Dodaj do ulubionych

alimenty-rowny standard zycia dla matki?

30.01.04, 16:00
Co wy na to? Czy matce nalezy sie rowny standard i czy ma prawo nie
przeznaczac calych alimentow na dzieci?
___________________________
uzasadnienie wyroku w sprawie zmiany alimentow:

"dzieci maja prawo do równej stopy życiowej z rodzicami bez wzgledu na to czy
zyja razem z nimi, czy tez oddzielnie. Rodzice powinni zapewnic dzieciom
warunki materialne odpowiadajace tym w jakich sami zyja. W sytuacji wyraznej
dysproporcji pomiedzy dochodami osiaganymi przez rodzicow dzieci, (matka 1600
zł, ojciec 5500 zł) to na powodzie ciazy obowiazek lozenia alimentow w takiej
wysokosci, aby zapewnic standard zycia zblizony do tego jaki sam osiagnal i w
jakim dzieci zyly przed rozstaniem rodzicow. Przy czym w przypadku
maloletnich dzieci jest oczywiste, ze zapewnienie im odpowiedniego poziomu
zycia wiaze sie z zapewnieniem TAKIEGO SAMEGO STANDARDU ich MATCE.
Nieuzasadniony jest wiec zarzut podnoszony przez powoda, iz alimenty, ktore
placi przeznaczane sa nie tylko na utrzymanie dzieci ale i ich MATKI"
********************
Sprawa dot. pokrywania czesci potrzeb dzieci bezposrednio przez ojca - na
rozprawie udowodniono, ze nie cale alimenty sa przeznaczane na dzieci, np.
brak oplacania deklarowanych zajec dodatkowych, matka nie ponosi zadnych
kosztow lekarza)
Alimenty na 2 dzieci (4 i 9 lat) wynosza 1750 zł
Rozwód byl bez orzekania o winie a mimo to posrednio ojciec zostal jednak
obciazony alimentmi na byla zone.

i jeszcze jeden kwaitek z uzasadnienia wyroku:
ojciec wnosil o przekazywanie nizszej niz dotychczas kwoty na rece matki a
pozostala kwote wydatkowal osobiscie na dzieci poprzez utrzymywanie ich w
czsie wizyt u niego w domu (w sumie 1 tydzien) oraz osobistego oplacania
zajec dodatk. dla dzieci poniewaz matka sie z tego nie wywiazuje (co zostalo
udowodnione na rozprawie)

" rozwiazanie takie jst niemozliwe z tego wzgledu, ze istota swiadczenia
alimentacyjnego spelnianene w postaci lozenia pewnej kwoty pienieznej jest
przekazywanie tegoz swiadczenia do rak osoby sprawujacej stala piecze nad
osobami uprawnionymi do alimentacji. Osoba ta jest bowiem najlepiej
zorientowana w potrzebach dzieci i to ona jest obowiazana, stosownie do
mozliwosci, wszystkie te potrzeby zaspokajac. oza tym takie rozstrzygniecie
prowadziloby do utraty faktycznej kontroli nad tym czy kwota ustalonych
alientow w rzeczywistosci przeznaczana jest na potrzeby dzieci"

i drugi fragment:

"Nie jest takze mozliwe nalozenie na matke obowiazku rozliczania sie z
wydatkow czynionych na dziecipoprzez skladanie paragonow i rachunkow (...)
powod nie mialby mozliwosci faktycznej weryfikacji skladanych mu rachunkow i
paragonow"
******

Na rozprawie udowodniono ze nie przeznacza calej kwoty na dzieci co nie
maialo zadnego znaczenia dla sadu.
Matka otrzymala czytelny komunikat od sadu ze tylko od niej zalezy czy wyda
pieniadze na dzieci czy tez cos dla siebie uszczknie
__________________________________
Obserwuj wątek
    • mikawi do muminka 30.01.04, 16:30
      w czym przesadza?
      dla mnie to kolejny absurd polskiego sądu rodzinnego, ktory przepisy kodeksu
      interpretuje zależnie od widzimisię aktualnego sędziego orzekającego
      • nooleczka Re: do muminka 30.01.04, 17:19
        Zgadzam sie w 100% z mikawi. To co proponował powód, tj. zmniejszenie kwoty
        alimentów w zamian za opłacanie zajęć dodatkowych dla dzieci przez powoda,
        byłoby o wiele bardziej rozsądnym rozwiązaniem, niz to które zaproponował sąd.

        Pozdrawiam, Ania
        • cz.wrona Co za totalna bzdura! 31.01.04, 12:25
          Boszzzzz myślałam, że tylko u nas są takie beznadziejne wyroki, serdecznie
          współczuję. Radzę tylko odwołać sie do Sądu Okręgowego i wytknąć absurdy w
          uzasadnieniu poprzedniego Sędziego.
          Powodzenia
        • lubstej Re: do muminka 31.01.04, 12:43
          najgorsze jest to ze nas juz nie stac na oplacanie dodatkowych zajec dla
          Mlodego (wysokie alimenty, wysoki kredyt mieszkaniowy no i pozyczki na
          urzadzenie "luksusowego" mieszkania na Pradze)
          Dzieciak jest w II klasie a na angielski chodzil miesiac przed i miesiac po
          rozprawie o alimenty i na kilka innych zajec tez
          Jak widac tej mamusi bardzo zalezy na rozwoju intelektualnym dzieci
          a sad to sankcjonuje.....
    • justinka_s Re: alimenty-rowny standard zycia dla matki? 02.02.04, 09:41
      ja...patrząc na to mało obietkwynie myślę, że wyrok jest po częsci uzasadniony
      bo jak wyobrażacie sobie utrzymanie poziomu życia dzieci sprzed rozwodu w
      obecnym czasie nie utzymując poziomu życia matki
      np. idzie rodzina do kina, to znaczy, ze jak matce brakuje pieniędzy na swój
      bilet to kupuje dzieciom i siedzi na poczekalni? albo wyjazd na urlop, idą do
      wesołego miasteczka i matka patrzy?
      trochę mało realne
      sama jestem w takiej sytuacji, tzn dostaję alimenty na dziecko i nawet jakbym
      dostałą tak dużo i przeznaczyła je na siebie to nie miałąbym wyrzutów sumienia,
      bo zadowolona matka to zadowolone dziecko
      nie wnikam jednak tu w sytuację Wasza indywidualną, i nie oceniam tej
      kobiety...ale skoro nie opłaca zajęć dodatkowych...
      sądze, ze rozwiązanie Twojego M o opłacaniu przez niego rachunków byłoby ok,
      ale zapewne definicja prawna alimentów na to nie pozwala
      natomiast paragony...sama zbieram chociaż mi nikt nie kazal, oczywiście czasem
      zapominam wziąc, albo kupuję bez...i co wtedy? natomiast przyznaję się, ze
      kilka razy poprosiłam sprzedawcę, by dał mi kilka paragonówsmile)

      a nie można się z ta eks bez sądu dogadać?
      • brooklynka Re: alimenty-rowny standard zycia dla matki? 02.02.04, 10:31
        Nie wiem jak jest w Waszych przypadkach, ale nasza ex zada alimentow na siebie
        dzieci w wysokosci 15 tys. zl (!). Do tego zyczy sobie dodatkowo oplacenia
        rachunkow za dom, samochod i polis, co pozostawia mojemu M dokladnia zero !
        Powiedziala mu ze zniszczy go, i zeby sobie nie wyobrazal ze bedzie mial mnie
        (czyli kobiete ktora kocha) , dzieci i jeszcze pieniadze ! Skoro wybral mnie to
        dzieci i pieniedzy miec nie bedzie. Nie wiem skad w czlowieku takie poklady zla
        i nienawisci, nigdy mojego M nie kochala, zalezalo jej tylko na prestizu i
        standardzie zycia, a skoro wszystko to jej zostawil - dlaczego ona nie moze
        zostawic nas w spokoju >?
        • lubstej Re: alimenty-rowny standard zycia dla matki? 02.02.04, 10:50
          a jak sie to ma do "usprawiedliwonych potrzeb dzieci" oraz do "równego
          standardu zycia"
          Ona ma miec rowny standard zycia z nim obecnie a nie taki jak miala przed
          rozwodem
          wiec jesli ona dostaje na siebie 5 tys to on tez powinien tyle miec a nie zero!
          dlacego nie walczycie??
          Rozumiem ze ona na razie "zada" a nie "dostala"
          czy oni sa juz po rozwodzie?
          • brooklynka Re: alimenty-rowny standard zycia dla matki? 02.02.04, 11:04
            rozwod w trakcie, obecnie dostaje 10 tys, i stad ciagla walka bo chce wiecej.
            dodam ze moj M przekazuje na jej rece 10 tys, ale kolejne kilka tysiecy
            przeznacza na dzieci bezposrednio ....kupuje ubrania, ksiazki, oplaca lekarza,
            wakacje, ferie....myslalam ze zasada rownegopoziomu zycuia wlasnie dotyczy tego
            sprzed rozwodu - ze ona twierdzac ze przed rozwodem dysponowala taka a taka
            kwota, teraz moze zadac takiej samej kwoty, no bo przeciez ona rozwodu nie chce
            i twierdzi ze dopoki ja sie nie pojawilam to byli "idealny, szczesliwym
            malzenstwem"...
            • lubstej Re: alimenty-rowny standard zycia dla matki? 02.02.04, 11:22
              rozumiem cie doskonale i wspolczuje...
              rozwod jak rozumiem toczy sie w kierunku orzekania o jego winie?
              nie wiem jaka macie strategie, ale moze warto by sie pokusic walke o orzekanie
              o winie obu stron
              chyba ze byli rzeczywiscie "idealnym, szczesliwym malzenstwem" a potem
              pojawilas sie ty smile
              skoro piszesz ze go nie kochala a zalezalo jej tylko na standardzie zycia to
              mysle ze mozna by powalczyc

              gdzies na forum "u ojcow" czytalam o przypadku kiedy wystarczylo ze jedna
              strona niewystarczajaco przykladala sie do utrzymania malzenstwa choc winna
              ewidentnie byla druga strona oczeczono o wspolnej winie obojga,

              jak wiesz, konsekwencje takiego orzekania sa lagodniejsze od wylacznego
              orzekania, a w waszym przypadku szczegolnie
      • lubstej Re: alimenty-rowny standard zycia dla matki? 02.02.04, 10:45
        to jest w pewien sposob zrozumiale ale jak to sie ma do przepisu krio, ze maz
        ma zapewnic rowny standard bylej zonie kiedy rozwod jest orzekany z jego winy -
        tu mamy sytuacje rozwodu bez orzekania?

        Poziom zycia maja taki sam jak przed rozwodem, ex wydaje tyle samo ale alimenty
        sa znacznie wyzsze poniewaz wymienila mnostwo zajec na ktore dzieci "chodza",
        kosztowna opieke medyczna ("dzieci czesto zapadaja na infekcje") - nie zgodziła
        sie zeby ojciec nadal oplacal prywatna profesjonlana opieke medyczna dzieci itp.

        a o paragony nawet sie nie postarala bo wie ze nie musi...

        "a nie można się z ta eks bez sądu dogadać?"

        odp. od poczatku po wyprowadzeniu sie z domu placil na dzieci, oplacal opieke
        medyczna dla calej trojki i splacal wysoki kredyt na samochod, ktory uzytkowala
        tylko ona (nie musze dodawac ze w ten sposob zostawalo mu na zycie kilkaset zl)

        przy probie dogadania sie nt rozdzielnosci majatkowej (gdzies trzeba mieszkac)
        ona zazadala za zgode na rozdzielność zrzeczenie sie na jej rzecz mieszkania i
        podpisania u notariusza ugody w ktorej zobowiazuje sie do placenia 1750 a ona
        ze nie bedzie utrudniac kontaktow (teraz juz wiemy, ze taka umowa jest guzik
        warta)
        Tuz po podpisaniu rodzielnosci, zrzeczenia mieszkania i umowy dostal wezwanie
        do sadu (zlozone 3 m-ce wczesniej) w sprawie o alimenty z żądaniem 2500 zł!!!!!
        Nie, z nia bez sadu dogdac sie nie mozna...

    • lubstej Re: alimenty-rowny standard zycia dla matki? 19.04.04, 12:46
      zlozylismy apelacje, rozprawa odbedzie sie w maju
      ona napisala odpowiedz na apelacje, rence opadajom jak sie to czyta, ze taka
      wyksztalcona kobieta potrafi takie farmazony plesc i klamac ile wlezie

      ale przytocze Wam dwa kwiatuszki (mozna sie smiac lub plakac do wyboru):

      przyjaciel ex "zamieszkuje z pozwana ale mieszkanie do niego nie nalezy i nie
      uwaza on, ze powinien partycypowac w kosztach jego utrzymania, poniewaz nie
      posiada do niego zadnych praw" (koszty dzieci z tytulu czynszu i oplat
      wyceniala na 500zl!)

      moj hit:
      przyjaciel x " podczas rozmowy z powodem [nie bylo oczywiscie zadnej rozmowy,
      bo gdbyby byla to by zostal wysmiany] zaproponowal mu, aby ten zastanowil sie
      nad forma rekompensaty [dla przyjaciela ex] za wychowanie i opieke, trwajaca
      24h/dobe nad jego maloletnimi dziecmi"!!!!

      i jeszcze cytat:
      "pozwana zgadza sie ze stwierdzeniem, ze nie ponosi kosztow z tytulu bycia
      logopeda, ale ponosi koszty zwiazane z uczeszczaniem syna na zajecie
      logopoedyczne"
      [chodzilo o to ze do kosztow doliczyla sobie wizyty mlodego u logopedy kiedy
      ona wlasnie jest rowniez logopeda- i na ktore mlody wcale nie uczeszcza]

      odpowiedz ta liczy 5 stron gesto zapisanego tekstu i nijak sie ma do powodu
      apelacji

      ani slowa o realizowaniu zajec dla dzieci, ani slowa o wydatkowaniu otrzymanych
      sum, aha, dodala jeszcze ze ona ze swej strony przeznacza 40 % swojej pensji na
      dzieci - wychodzi na to ze dzieci zyja jak ksiazeta (po 1150 na lepka) a ona
      jest ich poslugaczka i musi zyc za 700 zl (pensje tez sobie zanizyla)
      same absurdy...

      ciekawa jestem jak sad na to zareaguje bo nawet z dokumnetacji sadowej wynika
      ze sklamal w kilku punktach

      ale niezbadane sa wyroki... sadow rodzinnych
      • mikawi Re: alimenty-rowny standard zycia dla matki? 19.04.04, 13:05
        lubstej, wspołczuję i mam nadzieję że nie traficie na skład sędziowski myślący
        np. jak justinka: "i nawet jakbym dostałą tak dużo i przeznaczyła je na siebie
        to nie miałąbym wyrzutów sumienia, bo zadowolona matka to zadowolone dziecko",
        cóż nie ma to jak dogodzić sobie, ale to i tak przeciez dla dobra dziecka...
        daj znać ja bedzie po sprawie.
      • mmadzia1 Re: alimenty-rowny standard zycia dla matki? 19.04.04, 13:26
        Ratunku! współczuję, na prawdę trzeba mnieć nizełą fantazję, zeby coś takiego
        napisać! zwlaszcza ten hicior o rekompensacie dla przyjaciela ex...
        Życzę, żeby sędzia to przeczytał porządnie, chociaż wiem z doświadczenia, że
        sędziowie tak naprawdę to przed samą sprawą przeglądają pobieżnie akta i
        wszelkie pisma i nie wczytuja się w to co tam jest napisane. Przykro mi to
        pisać, ale tak jest w praktyce. Często zdaza się tez że to aplikacji
        przeglądają akta, przygotowują odpowiedzi i dają jedynie sędziemu
        przewodniczącemu do "autoryzacji". Takie nasze sądy. Niestety tylko w
        serialach, pani sędzia cąlymi dniami studiuje akta wink
        Ale naprawdę, życzę, że jednak ktoś się w to wczyta i zauważy debilizm. My
        mieliśmy szczęście - któryś z koleji skład sędzioski okazał sie normalnym i
        wręcz wytknął infantylność niektórych wniosków naszej ex.

