Po ostatniej wizycie...

12.02.04, 12:32
...mojego faceta u dziecka widzialam zdjęcia dziewczynki.
Wicie dziewczyny trochę mnie poraziło. Jej wada wzroku jest wyraźnie się
pogorszyła. Próbowałm delikatnie zapytać o to mojego m. na zasadzie, że tak
chyba nie było, ale... nie wyszło specjnie. Nie podjął tematu. Mnie się
wydaje, że on też to widzi i ma tę świadomość, ale zwyczajnie boi się o to
zagadnąć eksię. (Może pamiętacie pisałam tu kiedyś, że mój facet i jego matka
boją się panicznie tej eksi i boją się w ogóle wszystkiego co jest z
dzieckiem związane.) .
Co myślicie? Zapytać o to raz jeszcze? Porozmawiać z nim czy się nie wtrącać?
Mnie jest szkoda tej dziewczynki, chociaz nie mam do niej jakiś większych
uczuć (z różnych względów), ale uważam, że tak być nie powinno. W dodatku
przy każdej okazji wizyty w sądzie eksia zażarcie podnosi sprawę wzroku i
leczenia oczywiście jako powód do podwyższania kosztów...
Ponadto na tych zdjęciach mała w ogole jakoś tak mizernie wyglądała.
No nie wiem, poradzicie coś?
Dzięki,
m.
    • nooleczka Re: Po ostatniej wizycie... 12.02.04, 12:36
      Zaproponuj swojemu mężowi żeby zabrał córę do specjalisty - okulisty.


      Pozdrawiam, Ania
      • mmadzia1 Re: Po ostatniej wizycie... 12.02.04, 12:50
        musiałby ją chyba najpierw wykraść z domu b.teściów smile

        a tak na poważnie: myśałam już o tym i mowiłam mu, ale wiesz, on ma jakieś
        głupie opory przed robieniem czegokolwiek poza eksią; ja tego nie rozumiem!
        tego ich strachu jakiegoś, ale nie przeskoczę tego i nie chcę się upierać.
        myślałam może żeby zadzwonić do babci dziecka, bo może ona szybciej zareaguje?
        mała leczy się w tamtym mieście, może mogłaby sprawdzić w przychodni (tez jest
        lekarzem)?
        Sprawa byłaby prostsza, gdyby dziewczynka była w wawie, ale ona przebywa
        niestety tam i co najwyzej czasami, dla pozoru tu ją przywożą na weekend przed
        wizytą.
        niestety w tym moj facet jest totalnie beznadziejny...
        • nooleczka Re: Po ostatniej wizycie... 12.02.04, 14:08
          Mmadziu, skoro piszesz, ze mała jest czasami w wawie, to niech Twój m zapisze
          ją na wizytę u specjalisty w wawie, wtedy, gdy tu będzie. I niech powie ex ze
          ma taki zamiar, niech ona wie o tym.

          Pozdrawiam, Ania
          • mmadzia1 Re: Po ostatniej wizycie... 12.02.04, 14:17
            wiesz co.., to jest chyba wyjście.
            Chyba nawet sama ją zapiszę w każdy możliwy weekend (wizyty są tylko w
            weekendy); cale szczęście są też kliniki czynne w soboty. Co prawda trudno
            przewidzieć kiedy wizyta będzie w warszawie, zapewne przed jakąś rozprawą, ale
            chyba tak zrobimy. Jakoś mi to do głowy nie przyszło..?
            Tylko naprawdę, nie wiem czy mówić ex wcześniej? Jak ją znam to wtedy zrobi
            wszystko, żeby do tej wizyty nie doszło i z dzieckiem i u lekarza. Chyba, że
            przed faktem. Trochę nie fair, ale inaczej się chyba nie da.

