Dodaj do ulubionych

piłka jest okrągła a opcje są dwie.

02.06.10, 12:24
Ale mi się spodobało to hasło reklamowe smile)
ostatnio okazało się że de facto że widzenia nie są ustalone sądownie gdzieś wspominałam.
jakiś czas nm dziecka nie widział bo mama miała "focha".
muszę przyznać że i ja się stęskniłam.
aczkolwiek przypomniałam sobie jak to jest być w "zwykłym" związku.
ale niestety znów zaczęło się bujanie z odwiedzinami...np.sob-pon, niedz-śr, pt-wt itp...
nm każdą wolną chwilę, wolne dni, wolny czas bierze dziecko i trzyma..jeżeli chodzi o nas to nic nie planuje..
niezbyt dobrze się z tym czuje...
chodzi o to że są tylko opcje albo JA SAMA będę sobie chodzić albo z nim i z dzieckiem..jeżeli chodzi o to że my sobie razem gdzieś pójdziemy to jest problem chyba że za porozumieniem eks bo on swoich planów to nie musi.
a więc.
czy.
Ja nie pojmowałam istoty związku z dzieciatym i właśnie łapie?.
czy.
On nie pojmuje że ma nowy związek po rozwodzie z "nie matką"dziecka.
proszę bez złośliwości.to dla mnie przykre nie ma nas jesteśmy za to my+.
jego nadgorliwość i brak inicjatywy żebyśmy coś we dwoje po prostu tak mnie oddala ochładza nasze stosunki, nie wiem jak to napisać...
zaczynam sobie żyć swoim życiem nie biorąc jego pod uwagę, swoje plany swoje chęci...bo skoro jemu to wisi.ale jak planuje to ja czuje że ciągle muszę mu przypominać a czas dla nas?????już mi się nie chce.to tak jakbym prosiła go o czas, uwagę....
jestem obecnie w stanie obojętności.
czy może po prostu korzystać tylko z tych chwil dla siebie i niech bierze dziecko kiedy chce na ile chce i odwozi kiedy chce....
bez żadnych ram czasowym itp...a ja albo się będę do nich przyłączać albo coś sama robić...albo oni ze mną coś...a jak akurat dziecka nie będzie to nm pójdzie gdzieś ze mną a jak będzie to nie..
może o to w tym chodzi....pzdr...
Obserwuj wątek
    • tully.makker Re: piłka jest okrągła a opcje są dwie. 02.06.10, 12:45
      Powiem ci, jak to wyglada w odwrotna strone - z punktu widzenia
      rodzica - moje dziecko jest ze mna i spotkanie ze mna oznacza tez
      spotkanie z dzieckiem. Jesli potencjalni partnerzy nie byli w stanie
      tego zakceptowac, albo mieli inne oczekiwania, to niestety
      zegnalismy sie.
      Az spotkalam takiego, ktory to rozumial, choc z kolei cierpial
      widzac, ze spedzamy czas z moim dzieckiem, gdy on nie ma okazji
      widziec sie ze swoim poza wyznaczonymi terminami.
      • erillzw Re: piłka jest okrągła a opcje są dwie. 03.06.10, 04:53
        Ale czym innym jest akceptacja czasu spedzonego z dzieckiem - czy to
        wspolnie czy to rodzic z dzieckiem, parterka w tym czasie zaeta
        swoimi sprawami. A czym innym jest zabijanie wyrzutów sumienia
        poswiecaniem kazdej wolnej chwili dziecku. Tym bardziej gdy w jakis
        sposob tworzy sie sieci relacyjno-spoleczno-zwiazkowe z innymi.
        uwagi, zycia i wyłączenia sie praktycznie z interakcji z innymi
        bliskimi na rzecz czasu z dzieckiem jest jednak nieco patologiczne.
        Nie na tym swiat polega by tylko jednej czynnosci sie poswiecac.
        • rybkka24 Re: piłka jest okrągła a opcje są dwie. 04.06.10, 23:05
          ale niestety droga erillzw niektórzy mają "misję"
          i doprawdy nie wiem czemu co poniektórzy rozchodzą się z rodzicami
          swoich dzieci jak ich nadrzędne i główne zadanie to jest zajęcie się
          dzieckiem zawsze i wszędzie, powinni dla TEGOŻ dziecka zostać w
          związku pod kątem wychowujemu razem dziecko/-ci, nasza relacja może
          nie istnieć sprowadzać się tylko do dzieci...
          dzieci mogą być nadrzędna wartością i tylko dla posiadania dzieci
          możemy się spatykać.....
          ze szczerego serca polecam powrót do byłych lub znalezienie sobie
          kobiet dzieciatych..które myślą tylko o swoich dzieciach...
          gdyż wszelkiego rodzaju aktywność "około dzieciowa"
          uznawana jest za nieprzystosowanie do życia....
          i doprawdy nie wiem po co komu bezdzietna panna??
            • rybkka24 Re: dobre pytanie 05.06.10, 11:56
              smilewiedziałam że mogę kiciu na ciebie liczyć.
              więc pytanie następne.
              po co mężczyzna z dzieckiem szuka i znajduje, stara się, zabiega,
              mydli oczy młodej bezdzietnej pannie?
              czemu nie rozejrzy się za dzieciatą panną/rozwódką z dziećmi przy
              sobie która mu się tym dzieckiem zajmie?
              cze3mu chce związku jak na związek nie ma czasu tylko chce
              przynajmniej przez następnych kilka lat zajmować się dzieckiem
              oczywiście z nową partnerką?


              • konstancja16 Re: dobre pytanie 05.06.10, 14:05
                rybkka24 napisała:

                > po co mężczyzna z dzieckiem szuka i znajduje, stara się, zabiega,
                > mydli oczy młodej bezdzietnej pannie?
                > czemu nie rozejrzy się za dzieciatą panną/rozwódką z dziećmi przy
                > sobie która mu się tym dzieckiem zajmie?

                Po co mezczyzna szuka bezdzietnej zamiast zajac sie rozwodka? To
                proste, bo on juz swoje ukochane dziecko – ksiezniczke albo ksiecia -
                na piedestele postawil. On nie chce opiekowac sie CUDZYM dzieckiem (to
                by odebralo uwage jego dziecku!), on chce zeby jego nowa laska pylek
                spod stop jego ukochanego ksiazatka usuwala.

                Sluchaj Rybko, wielu rodzicow ma totalnego hopla na punkcie swoich
                dzieci. Niektorzy jednak zachowuja przy tym zdrowy rozsadek.
                Oczywiscie, ze Twoj facet bylby najszczesliwszy na swiecie gdybys
                zwariowala na punkcie jego coreczki i poswiecala jej wszystko. Ale
                dokad sobie nie uswiadomi, ze:
                1. To jest niemozliwe (a nawet niepozadane, ale to wyzszy stopien
                rozwoju dojrzalej rodzicielskiej milosci);
                2. Jesli chce byc w zwiazku to musi o ten ZWIAZEK dbac;

                to znaczy ze nie jest on gotowy na zaden nowy zwiazek. Ani nawet na
                psa czy kota.

                Jesli sie chce z kims byc to trzeba o te osobe dbac, troszczyc sie,
                poswiecac troche uwagi. To nie musi oznaczac zaniedbania dziecka,
                pracy, dalszej rodziny, zrezygnowania z hobby itede. Wprawdzie faceci
                maja klopot z dbaniem o trzy rzeczy na raz, ale jesli tak jest w
                przypadku Twojego faceta to niech sie skupi na corce, a jak ja odchowa,
                za jakies 15 lat, niech sobie szuka nowej partnerki. No, kuzwa, nie
                mozna byc tak monotematycznym, ze jak juz dziecko to nic wiecej na
                swiecie nie istnieje.

                Wkurzaja mnie Twoje posty. Jestes bardzo mloda z tego co pamietam.
                Nie musisz, do stu pioronow, zebrac o uwage. Pol swiata tego kwiata.
                • rybkka24 Re: dobre pytanie 05.06.10, 14:41
                  dzięki za wsparcie.jesteś jedną z nielicznych osób i to w necie
                  które wiedzą co czuję.
                  w realu nie mam żadnej koleżanki z takim "problemem"...
                  to nie córeczka tylko synek 5/6 lat...trochę nie planowany ale nie
                  uważany z miłości.

                  > Po co mezczyzna szuka bezdzietnej zamiast zajac sie rozwodka? To
                  > proste, bo on juz swoje ukochane dziecko – ksiezniczke albo
                  ksiecia -
                  > na piedestele postawil. On nie chce opiekowac sie CUDZYM dzieckiem
                  (to
                  > by odebralo uwage jego dziecku!), on chce zeby jego nowa laska
                  pylek
                  > spod stop jego ukochanego ksiazatka usuwala.
                  >

                  wiesz że tak o tym nie pomyślałam.....?
                  brałam pod uwagę że nie chcą dzielić się kobietą i mieć problemy z
                  jej eks mężem/facetem który będzie jakąś tam "konkurencją"dla nich,
                  bo przecież trzeba będzie mieć z nim kontakt rozmawiać z nim
                  regularnie przez tel.spotykać się itp.
                  i decyzje też mogą być podejmowane pod kątem byłego i ich dzieci....
                  były będzie cały czas obok..

                  z ciekawostki napiszę że nm jako kawaler wziął sobie kobietę z córką
                  z tym że ojca dziecka nie było wogóle...więc był "zastępczym",
                  teraz mu sie trafiło bez.
                  pzdr.
                • rybkka24 Re: dobre pytanie 05.06.10, 14:43
                  > Wkurzaja mnie Twoje posty. Jestes bardzo mloda z tego co pamietam.
                  > Nie musisz, do stu pioronow, zebrac o uwage. Pol swiata tego
                  kwiata.
                  >

                  myślę nad tym.
                  muszę tylko sobie to bardziej na rozsądek wziąć.
                  popieprzone uczucia.
                    • rybkka24 Re: dobre pytanie 24.08.11, 18:35
                      cześć trinity.
                      nawet jeżeli zdecydujesz się być z TYM facetem.
                      to z tego co czytam macie jeszcze dużo pracy przed sobą i niejedne wzloty i upadki.bo mam wrażenie do Ciebie dopiero teraz dociera w jakiej sytuacji się znajdujesz.
                      gdyby mnie i nm-a nie połączyło takie silne uczucie, chemia i to że w niektórych sprawach dopasowaliśmy się idealnie dawno by nas już nie było ponieważ jesteśmy w skrajnie różnych sytuacjach życiowych i mamy od siebie nawzajem różne oczekiwania.
                      taki związek to sztuka dwustronnych kompromisów i nie możemy zwracać uwagę tylko na moje i faceta potrzeby ale również na potrzeby osoby 3-ciej czyli dziecka.
                      jeżeli Ty i facet potraktujecie że w tym układzie trzeba patrzeć na potrzeby czterech osób (nie 5 potrzeby eks odpadają) z uwzględnieniem każdego i siłą rzeczy trochę bardziej dzieci bo trzeba je wychować jednak to wam się wszystko poukłada.
                      • trinity_2011 Re: dobre pytanie 25.08.11, 11:59
                        > cześć trinity.
                        > nawet jeżeli zdecydujesz się być z TYM facetem.
                        > to z tego co czytam macie jeszcze dużo pracy przed sobą i niejedne wzloty i upa
                        > dki.bo mam wrażenie do Ciebie dopiero teraz dociera w jakiej sytuacji się znajd
                        > ujesz.

                        chyba cos w tym jest... dotychczas chyba jednak zbyt beztrosko podchodzilam do swojego zycia, myslalam - jakos sie ulozy, kochamy sie, fajnie spedzamy czas, mamy milosc, czas, kase, zdrowie, przyjaciol, siebie... jakos to bedzie... bedzie dobrze... albo - na pewno da sie zmienic to co zle...
                        a ostatnio zaczelam myslec bardziej na powaznie - moze nawet zbyt powaznie... o dziecku... swoim... jakie ja mu dam zycie... jak to jego bedzie ksztaltowac... zycie bez jednych dziadkow, ktorzy nie akceptuja mnie, a ex wielbia... jak one sie beda czuly, jak jej/jego brat i siostra beda jezdzily do ukochanych dziadkow: jednych i drugich, a one tylko do jednych... co ja im mam powiedziec? sad(( K...a mac... za przeproszeniem... cale zycie myslalam, ze jestem twarda babka, ze dam rade ze wszystkim, a teraz jestem zalamana tym wszystkim i taka bezsilna... i nawet ze swoim facetem nie potrafie o tym rozmawiac...
                        przeraza mnie fakt dawania MOJEJ kasy na dzieci nm, nie mania drugiego dziecka bo nm ma juz 2...

                        > gdyby mnie i nm-a nie połączyło takie silne uczucie, chemia i to że w niektóryc
                        > h sprawach dopasowaliśmy się idealnie dawno by nas już nie było ponieważ jesteś
                        > my w skrajnie różnych sytuacjach życiowych i mamy od siebie nawzajem różne ocze
                        > kiwania.

                        No to tak jak my. Calkiem inne swiaty, a jednak wiele na laczy... ciagnie do siebie, spaja... nigdy nie bylam z tak dopasowanym do mnie facetem, gdyby nie ta historia... z ktora po prostu sobie najzwyczajniej nie radze...Glupia sprawa... nadchodzacy weekend... plany byly ustalone tak, ze dzieci pol na pol - piatek i sobota, a niedziela bez dzieci... ale szanowna ex poprosila, czy nie mozna dzieci wziac na dluzej bo ona do kolezanki chce jechac... na co moj nm porozmawial ze mna i mnie poprosil ze on bardzo chcialby zobaczyc dzieci i to wcale nie dlatego ze ex poprosila, tylko ze on nie widzial od tygodnia dzieci... i co ja mam zrobic... no nie widzial dzieci od tygodnia, ale tak obiecal mi niedziele dla nas... i co, zgodzilam sie zeby wzial dzieci, bo co mialam zrobic... skoro i tak nic innego nie moglam zrobic... moge miec weekend dla siebie, ot co...

                        > taki związek to sztuka dwustronnych kompromisów i nie możemy zwracać uwagę tylk
                        > o na moje i faceta potrzeby ale również na potrzeby osoby 3-ciej czyli dziecka.
                        > jeżeli Ty i facet potraktujecie że w tym układzie trzeba patrzeć na potrzeby cz
                        > terech osób (nie 5 potrzeby eks odpadają) z uwzględnieniem każdego i siłą rzecz
                        > y trochę bardziej dzieci bo trzeba je wychować jednak to wam się wszystko poukł
                        > ada.

                        Nauczcie mnie - jak ja mam nie patrzyc na potrzeby ex, skoro to ona poprosila o zmiane terminow oddawania dzieci, bo miala potrzebe jechania do kolezanki...
                        A nm realizuje swoja potrzebe - dbania o dzieci.
                        A moja potrzeba spedzenia wolnego dnia tylko z facetem???? Sie nie liczyc?
                        Czy ja w tym ukladzie, zawsze bede musiala powiedziec, no tak, taka potrzeba...


                        • rybkka24 trinity 25.08.11, 20:43
                          trinity Twoje rozważania przypominają mi trochę moją historię/podejście/sytuację...
                          mój facet też miał/ma podobne podejście pod względem realizowania swoich potrzeb a zwłaszcza potrzeby opieki nad dzieckiem.
                          mój nm ma jedno dziecko-chłopca 6 l. i wydaje mi się że robi to jednak dużą różnice jedno czy dwoje dzieci ale może się mylę bo nie doświadczyłam, rodzice nm-a nie lubią eks i kontaktują się rzadko.nm nie robi również "limitów" w dzieciach, chce mieć dwoje i to nie po to żeby zatrzymać mnie ale chce mieć rodzinę po prostu, z eks ma również chłodniejsze stosunki niż Twój facet z tego co czytam.

                          na co moj nm porozmawia
                          > l ze mna i mnie poprosil ze on bardzo chcialby zobaczyc dzieci i to wcale nie d
                          > latego ze ex poprosila, tylko ze on nie widzial od tygodnia dzieci... i co ja m
                          > am zrobic... no nie widzial dzieci od tygodnia, ale tak obiecal mi niedziele dl
                          > a nas... i co, zgodzilam sie zeby wzial dzieci, bo co mialam zrobic... skoro i
                          > tak nic innego nie moglam zrobic... moge miec weekend dla siebie, ot co...


                          mogłaś coś zrobić, mogłaś się nie zgodzić bo taka była umowa.najpierw sama dajesz ciała i się naginasz a potem żale.


                          > A nm realizuje swoja potrzebe - dbania o dzieci.
                          > A moja potrzeba spedzenia wolnego dnia tylko z facetem???? Sie nie liczyc?
                          > Czy ja w tym ukladzie, zawsze bede musiala powiedziec, no tak, taka potrzeba...

                          jak słusznie zauważyłaś facet spełniał swoją potrzebę a Ja już pisałam sztuka kompromisów gdzie uwzględniane są KAŻDE potrzeby.Twoje, Twojego faceta jego dzieci a byłej nie.
                          w tym przypadku który opisujesz facet nie spełnił potrzebę eks tylko skorzystał z jej propozycji i spełnił swoją olewając Ciebie a raczej wykorzystując twoje "miękkie serce".
                          zróbcie ustalenia tak aby wszyscy byli zadowoleni z furtką zmian i przesunięć do "odpracowania" w innym terminie.
                          nie może być tak że facet skupił się tylko na ojcostwie a Ciebie nie ma.
                          dlatego napisałam że czeka was jeszcze trochę upadków i wzlotów zanim się zgracie on zrozumie pewne rzeczy Ty się z pewnymi rzeczami pogodzisz.ale to czas/ różne sytuacje które na pewno jeszcze wynikną/ rozmowy. ostre spięcia no i na pewno duuużo zrozumienia od każdej ze stron.
                          jak naprawdę chcecie być razem to będziecie.
                          jak wam mniej zależy Ty pomyślisz znajdę innego będzie łatwiej/przyjemniej bardziej przewidywalne.
                          on pomyśli znajdę bardziej prorodzinną z dzieckiem np. która nie będzie mi robiła jazd emocjonalnych.
                          a tak naprawdę chodzi o komunikację i szanowanie zdania/opinii drugiej str.dla rodziców priorytetem są dzieci ale stworzenie stałego trwałego związku tez jest bardzo ważne.
                          Twój facet jest przesiąknięty poczuciem winy że dzieci z rozbitej rodziny że nie mają taty na codzień może nawet nie jest tego świadomy.
                          wybór albo kochasz TEGO faceta i chcesz z nim układać życie mimo trudności.
                          jak dla mnie każdy facet powinien po rozwodzie powinien przejść się do psychologa i poukładać sobie w głowie stare życie, nowe życie, obowiązki wobec dzieci potrzeby nowego związku itp.





                          • rybkka24 Re: trinity 25.08.11, 20:56
                            tzw. furtka zmian i przesunięć dotyczy sytuacji wyjątkowych jak klasówka/choroba dziecka/ potrzeba dziecka pobycia z rodzicem oby nie było to na zasadzie chęci scalenia starej rodziny.dzieci też mają różne kombinację w głowie i próbują manipulować rodzicami próbując ich przybliżyć wtenczas partner ma obowiązek dobitnie pokazać że nie ma na to szans.
                            pokazywanie dzieciom że nie tylko ich potrzeby się liczą ale też innych doskonale oducza egocentryzmu i z olewaniem nie ma nic wspólnego.
                            takie związki wymagają dojrzałości, rozwagi, chłodnego spojrzenia opanowania i dużej mądrości oddzielenia i rozróżnienia mnóstwa rzeczy.
                            to nie jest love story w pewnym sensie tylko twarde życie.
                            • trinity_2011 Re: trinity 26.08.11, 12:29
                              > to nie jest love story w pewnym sensie tylko twarde życie.
                              no dokladnie...
                              ja nie czuje ze moj partner to rozumie... on chce miec wsyzstko: dzieci, kobiete kochajaca, dom wspolny i jeszcze uszczesliwiona z boku ex, bo przeciez dzieci widza, jak on traktuje mame...

                              a z mojej strony jak najmniej wymagan, bo ja przeciez tylko wymagam...
                          • trinity_2011 Re: trinity 26.08.11, 12:25
                            > trinity Twoje rozważania przypominają mi trochę moją historię/podejście/sytuacj
                            > ę...

                            chyba faktycznie...

                            > mój nm ma jedno dziecko-chłopca 6 l. i wydaje mi się że robi to jednak dużą róż
                            > nice jedno czy dwoje dzieci ale może się mylę bo nie doświadczyłam,
                            na pewno robi - problemow razy 2 wink pewnie szczescia tez...

                            > rodzice nm-
                            > a nie lubią eks i kontaktują się rzadko.

                            rodzice nm mnie nawet nie znaja, kochaja ex, z nm nie czesto rozmawiaja, kurtuazyjnie, potrafia spedzac boze narodzenie z exia a nie z nm...

                            >nm nie robi również "limitów" w dziecia
                            > ch, chce mieć dwoje i to nie po to żeby zatrzymać mnie ale chce mieć rodzinę po
                            > prostu,

                            hhhhmm... moj nm tez mowi ze on chce miec normalna rodzice, zone, wspolne dziecko, ale tez mowi, ze on moglby zyc bez dzieci, jakbym ja nie chciala... nie nalegalby, mowi ze moglby tak zyc... i co to oznacza? dla mnie to oznacza, ze chce niejako mi to dziecko dac. i sama nie wiem czy to zle czy dobrze, ale chcialabym zeby on czul tez taka chec jak ja... moze to glupie i idealistyczne z mojej strony...

                            >z eks ma również chłodniejsze stosunki niż Twój facet z tego co czytam

                            moj nm nie wiem w jakim swiecie zyje... zgodzil sie na prosbe ex z weekendem a dzisiaj kopa w du..e dostal, jak poprosil zeby we srode dzieci zabrala z konkretnego miejsca... powiedzialam, ze patrz na fakty - ty posiwecasz nasze plany, chcesz miec dobre stosunki, a co masz w zamian? oczywiscie skonczylo sie tym, ze ja jestem zla...a zadalam tylko jedno pytanie: czy ex nie moglaby zorganizowac jednak zabrania dzieci z tego miejsca skoro ty wtedy pracujesz i nie bedziesz mogl? czemu to ty masz znowu zalatwiac a nie ona? bo ona kazala mu sie dogadac z jego rodzicami, ktorzy beda w tym czasie opiekowac sie dziecmi w domu ex of course... chore, czy nie?

