kim ja dla nich jestem?...

16.02.10, 12:07
kicia031, nie czytaj, bo będzie w podobnym tonie jak moje poprzednie postysmile
ostatnio u mnie wszystko toczyło się wręcz modelowo, aż do dziś. dowiedziałam
się mianowicie, że Młody w tych dniach wyprowadza się ode mnie, bo ojciec
wynajmuje mu kawalerkę - dziś podpisują umowę. ok, ma prawo. ale... w taki
sposób to się chyba informuje właściciela poprzedniego wynajmowanego
mieszkania, a nie własną żonę? no i zaproponował mi, żebym z nimi pojechała
zobaczyć tę kawalerkę, a ja mam ochotę wypiąć się na to wszystko, powiedzieć,
że skoro przy podejmowaniu decyzji nikt mnie nie pytał, to teraz niech sobie
to załatwiają sami. jeśli im się wydaje, że jak do tej pory troszczyłam się o
dwa domy, to teraz będę biegała między trzema, to są w błędzie. do tej pory
Młody nie musiał się schylać, żeby podnieść skórki od mandarynki, które mu
upadły, bo je obierał łażąc po całym mieszkaniu, ubranka dostawał czyste
wyprasowane prosto do szafy, nie musiał sobie zaprzątać główki wkładaniem
naczyń do zmywarki - to teraz niech się nauczy. powiedzcie, czy ja dobrze
myślę, bo jestem typem choleryka i najpierw w emocjach powiem albo zrobię
głupotę, a potem kombinuję jak to odkręcićsmile nie chcę przy tym popsuć moich
relacji z M. ale czy to ma sens? trzy mieszkania, bujanie się całej naszej
trójki pomiędzy nimi, a ja na stanowisku "przynieś, wynieś, pozamiataj", i
jeszcze "ugotuj, upierz"? od dawna próbowałam przeforsować jakąś opcję
kompromisową, bez skutku. dziś czuję się , jakby ktoś mi wbił nóż w plecy.
liczę na Wasze wsparcie, bo mnie trafi...
    • madalenka25 Re: kim ja dla nich jestem?... 16.02.10, 12:26
      darmową pomocą domową?
      • annjen Re: kim ja dla nich jestem?... 16.02.10, 12:32
        tak się właśnie czuję...
        • nsc23 Re: kim ja dla nich jestem?... 16.02.10, 12:37
          Na wlasne zyczenie...
          • annjen Re: kim ja dla nich jestem?... 16.02.10, 12:40
            muszę się z tym zgodzić, ale może jednak poradzicie, co ja mam teraz robić?
            • glasscraft Re: kim ja dla nich jestem?... 16.02.10, 12:44
              NIC - pogratulowac M, ze chce syna usamodzielnic i pozwalac im sie
              usamodzielniac - zadnego skakania miedzy 3 mieszkaniami.
            • nsc23 Re: kim ja dla nich jestem?... 16.02.10, 12:57
              Teraz? Teraz nic nie rob. Z reszta - kilka razy pisalas juz na tym forum, rad
              bylo na metry - ile z nich wprowadzilas w zycie? Bo dokladnie ten sam problem u
              Ciebie powraca z dosc regularna czestotliwoscia.
              • annjen Re: kim ja dla nich jestem?... 16.02.10, 13:08
                trochę jednak Was posłuchałam - mówię otwarcie, czego oczekuję, wyjaśniliśmy
                sobie kwestie materialne, podjąwszy pewne decyzje co do podziału wydatków, choć
                stosunek M. do naszych zobowiązań finansowych w przypadkach nieuregulowanych
                umową mi nie odpowiada. jestem bardziej pewna siebie i swoich racji. no i
                jesteśmy już po ślubie kościelnymsmile
                • nsc23 Re: kim ja dla nich jestem?... 16.02.10, 13:37
                  To chyba bardzo cicho mowisz, skoro jednak Cie olali?
                  Annjen, sorry, ale ja po prostu mam alergie na taka postawe, ze spod nog
                  pasierbowi zbierasz skorke po mandarynkach. Skreca mnie w srodku i nawet nie mam
                  sily nic napisac, bo nie wiedzialabym od czego te zmiany zaczac.
        • madalenka25 Re: kim ja dla nich jestem?... 16.02.10, 12:40
          moja Śp Babcia zawsze mówiła że traktują nas tak jak na to pozwalamy - ja
          rozumiem różowe okulary, miłość i te inne pierdoły ale szacunek do samej siebie
          trzeba mieć

