Kochani & & #35 8222;omałoco& & #35 8221; teściowie

10.03.04, 10:54
Do tej pory wydawali mi się „niegroźni” – ot para starszych ludzi, żyjących
od pomiaru poziomu cukru we krwi do pomiaru.
Mój od swojego rozwodu nie utrzymywał z nimi za specjalnych kontaktów,
które uległy ożywieniu za moich czasów i poniekąd sama „pilnowałam” żebyśmy
je w miarę systematycznie utrzymywali.
Teściowie co najmniej od roku namawiali nas na ślub – w ostatnia sobotę
poszliśmy im powiedzieć, ze pobieramy się .
Po pierwszym wybuchu radości zaczął się cyrk.
Pierwsza teściowa – ona nie przyjdzie, ona nie ma się w co ubrać / po 10
minutach już jej przeszło i wg stanu na dziś zakupiła materiał i będzie coś
szyć/
Następnie oboje - czy zapraszamy na ślub siostrę mojego czyli ich córkę.
Chłop , ponieważ z siostrą od lat nie zamienił słowa / długo opowiadać, ale
teściowie się do tego stanu rzeczy walnie przyczynili/ odpowiedział, ze nie.
Zaczęło się wiec delikatne przekonywanie, ale temat się rozpłynął.
W niedziele z rana telefon – przyjedźcie koniecznie bo… omałoco teściowa ma
do mnie osobistą „babską” sprawę.
Ok. – pojechaliśmy .
I dopiero wtedy zaczął się cyrk – teściowa w płacz, teść nawija jak
katarynka, a wszystko to do mnie żebym przekonała chłopa, ze powinien siostrę
zaprosić – chłop milczy i słucha.
Wreszcie im mówię że nie mogę go przekonywać, ze nie znam tej sytuacji
sprzed lat i ze byłabym ostatnia idiotką gdybym w takiej sprawie na 48
letniego chłopa wywierała jakąkolwiek presję. Teściowa w ryk, teść kłapie…
argumenty typu : ona ( siostra) jest taka chora ( jak każda z nas wink, ze
nawet pięćdziesiątki nie dożyje ( jest tuz po 40 i ciekawa jestem czy wie jak
jej rodzinka wróży) po prostu kabaret.
Wreszcie chłop zabrał głos i stwierdził, ze OK. przemyśli sprawę i że do
końca tygodnia poinformuje ich o swojej decyzji.

Sporo rozmawialiśmy w niedziele na ten temat, trochę w poniedziałek i chłop
wszedł na etap „ no cóż korona mi z głowy nie spadnie jak ja zaproszę” .
Stwierdziłam, ze niech się jeszcze ze 2 dni z tym „wyśpi” i jeśli
postanowi „na tak” to zadzwonimy do teściów i poprosimy ich żeby lekko
przygotowali córkę na nasza wizytę.
Po południu ( w poniedziałek ) byliśmy prosić znajomych chłopa na ślub – nie
wiem czy zabawiliśmy tam 10 minut jak zadzwoniła komórka - chłop zdębiał …
dzwoniła jego siostra - ta o która toczyła się „batalia” od soboty.
Zamurowało mnie – nie dlatego, ze zadzwoniła - co prawda nie wiem jak
sprawę naświetlili teściowie , ale jestem dla niej pełna podziwu ze
zadzwoniła pierwsza, ze po tylu latach ciszy miała tyle cywilnej odwagi, aby
zadzwonić do mojego i powiedzieć, ze ona się nie gniewa, ze wie ze się
pobieramy i ze bardzo nas do siebie zaprasza. – zamurowało mnie gdy
uświadomiłam sobie co zrobili teściowie!!!!!
A oni kompletnie nas olali i potraktowali jak parę gówniarzy, za których
należy zadecydować.
Nie pojmuje, jak można było się tak zachować i kompletnie nie uszanować
naszej decyzji ( ze określimy się w temacie do końca tygodnia) tylko tak
kręcić za naszymi plecami.
Szlag mnie trafia bo mamy 36 i 48 lat ( a nie po 18) i nikt nie będzie mi
mówił jak mam żyć i z kim kontakty utrzymywać !!
Zresztą przy okazji niedzielnej wizyty teściowa powaliła mnie następnym
pytaniem – czy będziemy unieważniać ślub kościelny mojego chłopa – zapytałam
ja grzecznie : na jakiej podstawie, dlaczego i po co??? i z jakiej racji
dzieci mojego faceta nagle mają się stać pozamałżeńskimi ?? – chyba jej
przeszlo , ale czy na pewno??
Mam wrażenie że ktoś jest tu trochę nienormalny i że raczej nie jestem to ja .
Teraz „postanowili” za nas ..- trudno, ostatecznie tez skłanialiśmy się w
tym kierunku, wiec dla „dobra sprawy” zmilczę, ale nich mi jeszcze raz wejdą
bez pytania z buciorami w moje życie to za poprawność stosunków rodzinnych
nie ręczę.