            PS. Moja najlepsza przyjaciółka właśnie mnie zganiała, że się znowu wtrącam i
            nakręcam...
    • wiola101 Re: Po ostatniej wizycie... 12.02.04, 13:18
      U nas jest sytuacja podobna do Waszej. Mały też ma wade wzroku oraz problemy z
      układem oddechowym ( matka twierdzi ze to jest astma) oraz moczy się w nocy.
      Niestety jego matka to bagatelizuje a co gorsza śmiem domiemywac że specjalnie
      nie leczy go ponieważ przy kolejnych podwyższkach o alimenty jest to jej mocny
      argument. Ja wielokrotnie zwracałam na to uwage mojemu mężowi i teściowej.
      Niestety, kończy sie tylko na ubolewaniach ze mały ma taką wstretną matkę która
      sie nim nie zajmuje i na tym koniec. Kilka razy juz tu pisałam ze dla mnie jest
      to bardzo drażliwy temat bo mi jest bardzo szkoda tego chłopca. Mój mąż jedyne
      co zrobił to przez chwile zabawił sie w detektywa i jedynie przekonał sie że
      matka żeczywiscie nigdzie go nie leczy i po tym zrobił jej awanturę. Efekt jest
      taki ze zabroniła mu kontaktów z synem. W chwili obecnej nie widział sie z
      małym juz 1,5 m-ca. Ja zawsze wspominałam, ponaglałam o kontakty z małym. Teraz
      nie mówie nic i co gorsza mój M. tez nic nie wspomina. Teściowa tez już mniej
      zaczęła mówić o wnuczku a jedyne o co sie martwi to czy w wakacje nam pozwoli
      go zabrać. Oczywiste jest ze NIE. Denerwuje mnie ich bezradność ponieważ po raz
      kolejny zaszantazowała ich widzeniam z dzieckiem a oni połozyli po sobie uszy i
      cisza. Ile bedzie to trwało? Dla mnie mój M. robi wielki błąd ale ja niestety
      nie jestem, a moze już nie mam siły cokolwiek z tym robić. Przeciez do cholery
      to jest jego syn a on jest jego ojcem. Stważa wrazenie jakby sie jej bał. On
      twierdzi ze ja tak bardzo nienawidzi ze nie chcę mieć z nią zadnego kontaktu
      ale przecież jest dziecko!.
      Dla mnie jest dobrym mężem oraz bardzo dobrym ojcem dla naszej córki. Są bardzo
      ze soba związani. Ale zastanawia mnie dlaczego ojciec tak różnie kocha swoje
      dzieci?
      Kiedyś zapytałam go wprost i odpowiedział mi z Lenką był od dnia narodzin i
      jest z nią bardzo związany, natomiast z Igorem nie. Odszedł od niej jak mały
      miał 6 m-cy. Kontakty przez pierwsze 2 lata były bardzo sporadyczne później za
      moimi napowami stały sie bardziej częstsze. Ale mimo to twierdzi ze czasem syn
      mówił bardzo przykre słowa ( to oczywiście była namowa jego matki)i spowodowało
      to ze czasem nie wiedział jak ma sie zachowac, co powiedziec w stosunku do syna.
      Ja niewiem co o tym myslec i jak się zachowywac.
      Moze coś razem wymyslimy?
      • pysia-2 Re: Po ostatniej wizycie... 12.02.04, 14:19

        Mały też ma wade wzroku oraz problemy z
        > układem oddechowym ( matka twierdzi ze to jest astma) oraz moczy się w nocy.
        > Niestety jego matka to bagatelizuje a co gorsza śmiem domiemywac że
        specjalnie
        > nie leczy go ponieważ przy kolejnych podwyższkach o alimenty jest to jej
        mocny
        > argument.

        Eeeeee...... nie wierze.... nie ma takich matek... chyba....? Co?
        • mmadzia1 Re: Po ostatniej wizycie... 12.02.04, 14:30
          ja nie wiem, ale czasami ich wyrachowanie nie zna granic!
          nasza co pradwa nie twierdzi otwarcie, że zaniedbuje dziecko, po to żeby sobie
          stworzyć możliwość podwyższenia alimentów, ale najpierw wypisuje niestworzone
          historie jak to ciężko ze zdrowiem i jak strasznie ona musi się nabiegać i
          namęczyć i ile wysiłków ponieść a potem widać, że wcale tego nie realizuje.
          nie wiem, możliwe że po prostu nie informuje mojego m. o postępach w leczeniu,
          może to normalny objaw, ale ja po prostu widzę "naocznie", że stan się
          pogorszył.