          ja bym pojechała, obejrzała i że w pełni popierasz i akceptujesz tę decyzje bo
          to dobrze świadczy o nim jako ojcu ze chce USAMODZIELNIĆ syna - kiedy padnie
          tekst o "darmowej pomocy domowej"powiedziałabym a- dorosłość ma swoje przywileje
          ale i obowiązki i nie da się nauczyć życia mając tylko przywileje - albo coś w
          ten deseń smile
          • annjen Re: kim ja dla nich jestem?... 16.02.10, 12:43
            o tym to ja mówiłam wiele razy, zresztą temat wynajmowania kawalerki już był
            poruszany przed początkiem roku szkolnego, wtedy zasugerowałam M. żeby zrobić
            Młodemu okres próbny - niech się wykaże, że jest w stanie mieszkać sam. M. uznał
            że to zły pomysł.
          • annjen Re: kim ja dla nich jestem?... 16.02.10, 12:47
            dodam, ze nie popieram i będę się modlić, aby to nie przyniosło jakichś skutków,
            z których M. nie chce sobie chyba zdać sprawy... Młody nie ma jeszcze 17n lat, a
            jego samodzielność ogranicza się do przywilejów, bez podejmowania obowiązków i
            odpowiedzialności. ojciec jest w niego wpatrzony jak w obrazek i na wszelkie
            moje uwago co do zachowania Młodego reaguje dramatyczną obroną, toteż od
            jakiegoś czasu przestałam zabierać głos w tej sprawie - nie chcę, by mnie
            uważali za wredna macochę.
            • 333a13 Re: kim ja dla nich jestem?... 16.02.10, 14:00
              Myślę tak jak poprzedniczka. Powinnaś pojechać, pochwalić mieszkanie
              i zapomnieć o swoich obowiązkach względem Młodego i Męża. Skoro
              ojciec nie widzi problemu by Młody zamieszkał osobno to nie widzę
              powodu żebyś miała się wtrącać w te decyzje czy je podważać. Niech
              Młody mieszka w brudzie i bałaganie, co Ciebie to właściwie
              obchodzi? Przecież to prawie dorosły człowiek... "jak sobie pościele
              tak się wyśpi". Na miejscu rodzica pewnie do 18-19 r.ż. wolałabym
              żeby dziecko przebywało pod moim dachem bądź w internacie niż na
              stancji, ale to decyzja i odpowiedzialność indywidualna...
              Więc kobieto poprzestań na swoim mieszkanku i ciesz się świętym
              spokojem pomijając pewnie niedzielne obiadki smile
              • annjen Re: kim ja dla nich jestem?... 16.02.10, 14:06
                i wreszcie pomyśleć o sobie = własnym dziecku, zamiast wypruwać sobie żyły dla
                cudzego... chyba ten szok był mi potrzebny, bo niedawno uznałam, że w takim
                układzie jak mamy to ja nie mam czasu ani siły na ciążę i dzieckosad jednak nie
                ma tego złego...
                • chalsia Re: kim ja dla nich jestem?... 17.02.10, 01:14
                  annjen napisała:

                  > i wreszcie pomyśleć o sobie = własnym dziecku, zamiast wypruwać sobie żyły dla
                  > cudzego... chyba ten szok był mi potrzebny, bo niedawno uznałam, że w takim
                  > układzie jak mamy to ja nie mam czasu ani siły na ciążę i dzieckosad jednak nie
                  > ma tego złego...

                  dziecko ???? w tym układzie ???? z gościem, któremu boisz się odmówić bo się
                  boisz, że popsujesz sobie z nim stosunki ????
                  I też zamierzasz dziecku swojemu usuwac pyłki spod stóp ?????

                  MASAKRA.
                  • adela38 Re: kim ja dla nich jestem?... 17.02.10, 07:08
                    Moze wlasnie to jej pomoze...bedzie dbac o swoje dziecko i odczepi sie od
                    pasierba i jego relacjami z ojcem, ktore jej nie dotycza...
            • 333a13 Re: kim ja dla nich jestem?... 16.02.10, 14:05
              Oprócz tego uważam, że jestes nadopiekuńcza i robisz tym krzywdę
              Młodemu, bo jak sama mówisz nic przy sobie nie potrafi zrobić... To
              przecież Wasza wina, że go wyręczacie (bo już 3 latek potrafi
              wrzucić skórki do kosza) poza tym może to rzutować na jego przyszłe
              relacje w związkach, kiedy to "panicz" będzie uważał, że wszystko mu
              się należy i każda kobieta powinna mu w domu tak nadskakiwać jak
              Ty... Nie rozumiem Twojego masochizmu w imię "miłości", chęci
              przypodobania sie czy świętego spokoju...
              Pozdrawiam i mam nadzieję, że wszystko Wam się dobrze poukłada.
    • braktalentu Re: kim ja dla nich jestem?... 16.02.10, 15:38
      Wejść do dowolnej księgarni internetowej i zamówić stos książek. Kupić uprząż
      wspinaczkową i zapisać się na kurs wspinaczkowy. Przygarnąć kota. Nauczyć się
      jeździć telemarkiem. Generalnie teraz to masz przestać się mieszać w życie
      drugiego dorosłego człowieka.
      Jak Ty sobie wyobrażasz dbanie o trzy domy? Że niby klucze do cudzego mieszkania
      sobie dorobisz? Kochana, będziesz tam bywała jako gość i to pod warunkiem, że
      Cię zaproszą. A jako gość to co najwyżej paczkę pączków przyniesiesz, lub
      bombonierkę, ale na pewno nie szufelkę i zmiotkę. A Twoje bycie za lub przeciw
      usamodzielnianiu Młodego, to se możesz między ściereczkami w kuchni położyć, bo
      to nie Twoje dziecko i nie Twoja sprawa. Przestań włazić z kaloszami w cudze
      życie. A przyszło Ci do głowy, że młody nie będzie mieszkał u Ciebie, bo ma dość
      Twojego urządzania Mu życia, podnoszenia skórek po mandarynkach i mycia
      kubeczków? Może się poskarżył ojcu, że nie czuje się komfortowo w Twoim
      mieszkaniu, bo Ty tam bywasz i mieszasz? A nawet jeśli tak nie było, to wmów to
      sobie i powściągnij swoją potrzebę matkowania.


