TEST- wynik negatywny

16.02.04, 09:59
Tak .Poczatek tego roku traktujemy jak swego rodzaju test.W zeszlym roku
Gosia byla z nami w Sylwestra - o 12 domagala sie aby zadzwonic do mamy ,
nikt nie mial nic przeciwko temu.Zadzwonila nawet do cioci i siostry
ciotecznej , pozwolilismy na to choc miesiac wczesniej przez te kobiete
mielismy spore problemy , przy Gosi wyzywala Macka, grozila bandziorami i
nawet probowala pobic .
Potem byly ferie z nami.Podczas nich regularnie dzwonila do matki , mimo , ze
rozmowy polegaly na tym ze mama na nia krzyczala np ze nie chce powiedziec
gdzie dokladnie jest (choc trudno aby dziecko dokladnie orientowalo sie w
nazwie ulicy i numerze , mowila tez do niej "wracaj szybko , wroc wczesniej z
tych ferii , albo masz wroci wtedy i wtedy , psujac jej dzien do konca takimi
tekstami.Zglosila tez jej zaginiecie u kuratora "ojciec wywiozl gdzies
dziecko" tak powiedziala.Na szczescie kurator zadzwonil do nas i bez problemu
ustalil gdzie w gorach jestesmy.
Podczas tamtych ferii wypadaly urodziny jej mamy a potem ojca.W urodziny mamy
dalismy jej telefon , zeby mogla zadzwonic.
A wtym roku byla z mama.W sylwestra , nowy rok , nie odezwala sie
slowem.Potem byla chora , Maciek dzwonil do niej prawie codziennie.Potrafila
zrobic sygnal zeby oddzwonic do niej jak miala sprawe.No i teraz ferie.Dwa
tygodnie bez znaku zycia i ostatni dzien urodziny taty.Zero kontaktu.
Mysle ze mamy juz dosyc.Dosyc bycia sponsorami , organizacja do robienia
przyjemnosci , placenia za wyjazdy wakacyjne i do oddzwaniania na jej
haslo.Szczerze mam dosc traktowania jej jak rodzenstwo Anielki na rowni z
moim synem.Dziewczyny , ja tez mieszkalam z mama i mialam weekendowego
tate.Ale ja poprostu go kochalam , kochalam moich dziadkow.
A jedno co przychodzi mi teraz do glowy to powiedziec jej"gdyby umarl nawet
bys nie wiedziala" .Dziadkowie mieszkaja kilometr od niej , w tej chwili sa
bardzo chorzy.Zeby takiej gowniary nie stac bylo na telefon do babci , ktora
nianczyla ja przez pierwsze cztery lata zycia?Wiecie co , mozecie to
usprawiedliwiac ale ja moge nazwac zachownie tego dziecka brakiem
wychowania , brakiem uczuc i wyrachowaniem.I nei wiem jak przejdzie kolejny z
nia weekend jesli Maciek nie powie jej co o tym sadzi.Bo o wypadach do kina ,
na basen moze zapomniec.Zal mi inwestycji w ta dziewuche.
    • pysia-2 Re: TEST- wynik negatywny 16.02.04, 10:22
      Rozumiem Cie. Tez bym sie wsciekla.
      U nas nie jest tak drastycznie, dzieciaki odzywaja sie do taty, kiedy maja
      mozliwosc nawet maila jakiegos skrobna... Niemniej jednak tez spotykam sie u
      nich z symptomami takiego olewania bliskich. To pewnie wynika z wychowania,
      nikt im po prostu nie powiedzial, ze trzeba tak robic.
      Ja na poczatku piszac kartki na swieta (imieniny, dzien babci itp) do mamy
      mojego meza (mieszka daleko) podpisywalam je w imieniu swoim, meza i dzieci.
      Potem przestalam to robic, bo wyszlam z zalozenia, ze one nie maja po 2 lata,
      same potrafia napisac, zaadresowac i nawet wyslac kartke. Gdyby chcialy
      przeslac zyczenia babci, to by to zrobily. A one maja to w nosie. Nauczone sa,
      ze to do nich sie dzwoni, do nich sie pisze, one nie musza ("przeciez sa
      jeszcze za male"... - przyp. aut. - 11 i 13 lat)
      • konkubinka Re: TEST- wynik negatywny 16.02.04, 10:39
        no wiesz u nas tez 11 lat ale czyzby wyroznianie "pisze do matki i jej
        rodziny , dzwonie do matki i jej rodziny"mozna nazwac inaczej jak
        wyrachowaniem ?O nich zawsze pamieta , do tego gdy do nas przychodzi narzeka na
        babcie z ktora mieszka, na ciotke.O prezent na swieta zarozno ona jak i matka
        poprosily (to co najdrozsze nam przypadlo do kupienia)Powiecie , pieniadze dla
        was najwazniejsze?Albo pieniadze nie powinnym byc wazne.Nie byly do czasu.Moj
        syn niedostal ode mnie i ojczyma prezentu bo nie starczylo kasy a corusia i tak
        na swieta nie przyszla bo wolala z mamunia na imprezke skoczyc do jakiejs obcej
        baby (pierwsze urodziny chrzesnicy matki)Tam zapowiadalo sie ciekawiej.
        Prosilismy matke teraz niedawno zeby ubrala ja swiatecznie bo mamy rodzinna
        uroczystosc.I co?Dziecko przyszlo w dzinsach i bluzie od dresu.A po co choc tak
        maly gest w strone ojca wykonac i sie np .ladnie ubrac.Musielismy w ubranie
        zainwestowac .Dosyc mam tego szczerze.Biore sie za siebie i zaczynam inwestowac
        w nas.
        Poprostu my mamy obowiazki , nic nam sie nienalezy tylko czemu?Czemu ojciec i
        jgo rodzice sa tak traktowani?Bo wlasnie jej sie to nie oplaca.Wiem ze to wina
        matki ze ja zle wychowala ale...ale kazdy ma sumienie nawet taki mlody.Gdzies
        resztka dobrego serca powinna tkwic bo jakie scechy z domu ojca wyniosla ,
        czegos u nas sie nauczyla.Ico?Gdzie sie to wszystko podzialo?
      • nooleczka Re: TEST- wynik negatywny 16.02.04, 10:40
        A ja myślę, że Gosia jest po prostu "ustawiona" przez swoją matkę. No bo
        zastanów się, czy jest możliwa sytuacja, kiedy dajmy na to Gosia chce zadzwonić
        do taty, a mama się na to nie zgadza? Z tego co opisujesz sądzę że jest jak
        najbardziej możliwa. Twój M i jego ex nie przepadają za sobą, prawda?

        Aniu, sorry że pytam o to tutaj, ale czy mogłabyś odpowiedzieć tu albo lepiej w
        moim wątku "Jak Wasze dzieci zwracają się...", jak Twój Bartek zwraca się do
        Maćka?