                            > mogłaś coś zrobić, mogłaś się nie zgodzić bo taka była umowa.najpierw sama daje
                            > sz ciała i się naginasz a potem żale.

                            ale co moglam? sluchaj -staramy sie miec te sprawy uporzadkowane. na koniec kazdego miesiaca robimy plan widzen dzieci na nastepny miesiac. zazwyczaj sa to 2-3 weekendy plus pare dni w tygodniu. i ten plan byl na sierpnien! 2 tygodnie sierpania nm byl na wakacjeach z dziecmi beze mnie, pozniej my tydzien spedzilismy bez dzieci na wyjezdzie, a pozniej bylismy w domu i przyszedl ten pamietny weekend na ktory w planie mielismy pol na pol dzieci... i nm poprosil, skoro dawno dizeci nie widzial o zmiane tego... co ja mialam zrobic? co REALNIE moglam zrobic? powiedzialam, ze nie, poweidzialam, zeby jak chce to zeby wzial w tygodniu, bo weekend chce miec wolny an co uslyszalam ze w tygodniu to on na noc tylko dzieci dostanie, bo jest praca, etc... a w weekend to razem mozemy cos porobic... szczerze - co mialam zrobic?? postawiac na swoim? BO? Bo chce? Widzac, ze on ze mna nie chce byc, a chce byc z dziecmi i ze mna?
                            Naprawde, co ja realnie moglam zrobic?

                            > jak słusznie zauważyłaś facet spełniał swoją potrzebę a Ja już pisałam sztuka k
                            > ompromisów gdzie uwzględniane są KAŻDE potrzeby.Twoje, Twojego faceta jego dzie
                            > ci a byłej nie.
                            > w tym przypadku który opisujesz facet nie spełnił potrzebę eks tylko skorzystał
                            > z jej propozycji i spełnił swoją olewając Ciebie a raczej wykorzystując twoje
                            > "miękkie serce".

                            jeszcze raz napisze - co mialam zrobic? powiedziec NIE i tyle? "dostalam" w prezencie fakt, ze w piatek bedziemy mieli wolne od dzieci, a za to pojdziemy gdzies sie pobawic razem...

                            > zróbcie ustalenia tak aby wszyscy byli zadowoleni z furtką zmian i przesunięć d
                            > o "odpracowania" w innym terminie.

                            co masz na mysli? odpracowania na zasadzie - skoro ty tak w ten weekend, to w przyszly bez dzieci? jak ja cos takiego mowi, to mojemy facetowi wszystko sie na ciele jerzy, bo jak ja moge tak wyliczac czas z dziecmi, jakby on byl gorszy...

                            > nie może być tak że facet skupił się tylko na ojcostwie a Ciebie nie ma.
                            > dlatego napisałam że czeka was jeszcze trochę upadków i wzlotów zanim się zgrac
                            > ie on zrozumie pewne rzeczy Ty się z pewnymi rzeczami pogodzisz.ale to czas/ ró
                            > żne sytuacje które na pewno jeszcze wynikną/ rozmowy. ostre spięcia no i na pew
                            > no duuużo zrozumienia od każdej ze stron.
                            > jak naprawdę chcecie być razem to będziecie.
                            > jak wam mniej zależy Ty pomyślisz znajdę innego będzie łatwiej/przyjemniej bar
                            > dziej przewidywalne.

                            a Ty zadowolona jestes z takiego zwiazku? ile czasu jestescie razem? udalo ci sie w tym odnalezs swoje miejsce?

                            > on pomyśli znajdę bardziej prorodzinną z dzieckiem np. która nie będzie mi robi
                            > ła jazd emocjonalnych.
                            > a tak naprawdę chodzi o komunikację i szanowanie zdania/opinii drugiej str.dla
                            > rodziców priorytetem są dzieci ale stworzenie stałego trwałego związku tez jest
                            > bardzo ważne.

                            moj facet jest rozchwiany, jak pojechal z dziecmi na wakacje to tesknil a mna, jak jest ze mna to codziennie teskni do dzieci i wydzwania, robi im prezenty, etc. chce sprawic im przyjemnosc, pokazac ze myslal o nich jak nie byl z nimi...

                            > Twój facet jest przesiąknięty poczuciem winy że dzieci z rozbitej rodziny że ni
                            > e mają taty na codzień może nawet nie jest tego świadomy.

                            odczuwa to, ale nie chce sie przyznac ze tak jest. ba, przyznal sie ze casami "bal" sie mnie przy dzieciach przytulic zeby one tego zle nie zinterpretowaly, nie poczuly sie odrzucone - kumasz?? A ja to wszystko czulam, ale jak mowilam i prosilam to nic nie docieralo sad(( Dopiero separacja pomogla, ze dostrzegl to, ze nie widzial, ze ja chce tez czulosci - tak jak i dzieci.... a nie ze nie chce zeby on dawal dzieciom, bo on sie bronil przed tym, ze ja mu to odbuore....

                            > wybór albo kochasz TEGO faceta i chcesz z nim układać życie mimo trudności.
                            > jak dla mnie każdy facet powinien po rozwodzie powinien przejść się do psycholo
                            > ga i poukładać sobie w głowie stare życie, nowe życie, obowiązki wobec dzieci p
                            > otrzeby nowego związku itp.

                            juz pisalam o tym. rozum mowi - spadaj, serce mowi - warto, staraj sie, kochasz, nie poddawaj sie... i wez tu czlowieku badz madrym...

                            ps. wczoraj glupia sprawa, poklocilismy sie, bo on zaczal rozmawiac o psie, ktorego ja tak bardzo chce miec, ale zaczal o nim tak rozmawiac, ze owszem on mi kupi psa tylko ze to bedzie MOJ pies tylko, ze ja bede za niego odpowiedzialna... dziwil sie, ze ja nie skacze z radosci... bo przeciez powinnam sie cieszyc, ze on chce moje marzenie zrealizowac, tylko sorrry-psa to ja dawno moglam sama sobie kupic, a chcialam miec WSPOLNEGO psa, a nie mojego, ktorym ja mam sie opiekowac. Myslalam, ze to bedzie cos naszego... uslyszalam, ze z niczego nie ptorafie sie cieszyc, a ja naprawde nie czulam, ze jego zgoda cokolwiek ma za znaczenie do tego ze ja chce miec psa swojego.... nie wiem czy klarownie tlumacze...





                            • trinity_2011 Re: trinity 26.08.11, 12:35
                              > ps. wczoraj glupia sprawa, poklocilismy sie, bo on zaczal rozmawiac o psie, kto
                              > rego ja tak bardzo chce miec, ale zaczal o nim tak rozmawiac, ze owszem on mi k
                              > upi psa tylko ze to bedzie MOJ pies tylko, ze ja bede za niego odpowiedzialna..
                              > . dziwil sie, ze ja nie skacze z radosci... bo przeciez powinnam sie cieszyc, z
                              > e on chce moje marzenie zrealizowac, tylko sorrry-psa to ja dawno moglam sama s
                              > obie kupic, a chcialam miec WSPOLNEGO psa, a nie mojego, ktorym ja mam sie opie
                              > kowac. Myslalam, ze to bedzie cos naszego... uslyszalam, ze z niczego nie ptora
                              > fie sie cieszyc, a ja naprawde nie czulam, ze jego zgoda cokolwiek ma za znacze
                              > nie do tego ze ja chce miec psa swojego.... nie wiem czy klarownie tlumacze...

                              Acha, o tym psie zaczelam pisac tylko dlatego, ze jak zaczelam mowic facetowi, ze ja chcialam zeby to raczej byl nasz wspolny pies, a nie moj i zebysmy wspolnie za niego odpowiadali, zajmowiali sie, to uslyszalam, ze ja jego dziecmi wspolnie nie chce sie zajmowac i opiekowac, ze dobitnie mowie mu ze to sa jego dzieci...

                              no wiec mu tlumaczylam, ze dzieci sa jego, bo 8 lat temu je splodzil, a psam chcemy miec tu i teraz razem i fajnie zeby byl NASZ, a nie MOJ...

                              nie dotarlo...



              • krowa_laciata Re: dobre pytanie 05.06.10, 23:35
                > czemu nie rozejrzy się za dzieciatą panną/rozwódką z dziećmi przy
                > sobie która mu się tym dzieckiem zajmie?

                A skąd wniosek, że ta z dziećmi sie zajmie? Bo ja mam własne dzieci
                ale nigdy nie spieszno mi było do "mamusiowania" pasierbowi. Jak
                bywa u nas jest pod opieką ojca, jak ojca nie ma, a mamusia chętna
                była go podrzucić wkurzyłam się... na szczęście M jeszcze przed moim
                wkurzeniem sie sprzeciwił wink Ja nie wymagam żeby M był "tatusiem"
                moich dzieci, sama sie nimi zajmuję, sama podejmuje decyzje w ich
                sprawach, sama nagradzam lub karam, sama biegam po szkołach,
                lekarzach itd. i tego samego chcę w drugą stronę. Owszem bywa, że M
                zostanie z moim potomstwem jak gdzieś wychodzę, jadę na wycieczkę z
                jednym z dzieci a reszta zostaje, ale pytam go czy się zgodzi, a nie
                rozkazuję. Podobnie zresztą mnie by korona ze łba nie spadla gdybym
                czasem z młodym została... tyle, że na pewno nie dlatego, że mamusia
                ma imprezę i tak sobie życzy, bez zapytania mnie o zdanie wiedząc,
                że ojciec pracuje w tym czasie. No ale dogadujemy sie w tej materii
                pewnie tylko dlatego, że żadne z nas nie uważa iż dzieci (a
                zwlaszcza te z rozbitej rodziny) to cud nad cudami, któremu należy
                całego żywota poświęcić i dodatkowo WYMAGAĆ by cała reszta świata
                też poświęcała... a w szczegolności nowy partner/ka uszczęśliwieni
                owym potomstwem. Co prawda moj M też na początku gonił na każde
                pierdnięcie eks (bo dzieci) i nasz związek wisiał na włosku i pewnie
                dawno by się skończył gdyby to sie nie zmieniło.
                • rybkka24 Re: dobre pytanie 06.06.10, 10:03
                  oczywiście nie ma na 100% pewności że kobieta z dziećmi zajmie się
                  dziećmi/-ckiem pana.
                  ale jest większe prawdopodobieństwo że się dogadają w tej kwestii.on pomoże jej
                  przy potomstwie ona jemu.ona np.żyje pod dzieci i nie będzie jej specjalnie
                  razić że on ma hopla na punkcie zabierania dziecka.nie będzie jej przeszkadzać
                  że raczej wszystko chce robić z dzieckiem.będą jedną wielką rodzinką.nie będzie
                  potrzebowała tylu chwil dla siebie.wyjeżdżać będą z dziećmi...właściwie czasu
                  bez dzieci nie będzie bo po co?

                  >to cud nad cudami, któremu należy
                  > całego żywota poświęcić i dodatkowo WYMAGAĆ by cała reszta świata
                  > też poświęcała... a w szczególności nowy partner/ka uszczęśliwieni
                  > owym potomstwem.

                  nm nie traktuje dzieciaka jak cud nad cudami raczej ma misję ratowania
                  dziecka.zakodował sobie w głowie że eks to wredna su....po tym co się wydarzyło
                  u nich i dzieciak na pewno dobrze z nią mieć nie będzie.....sąd mu opieki nie
                  przyzna bo nie ma podstaw więc on go będzie ratował zawsze jak ona mu tego
                  dzieciaka da.jak najdłużej i najczęściej...właśnie teraz nm chce stworzyć
                  rodzinę zastępczą dla dziecka na czas kiedy eks wyrazi zgodę żeby był u
                  niego.czyli tak żywota poświęcać i i być uszczęśliwionym możliwością spędzania
                  każdego czasu z dzieckiem...
                  raczej mu tego nie wytłumaczę co on robi.
                  on ma misję w życiu....on nie chce mieć kontaktu z dzieckiem on chce mu
                  podporządkować swoje życie..dopóki coś ja organizowałam i namawiałam to jakoś
                  było ale znudziło mi się...i czemu mam go od dziecka odciągać?
                  dziś już lepiej pewne rzeczy mi się ukazały z krystaliczna przejrzystością...

                  a do macocchy27
                  co się takiego nagłego wydarzyło u waszej eks że musiała dziecko na 2 tyg wam dać??
                  jeżeli nie miała nikogo innego a coś pilnego się wydarzyło to raczej nie miała
                  innego wyboru....
                  byle to inne nie było raz w tyg..
                  • macoszka_27 Re: dobre pytanie 06.06.10, 10:38

                    > a do macocchy27
                    > co się takiego nagłego wydarzyło u waszej eks że musiała dziecko na 2 tyg wam d
                    > ać??
                    > jeżeli nie miała nikogo innego a coś pilnego się wydarzyło to raczej nie miała
                    > innego wyboru....
                    > byle to inne nie było raz w tyg..
                    >
                    Najpierw padła bajka, że ma tatusia w szpitalu...i maks 1,5 tyg mała musi zostawić u mojego NM. Potem się dowiedziałam, że ta pani po prostu przyleciała do Polski aby spotkać się ze swoim gafem. Więc dziecko zostawiła u NM żeby jej gitary nie zawracało. I oczywiście padały różne daty kiedy odbierze dziecko. Jak mój NM powiedział, że w czwartek to padł teks - ale mnie nie ma w mieście i nie wiem kiedy wrócę....
                    • rybkka24 Re: dobre pytanie 06.06.10, 11:12
                      znowu muszę napisać strasznie mi przykro macoszka.
                      wygląda to jak porzucenie dziecka..niestety.
                      nie możesz się wkurzać na faceta...to nie jego wina że matka dziecka tak się
                      zachowała....a on tak naprawdę nie ma wyboru MUSI zająć się dzieckiem bo jest
                      drugim rodzicem....
                      jeżeli jeden rodzic nie ma ochoty zajmować się dzieckiem to drugi musi.jeżeli
                      oboje nie chcą dziecko idzie do dalszej rodziny lub do rodziny zastępczej.
                      chciałabyś żeby twój facet oddał małą do cioci jakiejś czyli ją porzucił?
                      rozumiem twoją złość na los, możesz zawsze zrezygnować ze związku z gościem z
                      takimi zobowiązaniami...

                      do mojego nm była nie dzwoni i nic nie chce to on się nakręca...
                      ale jakby tak porzuciła dzieciaka to on by nie miał wyboru...w tym wypadku
                      wypada tylko złożyć papiery do sądu o przyznanie opieki żeby była jasna sytuacja
                      i z alimentami uregulowane.
                      może się mamie przypomni o córce?
                      a jak nie to...masz wybór.
                        • macoszka_27 Re: dobre pytanie 06.06.10, 13:40
                          Problem sam stworzył, podsuwałam mu kilka rozwiązań np. mała ma cioteczne rodzeństwo z którym w ogóle się nie widzi, więc w czym byłby problem gdyby zostawił ją u swojej siostry czy brata na 2 godzinki i przyjechał do mnie z rodzicami na kolację. To miała być tylko kolacja, nawet namawiałam go żeby dziecko zabrał ze sobą. Nie chciał... Ogólnie on się gubi w swoich wypowiedziach, najpierw mi powiedział że odkłada oświadczyny ze względu na przyjazd JEGO (jak to podkreślił) ważnego gościa a potem mówi, że jej przyjazd to wielka przeszkoda dla niego w podejmowaniu ważnych decyzji. Pomijam fakt, że mieszkaliśmy już razem i jak sam powiedział mi: "jego dziecko teraz przyjeżdza już do nas a nie do niego". Nie chciałam go izolować od małej, wiem że ma bardzo utrudniony kontakt. Ale nie może wiecznie odkładać naszych planów z powodu jednego tel eksi. Ja chciałam aby mi poświęcił 2 godzinki - za dużo wymagałam?? sad(
                          • edw-ina Re: dobre pytanie 06.06.10, 13:57
                            Jesteś przekonana, że chcesz wziąć ślub z tym panem? Osobiście nie
                            znam i opieram się tylko na twoich wypowiedziach, ale:
                            1. rozumiem, że facet najpierw nie chciał się oświadczyć, bo nie
                            było dziecka, a teraz nie chce, bo jest.Do czego w pierwszej wersji
                            dziecko było mu potrzebne, a w czym przeszkadza w drugiej? Chyba
                            razem z ojcem na kolana padać nie będzie.
                            2. Czy to miała być jakaś uroczysta kolacja? Planowana od dawna?
                            Jeśli nie, nie ma w co wnikać i robić awantur, jeśli tak, to chyba
                            należy w krótkich żołnierskich słowach wyjaśnić panu, że w kontakcie
                            z przyszłymi teściami jakiś szacunek jest wymagany.Dobre maniery też.
                            3. Rozumiem, że facet czy chce czy nie chce, to musi być gotowy do
                            zajęcia się dzieckiem w różnych sytuacjach i zdarzy się, że będą to
                            sytuacje dość spontaniczne. Ale jeśli biegnie na każdy telefon eksi,
                            to powtórzę pierwsze pytanie - jesteś przekonana, że chcesz wziąć
                            ślub z tym panem? Po ślubie nie zmieni się raptem na lepsze, nie
                            będzie bardziej powściągliwy, konkretny, przewidujący. Papierek i
                            obrączka na palcu niewiele zmienią w jego zachowaniu in plus.
                            Zastanów się dwa razy, sukienkę ślubną można sprzedać, a gości
                            odwołać, za to życia się tak łatwo nie naprawia.
                            • macoszka_27 Re: dobre pytanie 06.06.10, 15:00
                              Kolacja była już 3 tyg wcześniej zaplanowana. Oboje doszliśmy do wniosku, że najwyższa pora zapoznać naszych rodziców.I powiadomić ich o naszych planach.Jednak mój NM chciał odłożyć to, gdyż uważał że w czasie przyjazdu dziecka (zapowiedzianego 2 dni przed przyjazdem) będzie to dla niego SZOPKA, gdyż nie jest przygotowany na to.Jak wspomniałam o tym, żeby zabrał dziecko to się oburzył, mówiąc że to nasza uroczystość i żaden problem nie może stać nam na przeszkodzie spędzenia miło czasu z rodzicami.Kochane czy to normalne zachowanie??? Bo ja się już pogubiłam w tym wszystkim..
                              • edw-ina Re: dobre pytanie 06.06.10, 16:15
                                Zdaje się, że ja Ci już na to odpowiedziałam - to nie jest normalne.
                                I co to za tłumaczenie, że "żaden problem nie może stać nam na
                                przeszkodzie spęd
                                > zenia miło czasu z rodzicami." ???
                                Dorosły człowiek, który zdążył w swym życiu spłodzić dziecko,
                                odwołuje planowane spotkanie grupy ludzi, ponieważ jego zdaniem nic
                                nie powinno przeszkodzić spędzić miło czas. Nie rozumiem, dlaczego
                                jego zdaniem normalne jest podporządkowywanie iluś tam osób kaprysom
                                czy nawet uzasadnionym potrzebom eks. Dziecko nie z cukru i się nie
                                rozpuści, jeśli przez kilka godzin nie będzie w centrum
                                zainteresowania tatusia. poza tym to właśnie zabranie malca byłoby w
                                takiej sytuacji najnormalniejszym możlwym wyjściem.
                                Jak zapatrują się na to twoi rodzice? Z doświadczenie wiem, że kiedy
                                jest się młodym, to nie słucha się rad rodziców. A czasami po pewnym
                                czasie przypomina się nam, że ktoś kiedyś nas ostrzegał...
                                • macoszka_27 Re: dobre pytanie 07.06.10, 08:02
                                  Rodzice postawili mi sprawę jasno, abym powiedziała temu panu do widzenia bo nie mogą patrzeć jak mnie rani. Rozumieją także, że dla dzieci rodzic jest w stanie zrobić wszystko. Jednakże nic nie tłumaczy takiego zachowania. Skoro nie jest gotowy na nowy związek i zarazem potrzeby nowej partnerki to powinien być sam.
                                  Ja tu cały czas widzę jeden główny problem, eksia. Która uważa, że nadal się świat w okół niej kręci i wykorzystuje to. Stawia warunki,szantażuje wręcz - a mój NM nie widzi tego. Uważa, że to normalne zachowanie. Więc ona łapie za tel i robi takie akcje.
                                  • karolana Re: dobre pytanie 07.06.10, 10:18
                                    macoszka_27 napisała:
                                    > Ja tu cały czas widzę jeden główny problem, eksia. Która uważa, że nadal się św
                                    > iat w okół niej kręci i wykorzystuje to. Stawia warunki,szantażuje wręcz - a mó
                                    > j NM nie widzi tego. Uważa, że to normalne zachowanie. Więc ona łapie za tel i
                                    > robi takie akcje.

                                    Nie masz racji. Exia nie jest największym problemem. Największym problemem jest
                                    Twój partner, który nie potrafi powiedzieć swojej ex NIE. Wybacz, ale uważam, że
                                    mężczyzna, który nie ma na tyle szacunku dla swojej partnerki żeby żyć z nią
                                    zamiast stawiać się na pierdnięcie swojej ex, nie zasługuje na związek z tą
                                    kobietą. Gdyby Twój partner był mężczyzną, postawiłby granice. Jeśli tego nie
                                    robi, jest przestraszonym chłopczykiem, który nie dorósł do nowego związku.
                                    Doskonale wiem jak wygląda wpieprzanie się ex w życie byłego męża i jego nowej
                                    rodziny, jak wyglądają szantaże, pogrywanie dziećmi. Ale nie wyobrażam sobie, że
                                    mój mąż poddaje się temu. To byłby koniec naszego związku.
                                    Siły życzę.
                                  • edw-ina Re: dobre pytanie 07.06.10, 12:25
                                    Jeśli masz dobre układy z rodzicami, to porozmawiaj z nimi szczerze. Może być
                                    tak, że oni widzą coś więcej niż Ty.Rozumiem, że się zakochałaś i chcesz, by ta
                                    miłość miała kontynuację. Ale bez sensu jest się spieszyć, kiedy widzisz mocno
                                    niepokojące zachowania. Tak jak pisałam - nie wmawiaj sobie, że po ślubie będzie
                                    super. Będzie tak samo, jeśli nie gorzej. I nie zwalaj winy za zachowanie faceta
                                    na innych. To nie wina eksi, że facet nie umie sobie w głowie poukładać.
                                    • konstancja16 Re: dobre pytanie 07.06.10, 13:04
                                      Edwina, madrosc zyciowa przez Ciebie przemawia. wielka milosc
                                      wielka miloscia, ale decyzje zyciowe nalezy podejmowac z glowa.

