Boze zatrzymaj to malzenstwo ja wysiadam...

13.01.04, 16:58
Nie mam juz sily... Dzisiaj jest 13, a my nie mamy juz ani grosza. Ja wzielam
juz 200 zl zaliczki akonto przyszlych poborow... Maz wzial juz 300 zl
zaliczki... Nie wiem co dalej, nie mam pomyslu, mi ukradziono dowod i nie
moge wziasc nawet kredytu, dopoki nie wyrobie nowego (a to trwa...)a maz jest
na czarnej liscie i nikt mu kredytu nie da... I w tym wszystkim on uwaza, ze
musi spotykac sie ze swoimi dziecmi tak, jak sad nakazal - co 2 weekend.
Tylko, ze mieszkamy kilkaset kilometroow od nich... Wiem, ze powinien!!!!!!
Ale za co?????? Ja juz nie mam sily. Nie widuje swojego dziecka cale dnie, bo
pracuje. I w imie czego????? Skoro i tak cala moja wyplata idzie na oplacenie
rachunkoow i przezycie prawie zebracze do jakiegos 10... Jego wyplata idzie
na jego dlugi, jego alimenty, jego zobowiazania.........
Boze, ja juz nie mam sil. On wzial te 300 zlotych, za ktoore mielismy przezyc
do konca miesiaca (hahahahahahahahaha), ale 100 przeznaczyl na przyjazd
dzieci w ten weekend............. Plakac mi sie chce.
Ja wiem ze powinien!!!!!!! Ale czy nie powinien tez zapewnic naszemu dziecki
jakis srodkow na utrzymanie????!!!!!!!!! Z czego ja mam zyc do konca miesiaca
i pozniej tez?
I nadal nie oplacilam swoich studiow.... Bo nie mam z czego. Chce mi sie
wyc!!!!!!!!!!
    • mona56 Re: Boze zatrzymaj to malzenstwo ja wysiadam... 13.01.04, 20:27
      Pysiu!
      Ja doskonale Cie rozumiem. Na poczatku mojego malzenstwa, gdy jeszcze ex nie
      miala nikogo szlo nam finansowo fatalnie. Za to na bogate prezenty dla swojego
      dziecka maz zawsze mial pieniadze. Dodam do tego,ze nasze dziecko nigdy NIE
      POTRZEBOWALO takich, bo mialo przeciez pelna rodzine. Tamtemu zawsze bylo to
      wynagradzane w inny sposob. Szlag mnie trafial, ze chodzilam do pracy i
      zarobilam za malo, zeby zaplacic jego pierwszej rodzinie. Dla kogo ja to
      robilam? Jak to okropnie boli.......
      Po co sie w ogole starac i jaki cel w tym wszystkim chodzic do pracy,zeby bulic
      na obca babe i ich dzieciaka. Jedynie szczescie w calym nieszczesciu, ze
      znalazla sobie jakiegos faceta i wyszla za niego za maz.Wiec wieksza czesc
      alimentow odpadla. Moze i Ty bedziesz miala takie "szczescie ".Doskonale wiem,
      co czujesz- to jest obrzydliwe uczucie.
      Pysiu! piszesz, ze studiujesz. Postaraj sie doprowadzic studia do konca,
      bedziesz bardziej niezalezna i pewniejsza siebie. W jakis sposob bedziesz
      zabezpieczona na przyszlosc. Wiesz-jestem dla Ciebie pelna podziwu, ze majac
      jeszcze tak male dziecko dajesz sobie rade z tyloma obowiazkami.Dobrnij do
      konca!
      Moje slowa nie sa moze wielka pociecha, ale ja wiem, co to znaczy, gdy TAM MUSI
      wystarczyc, a czlowiek liczy sie z kazdym groszem i zarabia nie na siebie,
      tylko na cudze potrzeby.
      Nigdy sobie nie wybacze, ze sama podjelam takiego kroku. Wpadlam dobrowolnie
      jak sliwka w kompot.
      Mona
      • chalsia Re: Boze zatrzymaj to malzenstwo ja wysiadam... 13.01.04, 22:05
        Jak Pysia napisała, zawsze można z tego "pociągu" wysiąść sad

        Ale tak na poważnie - współczuję sytuacji niedostatku i niemożności związania
        końca z końcem. I nie ważne, czy chodzi o alimenty, prezenty, czy nie.
        Niestety problemy z kasą oraz zdecydowane różnice w podejściu do kwestii
        finansowych są jednym z głównych powodów rozpadów związków.