        Przyłączam się do prosby i daj znac jak będzie po sprawie,
        trzymam kciuki.
        m.
          • mikawi Re: alimenty-rowny standard zycia dla matki? 19.04.04, 14:07
            lubstej, twój mąż musi wypunktować sobie wszystkie absurdy i wasze argumenty i
            punkt po punkcie przedstawić to jeszcze raz na sprawie, nie liczcie że przecież
            w papierach juz raz to napisaliście, bo sedziowie czytają to 5 min przed sprawą
            i ostatnie wrażenia zostaje w głowie po przeczytaniu odpowiedzi matki. Punkt po
            punkcie - argument matki i kontrargument ze wskazaniem absurdu (o których
            wspomniałaś powyżej, a podejrzewam że to nie jedyne kwiatki). Spokojnie,
            rzeczowo. Trzymam kciuki.
            • lubstej Re: alimenty-rowny standard zycia dla matki? 19.04.04, 15:51
              no, mezem moim nie jest, i raczej nie bedzie wink
              ale poniewaz jego sytuacja mocno rzutuje na moje/nasze zycie dlatego staram sie
              wspierac go w trudnej walce, jak coraz czesciej pokazuje zycie, z wariatkami
              ups przepraszam, mialo byc wiatrakami wink

              a kwiatkow w pismie pod dostatkiem, wlasciwie same kwiatki
              • justinka_s Re: alimenty-rowny standard zycia dla matki? 20.04.04, 12:28
                mikawi, ja Ciebie prosze, daruj sobie już uwagi na mój temat i zejdź ze mnie
                z każdej mojej wypowiedzi wyciągniesz co najgorsze
                a teraz Ci oświadczam, ze alimenty jakie biorę na córkę sa większe niż 50 %
                wydatków tylko i wyłączie na nią i nie mam wyrzutów sumienia
                i zauważ kobieto, że napisałam, że cenie partnera lubstej za chęć płacenia
                osobiście za niekótre zajęcia - tego nie widzisz? to w końcu otwórz oczy
                a gdybym ja była w składzie sędziowskim to postepowałabym wg własnego sumienia
                a napewno nie słuchając takich mądrości jak Twoje
                bez poważania
      • lubstej Re: alimenty-rowny standard zycia dla matki? 11.05.04, 14:05
        no wiec sad apelacyjny w skladzie trzy dorodne sedziny stanal na wysokosci
        zadania i po farsie rozprawy trwajacej ok 15 minut - apelacje odrzucil

        dodam, ze eks dostarczyla m.in. zaswiadczenie ze szkoly, podpisane przez
        swojego ojca dyrektora ze, Mlody "aktywnie uzcestniczy w zyciu szkoly i klasy"
        a mialo to poprzec argument ze dzieci maja zajecia dodatkowe, bez komentarza

        oczywiscie nie dostarczyla zadnych rachunkow i zaswiadczen a wynik jak wyzej....

        coz sprawa skonczona
        dzieci beda miec raczej przecietne wakacje
        • mikawi Re: alimenty-rowny standard zycia dla matki? 11.05.04, 14:29
          cóż, niestety to potwierdza tylko regułę że facet jest z góry przegrany, nasza
          apelacja też została odrzucona mimo kilku potęznych absurdów, taki life

          a w ogóle lubstej to się cieszcie że twój nie musi jeszcze płacić nowemu panu
          eksi za opiekę nad dziećmi jak to było podkreślane smile
    • lideczka_27 a co Wy na to??? 20.04.04, 23:37
      "Przy czym w przypadku maloletnich dzieci jest oczywiste, ze zapewnienie im
      odpowiedniego poziomu zycia wiaze sie z zapewnieniem TAKIEGO SAMEGO STANDARDU
      ich MATCE.
      Nieuzasadniony jest wiec zarzut podnoszony przez powoda, iz alimenty, ktore
      placi przeznaczane sa nie tylko na utrzymanie dzieci ale i ich MATKI."

      To tyle jeśli chodzi o cytat, zaraz się do tego odniosę w kontekście naszej
      sytuacji:
      Na sprawie M przedstawił zarobki, wyliczył kogo ma na utrzymaniu (siebie,
      naszego malucha i mnie - bezrobotną, bez prawa do zasiłku). Tymczasem sąd
      powiedział, że zarobki mojego M nie uwzględniają mojej osoby! Tzn. gdy się
      bierze jego dochód przy ustalaniu alimentów nie ważne jest, że on utrzymuje żonę
      (powódka tymczasem może nie pracować i to jest podstawą do zwiększenia
      alimentów, bo ona poświęca swój czas!). Reasumując: ja mogę za przeproszenien
      zdechnąć z głodu, mój mąż nie ma mnie na utrzymaniu (a niby prawnie ma, bo ja -
      tak jak powódka przecież - w taki a nie inny sposób przyczyniam się do
      utrzymania rodziny - pracą w domu!). No i jak to się ma do wydatków na eks, bo
      jej się komfort należy - czyli pozwany ma obowiązek przyczyniać się do
      utrzymania byłej żony, a do obecnej WCALE. Powtarzam: nam sędzina powiedziała,
      że moja osoba ją wcale nie interesuje. A zastanawiam się jak by to było, gdybym
      zarabiała, a do tego nieźle - komfort życia mojego męża przecież wtedy by
      wzrósł, czyż nie? Więc to ja zarabiałabym na większe alimenty i to ja niejako
      przyczyniałabym się do utrzymywania/podnoszenia komfortu życia eks mojego męża.
      Toż to PARANOJA!

      Bardzo Wam współczuję, dziewczyny. U nas na szczęście koszmar się skończył, ale
      było bardzo źle. Nasze alimenty w całości szły na potrzeby eks, gdyż wszystkie
      potrzeby, jakie ma dziecko, pokrywaliśmy z pieniędzy niezależnych od zasądzonych
      alimentów. Ubrania, leki, opłaty za przedszkole, wakacje, rozrywki, stomatolog
      itd, etc. Dziecko przychodziło do nas ubrane jak ostatni dziad, potrafiło
      śmierdzieć (bez przeginania piszę) kilkudniowym potem, z brudną głową, majtkami,
      które nadawały się tylko do wyrzucenia, a które ja w dwóch palcach wynosiłam, bo
      mnie wykręcało... To temat-rzeka. Znajomi buntowali mnie, bym to olała, bo
      dajemy oboje się doić, ale co mieliśmy zrobić? Nie było wyjścia, bo gdybyśmy my
      o młodą nie dbali, nikt by tego nie robił! A sprawy o przejęcie opieki ciągnęły
      się w nieskończoność, świadkowie tchórzyli - najpierw litowali się nad
      dzieckiem, potem to było "nie ich dziecko - nie ich sprawa", ech... Ubrania
      nigdy nie były pozszywane, nigdy nie widziały żelazka, a te na zmianę, które
      początkowo dawała eks, były zawsze już używane i pomięte. Do tej pory walczymy z
      infekcją (intymne sprawy), grzybicą stóp... Tymczasem eks biła nas po oczach
      opalenizną z solarium, co i rusz nowymi ciuchami, butami... Rozbijała się po
      restauracjach a w sądzie rżnęła uciśnioną samodzielną, która nie ma co włożyć do
      gara. I jak tu mieć dobre zdanie o eks, nie? Ale ja mam. Tzn. nie o naszej, ale
      ogólnie. Znam wspaniałe samotne matki, dla których dziecko jest najważniejsze,
      które bronią ich jak lwice. Szanuję, podziwiam, wiem jak im bywa ciężko choć ja
      wcale nie mam lepiej. Dla mnie ktoś, kto nie daje, a wręcz odbiera swojemu
      dziecku w imię potrzeb własnych, jest najgorszym gatunkiem człowieka. Choć i to
      powinnam chyba zakwestionować...

      Teraz wychowujemy małą my i mamy pełen obraz jej potrzeb, wydatków. Za połowę
      tego co żądała tamta, nasza młoda ma to co jej potrzebne - nie było miesiąca,
      bym jej nie kupiła ubrań, opłacamy dodatkowe zajęcia, na które ją zapisaliśmy
      (angielski, logopeda, taniec). Sami opłacamy leczenie (zima była obfita w
      infekcje, ale jakoś żyjemy, nie?). Młoda ma nowe buty, pierdołki, jakich
      potrzebuje na bieżąco (kredki, malowanki, spinki, gumki itd). Każdy drobiazg ją
      cieszy, bo wcześniej nie znała takiej troski i takiego liczenia się z nią jak z
      członkiem rodziny. I to wszystko za zawrotną sumę 1.400 zł, bo tyle wynosi nasz
      miesięczny budżet.
      Temat alimentów - mimo że już nieaktualny - jest dla mnie drażliwy, bo odbieram
      przez pryzmat naszych doświadczeń. A ono uczy, że powinno być coś takiego jak
      weryfikacja opłat poniesionych na dziecko. Tylko, że wiadomo, jak łatwo można je
      sfałszować (jak choćby wspomniane przez jedną z dziewczyn otrzymanie lewych
      paragonów itp.).
      Nie macie pojęcia, jaka to ulga nie szarpać się już w sądzie. Jak mi czasem ktoś
      wsþółczuje, że muszę chować cudze dziecko (swego czasu miałam mnóstwo tego typu
      dowodów "łączenia się w bólu" wink)) ), to sobie zawsze myślę "mój Boże, nawet nie
      wiesz, co ty gadasz...". Dla nas dopiero teraz rozpoczyna się normalne,
      szczęśliwe i harmonijne życie rodzinne, które najbardziej na dobre wychodzi
      małej. Stała się pogodną, wyciszoną dziewczynką i już od wielu miesięcy nie
      zdarzyło jej się zmoczyć łóżka. Psycholog w ubiegłym tygodniu stwierdziła, że
      jej kondycja jest wyśmienita i przyznała się, że nie liczyła nawet w połowie na
      takie efekty w tak krótkim czasie.

      pozdrawiam i sercem jestem z Wami smile
    • 18lipiec Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 08:00
      po prostu IŚĆ DO PRACY zamiast walczyć o nie swoje pieniądze i nie przez was
      zarobione na wyrównanie poziomu. Ojciec po rozwodzie powinien brac
      odpowiedzialność za dzieci ale nie za matkę, bo niby dlaczego? Gdyby mężczyźni
      wiedzieli że tak będzie to byt ślubu nie brali.

      Moja naprawde dobra rada : zamiast wyciągać rekę IDZCIE DO PRACY ! I nie
      tłumaczcie że pracy nie ma, bo jak się chce to się ją znajdzie!
          • domali Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 09:30
            Umiemy, umiemy...
            A Ty umiesz czytać????
            To, co przytoczyła lubstej, to pozew byłej żony jej faceta, nie jej, 'macochy'.
            Mówimy tu o eks, które uważają, że były mąż ma obowiążek również je
            sponsorować, ja jakoś swojego męża nie mam zamiaru pozywać o alimenty na
            siebie...
            A CV? Napiszę, jak skończę studia.
            • jayin Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 10:05
              no włąśnie - chyba wkradło się niezrozumienie tekstu czytanego...wink
              nevermind.

              Wg mnie alimenty na DZIECI są WYŁĄCZNIE na dzieci.
              mają dać dzieciom standard życia taki, jaki miały przed rozwodem rodziców - lub
              też - jeśli rodzicom po rozwodzie lepiej lub gorzej się powodzi - taki
              standard, jaki mają obecnie.

              ...przeciez jeśli matka ma niższy standard zycia po rozwodzie, niz przed nim,
              może wnioskować o alimenty NA SIEBIE - a nie użytkować alimenty przeznaczone na
              dziecko.

              jesli ten standard jest faktycznie nizszy - to przeciez moze uzyskac taka forme
              finansow (jak wiadomo w przypadku rozwodu z orzeczeniem o winie Exa -
              bezterminowo, w przypadku rozw. bez orzecz. o winie - do pięciu lat od
              usankcjonowania rozw. - a przez pięć lat, to naprawdę - można samemu postarać
              się o wyrównanie poziomu, jeśli ktoś ma na to chęć - tak jak słusznie zauważa
              18lipiec smile - co nie znaczy oczywiście, że to się uda, wiadomo jaka jest
              sytuacja "robotnicza" w kraju - ale ZAWSZE można próbować.

              jak ktoś nie próbuje poprawić swojej sytuacji sam, to marne szanse, że ktoś mu
              to zapewni...
              lajf iz brutal...
              i nie tylko w kwestii rozwodow i zycia porozwodowego to "prawo" funkcjonuje.

              pozdr.