        Pozdrawiam, Ania
        • konkubinka Re: TEST- wynik negatywny 16.02.04, 10:48
          wiesz co Aniu, ostawiona jest kazdy to wie.Ale nie mozna wszystkiego bez konca
          tym tlumaczyc.Po sprawach sadowych matka nie moze nic jej zabronic.I wiemy ze
          stara sie respektowac te rzeczy.Ale gosia nie zapyta.I nawet bez przesady jak
          zapyta a ona powie nie mozesz to co?Myslisz ze swiat sie zawali?Od pewnego
          czasu jest w miare normalnie, kontakty przebiegaja normalnie.I tak jk napisalam
          wyzej - gdy ma ineteres to dzwoni i matka nie stanowi dla niej problemu.
          • pysia-2 Re: TEST- wynik negatywny 16.02.04, 10:59
            Wiesz co, mysle ze faktycznie powinnas zaczac myslec o sobie i swojej rodzinie.
            Bo niby dlaczego twoje dziecko ma nie dostawac prezentoow, bo w pierwszej
            kolejnosci jest coorka twojego meza? To jakies chore. Sa roowni i roowniejsi,
            tak? W tym momencie krzywdzisz bardzo swoje dziecko.
          • nooleczka Re: TEST- wynik negatywny 16.02.04, 11:22
            Mnie sie zdaje że Gosi brakuje jednej najważniejszej rzeczy, a mianowicie -
            szacunku dla swojego ojca. Ona jest raczej nauczona przez długi okres czasu
            innej rzeczy - olewania swojego ojca. Miała to skutecznie wbijane do głowy
            przez ileś lat i teraz to daje efekt.
            U mnie mniej więcej to samo - syn mojego m dzwoni do swojego taty tylko i
            wyłącznie kiedy ma do niego interes. Szacunku - zero, raczej traktuje tatę jak
            równego sobie kolesia kórego mozna nawalic po głowie jak przyjdzie ochota.
    • chalsia Re: TEST- wynik negatywny 16.02.04, 12:13
      Tylko jedna rzecz Konkubinko - ja nie bardzo mogę zrozumieć sytuacji, że matka
      nie została przez Was dokładnie poinformowana o miejscu pobytu córki przed jej
      wyjazdem.
      Jak dla mnie to nie fair.
      Mnie by też cholera wzięła. Nie dziwię się w związku z tym jej stwierdzeniu,
      że "ojciec gdzieś wywiózł dziecko".

      PS. 11-latka spokojnie się dokładnie orientuje co do pełnego adresu. To nie
      przedszkolak. I jeśli tak przebiegały rozmowy telefoniczne, to trzeba było
      małej podsunąć kartkę z adresem, by podała go swojej matce.

      Pozdrawiam,
      Chalsia
      • konkubinka Re: TEST- wynik negatywny 16.02.04, 16:16
        po pierwsze ona zawsze wie gdzie jestesmy , a moze raczej dokad zabieramy
        dziecko.
        po drugie w ferie poszla do kuratora zglosic to bo miala wolne od dziecka i
        postanowila uprzykrzyc mu ferie w inny sposob (jej proby telefoniczne aby juz
        do niej wracala nie skutkowaly)
        po trzecie w wakacje nie mogla powtorzyc numeru z zaginieciem wiec zglosila na
        policji pobicie przez M (ktore nie mialo mijsca0 a gdy pojechalismy w gory
        zalozyla sprawe o podwyzke alimentow .Poprostu sie nudzi i nie moze przebolec
        ze corka jest z nami szczesliwa
        po czwarte ona twierdzi i w sadzie zeznala ze nie zamierza informowac ojca
        dziecka gdzie i co robi corka gdy jest z nia BO NIE.To tak a propos na
        przyklad , ze przeprowadzila sie ,zmienila jej szkole , zalatwila kolonie
        trzytygodniowe i o niczym nie poinformowala i nie chciala odpowiedziec na nasze
        pytania (ojca)Nie chciala udzielic informacji na nasze pytanie a jesli chodzi
        o te ferie to nawet nie padlo pytanie w strone ojca gdzie jestesmy (dziecko
        nie bylo zorientowane , wybacz Chalsiu ale jak jestes na wczasach na wsi na
        kwaterza ktora zalatwiasz juz na miejscu to nie przywiazujesz wagi do adresu)A
        jej tekst do dziecka brzmial "powiedz natychmiast jaki tam jest adres bo chce
        tam przyjechac ", wiec nie dziwisz sie chyba ze dziecko nie chcialo jej
        powiedziec.Ale nie w tym rzecz.Watek jest zupelnie o czym innym i prosze ni
        patrz na nasza ex poprzez swoja osobe gdyz to zupelnie innego pokroju
        czlowiek.Czlowiek ktoremu zalezy na zawezeniu horyzontow dziecka i uzaleznieniu
        go wylacznie od swojej osoby.
    • joola_edziecko Re: TEST- wynik negatywny 16.02.04, 16:38
      Konkubinko, tak mi przykro. Myślę jednak, że nie do końca jest to wina tylko i
      wyłącznie dziecka. Piszę tak z perspektywy tego co sama widziałam u nas.
      Zwłaszcza babci jest przykro, kiedy wnuczęta nie przyjdą np. złożyć jej życzeń.
      Nie odwiedzają jej. Ona także długo się nimi zajmowała, kiedy byli mali. Miała
      bardzo dobry kontakt z ex. Dlaczego więc ex nie wpłynie, nie podpowie dzieciom,
      że babci byłoby miło gdyby osobiście złożyli jej życzenia urodzinowe. Poza tym
      nasza ex nie pozwala dzieciom dzwonić do nas, bo drogo. Daliśmy więc im
      komórkę. Bez łaski.
    • femalespirit Re: TEST- wynik negatywny 16.02.04, 23:19
      Konkubinko, calkowicie Cie rozumiem. Synowie meza tez odzywaja sie wtedy i
      tylko wtedy, gdy maja jakis interes. Jak chca kasy, nowych ubran, by ich gdzies
      zawiezc. Nie przypominam sobie, zeby ktorykolwiek sam z siebie zadzwonil do
      ojca by pogadac po prostu, zapytal go jak sie czuje, co u niego, czy czegos nie
      potrzebuje, czy chociaz zaproponowal herbate, kiedy ojciec po calym dniu pracy
      przychodzi do nich. Nic, zero, null, kompletny brak zainteresowania czymkolwiek
      poza swoim biezacym interesem. Nie pamietaja o jego urodzinach, potrafia zezrec
      wszystko co jest w lodowce (ojciec glodny? niech idzie do sklepu i cos sobie
      kupi), oczekuja wylacznie przyjemnosci, ktora im ojciec ma zapewniac bez
      wzgledu na okolicznosci. Ojciec to ma byc sponsor bez zadnych wymagan. Babcia?
      Dziadek? A po co, skoro oni nie maja pieniedzy, by dac dzieciom. Wiec sie do
      nich miesiacami nie dzwoni.
      Ja calkowita wina za to obarczam oboje ich rodzicow i widze, ze maz dalej
      zamierza tak postepowac: dawac wszystko na kazde zawolanie i miec wymagania jak
      od niemowlecia. Nie widzi, ze hoduje egoistow, ktorzy jak sie zorientuja, ze
      ojcu skonczyla sie kasa znikna na wiele miesiecy. Nie widzi, ze psuje im
      charaktery uczac, ze mozna tylko brac, nie dajac nic z siebie. Czarno widze ich
      przyszle zwiazki z plcia przeciwna. Wiele razy z nim o tym rozmawialam, on
      uwaza, ze hoduje szczesliwych ludzi przekonanych o wlasnej wartosci, a ja, ze
      probuje w szkodliwy i glupi sposob wynagrodzic im rozwod. Nie wiem, jak bedzie
      dalej, ale dobrze nie jest sad
      • konkubinka Re: TEST- wynik negatywny 17.02.04, 08:21
        najgorsze jest to , ze podobne zjawisko obserwuje sie i wtych"normalnych
        rodzinach"Nie uwazam , ze ma to zwiazek z rozwodami i tylko z
        rozwodami.Rozbicie rodziny powoduje tylko nasilenie takich spraw.Ja znam
        przpadki takie jak moj byly maz , chrzesny mojego syna , jego brat , ktorzy
        wlasnie tak traktuja swych rodzicow.Ja zamierzam sie temu przeciwstawic i
        juz.Moze bede ta niedobra ale wymagam tego od moich dzieci to i od pasierbicy
        bede wymagala.Swoja droga teraz wspolny z nia weekend i niezmiernie ciekawi
        mnie czy M znow robi z geby cholewe czy rzeczywiscie podejmie tez dzialania
    • mumin_ek Re: TEST- wynik negatywny 18.02.04, 11:20
      Konkubinko, to jest dziecko, nie oczekuj od 11-latki, ze bedzie sie zachowywac
      rozsadnie i odpowiedzialnie. Gdzie ona sie miala tego nauczyc? Nie wypominaj
      jej wydatkow na nia. To niczemu nie sluzy, wszakoz o ile sie nie myle u niej w
      domu codziennym panuje kult mamony. Czemu u Was ma tego doswiadczac?

