ogarnia mnie przerażenie...

28.01.04, 17:39
kochane dziewczyny,
jak wiecie jestem tu od niedawna;
to forum zmusiło mnie do innego spojrzenia na całą sprawę. początkowo
myślałam, że poczytam sobie, jaka, czyja ex jest okropna, jakie alimenty,
jakie numery odstawiała, itd. a tu coś, o czym przyznam wam szczerze jeszcze
nie myślałam. może, dlatego, ze „nasza” ex na razie olewa dziecko i jak
pisałam nawet z małą nie mieszka (zresztą nigdy nie mieszkała, nawet jako
rodzina, dziecko było u jej rodziców, bo ona chciała się rozwijać i mała jej
przeszkadzała; ja sobie tego nie potrafię wyobrazić, choć nie mam jeszcze
dzieci i nie mój instynkt macierzyński nie jest jakoś super wyostrzony, to
nie wyobrażam sobie, żeby można oddać 5-miesięczne maleństwo pod opiekę nawet
własnym rodzicom i odwiedzać je w weekendy). więc jak na razie problem
dziecka nie jest jakoś dominującym. tak jak któraś tu pisała, przełknęłam
jakoś zawyżone alimenty, traktuję to jak wieczny kredyt i tylko wkurzam się,
że to nie na dziecko są wydawane pieniążki tylko na fanaberie mamusi. nie
było dla mnie problemem, że mój facet będzie łożył na swoją córkę – bo jest
oczywiste, że musi, tylko nie mogę się pogodzić z tym, że to matka żyje za te
pieniądze, a nie dziecko. chcieliśmy nawet założyć małej fundusz powierniczy,
(ja pracuję w branży), ale to nie wchodzi w skład alimentów, a na jedno i
drugie nie możemy sobie pozwolić. matka małej nie akceptuje żadnych innych
form „łożenia” na córkę, ani zabawek, ubrań, wakacji... nic tylko kasa.
rzeczy, które mała dostaje albo chowa, albo wyrzuca, albo o zgrozo...
sprzedaje (!).
ale nie o tym chciałam...
dziewczyny, jak czytam wasze historie, to czasami dopada mnie przerażenie jak
będzie dalej? jak będzie wyglądało nasze życie jak córka mojego m. dorośnie?
a jeśli będzie miała taki sam charakter jak mamusia, albo jak pasierbica
wikki? chcemy mieć dzieci, ale nie wiem czy ja wtedy tak łatwo pogodzę się z
tym, że z konta mojego męża, co miesiąc wypływa niezła sumka, która zasila
portfel innej pani, niekoniecznie dziecka mojego faceta. a czy on, choć wiem,
ze mnie kocha – to czy on będzie umiał tak dysponować swoim czasem, zasobami,
uczuciami, aby nie rodzić konfliktów z tamtej strony i jednocześnie
zabezpieczyć nas (nie tylko finansowo, zaznaczam). od czego to zależy? od
postawy mężczyzny? czy może tez od wstępnych ustaleń jak pisała wikki? a
jeśli jego „mała” wyrośnie na taką zbuntowaną złośnicę jak pasierbica wikki?
po tym, co do tej pory doświadczyłam, obawiam się że tak być może, tym
bardziej, ze mała nie wychowuje się przy matce (a może to dla niej lepiej?).
rany... dziewczyny naprawdę was podziwiam!!!
pozdrawiam,
m.