                                      tez sie kiedys glupio zakochalam. och, to byla ta milosc z tych
                                      takich naprawde wielkich, do bolu, do lez, nieprzesane noce, wielka
                                      tesknota. fajne w sumie przezycie, z perspektywy czasu uwazam, ze
                                      piekna taka milosc co przeszywa na wylot. no, ale szans zadnych ta
                                      wielka milosc nie miala, bowiem Pan nie byl odpowiedzialnym, godnym
                                      zaufania, uczciwym i silnym czlowiekiem. chociaz magnetyzm wzajemny
                                      niesamowity, iskry lecialy na calego. dluuuugo to odchorowalam, ale
                                      dalo rade. i ciesze sie, ze to przezylam, ale bogowie nade mna
                                      czuwali, ze sie nie ochajtalam ani dziecka sobie z tym Panem nie
                                      machnelam.
                                      • edw-ina Re: dobre pytanie 07.06.10, 16:00
                                        ee tam mądrość wink Praktyka smile
                                        Też zakochałam się do szaleństwa, też chciałam wierzyć, że wszystko będzie przepięknie, a sygnały ostrzegawcze bagatelizowałam. I dostałam po tyłku - liczba przepłakanych nocy szła w dziesiątki, choć baba ze mnie raczej twarda.
                                        Poza tym myślę, że nie ma co się spieszyć ze ślubem. To poważna decyzja niosąca za sobą masę konsekwencji. Lepiej się upewnić niż płacić przez lata za wyniki nagłej pomroczności jasnej.
                                        A tak odnośnie ślubu kilka refleksji:
                                        ja powiedziałam niesakramentalne tak po ok. 5-6 latach razem, w tym tylko przez rok nie mieszkaliśmy razem. Innymi słowy - znamy się jak łyse konie. Znamy swoją wybuchowość, nasze trudne charaktery, przyzwyczajenia itp. A mimo to czasami zgrzytamy na swój widok zębami. Pierwsze małżeństwo mojego męża było swego rodzaju kuriozum - ślub po dwóch latach znajomości niemal wyłącznie korespondencyjnej i wspólnie spędzonym miesiącu. Sam mówi, że jak patrzy na to z perspektywy, to mu chyba mózg się odkleił od kręgosłupa, że zdecydował się na coś takiego. Moja rodzona siostra wzięła ślub po bodajże 4 wspólnych latach, za to mając zaledwie 22 lata. teraz mówi, że mogła poczekać. Że trzeba było podejść do tego z większym luzem - wyjechać na wakacje, rozwijać zainteresowania, może nawet wyprowadzić się do innego miasta i poczekać. Kilka moich koleżanek, które brały ślub z wielkiej miłości, są już po rozwodach. Chyba tylko jednej się udało, ale o ile wiem, kryzys przechodzili bardzo poważny.
                                        Dlatego pytanie do macoszki (jeśli to przeczyta) - czy naprawdę musisz się z tym ślubem spieszyć? I o co chodzi w ustalaniu terminu zaręczyn? Ja może już stara jestem, ale dla mnie zaręczyny miały niewiele wspólnego z ustalaniem, raczej z nagłym gestem, przypływem romantyzmu. Nie wyobrażam sobie, by mój obecny mąż powiedział - słuchaj, w sobotę to załóż ładną sukienkę, bo będę ci się oświadczał. Nie miałam pojęcia o tym, że za chwilę przysłowiowo padnie mi do nóg.
                                        • tully.makker Re: dobre pytanie 07.06.10, 16:17
                                          Nie wyobrażam sobie, by mój obecny mąż
                                          > powiedział - słuchaj, w sobotę to załóż ładną sukienkę, bo będę ci
                                          się oświadcz
                                          > ał. Nie miałam pojęcia o tym, że za chwilę przysłowiowo padnie mi
                                          do nóg.

                                          No wlasnie to jakis dziwny dla mnie obyczaj @organizowania@
                                          zareczyn? To chyba intymna sprawa, ktora powinna sie odbyc miedzy
                                          dwojgiem ludzi?
                                          • macoszka_27 Re: dobre pytanie 07.06.10, 18:33
                                            1. Zaręczyny - wyrażenie chęci bycia razem i w przyszłości małżeństwa składane zwykle przez mężczyznę - kobiecie.Chęć ta potwierdzana jest wręczaniem pierścionka. Kobieta przyjmując pierścionek deklaruje przyjęcie zaręczyn, odrzucenie oznacza odmowę. Zaręczyny rozpoczynają okres narzeczeństwa, które trwa, aż do zawarcia ślubu. Zaręczoną parę nazywa się narzeczonymi.

                                            2.oświadczyny- Współczesne oświadczyny rzadko wyrażane są w formie prośby o rękę dziewczyny. Najczęściej są one jedynie oficjalnym poinformowaniem rodziców o tym, że młodzi zamierzają się pobrać.

                                            Widzicie różnicę?????Bo ja tak smile)I dlatego oświadczyny się planuje.
                                            To że związałam się z rozwodnikiem nie znaczy, że mam być gorzej traktowana bo on to wszystko już przeżył...To nawet dzieci nie powinniśmy planować z takim mężczyzną bo po co jak on już ma??
                                            Nie musicie mnie aż tak atakować. Każdy inaczej patrzy na życie.
                                        • macoszka_27 Re: dobre pytanie 07.06.10, 18:12
                                          edw-ina napisała:
                                          > Dlatego pytanie do macoszki (jeśli to przeczyta) - czy naprawdę musisz się z ty
                                          > m ślubem spieszyć? I o co chodzi w ustalaniu terminu zaręczyn?

                                          Czytam..czytam...wasze wypowiedzi smile...
                                          Odpowiadam:
                                          1. Czy się spieszyłam?hmmm dobre pytanie...uważam, że nie...po 1,8 miesiącach znajomości przychodzi czas na podejmowanie kroku co dalej...nie akceptuje związków na "kocią łapę"... I tekstu pożyjemy zobaczymy.Po co mi taki związek.Zresztą oboje tego chcieliśmy.
                                          2. Jeżeli chodzi o termin zaręczyn. Sprostowanie zaręczyny już były...i jak chcesz wiedzieć bardzo romantyczne...w słoneczny piękny dzień nad morzem...było cudownie i nic nie planowałam smile po prostu wyjął pierścionek...uklęknął i poprosił mnie o rękę...
                                          Mieliśmy natomiast zaplanowane oświadczyny. Jak pisałam parę postów wcześniej chciałam aby nasi rodzice się w końcu zapoznali i miło wspominali ten dzień. Tak może i jestem staroświecka ale dla mnie to było ważne. Jak mój NM powiedział, że też by to ze mną przezywał pierwszy raz (wcześniej dla niego pierścionkiem był test ciążowy). Chociaż jedna rzecz którą by robił pierwszy raz ze mną.
                                          • konstancja16 Re: dobre pytanie 07.06.10, 19:06
                                            macoszka_27 napisała:

                                            >>Czy się spieszyłam?hmmm dobre pytanie...uważam, że nie...po 1,8
                                            miesiącach znajomości

                                            ???????????????????

                                            nawet optymistycznie zakladajac, ze to 1,8 mialo byc ROKU, a nie
                                            (nie daj Boze) MIESIACA (bo to jest W OGOLE niemozliwe) to i tak
                                            jest to totalna jazda bez trzymanki. chlodny oklad na glowe
                                            polecam.

                                            a w ogole to ja myslalam, ze oswiadczyny to jest takie cos, co facet
                                            pada na kolana i prosi o reke. a zareczyny to jak baba pierscionek
                                            przyjmuje z brylantem. ale wlasciwie to sie nie znam i nie bede
                                            wnikac.
                                            • macoszka_27 Re: dobre pytanie 07.06.10, 19:19
                                              Nie łap mnie za słówka smile
                                              Jaka jazda bez trzymanki?
                                              Tak bo najlepsze są przechodzone związki po 5 latach i nie daj Boże po dalszych
                                              latach. Zajebiste podejście!!! Uważasz, że po takim okresie nie można decydować
                                              czy sie kocha dana osobe i chce się z nią spędzić reszte życia?? Ja mam
                                              wybór!!Jestem świadoma decyzji... Nikt mnie do niczego nie zmusza.
                                              • tully.makker Re: dobre pytanie 07.06.10, 19:29
                                                A ja sie zgodze z macoszka - iMHO jesli facet po roku do 2 lat nie wyjail sie w
                                                kierunku oswiadczyn, to zaczynamy sie rozgladac za nowym kandydatem. Sadze, ze 2
                                                lata max to wystarczajacy czas, by zdecydowac, czy sie z ta osoba chce spedzic
                                                reszte zycia.
                                                • edw-ina Re: dobre pytanie 07.06.10, 19:38
                                                  Tully, ja nie twierdzę, że nie powinien się jakoś skonkretyzować.
                                                  Ale co z tego, że na te kolana padł, nawet do USC poprowadzi, jak
                                                  relacji z eks nie poukładał i potrafi ze zwględu na dziecko wszystko
                                                  przekładać? Tak jakby to dziecko było tylko na chwilę, jutro go nie
                                                  będzie i normalnie szczęście całą gębą.
                                                  Poza tym mam wrażenie jakby macoszka uznała, że ją atakuję. Ja
                                                  przeciwnie, po prostu uważam, że z decyzjami, które wiążą się (a
                                                  przynajmniej powinny) z resztą życia nie należy się spieszyć. Tak
                                                  jak było w pewnej komedii odnośnie wyboru mężczyzny - buty wybieram
                                                  przynajmniej trzy godziny, a je w końcu wkładam tylko na nogi wink
                                              • erillzw Re: dobre pytanie 10.06.10, 22:57
                                                macoszka_27 napisała:
                                                > Tak bo najlepsze są przechodzone związki po 5 latach i nie daj Boże
                                                po dalszych
                                                > latach.

                                                Na pewno są bardziej sprawdzone w codziennosci, nudzie, kryzysach i
                                                sa po fazie chemicznego zakochania.

                                                > Zajebiste podejście!!!

                                                Jak sie dostało troche kopów w dupe przez takie zakochanie i
                                                wydawanie sie to wierz mi podejscie sie zmienia. Robi sie bardziej
                                                realne. I ostrożne.


                                                > Uważasz, że po takim okresie nie można decydować
                                                > czy sie kocha dana osobe i chce się z nią spędzić reszte życia??

                                                Ależ oczywiscie, ze mozna. feel free. Sa tacy co po pol roku chca
                                                miec dziecko razem i wydaje im sie, ze sa na bank pewni, ze to
                                                wlasciwa osoba.
                                                Powiem Ci, ze moj poprzedni zwiazek trwał 2 lata. Po 2 latach dopiero
                                                zobaczyłam z jakim elementem mialam do czynienia i chwale Boga na
                                                kazdym kroku za to, ze dowiedzialam sie z jaka kategoria człowieka
                                                mialam do czynienia zanim doszlo do slubu a juz nie daj boze do
                                                dziecka.


                                                > Ja mam
                                                > wybór!!Jestem świadoma decyzji... Nikt mnie do niczego nie zmusza.

                                                Pewnie, ze nie. A hajtaj sie z chlopcem ktory jest na kazde
                                                pierdniecie swojej bylej zony i kazdy jeden plan odowuje bo
                                                dzieciatko do niego przybywa wiec trzeba zrobic wszystko by nie
                                                poczuc wyrzurów sumienia, ze mu z exia nie wyszło. badz szczesliwa z
                                                tym pantoflem jego bylej zony smile
                                                  • macoszka_27 Re: dobre pytanie 07.06.10, 19:59
                                                    Jakbym od razu wychodziła z założenia , że ten związek to jedna wielka lipa to
                                                    był zwiała jak mój NM mi powiedział, że jest rozwodnikiem z dzieckiem. Fakt
                                                    wynikły w bieżącym czasie pewne niejasności między nami i bardzo mnie zranił
                                                    tym. I właśnie po to wyżaliłam się tu, żeby uzyskać informacje,
                                                    porady...wsparcie od "macoszek" - chyba po to jest to forum tak???A nie
                                                    dogryzanie jedna drugiej. To chyba nie na tym polega?
                                                  • edw-ina Re: dobre pytanie 07.06.10, 20:08
                                                    Kobito, ja ci nie dogryzam! Skąd ci się taki pomysł w głowie
                                                    pojawił? Po prostu mając kilka lat na karku i trochę doświadczenia
                                                    dzielę się nim z Tobą, z nadzieją, że to ci pozwoli popatrzeć na
                                                    sprawę z innej perspektywy. Okopujesz się strasznie, jakbyś
                                                    uznawała, że źle ci życzymy. Czasami naprawdę warto spojrzeć z boku,
                                                    by obraz nabrał ostrości.
                                                    Nie mam powodu ci źle życzyć, a tym bardziej na ciebie napadać. To,
                                                    co piszę, piszę z czystej życzliwości i świadomości, że być może
                                                    gdyby ktoś kilka lat temu zwrócił mi uwagę na pewne symptomy, to
                                                    może łatwiej bym sobiie poradziła, gdy symptomy przerodziły się w
                                                    stan permanentny.
                                                  • macoszka_27 Re: dobre pytanie 07.06.10, 20:55
                                                    Dobrze w takim razie przepraszam.
                                                    Powiem tak, kocham tego faceta i naprawdę chce z nim być. Czytam to forum od
                                                    dawna. Teraz napisałam bo pojawił się u nas kryzys. I nie wiem co robić. Czy
                                                    rzeczywiście warto się pakować? Czy powinnam postawić mojemu NM jakieś ultimatum
                                                    jeżeli zdecyduje się nadal z nim być. Na pewno wiem jedno, no musi zmienić
                                                    nastawienie do eksi. Bo ona naszym związkiem nie może rządzić, naszymi planami sad((
                                                  • mileu Re: dobre pytanie 08.06.10, 11:52
                                                    macoszko myślę ze niepotrzebnie się pbrazasz, bo nie do konca chodzi
                                                    o krytykę czasu trwania związku i Ciebie, ale podejscia Twojego
                                                    partnera do sprawy. Nie czu się atakowana, tylko zastanó, czy jeśli
                                                    ion teraz zachowuje się tak, ze Ty czujesz się skrzywdzona, to czy
                                                    nie warto poczekać trochę, ochłonać, bo pewnie ślub nie sprawi ze
                                                    nagle on przestanie robic to, co teraz Ci sie nie podoba. Pewnie
                                                    będzie nawet gorzejsmile
                                                    a co do czasu przed slubem, to ja osobiscie uwazam ze ludzie
                                                    najpierw powinni sie poznac, sprawdzic, lepiej dluzej niz krocej. I
                                                    pewnie bym sie nie zdecydowala na slub przed uplywem kilkku lat(
                                                    przy czym trudno mi powiedziec ile to jest to kilka)ale mam w
                                                    dalekiej rodzienie taki przyklad. kobieta po 4 latach wyszla za maz
                                                    i to byla kleska. rozwod. mowila ze to pierwszy i ostatni raz. ale
                                                    jak to bywa, stalo sieinaczej niz zakladala. nastepnym razem wyszla
                                                    za maz w 7 miesiace po pierwszej randce. sa razem przeszlo 20 lat.
                                                    wyjątek- ale jednak sie zdazyl. aha, są takim malzenstwem, jakiego
                                                    zycze kazdemu. kochaja sie jak "porąbane nastolatki" uwielbiaja i
                                                    generalnie miod cud i orzeszki.
                                                • karolana Re: dobre pytanie 08.06.10, 08:33
                                                  macoszka_27 napisała:

                                                  > Kochana Twój wybór... Ja chce najpierw sformalizować związek a potem rodzić nas
                                                  > z
                                                  > owoc miłości...Związkom na "kocią łapę" mówię NIE!!
                                                  >

                                                  Ufff.... Ależ deklaracja.
                                                  Szanowna pani, po pierwsze, na "owoc miłości" przy takim podejściu swojego
                                                  narzeczonego to Ty możesz czeeeeeekać i czeeeeekać, bo będzie mu przeszkadzał w
                                                  wypełnianiu świętej misji wobec dziecka z poprzedniego małżeństwa, a po drugie
                                                  nawet jak się "owocu" doczekasz, to nie jest powiedziane, że będziesz miała
                                                  pomoc w wychowaniu go, bo (patrz 3 linijki wyżej).
                                                  Masz w jednym rację - żadna długość znajomości szczęścia nie daje. Ale co innego
                                                  czas trwania związku, a co innego emocjonalna do tego związku niedojrzałość.
                                                  Chcesz ślubu? A se bierz. Tylko potem nie płacz, że "wredna exia miesza mi w życiu".
                                                • agnessam Re: dobre pytanie 25.08.10, 13:13
                                                  "Kochana Twój wybór... Ja chce najpierw sformalizować związek a
                                                  potem rodzić nas z owoc miłości...Związkom na "kocią łapę" mówię
                                                  NIE!"

                                                  macoszka_27,

                                                  Prosze cie, przeczytaj moj post i zobacz jak DZIS wyglada NASZ
                                                  zwiazek malzenski (po 3 latach zycia na "kocia lape" i ponad 3 latach
                                                  malzenstwa). Ja tez chcialam po slubie dziecko. Zapewniam cie, ze
                                                  kocham meza. Przeczytaj pare moich postow i zobacz kochana co te
                                                  przysiegi malzenskie daja (oczywiscie moja sytuacja nie bedzie
                                                  twoja). Nie licz na to, ze twoj facet bedzie ci wiecej poswiecal
                                                  czasu po slubie. Nie licz, ze exia z dnia na dzien przestanie
                                                  wydzwaniac, w imie dobra wspolnego dziecka. I nie licz na to ,ze
                                                  wspolne spiecia, w sprawie pasierba, dadza ochote mezusiowi na wlasne
                                                  dziecko.
                                                  Bylam bardzo wyrozumiala w stosunku do meza. Maz sie rozwiodl, ma
                                                  dziecko, mial prawo do zyciowych bledow, tak jak ma prawo do ulozenia
                                                  sobie zycia (Exia tez) i znalezienia tej swojej drugiej polowki.
                                                  Mysmy przed slubem ustalili, ze chcemy miec dziecko, a teraz wyglada
                                                  to tak, ze maz sie stara dogodzic swojemu synkowi, a ja jestem sama
                                                  jak palec w tym zwiazku malzenskim.

                                                  Mam nadzieje, ze u ciebie bedzie inaczej. Przemysl jeszcze raz
                                                  sprawe.

                                                  >
                                                  • glasscraft Re: dobre pytanie 25.08.10, 13:23
                                                    To, ze WASZ zwiazek DZIS wyglada jak wyglada to po pierwsze nie
                                                    znaczy, ze tak wszystkie zwiazki wygladaja, a po drugie - tak
                                                    wlasnie wyglada niejako na Twoje wlasne zyczenie. Wiec, prosze Cie,
                                                    nie przeginaj w druga strone oglaszajac koniec swiata,tylko zajmij
                                                    sie dzialaniami, ktore TWOJ zwiazek przeksztalca w normalny zwiazek,
                                                    bo zapewniam Cie, ze takie istnieja.
                                                  • agnessam Re: dobre pytanie 25.08.10, 13:29
                                                    "Wiec, prosze Cie,
                                                    nie przeginaj w druga strone oglaszajac koniec swiata,tylko zajmij
                                                    sie dzialaniami, ktore TWOJ zwiazek przeksztalca w normalny zwiazek,
                                                    bo zapewniam Cie, ze takie istnieja."

                                                    Przeciez pisze, ze to co u mnie nie musi byc u tamtej macochy.
                                                    Chcialabym znac te dzialania "ktore TWOJ zwiazek przeksztalca w
                                                    normalny zwiazek", ktore istnieja. Nie pisze tego zlosliwie. Chodzi
                                                    mi o konkrety. Co to za dzialania?
                                                  • glasscraft Re: dobre pytanie 25.08.10, 13:37
                                                    Ja tez nie pisze tego zlosliwie, ale zajrzyj do watku, ktory sama
                                                    zalozylas na temat Twojego zwiazku, meza i pasierba. Przeczytaj
                                                    wszystkie posty od dziewczyn, ktore po kilka razy Ci mowily, gdzie
                                                    popelniliscie bledy razem i gdzie popelnilas je sama. Potem podejmij
                                                    decyzje, czy chcesz je zastosowac w zyciu i probowac cos zmienic,
                                                    tak zebys ty miala meza i partnera, maz mial zone i partnerke,
                                                    pasierb mial ojca i macoche. Albo zignoruj wszystko, co przeczytalas
                                                    i pisz nastepne posty o tym, jak to pasierb Cie obraza a maz olewa.
                                                    Bo trzeciego rozwiazania nie widze.
                                        • illegal.alien Re: dobre pytanie 09.06.10, 22:10
                                          Dobrze Edwina pisze smile
                                          I o zyciu i o zareczynach.
                                          U nas zareczyny byly mega-niezaplanowane i nie do konca trzezwe, na pierscionek
                                          potem troche czekalam, ale od dawna wiedzielismy, ze chcemy sie zareczyc -
                                          zadnej akcji z moimi rodzicami nie bylo, bo mieszkamy daleko, a potem to juz nie
                                          bylo sensu, poza tym miedzy zareczynami a spotkaniem z nimi zaszlam w ciaze wink

                                          Macoszka - mysle, ze powinniscie sobie dac troche wiecej czasu. Moze tylko tak
                                          to odbieram, bo Cie nie znam, ale wydaje mi sie, ze macie z tymi zareczynami
                                          straszna spine i stres - ludzie, ktorzy sie ze soba komfortowo czuja nie maja
                                          takiej jazdy i stresu z okazji zareczyn (no chyba, ze mierze tu wszystkich swoja
                                          miara, w razie czego mozecie mnie naprostowac wink).
                                          No i co to znaczy 'poinformowac rodzicow o planach' - to oni nie wiedza, ze
                                          chcecie sie pobrac? Po jakims czasie to przeciez oczywiste (niekoniecznie ze
                                          ludzie chca sie pobrac, ale ze to cos wiecej niz przelotny romansik - czy dalej
                                          bedzie to konkubinat czy malzenstwo to sprawa drugorzedna).
                                          • illegal.alien Re: dobre pytanie 09.06.10, 22:23
                                            Dobra, doczytalam o co z tymi oswiadczynami/zareczynami chodzi - kompletnie nie moja bajka.
                                            W ogole teraz to mi przeszla cala ochota na slub, bo bardziej niz dziecko to nas juz malo co zwiaze wink ale to inna historia. Ja tam moge zyc na kocia lape.