        A rodzina, dziadkowie? Czy, jeśli jest taka sytuacja, nie mogą czasowo wspomóc,
        przynajmniej tak by dziecko miało się OK?

        Pozdrawiam,
        Chalsia
        • amfenix Re: Boze zatrzymaj to malzenstwo ja wysiadam... 14.01.04, 08:28
          Ja za Chalsia powtarzam, poproś o pomoc rodziców ,teściów,znajomych.Przecież
          to nie muszą być pieniądze.Nie wiem gdzie mieszkają twoi rodzice ale może moga
          wam pomóc robiąc np.zakupy od czasu doczasu.Nie krępuj się i poproś koleżanki
          które maja starsze dzieci o ubrania po ich maluchach sama wiesz jaki to
          potęzny wydatek w budżecie domowym.Moi rodzice mieszkający w małym mieście
          pomagali nam w najcieńszych okresach zwożąc plony z działki
          warzywa,przetwory...Niby niewiele ale jednak.I koniecznie kończ studia.Za
          wszelką cenę.Ja skończyłam studia dzienne pięcioletnie z maleńkim dzieckiem
          dojeżdżając codziennie(5h w dwie strony).Na 5 roku otworzyłam firme.Padałam na
          twarz.Prawie nie sypiałam.Żyłam w ciągłym biegu.ALe teraz pozostawiona po 9
          latach przez męża daję sobie radę.Sama.Mąż przesyła mi dobrowolnie 500 zł
          miesięcznie ale bez nich też dałabym sobie radę.Życzę ci wszystkiego
          najlepszego ale sama wiesz że życie może się różnie ułożyć.Kończ studia to
          twoja przyszłość.Twoja i twojego dziecka.I nie pozwól żeby kłopoty7 finansowe
          pokonały twój związek.Wiesz przecież że jak nie może być już gorzej będzie
          tylko lepiej.pozdrawiam
          • gregorij Re: Boze zatrzymaj to malzenstwo ja wysiadam... 14.01.04, 08:41
            męża zmień
          • naturella Re: Boze zatrzymaj to malzenstwo ja wysiadam... 14.01.04, 08:50
            Pysiu kochana, temat jest mi boleśnie bliski, a raczej na szczęście był. Mój
            post niech będzie taka pociechą dla Ciebie, że generalnie każdy zły okres
            przeminie i potem może byc tylko lepiej. Jak to mówią, po deszczu zawsze jest
            słońce... Sypię banałami, wiem, ale uwierz mi, że przeszłam podobną sytuację do
            Twojej, a jednak sie udało... Jakieś dwa lata temu mieliśmy potworny dół
            finansowy po tym, jak straciłam pracę. Pracowałam w administracji rządowej, po
            zmianie rządu podziękowano mi i przez trzy miesiące nie mogłam znaleźc pracy.
            Mój teraz już mąż zarabiał wtedy 1200 zł na rękę po tym, jak obcięto im pensje
            o 60%, a za wynajęte mieszkanie płaciliśmy 1400 złsmile - oczywiście to mieszkanie
            było efektem mojej histerii, że nie chcę już mieszkać w norze za 800 zł, że
            przecież damy radę i wynajęliśmy mieszkanie dwupokojowe. No i to był gwóźdź do
            trumny, bo oczywiście płacić nie mieliśmy z czego. Mąż wydawał ostatnie
            pieniądze z debetu na karcie, po jakimś czasie przyszło wezwanie z banku
            jednego, drugiego, potem trzeciego, w tym samym czasie właściciel wymówił nam
            mieszkanie, bo zalegaliśmy z zapłatą trzy miesiące. Okazało się na dodatek, że
            eks wyczyściła mojemu mężowi konto na kilkanaście tysięcy (zrobiła maksymalny
            debet). Nie będę opisywać, co było dalej - było kiepsko. Do tego wszystkiego
            eks dzwoniła bezustannie, domagając się pieniędzy, sprawa rozwodowa trwała, a
            adwokat brał za jedną sprawę 2 tysiące, debety wygasły i ogólna niemoc. Na
            domiar złego przeniesiono mojego męża na znacznie gorsze stanowisko w pracy (bo
            kryzys) - no i skończyło sie to tak, jak musiało sie skończyć, czyli czyimś
            totalnym załamaniem. Na szczęście nie byłam to ja, ale mój chłop, który miał
            zdiagnozowaną depresję po tym, jak w swoim mniemaniu okazał się dupkiem, który
            nie potrafi zarobić na życie i w swoim mniemaniu skazał mnie na taką wegetację.
