dylemat "dzieci - dzieci" - co Wy na to ??

15.01.04, 14:43
Głownie chodzi mi o osoby, ktore na codzień doświadczają poniższej sytuacji.
Sytuacja następująca: wasz partner ma przychówek z poprzedniego związku
(tamte dzieci mieszkają z wami, albo tylko odwiedzają ojca) ale i
dziecko/dzieci z Wami.
Interesuje mnie Wasze podejście do jego dzieci i waszego/waszych.
Czy na serio potraficie być sprawiedliwe, czy może łapiecie się na tym, że na
własne patrzycie łaskawszym okiem, to "wasze" wydaje się ładniejsze,
mądrzejsze, inteligentniejsze itp... ?

Inna, ale podobna sytuacja: właśnie oczekujecie waszego bejbisia albo już
maluch jest na świecie. Czy wasz stosunek do dzieci partnera (przed
przyjściem na świat waszego dziecka kontakty Wy-tamte dzieci były powiedzmy
poprawne albo nawet b.dobre) nagle albo stopniowo zradykalizował się,
stałyście się bardziej broniące "swojego ogródka", "drapieżne": o czas, o
pieniądze, ktore wydawane na alimenty na tamte dzieci można byłoby przecież
przeznaczyć na wasze (mimo świadomości, że ali muszą być płacone i nic tego
nie zmieni), nawet o uczucie partnera w stos. do waszego dziecka (któraż
kobieta nie chce by facet nie był wpatrzony WYŁĄCZNIE w ICH dziecko, tylko
jemu poświecał uwagę, czas i miłość)?

Pytam o te sprawy bo ostatnio z kimś rozmawiałam na ten temat i usłyszałam
opinie dot. posiadania dzieci z dzieciatym już facetem: że natury i instynktu
nie da się oszukać ani wyprofilować umową społeczną dlatego swoje dzieci/geny
stawia sie zawsze na miejscu nr 1, przychówek z poprzedniego związku
odbierany jest jako balast i jako potencjalne zagrożenie.

Co o tym sadzicie? Tylko plissss - piszcie też o tych rzeczach, ktore nie są
political correctness.


pozdrawiam smile
    • pysia-2 Re: dylemat "dzieci - dzieci" - co Wy na to ?? 15.01.04, 15:13
      1. tak
      2. tak
      3. tak