A jak sobie pomyśle, ze opierniczałam chłopa kiedy mówił, ze to sępy ( jak
im dasz palec to ci rękę obgryzą) to mam ochotę się sama sobie w twarz
roześmiać.

Lubię ich , ale ponownej takiej ingerencji w nasze życie nie wyobrażam sobie.

Musiałam się wyszczekać – dla zdrowotności, bo juz 3 dzień nerwa mnie tłucze.
Przewrażliwiona jestem czy to są „normalne” stosunki rodzinne??
    • pysia-2 Re: Kochani & & & #35 35 8222;omałoco& & & #35 10.03.04, 12:03
      capa negra, to starsi ludzie, a starsi ludzie tak maja. Nie wszyscy, ale wielu.
      Chcieli dobrze, a ze obrali akurat taka droge...
      Ja bym sie nie zzymala, nie wkurzala tylko cieszylam ze sie rodzenstwo
      pogodzilo. Bo najwieksza koscia w gardle sa dla mnie klootnie miedzy
      najblizszymi i smiertelna uraza trwajaca do grobowej deski...
      PS Niedawno zmarl brat mojej mamy i jeszcze na lozu smierci lzyl swoja druga
      siostre (roowniez siosre mojej mamy), z ktora byl pokloocony o "majatek". Serce
      pekalo... A on umarl i nawet nie zamienili ze soba slowa, bo on jej nie chcial
      na oczy widziec.... Smutne to. Mam nadzieje, ze nigdy nie dojdzie do czegos
      takiego miedzy mna a moim rodzenstwem
      • capa_negra Re: Kochani omałoco teściowie 10.03.04, 12:22
        Zgoda pysiu - masz racje zgoda jest bardzo wazna.
        I w tym tez kierunku "szła" nasza decyzja , tylko szlag mnie trafil, ze jeszcze
        dobrze po nas "slad nie ostygł" , a tesciowie juz zaczeli kombinować.
        A gdzie odrobina szacunku dla nas?? porzeciez juz bardzo dorosłych ludzi.
        Nie dziwiłabym sie gdyby nas zaczeli codziennie pytac co postanowilismy i w ten
        sposób starali sie uzyskac na nas oczekiwaną decyzję, a wtaki sposób postawili
        nas przed faktem dokonanym.
        Poprostu mi sie to nie podoba, tym bardziej ze w mojej rodzinie nikt takich
        praktych nie stosuje wiec nie jestem przyzwyczajona do takich zachowań i
        odbieram je jako naruszenie mojej prywatności i prawa do decydowania o sobie.

        Rozumiem ich punkt widzenia.
        Rozumiem ze staraja sie naprawic to co sami rozwalili i rozumiem ze nasz slub
        jest dobra okacją....ale do diaska nie w taki sposob i nie takimi metodami -
        bo tego to juz nie rozumiem
        • mmadzia1 Re: Kochani omałoco teściowie 11.03.04, 17:13
          capa_negra napisała:
          > A gdzie odrobina szacunku dla nas?? porzeciez juz bardzo dorosłych ludzi.

