i jej corki. Mam swiety spokoj, moj maz i moje dziecko oraz moi
              tesciowie i moi rodzice tez maja swiety spokoj i naprawde tworzymy normalna,
              bezkonfliktowa rodzine. Nie pisalam maila z pytaniem czy mnie potepiacie czy
              nie, ja po prostu podzielilam sie sposobem na spokoj . pozdrawiam wszystkie
              kobiety. Wikki
              • chalsia Re: re - konflikt interesow 12.01.04, 08:25
                Konfikt interesów jest tak oczywisty, że pewnie dlatego nikt o nim nie pisał,
                bo to truizm.
                A chyba nie czytałas większości postów na tym forum - wiele z macoch tutaj ma
                ustalone priorytety. Co nie zmienia faktu, że moża w związku z tym/sytuacją (a
                nawet własnymi priorytetami) przeżywać niepokoje emocjonalne/duchowe.

                Ludzie to nie automaty.

                Pozdrawiam,
                Chalsia
                • pysia-2 Re: re - konflikt interesow 12.01.04, 13:31
                  a ja zgadzam sie z Wiki... Tylko skoro na poczatku nie uczynilo sie krokoow do
                  ustalenia jasnych zasad, poozniej jest to juz niezmiernie trudne. I naprawde
                  nie wiem co was tak oburza???????? Fakt, ze kobieta chce miec normalna rodzine
                  i moowi o tym otwarcie?!
                  • mumin_ek Re: re - konflikt interesow 13.01.04, 12:35
                    Mialam juz nie zagladac na to forum wybielania sumien.

                    Rozumiem ze wiele z Was poznalo swoich obecnych dlugo-dlugo po rozwodzie z Eks.
                    Ale chyba nie wszystkie.

                    Oburza mnie, ze dbajac o wlasnie dzieci, swoje i ich szczescie, swoje rodziny,
                    nie myslicie, ze Wasz obecny ma dzieci z poprzedniego zwiazku. Sprawy miedzy
                    doroslymi, czyli Eks i Waszym obecnym, to sprawy doroslych, ale kochajac swoje
                    dzieci, jak mozecie rozpisywac sie o obnizaniu alimentow dla tamtych, niecheci
                    do ich ogladania w swoim domu, ktory przeciez czesto jest domem ich ojca.

                    A co do Eks - to dajcie Kobiecie spokoj, ona swoje wycierpiala, przeciez wiele
                    z Was wie, co to rozwod.

                    Te z Was ktore wdaly sie w romans z zonatym, swiadomie przyczynily sie do
                    rozpadu jego rodziny, czy naprawde nie macie za grosz empatii, uczciwosci
                    wzgledem siebie, zeby sie do tego przyznac? Nie musicie tego robic publicznie
                    przeciez.

                    Jestem takim dzieckiem z pierwszego malzenstwa. Moja macocha uznala, ze to jej
                    dzieci (sama rozwiedziona) potrzebuja mojego ojca, a nie ja. Slodko, prawda? W
                    zwiazku z tym, nie powinien placic na mnie alimentow. I nie placil, zobaczyc
                    tez go nie widzialam odkad do niej odszedl. Byl na jednej wizycie, bo ona sobie
                    nie zyczyla. Dlugo by opowiadac. Nie wybielam mojego ojca - jest winny, ale ona
                    swieta nie jest. Bo wiem, ze bez jej zachety i macenia, przynajmniej by
                    zadzwonil na urodziny, ale to jej dzieci szykanowaly nas telefonami. Zachecane
                    przez nia, bo to jej glos byl w tle... Bo jej dzieci mialy potrzeby, a ja nie,
                    bo najlepiej, zeby dziadkowie na mnie lozyli, jak matki nie stac. To byl cytat.

                    I wiecie, ze mnie skreca, jak czytam tu niektore teksty.

                    I nie nosze w sobie zranionego dziecka, ani emocji mojej matki. Bylam dosc
                    duza, by sama oceniac. Uporalam sie z tym, ale jak czytam wypowiedzi drugiej
                    strony, to sie zastanawiam, czy ona sie tak samo nie usprawiedliwiala, bo jej
                    szczescie bylo najwazniejsze.

                    Pozdrawiam,
                    Kasia
                    • konkubinka Re: re -do muminka 13.01.04, 12:48
                      ja i wiele z "macoch" osobiscie nie mamy sobie nic do zarzucenia choc chyba po
                      czesci masz racje co do postow na tym forum.Poczytaj jeszcze na innych forach a
                      to ostatnia moja wypowiedz
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=10139145&a=10141701
                    • mikawi muminku.. 13.01.04, 13:37
                      Nie zabierałam głosu w tej dyskusji bo niejako mnie ona nie dotyczy, nie
                      zabrałam ojca dzieciom, a nasze spotkanie nastąpiło długo dlugo po... Więc aby
                      nie generalizowac powiem jak JA to widzę:

                      > jak mozecie rozpisywac sie o obnizaniu alimentow dla tamtych,

                      Uważam że skoro facet ma dzieci ma zasrany OBOWIĄZEK łożenia na te dzieci, ale
                      nie rozumiem dlaczego ma oddawać na alimenty całe swoje dochody, bo była żona
                      przyzwyczaiła się do faktu że nie musi pracować. Uważam, że facet ma też
                      zasrany obowiązek łożenia na nasze wspólne dziecko, więc stąd uważam że nalezy
                      jego dochód podzielic między wszystkie dzieci a nie tylko dbać o te z
                      poprzedniego małżeństwa. Nie mówiąc już o tym, że byłoby wskazane żeby po
                      zapłaceniu alimentów dysponował jeszcze jakimiś pieniedzmi NA SWOJE utrzymanie,
                      prawda?


                      > niecheci do ich ogladania w swoim domu, ktory przeciez czesto jest domem ich
                      ojca

                      bardzo bym chciała abym dzieci mojego M. mogła oglądać w naszym domu, ale tutaj
                      akurat zasługa eks, że ojciec nie ma prawa zabrać ich do swojego domu, a
                      spotkania odbywaja się na jej warunkach mimo że dzieci są duże; napisz
                      może "jakim prawem eks jest niechetna aby ojciec mógł zabrać dzieci DO SWOJEGO
                      DOMU?".

                      > A co do Eks - to dajcie Kobiecie spokoj, ona swoje wycierpiala, przeciez
                      wiele z Was wie, co to rozwod.

                      Swego czasu bardzo chciałam żeby to eks dała spokój swojemu byłemu, zamiast
                      zasypywac go urojonymi i wymyślanymi problemami. Panmietaj, że nie tylko
                      kobieta cierpi, facet też, więc może i niektóre eksie dałyby spokój swoim byłym?