      wlasciwie w twoim poscie sa moje odpowiedzi na twoje pytania :o)
      • aagacia Re: dylemat "dzieci - dzieci" - co Wy na to ?? 15.01.04, 15:56
        nie wiem jak inni mezczyzni ale moj g. nigdy nie traktowal dziecka ze swego
        poprzedniego zwiazku jako balast a ja? no coz, wiedzialam w co sie pakowalam
        wiec wiedzialam ze bede miala grzesia z dzieckiem albo nie bede miala go
        wogole.wybor byl latwy smile
        nadie staram sie traktowac na rowni z julia. ale wiadomo, ze czasem nawet
        nieswiadomie ale julcie bede traktowac inaczej. bo pomimo ze nadia jest
        czescia mojego mezczyzny to jest tez czescia innej kobiety. za julie
        oddalabym zycie, zrobilabym i poswiecila wszystko zeby byla szczesliwa. dla
        naduni- pomimo tego ze naprawde bardzo ja lubie; juz nie. bo ona nie jest
        moja..bardzo ja lubie, staram sie sprawic zeby czula sie u nas dobrze, wszyscy
        otaczamy ja miloscia i mysle ze jest dobrze tak jak jest. i nie jestem
        zazdrosna o uczucia meza do niej. przeciez to jego dziecko - a poza tym naszej
        julce na codzien daje tyle siebie ze nie szkodzi jesli co drugi eekend ta
        miloscia sie podzieli wink
        sacreble, nie da sie traktowac tego pierwszego dziecka tak samo - bo ono nie
        jest nasze, ale da sie to wszystko poukladac tak zeby bylo dobrze smile
    • ashan Re: dylemat "dzieci - dzieci" - co Wy na to ?? 15.01.04, 16:02
      gwoli wprowadzenia: ja mam "swojego" syna, syn m. przyjeżdża zazwyczaj raz w
      tyg i mamy jednego wspólnego
      1. nie staram się. po prostu jestem sprawiedliwa smile: jak mnie wkurzają to
      wszyscy po równo, łącznie z moim m., a jak nie mam PMS to patrzę na nich
      równie łaskawym okiem. Grunt to w miarę możliwości nie angażować się w ich
      spory, nie stawać po żadnej ze stron i znajdować dobre strony tego szaleństwa:
      np taką, ze trzech chłopaków w tak różnym wieku potrafi się sobą zająć, a ja
      mogę w spokoju poczytać gazetę, książkę. Przestrzegamy tylko, zeby był
      wyłączony komp, bo to zazwyczaj wywołuje burzliwą atmosferę dotyczącą kto co
      ma na tym kompie robić. TV jest włączane w ostateczności.
      2.dla mnie kasa płacona na alimenty nie istnieje. to tak, jakby mój m.
      zarabiał o tyle mniej. szczerze mówiąc nawet w tym m-cu, gdy alimenty na
      najstarszego spóźniły się kilka tyg i na prawdę nie mieliśmy już kasy, to
      jakoś nie pomyślałam, ze nie płacąc będziemy mieli więcej dla siebie. może to
      stąd, że sama przez kilka lat byłam samotną mamą i wiem, jak to jest być zdaną
      sama na siebie (no i łaskę i niełaskę eksa smile). czasami mnie nosi, gdy mam
      wrażenie, że synowi męża powodzi się lepiej finansowo niż naszym domowym
      dziom smile. jak do tej pory zdarzyło się to dwa razy i mam nadzieję, że nigdy
      więcej nie nastąpi, bo mam świadomość, że w naszej sytuacji takie odczucia
      mają niewiele wspólnego z rzeczywistością smile. raczej łączy się to z innym
      modelem wychowania, który sprawia, że nasze dzieci zabawki/prezenty dostają od
      wielkiego dzwonu, a sym mojego m. jest przez swoje rozmaite pociotki
      rozpuszczany
      co do uwagi poświęcanej dzieciom, to mój m. nie przepada za dziećmi, jako
      zjawiskiem zbyt głośnym, przeszkadzającym w pracy, nie lubiącym muzyki, której
      on słucha. Myślę, że zacznie się nimi kolejno interesować w miarę ich
      dorastania. miałam przez pewien czas z tego powodu duży problem z m. (bo
      uważałam, że w pewnych syt. dyskryminuje mojego syna), ale już chyba sobie
      pewne rzeczy wyjaśniliśmy
      może wyszła polit-poprawność, ale u nas tak akurat jest, co nie znaczy, że
      jest sielanka. jest po normalnie, jak w rodzinie smile
      pozdr
      • naturella Re: dylemat "dzieci - dzieci" - co Wy na to ?? 15.01.04, 17:04
        Ja, jak wiecie, dzieci nie mam. Mąż ma 16-letniego syna. I tak sobie myślę, że
        u nas na szczęście tego dylematu nie będzie... Bo różnica wieku jest zbyt duża,
        by porównywać traktowanie dzieci. Kto wie, może synol nas wyprzedzi... smile))