      Postaraj sie zrozumiec, ze jej tez jest ciezko. Jesli jest pod wplywem matki
      moze jej cos nagadala, moze zabrala telefon. Nie wiesz. Lepiej zacznijcie ja
      wychowywac. Zabierzcie do chorej babci. Niech jej tata zadzwoni i powie, ze
      babcia chora, wiec jada ja odwiedzic. Moze nikt jej tego nie nauczyl? Nie
      osadzaj jej tak surowo, prosze. To tylko dziecko, nawet jesli wyglada na mloda
      panienke.

      No i zgadzam sie z Chalsia, matka powinna wiedziec, gdzie jest dziecko.

      Nie unos sie honorem, nie warto, bo sytuacji konfliktowej to Ty bedziesz ta
      niedobra, chocby tylko dlatego nie osadzaj Gosi tak surowo. Dla siebie, jesli
      nie potrafisz dla niej.

      Pozdrawiam,
      Kasia
      • delecta Re: TEST- wynik negatywny 18.02.04, 19:07
        Zgadzam się z każdym zdaniem Muminka.
        Ja też mam jedenastoletnią córkę - i chociaż jest to bardzo rozgarnięta i mądra
        osóbka, to jest tylko dzieckiem. Nie można wymagać od dziecka mądrości, jakiej
        nabywa się latami. Małgosia mieszka z matką, więc mimowolnie przejęła jej
        zachowanie i jej wartości. Jeśli nawet przejawia jakieś oznaki buntu wobec
        postępowania matki, to Wam tego nie powie. Jest lojalna wobec osoby, pod której
        dachem mieszka.
        Żal mi tego dzieciaka. Całkiem prawdopodobne, że wyrośnie na rozwydrzoną i
        wyrachowaną pannicę, traktującą ojca jak maszynke do wyrabiania pieniędzy.
        Ale na razie do tylko dziecko, zbliżające się do niebezpiecznego okresu
        dojrzewania.

        Moja córka ma przyjaciółkę, też 11-latkę. Tata koleżanki przebywa od 8 lat w
        Australii, finansowo niespecjalnie się poczuwa. Matka małej, wspaniała zresztą
        kobieta, starała się nie mówić o tacie nic złego. Raz tylko poprosiła córkę,
        żeby powiedziała, że kolonie nad morzem kosztują o 200 zł więcej /podobno
        chciała kupić coś córce na te kolonie i dać kieszonkowe/.
        Mała, podczas rozmowy z tatusiem podała wyższą cenę. Tatuś przedzwonił do
        biura, dowiedział się prawdy i obstawił telefonicznie córkę. Mamie wyrwało się
        kilka słow na temat tatusia, a dzieciak po pierwszej lekcji urwał się ze
        szkoły, nałykał w domu różnych rzeczy, odkręcił gaz i zaczął taśmą obklejać
        drzwi.
        Na szczęście wychowawczyni przedzwoniła do matki, że córka uciekła...

        Twoje dzieci też będą kiedyś w wieku Małgosi...
        Dużo zrobiłaś dla tej dziewczynki, wydaje mi się, że chyba bardziej o nią
        dbasz, niż rodzony ojciec /przepraszam, jeśli poczułaś się urażona/.
        Nie licz na wdzięczność, nie Ty kształtowałaś jej charakter, ważne, że sama
        żyjesz z przekonaniem, że zrobiłaś wszystko, co można, albo i więcej.
    • alfa36 Re: TEST- wynik negatywny 18.02.04, 18:41
      Mam wrażenie, że i tak jesteście w lepszej sytuacji-nie mieszkacie z TYMI
      dziećmi. Ja mieszkam. Co prawda dziecko nie mam mamy, więc nikt go nie buntuje,
      ale za to ma moim zdaniem niedobry charakter. Ma do życia stosunek JA CHCĘ JA
      WYMAGAM, a w zamian nic nie daje. Mam juz tego dosć. Mąż twiedzi, że nic nie
      może poradzic, bo on taki już jest. Np. ostatnio "oberwałam", bo nie było
      obiadu, przy czym weszłam do domu po pracy razem z dzieckiem. Na moją
      odpowiedź, że nie kupię czegoś tam, bo źle sie zachowal usłyszalam, ze pójdzie
      do babci i i tak dostanie pienizdze. Dodam, jest to 13 latek. Kiedyś zdarzyło
      mu się miec pretensje, że nie ma czystych łyżeczek, wiec go zaprowadziłam do
      kuchni, pokazalam stos brudnych naczyń i powiedziałam, zeby sobie umyl tę
      łyżeczkę. Wieczorem dziecko poskarżyło tacie, że "ona każe mi zmywać". A tak
      wogole, czy 13 latek nie mogłby umyć naczyń? Gdybym wiedziała, że tak trudno
      będzie mi się żylo, to nie zdecydowałabym sie na to malżeństwo. Żyłabym sobie
      sama ze sobą i nie denerwowalabym się cudzym dzieckiem. Wiem, to CUDZE brzmi
      okropnie, ale naprawdę coraz bardziej czuję, że nie przelamię sie i on zawsze
      będzie cudzy. Nie wyobrażam spobie, zeby moje dziecko (którego na razie
      niestety nie mam), nawet jeśli bedzie w trudnym wieku, tak sie zachowywało. Tak
      więc moj test tez wypadł, niestety ,negatywnie. Pozdrawiam
      • mumin_ek Re: TEST- wynik negatywny 19.02.04, 14:50
        To sa TYLKO DZIECI! Nie przesadzajcie, nie mozna od nich wymagac, zeby sie
        zachowywaly, jakby byly dorosle, dojrzale emocjonalnie i spolecznie.