                                            Ale posty Macoszki bardzo, ale to bardzo przypominaja mi moje poczatkowe podejscie (dolaczylam do forum po niecalym roku zwiazku chyba, w moich pierwszych postach jeszcze pod nickiem nsc23 to podejscie pewnie widac, chociaz nie pamietam, czy werbalizowalam je wprost) - wydawalo mi sie, ze po roku to hohohoho, jacy my juz jestesmy 'powazni' i ile razem przeszlismy i w ogole co te stare baby tu gadaja - od tego czasu minely 3 lata, a ja kompletnie zmienilam zdanie, dostalam prztrykasa w nochala, nauczylam sie paru rzeczy, pochodzilam do psychologa i zaczelam 'starych bab' sluchac tongue_out
                                            Moj W zaczal (jak to kazdy porzadny Afrykanczyk) o slubie pitolic jakos po miesiacu. Poczatkowo potraktowalam to jako zart. Po roku kupil pierscionek (o czym dowiedzialam sie niedawno) i chcial sie oswiadczac. A mi padlo na mozg, wpadlam w histerie, stwierdzilam, ze ja jestem za mloda, zeby brac slub i co on mi tu wyskakuje z takimi glupotami. Ostatecznie zareczylismy sie (tak wlasnie, bo podjelismy te decyzje razem, a nie ze on mi sie oswiadczal) pol roku temu, a mi sie nadal ze slubem nie spieszy wink
                                            Fakt, mieszkamy w kraju, gdzie slub niewiele zmienia formalnie, wiec mi to lata.
                                  • glasscraft Re: dobre pytanie 07.06.10, 14:42
                                    Dopisuje sie do poprzedniczek, ze problemem nie jest eksia tylko jak
                                    Twoj facet na jej zadania reaguje oraz to, ze poniewaz jestes w nim
                                    zakochana latwiej jest "zwalic" wine na eksie niz widziec ja we
                                    wlasnym partnerze. Na razie mozesz uciec ze zwiazku - jezeli facet
                                    juz teraz sie tak zachowuje, to nie zmieni sie po slubie (bo niby
                                    dlaczego mialby sie zmienic, skoro przed slubem Tobie "nie
                                    przeszkadzalo") tyle, ze bedzie sie ciezej z tego ukladu wypisac -
                                    zwlaszcza jezeli sie Wam male cos pojawi smile.
                                  • erillzw Re: dobre pytanie 10.06.10, 22:43
                                    Moja droga nie chce Cie martwic ale to nie ex jest problemem tylko
                                    dupowaty Twoj facet ktory jest na kazde jej skinienie, telefon czy
                                    widzimisie.
                                    Twoj partner sie daje bo sie chce dawac a nie, ze jest wykorzystywany
                                    przez eks. jak tak chce byc na jej kazde skinienie to droga wolna,
                                    niech dalej jej lize stopki i skalme o uwage, i podporzadkowuje
                                    wszystko pod dziecko nie potrafiac zyc normalnie.
                                    Twoi rodzicie maja racje. Powinnas skonczyc ten toksyczny zwiazek.
                                    Ludzenie, ze sie on sie nie zmieni tylko Cie unieszczesliwia. Ludzie
                                    sie nie zmieniaja, a niektorzy nawet ie dojrzewaja bo czasem na to
                                    jest chociaz nadzieja.. U Twojego chlopca tego nie widze.
              • agnessam Ja zadaje sobie to samo pytanie 25.08.10, 12:38
                "po co mężczyzna z dzieckiem szuka i znajduje, stara się, zabiega,
                mydli oczy młodej bezdzietnej pannie?
                czemu nie rozejrzy się za dzieciatą panną/rozwódką z dziećmi przy
                sobie która mu się tym dzieckiem zajmie?"

                Ja zadaje sobie to samo pytanie. Skoro dla meza liczy sie tylko
                dziecko z poprzedniego zwiazku i NIE MA perspektyw na wlasne, to po
                co, po jaka cholere, zenil sie z mlodsza od siebie partnerka? Po co
                mi kaze uczestniczyc we wspolnych weekendach, zabawach i wakacjach
                skoro centrum uwagi meza skupia sie na dziecku, a dla nas nie ma
                czasu? Mogl przeciez nie zawracac mi glowy zalotami (kilka lat temu),
                a znalezc sobie kogos, kto ma juz dziecko, albo nie chce potomstwa,
                albo po prostu, kogos komu takie relacje odpowiadaja.

                "ze3mu chce związku jak na związek nie ma czasu tylko chce
                przynajmniej przez następnych kilka lat zajmować się dzieckiem
                oczywiście z nową partnerką?"

                Dlaczego tak wlasnie jest? U mnie jest to samo.
                Na poczatku jest zawsze super, kazdy sie stara, a potem olewka. Facet
                pewnie sobie mowi, jestem juz zonaty, to nie trzeba sie juz starac,
                bo po co? nie ma czasu na wspolne wyjscia itd, wszystko z dzieckiem.
                Myslalam, ze tylko u mnie takie sa sytuacje eh...
            • konstancja16 Re: dobre pytanie 07.06.10, 19:11
              Kicia, a Ty teraz na dwie rece piszesz?

              czy ktos mi moze wytlumaczyc o co tu chodzi? Nsc zmienia nick,
              Elakuz zmienia, sa ludzie co funkcjonuja na dwoch w zaleznosci od...
              no, wlasnie, od czego? od forum? od tresci zamierzonej wypowiedzi?

              do stu piorunow, o co chodzi z tymi zmianami?! czy to obowiazkowe?
              nowy nick co 5 lat na przyklad? czy po ilus wpisach sie wyczerpuje?
                • konstancja16 Re: dobre pytanie 07.06.10, 20:33

                  tully.makker napisała:
                  > Ale dzieki temu moge np poprowADZIC DYSKUSJE SAMA ZE SOBA wink)

                  no niezle. uwazaj tylko zebys sie ze soba nie poklocila. albo zebys
                  przypadkiem nie zbanowala sama siebie na jakims forum.

                  coz. (nie)rzeczywistosc wirtualna nie przestaja mnie zaskakiwac. ja
                  to jednak chyba jakas analogowa pozostalam. nie lapie niektorych
                  rzeczy z tego swiata....
                  • illegal.alien Re: dobre pytanie 09.06.10, 22:26
                    Ja nicka zmienilam przez przypadek. Nie chcialam wprowadzac zamieszania, ale
                    myslalam, ze w razie czego sobie najwyzej zaloze od nowa konto pod starym
                    nickiem, a tu sie okazuje, ze sie nie da.
              • aragorna71 Re: dobre pytanie 08.06.10, 12:08
                Konstancja, ja zmienilam bo poprzedni byl zlepkiem liter i wygladal
                nijako. Teraz przynajmniej wiadomo, ze interesuje sie science
                fictionwink)
                Bede dopisywac pod kazdym postem, ze bylam ElaKuz. Niczego sie nie
                wstydze i pogladow nie zmieniam ani nie pisze pod roznymi nickami.
      • rybkka24 Re: piłka jest okrągła a opcje są dwie. 13.06.10, 20:10
        >bo pewnie sa kobiety, ktorym
        >by to pasowalo).


        i pewnie nm też by to pasowało bardziej:://

        że jemu sie należy bo on ma taką sytuację...

        i umawia się z ex jak ona mu łaskawie pozwoli mieć dziecko od kiedy
        do kiedy i na ile i podpasowuje mnie i nasze plany w terminy kiedy
        ona każe mu odwieść dziecko.
        i nawet nie można sie jakoś w miare regularnie umówić tylko to jest
        płynne.
        obija się to o to że matka nie jest zbyt czuła i wylewna taka zwykła
        konkretna realistka bez zbytniego skakania nad dzieckiem.
        a u nm dziecko b.dobrze się czuje więc jak on może się ze mna umówić
        na cokolwiek jak w każdej chwili uciśnione dziecię może go
        potrzebować....i niech siedzi.
        a to że czas dla nas...nooo drugorzędna sprawa mocno.

        poddaje się.ostatni raz z nim porozmawiam.
        jeżeli nie okaże zrozumienia i nie zadeklaruje "współpracy"
        to poszuka sobie właśnie takiej co jej wszystko jedno i właściwie
        będzie tylko dziećmi żyła.
    • edw-ina Re: piłka jest okrągła a opcje są dwie. 02.06.10, 13:46
      To ja dla odmiany napiszę nie ze strony macochy, ale dziecka, które w jakimś momencie życia miało macochy/ojczymów. Fakt, byłam starsza niż maluch twojego faceta i to nieco zmienia ogląd sprawy. Ale:
      spędzałam czas zarówno z samymi rodzicami jaki i z nimi i ich nowymi partnerami. Natomiast nie miałam problemów z tym, że wybierają się gdzieś beze mnie. Przeciwnie - wychowałam się w domu, w którym rodzice regularnie wybywali gdzieś sami i tak samo było, kiedy spotykali się już z innymi połówkami. Naturalnie trudno jest mi ocenić, jak by to było, gdybym zamiast lat 10 miała wówczas tak z pięć mniej. Ale byli dziadkowie, ciotki itp., z którymi można mnie było zostawić w sytuacji, gdy mieli zaplanowane jakieś wyjście czy wyjazd. Zresztą sami rodzice co jakiś czas z tego korzystali, kiedy zwyczajnie chcieli trochę pobyć we dwoje.
      Teraz jest podobnie. Kiedy M jest z dziećmi, to wolę, by pobyli sami. Naturalnie zawsze też wymyślamy coś razem - jakieś wyjście do restauracji czy na basen, wieczorem wspólny film. Ale z drugiej strony jeśli np. mamy od miesiąca zarezerwowane bilety do teatru, a w ostatniej chwili okazuje się, że w tym czasie pojawią się dzieci, to M organizuje im jakąś opiekę, a my na tych kilka godzin wybywamy.
      Z drugiej strony myślę sobie, że takie "pożycie własnym życiem" może czasami dobrze zrobić związkowi. Może twój facet dzięki temu przejrzy na oczy. trzymaj się Rybko smile
    • rybkka24 Re: piłka jest okrągła a opcje są dwie. 02.06.10, 16:27
      dziękuje za inne strony.
      nie wiem czy przejrzy na oczy.....on ma wyrzutu sumienia jak spędza wolny czas bez dziecka.
      chodzi o czas dla nas którego nie ma NIGDY.
      bo w tyg zazwyczaj nie ma czasu.
      szkoda że matka nie spędza 80% wolnego czasu z dzieckiem.
      z tym że ja nie wzięłam sobie faceta który ma dziecko przy sobie dobra
      temat rzeka...
    • nangaparbat3 Re: piłka jest okrągła a opcje są dwie. 02.06.10, 18:17
      Czas spedzany z kazdym z rodzicow powinien byc jasno określony - kiedy, z kim,
      na ile - przede wszystkim ze wzgledu na dziecko, dla ktorego jest bardzo wazne,
      by życie bylo uporzadkowane, by dziecko mniej wiecej wiedzialo, co je czeka, co
      sie stanie. Im mlodsze dziecko, tym wazniejsze jest dla niego zachowanie rytmu.
      Moze daloby sie dogadac z Ex uzywajac argumentu dobra dziecka?
      • karolana Re: piłka jest okrągła a opcje są dwie. 07.06.10, 10:26
        nangaparbat3 napisała:

        > Czas spedzany z kazdym z rodzicow powinien byc jasno określony - kiedy, z kim,
        > na ile - przede wszystkim ze wzgledu na dziecko, dla ktorego jest bardzo wazne,
        > by życie bylo uporzadkowane, by dziecko mniej wiecej wiedzialo, co je czeka, co
        > sie stanie. Im mlodsze dziecko, tym wazniejsze jest dla niego zachowanie rytmu.
        > Moze daloby sie dogadac z Ex uzywajac argumentu dobra dziecka?

        Zgadzam się, ale co ma zrobić ojciec, który próbując dogadać się ze swoją ex,
        ustalić dla dobra dziecka jasne zasady, słyszy - NIE WPIERDALAJ MNIE TYLKO DAJ
        MI ALIMENTY (dla jasności- ex żąda alimentów na siebie na oraz dzieci, które to
        alimenty jej się NIE należą)? Człowiek może tylko wyć z bezsilności i usiłować
        jak najczęściej widywać się z dziećmi.
        ---
        "Mysle ze bez mezczyzn zycie kobiety bylo by o wiele trudniejsze,
        jesli nie niemozliwe." Waldi na FF
    • rybkka24 Re: piłka jest okrągła a opcje są dwie. 02.06.10, 19:37
      dobro dziecka?
      pojęcie względne a dla eks jest za dobrem jej własnym.
      ona jest wygodna.i nie zależy jej zbytnio na uporządkowaniu raczej.
      szkoda że matka pracująca nie ma chęci spędzania z dzieckiem czasu w różnego
      rodzaju wolne dni.
      a opieka jest naprzemienna żeby nie powiedzieć główna jej, o co walczyła.
      bo nm chciał odwrotnie ona weekendy.ooo.to absolutnie.
    • macoszka_27 Re: piłka jest okrągła a opcje są dwie. 05.06.10, 18:38
      Mój NM jest jeszcze lepszy.... Oświadczyny które zaplanowaliśmy (dodam miesiąc
      wcześniej) odkłada bo dostaje tel od eksi, że ma wyjątkową sytuację i podrzuci
      mu dziecko za 2 dni na ok 2 tyg. No i co wybiera oczywiście, że dziecko. Po co
      mu te oświadczyny...Jego królewna przyjeżdza...pępek całego świta...wkurza mnie
      to jego poczucie winy. Wszystko zniosłam ale nie to. Postawił jasno, że nasz
      związek nic dla niego nie znaczy. A ta kobieta nadal robi mu wodę z mózgu..
    • rybkka24 Re: piłka jest okrągła a opcje są dwie. 06.06.10, 11:40
      do macoszki
      wiesz jakby on zamiast zająć się waszymi zaręczynami wydzwaniał do byłej że chce
      wziąć dziecko, i kłócił się z tobą że dziecko będzie z wami np.przy
      zaręczynach(tak też się zdarza nie wiesz na co stać zakochanych tatusiów) to
      ok.masz prawo być zawiedziona jego zachowaniem.
      ale u was jest całkiem inna sytuacja.
      i może to właśnie coś znaczy że przed tymi zaręczynami coś takiego się
      wydarzyło..masz szansę zobaczyć co znaczy taki związek i czy temu podołasz i czy
      tego chcesz....
      chyba lepiej teraz niż po ślubie....
      • macoszka_27 Re: piłka jest okrągła a opcje są dwie. 06.06.10, 13:51
        Nie ukrywam, że ten jego ruch mocno mnie zabolał. Myślałam, że wyjasniliśmy już sobie takie sytuacje awaryjne, były rozmowy. To nie był pierwsze jego zachowanie. Ok za każdym razem przebaczałam i rozumiałam, że naprawde brakuje mu dziecka. Ale czy taki rozwodnik nie potrafi też myslec o potrzebach partnerki?? Stwarzając takie sytuacje...Czy to normalne zachowanie? Wiem na co się decydowałam, wiążąc się z rozwodnikiem z dzieckiem.To bardzo trudny związek, jedynie czego oczekiwałam że właśnie będzie mnie wspierał w takich sytuacjach i będzie potrafił połączyć te dwa światy. Miłość do dziecka i miłość do nowej partnerki. Nie będzie dokonywał wyborów, uszczęśliwiania jednej...zawsze będzie o nas dwóch myślał. A tu jest odwrotnie, ta sytuacja pokazała... Na chwilę obecną mam ogromny mętlik w głowie...kocham go bardzo bo to dobry człowiek, widać że potrafi być dobrym ojcem dla dzieci. Ale boje się, że ja i w przyszłości nasze dziecko będzie dla niego drugoplanowe. Bo ma poczucie winy wobec obecnego dziecka.
        • tully.makker Mysle, ze macoszka ma inny problem 07.06.10, 10:11
          sadze, ze jest roznca miedzy sytuacja, w ktorej rodzic oczekuje, ze
          dziecku bedzie uczestniczyc w zyciu pary, tworzac z nia nowa,
          zrekonstruowana rodzine, a co innego, kiedy owo - z pubktu wodzenia
          dziecka jak najbardziej pozadane - zycie rodzinne - nie moze sie
          odbywac, bo wszystko jest podporzadkowywane zle rozumianym potrzebom
          dziecka.

          Wspolczuje.
          • macoszka_27 Re: Mysle, ze macoszka ma inny problem 07.06.10, 19:10
            No nie ukrywam mam problem. Widzę go dokładnie, mój NM podporządkował nasz związek pod swoje dziecko.
            A jeżeli chodzi o eksie to macie racje. Sam sobie pozwolił wejść na głowę tej babie!!Są jakieś granice - prawda?? Nie wiem czym to jest u niego spowodowane - poczuciem winy, że dziecka nie widzi?Nie rozumiem to ta kobieta doprowadziła do tego, że rozpadło się ich małrzenstwo, że jej dziecko widzi ojca ze 3 razy w roku.Ale ona ma to w d.... A dziecko niczemu nie jest winne.


            • rybkka24 Re: Mysle, ze macoszka ma inny problem 07.06.10, 20:35
              > No nie ukrywam mam problem. Widzę go dokładnie, mój NM >podporządkował nasz
              związek pod swoje dziecko.

              ten "problem" jest poważniejszy niż ci się zdaje..
              teraz jesteście stosunkowo krótko ze sobą..
              dziecko 3x w roku.
              zamiast wyprawić zaręczyny najpierw ustal zasady obowiązujące w waszym
              związku.już teraz facet jasno ci pokazał na co go stać.
              a po ślubie co zdziałasz?
              i potem rozwód.
              a co jeżeli zechce wziąć dziecko podróż poślubną a co jeżeli będziesz musiała
              wejść w rolę matki zastępczej tej małej.
              czy takie rzeczy omówiliście?
              czy przez rzadki kontakt uważasz że to się ciebie nie tyczy?
              • macoszka_27 Re: Mysle, ze macoszka ma inny problem 07.06.10, 21:13
                rybkko24:

                Mój NM widywał dziecko 3 razy w roku (święta i ferie) bo mieszkało za granicą z eksią. Teraz eksia zdecydowała się wrócić do Polski. W końcu znalazła sobie chłopa i spodziewa się dziecka. Może w koncu przestanie go szantażować i wpieprzać się w jego życie.
                Rozmawiałam z moim NM o tej całej sytuacji, przeprosił mnie bardzo za to że stało sie tak a nie inaczej, powiedział nawet sam że popełnił wielki błąd zachowując się w taki sposób. Obiecał, że nigdy nie postawi mnie już w takiej sytuacji. Zostały wyjaśnione np. terminy przyjazdów małej do niego (co 2 tydzień +jakieś odwiedziny w tyg.)Wszystko oczywiście wcześniej konsultowane zemną. W podróż poślubną na pewno małej nie bedzie chiał zabrać bo już mi zapowiedział, że nawet nie chce jej na naszym ślubie (temat też był poruszany).

                a co jeżeli będziesz musiała
                > wejść w rolę matki zastępczej tej małej.
                Dziecko nie jest niczemu winne, że ma takich rodziców. Z małą mam dobry kontakt. I wiem, że mnie bardzo lubi. Zawsze się cieszy jak jedzie do mnie smile. Dla mnie to plus jakby nie patrzeć
                Powiedziałam mojemu NM, że jakby mała chciała - broń Boże nie zmusze jej do tego- może do mnie mówić mamo...Ale to zależy tylko od dziecka. Moja chrześnica często do mnie się np zwraca nie ciociu lecz mamusiu smile. Dlatego podkreślę do niczego dziecka mojego NM nie mam zamiaru zmuszać. Nawet jakby (lecz wcale nie musi być) sytuacja, że poczuje się źle...z powodu narodzin nowego dziecka...zaproponowałam mojemu NM żeby ją wziął do siebie.
                • rybkka24 Re: Mysle, ze macoszka ma inny problem 07.06.10, 23:19
                  macoszko wybacz mój sceptycyzm....ale jestem po niejednej nieprzyjemnej sytuacji..
                  ustalone terminy..to temat b.względny dziś są ustalone za jakiś czas mogą się
                  zmienić powodów może być tysiące..
                  najważniejszy powód szeroko pojęte dobro dziecka które pozwala olewać partnerkę
                  a jej/ich plany mieć w poważaniu bo ważniejsze że dziecko ma być..
                  twój narzeczony wykazał się uległością wobec eks już teraz to pokazał, czy chce
                  ci się w razie co walczyć z tym przez następne lata.
                  uważam że takie kwestie należy wypracować przed ślubem...
                  i dobrze że taka syt.teraz wyszła.
                  z tego co piszesz zachowuje umiar.
                  życzę ci oby wszystko poszło w dobrą stronę.
                  • macoszka_27 Re: Mysle, ze macoszka ma inny problem 08.06.10, 08:10
                    Dziękuję rybkko

                    Na chwilę obecną nasz związek wisi na włosku.Powiedziałam mu wprost,że bardzo mnie zranił i nie spodziewałam sie takiego zachowania po nim. Nie ukrywam również ciut straciłam zaufanie, jego słowa teraz są puste. Zapewnia mnie, że wszystko będzie dobrze. Rozmowa i jeszcze raz rozmowa. Na chwilę obecną już odłożyłam wszystkie nasze plany przyszłościowe. Poszłam za Twoją radą. Teraz trzeba wszystko sobie poukładać i wyjaśnić wszystkie nieporozumienia. Bo drugiego rozczarowania nie zniosę.Chęć mam być z nim...jednak powrócimy do tego co było bardzo małymi kroczkami. Niestety nawet wspólne zamieszkanie teraz nie w chodzi w rachubę. Po prostu nie potrafię.
                    • rybkka24 Re: Mysle, ze macoszka ma inny problem 08.06.10, 09:56
                      z tym ślubem to faktycznie dziwne...tekst chyba pod Ciebie żebyś nie
                      miała wątpliwości że jesteś jedyna i najważniejsza..taka zagrywka.
                      wiesz teraz delikatnie podchodzi, rozmawia i zapewnia a po ślubie ci
                      powie bez ogródek że wiedziałaś w co wchodzisz i się zgodziłaś na
                      wszelkie konsekwencje bycia w takim związku..i on nie ma wyboru...
                      musisz to sprawdzić przed jak będzie jakie on ma podejście...
                      jeżeli chodzi o ich dzieci to niektórzy faceci nie uznaja ŻADNYCH
                      zasad, ŻADNYCH umów, ŻADNYCH planów jeżeli ma przyjechać dziecko to
                      zawsze można razem...lub jeżeli sytuacja nie pozwala z dzieckiem to
                      wcale.i nieistotne jest że nic się nie dzieje wystarczy kilka dni
                      nie widzenia tel eks i to jest doskonały powód.
                      dlatego tu nie rozumiem twojego faceta chciałaś żeby wziął córkę a
                      on nie chciał.
                      w tego typu związkach bardziej niż w innych trzeba kierować się
                      rozsądkiem a nie bazować tylko na miłości.
                • tully.makker Powiedz ze zartujesz 08.06.10, 09:29
                  bo już mi zapowiedział, że nawet
                  > nie chce jej na naszym ślubie (temat też był poruszany).