      Albo załóż hodowlę kanarków-smile
      • tamaryszek04 Re: kim ja dla nich jestem?... 16.02.10, 15:52
        Annjen, ale ktoś Cię prosił o robotę na trzy domy, czy sama siebie wkręcasz już
        na zapas? Bo takie odnoszę wrażenie. Panowie się dogadali, wynajmują kawalerkę,
        no więc nic tylko się cieszyć z odzyskanej wolności smileNikt też odnoszę wrażenie
        nie zrobił nic poza Twoimi plecami, bo rozmowa na temat wynajmu była przed
        wakacjami, jak napisałaś. Uważam, jak poprzedniczki, ze jesteś nadopiekuńcza i
        nie możesz przeżyć braku kontroli nad Młodym. Jak mu wyjdzie dobrze, to chwała,
        jak nie to wtedy będzie czas na zamartwiania. Ja nie widzę problemu smile Żyj
        dziewczyno dla siebie smile
      • annjen Re: kim ja dla nich jestem?... 16.02.10, 15:53
        wiesz, kiedy pół roku temu pojawił się temat kawalerki dla Młodego, mąż zapytał
        go, jak on sobie wyobraża normalne czynności domowe. Młody odpowiedział: "kiedy
        P.A. (czyli ja) będzie jechać do Ciebie, to wstąpi do mnie i mi coś zrobi"(!!!)
        Przez te prawie 3 lata bycia razem ja sobie utrwaliłam poczucie
        odpowiedzialności za Młodego na tyle, że nie jestem w stanie nie przejmować się
        tym, że będzie chodził w śmierdzących lub pomiętych ciuchach, odżywiał się
        płatkami na mleku i kisielem, a jak zapomni wyłączyć gaz to spali pół kuchni
        (już mu się zdarzało, tylko kończyło się na spalonym czajniku czy garnku). o
        innych konsekwencjach samodzielnego mieszkania małolata który wyrwał się spod
        kontroli starszych nie wspomnę. masz rację, że będę miała czas zadbać o siebie.
        to niezaprzeczalny plus. mnie jednak chodzi o to, że czuję się potraktowana jak
        pomoc domowa, a nie członek rodziny...
        • cleopa Re: kim ja dla nich jestem?... 16.02.10, 17:06
          ale Ty i tak bedziesz tyrac na trzy domy...czy napiszemy to czy
          tamto...
          • annjen Re: kim ja dla nich jestem?... 16.02.10, 17:12
            nie będę, obiecujęsmile zresztą już powiedziałam M., że skoro sami zdecydowali się
            na takie rozwiązanie, to mnie nic nie obchodzi, mają sobie radzić sami. a może
            mamusia Młodego zechce zaangażować się w opiekę... teraz pojechali zawrzeć tę
            umowę, a ja sobie zrobiłam święto - piję winko, zaraz włączę jakiś film... a o
            kolację niech się martwią, gdy wrócąwink
            • cleopa Re: kim ja dla nich jestem?... 16.02.10, 17:25
              dobra smile

              uderzylo mnie to zadanie :"nie chcę przy tym popsuć moich
              relacji z M. " Slyszysz siebie? jestes ze soba szczera? Dlaczego z
              nim jesteś ??Przeciez on nie boi sie ze popsuje sobie relacje z Toba
              zatrudniając Cie jako darmową sprzotączke na 2 domy (=teraz trzeci)
              i slużąca Mlodego...
              Ja mysle że Ty boisz sie ze jak nie zrobisz czegos po mysli męża to
              on odejdzie ..i co więcej ten facet ,mam wrażenie,jest do tego
              zdolny....
              • annjen Re: kim ja dla nich jestem?... 16.02.10, 18:19
                ja się w ogóle nie boję, ze M. odejdzie - po pierwsze jest we mnie zakochany
                (wiem, ze nie okazuje tego tak, jak powinien), widzę, ze pod moim wpływem
                zmienił się w znacznym stopniu (głównie relacje międzyludzkie i rodzinne), poza
                tym - bez fałszywej skromności - ja jestem od niego jednak sporo młodsza i dość
                atrakcyjna, no i co dla niego ważne dbam o dom, podobno świetnie gotuję itp
                (uprzedzając ewentualne sugestie podkreślę, ze jestem również materialnie
                niezależna)... on jest poważnym człowiekiem i nie sądzę, żeby miał ochotę na
                jeszcze jedną rewolucję w swoim życiu. po prostu uważam, ze o związek trzeba
                dbać, a raz wypowiedziane słowa mogą wywołać nieodwracalne skutki. skoro chcemy
                spędzić ze sobą resztę życia, to musimy dbać, aby nie był to przykry obowiązek i
                to wszystkosmile
                • karolana Re: kim ja dla nich jestem?... 16.02.10, 18:30
                  annjen napisała:

                  > po prostu uważam, ze o związek trzeba
                  > dbać, a raz wypowiedziane słowa mogą wywołać nieodwracalne skutki. skoro chcemy
                  > spędzić ze sobą resztę życia, to musimy dbać, aby nie był to przykry obowiązek

                  A Twój mąż uważa tak samo? Bo w Twoich postach jakoś tego nie widać sad
                  • annjen Re: kim ja dla nich jestem?... 16.02.10, 18:43
                    mówi, że się starasmile ja sobie tłumaczę, że pobraliśmy się jako dojrzali ludzie z
                    odrębnymi doświadczeniami życiowymi, nawykami, modelami związku i to "docieranie
                    się" musi u nas wyglądać inaczej niż u naprawdę młodych małżeństw.
                    • filetta Re: kim ja dla nich jestem?... 17.02.10, 08:07
                      annjen napisała:

                      > ja sobie tłumaczę, że pobraliśmy się jako dojrzali ludzie
                      > z
                      > odrębnymi doświadczeniami życiowymi, nawykami, modelami związku i
                      to "docierani
                      > e
                      > się" musi u nas wyglądać inaczej niż u naprawdę młodych małżeństw.