          > Poprostu mi sie to nie podoba, tym bardziej ze w mojej rodzinie nikt takich
          > praktych nie stosuje wiec nie jestem przyzwyczajona do takich zachowań i
          > odbieram je jako naruszenie mojej prywatności i prawa do decydowania o sobie.

          A ja cie rozumiem, tzn. Twoje zirytownie sytuacją i takim postepowaniem.
          Wiem jak to jest i wiem jak to drazni. Nie tylko w takich sytuacjach...

          Moja jeszcze-nie-tesciowa, zawsze deklaruje, ze nie chce sie wtracac, po czym
          ni z gruszki ni z pietruszki potrafi zadzwonic i taka kolomyje z mozgu zrobic
          mojemu m. ze mnie szlag trafia. A i zdarzaylo sie pododnie jak u ciebie wkonala
          taki manewr, ze rece opadaja.
          W mojej rodzinie, nikt do niczego sie nie wtrącał; wzajemnie sobia pomagamy,
          dzielimy problemami, ale dorosła jestem juz od paru lat i moi rodzice to
          szanują. Nie wiem, z facetami mozre jest inaczej..?
          Ehhh... trzeba chyba jakos z tyn zyc...
          • capa_negra Re: Kochani omałoco teściowie 12.03.04, 07:32
            "Nie wiem, z facetami mozre jest inaczej..?"
            W moim przypadku nie.
            Mój facet ma 48 lat ja 36.
            Były czasy jeszcze , że pare lat wogóle nie utrzymywal stosunków z rodzicami z
            powodow jak wyżej.
            Zresztą to że rozeszly się im drogi z siostrą to to osobista zasluga rodzicow.
            Kiedy związaliśmy sie, chlop postanowil przynajmniej z rodzicami nawiązac jakis
            kontakt.
            Przez 2 lata był spokój - teraz "popisali się"
            Ten raz ścierpie - mimo, ze załatwili to bardzo nieładnie chcieli dobrze,
            zreszta dzis idziemy do ich corki , a siostry mojego M wiec pewnie paru
            ciekawostek się dowiemy.
            Ale to był pierwszy i ostatni ich numer - jeszcze taki jeden wyczyn i będzie
            "po ptakach", bo ja sobie nie pozwole na robienie zamieszania w zyciu
            -
            A weź ty takie rady, zwiń w ciasny rulonik i rozważ znaczenie słowa czopek.