        Ale wiecie co, może troszkę zboczę z tematu, ale tak mi się przypomniało - mój
        ojciec ma trzy córki z poprzedniego małżeństwa. Utrzymywał stały kontakt tylko
        z jedną. I ta kobitka, dorosła i mająca własne dzieci, zawsze jakoś dziwnie
        traktowała mnie i siostrę. Po kilkunastu latach od rozwodu rodziców jeszcze
        chyba coś w niej tkwiło - bo zawsze była o nas zazdrosna. To było widać...
        Wtedy nie zastanawiałam się nad tym, bo jak to nastolatka, skupiałam sie
        bardziej na tym, kiedy ta wizyta się skończy i kiedy będę mogła iść sobie w
        pamiętniku popisać - ale teraz jest mi jej szkoda. Skoro dorosła baba nie mogła
        tego sobie jakoś poukładać, to widać mój ojciec popełnił jakiś błąd - w trakcie
        rozwodu, czy też przez te wszystkie lata po rozwodzie. Widać nie dał jej tego,
        co dawał nam. I tak sobie myślę, że nawet w stosunku do syna mojego męża, mimo,
        że jest wielki i prawie dorosły, będę się starała postępować sprawiedliwie.
        takie są założeniasmile
        • femalespirit Re: dylemat "dzieci - dzieci" - co Wy na to ?? 15.01.04, 18:21
          Moj ma dwoch synow, 14 i 16 lat i planujemy miec dwojke wspolnych dzieci (na
          razie kiepsko to wyglada), ale szczerze mowiac to nie wiem jak bedzie. Mysle,
          ze bede sie starala, ale nie moge obiecac, ze biologia czy co tam jeszcze nie
          zwyciezy. Juz teraz musimy dokonac trudnych wyborow, jeden z jego synow
          chcialby pojsc do liceum za granica, ale mu musimy urzadzic mieszkanie, a i
          wisi nad nami grozba kilkudziesieciu tysiecy na ewentualne dalsze leczenie w
          kierunku naszych wspolnych dzieci. Niestety, nasza potrzeba nie moze czekac, na
          obie nie starczy i tutaj akurat bylam nieprzejednana i moj M. sie z tym
          zgodzil. Jego syn pojedzie do liceum za granica w drugiej klasie, bo ja z ta
          akurat sprawa nie moge czekac (moj M. zreszta tez, nie staje sie mlodszy). Jak
          bedzie dalej, tylko czas pokaze.
          • konkubinka Re: dylemat "dzieci - dzieci" - co Wy na to ?? 16.01.04, 10:06
            Ja moze krotko i wezlowato
            Jestem sprawiedliwa i wrecz czasem niesprawiedliwa dla swoih dzieci.Poprostu
            przyjelam sobie za zasade ze ni ebede zwracac uwagi corce M, to on jest jej
            ojcem i ma je wychowywac i tak nie robi tego za czesto wiec niech korzysta.Gdy
            mam ewidentne pretensje do jego corki przekazuje mu to po cichu tak aby to on
            zadzialal.
            Jezeli zas jestem na zakupach , sa swita czy inne sprawy zwiazane z "miłymi"
            zakupami obdarzamy wszystkich po rowno.Nawet kiedy mam zrobic zakup konkretny
            np kupic kurtke synowi i Gosia jedzie z nami , Gosia rowniez przyjezdza z
            jakims ciuchem.
            Nie moge tego samego powiedziec o stosunku M do mojego syna ale to juz innz
            hitoria.
    • krycha15 Re: dylemat "dzieci - dzieci" - co Wy na to ?? 16.01.04, 11:38
      U nas jest tak: moj Mezczyzna ma dwojke z porzedniego zwiazku (18-letni syn i
      16-letnia corka), ja mam synka z poprzedniego zwiazku (5 lat), przy czym synek
      odkad skonczyl 9 miesiecy jest wychowywany przeze mnie i mojego Mezczyzne
      (ojciec biologiczny pojawia sie i znika) a teraz jestem w ciazy.
      Poki co uklady sa zdrowe.
      Wiecej nawet: odkad dzieci mojego Mezczyzny dowiedzialy sie o mojej ciazy sa
      jakies inne. Lepsze? Nigdy tego nie robily a w tym roku pod choinka pojawil
      sie prezent i dla mnie (do tej pory dostawal upominek tylko ich tato i moj
      synek).
      Moj stosunek do nich jest "olewatorski" - trudno zreszta czepiac sie takich
      duzych dzieci. Poza tym musze sie tu szczerze przyznac, ze zazdroszcze tych
      dzieci i mojemu Mezczyznie i jego ex. Moze to zle slowo "zazdrosc" ale dzieci
      sa jakies takie fajne, ze czesto mysle, ze chcialabym zeby moje, nasze dziecko
      tez takie bylo. Oczywiscie sa i takie chwile, ze mam ich dosc np. pomysly w
      stylu zawiez nas z mama tu i tu ... na szczescie jest tych pomyslow coraz
      mniej a i moj Mezczyzna zaczal na nie reagowac inaczej (tzn. zgodnie z moja
      wola hihi).
      Co do kasy przeznaczanej na tamte dzieci - no trudno - tu mnie serduszko boli,
      ale z natury jestem sknera wiec klade to na karb swojego charakteru. Zreszta
      znowu musze wam sie do czegos przyznac: gdy dalismy synowi mojego Mezczyzny
      spora kwote na 18 urodziny cieszyl sie tak widocznie, ze az mi sie mokro w
      oczach zrobilo ... Nie spodziewal sie tego, to bylo widac i sprawilo mu to
      wielka radosc i niespodzianke. Zaraz kupil sobie wymarzona rzecz, reszte
      odlozyl ...
      Co do tego wpatrzenia wylacznie w nasze dziecko: nie wiem jak to bedzie, gdy
      sie pojawi nasza corenka ale sadzac po stosunku mojego Mezczyzny do mojego
      synka nie powinno byc wiekszych problemow. To bedzie NASZE dziecko i znajdzie
      sie Ono w odmiennej sytuacji zarowno od dzieci mojego Mezczyzny jak i mojego
      synka - wlasnie dlatego, ze bedzie NASZE. Jaka bedzie jego sytuacja i nasz
      stosunek - wyjdzie w "praniu".