                      Zgadzam się, sama to przerobiłam. chodzi jednak o to, ze takie
                      docieranie sie nie może trwac w nieskończoność. Jeśli jednak piszac
                      te słowa miałaś na mysli to, że dajesz wiele, otrzymując w zamian co
                      nieco, mając nadzieję, że z czasem to się zmieni, to się oszukujesz.
                    • karolana Re: kim ja dla nich jestem?... 17.02.10, 09:08
                      annjen napisała:

                      > mówi, że się starasmile

                      MÓWI???????
                      Ależ to nie o to chodzi żeby MÓWIŁ, ale żeby SIĘ STARAŁ!!!!
                      Ja też mogę powiedzieć, że się staram zdobyć złoty medal olimpijski w skoku o
                      tyczce. I co? Pytanie CO ja w tym kierunku ROBIĘ?
                      A CO Twój mąż ROBI?
                      Słowa są bardzo, bardzo tanie. Kosztują tylko tyle, ile powietrze potrzebne do
                      ich wymówienia. Polegać tylko na słowach, to robić z siebie głupca.

                      > ja sobie tłumaczę,

                      Moje gratulacje, tłumacz sobie dalej. Tłumacz sobie ślicznie traktowanie Cię jak
                      bezpłatną gosposię z opcją sypialnianą. Tak samo bite kobiety sobie tłumaczą, że
                      "on kocha, tylko taki nerwowy jest, wyrywny, ale kooooocha, oj jak on koooocha"
                      Dżizus!

                      > pobraliśmy się jako dojrzali ludzie
                      > z
                      > odrębnymi doświadczeniami życiowymi, nawykami, modelami związku i to "docierani
                      > e
                      > się" musi u nas wyglądać inaczej niż u naprawdę młodych małżeństw.

                      No więc nie wiem co to za modele mieliście w związkach, ale te argumenty o kant
                      dupy można sobie potłuc.
                      Dałaś się wpuścić w niezłe szambo. Pozwoliłaś sobą dysponować jak sprzętem. To
                      nie jest kwestia wejścia w związek w dojrzałym wieku. To jest kwestia cwaniactwa
                      Twojego mężusia i jego synka (oj maleństwo 17-letnie, któremu trzeba pod nosek
                      wszystko podsuwać, bo sam biedniutki nie potrafi... [rzyg-rzyg] ) i Twojej
                      dupowatości - wybacz dosadność, ale jeśli jesteś młodsza od męża, atrakcyjna i
                      niezależna finansowo, skoro to on więcej straci na rozstaniu, CO Cię zmusza do
                      tego żeby dawać sobą pomiatać poza brakiem asertywności?
                      Nie rozumiem kobiety, która z jednej strony twierdzi, że zna swoją wartość, a z
                      drugiej zachowuje się jak zahukana stara, niewykształcona, bezrobotna baba,
                      która wie, że jak nie mąż, to chyba tylko schronisko Brata Alberta ją przyjmie.
                      Dla mnie to jakaś straszna ambiwalencja. Nie ogarniam tego, a Ty?
                      • annjen Re: kim ja dla nich jestem?... 17.02.10, 11:45
                        a ja mam silną potrzebę posiadania rodziny, bycia potrzebną i pewnie za bardzo
                        się staram, ale to mam po matce,a ona po babcismile przy tym jak pisałam, chciałam
                        wynagrodzić moim facetom trudne lata. myślę, że moje doświadczenia z
                        poprzedniego związku, który był koszmarem, zupełnie pozbawił mnie wiary w moją
                        kobiecość i doprowadził do kilku nawrotów depresji wywołały tę potrzebę
                        stabilizacji. chyba nie przypadkowo mój obecny mąż jest zupełnym przeciwieństwem
                        Eksa...
                        • filetta Re: kim ja dla nich jestem?... 17.02.10, 12:36
                          annjen napisała:

                          > a ja mam silną potrzebę posiadania rodziny, bycia potrzebną i
                          pewnie za bardzo
                          > się staram, ale to mam po matce,a ona po babcismile

                          W takim razie masz wybór:
                          - spełniać swoją potrzebę bycia w rodzinie w dotychczasowy sposób i
                          jednoczesnie wątpić w swoje miejsce w tej rodzinie
                          albo
                          - realizowac potrzebe bycia w rodzinie mniej zabiegając o względy
                          męża i młodego, pozostawiając im obu pole do popisu - bardzo
                          możliwe, ze wtedy poczujesz sie dla nich choć trochę ważna, a jeżeli
                          tak sie nie stanie, to wtedy to wszystko nie ma najmniejszego sensu

                          przy tym jak pisałam, chciałam
                          > wynagrodzić moim facetom trudne lata.