            Dekameron
            • onionka Re: Kochani omałoco teściowie 12.03.04, 13:44
              capa_negra,
              przepraszam, ze doloze swoj kamyczek do Twoich wypowiedzi i wypowiedzi moich
              poprzedniczek. Ja tez jestem dosc dorosla, 4 krzyzyk wchodzi na grzbiet, moj
              pan takowoz, a opisanych przez Ciebie sytuacji i im podobnych przezylismy
              wiele. Nie wiem jak to jest z rodzenstwem bo ja jestem jedynaczka, a moj maz ma
              siostre ale starsza i przyrodnia, kontakty bardzo poprawne. Tesciowa natomiast
              to arcyciekawy przypadek (tatus zmarl zanim sie poznalismy). Z ciekawszych
              sytuacji podam przyklad wielkanocnego sniada. Rodzina uroczyscie zebrana przy
              stole, nastroj swiateczny, a moja tesciowa glosikiem jak dzwoneczek, po
              uprzednim zlustrowaniu mnie, zapytala kiedy zamierzamy miec dzieci, no bo kto
              bedzie sie nami opiekowal na strosc. Odrobine zesztywnialam, nie planujemy
              wspolnych dzieci i uwazalam to za sprawe wylacznie nasza.Maz z niewinnym
              usmiechem, przyzwyczajony znacznie bardziej do mamusi, - pracujemy nad tym...,
              mlodsze pokolenie lekko zaczerwienione.
              Powiedzonka w rodzaju: ja sie tam nie wtracam ale to co mam do powiedzenia to
              powiem" traktujemy z mezem jako ciekawostke rodzinna. Tesciowa potrafi nam
              wytknac przytycie lub mizerny wyglad jesli przypadkiem uda nam sie schudnac, a
              uwagi na temat mojego dekoltu -"zaszyj sobie bo po co chlopy maja ci tam
              zagladac" , moj maz traktuje jak dowcip dnia i wraz ze szwagrem i siostrzencami
              (w oklicach 30) uwazaja za najlepsze wystapienie babci. Jest po prostu
              niezrownana. Moglabym o niej godzinami. Nie czuje sie urazona ani zmeczona bo
              widujemy sie 2-3 razy do roku. Nie mieszkamy w Polsce i dlatego nasze wizyty
              swiateczne i wakacyjne moge potraktowac rozrywkowo. Moj maz ma zreszta
              wypracowany stoicki model zachowania wobec swojej matki, slucha, kiwa glowa i
              robi przyjemny wyraz twarzy. To nic, ze od 2 lat slyszymy historie o
              niezakreconym zaworze na dzialce, i zawsze o tym ze Leszek jest za gruby i nie
              moze wejsc na dach i tysiace innych.
              To nie jest osoba, do ktorej dociera cokolwiek spoza jej wlasnych przemyslen.
              Tak juz bedzie do konca , a moj maz kocha przeciez swoja matke i przed kazdym
              wyjazdem pyta niesmialo: -ale czy Ty (ja) wytrzymasz? No wytrzymuje, chociaz
              tak naprawde rzetelnie poklocilismy sie tylko przy okazji wizyty u mamusi, poza
              tym jakos brakuje nam takich napiec i emocji, ktore opieralyby sie racjonalnym
              argumentom.
              Troche sie rozgadalam, ale zycze Ci wypracowania wlasnych metod, bo o zmianach
              raczej zapomniej.
              pozdrawiam serdecznie
              • capa_negra Re: Kochani omałoco teściowie 12.03.04, 14:12
                Dzieki za dobre słowo.
                Moi tesciowie to dwoje starych ludzi, którzy przynajmniej tak wynika z
                opowieści mojego M maja to co sobie wypracowali.
                To co pisze wiem z opowieści
                Tesciowa podobno była calkiem podporzadkowana męzowi, ot takie ciepłe kluski.
                Teść zawsze miał cos prywatnego, nawet za głebokiej komuny i zawsze wszędzie
                węszył spisek - generalnie jego zycie kręcilo sie wokół kasy i "ustawiania"
                rodziny na swoja modłe i podobieństwo.
                Mój M uciekł z rodzinnego gniazdka w wieku 18 lat - dziecko w drodze szybki
                slub, i jak mnie "dolecialo" z róznych stron kompletnie nie akceptowana synowa.
                Córka była bardziej posłuszna i wyszła za mąz jak nalezy smile
                W efekcie powstał układ zły syn + zła synowa oraz dobra córka i ukochany zięć.
                W któryms momencie "zly syn" nie wytrzymał i wyszedł z rodzinnego interesu "na
                swoje" czyli konkurencja ...
                W "odwecie" rodzice przepisali najpierw zakład na córke, a potem dom, który w
                założeniu mial byc wielopokoleniowy.
                I podobno z 5 lat był.
                Tylko ze "dobry zięc" wkurzył sie i miał dośc "sterowania" wiec wybudował swój
                i zona miała do wyboru - zostaje z rodzicami czy idzie za nim...poszła
                Tylko, ze "dobry zięć" od 10 lat jest "zły zięć"
                Podsumowując poszlo o "władzę" w rodzinie i kasę.