                      > I wiecie, ze mnie skreca, jak czytam tu niektore teksty.

                      Mnie też skręca jak czytam tekst "forum wybielania się". Skoro piszesz że
                      wiesz, że wiele z tych co tu piszą związały się z facetem PO rozwodzie, jakim
                      prawem generalizujesz i tym samym obrażasz wrzucając wszystkich do jednego
                      worka?

                      • mumin_ek Re: muminku.. 13.01.04, 13:55
                        Hmm, napisalam to do tych z Was, ktore w ten sposob traktuja to forum, jako
                        sposob na usprawiedliwienie sie, ze sie nie lubi dziecka meza czy nie-meza i
                        dalej w ten desen. Do tych, ktore rozbily malzenstwo, bo zgadzam sie tu
                        Chalsia, ze w przypadku problemow w zwiazku, poznanie 'tej trzeciej' jest
                        doskonalym katalizatorem rozpadu zwiazku. Do poki nie bylo mojej macochy na
                        horyzoncie, dopoki jej ojciec-adwokat nie zaczal rozwodzic moich rodzicow, byla
                        szansa na psychologa, terapie.

                        I zgadzam sie, ze ojciec ma lozyc na swoje dzieci (wszystkie) i powinien tak
                        sie starac, zeby jeszcze starczylo dla niego. W koncu jak ktos sie bawi
                        zapalkami, to liczy sie z pozarem. I skad sie biora dzieci tez chyba wie? Wiec
                        jak go nie stac na kolejne, to nie powinien ich na ten swiat powolywac. Hmm,
                        moj byl przynajmniej w tej kwestii konsekwentny, wolal lozyc na zupelnie
                        cudze...

                        A dac Eks spokoj, to znaczy odpuscic jej.

                        Czy ktoras z Was wie jak to jest miec ojca i macoche i cala ich rodzine, ktora
                        udaje, ze Was nie ma, ze nigdy nie istnieliscie?

                        I nie sadze, zeby to bylo obrazanie, raczej glos rozsadku, bo te, co sie winne
                        nie czuja, nie wezma tego do siebie.

                        I wiesz, co, jesli choc jednej cos trafi do glowy i serca, to warto obrazic 90%
                        tego forum, bo rozwodzac sie nad swoim biednym losem, z rzadka myslicie o
                        dzieciach swojego obecnego i ich tragedii rodzinnej. Bo rozpad rodziny jest
                        wielkim nieszczesciem.
                        • nooleczka Re: muminku.. 13.01.04, 14:10
                          mumin_ek napisała:
                          > Hmm, napisalam to do tych z Was, ktore w ten sposob traktuja to forum, jako
                          > sposob na usprawiedliwienie sie, ze sie nie lubi dziecka meza czy nie-meza i

                          Hmm,muminku, a mnie się zdaje że to forum jest właśnie dla takich macoch, kóre
                          chcą ROZWIĄZAĆ swój problem "nielubienia" dzieci partnera. I jak to zrobić,
                          zeby mimo wszystkich dzielących je animozji w jakiś sposób tę nić sympatii
                          nawiązać. I zapewniam Cię, że wiele z tu obecnych macoch ten sukces osiągnęło.
                          I wiele z macoch ma DOBRE lub BARDZO DOBRE kontakty z dziećmi męża/partnera.
                          Chociażby konkubinka, jayin, aagacia, nie pamiętam teraz wszystkich nicków.
                          A żeby ten sukces osiągnąć potrzeba maximum dobrej woli z OBYDWU stron, prawda?
                          Bo jak można polubić dziecko, które pała do Ciebie wyłącznie nienawiścią i
                          potworną żądzą zemsty? No jak?
                          Może poszukaj w sobie odrobiny empatii i odpowiedz na powyższe pytanie?

                          Pozdrawiam, Ania
                        • mikawi Re: muminku.. 13.01.04, 14:23

                          > Wiec jak go nie stac na kolejne, to nie powinien ich na ten swiat powolywac.

                          hmm, mnie bardzo interesuje to określenie "stać na kolejne". Co to znaczy?
                          Alimenty były określone w momencie gdy nie miał innych zobowiązań np. innych
                          dzieci. Sąd nie zakładał czy przy tej kwocie będzie go stać na kolejne dziecko,
                          bo to reguluje art 138 kro. Więc skoro pojawia się nowe dziecko, pierwsze siłą
                          rzeczy dostaje mniej. A jaki jest wyznacznik słowa "stać"? Taka sytuacja:
                          On i Ona. Dla uproszczenia przyjmijmy że Ona nie pracuje. Stać ich co roku na
                          miesięczne wakacje np. w Brazylii. Rodzi im się dziecko. Teraz stać ich
                          już "tylko" na dwutygodniowe wakacje w Grecji. Z dzieckiem oczywiście. Czy stać
                          ich na kolejne? Jeśli się na nie zdecydują stac ich będzie już tylko na wakacje
                          nad polskim Bałtykiem a nie w Grecji. Jednak się decydują. I co w takim
                          przypadku? Czy w takiej sytuacji ojciec powinien ze starszym jeżdzić do Grecji
                          a z młodszym nad Bałtyk, bo starszy był pierwszy więc więcej mu się należy?

                          Inna sytuacja: masz dziecko, powodzi ci się nieźle, zapisujesz dziecko do
                          drogiej prywatnej szkoły. Za jakis czas rodzisz drugie, ale sytaucja materialna
                          się zmienia, już nie stać cię na to aby drugie zapisac do prywatnej szkoły ani
                          dodtakowe zajęcia. Co robisz? I. Mówisz młodszemu: sorry, ale brat był pierwszy
                          i musi nadal chodzić do prywatnej a na twój rozwój już nie ma kasy, więc
                          bedziesz chodził do publicznej. Pytanie: czy młodsze dziecko nie poczuje sie
                          GORSZE tylko dlatego że było DRUGIE? II opcja: Czy też mówisz starszemu jak
                          wygląda sytuacja, że musisz go przenieśc do publicznej, do której chodzi tez
                          młodszy brat, za to będziesz mogła zapisać ich oboje na zajęcia dodatkowe
                          zgodne z ich zainteresowaniami? Pytanie: czy starszy powie że ma to w nosie, bo
                          on był PIERWSZY więc jemu się należy i jak mamy nie stac na jego prywatna
                          szkołe to mogła nie rodzić następnego dziecka?

