Dziecko to taki problem??

14.03.04, 14:45
Witam,chciałabym się poruszyć taki temat:Czy mężczyźni po rozwodzie,mający
dziecko i będący już w nowym(trwającym ok.2-ch lat) związku boją sie
zdecydować na dziecko??Jeśli tak to dlaczego Waszym zdaniem i czy to jest
prawda?? Oczywiście ja jestem w takim związku,ale mój mężczyzna bardzo
pragnie dziecka..oboje pragniemysmile....ale mamy wśród znajomych takie pary i
dziewczyny wypowiadają sie ,że mój mężczyzna to jest chyba dziwny,poniewaz
ich faceci nie są do końca pewni,boja się ,że powtórzy się to samo co w ich
wcześniejszych związkach i znajduja 1500 powodów dlaczego jeszcze nie czas na
dziecko.A tak naprawdę to jest to temat tabu.Ja im współczuje ale co Wy na
to??
Pozdrawiam
Asia
    • konkubinka Re: Dziecko to taki problem?? 14.03.04, 19:08
      moj bardzo chcial , chce jeszcze jedno wiec to nie jest chyba regułą i
      koleżanki nie maja racji
      • mkatarynka.edziecko Re: Dziecko to taki problem?? 14.03.04, 23:20
        My mamy już dwójeczkę wspólnych maluchów zaplanowanych i wyczekanych z
        radością. Czyli w sumie mamy trójkę wink - trochę dużo jak na dzisiejsze czasy
        ale jakoś sobie radzimy smile
        Pozdrawiam
        • joaska_14 Re: Dziecko to taki problem?? 14.03.04, 23:43
          HM.....synek mojego M też ma na imię Patryk....
          Pozdrawiam cieplutko
          Asia
    • pysia-2 Re: Dziecko to taki problem?? 15.03.04, 10:45
      Ja nigdy nie krylam przed moim mezem ze chce miec dwoojke dzieci. On ma juz 2 z
      poprzedniego malzenstwa. I niby przyjmowal do wiadomosci, ale chyba na
      zasadzie: co sie odwlecze, to nie istnieje. No i kiedy zaszlam w ciaze,
      zachowal sie - lagodnie moowiac - jak ostatnia swinia... To byl mooj pierwszy,
      kochany synek, nasze pierwsze dziecko, ale co z tego, skoro dla niego to bylo
      juz trzecie i nie chcial go na poczatku. Nigdy mu tego nie zapomne. Poozniej
      jak juz do niego dotarlo, cieszyl sie, a teraz uboostwia naszego synka... I sam
      nagabuje mnie o kolejne - tym razem cooreczke...
      Ale tak - mysle ze cos w tym jest. Faceci po rozwodzie czesto chca nowej
      kobiety, ale nie nowych dzieci. Po co, skoro dzieci juz maja. I nie wazne, ze
      dla kobiety to nie sa jej dzieci i chce miec swoje.
      To troche nieuczciwe. Bo kobieta zakochujac sie w facecie z przeszlocia musi
      zrezygnowac ze swoich marzen i pragnien.
    • wiola101 Re: Dziecko to taki problem?? 15.03.04, 12:25
      Mój mąż ma 8 letniego synka z poprzedniego małżeństwa. My mamy wspólną córeczke
      która ma już 6 lat. przyznam sie że mój M. bardzo chce mieć jeszcze jedno
      dziecko ponieważ jego argumenty to:
      - Lenka nie moze być jedynakiem
      - będzie już i tak duża różnica między naszą niuńką i naszym kolejnym dzieckiem
      - no i oczywiście lat też nam nie ubywa a niechce będąc dziatkiem chodić na
      wywiadówki
      Ja natomiast boję się mić kolejne dziecko aby-
      - nie stracić pracy
      - boję się uszczuplenia naszego i tak małego budżetu
      -napewno będą kolejne podwyżki alimentów
      - oraz warunki mieszkaniowe
      No i sami osądźcie, które argumenty są silniejsze moje czy mojego M?
      Ja bardzo kocham dzieci i gdyby było mie na nie stać chciałabym mieć ich całą
      gromadkę ale strach przed pogorszeniem się naszego statutu życia jest duży.
    • jayin Re: Dziecko to taki problem?? 15.03.04, 13:07
      na to pytanie powinni raczej sami panowie-ojcowie odpowiadać smile
      ale z braku owych...