              Joanna
              • lubstej Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 10:24
                "jesli ten standard jest faktycznie nizszy - to przeciez moze uzyskac taka forme
                >
                > finansow (jak wiadomo w przypadku rozwodu z orzeczeniem o winie Exa -
                > bezterminowo, w przypadku rozw. bez orzecz. o winie - do pięciu lat od
                > usankcjonowania rozw. - a przez pięć lat?

                z tego co sie orientuje to w przypadku rozwodu bez orzekania (a taki byl w tym
                wypadku) alimenty przysluguja przez 5 lat ale nie w sytuacji kiedy standard
                zycia sie obnizyl tylko w sytuacji kiedy ex malzonek pozostaje w sytuacji
                niedostatku (nie ma pracy ani zasilku np z powodu ciezkiej choroby itp a raczej
                nie z niedostatku zwinionego)

                czy dobrze rozumuje, popraw mnie mikawi jesli jest inaczej
                • mikawi Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 10:34
                  dokładnie tak - w przypadku orzeczenia winy męża, eks może się domagać
                  alimentów na siebie gdy jej standard po rozwodzie się obnizy i ma do tego prawo
                  bezterminowo (a w zasadzie dopóki nie wyjdzie po raz drugi za maż). W
                  przypadku rozwodu bez orzekania o winie KAŻDY z byłych małżonków może domagać
                  sie od drygiego alimentów jeśli znajdzie się w niezawinionym niedostatku. I
                  występuje tu ograniczenie do 5 lat (chyba że ubiegający się o alimenty wstąpi
                  wcześniej ponownie w związek małżeński).
                  • jayin Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 10:40
                    mikawi napisała:

                    > dokładnie tak - w przypadku orzeczenia winy męża, eks może się domagać
                    > alimentów na siebie gdy jej standard po rozwodzie się obnizy i ma do tego
                    prawo
                    >
                    > bezterminowo (a w zasadzie dopóki nie wyjdzie po raz drugi za maż). W
                    > przypadku rozwodu bez orzekania o winie KAŻDY z byłych małżonków może domagać
                    > sie od drygiego alimentów jeśli znajdzie się w niezawinionym niedostatku. I
                    > występuje tu ograniczenie do 5 lat (chyba że ubiegający się o alimenty wstąpi
                    > wcześniej ponownie w związek małżeński).

                    no otóż to - dokładnie mi chodziło o takie "drastyczne" obniżenie standardusmile
                    tylko ja tak fachowo nie umiem. dzięki za wspomożeniesmile

                    J
            • 18lipiec Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 10:04
              Chyba mnie nie zrozumiałaś. Uważam że każdy powinien sam zarobić na własne
              zachcianki a nie ciągnąc od męża, tym bardziej ex męża.
              Każda kobieta powinna być na tyle samodzielna by nie poniżac się żądaniem
              alimantów na siebie. Dzieci to inna sprawa.
              Gdzie tu widzisz podwójna moralność?
              • lubstej Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 10:28
                "Każda kobieta powinna być na tyle samodzielna by nie poniżac się żądaniem
                > alimantów na siebie?

                ale co zrobic jesli eks nie ma grama poczucia przyzwoitosci i bez pradonu, co
                tu duzo mowic - OKRADA - wlasciwie nie bylego meza a wlasne dzieci?
                Oczywiscie wszystko dla "dobra dzieci"

                samodzielne powiedzialy by w tej sytuacji ze "zadowolona matka to zadowolone
                dziecko" ale to chyba nie tak powinno wygladac
                • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 10:40
                  Lubstej - jesli chcesz wiedziec co powiedzialy by samodzielne - zapytaj je!

                  natomiast co do niepracujacych , jak to nzwala mikaiw "Pasozytow" t. to wiele
                  jest i tu na liscie niepracujacych mama..
                  Wiec prosze bez takiego slownictwa...

                  Pracujaca i zarabiajaca na siebie i dziecko
                  Mag
                  • domali Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 10:48
                    Ja nie pracuję, ale jakoś pasożytem się nie czuję, bo na przykład dzięki mojemu
                    studiowaniu możemy mieszkać w akademiku, co przy warszawskich cenach jest sporą
                    oszczędnością...
                    Są takie eks, które się same przyznają, że korzystają z alimentów dzieci
                    (oczywiście są przez wiele samodzielnych usprawiedliwiane), chociażby przez
                    spory czas eks mojego męża i o takich myślę mówiła mikawi.
                    Pomijam już przypadek eks jej faceta, bo to dla mnie nic innego jak
                    pasożytnictwo.
                  • lubstej Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 10:48
                    Mag
                    zadziornosc to ty masz chyba we krwi wink

                    "wiele jest i tu na liscie niepracujacych mama.. "

                    zgadza sie ale one nie zadaja pieniedzy od eks tylko ew. utrzymuje je maz ktory
                    ma taki OBOWIAZEK taki sam jak w stosunku do dzieci

                    "jesli chcesz wiedziec co powiedzialy by samodzielne - zapytaj je!"

                    alez ja wiem co mowia samodzielne- czytuje je regularnie (zeby wiedziec na co
                    sie przygotowac wink

                    i jak np bardzo cenie wypowiedzi niektorych np. chalsi
                    to powala mnie beton w wypowiedziach np emili czy namaste
                    • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 11:01
                      Alez , one tez utrzymywane sa przez kogos..
                      Co do nipracujacych, sa tez przypadki utraty pracy itd.. Skad przekonanie , ze
                      urzywaja alimentow dla siebie...

                      Domali - moze ona tez nie czuje sie pasozytem w koncu zapewnia dziecku
                      mieszkanie itd..

                      trudno jest rozdzielic pozozm zycia dziecka i mataki..
                      Choc wielue z matek kupuje sobie w innych sklepach niz dziecku , a rano to "nie
                      lubi szyneczki.."
                      Ale tak jak wsrod obecnych jest wiele , ktorym po prostu wygodniej siedziec w
                      domu i w koncu to- mozna placic mniejsz alimenty, albo tamto dziecko w koncu
                      nie musi ..i tu dluga lista - bo ona nie ma pracy .. Tak i wsrod samodzielnych
                      sa takie jak opisalyscie.
                      Problem polega na tym , ze Wy latwo usprawiedliwacie siebie i rzucacie
                      kamieniami w te drugie...


                      Mag

                      PS. Pracuje sie i ciesze sie z tego bardzo ! Wiem , ze nie wszystki samodzielne
                      maja to szczecie. Facetm latwiej o prace niz kobietom i jeszcze samodzielnym
                      mamao.
                      Ktore jak ja w tym tygodniu musi 3 razy zwolnic sie z pracy z przyczyn dziecka -
                      a czas odrabiam w czasie wizyt ojca... Moj pracodawac jak mnie widzi - to juz
                      wie co sie swiecie...

                      Pamietajacie o tym!
                      i jeszcze . Dlugo w czasi3rozwodu zastanawialam sie czy nie zostawic mu tego
                      calego dorbku.. Nie wystepowac o alimenty i zadnych nie przyjac. Ale moj
                      adwokat i moi przyjaciele uswiadomili mi , ze nie mam prawa robic tegosynowi.
                      Tak jak musialam dbac o wizty ojca , tak i o te sfere.

                      • lubstej Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 11:19
                        wiem, ze dyskusja jest jalowa ale sie jeszcze wypowiem:

                        "Alez , one tez utrzymywane sa przez kogos.."

                        tak, bo maja takie PRAWO, natomias eks NIE MAJA PRAWA zadac pieniedzy na siebie
                        czy zyc na koszt dzieci czyli eksa

                        nawet jak eksia straci prace nie ma prawa zyc za alimnety dla dzieci tylko
                        powinna chocby pozyczyc pieniadze zeby dziecku nie pogorszyl sie standard zycia

                        czyz nie tego wymaga sie od eksow
                        nawet jak jest bezrobotny czy drastycznie zmniejszy mu sie pensja statystyczna
                        eksia nie zgodzi sie na zmniejszenie alimentow,a sad to zaklepie
                        ojciec ma pozyczyc a zaplacic, zeby dziecko nie ucierpialo

                        wiec skoro mamy rownouprawnienie...
                        • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 11:29
                          Tak - OCZYWISCE, ze nie maja prawa do alimentow na siebie.
                          To ze kobieta mniej zarabia , lub nie ma chwilowo pracy nie znaczy , ze
                          korzysta z alimnetow dziecka....

                          I jeszcze jedno - OCZYWISCE obecnapartenrka mozne domagac sie utrzymania dla
                          siebie. Skoror jest im tak wygodniej i jej tez smile)
                          Ale nie kosztem dzieci z wczesniejszych zwiakow. Nie kosztem tych dzieci. Bo to
                          jest dbanie o obecna rodzine , kosztem statusu zycia dzieci z bylych zwiazkow...

                          Mag
                          PS tez watpie zeby ta dyskuja cos dala , ale z przyczyn odrotnych niz Ty.
                          A i jeszcze jedno - potwierdza sie teoria , ze jednak obecne partnerki - mimo
                          deklarowanej "przyjazni" do dzieci partenrow ,najbardziej bola pieniedze wydane
                          na te dzieci...
                          Alimenty - to sa te pieniedze ktore wydaje za duzo i niepotrzebnie....
                          • lubstej Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 11:45
                            a jednak jeszcze cos dodam

                            nie boli nas ze mamy placic tyle kasy
                            ale boli ze te za ta kase dzieci nie maja ladnych ubran, ze nie chodza na
                            angielski, jazde konna czy taniec
                            BO NA TE RZECZY MATKA DZIECI ZADALA PIENIEDZY I JE DOSTALA!!!

                            pomimo duzej symaptii do tych dzieci (z mojej strony) a milosci ojcowskiej z
                            drugiej NAS JUZ NIE STAC na dodatkowe wydatki na nich, co nie znaczy ze nie
                            dostaja prezentow, nie staramy sie im zapewnic atrakcji (co najczesciej wiaze
                            sie z dodatkowymi kosztami)no i same koszty wyzywienia, zapewnienia im katu w
                            naszym domu itp.

                            moj M w sumie wydaje na nie ok.50% swojej niezlej pensji a eks wydaje -20 %
                            (znaczy nic nie wydaje + "oszczedza" z "innych zrodel"
                            zanim dopowiesz ze przeciez pozostaje mu 50 % pensji dodam ze te pieniadze ida
                            na splate kredytow, w tym jeden pomalzenski)

                            wiem ze dzieci moga miec rozne potrzeby,
                            ok, tylko poprosze o wiarygodne dowody
                            wlasciwie jakiekolwiek dowody ze te kwoty SA PONOSZONE

                            i jeszcze jedno
                            zwroc uwage ze alimenty placone przez nas nie naleza do najnizszej krajowej, a
                            nawet do sredniej wiec mamy tez prawo wymagac zeby dzieci nie wygladaly
                            jak "dzieci z bieszczad" nie ublizajac bieszczadom
                            • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 11:59
                              Nie dyskutowalam na temat wysokosci Twoich alimetow.
                              Czy sa duze czy male - Trudno ocenic . Ty oceniasz wg. Ciebie ile Ona wydaje.
                              Skad masz takie dobre rozeznanie w jejw wydatkach?
                              ja tam eksowi nie zagladam do portwoel i nie licze ile procent wydaje.
                              Skad wiesz czy ma ekstra z boku czy nie..
                              Zadziwiacie mnie dziewczyny.
                              Skad macie takie informachja. .. Ja chyba za malo interesuje sie eks? Ja za
                              diabal nie wiem jak to u niego wyglada...
                              Do glowy mnie rzyjdzie sprawdzac gdzie i skad ma dodatkowe dochody itd..
                              To tak na marginesie . Bo wasza wiedza o zyciu , dochodach eks - zadziwiaja
                              mnie...
                              Odnosnie kredytu z okersu malzesntaw-wiesz wiem ,bo spotakalam wiele przypadkow
                              rozowdu z kredytem i zawsze to z czegos wynika , ze jedna strona splaca ten
                              kredyt. Musiala by umowa jakas - chocby ustan, lubc cos czemu on zdecydowal ze
                              tylko on bedzie go spalcal. Chyba ze tak wyszlo przypodziale majaktu - sadownie.

                              To tez na marginesie.
                              Poza marginesem- oczywiscie doprzyzwoicie ubrani itd..
                              Widzisz ja moje dziecko ubieram przyzwoicie i wiekszosc osob ktore je oglada
                              stwierdza ze jest "bardzo dobrze ubrane" . Ma wiecje zajec placonych niz
                              uwzgledniala ugoda itd...
                              Ale eks i jego partnerka chyba tak nie uwazja?
                              Ciekawe czy inaczje oceniaja ciuchy ktore ja kupuje?

                              A i jeszcze odnosnie ciuchow uzywanych - malo ich mam alema, mam. Zwykle
                              koleznkie przyslugi , ja tez bardzo czetso daje moje ubranka kolegom z pracy.
                              Zaden z nich nie jest taki , ktorego stac by nie bylo na zakup nowego, ale
                              chetnie biora. Ilosci jakie zuzywa moje dziecko w cigu dnia s, sa @ komplety od
                              stup do glow)- zwlaszczaw wiosna lato. A jak chodzi do przedszkola to
                              potrzebowalam takich zestawo min 3 dziennie.
                              Plus ciuch do chodzenia po domu +( i tu urzywam tychurzywanych) +jakie 3
                              zestawy takie wyjsciowe..
                              tego jest duzo....


                              Pozdrawiam
                              Mag

                              • mikawi Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 12:05
                                no widzisz mag - a wśród moich znajomych rozwodzących się z kredytami, zwykle
                                spłacał je w całości facet nie dlatego że tak się umówili czy tez sąd tak
                                podzielił (?), tylko dlatego że eks żona miała to głeboko w d... a banku nie
                                interesowało kto spłaca, byle było spłacane. No i spłacał eks mąż, żeby móc w
                                przyszłości wziąć jakikolwiek inny kredyt a nie znaleźć się na czarnej liście
                                dłużników
                                • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 12:08
                                  Miakwi - esli brali wspolnie - mogl wystopic o podzial przy rozwodzie lub
                                  podziale majatku.
                                  po splacie wystapic o spalte naleznej czesci ze strony zony..

                                  Mag
                                  Ps. i nie mow ze nie mozna tego zrealizowac - mozna i przy podziale maatku
                                  dzieli sie dlugi...
                                  • mikawi Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 12:17
                                    taaaa, niby i kontakty z dzieckiem można uregulować... oj, mag albo ty naiwna
                                    jesteś albo udajesz że nie wiesz jak czasami wygladają rozgrywki między eks
                                    małżonkami
                                    mozna wystapic o spłatę, ale jak druga strona powie "nie mam" to co jej
                                    zrobisz? a BIK działa szybko jeśli nie wiesz, spytaj naturellę chocby jak "ich"
                                    eks była skora do płacenia swoich długów
                                    • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 12:25
                                      Bardzo czesto Panowie nie rzucaja sie do ciagania eks po sadach z bardzo
                                      czytesj przyczyny poczucia winny - bo to oni czesciej zdradzaja. I bardzo
                                      czesto maja juz partnerke i zalezy im na czesie. jesli by im tak z zamykaniem
                                      wspolnych spraw nie zalezalo na czesie- mogli by dojsc swoich praw. Kobiety
                                      dzialaja bardziej konsekwentie. Im zadko zalezy na czasie...
                                      Mag
                              • lubstej Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 12:34
                                mag
                                sprobuje lopatologicznie jesli inaczej nie mozna

                                nie zagladamy eks do porfela tylko prosimy grzecznie a jak nie chce grzecznie
                                to przez sad zeby rozliczyla sie z pieniedzy ktore otrzymuje NA DZIECI
                                a to nie jest zagldanie do jej portfela tylko dbanie o interesy DZIECI (jesli
                                nie wiesz o czym pisze przeczytaj wypowiedz m.in glowna)

                                nie napisalam ze ma pieniadze z boku tylko ze odciaga sobie procencik z
                                pieniedzy DZIECI przez co dzieci nie chodza chociazby na zajecia dodatkowe

                                o kredytach "pomalzenskich" wyjasnila mikawi

                                nikt nie zabrania jej zeby ubierala CZASEM dzieci w ubrania uzywane szczegolnie
                                jesli sa dobrej jakosci
                                ale nie jest w porzadku zeby zadala na ten cel znacznych sum
                                • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 12:42
                                  Lubstej- tak to o rozliczeniu alimentow.
                                  U ,nmie zwrocily uwage fakt ze okreslilas , ze ona wydaje na dziecko 20% -
                                  Skad znasz jej dochody ?
                                  Te z papaierow ?
                                  Skad wiesz ze tylko 20%.
                                  Skad wiesz czy masz cale spektrumm szafy ( bubran dzieci).
                                  Skad wiesz gdzie chodzi i co kupuje dzieciom.. Jak zapewnia im ksiazki ,
                                  zabawki , rzeczy dodatkowe..
                                  Skad wiesz ile wydaje na jedzenie. Jakich kosmetykow uzywakja dzieci. Skad
                                  wiesz jak ona na coddzien gospodaruje kasa. Bo piszac ze wtydaje ze swojejtylko
                                  20% - to znaczy ze wiesz..
                                  Pytam SKAD???
                                  Moze chodzi gdziez z nimi o czym Ty nie wiesz. Moze kupuje im cos o czym ty nie
                                  wiesz.
                                  Moze jedza szynke nie mieleonke..
                                  Skad wy to wiecie?
                                  I tak na 100%

                                  Moze jezdza na kone, alnbo na weekendy . Moze chodza na basen., moze jedno ma
                                  zaiteresowania .. Np. Moja maly ma. I ja staram pomoc je poszezac - czasem to
                                  kosztowne..