    • brooklynka Re: ogarnia mnie przerażenie... 28.01.04, 17:55
      Mmadzia, rozumiem Twoje obawy, szczegolnie co do relacji z corka twojego
      faceta. Widzisz, moj ma trojke dzieci w wieku szkolnym, i ex tak je "tresuje",
      nastawia przeciwko ojcu i przede wszystkim mnie (ja oczywiscie mam byc zrodlem
      wszelkich jej niepowodzen, rozpadu malzenstwa i innych, jestem dziwka i
      wywloka, etc, epitety sa bardzo niewyszukane), moja M w obecnosci dzieci nie
      moze nawet zamienic kilku slow ze mna telefonicznie nie mowiac o jakimkolwiek
      spotkaniu. Wiem ze ona zaszczepiajac te swoja nienawisc dzieciom predzj czy
      pozniej osiagnie swoj cel, tak wiec mam perspektywe zycia gdzie trojka panien,
      corek mojego M, bedzie mnie nienawidzila. I tez nie wiem jak sobie z tym
      poradzic, bo nie da sie przeciez tak podzielic zycia na kilka czesci, ze zawsze
      on bedzie spotykal soe z nimi w ich domu, albo poza, i ze ta sfera jego zycia
      ma mnie nie interesowac. Poradzcie doswiadczone macochy, wiem ze czesto oskarza
      sie ex ktore w gruncie rzeczy nie sa zlymi kobietami, ale wierzcie mi, nasza ex
      jest podla, wyrachowana i ma tylko jeden cel w zyciu : zeby zniszczc mnie i
      mojego M, o czym zreszta wielkokrotnie informowala, i co czyni
      pozdrawiam wszystkich
      brooklynka
    • saawa Re: ogarnia mnie przerażenie... 28.01.04, 21:08
      witajcie Dzewczynysmile

      mysle, ze w tej kwestii wiele zalezy od naszych mezow (parnerow)i od czasu jaki
      ich dzieci spedzaja z nami. Wiele czytalam tu o sytuacjach, w ktorych "macochy"
      albo maja sporadyczny kontakt z dzieckiem (dziecmi) partnerow, albo wcale ich
      nie znaja! I tu nie potrafie sobie wyobrazic jak takie dziecko ma sobie wyrobic
      pozytywna opinie o nowej rodzinie taty (szczegolnie nowej partnerki). W naszym
      przypadku corka meza jest z nami w co drugi weekend - u nas w domu i jest
      super. To 6-letnia dziewczynka, ktora wie, ze mama i tata sie rozstali i nigdy
      nie beda juz razem - stwierdzila, ze tak jest lepiej, bo przynajmniej sie nie
      kloca), cierpi jak kazde "rozwodowe dziecko", ale tu pojawia sie wazna rola nie
      tylko dla rodzicow ale i nowych partnerow -pomoc, nie wychowywac, rozpieszczac
      czy karcic, wystarczy zaakceptowac. Mnie bylo bardzo trudno. Udalo sie - po
      pojawieniu naszego synka (ma 9 miesiecy) - Mala przepada za nim.
      Juz tu gdzies przeczytalam, ze uczucia do eks przelewamy nieswiadomie na bogu
      ducha winne dziecko - tak jest - czasami sie na tym lapie i cholernie mi wstyd.
      To jakie bedzie to dziecko zalezy od nas - w naszym przypadku im wiecej mamy
      kontaktow z Mala (a szczegolnie moj maz i braciszek) tym wieksze ma ona szanse
      na poznanie naszego zycia, wartosci itp. Szkoda tylko, ze ta druga strona sie z
      tym nie zgadza.
      Pozdrawiamsmile
    • brooklynka Re: ogarnia mnie przerażenie... 29.01.04, 09:32
      Sawa,
      zgadzam sie z Toba, i wielokrotnie rozmawialam z moim M na ten temat. jego
      stanowisko jest jednak takie, ze jesli dziewczynki nie chca do nas przychodzic
      i mnie poznac (zasluga ex) to przeciez on ich sila nie zaciagnie bo sie tak nie
      da i przyniesie odwrotny skutek. A ex nie pozwala i to sie nie zmieni.
      =Niedlugo powinnien byc wyrok ws godzin widywania sie z dziecmi, bo teraz w
      ogole moj M nie ma szans spedzac z nimi czasu, ale zakladam ze dziewczynki
      wciaz beda do mnie negatywnie nastawione . I co Ty na to? Dla mnie to sytuacja
      bez wyjscia.
      • saawa Re: ogarnia mnie przerażenie... 29.01.04, 13:35
        witajsmile
        fakt, ciezka sytuacja, nie widujecie, bo dziewczynki nie chca i pewnie nie beda
        chcialy, poki Cie nie poznaja i nie wyrobia sobie wlasnych opinii. Moja
        propozycja - poprostu probowac, moze nie od razu na sile zaciagac do domu, ale
        jakas wspolna wycieczka, spacer, cokolwiek. To dlugi proces, ale to wcale nie
        jest tak, ze dzieci (bez wzgledu na wiek) slepo wierza swoim mamom - to od nas
        zalezy, czy w naszym domu beda sie czuly dobrze i bezpiecznie, czy tez beda
        chcialy jak najszybciej uciekac do mamy. Chcialam podkreslic, ze jestem
        przeciwniczka przeciagania dzieci "na jedna ze stron" - po co maja tracic
        jednego rodzica, skoro moga zyskac druga rodzine?
