Moj maz chce drugiego dziecka ze mna.

11.03.04, 11:15
Jestem w szoku.
Po tym wszystkim co sie wydarzylo (i czym sie z wami dzielilam), po sytuacji,
ktoora niemal doprowadzila do rozstania... Mooj maz:
- gotuje mi codziennie obiad!
- robi pranie!
- sprzata!
- jest mily i ugodowy
- niedawno zaproponowal, zebysmy za rok postarali sie o upragniona przeze
mnie cooreczke...

Chodze oglupiala. Zmienil sie naprawde, zrozumial, czy to chwilowe?? Czy chec
posiadania kolejnego dziecka ma mnie bardziej przy nim uwiazac, czy to
szczera chec powiekszenia rodziny??? Co o tym wszystkim sadzic??? Przeciez
jeszcze kilkanascie dni temu myslalam, zeby go zostawic w cholere i miec w
koncu swiety spokooj...
I na jakim forum powinnam o tym pisac????
    • konkubinka Re: Moj maz chce drugiego dziecka ze mna. 11.03.04, 11:30
      Pysiu nie znam Twojego meza , sama zawierzylam w ten sposob mojemu M.Urodzilam
      corke i co?Wszystko z powrotem jak bylo a ja jestem uzalezniona na maksa od
      niego.
      U ciebie nie musi tak byc.Przemysl to wszystko a zreszta za rok to za rok ,
      masz jeszcze rok na obserwacje.
      Zycze Ci szczescia a co do forum jest takie forum "mężczyzni"(nie mylic z
      forum "mężczyzna")
    • pysia-2 Re: Moj maz chce drugiego dziecka ze mna. 11.03.04, 16:40
      No wiesz... Chyba za wiele sie nie tlumaczyl, bo jakos nie kojarze zeby cos
      sensownego powiedzial... Gloownie to stres i potrzeba wyladowania. No i to, ze
      ja nie jestem swieta oczywiscie.
      No pewnie, ze nie jestem... Trudno byc, jak sie to wszystko tak do kupy
      zbierze...
    • chalsia Re: Moj maz chce drugiego dziecka ze mna. 11.03.04, 21:24
      Ja bym podchodziłą z dużą rezerwą. Jak tak bedzie dalej przez następnych 12
      miesięcy, to bym uznała, że może jest OK i wtedy dopiero zabrała się
      za "robienie" dziecka.

      >Teoretycznie, skoro to on proponuje powiększenie
      > rodziny, to wydaje się być zdecydowany na umocnienie waszego związku

      Tak, tylko TEORETYCZNIE. Mój eks chciał i starał się o dziecko ze mną (lekarze,
      problemy, etc) czując/ wiedząc, że w związku coś mu nie pasuje. Czego nie
      raczył mi zakomunikować. A potem wyszło, ze on myślał, że dziecko "naprawi"
      związek. Kretyn.
      I wzięłabym do serca to co napisała Konkubinka (a propos uzależniania od
      siebie).

      Takie fundamentalne zmiany NIE dzieją się z dnia na dzień i w kilkanaście dni
      po "zajściach". Polecam post Ani_Rosy na samodzielnych w wątku "banalnie" - na
      samym końcu wątku Ania pisze o zmianach w podejściu.

      Pozdrawiam,
      Chalsia
Pełna wersja