        Na dodatek to sa dzieci po przejsciach. Dla swoich jestescie wyrozumiale,
        czule, czy tak ciezko choc odrobine tych uczuc skierowac w strone pasierbow?

        Alfa, Ty nie masz dzieci, wiec Twoj pasierb jest dla Ciebie tylko cudzym
        dzieckiem - pomysle, ze kiedys mial mame dla ktorej byl calym swiatem i ktorej
        przy nim teraz nie ma, to straszna rzecz dla dziecka. Postaw sie na jego
        miejscu choc na sekunde. A Wasze dzieci wcale nie musza sie lepiej zachowywac.
        Nie ma to zadnej reguly.

        Inna rzecza jest, ze dzieci trzeba wychowywac. Z pasierbami jest troche jak z
        adopcja.
        • femalespirit Re: TEST- wynik negatywny 19.02.04, 16:06
          mumin_ek napisała:

          > To sa TYLKO DZIECI! Nie przesadzajcie, nie mozna od nich wymagac, zeby sie
          > zachowywaly, jakby byly dorosle, dojrzale emocjonalnie i spolecznie.
          To czego ja wymagam od moich pasierbow to absolutne minimum, z ktorym wiekszosc
          zaprzyjaznionych i znajomych dzieci (wiekszosc wyraznie od nich mlodsza!) jakos
          nie ma najmniejszego problemu. Nie mozna NICZEGO nie wymagac od dzieci, bo
          wyrastaja na egoistycznych, pelnych pretensji doroslych o roszczeniowej
          postawie. Nie mowiac juz o tym, ze juz z przyjazniami i zwiazkami zaczynaja sie
          klopoty, bo otoczenie nie chce kogos, kto potrafi tylko brac. Mi sie wydaje, ze
          ani ja, ani inne obecne tu dyskutantki nie wymagamy cudow tylko zupelnych
          podstaw dobrego zachowania.
          • pysia-2 Re: TEST- wynik negatywny 19.02.04, 16:54
            Podpisuje sie.
            Od swojego dziecka moge wymagac, od pasierba nie? Bo wtedy jestem zla macocha?
            Kiedy powiem swojemu dziecku ze ma po sobie myc brudne gary, to to jest
            wychowywanie. Kiedy powiem to pasierbowi, to to jest znecanie sie? Wlasnie z
            powodu takich a nie innych postaw czesto wsrood takich dzieci z rozbitych
            rodzin wyrastaja rozwydrzeni egoisci. Bo nikt niczego od nich nie wymaga! Bo
            one takie biedne...
            Gdzie istnieja wobec tego granice - co mozna wymagac od pasierba a czego nie
            mozna wymagac? Zeby sie stac sie czarnym charakterem?
          • ashan chyba strasznie długie wyszło 19.02.04, 17:00
            femalespirit napisała:

            . Nie mozna NICZEGO nie wymagac od dzieci, bo
            > wyrastaja na egoistycznych, pelnych pretensji doroslych o roszczeniowej
            > postawie. Nie mowiac juz o tym, ze juz z przyjazniami i zwiazkami zaczynaja
            sie klopoty, bo otoczenie nie chce kogos, kto potrafi tylko brac. Mi sie
            wydaje, ze ani ja, ani inne obecne tu dyskutantki nie wymagamy cudow tylko
            zupelnych podstaw dobrego zachowania.

            Felamespirit, z dziećmi już tak jest, że "ile włożysz, tyle wyjmiesz". A to
            wkładanie do serca i głów nie trwa przez pierwsze trzy czy pięć lat życia
            dziecka, ale znacznie, znacznie dłużej. I mam wrażenie, że większość z
            poruszanych tu kwestii tkwi korzeniami nie w tym, że dziecko jest złe, ale w
            tym, że otaczający je dorośli nie potrafią się porozumieć. Dzieci wychowuje się
            przez własny przykład - truizm? Wszyscy o tym wiedzą? Ciekawe, ile szacunku
            okazuje swojemu eksowi mama Małgosi, ile szacunku i zainteresowania okazuje
            jego rodzicowm? I vice versa. Wychowanie dzieci w tak ograniczonym czasie,
            jakim dysponują rozwiedzeni ojcowie jest bardzo trudne. I nie sposób nastawiać
            się na to, że rezultaty działań taty wspieranego przez nawet najlepszą z macoch
            zaprocentują po m-cu, czy roku. Czasem na wdzięczność za starania trzeba czekać
            kilka lat i dopiero od dorosłej osoby słyszy się "dziękuję, ze
            pomaogłaś/pomogłeś mi wyjść na ludzi". Niestety/stety (zależy z której strony
            patrzeć wink) mama zawsze będzie bliższym wzorcem zachowania niż tata i jego
            żona. Oczywistą rzeczą jest, że należy dziecko UCZYĆ norm zachowania, a NIE
            POPRZESTAWAĆ na ich wymaganiu. Z Twoich postów Femalespirit wygląda na to, że
            tata w niewielkim stopniu WYCHOWUJE swoje dzieci.A więc jeśli nie tłumaczy im
            świata, istniejących współzależności między ludźmi, nie mówi o szacunku dla
            starszych, zobowiązaniach wobec innych, poczuciu odpowiedzialności etc. za to
            czuje się zobowiązany dawać pieniądze to czego oczekujecie? Ty możesz wymagać,
            ale skutek będzie miało to nikły. Nie dlatego, że one takie złe, tylko dlatego,
            że Ty wiele dla nich nie znaczysz.
            Post Alfy jest o tyle szczególny, że ona z dzieckiem mieszka i jakiś wkład w
            jego wychowanie ma. A jeśli nie ma, to już kwestia między nią a jej m., a nie
            problem tylko w charakterze dziecka. Większość dzieci (o ile nie każde) w
            pewnym okresie jest nastawione na to by brać, nie oglądając się na innych. Rolą
            rodzica jest to nastawienie nieco zmienić - nauczyć patrzeć również na potrzeby
            najbliższych. Teksty w stylu: nie wyobrażam sobie, żeby moje dziecko TAK się
            zachowywało tylko mnie rozbawiają - kto ma własne nastoletnie dzieci ten pojmie
            dlaczego, tego kto ich nie ma tego i tak raczej się nie przekona, że są hmmm
            lekko naiwne smile.
            Jestem bardzo wymagającą osobą, ale życie z moimi dziećmi nauczyło mnie sporo
            pokory (i ciągle uczy smile)...
            pozdrawiam i życzę wiele cierpliwości smile
            a.
            • konkubinka Re: chyba strasznie długie wyszło 19.02.04, 18:45
              wiecie co ostatnio mialam malo czasu i ciagle mnie wylogowuje nie wiem
              czemu.Juz po poscie Muminka mialam odpisac.Widze ze Muminku starasz sie
              podchodzic obiektywnie do mnie przynajmniej ale....
              czy uwazasz ze uczac dziecko milosci do rodziny i bliskich jestesmy zli?Ze
              wymagajac od 11 latki zwyklych uczuc i zmniejszenia stopnia egocentryzmu
              jestesmy z M potworami?
              Moj syn ma 6 lat i wciaz mowi o dziadku , babci , ojcu sam z siebie.
              To , ze wina tkwi w jej matce i tym jak ja wychowuje nie znaczy ze mamy na to
              przyzwalac.
              A jak niby mamy wplynac na jej wychowanie i podejscie do bliskich skoro przez
              dwa tygodnie non stop wplywa na nia matki rodzina a my tylko weekend , wakacje
              i ewentualnie swieta?Skoro kiedy ma od nas wszystko oraz zapewnione atrakcje
              wplywa na rozwijanie jej proznosci i egoizmu to moze co innego wplynie?A w
              ogole to od czego jest ojciec , nie od wychowania?W koncu ma ni etylko prawa
              ale i obowiazki prawda?
              I wyobraz sobie ze ta 11 latka posiada umiejetnosc dzwonienia gdy ma interes,
              a gdy go nie ma to sie nie odzywa do nikogo.Ona jest jak choragiewka , tam
              poleci gdzie wiatr zawieje i co????Moj syn tez jest po przejsciach , tez ma
              rodzicow osobno ale od niego sie wymaga.I ja nie jestem Twoja macochą ktora cie
              nie lubila , nie tolerowala tylko jestem osoba , ktorej to dziecko ufalo
              zawsze , z ktora spedza sweitne wakacje , dzieki ktorej chodzi na zajecia ,uczy
              sie jezykow, bywa w telewizji podczas nagrywania programow.To znaczy ze na
              takie rzeczy mamy prawo wplywac a na inne nie?Zgadzam sie z Pysia w tym co
              pisze i juz.I wcale nie czuje sie podla mowiac teraz o pieniadzach.
              Bo jej glupia matka , egoistka nie wyslala jej na ferie bo "nie ma na swoje
              potrzeby pieniedzy", nie poslala jej nawet na spektakl z klasa w Teatrze
              Wielkim , bo jej sie nie chcialo.Bo ojciec zaplacil za bilet.Autokar zabral
              dzieci i przywiozl.Ale po co?Skoro sama nigdy nie byla to dziecko ma byc?A moze
              niech tatus ja zabierze bo od tego jest a ja musialabym ruszyc D i zaprowadzic
              dzieciaka pod szkole na autokar?
              I tak te ferie zostala w chałupie ale gdyby z nami w ferie siedziala w domu
              bylibyśmy podli bo nieatrakcyjni co?
              • mumin_ek Re: chyba strasznie długie wyszło 20.02.04, 10:44
                Konkubinko,