                          > I wiesz, co, jesli choc jednej cos trafi do glowy i serca, to warto obrazic
                          > 90%tego forum, bo rozwodzac sie nad swoim biednym losem, z rzadka myslicie o
                          > dzieciach swojego obecnego i ich tragedii rodzinnej. Bo rozpad rodziny jest
                          > wielkim nieszczesciem.

                          oczywiście że rozpad rodziny jest nieszczęściem, ale pytanie: GDZIE W TYM
                          WSZYTSKIM JEST FACET I JEGO ÓWCZESNA ŻONA, bo jak narazie widzisz TYLKO
                          odpowiedzialność drugiej żony/partnerki za rozpad rodziny. Sorry, za rozpad
                          rodziny dzieci mojego M. niech winią swoją mamę i tatę a nie mnie.
                          • konkubinka Re: muminku.. 13.01.04, 15:32
                            podpisuje sie pod Mikawi- przede wszystkim to decyzja faceta, ze odchodzi ,
                            chyba ze jakis biedny jest i ma cos z glowa.
                            A co do alimentow tez uwazam ze nie mozna laczyc przyjscia na swiat kolejych
                            dzieci z takimi sprawami.
                            • tropicana Re: do konkubinki 13.01.04, 17:22
                              >A co do alimentow też uwazam, ze nie mozna laczyc przyjscia na swiat kolejych
                              dzieci z takimi sprawami<

                              A dlaczego nie?
                              Przypuśćmy, że mój mąż nagle zakochuje się w innej Pani, odchodzi, deklarując,
                              że dziecko kocha ponad życie, że w jego życiu nic się nie zmieni na gorsze,
                              tatuś nadal będzie tym samym tatusiem, tyle, że zamieszka gdzie indziej.
                              Dziecko nie odczuje braku ani tatusia, ani środków na życie.
                              Po czym tatuś ma kolejne dziecko, potem jeszcze jedno, następne itd.
                              Wiadomo, że czasu na to pierwsze dziecko będzie coraz mniej i pieniędzy
                              również.
                              Uważam, że to pierwsze i tak ma gorzej poprzez brak taty. Ono JUŻ jest,
                              jest zobowiązaniem, a kolejnych tatuś zaciągać nie musi, jeśli mu za ciężko.
                              Dziecko z pierwszego związku nie musi cierpieć dlatego, że tatuś i "macocha"
                              chcą mieć liczną rodzinę.
                              • mumin_ek Re: do konkubinki 14.01.04, 08:58
                                I ja sie zgadzam z Tropicana.

                                To my rodzice jestesmy odpowiedzialni za powolywanie na swiat naszych dzieci.

                                Zauwazcie, ze jesli komus szwankuje zdrowie, to raczej sie wstrzyma z
                                urodzeniem dziecka (mowie o kobietach), szczegolnie jesli ma juz jakies dzieci,
                                bo jej obowiazkiem jest ich wychowanie, a w stosunku do niesplodzonego jeszcze
                                dziecka nie ma zadnych zobowiazan. Wiec dlaczego ojcowie nie moga/chca/potrafia
                                wykazac sie taka odpowiedzialnoscia? Ja rozumiem, ze moze ich next chcialaby
                                swoje dziecko, ale przeciez nie kosztem dziecka ukochanego wszakze partnera?
                                Kochasz mnie, kochaj moje dziecko (jak swoje). Ja to nazywam odpowiedzialnoscia.

                                Dziecko potrzebuje czasu ojca i powietrzem zyc nie bedzie.

                                Tatus nie musi zaciagac kolejnych zobowiazan. Tym bardziej, ze naprawde w
                                takiej sytuacji potrafi zwymyslac dzieci Ex, ze sa zebrakami i maja wygorowane
                                zadania. Nowa kurtka, gdy stara dziurawa, bilet miesieczny? To sa wygorowane
                                zadania? (Fakt autentyczny) A nowe dziecko i tatus oplywaja w dostatek.

                                Tak tez bywa, wiec nie piszcie, ze wszystko jest zawsze tak slicznie-pieknie i
                                nie myslicie o obnizeniu alimentow. A posty lali chociazby to takie
                                altruistyczne sa?

                                No i jak mozna byc szcesliwym kosztem czyjejs tragedii? Jak mozna zmusic ojca
                                do wyrzekniecia sie swoich dzieci? I nie mowcie mi, ze on najczesciej tak
                                decyduje, gdybyscie go do tego nie zachecaly, moze by tak nie zrobil (a zacheta
                                wystarczy ze jest nawet podswiadoma niechecia do dzieci Ex).

                                Kasia
                                • ashan taaaaak..... 14.01.04, 09:55
                                  I w ten sposób z bardzo ogólnikowego postu wikki zrobiła standardowa nagonka
                                  na drugie żony smile

                                  mumin_ek napisała:
                                  " Kochasz mnie, kochaj moje dziecko (jak swoje). Ja to nazywam
                                  odpowiedzialnoscia" - a ja nazywam takie wymagania dużą hipokryzją. Ale o tym
                                  było już tyle dyskusji i tu i na samodzielnych, że szkoda czasu na kolejną...
                                  Kto ciekaw - ten znajdzie smile.

                                  " Tatus nie musi zaciagac kolejnych zobowiazan. Tym bardziej, ze naprawde w
                                  takiej sytuacji potrafi zwymyslac dzieci Ex, ze sa zebrakami i maja wygorowane
                                  zadania. Nowa kurtka, gdy stara dziurawa, bilet miesieczny? To sa wygorowane
                                  zadania? (Fakt autentyczny) A nowe dziecko i tatus oplywaja w dostatek."
                                  O yeeees, jak każdy zaglądający na to forum wie, taka postawa tatusia jest
                                  wręcz oczywista, ogólnie pochwalana i generalnie obowiązująca smile

                                  "Tak tez bywa, wiec nie piszcie, ze wszystko jest zawsze tak slicznie-pieknie
                                  i nie myslicie o obnizeniu alimentow".
                                  Zaczynam się powoli przyzwyczajać, ze pewne osoby na forum wiedzą o czym myślę
                                  i co planuję smile

                                  "A posty lali chociazby to takie altruistyczne sa?"
                                  A może by tak adresować post: do lali, albo pisać na priva?