                          A to dlaczego? Dlaczego Ty? Przeciez Ty tez masz za soba trudne
                          lata... czy ktoś pomyslał, żeby Ci choc raz coś wynagrodzić - jesli
                          nie to, co przeszłaś w przeszłości, to przynajmniej to, jak się
                          starasz w czasie teraźniejszym?

                          myślę, że moje doświadczenia z
                          > poprzedniego związku, który był koszmarem, zupełnie pozbawił mnie
                          wiary w moją
                          > kobiecość i doprowadził do kilku nawrotów depresji wywołały tę
                          potrzebę
                          > stabilizacji. chyba nie przypadkowo mój obecny mąż jest zupełnym
                          przeciwieństwe
                          > m
                          > Eksa...

                          To są sprawy dla psychologa. Tak mi się wydaje... Sama sobie z tym
                          nie radzisz...
                        • karolana Re: kim ja dla nich jestem?... 17.02.10, 15:14
                          annjen napisała:

                          > a ja mam silną potrzebę posiadania rodziny, bycia potrzebną i pewnie za bardzo
                          > się staram, ale to mam po matce,a ona po babcismile

                          Annjen, doskonale wiem co to znaczy potrzeba posiadania rodziny. Rodzina była
                          moim marzeniem od zawsze. Robiłam w zasadzie wszystko żeby ją mieć. Teraz
                          okazało się, że nigdy nie będę miała swojego dziecka, więc "wyżywam się"
                          macierzyńsko na dzieciach M.
                          Ale są granice! "Nasz" przedszkolak jest bardziej samodzielny i ma więcej
                          obowiązków niż Twój 17-letni pasierb!Maleństwo samo sprząta zabawki, wrzuca
                          brudne ubranka do kosza na bieliznę zanim wejdzie do wanny, odnosi brudne
                          naczynia do kuchni, wyrzuca swoje śmieci do kosza, pomaga mi w gotowaniu,
                          sprzątaniu mieszkania, itd. A starsze dziecko (szkoła podstawowa) w ogóle ma
                          pełno zajęć! Wyprowadza psa, wyrzuca śmieci, sprząta pokój, pomaga w gotowaniu,
                          sam robi kanapki, itd.
                          Wyręczanie dziecka jest niedźwiedzią przysługą, jest OKALECZANIEM człowieka.
                          Ja też chcę się czuć potrzebna, ale moja rola to WSKAZYWANIE drogi, a nie
                          noszenie dziecka na rękach żeby przypadkiem nie zmęczyło się za bardzo idąc.
                          Cieszy mnie samodzielność "moich" dzieci, bo wiem, że jest to nieoceniony
                          kapitał na dorosłe życie. I wiem, że kiedy "moje" dzieci pójdą w świat, nie będę
                          musiała się martwić, że umrą z głodu, względnie zapadną na anemię, że będą
                          chodzić jak menele w tych samych majtkach przez tydzień, że będą mieszkać w
                          chlewie i że ich przyszłe partnerki będą musiały zapieprzać przy nich jak dzikie
                          osły. Mam pewność, że jakkolwiek będę okropną teściową wink, za jedno ich kobiety
                          będą mi wdzięczne - za to, że nauczyłam chłopaków, że mają dwie ręce, dwie nogi
                          i głowę, i że nie jest obowiązkiem kobiety dbanie o ich wygodę, bo to ich własne
                          zadanie. Dodatkowo chłopcy widzą, że ich Tato bardzo dba o mnie, o moją wygodę,
                          dobre samopoczucie i to też kiedyś zaprocentuje.
                          Kiedyś przeczytałam takie zdanie, że rodzice powinni dać dziecku korzenie i
                          skrzydła smile Staram się więc dać korzenie w postaci miłości, akceptacji i
                          poczucia bezpieczeństwa oraz skrzydła w postaci wiary we własne siły i
                          SAMODZIELNOŚCI.



                          > przy tym jak pisałam, chciałam
                          > wynagrodzić moim facetom trudne lata.

                          Spoko, ale JAK im chciałaś to wynagrodzić? Ścieleniem się podnóżkiem??? A nie
                          lepiej po prostu mądrze kochać i wspierać?

                          > myślę, że moje doświadczenia z
                          > poprzedniego związku, który był koszmarem, zupełnie pozbawił mnie wiary w moją
                          > kobiecość i doprowadził do kilku nawrotów depresji wywołały tę potrzebę
                          > stabilizacji. chyba nie przypadkowo mój obecny mąż jest zupełnym przeciwieństwe
                          > m
                          > Eksa...

                          Mój obecny mąż jest tak różny od exa jak ogień od wody.
                          Mój ex zostawił mnie w stanie niemalże katatonii.
                          To naprawdę nie jest powód żeby robić z siebie służącą smile
                          Annjen, starasz się tłumaczyć swoje zachowanie, o którym sama dobrze wiesz, że
                          jest ZŁE i do niczego nie prowadzi poza dalszym upokarzaniem Cię.
                          Daj sobie spokój z doszukiwaniem się sensu w tym, co robiłaś i zwyczajnie ZMIEŃ
                          to. Daj sobie prawo do zmęczenia, nic nie robienia, WYMAGANIA.
                          Jak to mówią - mężczyzna to mięso, a mięso należy czasem potrzymać w lodówce,
                          inaczej się psuje wink
                          Pozdrawiam.
                          • braktalentu Re: kim ja dla nich jestem?... 17.02.10, 16:06
                            "Jak to mówią - mężczyzna to mięso, a mięso należy czasem potrzymać w
                            lodówce,inaczej się psuje"