                                  Skad Wy to wiecie. SIEDZICE U NICH W DOMU?

                                  A co do rzeczy uzywanych - ie ujmei je w cenach. Oczywiscie, ale ja czasem ja
                                  dostaej , to cos daje lub kupuje w zamian, koszt jest mniejszy , ale nie znaczy
                                  ze bez kosztu.....


                                  Pozdrawiam
                                  Mag
                                    • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 13:21
                                      Nie chodzi o eks . Ja nie mam do niej stosunku.. Ciezko powiedziec czy lubie
                                      czy nie.
                                      Ale o pytanie skad Wy z taka pewnoscia wiecie ile i na co wydaja wasze eks?
                                      Ja to nie mam pojecie ile i na cow ydaje moj eks a juz tym bedrdziej jego
                                      partnerka..
                                      Nie chodzi o to czy ja lubie czy nie. Ale skad to wiecei? Bo piszesz , ze to
                                      wiesz. Ja pytam skad/
                                      Zaczlema dochodzic do wniosku ze za mlao uwagi im poswicam ( nie posiwecam
                                      wogole0.
                                      Moze to blad. Moze oni sledza to jak jak zyje?
                                      Wydawlo mi sie ze rozwiedlismy sie zeby sie soba nie ineteresowac..
                                      Zgadzam sie ze macie prawo do rozliczenia alimentow , ale nie do sadow ile ona
                                      wydaje i na co - bo tego nie wiesz..No chyba ze ja sledzieci - ,
                                      zianstalowalyscie kamery u niej w domu itd...
                                      Mag
                                        • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 14:00
                                          Czyli nie "Wiesz" tylko sie "Domyslasz"
                                          .Sa to Twoje przypuszczenia i domysly..
                                          Poparte twoim zlym na stwieniem do niej , bo jest eks....
                                          Mag
                                          PS. Nie wiem , ale wlasmie zastanaiwalm sie , czy skoro partenrka mojego eks
                                          ineteresowalaby sie tak moja ososba .. moze winnam jej wdziecznosc i tez takie
                                          zainteresowanie. Chocby ppo to by moc o nie tez wyrazac tak negatywne opinie....
                                          • lubstej Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 14:15
                                            tak mag
                                            nie wiemy czy uzywa domestosa czy dosi, nie wiemy czy uzywa tuszu do rzes
                                            lancoma czy palomy, nie wiemy czy kupuje bielizne palmersa czy noname
                                            bo to nas nie interesuje!
                                            natomiast jesli pisze ze placi 300 zl na zajecia dodatkowe a dzieci nigdzie nie
                                            chodza to znaczy ze klamie i kradnie
                                            jesli pisze ze wydaje 200 zl miesiecznie na ubrania a dzieci przychodza w
                                            rzeczach uzywanych a jesli dostana cos nowego to musza sie tym pochwalic ojcu
                                            doszlo do tego ze mala (w obecnosci mamy) musiala sie pochwalic....nowymi
                                            majtkami! - autentyk

                                            i nie napisalam nigdzie ze eks to k..., napisalam ze oszukuje M i dzieci

                                            wiecej w dyskusje wciagnac sie nie dam cokolwiek stronniczego napiszesz
                                    • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 13:34
                                      I mimo moich pytan wiele z Was lubie.
                                      Bo lubienie i inne poglady na niektore sprawy , lub inny osad co do ososby czy
                                      zdania - nie przesadzaja o lubienie , nielubienia narazeniu sie.. czy ckolwiek.

                                      Ja lubie wiele z Was.
                                      A ze kogos nie lubie - nie umiwm powiedziec . Moge sie z kims niezgadzac . Ale
                                      nie nie lubic. Czy uwazac za dobra czy zla...
                                      Moge sie tylko niezgadzac.
                                      Slowem moze to truizm -ale malo mam ludzi o ktorych moge powiedziec "nie lubie".
                                      Zazwyczaj mowie , ze jestesmy troche inni , z innej bajki.
                                      I nie musisz mi niczego udowoadnisc.
                                      Ja tylkonie wiem skad w wwas tyle pewnosci jak zyje eks, co mysli , co nbylo
                                      motorem jej dzialania itd...
                                      Przeiez nie znacie jeje, mala liczba z Was rozmawial z nia keidykolwiew zyciu a
                                      psolugijecie sie cyframi osadami- jakbyscie z nimi mieszkaly. To
                                      niesprawiedliwe...

                                      Mag
                                      • mikawi Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 13:43
                                        mag, koncząc dyskusję (pozwolisz?) - tak samo niesprawiedliwe jest zaglądanie
                                        przez eksie wiecznie do portfelów byłych mężów oraz ich drugich żon (co jest
                                        dość częste mimo że w to nie wierzysz), biegnięcie z pozwem o podwyższenie
                                        alimentów tylko dlatego, że eks musiał dorabiać po godzinach aby - nie
                                        odejmując z alimentów na dziecko - móc kupic cokolwiek do domu, albo zdecydować
                                        się na kredyt mieszkaniowy. Dla eks jego podwyżka oznacza podwyżkę alimentow, a
                                        skąd ona wie ile i na co wydaje jej eks mąż? on też ma prawo do zycia bez
                                        wiecznego tłumaczenia się eks żonie z każdej zarobionej złotówki; ma prawo do
                                        dziecka i kontaktów z nim bez płaszczenia się przed eks żoną i proszenia o
                                        zabranie dziecka na weekend czy wakacje, bez zastanawiania się jaki będzie
                                        miała humor bo ma to znaczący wpływ na jej decyzję (powinien znać jej cykl
                                        miesiączkowy chyba, żeby przypadkiem nie trafic na PMS, bo wtedy umarł w butach)
                                        • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 13:50
                                          Miakwi Ukad eks - eks . To co innego. Oni byli ze soba znja sie. i i MAJA
                                          DZIECKo..
                                          Wy jestescie spoza tego ukladu ???
                                          Nie ona nie zaglada do portfela . Wystepuje o podwyzszke jesli uzadsaniona to
                                          dostanie - jesli eks maz moz pokryc.
                                          Ale wybacz nie rolicza chyba ile wydaje na obecna zone. To jego prywatan
                                          sprawa. Nikt nie pyta ile pan wydaje na obecna zone. Dziewczyny - ja zaptyamal
                                          skad wiecie? Ile wydaje na dziecko?
                                          Czy na dom. Co kupuje ? Gdzie chodzi? Co ii jak robi?
                                          Nie mowilam a wrecz napsialam, ze eks ma prawo do roliczenia alimentow - ale
                                          nie do oceny ile wydaje jego zona na dziecko , albo na co wydje jego eks zona..
                                          Bo tego NIE WIE...
                                          To mnie zaskauje...

                                          Ja tez musze przy alimentach podac swoj dochod i on swoj. Tylko jak mnie nie
                                          inetresuje co On robi z reszta i nie osadzam - tak i jego a tym bardziej jego
                                          Partenrki nie powinno to interesowac i dlakeo jej powinno byc do osadzania....

                                          Mag
                                          PS. rzeczywiscie konczmy. I tak odpowiedzi na te pytania nie uzyskam.
                                          Odpowiedz chyba znam. Tez z Piaskownicy WIEM - bo WIEm...
                                          • mikawi Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 14:10
                                            nie zgadzam się mag - eks żona zagląda do portfela np. drugiej żony, pośrednio
                                            poprzez sąd rodzinny ktory przy rozpatrywaniu pozwu o podwyżkę pyta drugą żonę
                                            o jej zarobki. A według tego co piszesz nie powinien, bo to sprawa drugiej zony
                                            na co wydaje SWOJE pieniądze i ani sądowi ani eks żonie nic do tego. A tak nie
                                            jest. I dlaczego argumentem jest że dzieki zarobkom drugiej żony facet może
                                            więcej płacić na dziecko? niby dlaczego? a może ta druga żona wydaje ze swoich
                                            pieniędzy na SWOJE jedzenie, SWOJE koszty utrzymania mieszkania a resztę może
                                            choćby biednym rozdać a nie utrzymywac męża, bo on musi w związku z tym płacić
                                            wyższe alimenty? ale sąd bierze to pod uwagę; ale jeśli sytuacja jest odwrotna -
                                            tzn. druga żona nie pracuje - to sąd już nie bierze pod uwagę że facet ma na
                                            utrzymaniu również żonę, nie tylko dziecko z I małżeństwa (vide post autorki).
                                            Czyli zaglądanie w portfele ma miejsce tylko wtedy gdy jest szansa żeby
                                            wyciągnąć coś z tego portfela.
                                            I chodzi też o to, że obie strony mają obowiązek łozyć na dziecko, więc skoro
                                            eks wymaga od byłego męża przekazywania określonej kwoty na dziecko, byloby
                                            dobrze gdyby sama uczciwie powiedziała jaką kwotę przeznacza ona. A nie tylko
                                            wymagania, wymagania, wymagania i wiecznie za mało. Ojciec ma płacić, a skąd -
                                            to też niewiele eks zon obchodzi, byle jak najwięcej.
                                            • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 14:53
                                              Potrzebne sa dochody eobecnej partenrki by ustalic w jakim procencie oboje
                                              partycypuja w utrzymani obecnej rodziny.
                                              I tylko po to. Reszty sadu nie obchodzi...
                                              Po prostu wiedz jaki procencie partycypuja i kto narzuca status zycia..

                                              Mag
                                              • mikawi Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 15:08
                                                a skąd eks czy sąd wiedzą na co oni i ile wydają - każde z nich? a może druga
                                                żona ze swojej pensji zamiast dokładać się w większym stopniu niż 50% do
                                                wydatkow rodziny woli wydawać na swoje hobby lub pomaga z nadwyżki swoim
                                                rodzicom, ma do tego prawo w końcu; dlaczego ma w większym stopniu partycypować
                                                w utrzymaniu rodziny? w końcu to co jej zostanie może choćby w kasynie przegrać
                                                i nikomu nic do tego; a co w sytuacji gdy żona nie pracuje, dlaczego sądu juz
                                                nie obchodzi że to mąż w 100% pokrywa potrzeby rodziny a ona wkłada 0 zł za to
                                                opiekę i prowadzenie domu?
                                                • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 15:16
                                                  To wtedy niech zyja na stopie zgodnej z jego mozliwosciamy on zarabia 1000 zl i
                                                  w ttym musza wejsc alienty.
                                                  Wiec nie mieskzja w domu z basenem - bo ich na to nie stac..( to znaczy moga
                                                  mieszkac - ale koszt utrzymania domu musi byc taki jak by byl gdyby oboje
                                                  zarabiali po 1000.
                                                  Ona moze sacaly siwat zwiedzac - On jednak musi pozostac - bo go nie stac itd...
                                                  Nie ma co wliczadc kredytu .. ilesc tam - bo takiego by nie dostali.
                                                  Itd...
                                                  I juz...
                                                  Brak pracy jedne ze stron - to wybacz ososbna pilka. tamto dziecko tez trzeba
                                                  wychowyac . Skror obecna chce spobei pozwolic na luksus - to prosze bardzo -
                                                  nie kosztem tamtego dizecka...


                                                  Mikawi - dla jesnoscie - mataek samodzielnych niepracujacych tez nie
                                                  poprieram. , ale na nich eks nie placa alimetow..
                                                  I oczywiscie nikt nie bedzie wnikla w jej zarobki.
                                                  a tak mi sie przypomnaialo ww kwesti mieszkania. Skoro mowilyscie ze kobieta
                                                  mieszka z dzieckiem to po co jej takie mieszkanie.. To facetowi - samemu - po
                                                  co takie?????

                                                  Mag
                                                  • mikawi Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 15:26
                                                    brak pracy mag to nie luksus tylko czasem smutna rzeczywistość i wtedy sądu nie
                                                    obchodzi że żona też musi przeżyć i wtedy mąż ma obowiązek ją utrzymywać;

                                                    co po matek samodzielnych nie pracujących - ależ właśnie eksowie placą na nie
                                                    alimenty, a jak jeszcze rozwód był z orzeczeniem o winie to taka eksia za Chiny
                                                    do pracy nie pójdzie bo ma już dożywotnie źródło utrzymania

                                                    w kwesti mieszkania - znowu źle zrozumiałaś, sprawa dotyczyła mieszkania 80 m
                                                    które zostawił mąż przy okzaji rozwodu, skoro żona biadoli na koszty czynszu
                                                    tak dużego mieszkania moze z powodzeniem pomyśleć o zamianie na mniejsze

                                                    a co do pokrywania kosztów - przekornie mogę ci napisać: skoro mam kasę i stac
                                                    mnie to ja decyduję kogo mogę zabrać na teneryfę czy wycieczkę dookoła świata -
                                                    koleżankę czy swojego faceta
                                                  • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 15:47
                                                    Z wycieczka - agzadzam sie - tylko nie wliczeja wjej kosztow koszty
                                                    utrzymaniasamego facet i zenie moze dac na dziecko bo go wakacje tyle
                                                    kosztuja :smile)))))
                                                    Co do mieszkania- tak sdamo- facet jesli by mieszkal sam nie mieszkal by chyba
                                                    w 100m. A jesli to nie moze tez tego zabronic dziecieom i powienie im to
                                                    zapewnic ( alimenty) rownuy standard zycia..

                                                    Co do niepracujacych - nie utrzymuje eks i obcenje. Winie jest to dzieciem.
                                                    Najpierw bylo dziecko , potem obecna . Wybacze przez to ze facet postanowil
                                                    poutrzymywac sobie kogos jego dziecko nie moze dostawc mniejszych alimentow...
                                                    Jak matak dziecko postanowi sobe poutrzymywac kogos tez powinna dostac wiecej -
                                                    bo sama moze placic mniejsze???