      Powiecie: sielanka. Nie zawsze i nie do konca. Ale musze przyznac, ze po
      ciezkich chwilach, awanturach, placzach, lamentach, klopotach finansowych
      nadszedl wreszcie czas wzglednego spokoju i ladu. I oby tak dalej.
      PS. Co nie znaczy, ze nie mam juz o czym pisac na forum !!!!
      Krycha
      • nooleczka Re: dylemat "dzieci - dzieci" - co Wy na to ?? 16.01.04, 14:02
        U mnie jest niesielankowo i niepoprawnie sad I nie umiem dac sobie z tym rady.
        Mój facet ma 10-letniego syna z poprzedniego związku, a ja mam mojego 6-
        letniego synka (ojciec biol. pojawia sie sporadycznie).
        I jest tak, jak pisłam swego czasu w wątku o faworyzowaniu niektórych dzieci.
        Jerzy potrafi być wspaniały dla mego synka ale do czasu, gdy na horyzoncie nie
        pojawi się jego syn. Wtedy mój synek spada na pozycję niepotrzebnego, "piątego
        koła u wozu" sad I stąd również jakby oczywista moja reakcja niechęci do jego
        syna. Tzn. nie prowadze otwartej wojny, ale nie lubie go i staram się do niego
        nie odzywac, bo boję się że jak coś powiem to wypłynie ta moja niechęc.
        Można powiedzieć z kolei, że to ja faworyzuję własne dziecko. Pewnie tak. Bo
        mój synek ma tylko mnie, jego ojciec pojawia sie b.rzadko. Natomiast syn
        Jerzego prócz swojej mamy ma również ojca prawie w kazdy weekend i 2 x w
        tygodniu. Czuję, że życie jest jakby bardziej niesprawiedliwe dla mojego synka.
        Może również przez to odczuwam podświadomą niechęć do syna Jerzego. Oczywiście
        Jerzy ma o to do mnie pretensje sad No i takie błędne koło sad(((