                                  " No i jak mozna byc szcesliwym kosztem czyjejs tragedii? Jak mozna zmusic
                                  ojca do wyrzekniecia sie swoich dzieci? I nie mowcie mi, ze on najczesciej tak
                                  decyduje, gdybyscie go do tego nie zachecaly, moze by tak nie zrobil (a zacheta
                                  wystarczy ze jest nawet podswiadoma niechecia do dzieci Ex)."
                                  No i najbardziej smakowita część postu - już wiem, że jestem szczęśliwa
                                  kosztem czyjejś tragedii, zmusiłam ojca do wyrzeknięcia się dzieci, mimo, że
                                  mówię, że to on zadecydował, ale tak skutecznie go zachęcałam (i robiłam
                                  jeszcze pranie mózgu, bo tego nie podejrzewa) podświadomą niechęcią do jego
                                  syna. Że niby co? Że to niekoniecznie do mnie? To może precyzować? Że to
                                  historia np. muminka i jej ból spowodowany przez eksa? ojca? A nie - wytaczać
                                  ciężkie armaty i grzmieć w słusznym oburzeniu, że drugie żony, że macochy, że
                                  ojcowie...
                                  Dorosłym człowiekiem jesteś, a nie wiesz, że na świecie są po prostu źli
                                  ludzie? I że nie jest to uzależnione od ich stanu cywilnego, statusu
                                  społecznego?


                                  "Wiec dlaczego ojcowie nie moga/chca/potrafią wykazac sie taka
                                  odpowiedzialnoscia?"
                                  "Ja rozumiem, ze moze ich next chcialaby swoje dziecko, ale przeciez nie
                                  kosztem dziecka ukochanego wszakze partnera?"
                                  I tak naprawdę to są wg mnie jedyne ciekawe pytania z całej wypowiedzi
                                  muminka. Gdzie w tym żalu, rozgoryczniu miejsce na refleksję nad rolą ojca?
                                  Jeśli facet kanalia, to będzie oszczędzał na swoich dzieciach. Bez względu,
                                  czy rozwiódł się z ich matką czy nie. Jeśli nieodpowiedzialny, to mimo braku
                                  warunków spłodzi szóstkę dzieci - i do tego też nie musi rozwodzić się ze
                                  swoją żoną - może mieć je zarówno w pierwszym małżeństwie, jak i poza nim wink.
                                  Ale o ileż łatwiej jest zaatakować inne babki, czyż nie wink?

                                  pozdrawiam smile
                                • mikawi Re: do konkubinki 14.01.04, 10:04
                                  > Ja rozumiem, ze moze ich next chcialaby
                                  > swoje dziecko, ale przeciez nie kosztem dziecka ukochanego wszakze partnera?
                                  > Kochasz mnie, kochaj moje dziecko (jak swoje). Ja to nazywam
                                  > odpowiedzialnoscia

                                  większej bzdury nie słyszałam! mam zrezygnować z macierzyństwa bo facet z
                                  ktorym jestem ma już dziecko???? przecież dla tamtego dziecka moje dziecko
                                  będzie bratem lub siostrą a nie jakimś tam dzieckiem! To jakiś absurd, to czego
                                  wymagacie od waszych eksów i next! ja powiem mojemu dziecku, że nie może czegos
                                  tam mieć bo musimy mieć pieniążki również na potrzeby JEGO BRATA/SIOSTRY
                                  (dziecko TATY), tak samo miło by było, żeby eks nie mówiła że "przez TAMTO
                                  dziecko taty ty synuś masz mniejsze alimenty", tylko żeby powiedziała że tata
                                  musi zadbać RÓWNIEŻ O JEGO BRATA/SIOSTRĘ. Nie mówię tu o tym, żeby sobie eks
                                  machnął piątkę dzieci z nową żoną, ale NIE MACIE PRAWA ZABRANIAĆ MU ZAŁOŻENIA
                                  NOWEJ RODZINY. Bo ja nie nazywam tego odpowiedzialnością tylko podłością i
                                  chęcią kontrolowania życia byłego męża.

                                  > No i jak mozna byc szcesliwym kosztem czyjejs tragedii? Jak mozna zmusic ojca
                                  > do wyrzekniecia sie swoich dzieci? I nie mowcie mi, ze on najczesciej tak
                                  > decyduje, gdybyscie go do tego nie zachecaly, moze by tak nie zrobil (a
                                  zacheta