                            Oj, prowokujesz dziewczyno, prowokujesz-smile)))))))))))
                            • karolana Re: kim ja dla nich jestem?... 17.02.10, 16:42
                              Hehe, może i prowokuję wink
                              Ale prawda jest taka, że wieczne nadskakiwanie (obojętnie w którą stronę)
                              prowadzi do "zepsucia" jednostki "nadskakiwanej", wyczerpania jednostki
                              nadskakującej i w efekcie popsucia związku.
                              Jednostka rozpieszczana zaczyna przyjmować owo nadskakiwanie jak coś
                              oczywistego, coś, co się jej należy jak świni koryto i nie czuje potrzeby
                              doceniania, czy, nie daj boże, odwzajemniania.
                              Jednostka rozpieszczająca zaczyna dostrzegać jednostronność układu (vide
                              autorka), a co za tym idzie, zaczyna czuć się wykorzystywana, co po pewnym
                              czasie wywołuje stan permanentnego wkurwu.
                              Jaki w tym sens?
                              Czy nie lepiej zmniejszyć dawkę rozpieszczania? Wtedy ewentualny rzut
                              służalczości (jeśli już koniecznie ktoś musi to uskuteczniać) zostanie przyjęty
                              entuzjastycznie i z wdzięcznością wink
                              I wszyscy będą zadowoleni. Jednostka rozpieszczana nadal będzie rozpieszczana
                              (tylko nie permanentnie), a jednostka rozpieszczająca będzie czuła się
                              doceniona, co zmniejszy poziom frustracji.
                              Fajnie, co?
                • braktalentu Re: kim ja dla nich jestem?... 16.02.10, 19:47
                  "ja jestem od niego jednak sporo młodsza i dość atrakcyjna, no i co dla niego ważne dbam o dom, podobno świetnie gotuję itp"

                  znaczy gosposia o rozszerzonym zakresie obowiązków.
                  Annjen, ja nie mam nic przeciwko układowi, w którym Pan jest z Panią, bo jest tańsza niż gosposia i nie przywlecze do domu choroby wenerycznej. Naprawdę uważam, że to uczciwy układ, pod warunkiem, że OBU stronom to pasi? Czy wymienione przez Ciebie powody dla których M. od Ciebie nie odejdzie wystarczają Ci?
                  A gdybyś przestała dbać o dom, gotować, itp to co? Coś jeszcze Go przy Tobie zatrzyma poza niechęcią do kolejnej rewolucji?

                  Zaniepokoił mnie też fragment o "uaktywnieniu się mamusi". Czy Ty czasem nie rywalizujesz z byłą żoną? Tak dbasz, pyłki sprzed stóp usuwasz, skórki od mandarynek zbierasz, zamartwiasz się, a Oni tu za Twoimi plecami takie knucie odstawiają jakbyś nie była ... no właśnie kim? Mamusią?
        • 333a13 Re: kim ja dla nich jestem?... 16.02.10, 19:14
          annjen napisała:

          > wiesz, kiedy pół roku temu pojawił się temat kawalerki dla Młodego, mąż zapytał
          > go, jak on sobie wyobraża normalne czynności domowe. Młody odpowiedział: "kiedy
          > P.A. (czyli ja) będzie jechać do Ciebie, to wstąpi do mnie i mi coś zrobi"(!!!)

          GOSPOSIA PRZYJDZIE I TO ZAŁATWI... JESTEŚ TAK TRAKTOWANA JAK SOBIE NA TO POZWALASZ...
          WIĘC DLACZEGO JEST CI PRZYKRO, ŻE JESTEŚ TAK ODBIERANA SKORO ROBIĄC WSZYSTKO ZA SWOICH FACETÓW NIE SZANUJESZ SIEBIE???

          > Przez te prawie 3 lata bycia razem ja sobie utrwaliłam poczucie
          > odpowiedzialności za Młodego na tyle, że nie jestem w stanie nie przejmować się
          > tym, że będzie chodził w śmierdzących lub pomiętych ciuchach, odżywiał się
          > płatkami na mleku i kisielem, a jak zapomni wyłączyć gaz to spali pół kuchni
          > (już mu się zdarzało, tylko kończyło się na spalonym czajniku czy garnku). o
          > innych konsekwencjach samodzielnego mieszkania małolata który wyrwał się spod
          > kontroli starszych nie wspomnę.

          TO NIE JEST DZIECKO TYLKO DOROSŁY FACET, KTÓRY MUSI SIĘ NAUCZYĆ SAMODZIELNEGO, NORMALNEGO ŻYCIA. JAK BĘDZIE CHODZIŁ ŚMIERDZĄCY TO KOLEŻANKI I KOLEDZY GO WYŚMIEJĄ LUB SPOTKA DZIEWCZYNĘ DLA KTÓREJ BĘDZIE MU SIĘ CHCIAŁO ODPRASOWAĆ...