        Ania
    • wikki121 Re: dylemat "dzieci - dzieci" - co Wy na to ?? 27.01.04, 00:04
      nasilenie naszej sympatii jest wprost proporcjonalne do samego dziecka, jedne
      sa kochane i normalne a inne podle i zgoła patologiczne smile) ale to ma scisly
      zwiazek z mausiami, przysłowie ze niedaleko pada jabłko...sprawdza sie smile)
      wikki
      • nooleczka Re: dylemat "dzieci - dzieci" - co Wy na to ?? 27.01.04, 12:34
        wikki121 napisała:
        > nasilenie naszej sympatii jest wprost proporcjonalne do samego dziecka, jedne
        > sa kochane i normalne a inne podle i zgoła patologiczne smile) ale to ma scisly
        > zwiazek z mausiami, przysłowie ze niedaleko pada jabłko...sprawdza sie smile)

        Eee tam, wiki, nie zgadzam sie z Toba. Syn mojego faceta nie jest wcale podły i
        patologiczny - choć do jego mamusi te słowa pasują jak ulał.
        A niestety nie lubię go, ale nie dlatego, że coś z nim nie tak, tylko dlatego,
        że mój facet wybitnie go faworyzuje przy moim dziecku i nic nie moge na to
        poradzić sad

        Pozdrawiam, Ania
        • wikki121 Re: Nooleczko, 27.01.04, 16:39
          droga Nooleczko, wlasnie faworyzowanie!!! eks-coreczka nie dosc ze podla i
          podobna wizualnie do mamusi jak dwie krople wody to jeszcze byla wrecz super
          faworyzowana, na poczatku naszego zwiazku dopoki nie ustawilam faceta do pionu
          byla superfaworyzowana [drogie prezenty, mowienie jej imieniem do naszej
          wspolnej coreczki [!!!] i te szalenczo wysokie alimenty]. nawet w łóżku
          musialam wysłuchiwac jakie gowniara ma problemy w szkole etc etc. Wlasnie
          faworyzowanie przepełnilo czare goryczy. Dzieki bogu juz z tym koniec bo sie
          ostro postawilam i dalej sie bede stawiac. Gdybym tego nie robila skonczyloby
          sie tak jak w zwiazku Pysi a tego nie zycze zadnej z was. Wlasnie dlatego
          zalozylam wlasne forum zeby dopingowac do buntu te next ktore nie osmielaja
          sie same tego robic a czuja sie niekochane i nieszczesliwe. W koncu nie po to
          sie zenily zeby zyc przeszloscia swojego faceta. a w kazdym razie ja nie po to
          sie zenilam. Wikki
          • nooleczka Re: Nooleczko, 27.01.04, 17:16
            wikki121 napisała:
            > musialam wysłuchiwac jakie gowniara ma problemy w szkole etc etc. Wlasnie
            > faworyzowanie przepełnilo czare goryczy. Dzieki bogu juz z tym koniec bo sie
            > ostro postawilam i dalej sie bede stawiac. Gdybym tego nie robila skonczyloby
            > sie tak jak w zwiazku Pysi a tego nie zycze zadnej z was. Wlasnie dlatego
            > zalozylam wlasne forum zeby dopingowac do buntu te next ktore nie osmielaja
            > sie same tego robic a czuja sie niekochane i nieszczesliwe. W koncu nie po to
            > sie zenily zeby zyc przeszloscia swojego faceta. a w kazdym razie ja nie po