                                  Jak moge być szczęścliwa kosztem tragedii dzieci związanej z rozpadem
                                  małżeństwa ich rodziców (z którym - podkreślam żeby nie było niedomówień - nic
                                  wspólnego nie miałam, a ktore nastapiło długo długo przed naszym spotkaniem)?
                                  To kolejny absurd! Mam założyć worek pokutny i posypać głowę popiołem że ich
                                  rodzice się rozwiedli a teraz na nowo są szczęśliwi w innych związkach???? To
                                  może niech rodzice maja wyrzuty sumienia JAKIM PRAWEM SĄ SZCZĘŚLIWI??? A mój M.
                                  dzieci się nie wyrzekł ani mnie przez myśl nie przeszło, żebym miała go do tego
                                  zmuszać! Kolejny absurd, więc może skończ z tym UOGÓLNIANIEM, bo mnie osobiście
                                  obrażasz rzucając na oślep kamieniami. Zastanów się zanim napiszesz "bo
                                  wy"...
                                  • mikawi i jeszcze p.s. do muminka 14.01.04, 10:19
                                    a o tym jak to next i eks "opływają" w luksusy poczytak sobie w ostatnim poście
                                    pysi - nic tylko życie miodem i mlekiem płynące a dziecko z I małżeństwa głodem
                                    przymiera...
                                • konkubinka Re: do konkubinki 14.01.04, 10:14
                                  Rzeczywiscie to co chcialam napisac trudno nakreslic jednym zdaniem.
                                  Po pierwsze zeby bylo bardziej jasne czemu sie wypowiadam - moj ojciec tez
                                  zostawil mame , ja odeszlam od meza [porozumienie stron], zwiazek mojego
                                  partnera rozpadl sie z winy zony.Mamy teraz wspolne dziecko , ja dostaje alim
                                  na syna a moj M placi na corke.
                                  Nalezy miec swiadomosc jednego.Alimenty to nie jest odszkodowanie ani
                                  rekompensata.Alimenty to wklad drugiego rodzica w utrzymanie dziecka.Ten wklad
                                  okreslany jest na podstawie mozliwosci rodzica a nie rachunku strat poprzedniej
                                  rodziny.
                                  Jak pisalam na samodzielnych , moj eks poszedl na ugode w sprawie alimentow gdy
                                  zarabial 2 tys netto i nie mial mieszkania.Teraz jest bez pracy , ma mieszkanie
                                  a wiec i oplaty z nim zwiazane.Czy nie mozna wiec pomyslec o tym , ze pewnie
                                  nie stac go w chwili obecnej na placenie calosci?Czy powinnam
                                  powiedziec "urodzilo mi sie dziecko i nie popuszcze"Chyba to pierwsze prawda?A
                                  czy on planujac teraz dziecko z nowa partnerka ma prawo juz planowac obnizke
                                  alimentow.Tez nie , bo powinien wziac pod uwage to ze nasz syn nie moze tracic
                                  na urodzeniu sie drugiego dziecka jego ojcu.Ale tu jest sek w tym ze wg prawa
                                  urodzenie sie dziecka kolejnego to przeslanka do zmniejszenia alimentow.Tak jak
                                  bezrobocie.
                                  No , bo dajmy na to , ze jestesmy dalej malzenstwem i rodzi nam sie drugie
                                  dziecko.Czy nadal wydajemy tyle samo na to pierwsze?
                                  Staram sie patrzec na to wszystko obiektywnie.I chce zebyscie zrozumialy moj
                                  punkt widzenia jak dziecka , bylej zony i matki drugiego dziecka.
                                  I jeszcze jedno jesli alimenty bylyby tym o czym piszesz [" Uważam, że to
                                  pierwsze i tak ma gorzej poprzez brak taty. Ono JUŻ jest,
                                  jest zobowiązaniem, a kolejnych tatuś zaciągać nie musi, jeśli mu za ciężko.
                                  Dziecko z pierwszego związku nie musi cierpieć dlatego, że tatuś i "macocha"
                                  chcą mieć liczną rodzinę".]- w takim razie jesli zwiazek rozpada sie z winy
                                  matki to ona powinna pokrywac alimenty?To jakas bzdura.Przeciez roznie bywa i
                                  na tym polega generalizowanie takie o jakim tu mowa , poprostu tylko czesc
                                  zwiazkow rozpada sie z winy drugiej kobiety.Jest szereg innych sytuacji a w
                                  kazdej z nich pozostaje dziecko zazwyczaj z matka.I jakos nigdy prawie nigdy ta
                                  matka nie zgodzi sie oddac dziecka ojcu i placic alimenty nawet jak sama
                                  znalazla sobie kogos, na stale , na chwile , a ja mimo ze moj ojciec zostawil
                                  mame dla innej nie winie za to ojca.Bo widze ze chyba ciezko byloby mu z nia
                                  zyc nawet gdyby nie poznal tej drugiej.Sama nie potrafilabym z nia zyc na
                                  codzien pod jednym dachem.
                                  Mysle ze nie jest sprawa tej drugiej , wysokosci alimentow i ilosci kolejnych
                                  dzieci.Sedno tkwi w moralnosci rodzicow , umiejetnosci zalatwiania spraw miedzy
                                  soba , sprawiedliwego oceniania sytuacji i milosci do dzieci, traktowania ich
                                  sprawiedliwie , zadbania o to aby nikt i nic nie sprawilo aby ktores czulo sie
                                  gorzej.
                                  • mumin_ek Re: do konkubinki 14.01.04, 10:41
                                    Sedno tkwi w moralnosci rodzicow , umiejetnosci zalatwiania spraw miedzy
                                    >
                                    > soba , sprawiedliwego oceniania sytuacji i milosci do dzieci, traktowania ich
                                    > sprawiedliwie , zadbania o to aby nikt i nic nie sprawilo aby ktores czulo
                                    sie
                                    > gorzej.
                                    >

                                    Konkubinko zgadzam sie w pelni z powyzszym.
                                    Ja nie atakuje Was wszystkie i choc moze moj post byl uogolniajacy, to przeciez
                                    wiem, ze zycie nie jest czarne i biale i sa rozne macochy, rozne Eksy i Nexty,
                                    ale przyznasz, ze wiele na tym forum wybielania sie, najazdow na Eksy itd.

                                    Smutna prawda jest taka, ze w moim srodowisku nie ma przyzwoicie
                                    rozwiedzionych - niestety, kazdy ojciec przestawal nim byc mentalnie, gdy
                                    poznawal next, a z ex jeszcze wszystko bylo dobrze, choc problemy jak w zyciu.
                                    I niestety, sporo takich bylych malzenstw znam.

                                    Piszac tu, ujawniamy jedynie nikly skrawek swojego zycia.

                                    A co do Pysi, nikt nikomu nie obiecywal zycia rozami uslanego. Wspolczuje jej
                                    bardzo. Tyle ze takie cos moze sie zawsze zdarzyc...

                                    I na tym koncze moj udzial w tym forum. Jak ktos powiedzial, syty glodnego nie
                                    zrozumie.

                                    Probowalam tu zrozumiec nienawisc mojej macochy do mnie, obojetnosc mojego ojca
                                    i to co sie stalo w kilku rodzinach z mojego otoczenia.
                                    Nie udalo sie... Ale na szczescie jestem duza dziewczynka i daje sobie rade ze
                                    soba.
                              • mikawi Re: do tropicany i muminka 14.01.04, 11:49
                                jak w tym co napisałyście na temat nie powiększania swojej rodziny przez eks
                                męża odnajdujecie ten post na e-mamie?
                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=10126696
                                a zwłaszcza słowa że liczy się nie tylko stopa zyciowa tylko ciepło rodzinne?
                                • tropicana Re: do mikawi 23.01.04, 18:12
                                  mikawi napisała:

                                  > jak w tym co napisałyście na temat nie powiększania swojej rodziny przez eks
                                  > męża odnajdujecie ten post na e-mamie?
                                  > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=10126696
                                  > a zwłaszcza słowa że liczy się nie tylko stopa zyciowa tylko ciepło rodzinne?

                                  W pierwszej i drugiej odpowiedzi, które umieściłam na e-mamie /a system
                                  bezlitośnie wylogował/ było więcej łagodności z mojej strony i sporo o cieple
                                  rodzinnym, które dla każdej z rodzin, tej "nowej" i tej "starej" jest warunkien
                                  niezbędnym, ale niewystarczajacym.
                                  Nadal podtrzymuję że dziecko z pierwszej rodziny ma gorzej.
                                  Nie chodzi nawet o pieniądze - można mieć mamę ze zdolnością do interesów, a
                                  tatusia kochanego lecz nie biznesmena....
                                  Ale jestem pewna, że przez sam fakt mieszkania z "nowym" dzieckiem tatuś czuje
                                  się bardziej z nim związany. Codziennie odkrywa nowe źródła wzruszeń, a
                                  zachowania i sytuacje, które łączyłe je ze "starym" dzieckiem, powoli zacierają
                                  się w pamięci.
                                  "Nowe" dziecko zawsze będzie młodsze i chyba zawsze tatusiowi będzie się
                                  zdawało, że potrzebuje więcej kontaktu.

