Dlaczego kobiety bronią swoje dzieci jak lwice...

09.03.04, 10:01

...a mężczyźni niekoniecznie?
Czytając post black-jack'ka zastanawiałam się, jak to jest. Samotna kobieta
zanim z kimś się na poważnie zwiąże ostrzega go: mam dziecko, jest dla mnie
najważniejsze i albo je zaakceptujesz, albo... No właśnie. A jak to jest z
facetami? Niejedna z nas przekonała się o tym na własnej skórze. O jego
dzieciach i zobowiązaniach dowiedziała się, kiedy była już zakochana po uszy.
Czy to nie jest z ich strony nieuczciwe? I z drugiej strony- nie biorą pod
uwagę dziecka. Jeśli macocha je zakceptuje, polubi to będzie ok, a jeśli nie
to trudno, jakoś przeżyjemy. Czy nie stąd właśnie m.in. biorą się nasze
macosze kłopoty?
Ja na dzień dobry zostałam poinformowana: moje dzieci są dla mnie
najważniesze. Świadomie więc podjełam decyzję bycia razem z nimi wszystkimi.
A jakie jest Wasze zdanie?
Pozdrawiam.
Jola
    • pysia-2 Re: Dlaczego kobiety bronią swoje dzieci jak lwic 09.03.04, 10:51
      Ja tez zostalam poinformowana w ten sam sposob.
      Ale jest duzo prawdy w tym co piszesz... Tylko ze mnie dzisiaj boli zab i nie
      chce mi sie myslec.
    • capa_negra Re: Dlaczego kobiety bronią swoje dzieci jak lwic 09.03.04, 11:25
      "A na marginesie - kocham moją córkę, ale jakoś nigdy nie pokusiłam się o
      stwierdzenie, że jest dla mnie najważniejsza... Najwazniejsza jest dla mnie
      RODZINA, i jakość naszego życia we trójkę, a nie tylko dobre samopoczucie
      mojego dziecka. Toksyczna ze mnie mamusia, nie ma co smile"

      Moja droga - uważam , ze toksyczna to ty bys była gdybys postepowała odwrotnie.
      Oczywiście dziecko ma swoje prawa i nikt tego nie neguje, ale prawa dziecka nie
      mogabyc EGZEKWOWANE kosztem reszty RODZINY i poprzez wchodzenienia głowe
      rodzinie.

      To jest twoja rodzina i kazdy ma wniej woje miejsce, ale nie koniecznie "na
      świeczniku"

      Tak jak kiedys napisałam moja sytuacja jest inna , ale przekładając ją "na moje"
      majac na uwadze dobro RODZINY a w tym moje, mojego M, jego dorosłych dzieci ,
      teściów etc. staram sie znaleśc złoty srodek, ktory pozwala na wzajemne
      zrozumienie i porozumienie bez pokazywania pazurów i demonstracji w stylu
      ZOBACZYMY KTO TU NAJWAŻNIEJSZY.

      Na razie ta metoda sie sprawdza.
    • chalsia Re: Dlaczego kobiety bronią swoje dzieci jak lwic 09.03.04, 13:43
      A ja swojemu synkowi mówię, że jest dla mnie najważniejszy. Bo niewątpliwie
      zawsze będzie dla mnie ważniejszy niż partner życiowy (jeśłi się taki trafi).
      Co nie znaczy, że dziecko będzie ustawiać całe moje życie i każdy jego aspekt.

      Pozdrawiam,
      Chalsia
    • black-jack-1 Re: Dlaczego kobiety bronią swoje dzieci jak lwic 09.03.04, 13:43
      Zgadzam się z Burzą. Najczęściej to właśnie matki wychowują dzieci, a ojcowie w
      jakiś sposób 'dochodzą'. W takim układzie jasnym jest, że w życiu samotnej
      kobiety dziecko zajmuje po prostu więcej miejsca. Nie umiem wytłumaczyć,
      dlaczego niektórzy mężczyźni w jakiś sposób 'tają' swoje potomstwo - pewnie
      właśnie po to, żeby najpierw w sobie rozkochaćwink Kto wie... Nie jest to
      rzeczywiście zbyt uczciwe.
      • konkubinka Re: Dlaczego kobiety bronią swoje dzieci jak lwic 09.03.04, 14:25
        no u mnie nie bylo podobnych stwierdzen.I to moj blad.M wiedzial ze zaakceptuje
        jego dziecko zas nigdy nie uslyszal ze ma akceptowac w pelni mego syna - bylo
        to dla mni eoczywiste , jak widac dla niego nie.
        Ja moze bronie powoli ale tez jak lwica i jak kiedys wybuchne to wszystko rzuce
        i poprostu wyjde.Ten czas sie zbliza.A moj syn wie ze go kocham najbardziej pod
        sloncem , codziennie mu to mowie a on mnie.
        A M bedzie sobie gadal do sciany .....tak jak ja teraz.
        A dlaczego tak maly jest odsetek Panow ktorzy walcza jak lwy o dzieci?Bo
        wiekszosc facetow jest bierna , musi dostac kopa zeby cos zrozumiec ,
        cokolwiek.I dlatego zazwyczaj budza sie z reka w nocniku.
    • jayin Re: Dlaczego kobiety bronią swoje dzieci jak lwic 10.03.04, 09:42
      u mnie było podobnie, Joolu:
      "Ja nie jestem sam. Zawsze bede JA i K. Chce byc z toba. Jesli chcesz, to mnie
      bierz "z przychowkiem", albo nie bierz, jesli przeszkadza to Tobie. Twoja
      decyzja"
      "chcę być z tobą, ale nie zrezygnuję ze swojego dziecka"
      "jesteś/będziesz tak samo ważna dla mnie jak moj syn, ale nie ważniejsza"

      i niby tak jest - jestesmy wazni dla J "po równo", tylko INACZEJ smile ja w
      temacie: "kobieta", a K. w temacie "syn".
      chociaż, wiesz, bywają sytuacje, kiedy jednak czuć, że K. jest dla niego
      najważniejszy, cokolwiek J by nie mówił, że "równo" nas traktuje w swoim życiu.
      Nie powiem, zdarzało mi się zgrzytać swego czasu o tą "niesprawiedliwość" smile
      ale wówczas działała zawsze na mnie jedna myśl: "Co ja bym zrobiła, gdybym to
      JA miała dziecko? Kto byłby ważniejszy i w jakim stopniu?". i kiedy
      stwierdzałam, że zrobiłabym/robiłabym dokładnie to samo co J, przechodziło mi
      zgrzytanie.
      teraz już nie zgrzytam w ogóle. nie wiem czy to kwestia upływu czasu i
      przyzwyczajenia do tego, czy przewartościowania pewnych rzeczy w sobie samej.


      pozdrawiam

      Joanna
Pełna wersja