Nieślubne dziecko męża-co dalej?

27.02.04, 21:14
Można to o ironio nazwać, że też jestem macochą. Mąż w trakcie naszego
małżeństwa kilka lat temu miał romans, to już nie ważne. Z tego romansu
narodził się chłopczyk, ma teraz 5 lat. Mąz go nie zna a chciałby. Bardzo
długo owa pani miała nadzieję, że jednak mąż wróci do niej.... Dziecko nie
zna ojca a uważam, że powinno. Tym bardziej , że ta pani nadal jest sama i z
tego co wiem postanowiła się poświęcić dla dziecka i z nikim nie układac
życia. Ciekawa jestem waszych opinii. Pozdr.
    • jannag Re: Nieślubne dziecko męża-co dalej? 27.02.04, 21:44
      Mój maż też ma nieślubne dziecko. Z tym, że z przed naszego małżeństwa. On
      Małego zna, ja nie i ta sytuacja pewnie bedzie jeszcze trwała. Mama Małego
      także nie zamierza układać sobie życia. Wróciła z powrotem do rodziców, z nikim
      sie nie spotyka. "Pielęgnuje" swoją krzywdę i niechęć do mnie, bo to w koncu
      moja wina, że jej się życie poplątło (Mały miał być lekarstwem na rozpadający
      się związek i kochankę czyli mnie).
      Ważne jest żeby dziecko znało ojca. Tylko czy będziesz w stanie zaakceptować
      kontakty swojego meża z tamtą panią? Bo z tego co piszesz, mam wrażenie że nie
      jest ona do was przchylnie nastawiona. Ale z mojego doświadczenia wynika, że
      lepiej jak staramy się nawet nienormalną sytuację w miarę normalnie poukładać,
      niż jak udajemy że nic się nie stało.
      Powodzenia
    • femalespirit Re: Nieślubne dziecko męża-co dalej? 28.02.04, 13:32
      To nie Ty jestes odpowiedzialna za wiez Twojego meza z jego pozamalzenskim
      dzieckiem, ale on. Jesli nie podejmuje kontaktow z tym dzieckiem, to nie widze
      powodow, dlaczego akurat Ty mialabys go do tego sklaniac. Zastanow sie tez, czy
      nie czujesz sie zagrozona jego ewentualnymi kontaktami z matka tego dziecka i
      czy sprawa naprawde jest juz niewazna. W imie bycia szlachetna nie warto
      narazac sie na powzana przykrosc. Jesli zas Twoj maz bedzie chcial sie widywac
      z tym dzieckiem, mozesz sie na to zgodzic lub nie, wazac pomiedzy dobrem
      niczemu nie winnego dziecka, a swoimi uczuciami (bardzo czesto jest tak, ze
      choc zdrada zapomniana, to wcale nie jest wybaczona, a taka sytuacja ciagle by
      w tym jatrzyla). Trzeba sobie odpowiedziec na pytanie, czy jestes gotowa
      zaakceptowac konsekwencje romansu meza w postaci dziecka, czy tez nie i co
      wtedy. To jest dylemat, ktory bedziesz musiala rozstrzygnac sama.
      • konkubinka Re: Nieślubne dziecko męża-co dalej? 28.02.04, 19:13
        a ja zrozumialam ze ta pani utrudnia te kontakty, nie chce ich?I podziwiam Cie
        za to , ze wspierasz meza w jego "chęciach'.
        Nie ma nic gorszego od "'poświęcenia się dziecku"- moja mam tak zrobiłą po
        rozstaniu z ojcem i to teraz moja zmora, właśnie teraz gdy jestem dorosła.Takie
        jest moje zdanie .
        • olina2 Re: Nieślubne dziecko męża-co dalej? 29.02.04, 09:00
          Wiem, że wybaczyłam mężowi zdradę. Biorę pod uwagę to, że on musiałby się z tą
          Panią widywać. Sama jestem dzieckiem chowanym bez ojca i wiem co to znaczy.
          Konkubinka napisała o ''poświęceniu się dziecku'' i tego się najbardziej
          obawiam, że któregoś pięknego dnia będzie telefon, że ona nie daje rady /z
          nastolatkiem/ i teraz on ma go wychowywać. A wtedy może być już zapóźno albo
          dużo trudniej. Zgadzam się że to mąż powinien dążyć do kontaktów , że to jego
          przede wszystkim sprawa.Próbował, ale ta Pani ciągle go podrywała , albo
          pretensje, że spi........ jej życie. Gdy któregoś roku latem wreszcie zobaczył
          syna, to matka chłopca nie raczyła dziecku powiedzieć, że to jest jego ojciec.
          A gdy chciał na spotkanie przyprowadzić naszą córkę / za moją zgodą/, to się
          nie zgdziła. No i nic się z tym nie da zrobić. Oczywiście może sądownie ustalić
          wizyty. Ale to już będzie wojna. Przejedzie 600 km po małego i pocałuje
          klamkę.Mogę tak powiedzieć , gdyż byłam świadkiem zachowań tej Pani. Walka
          walką, ale gdzie honor, klasa?
      • olina2 Re: Nieślubne dziecko męża-co dalej? 29.02.04, 09:30
        Nie nakłaniam męża do kontaktów z małym. Powiedziałam mu, że nie mam nic
        przeciwko kontaktom jego z dzieckiem, ale wtedy przywozi go do nas. Mieszkam w
        średnim mieście i pierwszą rzeczą gdy urodziło się to dziecko to było
        poinformowanie o tym dzieci. Nie chciałam żeby dowiedziały się od kogoś
        życzliwego. Przyjęły jako fakt. Może nie nurtowałby mnie problem widzeń / mały
        mieszka daleko/ gdyby nie fakt wtrącania się rodziny męża. Moja teściowa i
        szwagier z żoną bardzo szybko zaakceptowali fakt nowej pani w życiu męża /to w
        trakcie romansu/. Ja poszłam w odstawkę, nie będę opisywać jak się czułam łatwo
        się domyślić. Po romansie rodzina męża dążyła do tego aby jednak mąż był z ową
        panią. Mój szwagier został ojcem chrzestnym, razem z teściową pojechał na
        chrzciny. Na roczek też pojechali. Ta pani była przyjmowana w domu szwagra i
        mojej teściowej. Długo nie mogłam sobie dać rady jak się w tej sytuacji
        zachować. Czy pójśc i powiedzieć ''pare słów'' czy ich olać. Olałam.Zaznaczam,
        że mąż nie brał w tym udziału, był wściekły na nich,że tak wpieprzają się w
        jeo sprawy. Moja teściowa gdy pani miała ją odwiedzić mówiła konspiracyjnie
        mężowi , że ona z dzieckiem u niej będzie , niech mąż przyjdzie. Wszystko mąż
        mi powtarzał /nie szedł/. Ostentacyjnie nie składano mi życzeń na imieniny,
        zapominano o naszych dzieciach, ale wiem, że o tamtym chłopcu nie. Nie robiłam
        mężowi awantur, zapewne oni na to liczyli, że tego nie wytrzymam i wreszcie on
        nas zostawi. Ale ta sytuacja nas utwierdziła w tym, że chcemy być razem. Ten
        cały cyrk trwał 4 lata.Owa pani przyjeżdżała do naszego miasta jak do swojego,
        czuła się pewnie bo miała poparcie rodziny męża. Teraz już wiem po co to było.
        Tam gdzie nie wiadomo o co chodzi , chodzi o pieniądze. Tajemnicę zostawię
        sobie. Ale wiem jedno rodzina męża wykorzystała ową panią do swojego celu,
        niestety plan się nie udał.. Zabrali owej pani 5 lat życia, robiąc jej
        nadzieję, że mąż wreszcie nas zostawi i będzie z nią. Nie chcę wprost pisać co
        o nich myślę, ale na pewno się brzydzę. Niestety dwa razy do roku musimy się
        spotkać /święta/. Dawniej siedziałam spięta i zła a teraz siedzę z poczuciem
        wygraneji wprowadzam wobec nich moją maksymę życiową-Nie ruszaj gówna bo
        śmierdzi. Prawie jak z brazylijskiego serialu, prawda? Pozdr.
Pełna wersja