                                  PS. Odpowiedź na Twoje pytanie jest na e-mamie
                    • domali Re: re - konflikt interesow 14.01.04, 13:05
                      mumin_ek napisała:


                      > Oburza mnie, ze dbajac o wlasnie dzieci, swoje i ich szczescie, swoje
                      rodziny,
                      > nie myslicie, ze Wasz obecny ma dzieci z poprzedniego zwiazku. Sprawy miedzy
                      > doroslymi, czyli Eks i Waszym obecnym, to sprawy doroslych, ale kochajac
                      swoje
                      > dzieci, jak mozecie rozpisywac sie o obnizaniu alimentow dla tamtych,

                      Ja chciałabym obnizki alimentów tylko z jednego względu. Bo nie widzę powodu,
                      dla którego wyłączny koszt utrzymania dziecka ma ponosic jedna strona.


                      niecheci
                      > do ich ogladania w swoim domu, ktory przeciez czesto jest domem ich ojca.

                      Tu napiszę jak Mikawi - ja bardzo chciałabym widzieć synka mojego męża w
                      naszym 'domu'. I nie mam nic przeciw ich spotkaniom.
    • wikki121 Re: cos wam powiem-koniecznie przec 21.01.04, 21:13
      • wikki121 Re: do wszystkich czytajacych 21.01.04, 21:18
        co powiedział Platon : Nie znam niezawodnego sposobu na sukces, ale znam
        sposób na nieuchronną porażkę - starać się każdemu dogodzić. Platon.
        Serdecznie pozrawiam Was Wszystkie Czytające
        • chalsia Re: do wszystkich czytajacych 22.01.04, 00:33
          Każdemu, to znaczy komu?
          Bo jeśli bierzemy pod uwagę najbliższą rodzinę (z potrzebami jej członków) to
          juz nie jest ani każdy, ani wszyscy.
          A nie sadzę by były tu osoby, które starają się dogodzić np. 120 koleżankom i
          kolegom z pracy oraz jeszcze pani Mieci z kiosku i pani Dzidkowej z parteru.

          Pozdrawiam,
          Chalsia
          • mumin_ek Re: do wszystkich czytajacych 22.01.04, 16:25
            Czy zwrocenie uwagi na to, zeby maz/partner zadzwonil do swojego dziecka z
            poprzedniego zwiazku jest proba dogodzenia wszystkim? Czy przypomnienie o
            alimentach jest taka plama na honorze?

            Niezaleznie od Waszych sympatii wzgledem Ex, dziecko jest dzieckiem i
            potrzebuje obojga rodzicow. Swiadomie chyba wchodzilyscie w takie zwiazki i
            trzeba sie liczyc z tym, ze dziecko to nie zabawka, ktora sie upchnie w
            mieszkaniu Ex jak sie akurat nie podoba. To jest CZLOWIEK i nie jest chwalebne
            wymaganie od jego/jej ojca i dziadkow wymazanie go z pamieci, bo tak wygodniej.

            Kochajac mezczyzne warto zrobic miejsce w sercu i dla jego dzieci (rowniez tych
            z poprzednich zwiazkow). Szczegolnie ze te ostatnie sa pokaleczone przez
            rozstanie rodzicow, brak ojca/matki. Czy tak trudno wziac to pod uwage? Polecam
            lekture 'Jeza'.
            • ashan do muminka 22.01.04, 16:56
              nie chcę znowu się czepiać, ale ten post był skierowany do...? Do wszystkich
              czytających, jak w tytule? Czy do kogoś konkretnego?
              Bądź na tyle uprzejma, żeby wyrażać się chociaż trochę bardziej precyzyjnie.
              To o czym piszesz, to sprawy oczywiste.
              Trochę dystansu, nie musisz być tak strasznie wojownicza smile))
            • wikki121 Re: do muminka 23.01.04, 19:21
              drogi muminku, współczuję ci że jestes bieeednym dzieckiem pokrzywdzonym
              poprzez rozwód swoich rodziców, mam tylko takie dziiiiwne wrażenie że zamiast
              obwiniać drugą zone swego ojca lepiej miej pretensje do swoich rodzicow za to
              ze się rozwiedli, szczególnie do mamusi - nie chciala miec ojca dla
              coreczki??? a gdzie byla w momencie gdy jej malzenstwo sie zaczelo walic? brak
              jej bylo wyobrazni co do przyszłości???? właśnie dlatego my - drugie - nie
              znosimy was - bachorów tej eks- bo kierujecie pretensje nie tam gdzie trzeba a
              jeszcze przez was trzeba tracic pieniądze z rodzinnego budżetu,,,,,etc etc etc
              pozdrawiam mimo wszystko, Wikki
              • mumin_ek Re: do muminka 25.01.04, 18:35
                Nie musisz mi wspolczuc, bo to ja wspolczuje Tobie, a raczej Twoim bliskim, bo
                do Ciebie nic nie dociera tak sie zasklepilas w swojej bezdusznosci.

                Od mojej Mamusi sie odczep z laski swojej. To raczej wiele osob mogloby miec
                zastrzezenia do Twojej, bo ta 'empatia' to nie jest wrodzona. A i altruizmu po
                swoich rodzicach tez raczej nie odziedziczylas.

                Dobrze powiedziane, jestescie drugie i dlatego tak boli, ze Wasz mezczyzna ma
                dzieci z inna kobieta, ktora byla w jego zyciu przed Wami, z ktora ma
                dziecko/dzieci, a przeciez go nie zgwalcila... (Uogolnienie dotyczy wylacznie
                wikki121, uzyte w celu podkreslenia wagi wypowiedzie)

                A co tracenia kasy z rodzinnego budzetu, to niewatpliwie te stracone na Twoje
                wychowanie i edukacje byly nietrafiona inwestycja.

                Mam jeszcze nadzieje, ze to przemawia przez Ciebie depresja poporodowa i ona
                jest przyczyna tego egoizmu. Mozna to zwalczyc, odpowiednie leki i bedzie
                lepiej. A jak nie, to nie wiem, moze amputacja czesci mozgu, jak u epileptykow
                kiedys robiono? Czy mozna w takim przypadku zastosowac znieczulenie
                podpajeczynkowe?

                Mam nadzieje, ze Ty bedziesz na miejscu, gdy Twoje malzenstwo zacznie sie
                walic, bo pojawi sie jakis lepszy model, a o to chyba nietrudno, sadzac po
                pozornym luzie Twoich wypowiedzi?