        • wiola101 Re: Po ostatniej wizycie... 12.02.04, 14:42
          Pysiu a więc mi wytłumacz dlaczego tak sie dzieje.
          W listopadzie 2002r Igor trafił do szpitala z zaostrzeniem astmy oskrzelowej i
          wyciek z ucha. Lezał tam ponad miesiąc czasu. W wypisie ze szpitala jest jasno
          napisane że dziecko ma mieć kontynuacje leczenia oraz kontrolne wizyty w
          poradni pulmonologicznej. Sprawdziliśmy to. Igor w maju 2000r owszem był
          zapisany do tej poradni i wizyta odbyła się 9 maja. Nastepną wizyte miał
          wyznaczoną na grudzień 2000. Niestety, matka z dzieckiem tam sie nie pojawiła
          do dnia dzisiejszego, tzn równiez po wyjściu dziecka ze szpitala.
          Natomiast dostarczyła na rozprawę która była w grudniu ubiegłego roku
          zaświadczenie z przychodni z innego miasta. Nadmieniam ze nie jest to
          przychodnia specjalistyczna i mieści sie od obecnego miejsca zamieszkania
          małego o 100km ( mieszka tam juz prawie rok) Tez to sprawdziliśmy przy pomocy
          dyrektora tej placówki. Okazało sie że dziecko owszem ma tu karte ale ostatnia
          wizyta była w lipcu 2001 gdzie Igor tam trafił ze zwykłym przeziębieniem i nie
          ma więcej wizyt ani wzmianki o astmie. Dodam że pani doktor która wystawiła to
          zaświadczenie jest dobrą znajomą. Absyrdem jest również fakt leczenia dziecka
          na odległość 100km a w przychodni która znajduję sie na tej samej ulicy co
          mieszka mały nie ma żadnej informacji o chorobie dziecka.
          Pysiu nastepny przykład.
          W lipcu 1998r ( mały miał 1.5 roku) tej troskliwej mamusi Igor spadł z balkonu
          ( nie było barierki) na betonowy wjazd do garażu ( wysokość ok 4 m.) Trafił do
          szpitala ze wstrząśnieniem mózgu. Dostawał tam leki odwadnijące i
          przeciwpadaczkowe. Jednak mamusi nie chciało sie z dzieckiem siedziec w
          szpitalu i po 4 dniach wbrew zaleceniom lekarzy ( taka adn. jest na wypisie ze
          szpitala który posiadamy) wypisała go ze szpitala na własne rządanie.
          I co ty na to. Zapewniam cie że podobnych przykładów mogłabym wymienic jeszcze
          wiele.
          • ashan Re: Po ostatniej wizycie... 12.02.04, 17:54
            Wiolu, ale takie działanie matki zagrażą bezpośrednio bezpieczeństwu dziecka! i
            jako takie kwalifikuje się do odebrania jej praw rodzicielskich. Zwłaszcza, że
            macie na to dowody. Nie rozumiem postępowania Twojego męża i argumentów typu:
            nie ma więzi, syn się do niego źle odnosi... Przecież gdybyście byli świadkami,
            jak ktoś katuje obce dziecko, to chyba byście zareagowali? A to jest jego
            dziecko. I on jest za jego życie tak samo odpowiedzialny, jak ona. Zwłaszcza,
            gdy on wie, że dziecko jest świadomie zaniedbywane. Nie możecie tego tak
            zostawić, bo chodzi o zdrowie, a może nawet życie tego małego (z astmą można
            normalnie żyć, ale nieleczona jest stałym zagrożeniem życia).
            Horror.
            a.
            • chalsia Re: Po ostatniej wizycie... 13.02.04, 00:49
              Matka "niezła" ale i ojciec niewiele lepszy. Zaniechanie działania w takiej
              sytuacji, wiedząc co się dzieje, to jak współuczestnictwo.
              Pozdrawiam,
              Chalsia
      • mmadzia1 Re: Po ostatniej wizycie... 12.02.04, 16:13
        Wiesz Wiolu, ja się nie chcę tak strasznie angażówać bo mnie to bardzo sużo już
        kosztowało. Zwyczajnie nie rozumiem ani zachowania eks ale tez swojego faceta.
        Zaobserwowałam natomiast, że od jakiegoś czasu ich relacje słabną. I tak jak na
        początku walka była niemal na noże, tak teraz jak tamta np. odwołuje wizyty to
        już nie ma tekich emocji. Jego mama a babcia dziecka, też jakoś tak osłabła w
        swoich uczuciach. Szkoda mi tej małej, ale w sumie to chyba krzywda jej się nie
        dzieje... Ty masz, widzę, gorszą sytuację. Ja się tylko zastanawiam, jak matki
        tych dieci będa się zachowywały za kilkanaście lat, jak już te dzieci dorosną i
        będa ptrafiły same ocenić sytuację. Ja bym się bała tak postępować.Bałabym się
        swojego dziecka i jego oceny mnie.
        Ja generalnie bardzo to wszystko przeżywałam. Skończyło się na terapii i mam
        surowy zakaz angażowani się zbyt mocno wink Ale, faktem jest że mnie to martwi i
        zlości jak widzę takie rzeczy.
        Nie wiem, czy można coś wymyśleć?
        Tym razem chyba zareaguję tak jak podpowiedział nooleczka; ale jeśli się nie
        uda, to nie wiem włosów sobie z głowy rwać nie będę.