            Pamiętam, jak pocieszałam go w taki niby kretyński wtedy sposób, że będzie
            lepiej, że mogę mu to obiecać... Wtedy wydawało mi się to mrzonką, ale
            rzeczywiście... To było dno, od którego się odbiliśmy. I tak krok po kroczku...
            Znaleźliśmy tańsze mieszkanie, ja znalazłam pracę (na umowę - zlecenie), męża
            przenieśli znów na stare stanowisko, potem jedna moja podwyżka, druga, potem
            jego... Przez ostatnie pół roku spłaciliśmy wszystkie długi, jakie narobiła eks
            i nasza ówczesna sytuacja (jak o tym pomyślę to mi się słabo robi - 21
            tysięcy... Byłaby 1/5 mieszkania!). Został mi jeszcze do spłacenia niewielki
            debet na moim koncie. Od jakiegos roku nie mamy już żadnych bieżących
            zaległości, a w lutym chcemy kupić mieszkanie. Na kredyt co prawda, ale chodzi
            o to, że mamy zdolność kredytową - a te dwa lata temu nie mogłam nawet żelazka
            na kredyt wziąć.
            Ta cała moja opowieść, Pysiu, jest po to, żeby Ci pokazać, że los się odwraca,
            że niespodziewanie staje się coś, co wszystko zmienia. Że jest jednak ten
            moment tego dna, za którym jest już tylko lepiej. I życzę Ci, żeby ta Twoja
            sytuacja była już takim dnem i żebyście szybciutko się odbili. I życzę Ci
            szczęścia, bo jestem pewna, że się uda. Trzymaj sięsmile
            • konkubinka Re: Boze zatrzymaj to malzenstwo ja wysiadam... 14.01.04, 10:26
              moze bede podla ale...
              uwazam ze powinnas ratowac zwiazek kazdym sposobem.Jesli on nie rozumie ze
              Tobie i Twojemu dziecku tez sie cos nalezy i nie powinniscie cierpiec za jego
              bledy (bledy , niebledy ale jego) to zaloz mu sprawe o alimenty.Skoro wyrok w
              sprawie dzieci z poprzedniego zwiazku jest dla niego az tak wiazacy niech
              liczy sie i z Toba.Poprostu bedzcie razem ale miejcie osobne gospodarstwo
              domowe.I to wcale nie musi oznaczac konca.Raczej powinno dac mu do myslenia.
              Pozdrawiam
              Pozdrawiam takze tych co sa oburzeni moim pomyslem a napewno tacy juz sie
              znalezli
              • mikawi Re: Boze zatrzymaj to malzenstwo ja wysiadam... 14.01.04, 10:42
                oczywiście konkubinko, że są tacy(kie) którzy twierdzą że pysia sama sobie
                winna, bo powinno jej wystarczyć kochanie dziecka swojego męża i o swoim nie
                powinna była myśleć, a teraz nieważne że młodsze ma wbic zęby w ścianę, grunt,
                żeby temu z pierwszego małżeństwa złotówka nie ubyła...

                dziękuję ci za twoje normalne spojrzenie, jak widac niektórym eks żonom
                pazerność i nienawiść nie przesłania oczu
              • naturella Re: Boze zatrzymaj to malzenstwo ja wysiadam... 14.01.04, 10:55
                Konkubinko, z całym szacunkiem, ale zakładanie sprawy o alimenty to jest
                ratowania związku? Z czego ten facet ma zapłacić, jak nie ma pieniędzy? Co to
                za związek, skoro egzekwuje sie pieniądze poprzez prawny papier?
                I jeszcze jedno - gdzie jest napisane, że to na facecie spoczywa ciężar
                utrzymania rodziny? Są razem, pracują we dwójkę, razem muszą myśleć, jak to
                zrobić, żeby przetrzymać. I to jest problem, a nie to, że on wziął na dzieci,
                czy nie wziął... Jak by mi mąż założył sprawę o alimenty, wiedząc, że mam
                kiepską sytuację, doł finansowy i jeszcze wypominał to, że widuję się z
                dziećmi, to bym go pogoniła gdzie pieprz rośnie... Spójrzcie na to z tej
                strony...