                Sama masz dziecko i nie uderza Cie krzywda dzieci Twojego meza, ze przez Ciebie
                nie maja kontaktu z ojcem, dziadkami? Wierzac w ludzkosc nie moge przestac
                wierzyc, ze ta bezdusznosc to tylko poza.

                Nie fatyguj sie odpowiadaniem, szkoda Twojego bezcennego czasu na bieeednego
                pokrzywdzonego Mumina.

                Dzieki za pozdrowienia - bez odbioru w tym temacie.

                Kasia
          • wikki121 Re: do Chalsi 23.01.04, 19:11
            droga Chalsiu, tobie z pewnością się nie dogodzi, jak zwykle wszystko wiesz
            najlepiej!! serdecznie pozdrawiam Wikki smile
            • chalsia Re: do Chalsi 23.01.04, 22:39
              Szczerze mówiąc oczekiwałam na miłą dyskusję na wysoce teoretycznym poziomie smile
              No ale cóż, zamiast dyskusji zostałam podkreślona jak w brydżu.
              Zapewne wiele rzeczy wiem, a czy wiem najlepiej, to zależy od grona, z którym
              rozmawiam wink

              Pozdrawiam,
              Chalsia
    • wikki121 Re: do Chalsi 2 24.01.04, 20:31
      Chalsia, twoja osobowość zaczyna mnie coraz bardziej intrygować, kim jesteś?
      pozdrawiam, Wikki
      • chalsia Re: do Chalsi 2 25.01.04, 15:55
        Homo sapiens, płeć żeńska, wykształcenie wyższe, pracująca, rozwiedziona,
        dziecko 1 smile
        A tak praktycznie - najlepiej się "zapoznać" z osobą, czytając danej osoby
        posty z wyszukiwarki.

        Pozdrawiam,
        Chalsia
        • wikki121 Re: do Chalsi 3 26.01.04, 21:57
          Co nieco postow czytalam, trafilam w tym i na twoje. W sumie to ci powiem - moze
          jestem zle nastawiona do dziecka eks bo przez nie sporo wycierpialam i jakos
          afekt mi zalega a juz nie powinien bo od dawna mam swiety spokoj jak pisalam i
          jestem szczesliwa. Ale mysle ze gdybym byla eks tez staralabym sie aby dla
          mojego dziecka bylo lepiej niz dla dziecka jakiejs tam znienawidzonej next.
          Jak to zwykle bywa - punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia. Pozdrawiam
          Wikki: h.s., pł.ż, w.w, p., next, dziecko 1smile
          • chalsia Re: do Chalsi 3 26.01.04, 23:03
            Wiesz, ja nie mam (i pewnie wiele samotnych mam) możliwości zrobienia
            czegokolwiek aby mojemu dziecku było lepiej niż dziecku eksa z next. Bo to nie
            jest kwestia kasy. Tamto dziecko ma ojca na co dzień, a dziecko eks - od czasu
            do czasu. I dlatego moje nigdy nie będzie miało lepiej niż "tamto",
            czegokolwiek by nie robić czy mówić.

            A tak z innej beczki (z postu o alimentach) - mnie jedna rzecz drażni w Twoich
            postach - ton mianowicie. Walisz ex cathedra, jakbyś miała licencję na prawdę i
            mądrość życiową i do tego bardzo uogólniasz.
            (A generalizowanie nadmierne zawsze było gromione smile )
            Może i wiele z tego co piszesz mogło by być słuszne/pomocne, ale jak nie jest
            poparte przykładem, to można to potraktować jedynie jak
            stwierdzenie "nienawidzę kotów, bo są głupie".

            Powyższy Twój post to jedyny, albo jeden z niewielu na macochach, który w mojej
            opinii jest inny od pozostałych, bardziej osobisty.
            Ja tu jestem by dyskutować a nie wysłuchiwać wykładów.

            Aczkolwiek powyższe (kwestia "co poeta chciał powiedzieć" oraz odbioru) samo w
            sobie może stanowić temat do dyskusji smile

            Pozdrawiam,
            Chalsia
            • wikki121 Re: do Chalsi 4 26.01.04, 23:22
              czy mam licencje na prawde - nie , czy generalizuje - tak, bo nie pisze do
              jednej wybranej osoby ale do wszystkich ktorzy przeczytaja moja odpowiedz na
              jakimkolwiek forum ona bedzie. po co generalizuje - bo mam nadzieje ze moje
              rady przydadza sie tej i owej osobie ktora ma szanse na normalny zwiazek a nie
              na wieczna szarpanine sie bo nie o tym sie mysli zakladajac rodzine prawda?
              nikt nie musi robic pod moje dyktando, tak samo jak nikt nie robi wszystkiego
              co pisze w poradnikach. wiem ze ton "na zasadzie rad mamuski" wkurza, moze
              wiec mam idee ulepszania swiata? ulepszania na sile? ale Chalsia ty jestes
              taka sama dlatego napisalam ze twoja osobowosc mnie intryguje. Nie wazne jaki
              jest ton moich rad, napewno gdzieniegdzie naladowany emocjami [ale od emocji
              sie zaczelo to forum macochy czyz nie?], najwazniejsze ze komus cos pomoge.
              Kobiety czesto nie potrafia powiedziec "nie", boja sie osądów, chca byc
              dooobre i aaaltruistyczne, ale niestety zycie jest jakie jest....dlaczego rada
              nie jest poparta przykładem? alez Chalsia, ona sama w sobie jest przykładem!
              moim! i nie tylko moim a to ze nie chce sie szczegółowo zwierzac, no coz, po
              prostu nie czuje takiej potrzeby, zwierzam sie mezowi ktory jest "moja
              najlepsza przyjaciołką" nawet czyta moje forum. Przyjaciółki rodzaju zenskiego
              mam dwie w tym jedna w kanadzie smile, zawsze "szłam na jakość a nie na ilość"
              smile. tyle na razie, napisz cos jeszcze smile pozdrawiam smile wikki
            • wikki121 Re: do Chalsi 5 - dzieci 26.01.04, 23:35
              twoj eks widocznie jest dobrym ojcem skoro załujesz ze dziecko nie ma go na
              codzien, ale kasa jest wazna, ja np. chcialabym corke wykształcic, chce zeby
              chodzila do dobrego przedszkola, dobrej szkoły, ponadto zeby stac nas bylo na
              takie wakacje na jakie zasługujemy [ciezko pracujemy], na spłacenie długów, na
              wieksze mieszkanie [obecnie 40m2, eks nie chce np. opuscic mieszkania meza
              ktore wynosi 80m2], na jeszcze jedno dziecko. A to wszystko kosztuje niestety.
              Czy w takiej sytuacji 16-letnia zarozumiala i ziejaca nienawiscia jak
              przysłowiowy smok wawelski coreczka naprawde musi miec alimenty w wysokosci
              polowy pensji tatusia bo matce sie nie chce pracowac? cale szczescie ze teraz
              wreszcie beda obnizone [mamy dziecko i papier z usc] i cale szczescie ze moj
              maz ma jakies poczucie sprawiedliwosci i mnie kocha [zreszta z wzajemnoscia]
              bo naprawde eks-dzieci potrafia wiele napsuc swoimi manipulacjami, rownie
              doskonale jak ich eks-mamusie. Ano wlasnie sa pokrzywdzone eks-zony ale
              naprawde, uwierz mi, sa pokrzywdzeni eks-mezowie a wraz z nimi next i ich
              potomstwo, moze dla was prawo alimentacyjne w polsce jest ok, ale dla nas jest
              bardzo krzywdzace, na ojcu nie pozostawia suchej nitki nawet jesli nie byl
              winny rozwodu. pozdrawiam wikki
              • chalsia Re: do Chalsi 5 - dzieci 27.01.04, 00:18
                Każde dziecko potrzebuje ojca. I jeśli ten ojciec to nie patologia czy margines
                społeczny, to już to czyni go w pewnym sensie "dobrym". Czy mój eks to dobry
                ojciec??? Jak to Mikawi pisze, buhaha - zależy jak na to spojrzeć. W pewnym
                sensie jest, ale w innym to nie za bardzo. Jest dobrym ojcem o tyle, o ile
                przyczynia sie to do zaspokajania jego egoistycznych potrzeb.