    • pysia-2 Re: ogarnia mnie przerażenie... 29.01.04, 10:08
      Tez uwazam ze jakosc kontaktoow twoich z pasierbica zalezy w glownej mierze od
      twojego partnera. To do niego nalezy, zeby metoda malych kroczkow zblizac was
      do siebie, zapoznawac ze soba, za przyjazniac. Pokazac, ze nie jestes ta
      straszna baba, o ktoorej moowila mamusia. Do ciebie nalezy... chciec tych
      kontaktoow. Byc otwarta na mala. Nie traktowac jej jak wroga, co zabiera
      pieniadze twojego meza.
      Mi na poczatku to wychodzilo. Mooj maz zrobil wszystko, zebysmy sie poznali i
      polubili. Potem co prawda zrobil wszystko, zebym sie do nich zniechecila,
      ale... no, z pewnoscia nie tego chcial.
      I nie rozumiem u was tego boolu jesli chodzi o alimenty. Dla mnie ten temat nie
      istnieje. Alimenty sa, a tych pieniedzy nie ma. Po prostu mooj maz zarabia o
      tyle mniej. I kropka. Boli mnie natomiast inna kasa, ktoora idzie na pierdoly.
      Ale to dlatego, ze sama nie mam. Nie pojmuje, dlaczego one musza dostac kolejna
      paczke chipsoow, kiedy ja wlasnie pozyczylam od mamy na chleb. No, ale tego
      najwyrazniej nie przeskocze. Proobowalam.
      Od poczatku trzeba moowic, co sie nie podoba. Zmiany po czasie nie wychodza.
    • ziouta Re: ogarnia mnie przerażenie... 29.01.04, 11:17
      Wiesz mam podobne obawy jak Ty ,choć my jesteśmy na początku drogi ...mój M.
      płaci na razie alimenty na dziecko i jego mamę. I z tego jak się sprawy mają
      będzie tak zawsze (chyba że Ona znajdzie sobie kogoś).Zawsze marzyłam o Tym że
      będę miała liczną rodzinkę a tu ...Kiedy podejmowałam decyzje że chce z nim być
      i przestaje uciekać ,wiedziałam jaka jest sytuacja i na razie jestem szczęśliwa
      ale co będzie jeśli dziecko będzie sprawą realną ? Czy będę umiała podejść do
      tego tak jak teraz podchodzę? Czy pogodzę się z tym że tamto dziecko ma więcej
      niż moje ?Chyba dlatego wylądowałam na tym forum lubię być przygotowana na
      ewentualne niespodzianki . Na razie zaczęłam sama dbać o to aby „ustawić się
      zawodowo i być niezależna finansowo (Choć już złości mnie że to co ja
      wypracuje też może być powodem odwołań jej o wyższe alimenty) Wiem też że M.
      będzie miał wyzuty sumienia że nie jest takim samym tatą dla „małej” i naszego
      dziecka (poczucie winy). Już teraz zastanawiam się jak sobie z tym poradzę. Z
      reguły jestem racjonalną optymistką(nauczył mnie tego M ;o) )więc wierze że
      znajdę rozwiązanie .Wczoraj widziałam kolejne zdjęcia „małej” i pierwszy raz
      pomyślałam sobie że szkoda że to nie nasze dziecko ,a jednocześnie panicznie
      się bałam że nie znajdę podobieństwa do mojego M tylko „mała” będzie podobna do
      niej (a nawet nie wiem jak mama „małej” wygląda)
      • brooklynka Re: ogarnia mnie przerażenie... 29.01.04, 11:30
        Dl mnie najgorsze jest to, ze przez te wszystkie problemy z ex, dziecmi, moj M
        prawdopodobnie nie bedzie chcial miec wiecej dzieci. Dla mnie rezygnacja z
        macierzynstwa w sytuacji kiedy moj M ma 3 dzieci, ktore w dodaku mnie
        nienawidza, nie jest do zaakceptowania. Inaczej by bylo gdybysmy to obydwoje,
        swiadomi podjeli decyzje o rezygnacji z dziecki, ale on ma i to 3, a ja mam
        spedzic reszte zycia patrzac z daleka na jego dzieci, bo mnie w ich zyciu nie
        bedzie. Ech, trudne to wszystko, duzo sily potrzeba zeby poukladac sobie takie
        pokrecone relacje.
Pełna wersja