                Z autopsji
                W efekcie -teściowie mieszkają sami w ogromnym domu, którego nie sa w stanie
                utrzymac i którymocno podupada, ale na sprzedaż sie nie zgadzają bo to "gniazdo"
                Zięc ich "nie zna" od 10 lat.
                Syn nawiązał z nimi "ludzkie" kontakty 3 lata temu - ale..nawet sie wczesniej
                nie zainteresowali gdzie mieszka po rozwodzie i wyprowadzeniu sie z domu w
                którym mieszkal z byłą - dla wyjaśnienia dom ten widac z okna teściów - 30 m po
                skosie.
                Córka jest dalej "ukochana" , ale mam wrażenie, ze nie jest jej lekko - dzis
                sie zreszta przekonam.
                W temacie dzieci
                Teściowa tez nie przepuściła pytania o dzieci - tylko dla odmiany była
                usatysfakcjonowana odpowiedzią, ze nie planujemy smile
                W temacie utrzymywanie stosunków.
                Jak potrzebowali pieniędzy to znali nasz numer telefonu na pamięć , jak
                przestało chodzic o kase to jak my nie zadzwonimy ze przyjdziemy to cisza...
                Ja podobno jestem "super" - kiedys na wejściu do domu teściowa rzucila mi się
                na szyje z tekstem - tylko ty go nie zostawiaj.. nie mniej średnio po 2
                godzinach zaczynam sie jej mylic z była i potrafi sie zwócic do mnie jej
                imieniem smile
                Ostatnio powiedziałam jej , ze do slubu moze sie mylić..potem nie radze.
                I tak bym jeszcze dlugo mogła - niestety nie mam tak dobrze, że mieszkam daleko
                bo niestety w tym samym mieście.
                Budujemy sie za miastem , ale jak teśc łaskawie stwierdził - on by za darmo nie
                poszedl tam mieszkac.
                No- a poza tym wszyscy zdrowi, psy tyją smile
                pozdrawiam - odezwe sie w poniedziałek, jak będę po wizycie u siostry M
                • capa_negra Po wizycie 15.03.04, 07:27
                  Poszlo lepiej jak sie spodziewalam.
                  Rodzina generalnie na pierwszy rzut oka miła tylko troche głosna i moze ciut za
                  bardzo bezposrednia jak na pierwsze spotkanie.
                  Nie mniej pierwsze wrażenie zdecydowanie na tak.
                  Na piatek umnówiliśmy sie z nimi na "niezobowiązująca wódke" no i zobaczymy
                  jak będzie wyglądało spotkanie na luzie
                  • cz.wrona Re: Po wizycie 17.03.04, 23:44
                    Ja dopiero teraz ...Capa_negra! Wiem o czym klikasz!!! Niestety...Chociaż z
                    teściami znam się od prawie 5 lat to naszych przeżyć starczyłoby na 50 lat
                    hihihi. Teraz się śmieję ale przedtem łzy wylewałam...Może parę perełek:
                    1 Tuż przed slubem gdy teściowa zorientowała się, że z ty m małżeństwem to tak
                    na serio zostałam prównana do panienek na autostradzie, przy tym użyła innego
                    słówka zaczynającego się na literę 'k';

                    2 Poczatkowo mieliśmy urządzić tylko skromny ślub z pzryjęciem- obiadem u mojej
                    Mamy w domu: my+ rodzice+ nasi chrzestni+ świadkowie. Ale zaproszeń było bardzo
                    dużo- bo i dla gości na sam ślub również. No i jaka wielka pretensja do mnie,
                    krzyki i parskanie, że zapraszam samą moją rodzinę. M. dopiero wyjaśnił jej co
                    i jak, że to tylko na sam ślub- oczywiście żadnych przeprosin z jej strony nie
                    było...Zresztą ona nawet nie zna tego słowa...