                Suchej nitki piszesz. No cóz, to zależy ile się zarabia. Alimenty w wysokości
                300 zł dla kogoś zarabiajacego 600 to tragedia, ale np. 2000 zł dla kogos kto
                zarabia koło 10 000 zł, to już nie jest wielki problem. I raczej nie jest to
                kwestia prawa.

                Pozdrawiam,
                Chalsia
                • wikki121 Re: do Chalsi i kazdego czytajacego forum 27.01.04, 09:12
                  pisalam juz ze placil polowe swojej pensji , w jego przypadku jest to 2000
                  przy pensji 4000, ponadto poki co zostawil eks mieszkanie [nie da sie baby
                  eksmitowac trzeba zakladac sprawe ktora tez kosztuje] no i forse z konta [sama
                  sobie potajemnie ja przelala na swoje prywatne]. No i nie byl winny rozwodu,
                  powiem wiecej - bardzo dobrym mezem byl, tak samo jak teraz. Czy w takim
                  wypadku mozna mowic o wieeelkiej krzyyyywdzie 16letniej rozpieszczonej na maxa
                  falszywej i zloscliwej eks-coreczki??? Nie widze zadnego logicznego powodu dla
                  ktorego ona ma miec lepiej niz moja corka. I poki ja z nim zyje nie bedzie
                  miala!!Wlasciwie moge powiedziec jedno - bycie eks w przypadku porzucenia to
                  syf , ale tak samo syfem jest bycie next z facetem obarczonym bachorami.
                  Jakkolwiek by wiec nie patrzec zywot z facetem to syf maxymalny. smile) i
                  obecnie mimo ze mam całkowity spokoj od jego eksów to nie jestem pewna czy bym
                  sie po raz drugi zwiazala z rozwodnikiem. Ale ale - biarac pod uwage ze w
                  kazdej chwili mozna zostac eks bez wzgledu na to czy facet byl rozwodnikiem
                  czy nie, to wlasciwie kazdy zwiazek to syf smile))))) niestety samotnosc tez :-
                  )))))) czy w takim razie w ogole warto zyc na tym swiecie skoro wiecznie
                  predzej czy pozniej spotka nas i/lub nasze dzieci jakas krzywda od zycia? i
                  tym "optymistycznym" akcentem koncze i pozdrawiam . Wikki
                  • mamaadama4 Re: do Chalsi i kazdego czytajacego forum 27.01.04, 15:56
                    Logika twojego postu poraża. Cóż z takim podejściem do zycia rzeczywiście może
                    być trudno. Trzeba może cos zmienić?
                    danka
                  • chalsia Re: do Chalsi i kazdego czytajacego forum 27.01.04, 18:16
                    Nie Wikki, po przeczytaniu tego Twojego postu mam pewność, że ja nie jestem
                    taka sama jak Ty. Choć tez bym chciała, by świat był lepszy niż jest.

                    Nie do pojęcia dla mnie jest taki tok myślenia jak u Ciebie, dla mnie to po
                    prostu brak logiki. Co mają uczucia 16-to latki do tego ile kasy czy
                    czegokolwiek dostała jej matka w ramach uzgodnień między nią a eks mężem. Tu
                    mowa o poczuciu krzywdy, ze rodzina się rozpada a nie o kasie (bo dla dziecka
                    to naprawdę nie ma znaczenia).
                    Oczywiście, ze zrozumiałym jest, że nie chcesz by Twoje dziecko miało gorzej
                    niż tamto dziecko. Ale wystarczy, by obydwoje dzieci miały "po równo".

                    I jeszcze jedno. Oceniasz tę dziewczynkę jako rozpieszczoną na maxa, fałszywą i
                    złośliwą. Po pierwsze ona ma 16 lat, a po sobie chyba tez wiesz, że nie jest to
                    wiek bycia słodkim dla bliskich. Po drugie (nie piszesz co prawda w jakim wieku
                    była, jak się rodzice rozwiedli i jak potem ojciec się z nią widywał) - ojciec
                    tez chyba ponosi odpowiedzialność, że ona taka jest.

                    Pozdrawiam,
                    Chalsia
    • wikki121 Re: Muminek, nie gniewaj sie 26.01.04, 23:08
      w ostatnim liscie mnie zwyczajnie ponioslo, nie gniewaj sie muminek, zdania na
      temat eks dzieci nie zmienie, na temat roli eks zon w przetrwaniu malzenstwa
      takze , ale Tobie nie zycze nic zlego, ty wiesz swoje i ja wiem swoje, trzymaj
      sie !!! pozdrawiam wikki
      • aagacia Re: Muminek, nie gniewaj sie 27.01.04, 20:36
        a ja wikki tylko chcialam zaznaczyc ze nie mam eks- dzieci.eks moze byc zona a
        dziecko zawse jest to samo - to czastka twojego meza i tego nic nie zmieni.a
        juz na pewno nie jakis papier (czyt. rozwod)
Pełna wersja