                  Zamierzasz poslubic faceta, ktory nie zyczy sobie, by czlonek jego
                  najblizszej rodziny byl na jego slubie? By jego corka byla swiadkiem
                  jednej z najwazniejszych chwil w jego zyciu, kiedy to zalozy nowa
                  rodzine?

                  Qooooooooooorwa, ja nie moge w to uwierzyc.
                  • edw-ina Re: Powiedz ze zartujesz 08.06.10, 10:24
                    Przypominam, że przy okazji macoszka nie mialaby nic przeciwko, by dziecko
                    mówiło do niej mamo.
                    Hm,
                    sorry, mnie ten wątek przerasta. Za wiele niedojrzałych zachowań w tym widzę. I
                    brak chęci na przemyślenie ich.
                    • sabina211 Re: Powiedz ze zartujesz 08.06.10, 11:32
                      Nie wiem, czemu obecność dziecka na ślubie miałaby być niepożądana, ale kwestię
                      zwracania się do przyszłej żony ojca zostawiłabym samemu dziecku. Co innego
                      pozwolić mówić mama, a co innego to nakazać.
                      Mi dobra wola macoszki i jej otwartość na dziecko bardzo się podoba. Facet
                      pewnie spanikował w sprawie kolacji zaręczynowej, ubzdurał sobie(tak myślę), że
                      córka będzie problemem, zepsuje klimat wieczoru, popsuje jego odbiór w oczach
                      przyszłych teściów, jeśli zacznie histeryzować itd. Bardzo to niedojrzałe, fakt,
                      ale nie on jeden by się tak zachował, zwłaszcza, że dziecko widywał sporadycznie
                      i jego zachowanie w takiej sytuacji nie było pewnie czymś oczywistym. Macoszka
                      ma prawo czuć się zraniona, rozżalona, może nawet wypisać się z tego związku,
                      jeśli nie umie wybaczyć, ale- moim zdaniem- to ze strony narzeczonego był
                      bardziej odruch paniki, zagubienia niż złej woli.
                      A co do podejmowania odpowiedzialnych decyzji o ślubie, to myślę, że nie tylko
                      czas znajomości ma tu znaczenie. Ja wyszłam za mąż po 10 miesiącach znajomości,
                      zdecydowaliśmy o tym chyba po 3 miesiącach, rodzinę poinformowaliśmy niewiele
                      póżniej i po ponad 5 latach szczęśliwego na każdej płaszczyżnie małżeństwa
                      sądzę, że w naszym przypadku nie było sensu tego odkładać, skoro sakrament był
                      dla nas ważny. A jeśli chce się szukać przykładów nieprzemyślanych
                      małżeństw, to znajdzie się je i wśród szybko zawieranych i wśród spotykających
                      się lub mieszkających ze sobą nawet blisko 10 lat. Ja tu nie widzę reguły.
                    • macoszka_27 Re: Powiedz ze zartujesz 09.06.10, 08:09
                      edw-ina napisała:

                      > Przypominam, że przy okazji macoszka nie mialaby nic przeciwko, by dziecko
                      > mówiło do niej mamo.
                      > Hm,
                      > sorry, mnie ten wątek przerasta. Za wiele niedojrzałych zachowań w tym widzę. I
                      > brak chęci na przemyślenie ich.

                      A jak zwraca się dziecko Twojego NM do Ciebie?? Ciociu czy po imieniu??
                      Niedojrzała decyzje??Jakie, że mi to dziecko nie przeszkadza?? Że mam odruch
                      opiekuńczy, że żal mi tego dziecka i chciałabym aby u nas czuło się dobrze.
                      Uważam, że to normalne. Jeżeli kobieta nie chce się decydować na aż taki "krok"
                      to po co się wiąże z facetem z dzieckiem???
                      Na to dziecko złego słowa nigdy nie powiedziałam. To że wynikła teraz taka
                      sytuacja to nie wina małej tylko zachowania mojego NM. Żalu do dziecka nie mam i
                      nigdy za to nie będę mieć.
                      • karolana Re: Powiedz ze zartujesz 09.06.10, 08:31
                        macoszka_27 napisała:


                        > A jak zwraca się dziecko Twojego NM do Ciebie?? Ciociu czy po imieniu??

                        No wiesz, pomiędzy zwracaniem się per ciociu albo po imieniu a mówieniem "mamo"
                        jest kolosalna różnica.
                        Dziecko, które ma normalną matkę i normalne z nią relacje nie będzie mówiło
                        "mamo" do obcej sobie kobiety, z którą spotyka się raz na jakiś czas. I tak z
                        drugiej strony powiem Ci, że dla macochy to też nie jest łatwe. Dzieci mojego m
                        mówią do mnie "mamo", ale przez długi czas nie potrafiłam się w tym odnaleźć. Bo
                        takie słowo to wielka odpowiedzialność. I zanim łaskawie zgodzisz się być
                        "mamą", zastanów się, czy jesteś gotowa przyjąć na siebie taki ciężar. Bo "mama"
                        nie odchodzi, "mama" jest przy dziecku, kiedy jej potrzebuje, "mama" nie może
                        powiedzieć mężowi "stary, to nie moje dzieci, nie mój problem". Jesteś na to
                        gotowa? Naprawdę? Czy może to byłoby "takie słodkie"? Nie jest słodkie, jest
                        trudne. Bo jesteś "matką zastępczą" dla dziecka, masz wobec niego obowiązki
                        emocjonalne i moralne, a nie masz żadnych praw przysługujących matce naturalnej.
                        Myślisz, że to takie super?
                        "Moje" dzieciaki same wybrały taką formę i kiedy chciałam to korygować był
                        protest i histeria. Ale w naszym przypadku relacje matki biologicznej z dziećmi
                        są bardzo zaburzone i Młode szukały we mnie tego, co powinna dać im matka.
                        I czasem mnie to przygniata.

                        > Niedojrzała decyzje??Jakie, że mi to dziecko nie przeszkadza?? Że mam odruch
                        > opiekuńczy, że żal mi tego dziecka i chciałabym aby u nas czuło się dobrze.

                        Dlaczego Ci żal? To dziecko ma mamę i tatę. A o niedojrzałość zapewne chodziło w
                        kontekście połączenia Twojej deklaracji na temat mówienia do Ciebie "mamo" i
                        zapewnienia Twojego narzeczonego, że Mała nie będzie obecna na Waszym ślubie.
                        Nie widzisz ambiwalencji? Jak dziecko może nie uczestniczyć w ślubie ojca,
                        zwłaszcza jeśli miałoby do jego żony mówić "mamo"? Uważasz, ze to Młoda powinna
                        decydować? Nie za duża odpowiedzialność na barki małego dziecka? A nie sądzisz,
                        że Twój narzeczony i Ty powinniście ZAPROSIĆ jego córkę i zapewnić, że jest na
                        tym ślubie mile widziana?
                        • macoszka_27 Re: Powiedz ze zartujesz 09.06.10, 18:03
                          karolana napisała:

                          > "Moje" dzieciaki same wybrały taką formę i kiedy chciałam to korygować był
                          > protest i histeria. Ale w naszym przypadku relacje matki biologicznej z dziećmi
                          > są bardzo zaburzone i Młode szukały we mnie tego, co powinna dać im matka.
                          > I czasem mnie to przygniata.

                          A czy Twój NM wie, że tak "przygiata" Cię jego dziecię???
                          Wybacz, ale jeżeli bym miała takie podejście do dziecka mojego NM to bym się z nim nie związała. Bo po co by mi było to "przygniatanie".
                          Owszem matka biologiczna ma najwięcej do powiedzenia w kwestii swojego dziecka. Jednak to dziecko samo decyduje jak bedzie mówiło do partnerki taty.

                          > Dlaczego Ci żal? To dziecko ma mamę i tatę. A o niedojrzałość zapewne chodziło
                          > w
                          > kontekście połączenia Twojej deklaracji na temat mówienia do Ciebie "mamo" i
                          > zapewnienia Twojego narzeczonego, że Mała nie będzie obecna na Waszym ślubie.
                          > Nie widzisz ambiwalencji? Jak dziecko może nie uczestniczyć w ślubie ojca,
                          > zwłaszcza jeśli miałoby do jego żony mówić "mamo"? Uważasz, ze to Młoda powinna
                          > decydować? Nie za duża odpowiedzialność na barki małego dziecka? A nie sądzisz,
                          > że Twój narzeczony i Ty powinniście ZAPROSIĆ jego córkę i zapewnić, że jest na
                          > tym ślubie mile widziana

                          Może i ma mausię...ale to właśnie dzięki tej mamusi to dziecko nie ma normalnej rodziny i co ważniejsze normalnego dzieciństwa.
                          Dzieci nie są niczemu winne, że ich rodzice się rozstali. Dziwi mnie Twoje podejście... to wg Ciebie jak powinnam traktowac to dziecko? Jak kilku godzinny rzep?? Przeszkodę??? Piszesz, że Ty nie umiałaś się odnaleźć - ja potrafię, nie traktuje tego dziecka jako kuli u nogi...nie zaciskam zębów i nie udaje, że ją lubię tylko po to aby uszczęśliwić mojego NM. NIE!
                          Jeżeli chodzi o decyzję mojego NM dotyczącą nieobecności jego córki na naszym ślubie, myślę że zmienił by zdanie. Jeżeli nie to ja bym dziecko sama zaprosiła i zrobiła mu niespodziankę. Pomimo, że to nasz dzień mała była by ważnym gościem.
                          • karolana Re: Powiedz ze zartujesz 09.06.10, 21:03
                            macoszka_27 napisała:
                            >
                            > A czy Twój NM wie, że tak "przygiata" Cię jego dziecię???
                            > Wybacz, ale jeżeli bym miała takie podejście do dziecka mojego NM to bym się z
                            > nim nie związała. Bo po co by mi było to "przygniatanie".
                            > Owszem matka biologiczna ma najwięcej do powiedzenia w kwestii swojego dziecka.
                            > Jednak to dziecko samo decyduje jak bedzie mówiło do partnerki taty.

                            Mój mąż dokładnie zna moje emocje związane z Jego Dziećmi.
                            I proszę, zanim coś skomentujesz, zastanów się nad tym, co przeczytałaś. Nie
                            przygniata mnie dziecko, ale odpowiedzialność za nie w połączeniu z kompletną
                            bezsilnością wobec praw matki biologicznej. Jak kiedyś będziesz stała zaciskając
                            zęby żeby nie krzyczeć ze złości i żalu, kiedy matka będzie zabierała dziecko,
                            które wyciąga do Ciebie rączki w wyje "mamoooo", jak kiedyś będziesz patrzyła w
                            oczy dziecka, które nie rozumie, że Ty nie możesz go "uratować", to może
                            zrozumiesz o co mi chodzi.

                            > Może i ma mausię...ale to właśnie dzięki tej mamusi to dziecko nie ma normalnej
                            > rodziny i co ważniejsze normalnego dzieciństwa.

                            "Dzięki" obojgu rodzicom, bo małżeństwo to dwoje ludzi. Poza tym można być do
                            dupy małżonkiem i super rodzicem. To, że ktoś zawalił małżeństwo nie oznacza, ze
                            nie potrafi zająć się dzieckiem. Twój narzeczony raczej średnio miał kontakt z
                            córką. Teraz jego ex "podrzuca" mu dziecko na caaałe dwaa tygooodnie. Ojcu!
                            Straszne! A nie sądzisz, że może czas najwyższy żeby ojciec zaczął być ojcem na
                            większą część etatu? Ja wiem do czego zdolna jest kobieta po rozwodzie, ale też
                            wiem, że ojciec może nie zgodzić się na zmianę miejsca zamieszkania dziecka
                            poza obręb województwa, a co dopiero kraju. Może więc zamiast oceniać ex Twojego
                            narzeczonego przyjrzyj się jemu i jego roli w wychowaniu dziecka?

                            > Dziwi mnie Twoje pode
                            > jście... to wg Ciebie jak powinnam traktowac to dziecko? Jak kilku godzinny rze
                            > p?? Przeszkodę???

                            Innej opcji nie widzisz? Myślisz, że to dziecko potrzebuje Twojej litości?

                            > Piszesz, że Ty nie umiałaś się odnaleźć - ja potrafię,

                            Fakt, mam problem w odnalezieniu się w swojej sytuacji.
                            Mam dwoje dzieci i nie mam żadnego jednocześnie.
                            W oczach dzieci jestem mamą, w oczach prawa nie.
                            Emocjonalnie dzieci są moje, formalnie nie są.
                            Wychowuję je, a jednocześnie jestem non stop na cenzurowanym, bo wystarczy, że
                            szanownej mamusi się coś nie spodoba, a dzieci nie zobaczę przez kilka miesięcy.
                            Mam problem z tym, że mój mąż ma dzieci z kimś innym niż ja, a ze mną ich mieć
                            już nie będzie.
                            Uważasz, że to łatwa sytuacja? Że Ty poradziłabyś sobie lepiej? Gratuluję
                            zarąbiście wysokiej samooceny w takim razie.
                            A czy Ty potrafisz, to się jeszcze okaże w momencie, kiedy to dziecko na stałe
                            zacznie funkcjonować w Twoim życiu.
                            Na razie nawet ze swoim narzeczonym nie mieszkasz, prawda?
                            Na razie, umówmy się, kontakt z małą masz szczątkowy.
                            Strasznie łatwo jest coś deklarować, jeśli pozostaje na etapie hipotez. Większe
                            problemy są w codziennym życiu z dzieckiem męża pod jednym dachem. Zwłaszcza w
                            momencie, kiedy sama dzieci nie posiadasz.
                            • edw-ina Re: Powiedz ze zartujesz 09.06.10, 21:32
                              Karolana, ja juź dawno podejrzewałam,że Ty normalnie nie wiesz jak
                              to jest być tak fantastycznie nastawioną do dziecka/dzieci i tak
                              dokładnie rozumieć, kto źle czyni, a kto ma najlepsze chęci! wink
                              A tak poważnie, Macoszka się obraża - na Ciebie, na mnie, na
                              Konstancję itp., ponieważ jej nie rozumiemy. No nie rozumiemy, bo
                              każda ma pewne konkretne doświadczenia - dobre, złe - różne. Grunt,
                              że nie patrzymy na sytuację jednostronnie.
                              Myślę, że Macoszka jest jeszcze bardzo młodą i niedojrzałą osobą,
                              która bez wątpienia ma dobre chęci, ale tak naprawdę to w tej chwili
                              potrzebowałaby takiego "sabatu" nastolatek, które by jej potakiwały,
                              mówiąc - jaka ta eks to zła, ty będziesz lepsza, ty lepiej rozumiesz
                              i lepiej wiesz. A tu zonk. Stare czarownice się zebrały wink
                              Kurczę, ja jej naprawdę życzę jak najlepiej, ale tak sobie myślę:
                              facet zdaje się mało poważny, sama macoszka (mam wrażenie) przede
                              wszystkim liczy na ślub i bajkowe - i żyli długo i szczęśliwie. A w
                              tym wszystkim trzeba pomyśleć o jeszcze kilku innych sprawach - że
                              córcia wróciła do kraju i życie jej ojca będzie wyglądało inaczej,
                              może mieć więcej obowiązków, być może będzie zmuszony do
                              ograniczenia swoich przyjemności i czasu dla macoszki ze względu na
                              małą. Poza tym facet jest po nieudanym związku i jak dla mnie to
                              przede wszystkim powinien najpierw sobie poukładać w głowie i w
                              życiu, a później wchodzić z pełną parą w kolejny związek.
                              Macoszka z taką pewnością mówi o swojej akceptacji, zrozumieniu -
                              nie przeczę, może je mieć. Ale dopiero kiedy faktycznie na własnej
                              skórze zobaczy, że nie będzie miała takiej kontroli nad własnym
                              związkiem i życiem i nie zawsze wszystko będzie cacy - bo okaże się,
                              że np. pieniądze odkładane na wspólny urlop czy nowe meble będzie
                              trzeba przeznaczyć np. na korepetycje dla małej, czy zdarzy się, że
                              z czegoś, na czym macoszce bardzo zależało wyszły nici, bo np. tata
                              będzie musiał jechać przez pół Polski, żeby odebrać chore dziecko z
                              kolonii, a ona będzie musiała zacisnąć zeby i jeszcze pomóc
                              małżonkowi, to spojrzy z większym dystansem.
                              Niestety, teraz nie chce nas słuchać. Jesteśmy złe, ponieważ nie
                              przytakujemy. kurczę, jesli bardzo bym chciała wykazać się agresją
                              wobec kobitki, to bym to zrobiła. A tak okazuje się, że jestem
                              napastliwa. Widać natura rudzielca wychodzi wink
                              • karolana Re: Powiedz ze zartujesz 09.06.10, 21:47
                                Edw-ina, też uważam, że postawa Macoszki jest pomieszaniem myślenia życzeniowego
                                ze zwykłym brakiem doświadczenia.
                                Również wydaje mi się, że Jej narzeczony nie dojrzał do nowego związku, nie
                                potrafi poukładać sobie swojego ojcostwa, które w zasadzie dopiero odzyskuje.
                                Pewnie miota się pomiędzy chęcią bycia dobrym ojcem a pragnieniem ułożenia sobie
                                życia z kobietą.
                                Może dobrze byłoby dać mu czas żeby zrozumiał, że można być jednocześnie ojcem
                                dla dziecka z pierwszego związku i partnerem dla obecnej kobiety.
                                A Macoszka mogłaby wykazać ciut więcej pokory i samokrytycyzmu. Litość czy nawet
                                współczucie dla dziecka jest bardzo słabą podstawą do układania sobie z nim
                                relacji. Patrzenie na tę dziewczynkę jako na "biedne skrzywdzone dziecko" może
                                skutkować nadmierną pobłażliwością, chęcią "wynagrodzenia" mu cierpień,
                                pokazania, że "matka jest be, macocha jest super".
                                Nie podoba mi się też obwinianie matki, która de facto do tej pory zajmowała się
                                córką, o całe zło. Dopóki nie pojawiły się w moim życiu Dzieci męża, nie
                                wiedziałam wielu rzeczy o sobie, o tym, ile wysiłku wymaga codzienność z
                                dzieckiem i jak często ma się ochotę wystawić wyjca w środku zimy za okno żeby
                                mu gluty zamarzły i zatkały rezonatory wink
                                Macoszka się nauczy. Szkoda tylko, że zamiast czytać atakuje.
                                Pozdrawiam.
                            • macoszka_27 Re: Powiedz ze zartujesz 09.06.10, 21:42
                              karolana napisała:

                              > W oczach dzieci jestem mamą, w oczach prawa nie.
                              > Emocjonalnie dzieci są moje, formalnie nie są.

                              No mnie raczej to nie boli, że nie jestem prawną matką małej. W niczym to nie
                              przeszkadza kochać to dziecko.
                              Fakt, mój NM miał średni wręcz utrudniony kontakt z dzieckiem. Jednak sprawdza
                              się w roli ojca, widać że kocha dziecko i nie wstydzi się go.Na pewno zacznie
                              poświęcać jej więcej czasu jak wróci do Polski. Dla jasności podpisał paszport
                              bo esksa go szantażowała... Więc co miał zrobić.
                              Wybacz, że to powiem ale nie zawsze matka biologiczna jest ideałem. Dziecko samo
                              mi się przyznało iż więcej czasu spędza z babcią. To babcią ją szykowała do
                              szkoły czy odbierała. Nie wspominając że karmiła. Mamusi nigdy nie było w domu.
                              Pomijam fakt, że mamusia zostawiła dziecko właśnie z babcią na miesiąc i
                              wyjechała w swoich prywatnych sprawach.MIESIĄC....Nie mi oceniać...ale już widać
                              z takiego zachowania że jej mamusia raczej nie jest odpowiedzialną osobą.

                              > Strasznie łatwo jest coś deklarować, jeśli pozostaje na etapie hipotez. Większe
                              > problemy są w codziennym życiu z dzieckiem męża pod jednym dachem. Zwłaszcza w
                              > momencie, kiedy sama dzieci nie posiadasz.
                              >
                              Może i są...ale od czego są kompromisy...Fakt, masz doświadczenie akurat w tej
                              kwestii. Ja jestem na razie pozytywnie nastawiona. Mała ma 7 lat. Z tego
                              cząstkowego kontaktu nie wyniosłam złych emocji. Dziecko nie jest konfliktowe,
                              wręcz otwarte. Na pewno wkurzało mnie jedno, NM zamiast dołączyć do zabawy
                              siadał przed tv i miał nas w nosie. Może chciał sprawdzić jak sie dogadujemy...
                              Dzieci nie mam jestem panną.W planach na przyszłość padł temat naszego wspólnego
                              dziecka. I to właśnie mój NM nalegał żeby jak najszybciej.
                              • karolana Re: Powiedz ze zartujesz 09.06.10, 22:10
                                macoszka_27 napisała:
                                > No mnie raczej to nie boli, że nie jestem prawną matką małej. W niczym to nie
                                > przeszkadza kochać to dziecko

                                Już pisałam w czym problem. Kochając dziecko, do którego nie masz żadnych praw,
                                sama sobie sprawiasz ból, bo widzisz, że źle się dzieje i jesteś bezsilna.
                                Przekonasz się.