                Staram sie zwrocic uwage na to, ze Malgosia to dziecko jeszcze.

                Nie musisz mi prztykac, ze do Ciebie przynajmniej podchodze obiektywnie. I nie
                napisalam, ze jestescie zli, nie mi oceniac. Chodzi mi jedynie o to, ze to
                serce ktore jej dasz, ona bedzie umiala dac innym.

                Jej, moja macocha to osobny temat i nie mieszajmy jej tu. Ona ma problem, nie
                ja.

                Powodzenia,
                Kasia
                • pysia-2 Re: chyba strasznie długie wyszło 20.02.04, 11:41
                  Qrcze, tak czytam i czytam i nie moge pojac jednego.
                  Dlaczego o dziecku sasiadki mozna powiedziec ze jest rozwydrzone i ze to wina
                  rodzicoow, bo "bo wychowuja sobie rozwydrzonego bachora, ktoory kiedys im sie
                  jeszcze odwdzieczy", a za kazdym razem, kiedy zdarzy sie nam krytyczny glos w
                  strone jakiegos dziecka z rozbitej rodziny, odzywaja sie masowe glosy obronne
                  pt: To jeszcze dziecko, dajcie mu czas i serce.
                  Kazde dziecko to tylko dziecko. Dlaczego jedne potrafia zachowywac sie jak
                  ludzie a inne nie?
                  Dzieci mojego meza tez sa tylko dziecmi i duzo by im mozna zarzucic, ale na
                  pewno nie to, ze daja soba manipulowac, ze olewaja najblizszych i ze ich
                  postawa jest roszczeniowa. A przeciez to tez tylko dzieci! Nie przesadzajmy z
                  ta obrona ucisnionych. Dziecko jest dzieckiem, ale jesli jego osobowosc idzie
                  nie w tym kierunku co trzeba i w dodatku swoim zachowaniem krzywdza innych, to
                  jak mozna glaskac je po glowie i udawac ze nic sie nie dzieje?
                  • ashan Re: chyba strasznie długie wyszło 20.02.04, 12:18
                    sądząc po tytule to odpowiedź do mnie (?)

                    pysia-2 napisała:

                    > Qrcze, tak czytam i czytam i nie moge pojac jednego.
                    > Dlaczego o dziecku sasiadki mozna powiedziec ze jest rozwydrzone i ze to wina
                    > rodzicoow, bo "bo wychowuja sobie rozwydrzonego bachora, ktoory kiedys im sie
                    > jeszcze odwdzieczy", a za kazdym razem, kiedy zdarzy sie nam krytyczny glos w
                    > strone jakiegos dziecka z rozbitej rodziny, odzywaja sie masowe glosy obronne
                    > pt: To jeszcze dziecko, dajcie mu czas i serce.
                    napisałam, że nie można powiedzić, że jest rozwydrzone smile? nawet powinno się z
                    jego ojcem o tym rozmawiać wciąż i wciąż. Zwracam tylko uwagę, ze jeżeli
                    dziecko jest zaniedbywane przez rodziców przez x lat, to raczej trudno potem
                    oczekiwać od niego nagle przemiany. A przez zaniedbanie rozumiem tutaj takie
                    zachowanie rodziców wobec dziecka i siebie nawzajem, które uczy, że można
                    manipulować uczuciami, nieokazywać szacunku, kłamać etc. Wiele razy czytałam o
                    tym w jak koszmarnym stylu zachowują się niektórzy rodzice w stos. do swoich
                    eksów - dzieci są bacznymi obserwatorami i uczą się wygrywać takie sytuacje.
                    I jeżeli współmałżonek takiego rodzica zaczyna przejmować część jego obowiązków
                    to powinien liczyć się z tym, ze wychowanie dziecka trwa latami. A Ania chyba
                    na to się skarżyła, że nie widzi rezultatów swoich działań. To ona przejęła na
                    siebie odpowiedzialność za umożliwienie częstszych kontaktów z dziewczynką, dba
                    o jej rozwój - w zastępstwie ojca. Współczuję jej, bo trudno teraz z takiego
                    układu emocjonalnie się wycofać, a dalsze zaangażowanie będzie wymagało od niej
                    dużej cierpliwości i wytrwałości. Nie wiem, czy mnie byłoby na to stać.
                    No i sorry, Pysiu, ale dzieciom należy się serce od najbliższych. Nawet
                    dzieciom złym do szpiku kości wink. I czasem okazanie serca polega na trzymaniu
                    dziecka na "krótkiej smyczy". Ale wychowują tylko najbliżsi - najczęściej są
                    nimi jednak rodzice, a nie macochy czy ojczymowie wink - zazwyczaj swoim
                    przykładem. Chyba, że ma się ochotę na tresurę, tylko wtedy trudno wymagać
                    spontanicznych telefonów do dziadków wink.

