A co z seksem?...

23.01.04, 12:54
Jako kobieta bez doświadczenia w temacie "dzieci", często zastanawiałam się,
jak układa się tzw. pozycie między partnerami w momencie pojawienia się
dzieci, zwłaszcza w naszych, polskich, ponurych realiach, gdzie na osobę
przypada 2m kw.

Ostatnio zaczęłam nad tym mysleć nawet intensywniej pod wpływem
nadciagającego kataklizmu: dzieci partnera. Perspektywa własnych dzieci jest
jeszcze nadal bardzo mglista. Nie sądzę, że z moim partnerem nam wyjdzie
normalne, bezkonfliktowe życie ze soba, nie mówiąc już o rozmnożeniu się, ale
to inny problem.
Chciałabym wiedzieć, czy konieczne jest zrezygnowanie z intymności, kiedy
akurat w domu są dzieci i np. zoatają na noc. Albo, jak jesteście wszyscy
razem na wakacjach przez 2 tygodnie. 2 tyg. bez seksu??! To jakiś koszmar. I
jeszcze jedno: czy Wasi partnerzy/ mężowie okazują Wam czułość przy swoich
dzieciach (pocałunki, przytulania, gesty miłości, chocby te najdrobniejsze).
jeśli tak, to jak na to reaguja ich dzieci?

Jesli to zbyt osobisty wątek, to przepraszam.
Magda

    • pysia-2 Re: A co z seksem?... 23.01.04, 13:40
      Kiedy mieszkalismy w 3-pokojowym mieszkaniu, oczywiscie problem seksu/nieseksu
      nie istnial. Dzieci spaly w innym pokoju... Ale teraz, kiedy wynajmujemy
      kawalerke, mowy nie ma o takich ekscesach.
      A co okazywania czulosci... pewnie... kiedy mooj maz jeszcze W OGOOLE okazywal
      mi czulosc, to przy dzieciach tez sie nie hamowal - w granicach rozsadku i
      przyzwoitosci rzecz jasna...
      Co do wakacji pojecia nie mam. NIGDY nie bylismy razem na wakacjach. Ani z
      dziecmi, ani bez dzieci......
    • ashan Re: A co z seksem?... 23.01.04, 15:13
      burza4 napisała:

      "Z kolei skutkiem ubocznym tego luzu w domu jest to, że nie wyobrażam sobie
      seksu w pokoju, gdzie śpi moje dziecko. "

      O, to, to właśnie! I tak samo z dzieckiem mojego m.

      Co do czułości, to wydaje mi się, ze jeżeli od początku związku ludzie okazują
      ją sobie bez fałszywego wstydu (oj, bo ja mam już trzydzieści lat, nie będę
      się przytulać i chodzić za rękę, bo to nie wypada!) i poczucia winy (bo dzieci
      poczują się odrzucone) to nie ma o czym mówić. Ale problem nie tyle w
      dzieciach moich, jego, naszych, tylko w nas samych. Rzecz jasna nie trzeba
      afiszować się ze swoją bliskością przed dzieckiem m. podczas pierwszego
      spotkania, ale równie sztuczne będzie ukrywanie całusów na kolejnym już
      spotkaniu, pod pozorem niechęci do urażenia (!) uczuć dziecka. Jak zwykle
      potrzebny jest zdrowy rozsądek i nie szukanie problemów tam, gdzie ich nie ma.

      "A gdyby to zobaczył jego dorosły syn, to by go pewnie apopleksja trafiła..."
      Pewnie dlatego, ze seks rodziców zazwyczaj wydaje się nie na miejscu wink, a co
      dopiero ojca po czterdziestce i jego nowej babki wink. Przeca to prawie
      gerontofilia smile)).
      pozdrawiam
    • jayin Re: A co z seksem?... 23.01.04, 16:44
      burza4 napisała:

      > Maż jej dogaduje, że za chwilę też się będzie
      > całować z chłopakami i wtedy to już nie będzie takie błeeee, a młoda cała w
      > rumieńcach "phi, tez coś, na pewno nie"...

      hehe..smile|
      tez tak kiedyś mówiłam smile))

      J
    • femalespirit Re: A co z seksem?... 23.01.04, 17:14
      Nas akurat to akurat nie dotyczy - mamy duze mieszkanie, a poza tym pasierbowie
      u nas nie nocuja. Zle reagowali i do dzis niezbyt dobrze reaguja na czulosci
      miedzy nami, ale ani ja ani moj M. sie z tym nie ukrywamy. Zdarzaja sie pelne
      niesmaku i kasliwe uwagi nastoletnich chlopcow, jak my mozemy sie calowac w
      naszym zaawansowanym wieku (maz ma czterdziestke wink. Co do wakacji to watpie,
      bym je kiedys spedzala z pasierbami, a jesli chodzi o wlasne dzieci to... chyba
      dwa tygodnie bym wytrzymala, w koncu przed nami cale wspolne zycie smile
    • krokusowo Re: A co z seksem?... 26.01.04, 11:50
      Kiedyś mieliśmy dwa pokoje... więc problem był rozwiązany... Teraz jesteśmy w
      trakcie przemian i mamy jeden pokój... więc jak jest Maleństwo to wszyscy śpimy
      grzecznie...
      Wakacje.. rozwiazujemy to tak... że połowe wolnego czasu jakim dysponujemy
      spędzamy z Maleństwem, a połowę tylko we dwoje... wówczas podział jest ok..
      A co do przytulania.. poczatkowo Maleństwo było zazdrosne.. czuła sie
      zagrozona... sama nie lubiła jak sie ja tuli.. (i nie chodzi tu o mnie ale o
      całą rodzinę)... Teraz jak widzi nas od kilku lat jak okazujemy sobie czułosc..
      cieszy się z tego... jak czuje że coś nie tak.. sama sie wciska pomiędzy nas i
      się tuli... Nie ma tez już problemu z przytualaniem... jak ma potrzebę to sama
      przychodzi... i lubi jak my ją tulimy...

