annjen
16.02.10, 12:07
kicia031, nie czytaj, bo będzie w podobnym tonie jak moje poprzednie posty

ostatnio u mnie wszystko toczyło się wręcz modelowo, aż do dziś. dowiedziałam
się mianowicie, że Młody w tych dniach wyprowadza się ode mnie, bo ojciec
wynajmuje mu kawalerkę - dziś podpisują umowę. ok, ma prawo. ale... w taki
sposób to się chyba informuje właściciela poprzedniego wynajmowanego
mieszkania, a nie własną żonę? no i zaproponował mi, żebym z nimi pojechała
zobaczyć tę kawalerkę, a ja mam ochotę wypiąć się na to wszystko, powiedzieć,
że skoro przy podejmowaniu decyzji nikt mnie nie pytał, to teraz niech sobie
to załatwiają sami. jeśli im się wydaje, że jak do tej pory troszczyłam się o
dwa domy, to teraz będę biegała między trzema, to są w błędzie. do tej pory
Młody nie musiał się schylać, żeby podnieść skórki od mandarynki, które mu
upadły, bo je obierał łażąc po całym mieszkaniu, ubranka dostawał czyste
wyprasowane prosto do szafy, nie musiał sobie zaprzątać główki wkładaniem
naczyń do zmywarki - to teraz niech się nauczy. powiedzcie, czy ja dobrze
myślę, bo jestem typem choleryka i najpierw w emocjach powiem albo zrobię
głupotę, a potem kombinuję jak to odkręcić

nie chcę przy tym popsuć moich
relacji z M. ale czy to ma sens? trzy mieszkania, bujanie się całej naszej
trójki pomiędzy nimi, a ja na stanowisku "przynieś, wynieś, pozamiataj", i
jeszcze "ugotuj, upierz"? od dawna próbowałam przeforsować jakąś opcję
kompromisową, bez skutku. dziś czuję się , jakby ktoś mi wbił nóż w plecy.
liczę na Wasze wsparcie, bo mnie trafi...