                • yokono Re: Boze zatrzymaj to malzenstwo ja wysiadam... 14.01.04, 12:17
                  zgadzam sie z nat. zakladanie sprawy o alimenty to najgorsze wyjscie z
                  mozliwych, to koniec zwiazku. musicie dogadac sie inaczej. z 2 strony piszesz
                  pysiu ze kasa twojego meza idzie nie tylko na alimenty ale tez na dlugi i inne
                  zobowiazania, czyli jednak widzialy galy...Nie wiem co Ci doradzic,powiem Ci
                  jak jest u mnie.Alimenty na syna meza z 1 malzenstwa (600zl)placi tesciowa.Moj
                  maz obecnie praktycznie nie ma dochodow ,prowadzi firme i miesiecznie raz jest
                  to 500 zl a raz 0. Dlugow nie ma.A do pracy nie pojdzie bo jest niestety z
                  gatunku tych co to stanowiska ponizej viceministra nie przyjmasmileJa zarabiam
                  2600netto (WArszawa) wiec ciezar utrzymania naszego i naszego 1,5 dziecka
                  spoczywa na mnie.Finansuje prezenty dla synka meza, wyjscia (kino, pizza) w
                  czasie jego pobytu u nas co 2 tydz.Ale nie wyobrazam sobie placenia
                  comiesiecznych alimentow. Mojemu mezowi nawet nie przyszlo to do glowy. Od razu
                  zobowiazala sie do tego tesciowa.Ma przeciez wobec swojego wnuka o wiele
                  wieksze zobowiazania niz ja.Zaznacze ze taka sytuacja trwa jakiec 9 mcy i mam
                  nadzieje jest przejsciowa.Wczesniej mielismy oboje dochody na tym samym
                  poziomie i alimenty nie stanowily problemu.
                  pozdrawiam
                  yoko
                  • mikawi Re: Boze zatrzymaj to malzenstwo ja wysiadam... 14.01.04, 12:27
                    widzisz yokono, tylko nie zawsze jest tak że teściowa przejmie czasowo
                    obowiązek płacenia alimentów, w takiej sytaucji jak nie ma skąd wziąć i
                    alimenty nie zostaną wysłane w zasądzonej wysokości (no i nie ma szansy na
                    zrozumienie sytuacji ze strony eks), była żona może pójśc do komornika. A jego
                    wizyta w waszym domu (bo ojciec jest niewypłacalny) i wyniesienie z mieszkania
                    np. telewizora i innych rzeczy na które ty też zarabiałaś nie należy do
                    przyjemności, więc siłą rzeczy druga żona w tym momencie będzie płacić te
                    alimenty.
                    • yokono Re: Boze zatrzymaj to malzenstwo ja wysiadam... 14.01.04, 12:54
                      ale mieszkanie w ktorym mieszkamy jest wlasnoscia mojego ojca. praktycznie
                      wszystkie sprzety nabylam przed naszym slubem (czy to ma znaczenie? )a ja w
                      takiej sytuacji poszlabym na wychowawczy.na pewno bym tak zrobila i wowczas nie
                      mielibysmy zadnych dochodow i co wtedy? na szczescie sytuacja jest teoretyczna,
                      a nasza ex jest w porzadku
                      • domali Re: Boze zatrzymaj to malzenstwo ja wysiadam... 14.01.04, 12:57
                        Jakbyście nie mieli dochodów, to alimenty byłyby wypłacane z FA, a wy
                        musielibyście je z 'dodatkami' zwrócić. Poza tym groziłby jeszcze
                        prokurator...
                        • yokono Re: Boze zatrzymaj to malzenstwo ja wysiadam... 14.01.04, 13:20
                          no to ladnie mnie postraszylas. jestem jak najbardziej za placeniem alimentow
                          ale przez ojca a nnie 2 zone!mysle ze jednak na zmniejszenie mialabym szanse.
                          nic to pogrzebie sobie na forum , chyba juz ten temat byl walkowany
                          pozdrawiam
                          yoko
                          • domali Re: Boze zatrzymaj to malzenstwo ja wysiadam... 14.01.04, 13:33
                            Temat jest wałkowany co jakis czas. A ze zmniejszeniem nie wiem, jak jest.
                            Sami się nosimy z tym zamiarem.
                      • mikawi Re: Boze zatrzymaj to malzenstwo ja wysiadam... 14.01.04, 13:18
                        yokono, nie pisałam o ściśle twojej sytaucji tylko o tym, że czasem nie ma
                        możliwości liczyć na teściów czy rodziców w kwestii pomocy materialnej. I w
                        takim przypadku sytuacja jest patowa: bo na alimenty byc musi, mimo że w
                        budżecie nie ma pieniędzy, więc wysyła sie je kosztem drugiej żony (która
                        często właśnie na te alimenty zarabia), kosztem dziecka z tą drugą żoną, gdyż w
                        przeciwnym razie trzeba się liczyc z wizytą komornika oraz związanymi z tym
                        dodatkowymi kosztami. A komornik zapuka nie do drzwi męża bo to jego
                        zobowiązania tylko do NASZYCH drzwi i to będzie NASZ koszt i NASZ kłopot.