                                > Wybacz, że to powiem ale nie zawsze matka biologiczna jest ideałem.

                                Oooo ależ ja jestem baaardzo daleka od twierdzenia, że matka biologiczna jest
                                zawsze super. Mam taki przykład, że ludzie jak słyszą, to dziwią się, że ta
                                kobieta nadal ma pełnię praw rodzicielskich. Tylko że w naszym przypadku to mój
                                mąż był tym z rodziców, który zajmował się dziećmi od samego początku (łącznie z
                                karmieniem, bo dzieci były karmione piersią raptem po 6 tygodni starsze i 3
                                tygodnie młodsze), a potem jeszcze w sądzie musiał udowadniać, że naprawdę wie
                                cokolwiek o opiece nad dziećmi, bo sędzinie w jej małej główce nie mieściło się,
                                że facet może wstawać w nocy do dziecka, karmić, zmieniać pieluchy, mieć pracę
                                umożliwiającą opiekę nad dziećmi popołudniami, gotować, chodzić do lekarza, brać
                                zwolnienia lekarskie na czas choroby, itd, itp. I le TAKI ojciec ma prawo
                                oceniać jakość rodzicielstwa drugiej połowy.
                                W Waszym przypadku, Twój narzeczony układał sobie życie. A jego ex? Nie miała
                                prawa do tego? Nie zamierzam bronić ex Twojego narzeczonego, ale może spojrzenie
                                z szerszej perspektywy i z większym zrozumieniem byłoby wskazane? Ciężko jest
                                być samotnym rodzicem. Twój narzeczony nie wie o tym. Ty też.
                                A poza tym, skoro mała jest fajna i otwarta, to jej matka nie jest chyba taka
                                zupełnie do niczego?

                                > I to właśnie mój NM nalegał żeby jak najszybciej.

                                Ehh, to, że on nalegał to jeszcze naprawdę o niczym nie świadczy... Niestety.
                                Słowa są tanie. Znam sytuacje, kiedy faceci "nalegali" na posiadanie dzieci z
                                partnerkami, a potem powychodziły takie cuda, że włos na głowie się jeży. Druga
                                żona mojego ex też twierdziła, że on nalegał żeby jak najszybciej. A jak już
                                była w ciąży, mój ex rzucił hasło, że chyba lepiej żeby usunęła uncertain
                                • konstancja16 Re: Powiedz ze zartujesz 09.06.10, 22:49
                                  no wlasnie to naleganie w polaczeniu ze stwierdzeniem:

                                  >>NM zamiast dołączyć do zabawy
                                  siadał przed tv i miał nas w nosie.

                                  to u zdrowo myslacej osoby powinno wlaczyc sygnal alarmowy. a Macoszka
                                  tlumaczy niechec swojego faceta do zabawy z wlasnym dzieckiem:
                                  >> Może chciał sprawdzić jak sie dogadujemy...

                                  no comments.
                                  • karolana Re: Powiedz ze zartujesz 09.06.10, 22:55
                                    konstancja16 napisała:

                                    > no wlasnie to naleganie w polaczeniu ze stwierdzeniem:
                                    >
                                    > >>NM zamiast dołączyć do zabawy
                                    > siadał przed tv i miał nas w nosie.
                                    >
                                    > to u zdrowo myslacej osoby powinno wlaczyc sygnal alarmowy. a Macoszka
                                    > tlumaczy niechec swojego faceta do zabawy z wlasnym dzieckiem:
                                    > >> Może chciał sprawdzić jak sie dogadujemy...
                                    >
                                    > no comments.
                                    >

                                    Myślenie życzeniowe po prostu.
                                    Macoszka CHCE żeby Jej mężczyzna był super ojcem i już. Facet olewa? Na pewno ma
                                    powód, bardzo zresztą dobry, bo on jest przecież super ojcem.
                                    No cóż, ja tylko życzę żeby życie Jej nie sprowadziło na ziemię zbyt brutalnie.
                                  • filetta Re: Powiedz ze zartujesz 10.06.10, 08:16
                                    konstancja16 napisała:

                                    > >>NM zamiast dołączyć do zabawy
                                    > siadał przed tv i miał nas w nosie.
                                    >
                                    > to u zdrowo myslacej osoby powinno wlaczyc sygnal alarmowy. a
                                    Macoszka
                                    > tlumaczy niechec swojego faceta do zabawy z wlasnym dzieckiem:
                                    > >> Może chciał sprawdzić jak sie dogadujemy...
                                    >
                                    > no comments.
                                    >

                                    Mi również zapaliła się "czewona lampka". Facet najwyraźniej nie
                                    wie, co to znaczy być ojcem. Nie posmakował tego, choć dziecko ma
                                    już 7 lat.
                                    Według mnie życie szybko zweryfikuje tę życzeniowo-bajkową wizję
                                    wspólnego szczęścia. Każda z nas wchodziła w związek z pewnym jego
                                    wyobrażeniem, a w miarę upływu czasu spotykały nas rózne
                                    doświadczenia: dobre i złe, które nam powoli zmieniały obraz
                                    związku. Dlaczego nie pozwolić bohaterce przekonac się na własnej
                                    skórze, jak to jest? Wiem, wiem, w jej przypadku prawda może się
                                    okazać zbyt bolesna.
                              • blondgirl Re: Powiedz ze zartujesz 10.06.10, 08:48
                                "Ja jestem na razie pozytywnie nastawiona."


                                jak zauważyłaś "na razie", ale nie wiesz co będzie za kilka lat. Ba,
                                podejrzewam, że pierwsze zgrzyty zaczną się jak zamieszkacie razem we trójkę.

                                Ja też byłam zachwycona swoim Młodym dopóki widziałam go raz na jakiś czas. Nie
                                to, że teraz go nie lubię, bo lubię i to bardzo, ale czasami jestem po prostu
                                zmęczona jego co weekendowymi wizytami, mimo że chłopak jest bezproblemowy (ma
                                14 lat). A to nie tylko weekendy, bo spędza u nas 90% czasu wolnego od szkoły,
                                tj. ferie, święta, 1/2 wakacji. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałam "wolny"
                                weekend.
                                W zasadzie niewiele mogę zaplanować. Niedzielne obiady u moich rodziców też
                                odpadają, bo Młody nie chce z nami jechać, a NM nie zostawi go samego na kilka
                                godzin, choć Młody większość czasu spędza z kolegami na podwórku.
                                A ile było/jest jeszcze takich drobnych spraw związanych poniekąd z Młodym. Ot,
                                choćby kwestia czystości w jego własnym pokoju, obowiązków itp. Dużo by o tym
                                pisać, mimo iż uważam, że nasz związek zdążył się już w miarę ułożyć przez ten
                                czas, kiedy mieszkamy razem (2,5 roku).

                      • edw-ina Re: Powiedz ze zartujesz 09.06.10, 11:24
                        Mówią do mnie po imieniu i nie widzę powodu, dla którego miałyby się zwracać do mnie inaczej.
                        A odnośnie niedojrzałości napisałam w kontekście, jaki przedstawiła Karolana - chcesz związać się z facetem, który nie chciał zabrać własnego dziecka na uroczystość, choć był tam on, dziadkowie dziecka i jego przyszła macocha, która dodatkowo "nie ma nic przeciwko, by dziecko (które ma oboje biologicznych rodziców, sprawujących nad nim opiekę) mówiło do niej mamo".
                        Podkreślasz wielkimi wykrzyknikami, że związkom, jak je pejoratywnie określasz "na kocią łapę" mówisz NIE!!!!, masz wątpliwości związane z zachowaniem własnego faceta, ale odganiasz się jak od stada os od wszelkich podpowiedzi osób z pewnym życiowym doświadczeniem, które sugerują ci, abyś nie spieszyła się, przyjrzała się dokładniej postępowaniu ewentualnego małżonka i nie podejmowała decyzji ważących na twoim życiu pochopnie.
                        • macoszka_27 Re: Powiedz ze zartujesz 09.06.10, 18:15
                          edw-ina napisała:

                          ale odganiasz się jak od stada os od wszelkich podpowiedzi osób z pew
                          > nym życiowym doświadczeniem, które sugerują ci, abyś nie spieszyła się, przyjrz
                          > ała się dokładniej postępowaniu ewentualnego małżonka i nie podejmowała decyzji
                          > ważących na twoim życiu pochopnie.

                          No właśnie nie rozumiem jednego. Większość macoszek na tym forum, ma dziwny przekaz wypowiedzi. Atak... A wystarczyło by napisać...słuchaj a może...ja z moim doświadczeniem radziłabym CI... itp... I najbardziej dziwi mnie jedno. Podejście niektórych macoszek do moich postów.Co jest złego w tym, że nie widzę problemu dziecka mojego NM i to że bardzo by mi było miło jakby mała miała ze mną jeszcze lepsze relacje. Tak, problemem jest zachowanie mojego NM.... i po to wypowiadam się na forum aby uzyskać jakieś porady od macoszek z dłuższym stażem. Czy wszystkie aż tak żałują, że wpakowały się w taki związek??Ja nie żałuję, fakt jest mi przykro jak zostałam potraktowana. Ok, dostałam nauczkę. Ale może teraz bardziej mam otwarte oczy... i inaczej patrze na pewne sprawy. Na pewno na chwilę obecną nie rozmawiamy o dalszych planach na przyszłość, dopóki nie rozwiążemy spraw które wynikły teraz.
                          Dziękuję macoszką które popierały mnie w swoich postach smile.

                          • illegal.alien Re: Powiedz ze zartujesz 09.06.10, 22:55
                            Atak? Jaki atak? Ja sie dziwie, ze kobiety maja do Ciebie tyle cierpliwosci, bo
                            ja juz bym dawno siadla - masz strasznie naiwno-romantyczna wizje
                            slodko-cukierkowej rodziny i kiedys dostaniesz pstryka w nos od zycia.
                            Nie mam lat doswiadczenia za soba, jestem jedna z mlodszych osob na tym forum,
                            ale dotychczasowe przezycia kaza mi wierzyc, ze edwina i karolana maja 100%
                            racji - zobaczysz za kilka lat.

                            > Dziękuję macoszką które popierały mnie w swoich postach smile.

                            Trzeba bylo od razu napisac, ze chodzi Ci o klepanie po pleckach -
                            oszczedzilabys kilku osobom sporo czasu.
                            • macoszka_27 Re: Powiedz ze zartujesz 10.06.10, 08:16
                              illegal.alien napisała:

                              > Trzeba bylo od razu napisac, ze chodzi Ci o klepanie po pleckach -
                              > oszczedzilabys kilku osobom sporo czasu.

                              Jak Ci szkoda Twojego cennego czasu, to po co usiadłaś przed kompem i odpisałaś smile).
                              Podziękowałam tym macoszką z doświadczeniem, co widzą że nie jestem anty nastawiona do dziecka. Czytaj ze zrozumieniem laska.

                              Poza tym już, pisałam wcześniej nie podobają mi się wasze formy wypowiedzi. I dlatego czuje, że to atak na moją osobę.

                              masz strasznie naiwno-romantyczna wizje
                              > slodko-cukierkowej rodziny i kiedys dostaniesz pstryka w nos od zycia.

                              A jakie powinnam mieć wizje, odrazu jangorszy sceniariusz?? Rany jakbym miała takie podejście to przyszłości z tym facetem to bym sie nie pchała w taki związek. Bo tylko on i jego potrzezby i to fatalne dziecko, przez które nie będe miała swoich...
                              Skoro piszecie, że jest Wam tak źle to po co jesteście nadal w takich związkach?
                              Napisałam kilka postów wcześniej, że przepraszam jedną z macoszek...kultura wymagała przyjąć a nie znowu "atakować". Tak, jestem młodą osobą..która ma cukierkowe plany na przyszłość. Ale to nie powód aby mnie zaraz skreślać. I jeszcze raz powtórzę, że ja jedynie chciałam uzyskać porady, pomoc w tej sytuacji. Napisałam co myślę i czuję a jedynie zostałam skrytykowana.
                              To przepraszam bardzo po co jest to forum w takim razie?? Jeżeli komuś nie pasuje związek z dzieciatym facetem to po co się męczy.
                              Jeżeli kogoś uraziłam to przepraszam.

                              • karolana Re: Powiedz ze zartujesz 10.06.10, 08:42
                                macoszka_27 napisała:
                                > A jakie powinnam mieć wizje, odrazu jangorszy sceniariusz?? Rany jakbym miała t
                                > akie podejście to przyszłości z tym facetem to bym sie nie pchała w taki związe
                                > k. Bo tylko on i jego potrzezby i to fatalne dziecko, przez które nie będe miał
                                > a swoich...
                                > Skoro piszecie, że jest Wam tak źle to po co jesteście nadal w takich związkach
                                > ?

                                Dziewczyno, ale o czym Ty w ogóle piszesz?
                                Nikt tu nie pisze, że nie może być dobrze, bo wielu z nas JEST dobrze. Nikt nie
                                pisze, że nie będziesz mogła mieć własnych dzieci z powodu dziecka narzeczonego.
                                To, co piszemy to fakty wynikające z doświadczenia. Nasze doświadczenie
                                (odróżniasz od hipotez?) mówi, że życie z mężczyzną, który ma dziecko JEST
                                TRUDNE, zwłaszcza dla kobiety bezdzietnej. Ty jeszcze nie wiesz czy będziesz
                                miała swoje dzieci (życzę Ci żebyś miała). A co jeśli się nie uda? Wiesz jak
                                będziesz się czuła? Nie. Ja mam w tym pewną orientacje i kilka dziewczyn tutaj też.
                                Zwracamy Ci uwagę na BARDZO niepokojące sygnały, jakie pojawiają się w
                                zachowaniu Twojego narzeczonego. Bo mamy DOŚWIADCZENIE, które mówi, że pewne
                                rzeczy się nie zmieniają, zwłaszcza po ślubie.
                                Najpierw skarżysz się, że Twój facet odwołuje Wasze plany ze względu na dziecko
                                (mój mąż NIGDY tego nie zrobił), z Twoich postów wynika, że koleś był do tej
                                pory tatusiem okazjonalnym (mój mąż był zawsze PRAWDZIWYM ojcem codziennym), a
                                Ty z jego córą masz kontakt sporadyczny - nie jesteście małżeństwem, nawet nie
                                mieszkacie razem, mała dopiero wraca? wróciła niedawno? do kraju (ja z dziećmi
                                męża w zasadzie mieszkam), widzisz problem w tym, że matka "podrzuciła" ojcu
                                dziecko na 2 tygodnie ustalając to z nim 2 dni wcześniej ("nasze dzieci" są nam
                                zabierane i oddawane z dnia na dzień, bez uprzedzania i żadne skargi do sądu nie
                                pomagają), piszesz, że kiedy Ty bawiłaś się z dzieckiem jego ojciec siedział
                                przed TV i miał Was w nosie (u nas NIGDY nie było takiej sytuacji), podajesz
                                informację, że ojciec nie chce własnego dziecka na swoim ślubie (dla mojego męża
                                było oczywiste, że dzieci będą z nami w tym dniu, dla mnie również), a
                                jednocześnie następują płomienne deklaracje, że Ty KOCHASZ to dziecko i nie masz
                                nic przeciwko temu żeby nazywało Cię "mamą", że ten facet jest świetnym ojcem i
                                w ogóle cud-miód i orzeszki.
                                Powiedz, tak szczerze, jak możesz kochać dziecko, którego nie znasz?
                                Jak facet, który do tej pory niemal nie widywał dziecka (przez 7 lat!), który
                                nie wykazuje zainteresowania nim, kiedy przebywa w jego domu, który uważa, że
                                nie powinno uczestniczyć w jego ślubie może być dobrym ojcem?
                                Twoja wizja JEST romantyczna i naiwna, a do tego Twoje wypowiedzi wzajemnie się
                                wykluczają. Uważasz, że Twój facet zrobi zwrot o 180 stopni i będzie wszystko
                                super? To sobie uważaj. Nie chcesz czerpać z doświadczenia, nie czerp. Pretensje
                                będziesz miała do samej siebie.
                                • blondgirl Re: Powiedz ze zartujesz 10.06.10, 08:54
                                  Podejrzewam, że skończy się tak, że Pan zrzuci obowiązek opieki nad swoim
                                  dzieckiem na macoszkę i za jakiś czas macoszka będzie się skarżyć na forum jak
                                  jej źle i jak nie lubi tego dziecka.

                                  Mój też próbował takich sztuczek, ale jakimś cudem udało mi się przetłumaczyć
                                  pewne rzeczy, a zwłaszcza jedną, że ja "mogę, ale nie muszę".
                              • illegal.alien Re: Powiedz ze zartujesz 10.06.10, 11:29
                                > Czytaj ze zrozumieniem laska.

                                Nie spoufalaj sie. Nie jestesmy kolezankami z piaskownicy.

                                > Poza tym już, pisałam wcześniej nie podobają mi się wasze formy >
                                wypowiedzi. I dlatego czuje, że to atak na moją osobę.

                                No oczywiscie. Bo kto nas po pleckach nie poklepuje i nie mowi, jakie to
                                jestesmy dzielne to swinia i stara baba i gowno wie.
                                Dla siebie samej powinnas te posty, ktore wlasnie ci sie nie podobaja przeczytac
                                jeszcze piec razy i dobrze sobie zapamietac. Przyda sie na przyszlosc.

                                > A jakie powinnam mieć wizje, odrazu jangorszy sceniariusz??

                                Realistyczne. Bo na razie to masz wizje zycia jak z reklamy proszku do prania.
                                Miedzy slodko-pierdzaca rodzinka, w ktorej wszystkie dzieci nasze sa, a
                                patologia gdzie stary stara szmata leje jest jeszcze bardzo duze spektrum.
                                Gdzies po srodku jest realna wizja tego, co cie czeka.

                                > Skoro piszecie, że jest Wam tak źle to po co jesteście nadal w > takich
                                związkach?

                                Czy moglabys podac konkretny przyklad, gdzie ktos napisal, ze mu zle? Bo ja nie
                                widze. Zle to by mi bylo w zwiazku, w ktorym tatusiek po siedmiu latach wlasnego
                                dziecka w zasadzie nie zna, nie spedza z nim czasu, nie poczuwa sie, traktuje
                                jak 'problem' (twoje slowa). Niewatpliwie masz na to jakies wytlumaczenie
                                (pewnie chcial sprawdzic jak mamusia sie z dzieckiem dogaduje), ale daruj sobie.

                                > Tak, jestem młodą osobą..która ma cukierkowe plany na przyszłość. > Ale to nie
                                powód aby mnie zaraz skreślać. I jeszcze ra
                                > z powtórzę, że ja jedynie chciałam uzyskać porady, pomoc w tej > sytuacji.
                                Napisałam co myślę i czuję a jedynie zostałam > skrytykowana.

                                Tez jestem mloda, ale naiwne romantyczno-cukierkowe wizje juz dawno porzucilam,
                                bo wiem, ze w zyciu tak nie jest - miedzy innymi dzieki postom dziewczyn
                                otworzylam oczy na wiele spraw. Dlatego polecam ci przeczytac te posty jeszcze
                                raz, chociaz pewnie i tak je olejesz, ale jak je zapamietasz, to moze za kilka
                                lat stweirdzisz, ze dziewczyny jednak mialy racje.
                                No i sorry, ale co to za pomoc, jak ktos uwaza, ze robisz glupio, a poklepuje
                                cie po pleckach i pcha dalej w te glupie dzialania? Pomoc polega wlasnie na tym,
                                ze jak ktos uwaza, ze robisz durnowato, to ci to powie i wyjasni czemu - co
                                dziewczyny w sposob bardzo kulturalny i przejawiajacy niesamowite poklady
                                cierpliwosci zrobily. To, ze po ty nie lubisz, zeby ci mowic prawde to juz inny
                                problem, ale nastepnym razem po prostu napisz we wstepie 'prosze poklepac mnie
                                po pleckach, kto uwaza, ze glupio robie, niech nic nie pisze' - wtedy dostaniesz
                                to, czego oczekujesz.
                              • konstancja16 Re: Powiedz ze zartujesz 10.06.10, 11:40
                                Droga Macoszko,

                                doskonale rozumiem, ze nie podobaja Ci sie moje komentarze i
                                uwazasz, ze pisze bzdury.

                                ale jesli sie tak unosisz i piszesz do Illegal Alien (vel Nsc23),
                                osoby znanej, lubianej i szanowanej ma tym forum per 'czytaj ze
                                zrozumieniem laska' to po prostu spadaj na drzewo. bez cienia racji
                                burzysz sie na wypowiedzi dziewczyn, ktore zeby zjadly na
                                macochowaniu (jak Karolana).

                                jak nie w kolorek to nie czytaj. rozumiem, ze oczekiwalas
                                poklepywania po ramieniu i rozczulania sie nad tym jaka jestes
                                wspaniala i jakim swietnym ojcem jest Twoj narzeczony (ktory widywal
                                swoje dziecko 3 razy do roku i woli TV niz zabawe z nim), ale
                                niestety tu nie bedzie takiego slodzenia. na pewno nie z mojej
                                strony.