                    > Kazde dziecko to tylko dziecko. Dlaczego jedne potrafia zachowywac sie jak
                    > ludzie a inne nie?
                    > Dzieci mojego meza tez sa tylko dziecmi i duzo by im mozna zarzucic, ale na
                    > pewno nie to, ze daja soba manipulowac, ze olewaja najblizszych i ze ich
                    > postawa jest roszczeniowa. A przeciez to tez tylko dzieci! Nie przesadzajmy z
                    > ta obrona ucisnionych.

                    patrz wyżej: widocznie miały z kogo brać przykład. A odnosiłam się głównie do
                    sytuacji Konkubinki, nie do Twojej smile

                    Dziecko jest dzieckiem, ale jesli jego osobowosc idzie
                    > nie w tym kierunku co trzeba i w dodatku swoim zachowaniem krzywdza innych,
                    to
                    > jak mozna glaskac je po glowie i udawac ze nic sie nie dzieje?
                    Pysiu, a gdzie ja coś takiego napisałam?
                    pozdrawiam i idę na słonko smile))
                    a.
                    • pysia-2 Re: chyba strasznie długie wyszło 20.02.04, 12:28
                      Ashan, moje wypowiedzi dotyczyly muminka. Chyba nie w tym miejscu sie wpisalam.
                      Bo to ona caly czas uwaza, ze te dzieci sa biedne i trzeba im okazywac przede
                      wszystkim serce... No, nie twierdze, ze nie. Ale bez przesady. Wszystko ma
                      swoje granice! Jesli sie je bedzie caly czas traktowac w tak wyjatkowy sposoob,
                      to nie ma co sie dziwic, ze w koncu uznaja, ze sa wyjatkowe i wszystko im sie
                      nalezy.
                      • ashan Re: chyba strasznie długie wyszło 20.02.04, 15:59
                        eeee... miejsce chyba dobre smile)) ja wytłumaczyłam, jak rozumiem słowa Mamy
                        muminka i jaki jest mój pogląd na sprawę.
                        pozdrawiam smile
                        a.
            • nooleczka Re: chyba strasznie długie wyszło 20.02.04, 16:07
              ashan napisała:
              > poruszanych tu kwestii tkwi korzeniami nie w tym, że dziecko jest złe, ale w
              > tym, że otaczający je dorośli nie potrafią się porozumieć. Dzieci wychowuje
              się> przez własny przykład - truizm? Wszyscy o tym wiedzą? Ciekawe, ile
              szacunku > okazuje swojemu eksowi mama Małgosi, ile szacunku i zainteresowania
              okazuje > jego rodzicowm? I vice versa. Wychowanie dzieci w tak ograniczonym
              czasie, > jakim dysponują rozwiedzeni ojcowie jest bardzo trudne. I nie sposób
              nastawiać > się na to, że rezultaty działań taty wspieranego przez nawet
              najlepszą z macoch> zaprocentują po m-cu, czy roku. Czasem na wdzięczność za
              starania trzeba czekać> kilka lat i dopiero od dorosłej osoby słyszy
              się "dziękuję, ze > pomaogłaś/pomogłeś mi wyjść na ludzi".

              Dzięki takim postom jak ten powyżej ashan to forum znajduje swoje racje bytu.
              Pomaga zrozumieć rzeczy nie-do-zrozumienia i zrobic rzeczy nie-do-zrobienia.
              Mi pomaga przełamać bariery nie-do-przełamania.

              Cóż pozostaje powiedzieć - dzięki, Ashan.

              Ania
            • femalespirit Re: chyba strasznie długie wyszło 21.02.04, 22:05
              ashan napisała:

              > I mam wrażenie, że większość z
              > poruszanych tu kwestii tkwi korzeniami nie w tym, że dziecko jest złe, ale w
              > tym, że otaczający je dorośli nie potrafią się porozumieć.
              Calkowicie sie z tym zgadzam. Moj M. i matka jego dzieci nie sa w stanie sie
              porozumiec. Na porzadku dziennym sa z jej strony teksty typu "idz do ojca,
              niech ci da, bo na te panienke (to o mnie) ma kase, wiec niech na ciebie tez
              ma". Wlasnie w tej chwili maz prowadzi z nia kolejna rozmowe... watpie czy
              przyniesie rezultat, do niej po prostu nic nie trafia. I jesli matka jest taka
              egoistka, ze dla swej zranionej milosci wlasnej manipuluje dziecmi, to po kim
              mialy sie nauczyc myslenia nie tylko o sobie? Nie mowiac juz o tym, ze
              pasierbowie, zwlaszcza mlodszy, niezwykle inteligentny i spolecznie uzdolniony
              dzieciak, potrafia tak zamanipulowac rodzicami, ze ojciec mysli, ze matka cos
              zrobila, a matka, ze ojciec. Cynizm, z jakim to dziecko mowi o tym
              przechwalajac sie kolegom (podsluchalam kiedys niechcacy taka rozmowe) jest
              doprawdy porazajacy u kogos w tym wieku. Trudno mi pojac, jak dzieci kogos tak
              serdecznego, troskliwego, oddanego innym jak moj maz moga byc tak od niego
              rozne. Oczywiscie on tez nie jest bez winy. Sam przyznaje, ze przegapil gdzies
              ich wczesne dziecinstwo, bo byl pochloniety zarabianiem pieniedzy, wydawalo mu
              sie, ze skoro zona nie pracuje to on juz prawie nic nie musi. I te pare lat
              wstecz, kiedy zaczal sie zajmowac dziecmi (sa z nim zwiazane chyba mocniej niz
              z matka, z ktora sa bez przerwy na wojennej stopie) to bylo juz ZA POZNO. Teraz
              zbiera tego gorzkie owoce. Nieustannie pracuje nad jego poczuciem winy, ktore
              jest moim zdaniem glownym podlozem jego nadmiernego liberalizmu, ale z takimi
              sprawami tak naprawde kazdy musi sie zmierzyc sam. Ja go nie przekonam, poki
              sam tego nie poczuje. Ale juz zaczyna czuc, wiec w tym moja nadzieja. Boje sie
              jednak, ze potoczy sie to w te strone, ze skoro ojciec zaczyna wychowywac, to
              sie od niego odcinamy... tak moze byc, bo to cokolwiek pozno, by kogokolwiek
              uksztaltowac. A przed nami kolejny wielki kryzys (pierwszy zaczal sie po naszym
              slubie) w stosunkach z pasierbami - nasze potencjalne wspolne dziecko.