                                                    Mag


                                              • mikawi Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 15:12
                                                p.s - w jaki sposób sąd na podstawie moich zarobków może mi wskazać w jakim
                                                stopniu partycypuję w wydatkach rodziny? czy to że zarabiam więcej oznacza że
                                                mam pokrywać 60, 70, 80, 99% wydatków rodziny a mój M. w związku z tym może
                                                więcej płacić na swoje dzieci? niby z jakiej racji? a może ja do budżetu
                                                wkładam swoją połowę, czyli tyle ile powinnam, a resztę wydaję na lakiery do
                                                paznokci? mogę?
                                                • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 15:21
                                                  Nie <Mikawi. Bo sad oceniajac wydaktina dziecko bierze pod uwage zarobki i
                                                  status zycia obojga rodzicow . Czyli jesli bedziesz miala z nim dziecko i twoje
                                                  zarobki sa wyzsze - to ty na Wasze dziecko powinnacs lozyc wiecej - biorac fakt
                                                  ze jestescie rodzina i w wychowaniu dziecka uczestniczycie jednakowow( pelna
                                                  rodzina).
                                                  I tu nie ma nic ochota czy checie.
                                                  tak samo jesli sie liczy koszty waszego dziecka i jego.. Skoro Ty zarabiasz
                                                  wiecej nie znaczy ze On powienie dorownac Ci w lozonych alimentach na dziecko.
                                                  Ty procentowo placisz na wasze wiecej - a on na wszystkie swoje dzieci w
                                                  przyblizeniu i zlaeznie od potrzeb dziec ( chodzi mi ze jedno moze byc
                                                  przewlekle chore, lub wymagac wiecej opieki) odpowiednio tak samo.
                                                  To ze Ciebie stac na mieskzanie 100 m nie znaczy ze w liczeniu czycnszu - on
                                                  powienie partycypowac tak samo jak ty. Gdyby nie byl z toba nie mieszkal by w
                                                  takim mieszkaniu...
                                                  TTworzycie rodzine w ktorej to ty pokrywasz wiekszosc. Inaczej jest w
                                                  odrwortnych sytuacjach...

                                                  Nie pracowanie- bo taknam jest wygodniej - jest ok. jeslinie kosztem alimetow..
                                                  Mag
                                                  • mikawi Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 15:31
                                                    mag, ale ja nie piszę o NASZYM dziecku, tylko o tym dlaczego moje zarobki są
                                                    brane pod uwagę w określaniu alimentów na NIE MOJE dziecko?

                                                    o.k ma pytanie - przyjmijmy: rodzice dziecka zarabiają po 1000 zł. Po ile oboje
                                                    powinni łozyć na swoje dziecko?
                                                  • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 15:41
                                                    W zaleznosci kto sprawuje opiekie na ddzieckiem ( ta strona mniejszy procent) i
                                                    stan dziecka i jego potrzeby . Jesli chore , lub nie wiem rehalilitacjia,
                                                    ostarta dieta czy roznego wymaga specjalnej opieki- to zapene spory procent
                                                    sowjego dochodu...
                                                    Kazde z Nich.

                                                    Pozdrawiam
                                                    Mag
                                                  • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 16:10
                                                    O ile nie wniesie o ichobnizenie - bo nagle musi wiecej palcic za mieksznie .I
                                                    o lie to nie jest tak ze wspolnie prowadza firme i ona w tej firme zarabia 5000
                                                    a on 1000 . Jesli nie - nie pwoinno mniec wplywu . Bo nimby czemu.. Ale
                                                    wlasnie - widzis zmikawi -.Pamietam jak moj eks, keidys powiedzial, ze jak
                                                    wyjde za maz lub sie zwiarze to on wystapi o zmniejszenie alimentow.
                                                    masz pomysl czemu?

                                                    Przeciez moje dochody sie nie zmienia , a dziecko dalej jego????
                                                    Mag
                                                    PS. I jeszcze dlaczegojesli ojcu rodzi sie dziecko to zmniejsza mu sie kwota
                                                    ktora kladzie na pierwsze dziecko - tym samym matka musie zwikszyc dawke
                                                    nakladanychprzez nia kosztow.. A jesli ja bym uraodzila drugie dziecko to
                                                    raczej nie podwyzsza mi alimentow na pierwsze ( czyli nie moge sobie obnizyc
                                                    koszto lozoznych na pierwsze dziecko)
                                                    mag
                                                  • mikawi Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 16:22
                                                    mag - twój drugi mąż nie ma obowiązku utrzymywać twojego i eksa dziecka i
                                                    zgadzam się że informacja od eksa że on w takiej sytaucji zmniejszy alimenty
                                                    jest bzdurą; co do urodzenia się dziecka eksowi - wtedy będzie mógł o to
                                                    wystąpić dlatego, że ma obowiązek wobec wszystkich swoich dzieci, tak jak w
                                                    pełnej rodzinie - ojciec łoży i na jedno dziecko i na drugie. I nie będzie mógł
                                                    płacić np. 60% swojego dochodu na twje dziecko, drugiemu nie dając nic.
                                                    Natomiast w kwestii urodzenia dziecka przez matkę - mag, czytałaś posty wioli?
                                                    ona wyraźnie napisała że ich eks wniosła o podwyżkę na pierwsze dziecko właśnie
                                                    dlatego że urodziła następne - z innym mężczyzną i sąd się do tego przychylił;
                                                    byc może niedługo zawita na naszym forum i inna macocha, która ma identyczną
                                                    sytaucję - eks podwyżono alimenty bo urodziła kolejne dziecko innemu
                                                    męzczyźnie, argumentem eks było tez to że jej II mąż nie pracuje i nie może
                                                    łożyc na to swoje dziecko. No i co ty na to?
                                                  • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 16:27
                                                    No widzisz to zgodnie z tym ze jesli urodzi sie mojemu eks drugire dziecko to
                                                    moze zmniejszyc alimenty.. Wiesz ale on nie ma alimetnow w wysokosci 60% nawet
                                                    chyba w wyskosci 20% nie sa...
                                                    Mag
                                                    PS. Czyli jest dobrze eks - murodzi sie dziecko ma prawo i mnie urodzi sie
                                                    dzieckomam prawo..
                                                    To OK
                                                  • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 16:33
                                                    mikawi napisała:

                                                    > jeśli twój eks płaci mało w stosunku do swoich zarobków to pojawienie się
                                                    > drugiego dziecka nie będzie dla sądu powodem do zmniejszania alimentow;
                                                    zresztą
                                                    >
                                                    > sądy nie obniżają tych alimentów tak ochoczo
                                                  • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 16:37
                                                    Natomaist czy to malo czy duzo -to wzgleden. na takie sie zggodzilam - ugoda
                                                    nie bede sie wypowiadac..

                                                    Nie zyje w strachu ze mi je obnizy - ale chcialam Ci pokazac , ze esk facuieci
                                                    tez potrafia miec ciekawe podesci do sprawy...
                                                    Kiedys uslyszalam , ze aby obnizyc alimenty ( tylko z tej przyczyny ) -postara
                                                    sie o dziecko i niepracujaca zone...
                                                    Po prostu faceci tez potrafia dokopywac..
                                                    Mag


                                                  • majka1970 Re: a może by tak drogie Panie...... 22.04.04, 14:18
                                                    Wracam do wczorajszego tematu, ponieważ nie udało mi sie wczoraj zalogować.
                                                    Otóz zgłasza się macocha wredna, która współfinansuje eksię, która urodziła
                                                    swemu drugiemu bezobotnemu meżowi drugie dziecko.Sad biorąc tę okolicznosć pod
                                                    uwagę podwyższył wys. płaconych alimentów o 100% ( w stosunku do orzeczonych
                                                    przez sad o 430% ). Ta sytuacja frustruje nas nie ze względu na fakt, że
                                                    żałujemy czegokolwiek dziecku z pierwszego małżenstwa.Dziecko ma i tak wyrwę w
                                                    życiorysie nie do zapchania najdrozszymi zabawkami, gadzetami czy wakacjami.
                                                    Irytuje nas to,że oboje bardzo ciężko pracujemy na to, by godnie żyć, podczas
                                                    gdy eksia ukrywa swoje prawdziwe dochody ( co w przypadku prowadzenia
                                                    działąlności gospodarczej nie jest trudne- poprzez wrzucanie wszystkich
                                                    prywatnych wydatków w koszty działalnosci), mając 2 fakultety wykazuje 1000 zł
                                                    dochodu ROCZNIE ( i nikogo to nie dziwi, a sądu niezawisłego najmniej), po czym
                                                    w ramach usprawiedliwionych potrzeb dziecka wykazuje: szkołę prywatną, kurs gry
                                                    na instrumencie, nauka języków obcych, komputer, wakacje za granicą ( i nikt
                                                    nie protestuje, a sad niezawisły najmniej ) i nikt jej nie pyta o jeden
                                                    papierek na te wydatki ( a juz na pewno nie sąd sprawiedliwy), a świadków,
                                                    którzy chca dobrowolnie zaświadczyć, ze wprowadza sad w bład, co do stanu
                                                    majątkowego i dochodów, zwyczajnie nie dopuszcza się ( sąd wie lepiej, ze stan
                                                    majatkowy powódki nie ma nic wspólnego ze standardem życia dziecka).
                                                    Prosze z góry o wybaczenie wszystkie forumowiczki, za utoczoną niniejszym żółć,
                                                    ale towarzysząc mojemu meżowi na rozprawie, miałam wrazanie, ze znajduję się w
                                                    Świecie Piotrusia PAna, gdzie argumenty, swiadkowie i dokumenty nie maja prawa
                                                    głosu, a kraina fantazji nie kończy sie nawet za horyzontem.
                                                    Pikanterii dodaje fakt, ze:
                                                    - owa biedna powódka udręczona zyciem i żyjaca w nędzy, kilka lat temu, kiedy
                                                    jej ( wtedy jeszcze )mąż był poza domem, spakowała cała zawartosć mieszkania i
                                                    wyniosła sie z dzieckiem do nowego mieszkania, zakupionego przez rodziców i do
                                                    nowego, bardziej zasobnego finansowo kochasia. Mój mąż nigdy nie wniósł o
                                                    podział majatku, poniewaz wspólnie doszlismy do wniosku, ze skoro dziecko jest
                                                    przy niej, niech niczego jeje nie brakuje, jakos się powoli
                                                    wszystkiego "dorobimy"
                                                    - a na 1 szej rozprawie alimentacyjnej, podczas to której zażądała alimantów
                                                    równiez na siebie, wiedzac ,ze ex-maz jest bezrobotny, umotywowała swój wniosek
                                                    tym, że nowa żona jej ex-meża ( dla niezorientowanych- ja ) bardzo dobrze
                                                    zarabia. Sąd niestety dla niej nie przychylił sie wtedy do jej wniosku i posłał
                                                    ja do pracy ( wszak majac gruntowne , dwufakultetowe wykształcenie, można
                                                    znaleźć jakąś pracę- jeśli się spróbuje naturalnie).
                                                    Takich kwituszków mogłabym tu zacytowac ze 100, nie chodzi o to, chodzi o
                                                    zwykłe chamskie naciaganie eksa- w imię dobra dziecka, w momencie, gdy
                                                    rzeczywiscie chodzi o lakier do paznokci Lancoma ( niestety żyjemy w tym samym
                                                    miescie, niestety mamy wspólnych znajomych ).
                                                    Pozdrawiam wszystkie forumowiczki.
                                                    Informuję uprzejmie, ze rozwiedziony meżczyzna nie zawsze jest bydlęciem, które
                                                    uchyla się od obowiazku łozenia na dziecko i od zobowiazań w ogóle.
                                                    Oraz: nie wszystkie rozwidzione kobiety, którym została przyznana opieka nad
                                                    dzieckiem są kombinacja Matki Polki z Żelazną DZaiwica.
                                                    Ile ludzi, tyle opinni.

                                                    To były moje 3 grosze.
                                                    Majka
                                                  • mikawi Re: a może by tak drogie Panie...... 22.04.04, 15:12
                                                    mag, czy uważasz że podniesienie alimentów ex mężowi o ponad 400% jest w
                                                    porządku? dlaczego była żona nie pomyślała czy STAĆ ją na drugie dziecko, tak
                                                    jak wy - samodzielne - często sugerujecie macochom? czy to nie jest zaglądanie
                                                    w portfel byłemu ORAZ jego drugiej żonie? czy to oni mają pracowac na
                                                    utrzymanie eks i jej nowej rodziny (skoro rodzina ta wykazuje się blisko
                                                    zerowym dochodem?). Czy dziecko w takim przypadku nie powinno zrezygnowac z
                                                    prywatnej szkoły i setki zajęć dodatkowych skoro matka nie pracuje i nie jest w
                                                    stanie partycypować choćby w części kosztów? dlaczego cały ten obowiązek
                                                    przerzuca się na ojca i pośrednio na drugą żonę? gdzie jest granica zasłaniania
                                                    się dobrem dziecka?
                                                  • majka1970 Re: a może by tak drogie Panie...... 22.04.04, 15:51
                                                    Meg, nie wątpię. Ale generalizowanie nie jest w tym przypadku metodą.
                                                    Nie liczę juz zbytnio na sprawiedliwość w sądzie, ale nie chcę się uciekać do
                                                    metod z ogródka exsi. Najbardziej gorzkie jest to, że nie mogę pozbyc się
                                                    wrazenia, ze wyrok w sprawie nie jest orzeczeniem wypływajacym z rzeczywistych
                                                    przesłanek i faktów, potwierdzonych, zbadanych i osadzonych ,a jedynie ukłonem
                                                    w stronę niby pokrzywdzonej matki, podczas gdy to on zgotowała w gruncie rzeczy
                                                    dziecku ten los, majac na uwadze swój finansowy dobrobyt, a nie przyszłosć
                                                    dziecka.
                                                    Dobija mnie dodatkowo fakt, ze wszystkie wymienieone wcześniej i
                                                    niewymienione fakty znam nie z opowiadań mego małzonka, a z jej osobistych
                                                    realacji, z czasów kiedy nie spotykałam sie jeszcze z moim obecnym meżem ( jej
                                                    byłym ) ,a utrzymywałam kontakt z nia. A teraz bezwstydnie, bez jakiegokolwiek
                                                    poczucia zwykłej ludzkiej przyzwoitości usiłuje pasożytowac, nie tylko na swoim
                                                    ex ale i na mnie. Z jakiej racji? Dlaczego?
                                                    Smutne to wszystko.
                                                  • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 22.04.04, 16:03
                                                    Zgadzam sie Miakiw , ze macocha nie ma obowiazku pokrywac kosztow.. i nie mysle
                                                    ze by to wyplywalo z zarobkow macoch - ale z gfaktu , ze jesli do tej pory on w
                                                    calosci musi utrzymywac druga zoen i dziecko to alimnety byly mniejsze , a jak
                                                    sie okazalo ze znowa zona zarabia i ciezra utrzymania nowego dziecka spada
                                                    rowniez na nia I nowego domu - wiec tym samysm wiecej moze placic na dzieko..
                                                    podniesona 400 % . procenty to zwodnicza sprawa.. jesli podniesona 400 % -
                                                    pytanie ile placil?
                                                    A co do prywatje szkoly - vczasem to konieczne wyjscie . Inaczej trzeba zadabac
                                                    o opieke nad dzieckiem po powrocie itd...
                                                    Maja - zgadzam sie, ze msutne to co napisalas. Ale smutne jest to ze
                                                    wykorzystujesz informacje jakie od niej uzyskalas bedac jej znajoma kolezanka.
                                                    Jak kazda informacje mozna iterpretowac zle i dobrze. ta sama .. Wystarczy
                                                    przyjzesc sie politykom....

                                                    A jesli jeszcze czlowiek staje sie stronniczy...