        • mona56 Re: Po ostatniej wizycie... 12.02.04, 22:11
          MMadziu! a moze ty troche przesadzasz z tym twoim angazowaniem sie. Czy jestes
          pewna, ze matka nic z tym nie robi? Z kad wiesz, ze nie byla u lekarza...
          Czy moze byc wlasna matka dla dziecka oziebla i taka, ktora sie nie interesuje
          stanem zdrowia dziecka? Nie chce mi sie wierzyc.To musialby byc naprawde jakis
          WYJATKOWY typ kobiety.
          Wiesz MMadziu- masz naprawde dobra dusze- taka szlachetna. Jestes taka
          zapobiegliwa....
          Pozdrowienia
          • mmadzia1 Re: Po ostatniej wizycie... 13.02.04, 11:00
            No więc wlaśnie, ja nie chcę się angażować. I masz rację - wcale nie wiem czy
            eks robi coś z tym problemem wzroku czy nie? Zakładam, że robi a przynajmniej
            powinna. Bo ja bym robiła.
            Ale po prostu uderzyło mnie to, że wada wyraźnie się pogorszyła. (Chociaż nie
            wiem, może to być np. jakiś kolejny ale i przewidywalny objaw choroby..?).
            Problem raczej jest w tym, że to mój m. nie wie jak jest. Oraz w tym, że jest
            głupim tchórzem i nie potrafi się dowiedzieć.
            Ja nie mam zamiaru córce mojego m. matkować i biegać po lekarzach; zwyczajnie
            mnie to zainteresowało i zaniepokoiło, bo ona tak źle jeszcze nie wyglądała.

            A z innej beczki - nie wiem czy czytałaś moje posty i całą historię.
            Matka dziewczynki, szczerze mówiąc nie do końca się nią zajmuje. Na razie
            bardziej inwestuje w siebie; ale to już inna historia...
    • darcia73 Re: Po ostatniej wizycie... 13.02.04, 09:06
      A ja pisze z drugiej strony barykady.Mój synek jest bardzo żywym dzieckiem,
      pediatra podejrzewa, ze mogą być to już symptomy ADHD (nadpobudliwości
      psychoruchowej), ciągle biega, pada, ma jakieś kontuzje , zadrapania. I mój eks
      twierdzi, ze jestem wyrodna matka, bo nie potrafię upilnować dziecka. A żeby
      było śmieszniej, kiedyś poprosiłam eksa, żeby został przez 10 min z małym w
      domu a ja wyskoczę do sklepu. Kiedy wróciłam Przemek miał rozbita głowę. Eks
      stwierdził, ze przecież nic się nie stało a ja panikujęwink. Tak samo jest z
      wizyta u lekarza. On twierdzi, ze przesadzam i biegam z dzieckiem po lekarzach
      a z drugiej strony wmawia mi, ze o niego nie dbam, bo ma próchnicę na czterech
      przednich zębach. Próchnica powstała w wyniku wyszczerbienia zębów w czasie
      upadku (i to w obecności eksa) i niestety bark szkliwa spowodował szybko
      posuwającą się próchnicę. Lapisowanie nic nie dało, zęby zaczęły się kruszyć.
      Chodziłam z synkiem do prywatnych gabinetów, ale w moim mieści albo nie ma
      dobrych dentystów, albo na mleczaki nic się nie poradzi. (przy okazji, może
      ktoś wie, jak leczyć jedynki i dwójki w przypadku mleczaków) Ale jaka ja jestem
      wyrodna matka, bo dopuściłam żeby dziecko miało próchnicę. Dodatkowo eks nie
      płaci alimentów i zamierza zrzec się praw rodzicielskich na rzecz mojego
      partnera. Dziewczyny są dwie strony medalu. Matka zawsze kocha swoje dziecko i
      chce dla niego jak najlepiej. Prawdziwe wyrodne matki zdarzaja sie bardzo rzadko
      • mona56 Re: Po ostatniej wizycie... 13.02.04, 09:29
        No wlasnie Darcia, calkiem po mojej mysli. Zjawisko wyrodnych matek jest bardzo
        rzadkie. A jesli jakas obca kobieta probowalaby "mamuskowac" mojemu dziecku to
        napewno by mi sie to nie spodobalo. Do prowadzenia po lekarzach i dbania o
        wlasne dziecko jestem ja odpowiedzialna i nikt inny z zewnatrz. Nie
        pozwolilabym na to!!
Pełna wersja