                        • konkubinka Re: Boze zatrzymaj to malzenstwo ja wysiadam... 14.01.04, 15:00
                          Nat zle mnie zrozumialas
                          Z postu Pysi wynika ze maz kaze jej i ichdziecku poswiecac wszystko dla starej
                          rodziny.Rozumiem to tak ze on jest w stanie wszystko poswiecic , ostatnie
                          pieniadze , dlatego ze jego dzieci sa poszkodowane bo on nie jest z ich matka.Z
                          postu wynika ze uwaza iz Pysia i dziecko powinny sie cieszyc tym ze maja go na
                          codzien i ze to jest wystarczajaco duzo.Napisala tak:
                          "... I w tym wszystkim on uwaza, ze
                          musi spotykac sie ze swoimi dziecmi tak, jak sad nakazal - co 2 weekend.
                          Tylko, ze mieszkamy kilkaset kilometroow od nich... Wiem, ze powinien!!!!!!
                          Ale za co?????? Ja juz nie mam sily. Nie widuje swojego dziecka cale dnie, bo
                          pracuje. I w imie czego????? Skoro i tak cala moja wyplata idzie na oplacenie
                          rachunkoow i przezycie prawie zebracze do jakiegos 10... Jego wyplata idzie
                          na jego dlugi, jego alimenty, jego zobowiazania.........
                          Boze, ja juz nie mam sil. On wzial te 300 zlotych, za ktoore mielismy przezyc
                          do konca miesiaca (hahahahahahahahaha), ale 100 przeznaczyl na przyjazd
                          dzieci w ten weekend............. Plakac mi sie chce. "
                          Skoro wyrok sadowy w sprawie kontaktowjest tak wazny to moze gdy zobaczy co sad
                          uwaza na temat tego co nalezy sie Pysi , zrozumie to?Czytam jej posty od dawna
                          i widze ze jest bliska zalozeniu sprawy o rozwod .Wiec moze lepiej niech
                          zacznie od alimentow.Poza tym ja swego czasu z M tez myslalam o takim
                          rozwiazaniu po to aby w sadzie czarno na bialym bylo widac ile wydaje na nasza
                          corke , wtedy gdy eks po narodzinach Anielki natychmiast pobiegla po podwyzke.
                          Nie uwazam aby to musialo byc czyms zlym dla zwiazku.
                          • naturella Re: Boze zatrzymaj to malzenstwo ja wysiadam... 15.01.04, 08:49
                            Ok, teraz już rozumiem... I może faktycznie masz rację... Tylko wiecie co,
                            jeśli sytuacja zmusza kogokolwiek w związku do przedstawiania drugiej osobie w
                            formie prawnej czegoś, co powinien rozumieć samo z siebie, to może faktycznie
                            nie jest to partner?...
                            Może faktycznie Pysia powinna wyegzekwować pieniądze, tak na wszelki wypadek, a
                            potem wnikliwie przyjrzeć się całości - czy warto. Bo odpowiedzialności drugiej
                            strony nie uzyska nakazem sądowymsad
    • femalespirit Re: Boze zatrzymaj to malzenstwo ja wysiadam... 14.01.04, 16:40
      Moze sie komus naraze, ale uwazam, ze facet, ktory wpedzil sie w takie klopoty
      to nie jest partner na zycie. Jak go kochasz Pysiu, to badz z nim, ale pogodz
      sie z tym, ze to Ty zawsze i wasze dziecko bedzie ponosilo konsekwencje bledow
      finansowych Twojego meza. Zeby chociaz potrafil z czegos zrezygnowac (jak
      chociazby z odwiedzin u dzieci wobec wizji braku pieniedzy na chleb). Ale nie
      potrafi. Albo stawial potrzeby Twoje i Waszego dziecka na rowni z potrzebami
      dzieci z poprzedniego zwiazku. A nie stawia.
      Z ex mozna sie probowac dogadac w tak tragicznej sytuacji, bo jej z osobistego
      bankructwa ojca jej dzieci nic dobrego na dluzsza mete nie przyjdzie. Z bankami
      mozna sie ukladac zamiast pokrywac nowymi kredytami stare kredyty. Jest pomoc
      spolecznie itd. Wszystko to jednak wymaga checi i dzialania, umiejetnosci
      wyboru, ktorego u Twojego meza nie widze.
Pełna wersja