                                                    Co do globalizacji zgadzam sie.
                                                    Pozdrawiam
                                                    mag
                                                  • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 22.04.04, 16:23
                                                    Widzisz mikawi , a dziecko mojej sistry chodzilo do siwetklicy w szkole w
                                                    kotrej ona uczyla i .. musiala zreztgonowac i zapewnic jej inna opieke
                                                    1. Dziecko bardzo czesto przynosilo wszy..
                                                    2.Nie byly odrabiane nlecje - nawet czesc...
                                                    3. Dziecko latwo i bez wiekszych przeszkod wychodzuilo z swietlicy
                                                    4. Wychodzilo z tamtda znudzena , ale i nie nauczone - slowem sfrustowane...


                                                    Pozdrawiam
                                                    Mag

                                                    Ps. Siwtelica - zalezyna ile godzin.....uwazasz , ze dobrze w swietlicy spedzic
                                                    7-8 dla mnie siwetlica i te ktore widziala - to przechowalnie.. W wiekszosci
                                                    panstwowych szkol. I jak to sie mowi nie zapewnisz dziecku czasu i nie
                                                    ukiernkujesz - zrobia to inni - nie koniecznie najlepsi...
                                                  • mikawi Re: a może by tak drogie Panie...... 22.04.04, 16:33
                                                    mag, ale w przypadku eks żony majki to KONIECZNOŚĆ, nie wszystkich stać na
                                                    prywatną szkołe, skoro rodziców nie stać to nie posyła się dziecka do prywatnej
                                                    szkoły tylko decyduje na świetlicę właśnie; pewnie - byłoby wspaniale gdyby
                                                    wszystkie dzieci miały prywatne nianie, opiekunki, chodziły do prywatnego
                                                    przedszkola, szkoły, miały prywatnego kierowcę odwożącego do szkoły, a potem
                                                    studiowały zagranicą. Ale jeśli rodziców na to STAĆ. A nie z definicji, że to
                                                    dziecko MA MIEĆ.
                                                  • mikawi Re: a może by tak drogie Panie...... 22.04.04, 16:45
                                                    nie krzyczę rozrzutność, ale nie ma to jak matka ma TYLKO wymagania czego to
                                                    dziecko nie powinno robić i do jakiej szkoły (prywatnej koniecznie) chodzić,
                                                    tylko że finansować decyzje i przekonania mamy powinien tylko ojciec dziecka,
                                                    bo matka.... ma 1000 zł dochody rocznie, więc skąd ona ma biedna na to wziąć
                                                  • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 22.04.04, 17:01
                                                    Mikawi - mowie Ci , ze czasem jest to koniecznosci!
                                                    Moze zanim zaczniesz krzyczec wymywsl..
                                                    Zapyatj czym argumentowala w sadzie koniecznosci ?
                                                    Potem mozesz stwierdzac czy to zasadne czy nie.
                                                    Po drugie skoro sad zmienil wyrok - to musialy sie zmienic dochody ojca - w
                                                    oparciu o dochody nowej zony by tego nie zrobil...
                                                    Mysle , ze prawda nie do konca jest taka...

                                                    Mag
                                                  • mikawi Re: a może by tak drogie Panie...... 22.04.04, 16:42
                                                    teraz nie chodzi w ogole bo ma 14 lat i sama wraca do domu po szkole, ale od 1
                                                    do 3 klasy zostawała dopóki ktoś nie mógł jej odebrać, najszybciej byłam ja -
                                                    około 16.00-17.00; jak miała lekcje rano, to po lekcjach szla do świelicy, jak
                                                    po południu, to szła rano do świelicy, potem na obiad w szkole, a potem o 12.30
                                                    zaczynała dopiero lekcje i po lekcjach ją odbierałam - tez około 16.00 - 17.00

                                                    no i: jest bardzo zdolną i samodzielną dziewczynką, uczęszcza na sporo zajęć
                                                    dodatkowych, na które sama chciała się pozapisywać; emocjonalnie, psychicznie i
                                                    fizycznie rozwija się doskonale

                                                    p.s. - ja również chodziłam do świelicy w szkole - tylko krócej, bo do drugiej
                                                    klasy, a potem z kluczem na szyi do domu - i moi rodzice nie są rodziną
                                                    patologiczną tylko zapracowaną smile
                                                  • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 22.04.04, 16:53
                                                    Mikawi - obys nigdy sie nie przekonala po co to niktorym dzieciom.
                                                    Po drugie tekst ktory mi napisalas przypomina mi tekst mojego eks.
                                                    on jak byl maly to mial jedna i wystarczyk\lo... to i malemu jedna winna
                                                    starczyc....
                                                    Ja wyznaje nieco inna filozofie zyciowa

                                                    mag
                                                  • mag_p RePrprawiona wersja 22.04.04, 16:56
                                                    Mikawi - obys nigdy sie nie przekonala po co to niktorym dzieciom.
                                                    Po drugie tekst ktory mi napisalas przypomina mi tekst mojego eks. on jak byl
                                                    maly to mial jedna ksiązeczke , nie maial zabawek i na wczasy nie jezdzil..i
                                                    wystarczyk\lo... to i maly sie obejdzie ( a zajzec dodatkwoych nie maial, i na
                                                    jezyki tez nie chodzil)

                                                    Ja wyznaje nieco inna filozofie zyciowa
                                                  • mikawi Re: a może by tak drogie Panie...... 22.04.04, 17:00
                                                    mag, nie uważam że jak ja czegoś nie miałam to i moje dziecko może nie mieć,
                                                    JEŚLI BĘDZIE MNIE NA TO STAĆ, ale nie można stosowac polityki "zastaw się a
                                                    postaw się" - jeśli nie stac mnie na prywatną szkołe to nie poślę do niej
                                                    dziecka, nie dlatego że JA do niej nie chodziłam, tylko dlatego że mnie nie
                                                    stać. Jeśli ktoś wykazuje 1000 zł dochodu ROCZNIE to logiczne jest że jego
                                                    dziecko będzie żyło właśnie na takim poziomie. Wymaganie w takim przypadku aby
                                                    dziecko chodziło do prywatnej szkoły, chodziło na kilka zajęć dodatkowych,
                                                    jeździło na super wakacje za granicę jest absurdem, fajnie żeby tak było, ale
                                                    żyjemy w REALNYM świecie. Jak ktoś jest bezrobotny albo zarabia minimum - nie
                                                    posyla dziecka do prywatnej szkoły, NAWET jeśli byłoby to wskazane z różnych
                                                    powodów, BO ZA CO??????
                                                  • majka1970 Re: a może by tak drogie Panie...... 23.04.04, 07:52
                                                    mag_p napisała:

                                                    > Ale to dziecko ma drugiego rodzica - Ktory ma zapewnic mu standart zycia
                                                    rowny
                                                    > swojemu i to DZIECKo ma teki mozliwosci....
                                                    >
                                                    > Pozdrawiam
                                                    > mag


                                                    > PS. Standart zycia dziecka -= standart zycia obojga rodzicow- ojca tez.

                                                    Aby ochłodzić trochę twe zacietrzewienie dodam, bo moze o tym nie wspomiałam
                                                    wczoraj, ze niestety tego owego ojca nie stać, przy obecnej wysokości
                                                    alimentów, aby zapewnić swemu drugiemu dziecku szkołę prywatną ( mimo, ze
                                                    aktualna małżonka od zawsze pracowała i pracuje ), a tym samym ten równy
                                                    standard życiowy, o którym tyle było mowy. I co ty na to?
                                                    Mało tego, w orzeczeniu rozwodowym sad zaznaczył, ze MATKA MA BEZWZGLĘDNY
                                                    OBOWIĄZEK, skonsultowania z ojecem wyboru szkoły dla dzieck a (i pare innych
                                                    rzeczy). Matka ten zakaz sądowy złamała, a jedynym kontaktem w tej kwestii
                                                    było złozenie pozwu o podwyzszenie alimentów.
                                                    Pozdrawiam
                                                  • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 23.04.04, 08:27
                                                    To trzeba bylo przedstawic to w sadzie. Ze zakaz zostal zlamany. Ze ojciec
                                                    chcial , probowal i tu podac przyklady ilerrazy probowal i w jaki sopsobr
                                                    rozmawiac z matak o wyborze szkoly ale przed pozwem ...
                                                    Ze mial propozycje - bo tez sie przygotowal do tej sprawy..
                                                    Jakie propozycje i rozwiaznia mial itd...

                                                    A mial propozycje, probowal rozmawc z matak?
                                                    Bo to trzeba tak przynajmniej rok wczesniej zainteresowac sie szkola....

                                                    Mag
                                                  • domali Re: a może by tak drogie Panie...... 23.04.04, 08:28
                                                    mag_p napisała:

                                                    > Mikawi - ale t na tyle godzin jest destrukcyjne dla dziecka i zaden psycholog
                                                    > sie pod tym nie popiszdpisze- chyba ze swietlica wzorcaw..

                                                    Och tak, psycholog... Jak nie ma wyjścia to i psycholog pośle swoje dziecko do
                                                    świetlicy (vide moej rodzeństwo, dzieci psychologa i nauczyciela). Poza tym nei
                                                    w każdym mieście jest prywatna szkoła. I co wtedy? Dla dobra dziecka w wieku 7
                                                    lat internat?
                                                  • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 23.04.04, 08:44
                                                    Wtedy wybiera sie opcje - ktos przychodzi po dziecko. Oplaca sie pania ktora po
                                                    np. 3 godzinach w swietlich przyporwadzi dziecko do domu , pomoze mu w nauce
                                                    itddd.


                                                    Mag

                                                    PS Domali - pomyslow na rozwiaznie jest wiele , trzeba tylko chciec. I nie
                                                    zawsze najmniejszym kosztem = najelipej I nie zawsze Nam tak bylo dobrze i my
                                                    dalismy rade to i dziecko da. Dzieci sa rozne. maja rozne potrzeby - jesli nie
                                                    wiesz zapytak Mamy...
                                                  • domali Re: a może by tak drogie Panie...... 23.04.04, 08:50
                                                    Ależ oczywiście, że dzieci różne, można rozwiązać. Tylko drażni mniepodpieranie
                                                    się psychologiem, ale generalizowanie, ze świetlica to zło konieczne (tak jak
                                                    żłobek), za to prywatna szkoła albo opiekunka super.
                                                    Każdy chce dać dziecku to, co najlepsze. To normalne. Ale nie na siłę, bo
                                                    zasada 'postaw się, a zastaw się' na długo się nie sprawdza.
                                                  • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 23.04.04, 08:58
                                                    Domali - zapytaj mamay - ze sa czasem dzieci , dla ktorych rodzice pewne rzeczy
                                                    musza robic na zasadzie zastaw sie a postaw sie...
                                                    Nie by sie gdzies pokazac , ale by te dzieci mialy szanse przejsc szkole i
                                                    przedszkole bez naprawde duzych przeszkod ..

                                                    Mag
                                                  • jayin Re: a może by tak drogie Panie...... 23.04.04, 10:01
                                                    domali napisała:

                                                    > Ależ oczywiście, że dzieci różne, można rozwiązać. Tylko drażni
                                                    mniepodpieranie
                                                    >
                                                    > się psychologiem, ale generalizowanie, ze świetlica to zło konieczne (tak jak
                                                    > żłobek), za to prywatna szkoła albo opiekunka super.

                                                    A ja moją szkolną świetlicę wspominam z rozrzewnieniem wręcz...wink I mając do
                                                    wyboru świetlicę albo drogą opiekunkę, czy internat (??? Brrrr... "Internaty"
                                                    polubiłam dopiero na etapie akademickim..smile) - to zawsze wybiorę świetlicę.
                                                    Nawet jak będę zarabiać znacznie powyżej przeciętnej :>
                                                    Ale to taka moja osobista dygresja.

                                                    Do prywatnych szkół nie mam ani zastrzeżeń, ani też wyjątkowych pochwał. Ot,
                                                    szkoła jak inne - tylko więcej $ na nią się wydaje (tak jak ze studiamiwink...
                                                    Tzn porównuję szkoły z mojego "terenu", które znam i do których uczęszczają
                                                    dzieci z mojej rodziny, albo dzieci znajomych.

                                                    A do opiekunek mam podejście ambiwalentne. Nie zostawiłabym swojego dziecka z
                                                    żadną. Chyba, że byłaby to bardzo dobra znajoma osoba, której jestem pewna :>
                                                    Sama zresztą kiedyś opiekowałam się maluchami znajomych - i to nie za bajońskie
                                                    sumy, tylko właściwie grosze "pro forma", albo przysługi wzajemne w kwestii
                                                    pracy/zleceń/itd itp.

                                                    Rozwiązań jest jednak wiele i na szczęście jeśli się trochę pomyśli,
                                                    pokombinuje - nie wiążą się z wydatkami przerastającymi i groźnie
                                                    uszczuplającymi domowy budżet.
                                                    I ufff... Bo inaczej to bym zwariowała myśląc, skąd wziąć np. 2000 PLN na samą
                                                    opiekę nad dzieckiem i szkołę...

                                                    pozdr.

                                                    Joanna
                                                  • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 23.04.04, 10:03
                                                    Jain a nie widzisz wyjsc posrednich. trocze siwetlica - apotem pani ktora
                                                    zwiaiezie na zajecia dodatkowe - dopuki nie moze jezdzic sam pilk nozna ,
                                                    jezyk, basen itd..
                                                    przeuce to dziecko w siwetylicy nie rozuiwaj sowich zaintrersowan - dostaje
                                                    minimum...


                                                    Mag
                                                  • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 23.04.04, 10:09
                                                    Wiecxie co zara wszystkie macochy - okarze sie ze majanjak njlepsze wspomnienia
                                                    z swietlicy - to skad te narzejkania obecne rodzicow na swietlice. Wiem bo mam
                                                    scily kontak z e srodwoiskiem i wiem ..
                                                    No ci wszystkim bylo ekstra i super. I zostawialy tam dzieci w tej szkole na
                                                    caly dzien 11- godzin itd. Na zajecia dodtakowe jezdzily sam w wieku 7 lat a
                                                    jak nie to nie jedzily wogoel ..
                                                    mam nadziej , ze zgdonie z waslnym doswiadczeniam i fatkem , ze jkazda matak
                                                    zapewnia dziecku co najlepsze wyslecie WLASNE dzieci do tejze sszkoly na 11
                                                    godzin do siwtelicy - bez zajec dodatkowych...

                                                    I to tyle co mam do powiedzenia w tym temacie...
                                                    Chcialabym sie tylko spotakc z Waszymi dziecmi za 20 lat i zapytac jak bylo?

                                                    mag
                                                  • mikawi Re: a może by tak drogie Panie...... 23.04.04, 10:33
                                                    znowu podeprę się doświadczeniem swoim i swojej siostry - obie chodziłysmy na
                                                    zajęcia dodatkowe w szkole - odpłatne (angielski, zajęcia taneczne, kółko
                                                    teatralne), młoda chodzi na zajęcia dodatkowe do teraz - CODZIENNIE na inne,
                                                    więc ma zajęty dzień codziennie do około 17.00-18.00 a potem musi jeszcze
                                                    odrobic lekcje i znaleźć miejsce na czas wolny (i znajduje, ostatnio założyła
                                                    swoją stronę internetową)
                                                    a moje dzieci? jeśli oboje z ich ojcem będziemy pracować, nasze dzieci pójdą na
                                                    świetlicę po lekcjach, jeśli da się to pogodzić z zajęciami dodatakowymi (kółka
                                                    zainteresowań w szkole) tez będą na nie chodzić (jeśli będa chciały). I sorry,
                                                    nie będę wyrywać sobie włosów z głowy jakie te moje dzieci biedne i
                                                    pokrzywdzone przez los bo nie będę tak uważać.
                                                  • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 23.04.04, 10:49
                                                    I BARDXZO DOBRZE. Realizujesz swoj pimysl na zycie..
                                                    i wychowanie. A inne kobiety realizuja Saoj. Co nie znaczy ze Twoj jest dobry,
                                                    a ich zly. Ty masz prawo doswojego one do swojego..