          WIĘC DAJ SOBIE KOBIETO POWIEDZIEĆ, ŻE TO CO ROBISZ NIE JEST "ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ" ZA MŁODEGO, TYLKO CHORĄ NADOPIEKUŃCZOŚCIĄ. DLA JEGO DOBRA JUŻ OD POCZĄTKU POWINIEN BYĆ WDRAŻANY W OBOWIĄZKI DOMOWE, ŻEBY NIE BYŁ TAKIM NIECZUŁYM NA POTRZEBY INNYCH TRUTNIEM I ŻEBY POTRAFIŁ BEZ PODPALENIA DOMU ZROBIĆ SOBIE JEDZENIE CZY COŚ WYPRASOWAĆ... UWAŻAM, ŻE TAKIE MATKI JAK TY WYCHOWUJĄ BEZNADZIEJNYCH MAMINSYNKÓW KTÓRZY NIE POTRAFIĄ USZANOWAĆ KOBIETY I JEJ PRACY.

          > mnie jednak chodzi o to, że czuję się potraktowana jak
          > pomoc domowa, a nie członek rodziny...

          NIE ZACHOWUJESZ SIĘ JAK CZŁONEK RODZINY TYLKO POMOC DOMOWA, WIĘC NIE OCZEKUJ CUDÓW...
          POSŁUCHAJ W KOŃCU TEGO CO MÓWIĄ DZIEWCZYNY...
        • konstancja16 Re: kim ja dla nich jestem?... 18.02.10, 09:19

          annjen napisała:

          >Młody odpowiedział: "kiedy
          > P.A. (czyli ja) będzie jechać do Ciebie, to wstąpi do mnie i mi
          coś zrobi"(!!!)

          Annjen. I Ty twierdzisz, ze to OJCIEC rozpieszcza Mlodego? logiki
          troche, przykladzasz sie do tego jak tylko mozesz.
    • karolana Re: kim ja dla nich jestem?... 16.02.10, 18:11
      Rozbolała mnie głowa, kiedy to przeczytałam, potem zaklęłam soczyście, a potem
      zrobiło mi się żal Ciebie, a potem stwierdziłam, że chyba bardziej mnie wkurzyło
      takie jojczenie.
      Szanowna Annjen, mój M ma dwoje dzieci, które kocham niemożebnie. Jedno w wieku
      przedszkolnym, drugie wczesnoszkolnym.
      Za dzieci czuję się bardzo odpowiedzialna. Zajmuję się nimi, dbam o nie, itd.
      Ale NIGDY nie przyszłoby mi do głowy WYRĘCZANIE w czymkolwiek dzieci czy ich ojca!
      Z przerażeniem czytałam o Twojej działalności na dwa domy. Teraz SAMA ustawiasz
      się w pozycji służalczej przygotowując się wewnętrznie (sic!) na harówę w
      kolejnym domu.
      Nie wiem, może jakiś kurs asertywności?
      Stań sobie przed lustrem i powtarzaj
      NIE CHCE MI SIĘ.
      NIE MAM OCHOTY.
      NIE ZROBIĘ TEGO.
      NIE LICZ NA MNIE.
      NIE, NIE I JESZCZE RAZ NIE.
      ZRÓB TO SAM.
      MASZ DWIE RĘCE, DWIE NOGI I GŁOWĘ.
      JA TEŻ MAM PRAWO DO ODPOCZYNKU.
      NIE JESTEM TWOJĄ SŁUŻĄCĄ.
      KOCHANIE, IDĘ DO KOLEŻANKI, A TY POSPRZĄTAJ.
      Itd, itp.
      Narzekasz, że Cię wykorzystują, a sama się podkładasz!
      Nie chcesz popsuć relacji z mężem??
      No ja Cię bardzo sorry, ale jeśli nieusługiwanie jemu i jego (!!) dziecku ma
      popsuć Wasze relacje, to ja Ci serdecznie współczuję takiego męża!!!!!!!!!!!
    • ojczymc Re: kim ja dla nich jestem?... 16.02.10, 20:20
      Witam.Dzięki związkowi partnerskiemu nauczyłem się słowa
      ASERTYWNOŚĆ.Annjen powiedz Dość!I nie rób młodemu prania pod żadnym
      pozorem. smile) Mieszkanie osobno to dobra szkoła życia,niech młody się
      uczy.Życzę Ci wytrwałości i cierpliwości.
    • edw-ina nieco off topic 16.02.10, 22:23
      Tak sobie myślę, że różnice osobnicze to kwestia wciąż niedoceniana.
      Np. annjen trzeba przekonywać, by nie brała wszystkiego na swoje
      barki. Dla odmiany mnie należy namawiać, bym zdecydowała się wziąć
      cokolwiek. Być może, gdyby jakimś cudem udało się komuś wymieszać
      nasze skłonności, to wyszła by z tego całkiem normalna i sensowna
      kobita.
      Ale wracając do tematu - Annjen! Ty kobieto problemów w życiu nie
      masz, że martwisz się czymś, co ci tylko powinno ułatwić życie? A
      olej to, skrajnie i całkowicie. Nie masz co z czasem robić? Chętnie
      kilka dobrych książek i filmów polecę. Albo pójdź na basen, zrobi to
      dobrze i tobie i ewentualnemu dziecku. Więc nie wnikaj w problemy,
      które nie powinny cię nawet dotykać.
      • annjen Re: nieco off topic 17.02.10, 12:00
        brakiem obowiązków to ja się nie martwię, natomiast boję się trochę o Młodego,
        bo wiadomo, jak może się skończyć taka przygoda z samodzielnością. wczoraj
        wieczorem dałam mojemu popalić, wyjaśniłam, jak się czuję i czego oczekuję.
        przeprosił, wyjaśnił, że nie zdawał sobie sprawy itd. a najlepsza wiadomość jest
        taka, że wreszcie zdecydował się na przeprowadzkę - mamy kupić mieszkanie w
        mieście, gdzie uczy się Młody. co prawda pewnie dopiero w wakacje uda nam się
        urządzić, ale perspektywa jest dobrasmile
        • edw-ina Re: nieco off topic 17.02.10, 12:27
          Annjen, ale to nie twoje dziecko. ten chłopak ma rodziców i to oni
          podejmują decyzje i oni ponoszą ryzyko. Z całym moim wielkim
          szacunkiem do ciebie, ale to nie twoja sprawa. a ty możesz młodemu
          co najwyżej kupić paprotkę do nowego mieszkania
    • tully.makker Re: kim ja dla nich jestem?... 17.02.10, 20:23
      Przeczytalam jednak.