            Wiesz co, powiem szczerze, że trochę się dziwię Twojemu facetowi. Że tak się
            daje ustawiac do pionu i taki z niego pantoflarz. Ja mam wrażenie, że Ty go na
            siłę odciągasz od tamtego dziecka. Uważasz że to OK? Przecież tamto dziecko,
            tak jak Twoje, potrzebuje tego faceta jako ojca. Przecież ono nie zawiniło
            rozpadowi tamtego związku, a mimo tego musi ponosić tego konsekwencje. Od tego
            jest tatuś, i mamusia, żeby tych konsekwencji było jak najmniej. To że facet
            przestał być mężem nie znaczy że przestał być ojcem.
            Szczerze mówiąc nie widzę nic złego w tym ze dowiadujesz sie o problemach
            szkolnych swej pasierbicy albo w mimowolnych pomyłkach twojego faceta
            dotyczących imion dzieci. W końcu i tamto, i Twoje - to są JEGO dzieci, i ma
            obowiązek po równo o nie dbać. Po równo i bez faworyzowania, które lepsze,
            które gorsze.
            A przeszłości nie da się tak łatwo wykreślić z życia. Ona była, jest i będzie.
            Walka z tym to jak walka z wiatrakami. Gdybym ja tak postępowała jak Ty, to już
            dawno mój związek z moim m przestałby istnieć.

            Pozdrawiam, Ania
            • atagag Re: Nooleczko, 28.01.04, 08:24
              co do pomyłek w imieniach dzieci, to zdarza sie i w "normalnych" rodzinach. Mój
              ojciec bardzo czesto mylił imię moje i mojej siostry i zdarza mu sie to do
              dziś. Nie uważam, jednak, że jeżeli mnie nazywał imieniem siostry to ja
              bardziej kochał. Tak czasami poprostu jest z facetami, nie przywiązuja wagi do
              pewnych "szczegółów", jak oni to okreśają. Gros facetów nie wie, kiedy urodziło
              sie ich dziecko, do jakiej chodzą klasy itd. Nie uważam, że jest to objaw
              dyskryminacji, czy braku zainteresowania
          • mmadzia1 Re: Nooleczko, 27.01.04, 17:20
            Wikki,
            czy jest jeszcze jakieś inne forum na ten temat? Ja tu nowa, nic nie wiem...
            pls zdradz gdzie
            madzia.
          • wikki121 Re: Nooleczko, 28.01.04, 08:43
            tak moj maz jest pantoflarz cokolwiek to by znaczylo,bo po prostu mnie kocha i
            chce abym byla szczesliwa i tyle. Poza tym oboje nie chcemy wojny w domu ani
            rzadow eks, jej telefonow i dyktowania nam co my mamy robic z jej
            przychowkiem. Maz sie naopiekowal nia tyle lat ze starczy a to czy ona
            potrzebuje ojca? trzeba by sie bylo jej samej zapytac bo z tego co ja widze
            ojciec jest jej raczej obojetny wiec ja z kolei nic na sile nie bede robic.
            Tak naprawde forum "macochy" zalozono po to aby pisac o negatywnych uczuciach
            do pasierbow czy jak tam ich zwac, wiec nie twierdzcie falszywie ze tak bardzo
            obchodzi was ich los. Ja sie nie wstydze negatywnego nastawienia. Nie
            przeskocze ewolucyjnie od tysiecy lat wypracowanych mechanizmow polegajacych
            na niecheci zwierzat/ludzi do opieki i zywienia "cudzych genow". Tak jest
            bylo i bedzie!!! i kazdy kto zaprzecza zaprzecza sam sobie. Poczytajcie
            National Geographic, czy cokolwiek innego na ten temat. Wikki
            • pysia-2 Re: Nooleczko, 28.01.04, 10:12
              Wikki, dwie sprawy:
              Po pierwsze postaraj sie nie podpierac kazdej swojej wypowiedzi moja straszna
              sytuacja w jakiej sie znalazlam ja i moja rodzina. To, co piesalam na tym
              forum, pisalam w chwili zwatpienia, potrzebujac wsparcia. Moze nie powinnam.
              Uczymy sie z moim mezem pokonywac kryzys. Bo to jest kryzys. Takie cos, co
              wystepuje zaroowno w pierwszych, drugich, trzecich jak i dziesiatych zwiazkach.
              Nie wszystko, co zle, wynika z tego, ze moooj maz ma dzieci.
              Po drugie: Forum nie zostalo zalozone dlatego, zeby pisac o negatywnych
              uczuciach do pasierboow. Mi na przyklad bardzo pomagaja posty Aagaci, ktoora
              pisze cieplo o swojej pasierbicy. To powoduje, ze inaczej patrze na sprawy,
              ktoore mnie zaczely przerastac. Dzieki temu coraz lepiej radze sobie ze swoimi
              problemami. Bo negatywne uczucie do pasierbicy to PROBLEM. Dla ciebie, dla
              twojego meza, ktoory cie kocha, a ty to wykorzystujesz i stawiasz go przed
              wyborem, ktoorego nie powinno byc: JA albo ONA. No i dla twojej pasierbicy,
              ktoora - wbrew twojemu przekonaniu potrzebuje ojca, bo kazde dziecko potrzebuje
              ojca. Nawet jako dorosly czlowiek. A ona jest w takim wieku, ze nie umie
              inaczej wyrazic swoich uczuc jak tylko przez bunt. Ale zeby to zrozumiec,
              trzeba chciec.