                                                    Mag
                                                    PS.Napiszesz- ale za swoja jkase.. Owszem- ale Ojciec tez winnie sie dolozyc-
                                                    tym bardziej jesli go stac.
                                                  • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 23.04.04, 10:57
                                                    Ale nie wiesz czy ocjiec sie zaiteresowal. To nie obowiazek matki zadzownic do
                                                    ojca i prosci o zgde , ale obiwazek ojca zainteresowac sie i zadac pytanie
                                                    wczensiej.. Przynajmnie rok wczesniej jak nie duzo wczesniej ustala sie szkole.
                                                    Ja tez nie zapytalam o przedszkole - a jak bylo pisalam i tez mial pretensje ,
                                                    ze nie takie i "ostatecznie, moze byc', czy teks "yrazam zgde" . Miakwi , to
                                                    chyba nie tak ma wygladac.. Ojciec nie prezes w firmie, a matka nie sekretarka
                                                    zpodaniem...

                                                    Mag
                                                  • mikawi Re: a może by tak drogie Panie...... 23.04.04, 11:03
                                                    po pierwsze proponuję przejśc do innego wątku bo ten zwyczajnie zaczynamy (?)
                                                    zaśmiecać
                                                    po drugie - chyba żartujesz???? trudno żeby ojciec czytał w myślach i
                                                    przewidywł co wymyśli była żona! regułą w tym kraju są szkoły państwowe, skoro
                                                    matka nie chciała posyłać do niej dziecka TO ONA powinna poinformować o tym
                                                    ojca i zaproponować konkretna partycypację w części kosztów prywatnej szkoły a
                                                    nie stawiać go przed faktem dokonanym. Być może ojcu szkoła prywatna nie
                                                    przyszła do głowy właśnie z powodu ograniczeń finansowych (również swoich).
                                                    Zastanów się co za absurd napisałaś. I przejdźmy do wątku majki założeonego na
                                                    okoliczność kontynuacji tej dyskucji.
                                                  • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 23.04.04, 11:13
                                                    Nie moja Droga. Nie zartuje.Nie trzeba czytac w myslach matki. Normalin
                                                    rodzice - interesuja sie zycoiem dzieck ai wiedza, ze rok - conajmniej
                                                    wczesniej trzeba zapytac co ze szkola. Bo matak musi o tym pamietac. matak tez
                                                    to nie robi na widzimisie i nie w ostaniej chwili. To tak samo obowiazek ojca
                                                    jak i matki.Wiec jesli nie zainteresowal sie wyborem szkoly to wybacz.. nikt na
                                                    sile nie bedzie go tym klopotal.
                                                    Prawda jest taka ze mie dziecka tez nikt nie przypominaze ma pomyslec o szkole.
                                                    A jesli sie jest w rodzine rozwiedzionej , tzeba to robic jeszcz e wszcniej ze
                                                    wzgledu na brak porozumnie. Wiec ja bym pytala poltor roku wczesniej czy juz
                                                    mysli o szkole i czy zastaniwal sie na dprobelme i jaki ma pomyslsy . Bo ja tak
                                                    i mamtakie.. A ona swoje.. I teraz czyj pomysl jest lepszy - ten realizowany..
                                                    mag/
                                                    Nie mozna byc tylkotym od ztwierdzania - to nie rola ani ojca ani matakio. Roal
                                                    matki i ojca jest bycie aktywnym, bysie beirnym... i tylko od ztwierdzania -to
                                                    jest pan urzednik- i to petentow frustujee...

                                                    Mag
                                                  • mikawi Re: a może by tak drogie Panie...... 23.04.04, 11:21
                                                    myślę że się nie dogadamy, zauwaz w takim razie, że tak samo matka mogłaby
                                                    rzec "słuchaj nasze dziecko idzie do szkoły i zastanawiam się nad szkołą
                                                    prywatną z takich i takich względów" - bo to matka jest z dzieckiem na codzień
                                                    i na codzień widzi jak się rozwija i z czym ma problemy i powinna te problemy
                                                    sygnalizowac ojcu. I nie chodzi o zatwierdzanie przez ojca czegoś, tylko o
                                                    wspólną decyzję, która niesie za sobą dlugoterminowe konsekwencje choćby
                                                    finansowe, na ktore ojciec musi być w takiej sytuacji przygotowany. A tutaj -
                                                    mamusia zdecydowała ale płacić ma tylko ojciec. No, ale sam jest sobie według
                                                    ciebie winny. Rewelacja. Kończę dyskusję w tym wątku z powodów już opisanych.
                                                  • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 23.04.04, 11:30
                                                    Tak matak jest na codzien i powiem Ci cos. ojciec twierdzi , ze chce i
                                                    uczesytniczy czynnie w zyciu dziecka. Wiec jesli chce i uczestinczy to czemu
                                                    nie On.. Ona zapalanowala i realizuje- zamozna wiedziec co ojciec zaplanowal.
                                                    Czy zastanawl sie jak to besiewygladalo.. czy na zasadzie to rola mataki , to
                                                    ona powinna.
                                                    Sluchaj Mikawi - byl zainteresowany wsparawie - wiinen byl zapytac.

                                                    Ustalmy cos - jesli chce sie buc rodziecm , to rodzicem trzeb abyc. Czyli
                                                    zaiteresowanie itdd. A lie dziecko ma lat itd. wie sie bez bycia z nim
                                                    nacodzien. A tatusiwei by chciely by matki grzecznie prosily, zorganizowaly a
                                                    on sie zgodzi lub nie. Chcesz byc czynny -badz.
                                                    Ale ne na zasadzie ona winna mnie informacja- ale sam sie bede informowal. jak
                                                    ja chce cos relaizowac, nie prosze o infrmajcie eks sams zdobywam i wiem , ze
                                                    ludzie myslao szkole przynajmniej z dwuletnim wyprzedzenien.To nie nowina. I
                                                    trzeba pamietac o tym jesli chce sie byc Rodzicem.....

                                                    Rola matki nie poleaga na iformowaniui czekaniu na zwtirdzenie badz nie. Owszem
                                                    jej puntk widzenie jest kepszy - bowiecej spedza cxasu z dzieckiemi na jej
                                                    barkai spadnie organizacja tego wszytskiego, Ale chec uczestnictwa -w tym
                                                    trzeba zloscia...
                                                    Mag
                                                  • jayin Re: a może by tak drogie Panie...... 23.04.04, 16:49
                                                    Mag, no co ja poradzę, że mam dobre wspomnienia...smile? Tak samo ze szkoły. na
                                                    zajęcia dodatkowe (to były jeszcze piękne czasy grup tanecznych klasy "Gawęda"
                                                    i inne takie...wink - łaziłam sama, albo z koleżanką z klasy od kiedy skończyłam
                                                    8 lat - wcześniej i potem też - ale rzadziej - "prowadzała mnie/nas" mama,
                                                    albo mama koleżanki owej, albo ojciec któryś, albo jeszcze ktoś, kto miał czas,
                                                    a prowadził swoje dziecko do MDKu... więc przy odrobinie fantazji i postarania
                                                    się - za opiekę nikt nie musiał nikomu płacić...wink

                                                    więc - może naiwnie? - wierzę, że tak się da.

                                                    Moi znajomi, i ich dzieci - kuzynostwo itd. - zazwyczaj też nie narzekają na
                                                    to. Co prawda - są też moje znajome dzieciaki w wieku lat 8 i 9, które marudzą,
                                                    że muszą iść do świetlicy, bo wolałyby posiedzieć w domu przy komputerze,
                                                    zamiast coś poczytać, pobawić się z klasowymi przyjaciółmi itd itp.. ale to już
                                                    chyba znak czasów smile
                                                    wychodzę z założenia, że świetlica NIE ROBI krzywdy dziecku.
                                                    A zajęcia dodatkowe (pozaszkolne - bo teraz gro szkół/przedszkoli prowadzi
                                                    zajęcia na swoim terenie - języki obce, taniec, korekta, rytmika itd itp - moja
                                                    mała ma tak w przedszkolu właśnie, a dzieciaki znajomych - w podstawówce, a
                                                    drugie w gimnazjum) odbywają się NIE TYLKO w godzinach południowych, kiedy
                                                    rodzice pracują, ale można znaleźć zajęcia, które będą prowadzone np. o godz.
                                                    17.00, albo i 18.00 - tak jak basen, tańce, języki obce. Wiem, bo sprawdzałam
                                                    niedawno w lokalnych i rodzinnych (łódzkich i szczecińskich) placówkach tego
                                                    typu (domy kultury, szkoły językowe, OSiR-y itd).

                                                    Więc...
                                                    jak dla mnie - można sobie i bez niepotzrebnych jak dla mnie nakładów
                                                    finansowych też poradzić.
                                                    ale to tylko MOJE zdanie i oczywiście nic mi do tego, jeśli ktoś chce robić
                                                    inaczej, bo inaczej uważa.
                                                    ale wtedy musi sie liczyć z tym, ze dla mnie pozostanie to niezrozumiałe i
                                                    niepotrzebne, bo ja widze jednak tez inne rozwiazanie, z ktorego de facto
                                                    korzystam.

                                                    pozdrawiam ciepło

                                                    Joanna
                                                  • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 23.04.04, 08:56
                                                    Wiesz to zalezy o czym rozmwiaja .. Na pewno psycholog powienie zobaczyc
                                                    dziecko. Pewne problemy moze omawiac przy dziecku .. Ale ja takie tematy
                                                    drazliwe , trudne wole rozmaiwac bez. Alebo mam jkogos ktozajmeisie dzieckiem
                                                    i prosze by po rozmowie dziecko weszlo i wtedy psycholog rozmaiwa z dzieckiem,
                                                    albo najpierw ide sama do psychologa. Mowie mu co ja widze c, co jam ysle.
                                                    niektore problemy rozwoazujemy bez dziecka .. a potem jest druga wizyta z
                                                    dzieckiem i wtedy kjnie mowie o tych drazliwych kwiestaich a psycholog pamieta
                                                    o nich i rozmaia zem na potem .. Wiesz nie wszystko powinno byc poruszane przy
                                                    dziecku . Przynajmniej wg .mnie i jesli sa to kewstie dotyczace np. rodzicow...
                                                    Mag
                                                  • lubstej Re: a może by tak drogie Panie...... 22.04.04, 17:05
                                                    widzisz Majka, jestes podlym, bezwstydnym babskiem, wredna next ktora tylko
                                                    patrzy jak by wykorzystac informacje w dbaniu o swoj, egoistyczny interes!
                                                    oczywiscie wraz z obecnym mezem, ktory jest jeszcze wiekszym gnojem i padalcem!
                                                    a tak w ogole to ci niewierze, pewnie okradacie dziecko i uboga ex zeby wam sie
                                                    lepiej zylo i jeszcze sie z niej smiejecie!
                                                    ex opiekuje sie dzieckiem 24/dobe i z tego tytulu MUSI dostawac pieniadze!
                                                    a wyobrazasz sobie jakby sie czulo dziecko, gdyby mamusia na paznokciach miala
                                                    lakier bell a nie lancome, toz by dziecko musialo isc na dlugotrwala terapie do
                                                    psychologa!
                                                    _________________
                                                    majka,
                                                    wiem ze to ci nie wiele nie pomoze, ale bardzo dobrze Cie rozumiem i wspolczuje
                                                    i nie dajcie sie, nawet jesli mag twierdzi ze powinniscie calowac ziemie po
                                                    ktorej chodzi ex kiedy ta np. pozwoli zobaczyc sie z dzieckiem
                                                    trzymaj sie majka smile
                                                  • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 22.04.04, 17:11
                                                    Nie powiedzialam , ze jest wredna . Ale zauwazylam , ze te same informacje
                                                    mozna roznie iterpretowac...
                                                    Jesli dziala na szkode dziecko i nie wydatkuje alimentow na dziecko -
                                                    oczywiscie mozna uzywac tych informacji i to jak najbardziej !!!!!!!!!!
                                                    ale co innego jesli informacja - nie do konca jest taka, tylko interpretacja
                                                    jest tak..

                                                    Bo jesli informacja - oczywiscie jak najbardziej ok. I trzeb a wlaczyc by
                                                    dziecko dostawaolo cieo sie nalezy. Czyli placone byla prywatan szkola ,
                                                    chodzilo na zajecie dodatkowe - wszystko to co zostalo ujete w alimentach...

                                                    I jesli nie ma scigac, scigac, scigac...

                                                    Ciekawe co ja mam zrobic , bo szykuje mi sie miesiecznie nowy wydate w dosc
                                                    pokazniej sumie i kilka wydatkow tez nie ujetych - a zwiazanych z wiekiem
                                                    dziecka.. - chyba powinnaw wystpic o powyzszenie - bo skoro rozliczenie tak
                                                    skruulatne....

                                                    Mag


                                                    ma
                                                  • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 22.04.04, 17:27
                                                    Zle skojarzenie..
                                                    Widzisz to samo tylko w przeciwnym kierunku mozna powiedziec o Tobie. To nie
                                                    obrazaxza , to rzeczywisyttosc. Takie fakty..
                                                    A czemu Ty nie zastaniowisz sie jak czytasz , ze pszyszla nowa macocha na
                                                    forum , ktora za czasow malzenstrwa dlugo byla przyjaciolka obecnego faceta -
                                                    oczywiscie nie rozbila malzenstwa...
                                                    Ale nie intrpretujesz na niekorzysc...
                                                    No cuz ja interpretuje - bo w moim tez taka "ptrzyjacolka" i doradczyni
                                                    byla.... i nie ma je za zle, teraz to i wdzieczna jestem, ale.. co tu kryc jak
                                                    czytam to intrpretuje zgdonie z doswiaczeniem - tajk jak przyjacolka - inaczje
                                                    jnterpretuje moje wypowiedzi..

                                                    Mag
                                                  • majka1970 Re: a może by tak drogie Panie...... 23.04.04, 08:04
                                                    mag_p napisała:

                                                    >
                                                    > A czemu Ty nie zastaniowisz sie jak czytasz , ze pszyszla nowa macocha na
                                                    > forum , ktora za czasow malzenstrwa dlugo byla przyjaciolka obecnego faceta -

                                                    I znowu nadinterpretacja: primo- nie byłam ani, przyjaciółką ani długo,
                                                    znałysmy się po prostu . Secundo: czytaj uwaznie posty: nie przyszłam i nie
                                                    ukradłam męża. To ona odeszła zabierajac ze soba wszystko do nowego mieszkania
                                                    i nowego meżczyzny.
                                                    Nie pisz o niewłaściwej interpretacji przedstawionych faktów, skoro sama jestes
                                                    skłonna do czyneienia tego i do snucia tendencyjnych domysłów.