      pozdr.
      krokusowo
    • night_irbis Re: A co z seksem?... 17.02.04, 13:18
      Do Justus: To wszystko zalezy od klimatu, w ktorym dzieci zostaly wychowane na
      poczatku. Corka M. - czyli moja pasierbica, ma 5 lat i nocuje z nami conajmniej
      kilka razy w tygodniu. Nigdy sie nie krylismy z czulosciami przy niej i uwazam
      za rzecz normalna, ze ona widzi pocałunki, przytulania, gesty miłości - i
      traktuje to jako przejaw milosci pomiedzy dwojga kochajacymi sie ludzmi. Nie
      odczuwa zazdrosci, choc na poczatku - wiadomo - trudno jej bylo sie polapac w
      pojawieniu sie drugiej (oprocz mamy) kobiety w zyciu jej ojca. Jezeli zas
      chodzi o seks - i mam nadzieje, ze tu was nie zgorsze - ale zazwyczaj czekamy
      az zasnie (a spi martwym snem - sufit chyba musi chyba jej spasc na glowe, zeby
      sie obudzila smile ) i sie kochamy pod koldra w tym samym lozku - bo spi z nami.
      Co zas chodzi o nasza poranna nagosc - to jest do tego przyzwyczajona z domu -
      jej rodzice nie wstydza sie nagosci i ona podchodzi do tego absolutnie
      normalnie... Choc na pewno w miare jej dorastania to podejscie moze sie
      zmienic....
    • justus100 Re: A co z seksem?... 18.02.04, 12:22
      Dla mnie dzieci byłego partnera stanowiły właśnie największy problem na
      płaszczyźnie naszej intymności. Bałam sie wielu wizji związanych z dziećmi;
      choć jestem kobietą gospodarną, sprawa comiesięcznych wycieków gotówki w
      postaci alimentów i wydatków pochodnych nie stanowiła dla mnie aż tak dużego
      problemu, jak to, że kiedy te dzieci będą z nami, my będziemy mieli ograniczone
      możliwości ku pełnowartościowym zbliżeniom. Poza tym nigdy nie potrafiłam sobie
      wyobrazić, że jego dziewczyny mogłyby spokojnie patrzeć na nasze czułości a i
      mnie mroziła myśl, że najpewniej, jakby juz były to nie odstępowałyby go na
      krok i byłabym po prostu zazdrosna. Piszcie Sobie, co chcecie. Sprawa jest juz
      nieaktualna, bo z w/w powodów zerwałam. Nadal kocham i mam dojmujące
      przekonanie, że był dla mnie po prostu stworzony. Zwyczjnie idealny. Ale nie
      dałabym rady sie nim dzielić. Krew by mnie zalała gdybym musiała sie
      gimnastykować dla cudzych bachorów. NIE. Na tym polu jestem bezkompromisowa.
      Pozdrawiam
      • chalsia Re: A co z seksem?... 18.02.04, 12:37
        Eee tam Justus. Jaki idealny. Z Twoich postów dla mnie wychodzi, ze nie był
        stworzony dla Ciebie ani idealny. Jak by był, to byście razem byli, bo nie
        musiałabyś podejmować takich, a nie innych decyzji.

        Wiesz to tak zabrzmiało jak "alkoholik, ale tak po za tym to idealny facet dla
        mnie do życia". Sorki, to się wyklucza.

        Pozdrawiam,
        Chalsia

        A co do kochania - jeszcze go kochasz, to ustapi, potem przez dłuższy czas
        będzie "odpadała" z Ciebie "skorupa" przywiązania do faceta, a na końcu po
        prostu bedzie Ci brakowało rzeczy/uczuć jakie miałaś dzięki temu facetowi ALE
        już nie jego jako osoby.
      • pysia-2 Re: A co z seksem?... 18.02.04, 13:45
        No to chyba wlasnie nie byl idealny, skoro musialabys godzic sie na sprawy, na
        ktoore nie chcesz sie godzic. Idealny bylby wtedy, kiedy nie mialby ZADNYCH
        wad. No nie?
        • justus100 Re: A co z seksem?... 18.02.04, 13:56
          Chalsia, Pysia
          Dziewczyny, dzięki za pocieszenie smile
          Idealnego to nigdy nie znajdę, ale on był dla mnie optymalny, w wielu kwestiach
          mieliśmy podobne podejście. Ale był też szereg innych kwestii, które były dla
          mnie po prostu nie do pokonania.
          Tak mi przykro i smutno....
Pełna wersja