                                wyluzuj troche. powodzenia na nowej drodze.
                                • edw-ina Re: Powiedz ze zartujesz 10.06.10, 14:10
                                  Wiecie co dziewczyny, tak sobie myślałam o tym wszystkim, o tym świętym
                                  oburzeniu Macoszki i przypomniała mi się rozmowa sprzed kilku lat z moją własną
                                  matką, nota bene w pewnym dość długim okresie życia również macochą. Poznałam
                                  mojego obecnego męża jakoś w okolicach końcówki studiów, zaraz była pierwsza
                                  praca itd. Zakochałam się na zabój, do łez, nieprzespanych nocy - coś jak pisała
                                  Konstancja bodajże. On był kilka lat po rozwodzie, ja jeszcze nie myślałam o
                                  poważnym związku na resztę życia i było nam bosko. A jego dzieci? Rany boskie!
                                  Nauczona przez wszelkie idee poprawnościowe, że dzieci kochać trzeba (tak na
                                  wszelki wypadek, jakby Tully-Kicia chciała się do tego fragmentu przyczepić, nie
                                  twierdzę, że kochać nie należy)myślałam sobie jak to będzie pięknie. No taka
                                  poważna się stanę, tak pokażę światu jak ja potrafię ... - no właśnie, w tej
                                  chwili niezbyt wiem co, poświęcać się? wydorośleć? Diabli wiedzą.
                                  Wtedy do akcji wkroczyła moja matka. Nie było krzyków, złości itp. Zwyczajnie
                                  stwierdziła - bierzesz na siebie wielką odpowiedzialność i nawet nie
                                  uzmysławiasz sobie teraz z czym się wiąże. Zastanów się dwa razy, bo później to
                                  nie będzie już tylko twoje życie i nie będzie tak prosto odwrócić się i wyjść.
                                  Hm, jak pewnie większość dziewczątek lat 20 z okładem uznałam, że matka we mnie
                                  nie wierzy, nie rozumie, nie ceni tej wielkiej miłości itp. Dołożyłam sobie
                                  jeszcze do tego myśli, że nigdy nie lubiła moich facetów, że pewnie chce mnie
                                  kontrolować itd, a co za tym idzie - z tym większym oddaniem brnęłam w związek.
                                  Patrząc na to z perspektywy 8 lat - powinnam się stuknąć czymś ciężkim w ten
                                  bezdennie głupi łeb. I to nie dlatego,że nie kocham swojego męża, że jest mi z
                                  nim źle, krzywdzi mnie itd. Tylko właśnie dlatego, że nie wiadomo jak bym się
                                  okopywała, twierdząc: twoje dzieci, ja ci nie przeszkadzam, ale też pomogę tylko
                                  w zakresie, który sama uznam za słuszny itd., to wciąż trzeba myśleć o tym, że
                                  jednak nie jesteśmy sami.
                                  Pojawiłam się na tym forum w dniu, kiedy jechałam sama na pogrzeb ukochanej
                                  babci. Mąż musiał jechać na bierzmowanie syna. On 500 km w jedną stronę, ja 500
                                  w drugą. Przechodziłam kryzys, kiedy zostałam w domu i ratowałam go przed
                                  mrozami tej zimy (brak światła, zamarznięta woda itp), a mój mąż w tym czasie
                                  był z dziećmi na nartach. I nie dało radę przełożyć - bo ferie, bo obiecane. I
                                  co mogłam zrobić? Rzucić się w progu i powiedzieć: nie puszczę? Trzeba sobie radzić.
                                  Dlatego ja sama trochę żałuję, że poza matką nikt mi nie mówił, jak może
                                  wyglądać moje życie. Nie twierdzę, że bym z niego zrezygnowała, ale może byłabym
                                  lepiej przygotowana.
                                  • illegal.alien Re: Powiedz ze zartujesz 10.06.10, 18:58
                                    Edwina - czy Ty jestes moja siostra? Bo moja mama powiedziala mi dokladnie to
                                    samo smile
                                    Zawsze mialam w niej wsparcie i zdarzalo sie, ze zaryczana i rozhisteryzowana do
                                    niej dzwonilam, ze nie dam rady, ze to wszystko jest do dupy i w ogole masakra.
                                    A moja mama zawsze byla ze mna szczera i otworzyla mi oczy na wiele rzeczy - to
                                    wlasnie 'przez' nia jestem bardzo daleka od krytykowania mamy Mlodej, dzieki
                                    niej wiele rzeczy zrozumialam i przemyslalam smile Sama bym na nie w zyciu nie wpadla.

                                    No i podejscie mialam podobne - duzo ludzi wokol mnie pukalo sie w glowe i nie
                                    wierzylo, ze z naszego zwiazku moze cos wyjsc, ale to tylko dodawalo mi
                                    motywacji, zeby im wszystkim 'pokazac'. Wyszlo mi to na dobre, nie powiem, ale
                                    czasami bylo niefajnie i gdybym dzis byla w tej samej sytuacji, to bym pare
                                    rzeczy rozegrala zupelnie inaczej.
                                    • edw-ina Re: Powiedz ze zartujesz 10.06.10, 19:23
                                      Nie mam nic przeciwko, rodzeństwa nigdy za wiele wink
                                      A odnośnie rad, to może niepotrzbenie tak macoszkę tymi mądrościami
                                      męczymy, bo zdaje się, że jest wciąż na etapie "tak czy siak będę
                                      gwiazdą rocka". Przecież nie ma innej możliwości wink
                                    • edw-ina Re: Powiedz ze zartujesz 10.06.10, 19:30
                                      Rodzeństwa nigdy za wiele, nie mam nic przeciwko wink
                                      A macoszce chyba trzeba odpuścić. Zdaje się, że jest na etapie "tak
                                      czy siak zostanę gwiazdą rocka", więc bez sensu jest ją wyprowadzać
                                      z błędu.
                                  • trinity_2011 Re: Powiedz ze zartujesz 25.08.11, 12:15
                                    I tutaj tak samo, jakbym o sobie czytała...

                                    Tylko to jest chyba tak, ze nawet po jakims czasie sobie wiecej rzeczy uswiadamiasz, masz nowe sytuacje w ktorych sie sprawdzasz, ale jak podjac decyzje... w ktora strone... ja wciaz jestem posrodku...

                                    Rrozum mowi - spaaaadaj kochana, to bedzie droga przez meke z calym tym bagazem - zycie podporzadkowane dzieciom+ex, a Twoje potrzeby beda na drugim miejscu, a dziecko bedzie tylko Twoje, bo przeciez Twoj nm bedzie musial sie swoimi zajmowac...

                                    A serce mowi - kochasz go, takiego faceta chcialas widziec u swojego boku...

                                    I jak wybrac... Zastanawiam sie od 3 tygodni i dalej tkwie w martwym punkcie...
                              • erillzw Re: Powiedz ze zartujesz 10.06.10, 23:35
                                macoszka_27 napisała:
                                > Jak Ci szkoda Twojego cennego czasu, to po co usiadłaś przed kompem
                                i odpisałaś
                                > smile).
                                > Podziękowałam tym macoszką z doświadczeniem, co widzą że nie jestem
                                anty nastaw
                                > iona do dziecka. Czytaj ze zrozumieniem laska.

                                Sugeruje samej sie tego nauczyc smile
                                Przeciez była mowa o stracie czasu innych osob piszących przedtem suspicious


                                > Poza tym już, pisałam wcześniej nie podobają mi się wasze formy
                                wypowiedzi. I d
                                > latego czuje, że to atak na moją osobę.

                                na moje to niepodoba Ci sie tresc i to, ze wskazuje Ci sie, ze
                                stsraszy dzieciuch z Ciebie. Chcesz byc strasznie dorosła, pro,
                                empatyczna, dobrze nastawiona a to wszystko teoria głownie połączona
                                z naprawdę wielką naiwnością. Jest mi Ciebie po prostu szkoda bo jak
                                sie obudzisz z tego snu to bedzie bardzo, bardzo bolało. I Twóh wtedy
                                maz nie bedzie stal przy Tobie by Cie spierac bo albo bedzie z corcia
                                albo bedzie wlasnie wykonywał kolejne polecenie z pierdniecia ex
                                zony.


                                > A jakie powinnam mieć wizje, odrazu jangorszy sceniariusz??

                                Dojrzałość polega m.in. na tym, ze potrafisz przewidziec złe
                                scenariusze by umiec sie na nie w miare przygotowac. Ty nawet nie
                                chcesz zakładac, ze cos moze pojsc zle.
                                ja i wiekszosc kobiet tutaj podobnie chyba, wolimy spodziewac sie
                                gorszych rzeczy by sie mile rozczarowac. I to nie wzgledem partnera
                                (bo ja nie mam do tego powodow) ale wzgledem naglej zmiany postawy
                                dziecka wobec mnie, czy tego, ze bylej nagle sie odwidzi nie
                                wtracanie sie do naszego zycia i wykorzystywanie dziecka. To jest
                                umiejetnosc przewudywania roznych zdarzen a nie deklarowanie
                                gornolotnych motywacji i zachowan wobec dziecka ktory widuje sie 3
                                razy do roku.


                                > Rany jakbym miała t
                                > akie podejście to przyszłości z tym facetem to bym sie nie pchała w
                                taki związe
                                > k.

                                To twój pierwszy zwiazek czy o co kaman ze taka niezyciowa jestes?

                                > Bo tylko on i jego potrzezby i to fatalne dziecko, przez które nie
                                będe miał
                                > a swoich...

                                Kurcze, kiedys przypominisz sobie słowa madrzejszych i bardziej
                                doswiadczonych od siebie i bedziesz zalowac, ze nie zrozumialas
                                przesłania. Nie znasz ZADNYCH z uczuc czy emocji jakie targaja
                                dziewczynami a wyciagasz spłaszczajace wnioski własciwie z dupy.
                                Sorry za mocne słowa ale Twoja slepota i bezczelnosc wobec zyczliwych
                                Ci osob napawa grozą. Ty ktora deklarujesz milosc i oddanie dziecku
                                partnera potrafisz byc tak zjadliwa tutaj.. Jakos Twoje slowa apropo
                                postaw wobec dziecka przy Twoim tutaj zachowaniu staja sie zwyklym
                                pustoslowiem majacym za zadanie zbudowanie dobrego PRu jaka to jestes
                                wspaniala.


                                > Skoro piszecie, że jest Wam tak źle to po co jesteście nadal w
                                takich związkach
                                > ?

                                Bo zwiazek to nie tylko slodycze, cukierki i bajka. To praca,
                                wysilek, wyrzeczenia i czesto walki ktore koncza sie jeszcze wieksza
                                bliskoscia. Ale Tobie jak widze jest to kompeltnie obce. Ze mozna
                                miec chwile zwatpienia ale chce sie walczyc bo wiadomo o co.

                                > Tak, jestem młodą osobą..która ma cukierk
                                > owe plany na przyszłość. Ale to nie powód aby mnie zaraz skreślać.

                                Wiec dlaczego skreslasz tych ktorzy maja inne i sie nimi dziela?

                                >I jeszcze ra
                                > z powtórzę, że ja jedynie chciałam uzyskać porady, pomoc w tej
                                sytuacji. Napisa
                                > łam co myślę i czuję a jedynie zostałam skrytykowana.

                                bzdura. Została Ci pokazana twoja sytuacja z roznych perspektyw. To
                                Tobie jest trudni przyjac, ze swiat jest inny niz Ci sie wydaje i
                                stad te zaciekle ataki i "płacz" ze chcialas tylko porad i jakos ickh
                                nie ma mimo, ze ja widze ich całą merytoryczna i konkretną mase.

                                > To przepraszam bardzo po co jest to forum w takim razie??

                                Po co pytac skoro chce sie tylko kepania po plecach w takim razie
                                droga macoszko? Bo tak wlasnie postepujesz.
                  • glasscraft Re: Powiedz ze zartujesz 08.06.10, 11:55
                    Tez nie rozumiem - mnie bylo by przykro, gdyby Moja-Nie-Moja miala
                    zabronione przez wlasnego ojca pokazanie sie na naszym slubie...
                    inna sprawa, gdyby sama nie chciala na nim byc (bo jest w wieku
                    decyzyjnym smile albo gdyby eksia jej nie pozwolila.
                    Bo co - ojcie boi sie, ze dziecko "obciachu" narobi?
                      • filetta Re: Powiedz ze zartujesz 10.06.10, 08:35
                        macoszka_27 napisała:

                        > Mi obecność jego dziecka w ogóle by nie przeszkadzała. I tak na
                        weselu były by
                        > inne dzieci z naszych rodzin. Myślę, że mała sama powinna
                        zadecydować.

                        Jeśli macie tworzyć rodzinę to:
                        1. Twój przyszły mąż chce, aby jego dziecko było na Waszym ślubie;
                        2. Ty chcesz, żeby jego dziecko było na Waszym slubie;
                        3. Mała chce byc z Wami (przynajmniej nie jest doprowadzana siłą).

                        A tu co:
                        1. Twój przyszły mąż nie chce, aby jego dziecko było na Waszym
                        slubie;
                        2. Tobie obecność tego dziecka na slubie nie bedzie przeszkadzała -
                        w końcu będzie cała masa innych dzieci;
                        3. Dziecko ma zadecydowac, czy będzie brało udział w uroczystości,
                        czy nie (nawiasem mówiąc, czy to nie za powazna decyzja na jej wiek,
                        wprawdzie ma prawo powiedzieć, czy tego chce czy nie, ale żeby od
                        razu samodzielnie podejmować decyzje).

                        I jak to wygląda? Nie za ciekawie. Mało powaznie w obliczu tak
                        powaznego wydarzenia. Sorry!
                        • sabina211 Re: Powiedz ze zartujesz 10.06.10, 12:13
                          Wiem, że piszecie o własnych doświadczeniach, refleksjach z nich płynących itd,
                          ale zastanawiam się, czy przedstawianie całego arsenału własnych doświadczeń
                          komuś, kto stoi na początku drogi życia w zrekonstruowanej rodzinie jest
                          najlepszym z rozwiązań. Ostatecznie każda rodzina, każdy układ jest inny i na
                          pewno nie wszystkie problemy, frustracje dotyczą każdego. A problemy, takie czy
                          inne, dotyczą każdego małżeństwa, związku. Nie trzeba macoszki klepać po
                          plecach, ale może nie warto kategorycznie stwierdzać, że jej postawa jest
                          niedojrzała, oczekiwania nierealne, facet beznadziejny(nie chodzi o samo
                          sformułowanie, tylko wydzwięk postów).Może lepiej powiedzieć, że choć zachowanie
                          narzeczonego w opisanej sytuacji było co najmniej głupie i raniące, to po
                          dojściu do ładu z tym zgrzytem, może być dobrze? Gdyby dziewczyna była głupio
                          zdeterminowana, to niezależnie od sytuacji dalej brnęłaby w przygotowania do
                          ślubu, a przecież, jak pisze, zwolniła, zastanawia się, pracują nad komunikacją
                          w związku. To chyba nie świadczy o braku refleksji?
                          Co do ślubu, to uważam, że dzieci powinny na nim być, ale mój mąż nie był na
                          drugim ślubie swojego ojca, więcej, długo o nim nie wiedział, a nie zepsuło to
                          relacji między nim a moim teściem. Więc sprawa jest istotna, ale może nie zawsze
                          decydująca o dalszym rozwoju relacji, kontaktów. Mój mąż tak naprawdę przeze
                          mnie został uświadomiony, że brak powiadomienia o ślubie taty mógłby zostać
                          odczytany negatywnie. Mnie ten problem nie dotyczył i raczej już nie będzie, ale
                          zabolałoby mnie, gdyby ktoś z moich rodziców zupełnie pominąłby mnie i
                          rodzeństwo w tak ważnej sprawie. Widać jednak, że ludzie są różni, ich reakcje i
                          oczekiwania też.
                        • rybkka24 Re: Powiedz ze zartujesz 13.06.10, 20:15
                          >bo pewnie sa kobiety, ktorym
                          >by to pasowalo).


                          i pewnie nm też by to pasowało bardziej:://

                          że jemu sie należy bo on ma taką sytuację...

                          i umawia się z ex jak ona mu łaskawie pozwoli mieć dziecko od kiedy
                          do kiedy i na ile i podpasowuje mnie i nasze plany w terminy kiedy
                          ona każe mu odwieść dziecko.
                          i nawet nie można sie jakoś w miare regularnie umówić tylko to jest
                          płynne.
                          obija się to o to że matka nie jest zbyt czuła i wylewna taka zwykła
                          konkretna realistka bez zbytniego skakania nad dzieckiem.
                          a u nm dziecko b.dobrze się czuje więc jak on może się ze mna umówić
                          na cokolwiek jak w każdej chwili uciśnione dziecię może go
                          potrzebować....i niech siedzi.
                          a to że czas dla nas...nooo drugorzędna sprawa mocno.

                          poddaje się.ostatni raz z nim porozmawiam.
                          jeżeli nie okaże zrozumienia i nie zadeklaruje "współpracy"
                          to poszuka sobie właśnie takiej co jej wszystko jedno i właściwie
                          będzie tylko dziećmi żyła.
                          napisała nawet ostatnio nm że mam dość życia "tylko" z ojcem i nie
                          mam partnera.spotkało sie z ciszą.


                          wklejam jeszcze raz bo gdzieś sie w tekście zagubiło.
                          • illegal.alien Re: Powiedz ze zartujesz 13.06.10, 20:27
                            Forum cos szaleje z tym wklejaniem odpowiedzi w drzewko, ale zgaduje, ze to byla
                            odpowiedz na mojego posta.
                            Rybko - jezeli juz gadaliscie kilkukrotnie, to ja niestety nie wroze temu
                            Waszemu rozmawianiu wielu sukcesow.
                            Mi moj W raz odwalil taka akcje, ze costam odwolal (nic wielkiego, mielismy w
                            sobote na spacer w konkretne miejsce czy inna taka duperela) bo akurat znalazl
                            czas dla malej i mu sie zatesknilo - wkurzylo mnie to, bo nie chodzi mi o to, ze
                            on jedzie sie widziec z mala, bo to akurat uwazam, ze powinien robic jak
                            najczesciej i sama go namawiam jak ma chwile, zeby pojechal sie z nia zobaczyc,
                            ale chodzilo o to, ze nic mi kompletnie nie powiedzial, tylko na ostatnia chwile
                            sie dowiedzialam, jak sama go zapytalam co w koncu z tym spacerem - W nic nie
                            zajarzyl, co ja do niego gadam, niby potakiwal, ale widze, ze nic nie rozumie.
                            Nastepne nasze plany (tez takie pierdoly) odwolalam ja, pod jakimstam pretekstem
                            - wtedy przywolalam poprzednia sytuacje i powiedzialam mu, ze tak wlasnie sie
                            wtedy czulam (a W nie lubi, zeby odwolywac JEGO plany). Od tego czasu problemu
                            nie bylo.
                            Nie wiem, moze to moj W taki jest niedomyslny, ale za kazdym razem jak powstaja
                            konflikty, w ktorych chociaz pada imie malej, to W sie jezy i stroszy, mimo, ze
                            nie o nia chodzi, tylko o jego niepoinformowanie mnie, ze zmienil plany. Dlatego
                            to trzeba na przykladzie czasem przerobic wink
                            Eh, zaplatalam sie chyba we wlasne slowa, ale mam nadzieje, ze da sie zrozumiec.
                            • rybkka24 Re: Powiedz ze zartujesz 13.06.10, 21:01
                              niby rozmawialiśmy.
                              ale.
                              nasz związek ewoluuje, Ja ewoluuje w tej relacji i mam wrażenie
                              coraz bardziej próbuje ją sobie jakoś poukładać....przyszłościowo
                              życiowo.pozatym wychodzą naprawdę przeróżne apekty i wynikają różne
                              sytuacje.
                              wcześniej nie wiedziałam jeszcze czy to coś na "poważną" przyszłość,
                              nie myślałam o tym nie wnikałam w niektóre sprawy, na niekóre
                              przymykałam oko...wystarczały mi chwile które udało się "wycisnąć"
                              teraz to się zmieniło...i "wzięłam się" za naszą relację
                              chcę żeby moje plany też były ważne żeby moja osoba była brana pod
                              uwagę..żeby poprostu mi też było dobrze.i chcę wyjść z cienia jego
                              przeszłości.
                              żeby nie wszystko było podporządkowane sprawie da dziecko czy
                              nie..on nie może się zbytnio wkurzyć żeby dała dziecko...nie
                              ureguluje odwiedzin sądownie bo dzięki temu będę go brał częściej o
                              ile oczywiście eks o coś sie nie przyczepi.
                              raczej nie mogę zastosować twojej "strategii" bo mój nm planów
                              raczej pozadzieciowych nie posiada...niestety o to sie przecież
                              rozchodzi.więc pokrzyżować mu ich nie mogę...
                              strona tzw.towarzyska jest u niego na marginesie.

                              ogólnie mam wrażenie on nie potrzebuje spędzać ze mną czasu...jako
                              my.
                              tu jest chyba jakiś głębszy problem z relacjami.
                              dojrzałam żeby postawić warunki też dla mnie.

                              gratuluje dzidziusia.życzę dużo zdrówka.smile)
                              • sofija_biala Re: Powiedz ze zartujesz 14.06.10, 01:59
                                rybkka24 napisała:

                                >że jemu sie należy bo on ma taką sytuację...

                                >i umawia się z ex jak ona mu łaskawie pozwoli mieć dziecko od kiedy
                                >do kiedy i na ile i podpasowuje mnie i nasze plany w terminy kiedy
                                >ona każe mu odwieść dziecko.
                                >i nawet nie można sie jakoś w miare regularnie umówić tylko to jest
                                >płynne.

                                Taką sytuację znam z codzienności. Setki razy było tak, że MM jechał
                                po dziecko i wracał po godzinnych negocjacjach z niczym albo exia
                                powiedziała, że da dziecko na popołudnie, a potem "dostawaliśmy"
                                Młodego na parę dni. Za każdym razem nasze plany trzeba było
                                dostosować do sytuacji. I tego nie przskoczymy, bo MM też nie chce
                                ograniczenia wizyt do wyznaczonych przez sąd, mając pełne prawo do
                                opieki nad dzieckiem.
                                WIęc nie raz z takim spontanicznym pobytem się spotykam.
                                Staramy się (oboje!) tak to ogarniać, by był czas i dla ojca z
                                synem, i dla nas dwojga, i dla mnie z Młodym i po prostu dla całej
                                trójki. Nie raz daje się po prostu pogodzić nasze plany z pobytem
                                dziecka (wizyty u znajomych, zakupy czy remont). Czasami
                                wykorzystuję takie popołudnia tylko dla siebie (czas na kolezanki,
                                babskie zakupy czy książkę), czasami ja przejmuję opiekę, gdy MM
                                musi w tym czasie załatwić swoje sprawy.
                                Nie zawsze się wszytsko udaje, wiele spraw siłą rzeczy musi być
                                podporządkowane Młodemu, jak i każdej "normalnej" dzieciatej
                                rodzinie się zdarza, ale zawsze Chłop stara się wspólnie ze mną
                                ustalać plan na dany dzień.
                                Więc potwierdzam, że da się to tak układać, że dziecko jest zadbane,
                                a ja nie czuję się odsunięta.