                                                  • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 23.04.04, 08:41
                                                    A ja mysle , ze Ty tez patrzysz , przez pryzmat swoich doswiadczen.

                                                    Ty tez i bawet to co napislam do lubstej - w oderwaniu od Ciebie wzielas do
                                                    siebie. Mniew zyciu nikt tak njak kto okreslilas nie skrzywdzil. Chodzi mi
                                                    raczej o podwojna moralnosc... To trudno wytlumaczyc itd.. Ale poczytaj sobie -
                                                    zadan z macoch nie spotakal swego obecnego w czasie malzentwas- ale wiekszosc
                                                    byla jak sie rozwodzil .. Nie chodzi o zabieranie , ale o to ze w momenice gdy
                                                    w kryzysie malzensto jest samo - bez ososby trzeciej , przyjacolki , pani ktora
                                                    wysluch i zrozumie bednego zgnebionego.. to ma sznase wyjsi na prosta , ale w
                                                    momencie gdy ta osoab trzecia jest - nie...
                                                    To raz . Dwa zgadzam sie , ze jest roznie.. ElAle co mnie dziwi , ze Wy w tym
                                                    wszystkim tak uczestniczycie , ze Was to bardziej obchodzi niz tych facetow ,
                                                    ze bardziej nienawidzice eks niz onci i wlasiwie zyjecie to nienawiscia. i co
                                                    by nie zrobila jest i tak skrytykowane ....
                                                    Ubiera sie zle, nie dbao siebie zle... Wiecie co robi , co mowie jaka ssje a
                                                    zazwyczaj jest "zla, glupia., brzydka itd..."
                                                    Poczytaj sobie wasze wypowiedzi. Wy nie zyjecie Waszym zycie , tylkonienawisc
                                                    do eks..
                                                    Ja bardzo zadko sie skarze na mojeg eks , na partenrke - nigdy .. Nie oceniam
                                                    jej...

                                                    Zazwyczaj wy jestescie motroem ich dizalan - oni sami z siebie by polowy tego
                                                    nie cheili nie walczyli itd...
                                                    Wchodicei w uklad ktory Was - powiem szczerze nie powinie dotyczyc . I dziwi
                                                    mnie i bulwersuje ze tak bardzoo latwo oceniac kobiety ktorych czasem tak
                                                    naprawede nie znacie , oceniacie ich dzieci , sprawdzacie co gdzie kupuja, co
                                                    mwia , jak sie zachowuja... To mnie przeraza...
                                                    Ja tak nie robie..
                                                    Czy Wy nie macie wlasnego zycia ?
                                                    Czy oprocz miloasi do obecnego i nieawisci do eks nie macie w sobie innych
                                                    uczuc. Czy nie mozecie przestac myslec o kes...
                                                    Sa laiemty -= jest kobieta - ale Ty wiarzac sie z Tym facet wiedzialas jaka ona
                                                    jest i co clae zycie bedziesz zyla wojujac.. Walczac ? nianwaidzac ?
                                                    Ja tego pojac nie moge i to do kogos , kto wlasiwe w zadne spsob z Toba nie
                                                    jest ziwazny...
                                                    A jesli jest to dlatego ze to Ty podjelas taka decyjze.I byla w tej kofortowej
                                                    sytuacji ze ja znalas......

                                                    A jesli milosc byla sielniejsza , to niech tak zostanie..To pisz o milosci nie
                                                    nieawicsi.. I przetan pietnowac jej kazdy ruch., Jesli jest zla - zycie3 ja
                                                    oceni...

                                                    <Mag
                                                    Mag
                                                  • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 23.04.04, 08:17
                                                    Co do podzialu - wyprowadzila sie - to znaczna czesc majatku zostawila...

                                                    Co do secudno - znowu nie pislam o tobie. Meza nie mozna ukrasc, mozna
                                                    natomiast sprawic iz by nie chial naprawiac i wlaczyc o sowje malzenstow...
                                                    a wola wybrac proste rozwiazanie..

                                                    Mag
                                                  • majka1970 Re: a może by tak drogie Panie...... 23.04.04, 11:03
                                                    Co do podzialu - wyprowadzila sie - to znaczna czesc majatku zostawila...

                                                    Uzupełniem: wyprowadziła się ze WSZYSTKIM ( rzeczy wspólne+ prezenty slubne +
                                                    rzeczy małżonka- bo jej były bardziej potzrebne) , mieszkania zabrać nie mogła,
                                                    bo nie było jej. Po powrocie małżonek wszedł i zdębiał, dopóki nie znalazł
                                                    kartki myslał, ze mieszkanie zostało okradzione.
                                                  • majka1970 Re: a może by tak drogie Panie...... 23.04.04, 07:59
                                                    Dzięki, dzięki, dzięki.
                                                    Jak wspomniałam, nie liczę na wiele w sądzie, ale dzięki za wsparcie, bo chyba
                                                    tylko dzięki niemu i bezinteresownej życzliwosci wielu obcych ludzi nie
                                                    popadłam w totalne zwatpienie.
                                                    Dzięki za każde cieple słowo.
                                                  • lideczka_27 Re: a może by tak drogie Panie...... 22.04.04, 23:31
                                                    majka1970 napisała:
                                                    Mój mąż nigdy nie wniósł o podział majatku, poniewaz wspólnie doszlismy do
                                                    wniosku, ze skoro dziecko jest przy niej, niech niczego jeje nie brakuje, jakos
                                                    się powoli wszystkiego "dorobimy"

                                                    A TO JEST BŁĄD!!! Piszę z perspektywy doświadczeń własnych. My zrobliliśmy
                                                    dokładnie to samo i z tych samych powodów - skoro dziecko było przy matce, a ta
                                                    byłaby obciążona spłatą długów, to dziecku powodziłoby się gorzej, gdyż matka
                                                    mająca skromniejszy budżet, musiałaby wiele rzeczy odmówić dziecku, w pierwszym
                                                    rzędzie spłacać zobowiązania a potem dopiero łożyć na nie. Tak postanowił mój
                                                    mąż, gdy eks porzuciła go dla innego. Jeśli chodzi o dorobek, zrobili podział
                                                    "na gębę" - tzn. M. był w pracy, a eks spakowała to co należało do niej
                                                    (panieńskie dobra, to co otrzymali od jej rodziców w trakcie trwania małżeństwa;
                                                    przy okazji zawłaszczyła parę rzeczy już nie należących do niej jak np.
                                                    pamiątkowy komplet srebrnych sztućców po prababci mojego M etc.). Mój M. machnął
                                                    na to ręką i cieszył się, że mieszkanie babcia dała mu aktem darowizny jako
                                                    jedynemu właścicielowi zaznaczając, że nie chce, by "w razie czego" jej dorobek
                                                    ciężko wypracowany przez tyle lat poszedł potem w obce ręce niezasłużenie - tym
                                                    sposobem mieszkanie ocalało, choć eks kazała je sobie spłacić w połowie, bo
                                                    zorientowana w prawie nie była wink Więc do podziału majątku jako takiego
                                                    nieoficjalnie doszło, ale... wszystkie długi, zaległe opłaty, debet i
                                                    wyczyszczone konto przejął mój M. Sprawa wyglądała tak, że w trakcie choroby M,
                                                    gdy długo nie mógł chodzić i był przykuty do łóżka, eks przygotowywała się do
                                                    odejścia. Dokładnie wyczyściła konto M (sama miała swoje, gdzie spływała jej
                                                    pensja, a do konta M była dopisana i wyciągnęła z niego wszyściutko - łącznie z
                                                    odszkodowaniem i poborami M, które tam wpływały). Do tego nie opłacała ŻADNYCH
                                                    rachunków, więc gdy M został sam - sam spłacał te zadłużenia. Kradzież z konta i
                                                    nieregulowane opłaty to było spore zadłużenie. A do tego pozostały zadłużenia
                                                    ich wspólne: kredyt na auto (skradzione; odszkodowanie w całości zabrała ona),
                                                    debet na koncie oraz raty za sprzęt, który zabrała, ale umowa była sporządzona
                                                    na mojego M.
                                                    Z dniem odejścia (po pierwszej rozprawie rozwodowej) M został z wszystkimi
                                                    długami oraz zasądzonymi alimentami - i to wszystko wziął na siebie z przyczyn
                                                    jak pisałaś wyżej. A dlaczego piszę, że to błąd? Bo takie "janosikowe" podejście
                                                    prowokuje u drugiego człowieka odruch całej ręki (dasz pół palca...). Nasza eks
                                                    nie doceniła gestu M, tego, że w tak znaczny sposób ją odciążył, tylko jeszcze
                                                    zażądała, by M ją SPŁACIŁ. Jak pisałam, wzięła to co było jej, a to co zostało w
                                                    domu, a było zakupione podczas trwania małżeństwa (np. zestaw wypoczynkowy
                                                    sprezentowany im przez rodziców M) kazała sobie w połowie spłacić PO KOSZTACH
                                                    ZAKUPU (nie istotne, że sprzęt był już stary i eksploatowany także przez nią).
                                                    Do tego doliczyła koszty poczynionych remontów i wszystko po cenie jak za nówkę
                                                    mimo iż tego używała i zniszczyła (np. porżnięte podłogowe panele, które
                                                    zniszczyła przesuwając meble z których wystawał gwóźdź, zaniedbane płytki w
                                                    łazience z grubym osadem mydła i rdzy, nie używała deski do krojenia i blaty
                                                    mebli kuchennych były porżnięte nożem; przypaliła kanapę, bo prasowała na niej,
                                                    choć deska stała w kącie itd. itp). No więc jak zażądała tej spłaty wycenionej
                                                    na kolejne tysiące, to M już się wściekł. I poinformował ją o fakcie, że:
                                                    wszystko co było zakupione podczas trwania ich małżeństwa jest wspólne, dlatego
                                                    też to co już zabrała, też w części musi spłacić mojemu M, tak jak jej się
                                                    należała część tego co pozostało w mieszkaniu M. I powiedział jej, że jeśli chce
                                                    takiego podziału, to wobec tego rozliczają się ze wszystkiego - czyli z tych
                                                    długów, z jakimi go zostawiła także. Szczęka jej opadła, bo myślała, że M da się
                                                    wydoić bez opamiętania. Sprawa miała się znaleźć w sądzie - z obliczeń wyszło,
                                                    że należność dla eks stanowi 1/4 tego, co była winna mojemu M., więc dla nas
                                                    niezwykle korzystnie. On zapytał mnie wtedy co o tym myślę, a ja mu poradziłam,
                                                    by sprawy zostawić jakimi są. Eks zadzwoniła wtedy i błagała, żeby M nie wnosił
                                                    o ten podział, a on jej odpowiedział, że musiałby być nią, by okradać własne
                                                    dziecko i odłożył słuchawkę. Pewnie taki kamień jej spadł z serca, że aż blokiem
                                                    zatrzęsło wink
                                                    Te długi spłacamy do dziś, ale już niewiele zostało - od lipca zaczynamy nowe
                                                    życie, z większym budżetem. W tym czasie zdążyliśmy odchować dziecko i obyło się
                                                    bez zmniejszania alimentów, co ponoć jest regułą gdy bydlak śmie zakładać nową
                                                    rodzinę i dalej się rozpleniać wink Ja, choć bezrobotna, "bo mi tak wygodnie", jak
                                                    by to stwierdziła mag (wychowuję kilumiesięcznego syna i córkę męża i ani mi się
                                                    śni zapisywać małego do żłoba a na opiekunkę mnie nie stać, bo krzyczą tyle, ile
                                                    mogę zarobić w szkole) spełniam obowiązek względem rodziny prowadząc dom oraz
                                                    dorabiam na ile pozwala mi czas (już nie tyle, ile mogłam, gdy byłam w ciąży, bo
                                                    teraz chcę swój czas poświęcić dzieciakom). Potrafię tak rozporządzić naszym
                                                    skromnym budżetem, że zaspokajam wszystkie nasze potrzeby (WSZYSTKICH dzieci
                                                    mojego M oraz nasze - i nic się nie odbywa kosztem pierwszego dziecka M, więc
                                                    mag może być spokojna).
                                                    Uważam, że sprawy majątkowe powinny być regulowane prawnie, bo nie wierzę, by
                                                    wszelkie umowy "na gębę" miały sens, gdy dotyczą skłóconych ze sobą
                                                    współmałżonków. Wiesz o tym Ty, wiem ja, wiedzą niektóre macochy i te dziewczyny
                                                    samodzielne, które do tej pory spłacają wspólne kredyty zaciągnięte ze swoimi
                                                    byłymi mężami, którzy mają tyle w sobie ambicji i godności co ja brudu za
                                                    paznokciem (czyli zero wink)) )

                                                    pozdrawiam ciepło
                                                    jeszcze nie senna, bo po kawie wink
                                                    lida
                    • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 11:04
                      Jeszcze co mi sie niepododba.. Zachowujecie sie troche jak dzieci w piaskownicy.
                      "Pasozyt", "beton" .. Nie umiecie rozmaiwac bez wyzwisk, przezwisk...
                      Jesli tak to powiedzenitezz piaskownicy :"Kto sie przezywa , tak samo sie
                      nazywa"


                      Mag
                      • lubstej Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 11:26
                        mag czytaj ze zrozmieniem
                        nie powiedzialam ze samodzielne to "beton"
                        uzylam tego okreslenia do sposobu myslenia
                        okreslam tak ludzi, do ktorych nie trafiaja zadne argumenty oprocz wlasnych,nie
                        potrafia spojrzec szerzej, taki groch o sciane

                        natomiast po opisie przez mikawi praktyk "ich" eks uwazam ze na miano pasozyta
                        zsluzyla sobie w zupelnosci
                        • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 11:32
                          Lubstej , przezywanie i obraznanie pozostaje nim..
                          Wiesz wiele samodzielnych mogla by powiedziec o obecnych "ta kurwa"
                          - inie odnosnie wszystkich i nie oceniajac jej ososbe, ale sposob
                          postepowania.... a jednak nie robia tego... a oo byly partenrze - ten .. i tu
                          by tez mozna znalesc kilka okreslen..

                          Mag

                          • mikawi Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 11:47
                            chyba inne forum czytamy w takim razie, bo ja na samodzielnych przeczytałam
                            kilka razy określenia drugiej partnerki eksa typu: panienka, lafirynda, flama
                            (fakt, kurwy nie było ale za używanie słów powszechnie uznanych za obraźliwe -
                            do ktorych "ta kurwa" niewątpliwie należy - mozna zostać zabanowanym);
                            natomiast co do eks męzów - skur..., debil, psychopata też się samodzielnym
                            zdarzyło
                            • mag_p Re: a może by tak drogie Panie...... 21.04.04, 12:07
                              Tak - ale o was staramy sie pisac Partenrki itd..
                              Zgadza sie MIkawi - zadzaly sie przypadki i to dawno.
                              natomiast stale i "starre " bywalczynie staraj sie odnosnic jesli nie grzecznie
                              to obojetnie.
                              "Partnerka"."Druga Zona".
                              Ja ta najbardziej lubie Partnerka - bonie musze wiedziec czy maja papairerk czy
                              nie..
                              Natomiast pasozyt- tez jest obrazliwe.
                              "ta ku