              > Oczywistą rzeczą jest, że należy dziecko UCZYĆ norm zachowania, a NIE
              > POPRZESTAWAĆ na ich wymaganiu. Z Twoich postów Femalespirit wygląda na to, że
              > tata w niewielkim stopniu WYCHOWUJE swoje dzieci.A więc jeśli nie tłumaczy im
              > świata, istniejących współzależności między ludźmi, nie mówi o szacunku dla
              > starszych, zobowiązaniach wobec innych, poczuciu odpowiedzialności etc. za to
              > czuje się zobowiązany dawać pieniądze to czego oczekujecie?
              Mysle, ze sam daje im przyklad dobrego traktowania innych przez to, jak
              traktuje ich matke, swoja matke, mnie, wspolpracownikow, wiele tez o tym mowi.
              Ale od nich nie wymaga nasladowania takich postaw. Ulega ich szantazom. Jest
              niekonsekwentny. Ja nie chce zastepowac M. w wychowaniu. Moge mu tylko mowic o
              pewnych rzeczach. W zasadzie wiele dziewczyn w podobnej sytuacji mowi mi, ze
              powinnam sie cieszyc, ze pasierbow praktycznie nie widuje i miec to gdzies. Ja
              jednak nie mam, po pierwsze dlatego, ze obchodzi mnie co sie z nimi stanie, po
              drugie wiem, jak bardzo uderza to w uczucia mojego M., kiedy synowie sie od
              niego odsuwaja. Na to wszystko naklada sie jeszcze bunt adolescencji, negowanie
              rodzicow, wiec jest to najbardziej fatalny z mozliwych moment na rozpoczynanie
              wychowania. Jestem wiec w stanie mojego M. do pewnego stopnia zrozumiec. Ale
              nie usprawiedliwic. Wiec walkujemy ten temat. Cierpliwosc niewatpliwie sie
              przyda smile.
        • cz.wrona Re: TEST- wynik negatywny 20.02.04, 17:38
          mumin_ek napisała:

          > To sa TYLKO DZIECI! Nie przesadzajcie, nie mozna od nich wymagac, zeby sie
          > zachowywaly, jakby byly dorosle, dojrzale emocjonalnie i spolecznie.
          >
          > Na dodatek to sa dzieci po przejsciach.


          Bez przesady!!! Nie miałam cukierkowego dzieciństwa!!! Na własne oczy widziałam
          świat zdrady, oszustwa i kretactwa!!! Praktycznie od 1.klasy podstawówki
          mieszkałam tylko z Mamą. W wieku 13 lat w dniu moich imienin Mama pokazała mi
          pozew rozwodowy, pisany kobiecą ręką...
          Bardzo dużo przeżyłam... Najgorszemu wrogowi nie życzę takich przejść...

          I proszę- jakoś wyszłam na ludzi!!! Dzień dobry, do widzenia, proszę, dziękuję
          etc. Pamietam o rodzicach, dziadkach, całej rodzinie. Martwię się o wszystkich,
          pomagam.

          Małgosia to dziecko, ale niedługo będzie już kobietą- wtedy będzie za późno na
          Jej wychowanie...
          Ot i kropka!
    • m-m-m Re: TEST- wynik negatywny 20.02.04, 15:14
      Śledząc tę dykusję zauważyłam, iż wszystkie mówicie o swojej
      odpowiedzialności za zachowanie pasierba. Tez znam to z autopsji, jako była
      pasierbica i obecnie macocha. A gdzie odpowiedzialność rodziców tychże dzieci?
      Tak naprawdę to na rodzicach spoczywa odpowiedzialnośc za te dzieci, i za
      ich zachowanie. Zawsze mówię mojemu partnerowi, gdy nie podoba mi się cokolwiek
      w zachowaniu jego syna i od niego oczekuję konkretnych działań wychowawczych.
      Uważam, że on, jako ojciec nie może czuć się zwolniony ze swoich rodzicielskich
      obowiązków, a już na pewno nie zgodzę się, by przerzucił te obowiązki na mnie.
      Ja występuję tylko w roli doradcy, a nie "egzekutora" konkretnych wymagań.
      Stawiam zawsze sprawy jasno: chcę dla tego dziecka jak najlepiej, ale ponieważ
      nie jest to moje dziecko, to nie na mnie ciąży główna odpowiedzialność, bo to
      nie ja , ale mój partner będzie się wstydził za swojego syna, nie ja, ale mój
      partner poniesie największe konsekwencje swoich działań wychowawczych w
      przyszłości. Wiem, że to głównie od rodzica zależy jak dziecko będzie sie
      odnosiło do ich nowych partnerów.
      Nie uważam, aby dzieci rodziców rozwiedzionych były specjalnie skrzywdzone
      przez los. Czy ono samo tak to odczuwa, czy nie to zależy właśnie od tych
      rodziców po rozwodzie, a my jako macochy możemy tylko wspierać swoich panów i
      nie zwalniać ich z odpowiedzialności. To tak naprawdę wasi partnerzy powinni
      uczyć ich dzieci szacunku do was i tego każda z nas powinna wymagać.
      Tak, jestem dzieckiem rozwiedzionych rodziców i uważam , że największy wpływ
      na mój stosunek do ojczyma miała moja matka. To ona sprawowała władzę
      rodzicielską, a nie ojczym i dziś będąc z związku jako właśnie macocha też tak
      uważam, ze to mój partner sprawuje władze rodzicielską , a nie ja.
      • ashan m-m-m... 20.02.04, 16:05
        duuuużo racji w tym co piszesz, ale pytanie co zrobić, gdy macocha już wzięła
        na siebie tą odpowiedzialność. I gdy dziecko czuje się już z nią związane
        (Konkubinka pisała, za Małgosia ma do niej zaufanie, a w takich relacjach to
        dużo) i gdy nie chce się tego zaprzepaścić.
        pozdrawiam
        a.
        • m-m-m Re: m-m-m... 20.02.04, 16:46
          Wydaje mi się, że należałoby odróżnić odpowiedzialność za zachowanie
          dziecka partnera i zaufanie tegoż dziecka do macochy. Uczeń w szkole też może
          mieć ulubionego nauczyciela, którego darzy zaufaniem, nauczyciel zwraca uwagę
          rodzicom na pozytywne lub negatywne zachowanie ich dziecka i to zaufanie ucznia
          do nauczyciela nie zwalnia w żaden sposób jego rodziców z ich
          odpowiedzialności. Nie widzę więc nijakiej sprzeczności w tym, by mieć zaufanie
          pasierba i mieć z nim pozytywne relacje, ale jednocześnie nie być głównym
          wychowawcą.
          • mumin_ek Re: m-m-m... 21.02.04, 20:33
            I ja sie z tym zgadzam smile To nie Wy macie obowiazek wychowania tych dzieci.
            Tylko ich rodzice. A jak i czy to robia to ich sprawa, mozna jedynie doradzac.

            Co do mojej wypowiedzi dot dzieci. Tez widzialam wiele rzeczy, ale jakos nie
            potrafie patrzec na dzieci tak jak na doroslych. 11-letnia pannica to tylko
            dziecko i to ostatni gwizdek na jej wychowania, ale to chyba nie zadanie
            Konkubinki? Malgosia ma rodzicow, a Konkubinka moze, podkreslam, moim zdaniem,
            sprobowac sie z nia zaprzyjaznic, okazac serce.