      Ja osobiscie nie widze nic dziwnego w tym, ze goryj je kolejnego
      banana. Jak sama napisalas, jestescie z mezem osobami tradycyjnymi,
      wiec czemu sie dziwisz, ze mezczyzna podejmujedecyzje, kobieta sie
      im podporzadkowuje, za on ma prawa, a ona obowiazki? To jest wlasnie
      ow tradycyjny model, ktory ci odpowiada i masz to, co chcialas.

      No chyba, ze jednak nie tego chcialas?
      • tully.makker PS 17.02.10, 20:24
        Pamietaj, ze ksiaze Karol porzucil mloda, piekna Diane dla starej i
        umowmy sie, niezbyt atrakcyjnej Camilli.
        • annjen Re: PS 17.02.10, 23:23
          tu chyba zadecydowała niezgodność temperamentów, poza tym to było małżeństwo
          politycznesmile
      • annjen Re: kim ja dla nich jestem?... 17.02.10, 23:21
        jednak nie jestem typem kury domowej, która nie pracuje i jest na łasce męża, on
        generalnie liczy się z moją opinią na temat różnych spraw, mamy tylko tradycyjny
        podział obowiązków. facet od remontów, utrzymania aut, targania ciężarów,
        kobieta - wiadomo...
        • nsc23 Re: kim ja dla nich jestem?... 18.02.10, 00:15
          I on te remonty robi z taka czestotliwoscia, jak Ty myjesz gary, gotujesz,
          odkurzasz, pierzesz i prasujesz? No, biorac pod uwage ilosc mieszkan, w jakich
          mieszkacie, to jestem sklonna w to uwierzyc.
          Naprawde uwazasz, ze podzial obowiazkow macie fair?
        • chalsia Re: kim ja dla nich jestem?... 18.02.10, 01:57
          > podział obowiązków. facet od remontów, utrzymania aut, targania ciężarów,
          > kobieta - wiadomo...

          ja bardzo chętnie przestanę zajmować się sprawami domowymi (porządki, zakupy,
          etc) aby zająć się TYLKO sprawami typu remonty, naprawy, samochody, ciężary,
          odśnieżanie itp - bo są od czasu do czasu
        • filetta Re: kim ja dla nich jestem?... 18.02.10, 08:25
          Mój facet tez opowiadał się za tradycyjnym podziałem obowiązków w
          domu, gdy tylko zamieszkalismy razem. Z początku nie protestowałam.
          Po pół roku zaczęłam mówić, że mi się to jednak nie podoba... A my
          mamy jedno mieszkanie i to nie duże smile
        • tully.makker Re: kim ja dla nich jestem?... 18.02.10, 08:50
          facet od remontów, utrzymania aut, targania ciężarów,

          Moj chlop robi to wszystko, a oprocz tego gotuje, zajmuje sie
          dzieckiem, prasuje (dla wszystkich, bo lubi) i mnostweo innych
          rzeczy. I wiesz co - mimo tego ja wciaz robie w domu wiecej niz on...
          • edw-ina Re: kim ja dla nich jestem?... 18.02.10, 09:31
            Zgadzam się z Tully, nawet kiedy facet bierze bardzo duży
            (oczywiście jak na standardy) udział w pracach domowych i tak zwykle
            robi mniej niż kobieta. A zabranie samochodu na przegląd, co zdarza
            się raz w roku, ma się nijak do wyprasowania raz czy dwa razy w
            tygodniu sterty prania.
            Annjen, tradycja tradycją, ale dbaj o siebie i nie kryj się za
            frazesami.
      • braktalentu Re: kim ja dla nich jestem?... 19.02.10, 21:58
        Tradycyjny podział obowiązków nie ma nic wspólnego z patriarchatem. Jak powszechnie wiadomo na forach w moim domu również obowiązuje tradycyjny podział ról, ale jako żywo szmatę do podłogi miałam w ręku z dziesięć lat temu. Tradycyjny podział obowiązków domowych nie zakłada, że ona jest niewolnicą, a on poleruje paznokcie. Dawniej gdy ona zapieprzała przy kołowrotku, on marzł w górach pilnując stada kóz. Sam sobie gotował i prał (albo nie jadł i śmierdział). Model, w którym ona pracuje zawodowo i jednocześnie wykonuje prace domowe ma dla mnie więcej wspólnego z niewolnictwem niż z tradycją.
        U mnie mąż zarządza firmą, a ja zarządzam domem (w tym remonty, naprawy samochodów, itp). Oboje zatrudniamy ludzi.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja