NIE, bo mam dziecko... (?)

07.03.04, 12:24
smile Chciałem poruszyć jeszcze jeden temat. Otóż, dużo wody upłynęło w rzece,
zanim moja luba zgodziła się ze mną pierwszy raz spotkać. Musiałem łazić za
nią nieustannie, pytać, prosić, mobilizować całą perswazję i urok, żeby
wreszcie się ze mną umówiła. Powód jej ciągłej odmowy? Dziecko. Tłumaczyła
mi, że bardzo mnie lubi itd. itp., ale nie chce narażać syna na jakieś
zawirowania w życiu, które z pewnością bym wprowadził. Mówiła, że mały łatwo
się przywiązuje i gdybyśmy się rozstali, to na pewno by cierpiał. Czy to
normalna reakcja matek? Czy każda chce chronić dziecko rezygnując całkowicie
ze swojego życia osobistego? Naprawdę musiałem być nadludzko cierpliwy, żeby
ją przekonać i widzę, że w dalszym ciągu ma wątpliwości. Czuję się cały czas,
jakbym chodził po szkle - jeden fałszywy ruch, jeden grymas dziecka i wywala
mnie ze swojego życia...
    • chalsia Re: NIE, bo mam dziecko... (?) 07.03.04, 14:39
      Prędzej znajdziesz odpowiedź na swoje pytanie na forum samodzielnych matek.
      Ja powiem tak - nie mam nic przeciwko spotykaniu się z facetem, ale na pewno
      przez dłuższy czas bez udziału dziecka w ogóle. Dopiero gdybym nabrała jakiejś
      pewności, że to związek rokujący na przyszłość, doprowadziłabym do wprowadzenia
      faceta w swoje i dziecka życie. I znowu po jakimś czasie dopiero (pewnie
      dłuższym niż krótszym) można by mówić o wspólnym mieszkaniu. Niewątpliwie na
      finalną moją decyzję czy chcę być z kimś czy nie wpływała by jakość relacji
      między facetem a moim dzieckiem.

      Pozdrawiam,
      Chalsia
      • bejbiko Re: NIE, bo mam dziecko... (?) 07.03.04, 15:33
        sam napisałeś w innym poście, że miałeś ojczyma, że do momentu kiedy go nie
        było zazdrościłeś kolegom, ża maja ojców... wszedł do waszej rodziny, traktowal
        was jak synów, bawił się z wami, uczył i wychowywał...byliście związani. co byś
        zrobił gdyby odszedł?? mieć ojca jak koledzy to było twoje marzenie, a gdyby on
        zniknął to rozmyłoby sie też twoje marzenie... dla dziecka taka strata to ból i
        cierpienie, to zawód...i każda matka stara się chronić swoje dziecię, dziecko
        zawsze jest najważniejsze, nawet kosztem swojego szczęścia! pamietaj, że
        prawdopodobnie teraz przechodzisz test! i nie staraj się na siłę zawojować jej
        syna, bo wtedy też zapali jej się lampka ostrzegawcza "za szybko" "za
        szybko"..... ale od kina się zaczyna, więc jesteś na dobrej drodze!
        • black-jack-1 Re: Re 07.03.04, 16:51
          Dzięki za odpowiedzi.
          Rozumiem, że dziecko jest najważniejsze i matka robi wszystko, żeby jej potomek
          nie cierpiał, ale jednak dobry mężczyzna wnosi nowe wartości do życia i to,
          sądzę, niebagatelne. I co - odrzucić zanim sie jeszcze spróbowało? Lepiej trwać
          we dwójkę z tęsknotami, które z reguły dotyczą obojga, niż w ogóle spróbować
          przygarnąć kogoś do tego układu? Chyba gdybym był sam w takiej sytuacji, nie
          dałbym się rady oprzeć.
          Mam nadzieję, że rzeczywiście jestem na tej dobrej drodzesmile Staram się
          środkować. Zobaczymy...
          • justus100 Re: Re 08.03.04, 10:48
            Na tym forum znajdziesz wiele opisów relacji dziecko partnerki/ nowy partner,
            czyli takiej jak Twoja. Ja czytam je od jakiegoś czasu i jakoś nie dostrzegłam,
            by którakolwiek Dziewczyna chciała wykopywać faceta ze swojego życia bo nie
            układa się jego relacja z Jej dzieckiem. Weź pod uwagę fakt, że w większości
            przypadków nowi partnerzy Pań tu się wypowiadającaych MAJĄ swoje dzieci, czyli
            dodatkowa komplikacja w życiu, której Ty nie posiadasz smile. Poczytaj troszkę i
            sam wyciągnij wnioski.

            Z tego, co piszesz ta pani, Twoja "luba" to jakaś nadęta księżniczka.
            Człowieku, przecież to ona ma "garba" a Ty latasz wokół niej jak napalony
            bączek. Jeśli już teraz ta pani tak Cię traktuje, to pomyśl co będzie potem!
            Rozumiem, że się boi, ale przecież nikt jej nie każe od razu wprowadzać Cię do
            rodziny. Tak jak napisała Bejbiko, zanim zamieszkacie razem jest czas na
            podjęcie ostatecznej decyzji. Jeśli znacie się kilka miesięcy, to jej
            zachowanie jest nawet naturalne, ale jeśli to trochę więcej, to... Zastanów
            się, czy pasuje Ci związek w którym na siłę uszczęśliwiasz Swoją księżniczkę a
            ona i tak nie odpłaci Ci tym samym, bo ZAWSZE najważniejsze będzie dziecko.
            Tym niemniej życzę Ci powodzenia i troszkę więcej rozsądku
            Pozdrawiam
            • chalsia Re: Re 08.03.04, 11:40
              Wiesz co Justus, chyba tym razem trochę przesadziłaś.

              Pozdrawiam,
              Chalsia
            • black-jack-1 justus... 08.03.04, 16:02
              No, Justus, trochę mi przywaliłaś. Jeszcze, że mi, to pół biedy, gorzej, że
              kobiecie, z którą wiążę poważne plany. Nie, naprawdę nie jest "nadętą
              księżniczką". Jest spontaniczna, dobra i wesoła. Nie sądzę też, żeby to, jak
              mnie traktuje, w jakikolwiek sposób mi uwłaczało. 'Napalony bączek' - ciekawe
              określenie, ale nie ja pierwszy i nie ostatni. I, to prawda, uszczęśliwiam ją
              na razie trochę na siłę, ale mam nadzieję, że ona w końcu uzna, iż jest jej to
              potrzebne.
              • justus100 Re: Jack 09.03.04, 08:52
                Nie chciałam Ci dokopać. Jeśli tak to odebrałeś, to przepraszam. Napisałam
                tylko, jak ja postrzegam tę sytuację,a że mnie ona zdenerwowała to już powinien
                być mój problem. Już sie nie wypowiem w Twojej kwesti
                Pozdrawiam
                • black-jack-1 Re 09.03.04, 13:33
                  Bez przesady, Justus, nie trzeba zaraz iść do Canossysmile W Twojej wypowiedzi
                  było trochę racji i doceniam to. Cieszę się, że w ogóle odpowiedziałaś. I
                  absolutnie nie rozpoczynaj autocenzury!!! Pozdrawiamsmile
Pełna wersja