              No i jeszcze hipotetyczne pytanie: Czy gdyby sie zdarzylo, ze twooj maz, majac
              dosyc twojej zaborczosci, zostawil cie dla innej kobiety i zrobil sobie z nia
              dziecko, a ta kobieta twierdzilaby, ze nie chce znac twojego dziecka, a w
              ogoole to jemu juz nie jest potrzebny tatus, bo juz sie go nawychowywal, a
              teraz ma nowe dziecko i to nim trzeba sie zajac... fajnie by bylo, co?
              • ashan pysiu... 28.01.04, 10:37
                mądra babka jesteś smile
                Mocno trzymam kciuki, zebyś z tej sytuacji, w której jesteś, wyszła jeszcze
                silniejsza smile.
                serdecznie pozdrawiam smile))
                • pysia-2 Re: pysiu... 28.01.04, 10:44
                  dzieki, Ashan :o)) milo cos milego czasem uslyszec :o)
              • chalsia Re: 28.01.04, 11:30
                Pysiu,

                ja bym jedno tylko zdanie kierowane do Wikki w Twoim poście zmieniła.

                Napisałaś: "dla twojej pasierbicy, ktoora - wbrew twojemu przekonaniu
                potrzebuje ojca, bo kazde dziecko potrzebuje ojca. Nawet jako dorosly czlowiek.
                A ona jest w takim wieku, ze nie umie inaczej wyrazic swoich uczuc jak tylko
                przez bunt. Ale zeby to zrozumiec, trzeba chciec. "

                Oprócz chcenia, trzeba tez być do tego dojrzałym psychicznie a także umieć z
                refleksją spojrzeć na własną przeszłość.

                Pozdrawiam,
                Chalsia
            • naturella Re: Nooleczko, 28.01.04, 15:55
              wikki121 napisała:


              > Tak naprawde forum "macochy" zalozono po to aby pisac o negatywnych uczuciach
              > do pasierbow czy jak tam ich zwac, wiec nie twierdzcie falszywie ze tak
              bardzo
              > obchodzi was ich los.

              Pierwsze słyszę, że forum po to powstało!!! Wikki, mam głęboko gdzieś, jak
              bardzo nienawidzisz swojej pasierbicy, ale bądź uprzejma nie wypisywać tutaj
              takich pierdół jak powyższe... Nie interesuje mnie Twoje poczucie zagrożenia,
              Twoje biologiczne motywy ani zazdrość o córkę faceta i nie chcę o tym czytać w
              każdym topiku. A już podobna sugestia, jak ta, którą zacytowałam, jest
              pomówieniem i usiłowaniem podciągnięcia wszystkich tu obecnych do swojej
              miarki, na co ja nie zezwalam i na co się nie godzę. Jeśli masz zamiar tworzyć
              Kółko Nienawidzących Pasierbów, to idź na inne forum.
              • tropicana Re: do Naturelli 28.01.04, 19:25
                Nie zawsze zgadzam się z Twoim zdaniem, ale tym razem trafiłaś w samo sedno.
            • judytak Re: Nooleczko, 02.02.04, 12:23
              wikki121 napisała:

              > tak moj maz jest pantoflarz cokolwiek to by znaczylo,bo po prostu mnie kocha
              i
              > chce abym byla szczesliwa i tyle.

              jeśli tak to definiujemy, to owszem mój też jest pantoflarzem
              ale ja też jestem
              i w ten sposób rzeczywiście nie mamy wojny w domu
              najwyżej dyskusje

              a ty, to jesteś pantoflarzem? chociaż trochę?

              pozdrawiam
              Judyta
    • saawa Re: dylemat "dzieci - dzieci" - co Wy na to ?? 27.01.04, 12:59
      witajciesmile

      czy potrafie byc sprawiedliwa? Jeszcze tego nie wiem, coreczka mojego meza ma 6
      lat, a nasz wspolny synek - 9 miesiecy, tak serio - bede sie starac. Jednak
      wydaje mi sie, ze odkad sama zostalam mama chyba laskawszym okiem spogladam na
      Mala. Kiedys bylam zazdrosna o czas, o milosc meza do corki, teraz cala
      rodzinka jest bardziej zintegrowana. Dodam, ze Mala jest u nas co drugi weekend
      i przepada za braciszkiem. Pewnie, ze "nasze" zawsze jest piekniejsze,
      madrzejsze itp. ale mozna to przeciez zachowac dla siebiesmile I nie zgadzam sie z
      tym, ze "niedaleko pada jablko od jabloni ..." eks jest czasownica (wewnatrz i
      zewnatrzsmile a Mala to naprawde aniolek (wewnatrz i zewnatrzsmile - na szczescie
      geny mojego meza byly silniejszesmile
      pozdrawiamsmile
    • judytak Re: dylemat "dzieci - dzieci" - co Wy na to ?? 02.02.04, 12:42
      u nas jest tak
      mój mąż był już po rozwodzie jak się poznaliśmy
      w jego stosunkach z córkami ja od początku przyjęłam rolę obserwatora spoza
      układu, doradcy życzliwego, ale szczerego
      i tak też zostało do dziś dnia (mamy trójkę dzieci razem)
      nie zauważyłam u męża "faworyzowania" w żadną stronę
      pewnie pomogło to, że nastolatki raczej nie mają porównania z niemowlakami ;o)
      a ja nigdy nie chciałam być matką tych dzieci (mają własną)
      nie chciałam je wychowywać
      jak coś uważałam za potrzebne, rozmawiałam o tym z mężem (a on robił, jak
      uważał za słuszne)
      kiedy były u nas, traktowałam je jak dzieci w gości (jakby przyjechały jakieś
      np. moje kuzynki, młodsze rodzeństwo przyjaciółki czy tym podobne) - również
      wtedy, kiedy jedna z nich mieszkała z nami przez dwa lata
      dzieliłam i dzielę z mężem poczucie odpowiedzialności za nie - były czasy,
      kiedy nie jadałam i sprzedawałam biżuterię żeby dla nich było, co potrzebne
      (nie było formalnie ustalonych alimentów, do pewnego czasu wszystko, później
      prawie wszystko miały od nas)
      ale nigdy je nie kochałam jak własne dzieci, w ogóle je nie kocham - lubię,
      owszem, uważam za członków rodziny, cieszę się ich sukcesami, martwię się, jak
      robią głupoty, bronię ich przed tatusiem często, ale nie jest to czymś, co
      mogłabym nazwać tak samo, jak to, co czuję w stosunku do swojego męża czy do
      swoich dzieci

      pozdrawiam
      Judyta
Pełna wersja