            Wiem, ze sa rozne dzieci, ale przeciez to dorosli ich ksztaltuja w taki a nie
            inny sposob i sa one niejako kalka otaczajacej je rzeczywistosci.

            Pracowalam w szkole, wiele roznych dzieci uczylam i w kazdym widzialam dziecko,
            ktore czasem jest zagubione. Z kazdym dalo sie praacowac. W koncu w efekcie
            mojej prracy nad nimi osiagalismy zamierzony skutek. I wierzcie mi, nie
            wszystkie w pierwszym zetknieciu byly mile i sympatyczne, a rodzice b rozni.
            Dodajcie do tego antypatie innych nauczycieli (stara gwardia), bo ja z dziecmi
            rozmawialam, bo u mnie nie sciagaly i byly grzeczne (bez zastraszania), bo im
            zalezalo. Naprawde mozna, tylko efektow sie nie osiagnie w tydzien, ani
            miesiac, czasem trzeba roku albo i dluzej.

            Konkubinko, nie testuj tej Malej. Moze to ona Was testuje, czy Wam na niej
            zalezy? Dzieci nie mysla logicznie i rozsadnie, potrafia pamietace jedynie
            pasujacy im wycinek rzeczywistosci.

            Aha, nigdy nie mysle o dzieciach sasiadow - co za bachor, dzien dobry nie
            powiedzial wink

            Kasia
            • konkubinka Re:test 23.02.04, 12:24
              Czytam sobie ten moj watek i stwierdzam ze trzeba prawdzie w oczy
              spojrzec.Zarowno mmm jak i Ashan jak i Pysia - wszystkie macie racje.
              Nie jest to moje dziecko - mam wlasne za ktore odpowiadam.Nie uwazam , aby to
              ze jest po przejsciach czy to ze ma glupia matke bylo calkowitym zwolnieniem z
              obowiazku jakim jest milosc do bliznich i rodziny.I Ashan z Toba sie
              zgadzam.Ciezko mi jest emocjonalnie z tego wybrnac.Z jednej strony mam dosc i z
              checia kopnelabym w d...... i małą i Macka i jego ex .Ale z drugiej strony -
              wlozylam w to wiele uczuc i pracy wlasnej .Zaanagazowalam sie a do tego jeszcze
              NIENAWIDZE GDY DZieCI CIERPIA , GDY SA ZANIEDBYWANE.
              Nie wiem jak sobie z tym poradzic , pojsc do terapeuty???Bez sensu.Dochodze do
              wniosku ze moj uklad pomimo wielkich uczuc , ktore łączą mnie i M jest
              beznadziejny.Beznadziejny i w jaka strone sie nie skieruje bedzie to wyjscie
              złe.
              Po tym weekendzie znowu miotam sie jak glupia.Bladze wsrod uczuc , z ktorymi
              jestem sama.
              Z czwartku na piatek M dostal potwornego bolu zoladka .Oczywiscie noc
              nieprzespana bo jak chłop chory to cały dom na nogach.W piatek popoludniu
              przeszlo z niego na mojego synka.Tylko ze moj synek przeszedl to duzo ostrzej -
              wymioty i biegunka trzymały go do soboty rano.Byl nieprzytomny.W sobote rano M
              pojechal po Gosie , dojezdzajac do niej juz robila mu z domu sygnal.Gdy zeszla
              spytal po co , powiedziala ze babcia kazala jej popedzic go , bo sie spoznil 20
              minut.Kiedy przyjechali do domu (moj synek odsypial)Malgosia oznajmila ze
              wymiotowala cala noc i nie jadla sniadania w zwiazku z tym.Jej matka wyszla o 8-
              30 do pracy nie informujac nawet telefonicznie ojca o jej nocnych
              sensacjach.Uznala ze najwyzej my bedziemy miec klopot?Nie mowie juz o tym ze u
              nas w domu jest niemowle i niewskazane sa choroby ale to juz chyba wiadomo ze
              jesli nasza corka zarazilaby sie od Gosi byloby czysta satysfakcja dla ex.
              W efekcie tego ja pojechalam ze swoim ex z Bartkiem do lekarza.Po naszym
              powrocie Malgosia dostala wysokiej goraczki i z nia musielismy isc prywatnie do
              lekarza.Matka nawet nie zadzwonila spytac o jej zdrowie.W koncu wyszla do pracy
              zaraz po tym jak jej corka cala noc byla chora!!!I czy w takiej sytuacji
              powinnam dreczyc jej sumienie za niepamiec o urodzinach ojca , o chorych
              dziadkach.Kurcze zal mi tego dzieciaka!!!A jednoczesnie dlaczego JA mam sie nia
              opiekowac?Wieczorem znowu gderalam gderalam i po odwiezieniu Malgosi z listem
              do matki informujacym o tym co ma brac jakie leki i co jej bylo , M zadzwonil
              do ex, zeby zasugerowac ze pojcie dzis do szkoly ni ejest wskazane.I wiecie co
              uslyszal?"cos jeszcze?bardzo dziekuje ze byles w sobote punktualnie"
              Nie mam juz sil, wierzcie mi.
              • m-m-m Re:test 23.02.04, 14:46
                Nie uwazam , aby to
                > ze jest po przejsciach czy to ze ma glupia matke bylo calkowitym zwolnieniem
                z
                > obowiazku jakim jest milosc do bliznich i rodziny.

                Myslę, iz nie do końca sie zrozumiałysmy : abyś nie czuła sie tak bardzo
                beznadziejnie proponuję pewne wyjście z tej sytuacji jakim jest oddanie
                odpowiedzialności Twojemu M. za jego dzieci. Mozesz być na swoj sposób
                przywiazana do tychże dzieci, ale daj sobie na luz z odpowiedzialnością.
                Wyczuwam, iż jako osoba wrażliwa, przejmujesz się pasierbami i to Ci sie
                chwali, badź doradcą, ale wiecej zaangażuj swego pana.
                Jest też jeszcze jedno wyjście : jeśli ta nieudana ex nie spełnia swej roli,
                dzieci są zaniedbane, Twój M. może wystąpić do sądu o zawieszenie władzy
                rodzicielskiej. Jest to droga długa i zawiła, ale możliwa do przeprowadzenia.
                Zawieszenie (nie odebranie) władzy rodzicielskiej umożliwia swobodną opiekę nad
                dzieckiem ojcu, dziecko zaczyna mieszkać z nową rodziną ojca i wtedy to ex
                płaci alimenty nie mając prawa decydowania co do życia i problemów dnia
                codziennego dziecka. Jednakowoż nie nalezy zapominać, że zawieszenie władzy
                rodzicielskiej ex nie oznacza automatycznie dania tej władzy macosze. Tak więc
                cały czas jesteś doradcą (i tylko doradcą) z tym, że ponieważ pełną opiekę ma
                ojciec (i tylko ojciec) Ty, bez ex w tle, masz większą możliwośc wpływu na
                zachowanie dzieci. Pozdrawiam Cie serdecznie smile))
Pełna wersja