                    3 O tym co sądzi na mój temat dowiaduję się od szwagierek: a to że mam zbyt
                    pociągła twarz, a to że cytuję" dupsko mi się roztyło od piguek", a to jakieś
                    tekściki o moich rodzicach- że na starość w końcu i tak będą razem wrrrr
                    4 No i -jakżebym mogła nie wspomnieć otym- Cenne Rady Matki Polki Co Urodziła 9
                    (słownie: dzięwięcioro) Dzieci, I tak jeśliby którś z Was nie wiedziała to:
                    - noworodkowi należy wyciskać z brodawek mleko,
                    - karmiąca matka noworodka może jeść bigos z grzybami jeśli jest przyprawiony
                    na SŁODKO,
                    - jak dziecko płacze a jest przewinięte i nakarmione to nie można podchodzić-
                    dziecko jest wtedy złośliwe i na złość tak płacze,
                    - jeżeli dziecko jest nieposłuszne trzeba wlepić mu w tylek do krwi lub aż się
                    posika- wtedy zrozumie.

                    Taaaa, a teściowa się dziwiła, że jej synka nie chciałam dać pod opiekę jak na
                    Sylwestra szliśmy... Tak więc powodzenia capa_negra i duuuuużo cierpliwości!
                    • capa_negra Po tygodniu 18.03.04, 07:33
                      Po tygodniu od wizyty u siosry M i po tygodniu ciszy kompletnej ze strony
                      dziadków ( załatwili "interes" to po co dzwonic???) doszłam do jedzynie
                      slusznego wniosku.
                      Skoro pierwszej synowej szczerze nie lubili to mnie tez nie musza smile tym
                      bardziej, że jestem dorosła i w żaden sposób od nich zalezna.
                      Jutro ciag dalszy rodzinnej opowieści - jak sie nic nie zmieni to jutro
                      wieczorem idziemy do szwagierki na wódke ..... a przy wódce róznych rzeczy
                      mozna się dowiedzieć
                      • cz.wrona Re: Po tygodniu 18.03.04, 10:05
                        No właśnie. NIe mieszkacie razem z nimi, nie jesteście uzależnieni finansowo od
                        nich. Jak to powiedział mój szwagier ( a ile było awantur potem po tym bo
                        teściowa moja się smiertelnie obraziła na niego i wyklęła)'teściowa to nie
                        rodzina'.
                        • capa_negra Re: Po tygodniu 18.03.04, 10:45
                          Podobnie jak "synowa to nie rodzina" smile)
                          Wyklela go powiadasz ?? - pyszne...
                          Mojego znajomego "wyklęła" jego babka jak sie "nieodpowiednio" ożenił
                          Normalnie ciemnogód dobrze, ze uroku nie rzuciła smile
                          Z ja nigdy zbyt "rodzinna" nie byłam wiec jakby co to mała strata - nie mnie
                          dopuki sie da chciałabym miec poprawne stosunki
    • lideczka_27 Re: Kochani & & & #35 35 8222;omałoco& & & #35 20.03.04, 00:37
      Wiesz, mawiają, że "piekło dobrymi chęciami wybrukowane" wink I chociaż teściowie
      poniekąd doprowadzili do szczęśliwego finału całej sprawy (jakim jest - jak
      mniemam - pogodzenie Twojego lubego z siostrą), to jednak postąpili źle, no po
      prostu źle. To była Wasza i wyłącznie Wasza decyzja, od której zależały dalsze
      kroki. A co by było, gdyby jednak sprawa miała wyglądać inaczej? No nie...
      pewnych spraw nie pownno się doprowadzać do końca za kogoś - i nie ważny jest
      wiek, bo każdy człowiek ma prawo do własnego wyboru, decyzji, którą reszcie
      wypada po prostu przyjąć do wiadomości i uszanować.
      Na Twoim miejscu podziękowałabym za tę przysługę i poprosiła, by była ostatnią
      tego rodzaju smile
      Pozdrawiam
Pełna wersja