                                rybkka24 napisała:

                                > niby rozmawialiśmy.
                                > ale.
                                > nasz związek ewoluuje, Ja ewoluuje w tej relacji i mam wrażenie
                                > coraz bardziej próbuje ją sobie jakoś poukładać....przyszłościowo
                                > życiowo.pozatym wychodzą naprawdę przeróżne apekty i wynikają
                                różne
                                > sytuacje.
                                > wcześniej nie wiedziałam jeszcze czy to coś na "poważną"
                                przyszłość,
                                > nie myślałam o tym nie wnikałam w niektóre sprawy, na niekóre
                                > przymykałam oko...wystarczały mi chwile które udało się "wycisnąć"
                                > teraz to się zmieniło...i "wzięłam się" za naszą relację
                                > chcę żeby moje plany też były ważne żeby moja osoba była brana pod
                                > uwagę..żeby poprostu mi też było dobrze.i chcę wyjść z cienia jego
                                > przeszłości.

                                Wiesz, tu pewnie też tkwi błąd. Facet przyzyczaił się, że skoro
                                długo nie protestowałaś, to znaczy, że wypracowany przez niego model
                                działa.
                                Odpuszczenie na początku powoduje, że teraz jest duuużo trudniej
                                ustalać nowe zasady, ale uważam, że bez tego dalej będziesz się
                                męczyć coraz bardziej.

                                Ale jeśli widzisz przyszłość dla Was, to zdecydowanie trzeba
                                rozmawiać i egzekwować ustalenia. Trzymam kciuki, by się udało.
                                • rybkka24 Re: Powiedz ze zartujesz 14.06.10, 12:06
                                  > Staramy się (oboje!) tak to ogarniać, by był czas i dla ojca z
                                  > synem, i dla nas dwojga, i dla mnie z Młodym i po prostu dla całej
                                  > trójki.

                                  czas dla nas dwojga jest tak mało istotny dla nm-a że jak widzę zaangażowanie w
                                  pracę i jeżdżenie po dziecko to się zastanawiam po co mu właściwie związek...?
                                  może żeby ładnie rodzinka się prezentowała.albo żeby miał się do kogo w nocy
                                  przytulić,a może chce pokazać byłej że on to może mieć związek i to trwały a z
                                  nią jest coś nie tak..?

                                  > Nie zawsze się wszystko udaje, wiele spraw siłą rzeczy musi być
                                  > podporządkowane Młodemu, jak i każdej "normalnej" dzieciatej
                                  > rodzinie się zdarza

                                  się zdarza.nie jest normą i postawą.
                                  jeżeli posiadanie z kimś dziecka daje EFEKT ŻE facet jest w garści kobiety....
                                  dzięki za wsparcie i kciuki.uncertain
                              • edw-ina Re: Powiedz ze zartujesz 14.06.10, 12:05
                                wcześniej nie wiedziałam jeszcze czy to coś na "poważną" przyszłość,
                                > nie myślałam o tym nie wnikałam w niektóre sprawy, na niekóre
                                > przymykałam oko...wystarczały mi chwile które udało się "wycisnąć"
                                > teraz to się zmieniło...i "wzięłam się" za naszą relację
                                > chcę żeby moje plany też były ważne żeby moja osoba była brana pod
                                > uwagę..żeby poprostu mi też było dobrze.i chcę wyjść z cienia jego
                                > przeszłości.
                                - no tu jest, przynajmniej część tego psa pogrzebana wink
                                Niestety tak już jest, że zachowanie, które jest teoretycznie wynikiem podejścia tymczasowego, ( w twoim wypadku - nie wiedziałam, czy to coś na poważnie) pozostaje, nawet kiedy sytuacja się zmienia drastycznie. To trochę jak kobitki zdziwione, że ich facet, który nigdy w życiu nie zhańbił się zrobieniem nawet kanapki, nie gotuje trzydaniowych obiadów, w momencie gdy np. kobieta jest w zagrożonej ciąży i musi leżeć. Nie żebym porównywała facetów do psów, ale dam ci przykład:
                                mam psa, jeśli wpuszczam go do domu i pozwalam mu wchodzić tylko do granicy salonu, pies wie, że dalej nie ma wstępu. Ale któregoś dnia strasznie mam ochotę się z nim pobawić i zapraszam go dalej. Kolejnego dnia znowu będzie chciał wejść do salonu, ponieważ już mu na to pozwoliłam. A ja wtedy dojdę do wniosku, że popełniłam błąd i już w ogóle nie będę wpuszczała psiaka do domu, nawet do granicy salonu. Pies będzie zły - bo w końcu zasady były inne, ja będę zła - bo szczeka, drapie, a tak w ogóle jak on śmie nie rozumieć, że ja zmieniłam zdanie i już go nie chcę w domu????
                                Napisałam to, ponieważ musisz sama przed sobą i przed swoim facetem przyznać, że popełniłaś błąd przymykając oko ja jego zachowania w początkowej fazie związku. Nie wiedziałaś, czy tak naprawdę chcesz z nim być, nie miałaś praktyki w związkach z ojcami itp. Teraz wiesz, że zmiana zasad będzie wymagała wiele chęci i pracy, ale dojście do nich jest jedynym możliwym wyjściem, jeśli chcecie zostać razem.
                                Trzymam kciuki!!!!!
                    • erillzw Re: Powiedz ze zartujesz 10.06.10, 23:11
                      glasscraft napisała:

                      > Tez nie rozumiem - mnie bylo by przykro, gdyby Moja-Nie-Moja miala
                      > zabronione przez wlasnego ojca pokazanie sie na naszym slubie...
                      > inna sprawa, gdyby sama nie chciala na nim byc (bo jest w wieku
                      > decyzyjnym smile albo gdyby eksia jej nie pozwolila.
                      > Bo co - ojcie boi sie, ze dziecko "obciachu" narobi?

                      A ze tak zapytam czy na Waszym slubie (dodajmy lacznie z weselem)
                      byly dzieci Waszych Nowych Mezów?? smile
                      • glasscraft Re: Powiedz ze zartujesz 10.06.10, 23:28
                        erillzw napisała:

                        > glasscraft napisała:
                        >
                        > > Tez nie rozumiem - mnie bylo by przykro, gdyby Moja-Nie-Moja
                        miala
                        > > zabronione przez wlasnego ojca pokazanie sie na naszym slubie...
                        > > inna sprawa, gdyby sama nie chciala na nim byc (bo jest w wieku
                        > > decyzyjnym smile albo gdyby eksia jej nie pozwolila.
                        > > Bo co - ojcie boi sie, ze dziecko "obciachu" narobi?
                        >
                        > A ze tak zapytam czy na Waszym slubie (dodajmy lacznie z weselem)
                        > byly dzieci Waszych Nowych Mezów?? smile

                        Troche sie tu pogubilam - na naszym slubie bedzie corka (aka Moja-
                        Nie-Moja) mojego nowego meza, bedzie takze na "weselu" i mam
                        nadzieje, ze udal mi sie ja zagonic do smazenia kielbasek dla gosci
                        weselnych smile
                        Nie do konca rozumiem, o co Ci chodzi...?
                        • erillzw Re: Powiedz ze zartujesz 10.06.10, 23:47
                          glasscraft napisała:
                          > Troche sie tu pogubilam - na naszym slubie bedzie corka (aka Moja-
                          > Nie-Moja) mojego nowego meza, bedzie takze na "weselu" i mam
                          > nadzieje, ze udal mi sie ja zagonic do smazenia kielbasek dla gosci
                          > weselnych smile
                          > Nie do konca rozumiem, o co Ci chodzi...?

                          Chodzi mi o obecnosc kilkuletnich dzieci przyzwyczajonych do tego ze
                          czas z tata=100% uwagi taty; na takiej imprezie. (mowimy o dzieciach
                          do lat 7)
                          Tym szczegolniej gdy dziecko nie spedza z nowa rodzina taty duzo
                          czasu, ani wakacji, ani weekendow.
                          • karolana Re: Powiedz ze zartujesz 10.06.10, 23:59
                            erillzw napisała:
                            > Chodzi mi o obecnosc kilkuletnich dzieci przyzwyczajonych do tego ze
                            > czas z tata=100% uwagi taty; na takiej imprezie. (mowimy o dzieciach
                            > do lat 7)
                            > Tym szczegolniej gdy dziecko nie spedza z nowa rodzina taty duzo
                            > czasu, ani wakacji, ani weekendow.

                            Tutaj są dwa problemy:
                            1) dziecko nie związane emocjonalnie z nową rodziną/żoną taty
                            2) dziecko przyzwyczajone, że jest w centrum uwagi ojca i nie potrafiące
                            odnaleźć się w sytuacji, kiedy ojciec zajmuje się inną osobą.
                            U nas sytuacja jest inna, więc nie będę porównywać.
                            Uważam, że jest naturalne, żeby ojciec chciał uczestniczenia dziecka w tak
                            ważnym dniu. Myślę też, że w kontekście ślubu można byłoby zintensyfikować
                            spotkania na linii dziecko-macocha. Poza tym na ślubie będzie też prawdopodobnie
                            rodzina tego faceta, a zatem i dziecka (babcia, dziadek, ciocie, wujkowie,
                            kuzyni, itp) i te osoby mogłyby wyręczyć ojca w opiece nad dzieckiem.
                            To tylko taki pomysł smile
                              • glasscraft Re: Powiedz ze zartujesz 11.06.10, 00:22
                                erillzw napisała:

                                > Dla mnie jest to kwestia dyskusyjna jednak. Ale to wynika z tego,
                                ze
                                > ja generalnie jestem zdania, ze wesela dla kilkulatkow to jednak
                                > meczarnia niz zabawa.

                                A dla mnie to tez zalezy od wesela smile - tak samo bym uwazala, za
                                troche dziwne gdyby moj przyszly malzonek zarzadzil, ze nasze
                                wspolne dziecie nie bedzie na slubie/welesu (jakkolwiek rozumiem, ze
                                taki problem macoszki by nie dotyczyl, bo ona nie "robi" zwiazkow na
                                kocia lape i dzieci sa po slubie a nie przed tongue_out).
                                Jedna sprawa jest zalozenie, ze wesele bedzie dla dzieciaka nuda i
                                meczarnia i dlatego, moze lepiej zeby go/jej nie ciagnac, inna
                                sprawa stwierdzenie "nie chce zeby moje dziecko bylo na naszym
                                slubie" - efekt ten sam tylko inne podejscie i motywacje. Pierwsze
                                stwierdzenie rozumiem, drugie - nie!
                                • erillzw Re: Powiedz ze zartujesz 11.06.10, 01:01
                                  glasscraft napisała:
                                  > A dla mnie to tez zalezy od wesela smile - tak samo bym uwazala, za
                                  > troche dziwne gdyby moj przyszly malzonek zarzadzil, ze nasze
                                  > wspolne dziecie nie bedzie na slubie/welesu (jakkolwiek rozumiem,
                                  ze
                                  > taki problem macoszki by nie dotyczyl, bo ona nie "robi" zwiazkow
                                  na
                                  > kocia lape i dzieci sa po slubie a nie przed tongue_out).

                                  Czekaj to ja cos zle zrozumialam. To jemu chodzilo o oich wspolne
                                  dziecko a nie to jego??????????????
                                  Boze to slonce chyba wplywa na moja kumatonosc bo myslalam, ze on tak
                                  o swojej corce a nie o ich ewentualnym wspolnym dziecku. W drugiej
                                  sytuacja taka postawa to patologia!

                                  > Jedna sprawa jest zalozenie, ze wesele bedzie dla dzieciaka nuda i
                                  > meczarnia i dlatego, moze lepiej zeby go/jej nie ciagnac, inna
                                  > sprawa stwierdzenie "nie chce zeby moje dziecko bylo na naszym
                                  > slubie" - efekt ten sam tylko inne podejscie i motywacje. Pierwsze
                                  > stwierdzenie rozumiem, drugie - nie!

                                  Racja.
                                  • karolana Re: Powiedz ze zartujesz 11.06.10, 08:31
                                    erillzw napisała:
                                    > Czekaj to ja cos zle zrozumialam. To jemu chodzilo o oich wspolne
                                    > dziecko a nie to jego??????????????
                                    > Boze to slonce chyba wplywa na moja kumatonosc bo myslalam, ze on tak
                                    > o swojej corce a nie o ich ewentualnym wspolnym dziecku. W drugiej
                                    > sytuacja taka postawa to patologia!

                                    Ale dlaczego patologia? Jaka jest różnica (dla faceta! bo dla Macoszki to
                                    przecież nie problem i to jej narzeczony nie życzy sobie obecności swojej córki
                                    na swoim ślubie) pomiędzy jego dzieckiem i ... jego dzieckiem?? Jeśli nie życzy
                                    sobie swojego dziecka z pierwszego małżeństwa na swoim drugim ślubie, to w tym
                                    momencie, gdyby w jego opinii dziecko z obecnego związku zasługiwało na taki
                                    "zaszczyt" byłoby co najmniej...chore.
                                    Poza tym, mówiąc o przypadku Macoszki, padło stwierdzenie, że na weselu będą
                                    dzieci z jej rodziny, o czym jej przyszły mąż raczej wie (!), więc argument, że
                                    dziecko będzie się nudziło jest nietrafiony, bo będzie miało towarzystwo.
                                    Dla mnie niechęć do obecności dziecka w tak ważnym momencie życia jest
                                    patologią. Nie wyobrażam sobie, że MOJE dziecko nie jest obecne na MOIM ślubie.
                                    • erillzw Re: Powiedz ze zartujesz 11.06.10, 12:28
                                      Byc moze jemu robi roznice, ze dziecko nie jest ich. Sorry
                                      nieobecnosc dziecka na slubie jego rodziców (obojga) jest dla mnie
                                      jakims hard core'm. Nieobecnosc jego dziecka jako tako jestem w
                                      stanie zrozumiec (tym bardziej, ze sam ow tatus wykazuje postawe
                                      rzucam wszystko gdy dziecko jest). Mysle, ze nie chodzi o zaszczyt
                                      czy inne tego typu motywacje tylko zwyczajna wygode/praktycznosc w
                                      opiece nad dzieckiem podczas takiej imprezy.
                                      • karolana Re: Powiedz ze zartujesz 11.06.10, 13:13
                                        erillzw napisała:

                                        > Byc moze jemu robi roznice, ze dziecko nie jest ich. Sorry
                                        > nieobecnosc dziecka na slubie jego rodziców (obojga) jest dla mnie
                                        > jakims hard core'm. Nieobecnosc jego dziecka jako tako jestem w
                                        > stanie zrozumiec

                                        Spoko. Czyli jeśli miałabyś brać ślub w układzie Ty mająca dziecko i on bez
                                        znaczenia, to Twoje dziecko nie uczestniczyłoby w Waszym ślubie, bo... tak
                                        byłoby wygodniej?
                                        Sorry, ale ja nie ogarniam sad
                                        Dziecko można przygotować do tego, wyjaśnić parę rzeczy.
                                        Ślub trwa od 15 minut do godziny. Czyli że dziecko nie wytrzyma max godziny nie
                                        trzymając tatusia za rękę?? W to nie uwierzę. Zwłaszcza, ze będzie ktoś z jego
                                        rodziny, kto może się nim zająć.
                                        No nic. Mam inne spojrzenie. Na szczęście "nasze dzieci", pomimo mało
                                        zaawansowanego wieku, nie stanowiły dla nas problemu. A starsze jak usłyszało,
                                        że poduchę z obrączkami będzie trzymać, to w ogóle było szaleństwo smile
                                        • erillzw Re: Powiedz ze zartujesz 12.06.10, 00:03
                                          karolana napisała:
                                          > Spoko. Czyli jeśli miałabyś brać ślub w układzie Ty mająca dziecko
                                          i on bez
                                          > znaczenia, to Twoje dziecko nie uczestniczyłoby w Waszym ślubie,
                                          bo... tak
                                          > byłoby wygodniej?

                                          Po pierwsze nie pisałam o sobie.
                                          Po drugie inna sytuacja jest gdy ja mam dziecko które mieszka ze mna
                                          i moim nowym partnerem; a inna sytuacja jest gdy dziecko mieszka a
                                          biologiczna matka zas ojciec jest dochodzacy. Na dodatek nie spedza a
                                          Nia weekendów, siwat ani wakcji bo tak.
                                          Dla Ciebie byc moze nie czyni to roznicy, dla mnie jest dosc spora i
                                          o tym pisałam w kontekscie, ze jestem w stanie zrozumiec motywacje ze
                                          nie ujmuje sie swojego dziecka mieszkajacego i zyjacego na codzien z
                                          matką w dniu takiej imprezy.

                                          > Sorry, ale ja nie ogarniam sad

                                          Dla Ciebie jest widocznie jeden słuszny model zacowania przy takiej
                                          uroczystosci. Dla mnie jest on relatywny, zas jego stopien zalezy od
                                          relacji jakie panuaja w całym "ukladzie".

                                          > Dziecko można przygotować do tego, wyjaśnić parę rzeczy.

                                          Ale co ma jedno z drugim do siebie? Wyjsanienie dziecku to
                                          oczywistosc, zas zabieranie go na impreze kilkugodzinna to juz inna
                                          bajka.

                                          > Ślub trwa od 15 minut do godziny. Czyli że dziecko nie wytrzyma max
                                          godziny nie
                                          > trzymając tatusia za rękę??

                                          Mowilam o slubie koscielnym oraz weselu po nim.
                                          To nie jest max godzina lub kwadransik tylko kilka dłufgich godzin
                                          wsrod w wiekszosci dorosłych, ktorzy bawia sie w swoim towarzystwie i
                                          nie koniecznie po 2 godzinach maja ochote zabawiac dziecko pana
                                          młodego, którey jakby na to nie patrzec ma troche obowiazkow poza
                                          trzymaniem niesmiałego, nielubiącego tłumu dziecka które tylko blisko
                                          taty czuje sie bezpieczej.
                                          Naprawde szersze spojrzenie na rozne temperamenty i charaktery dzieci
                                          oraz relacje miedzy ex małzonkami byłyby tutaj wskazane.


                                          > W to nie uwierzę. Zwłaszcza, ze będzie ktoś z jego
                                          > rodziny, kto może się nim zająć.

                                          jasne. Podrzucimy dzieci dziadkom i wujkom zeby ładnie wyglądało, ze
                                          było z nami w takim dniu. patrzysz bardzo bardzo jednokierunkowo.
                                          Opieka nad dzieckiem to nie jest podrzucanie go od wujka do babci za
                                          kazdym razem gdy:
                                          - jest taniec z kazda ciocia, mama, etc
                                          - wypada zamienic chociaz kilka zdan z kazdym z gosci
                                          - trzeba pilnowac czy kazdy wszystko ma, czy czegos nie brakuje

                                          > No nic. Mam inne spojrzenie. Na szczęście "nasze dzieci", pomimo
                                          mało
                                          > zaawansowanego wieku, nie stanowiły dla nas problemu.

                                          Byc moze u Was sa inne relacje, i dzieci sa inne. W mojej i mojego
                                          przyszłegomeza sytuacji taka historia nie wchodzi w gre z uwagi na
                                          elementy ktore opisałam wyzej. I nie jest to moje veto tylko mamy
                                          podobne zdanie na temat dzieci na weselech oraz oboje doskonale wiemy
                                          jaki charakter ma jego corcia. smile
                                          • karolana Re: Powiedz ze zartujesz 12.06.10, 10:34
                                            Erillzw,
                                            Piszemy o dwóch sprawach.
                                            1. Postawa narzeczonego macoszki.
                                            2. Udział dziecka w ślubie jednego z rodziców.

                                            Moje podejście jest takie, że mając dziecko ma się je zawsze i jest to
                                            najbliższy członek rodziny. Mając dziecko jest się za nie odpowiedzialnym 24/7,
                                            nawet, jeśli się z nim aktualnie nie mieszka.

                                            Co za tym idzie -jeśli mówimy o spojrzeniu na cały panujący u Macoszki układ -
                                            nie rozumiem kompletnie sytuacji, w której:
                                            a) facet twierdzi, że kocha dziecko;
                                            b) jego narzeczona twierdzi, że kocha (sic!) dziecko;
                                            c) narzeczona twierdzi, że facet jest wspaniałym ojcem;
                                            d) na weselu będą dzieci z rodziny narzeczonej;
                                            e) facet stwierdza, że jego dziecka na ślubie i weselu nie będzie.

                                            Rozumiem argumenty o zmęczeniu małego dziecka wielogodzinną imprezą, ale w
                                            połączeniu z punktem d) ten argument jest po prostu naciągany. Gdyby nie miało
                                            być innych dzieci, spoko, można go przyjąć, ale te dzieci tam BĘDĄ. Dlaczego
                                            więc facet stwierdza, że jego córki ma nie być?

                                            Jeśli chodzi o sprawę drugą, czyli udział dzieci w ślubie jednego z rodziców...
                                            Cóż, uważam, że jeśli zaprasza się rodziców, rodzeństwo, to tym bardziej własne
                                            dziecko. Na ślubie - ok 15-30 minut cywilny lub ok. godzinki do półtorej
                                            kościelny - dziecko powinno być. Potem obiad ewentualnie i już. Ostatecznie to
                                            rodzica brocha jak to zorganizuje. Można załatwić odwiezienie do matki, można
                                            załatwić opiekunkę, cokolwiek. Ja naprawdę rozumiem "obowiązki" państwa młodych
                                            i zwykłą chęć przeżywania tego dnia bez dzieci uwieszonych non stop na szyi, ale
                                            wykreślanie dzieci z tak ważnego dnia wydaje mi się po prostu nie w porządku
                                            wobec nich sad A także daje dodatkowe argumenty do ręki upierdliwej ex - popatrz,
                                            tatuś i jego nowa żona nie chcieli cię na swoim ślubie! Jak czuje się dziecko z
                                            taką świadomością? Może w wieku lat 7 nie będzie mu aż tak przykro. Ale już w
                                            wieku 17... może być zupełnie inaczej. Jak "kochający" tatuś wyjaśni swojej
                                            nastoletniej córce jej nieobecność na swoim ślubie? Powie "nie chcieliśmy cię
                                            męczyć"? Dziewczyna zrozumie to "nie chcieliśmy się z tobą męczyć". I chyba
                                            będzie miała rację, prawda?