      myślę, że nie ma reguły - jak słusznie już dziewczyny zauważyły. a ci, którzy w
      nowym związku nie chcą mieć dzieci prywatnie dzielę na tych, którzy faktycznie
      mają jakieś obawy, wynikające BYĆ MOŻE z tego, że już jednej rodziny nie udało
      im się utrzymać w całości, i na tych, którzy po prostu nie chcą mieć dzieci, bo
      nie czują takiej potrzeby, albo wręcz dzieci nie lubią - przecież nie każdy
      musi pałać chęcią posiadania potomstwa (czy to mężczyzna czy kobieta). Fakt
      posiadania przez nich dzieci z wcześniejszego małżeństwa/związku wcale nie jest
      W KAŻDYM PRZYPADKU równoznaczny z tym, że to oni chcieli mieć dziecko - bywa
      przecież tak, jak to w zyciu - że nie chcieli, ale tak jakoś się złożyło. Albo
      kobieta/żona ich przekonala do tego.

      no, ale ja tylko dywaguję, bo nie jestem ojcem-po-rozwodzie smile

      pozdr.

      Joanna
    • judytak Re: Dziecko to taki problem?? 15.03.04, 15:53
      ja myślę, że taki mężczyzna, który już ma dzieci, bardziej jest w stanie
      określić, czy lubi mieć dzieci, czy chce mieć dzieci, niż taki, który dzieci
      jeszcze nie ma

      bezdzietny mężczyzna rzadko ma na ten temat zdecydowane zdanie, najczęściej
      uważa, że "wszyscy mają dzieci, no to mi też nie zaszkodzi"

      myślę też, że mężczyźni, którzy w nowym związku nie chcą mieć dzieci, to w
      większości tacy, którzy tego pierwszego dziecka też by nie chcieli, jakby
      wiedzieli "czym to się je", a teraz przynajmniej mają pretekst, żeby "w sposób
      usprawiedliwiony" nie chcieć dzieci

      pozdrawiam
      Judyta
      • bejbiko Re: Dziecko to taki problem?? 15.03.04, 16:32
        jak ja poznałam swojego M to byłam na trzecim roku studiów, on bardzo szybko
        się zdeklarował, zaproponował wspólne mieszkanie i już po 8 miesiącach prosił o
        dziecko... ja nie chciałam, miałam przed sobą studia, pracowałam.... M ma tylko
        jednego syna z eks, ona więcej dzieci mieć nie chciała... prosił, męczył,
        chował mi tabletki antykoncepcyjne.... nawet udawałam, że już nie biorę, a
        brałam.... czekałam na dyplom magistra. Dyplom mam i małe dziecko. M chce
        dziewczynkę. Ma dwóch synów. Mówi, że jak będzie miał trzech ze mną to czwarte
        dziecko adoptuje i to będzie dziewczynka! On chce mieć dużo dzieci, a ja tylko
        dwójkę!
    • nooleczka Re: Dziecko to taki problem?? 16.03.04, 14:54
      burza4 napisała:
      > Mój osobisty co prawda dzieci uwielbia i marzył mu się gwałtowny przyrost
      > naturalny (zawsze chciał miec więcej dzieci, tylko partnerki mu jakoś nie
      > dopisały hihi)... ale u nas główny problem to wiek, i tu pojawiły się schody,
      > bo ja mam takie racjonalno-przezorne podejście i sama nie wiem...

      Burza, piszesz jak siwiuteńka i zgrzybiała staruszka smile A Ty przecież jeszcze
      młoda jesteś i więcej masz przed niż za smile

      Matka mojej koleżanki urodziła drugą córeczkę w wieku 41 lat. Pchając wózeczek
      śmiała się, że czuje się jak 20-latka i że to ją psychicznie
      niezwykle "odmłodziło". Na dzień dzisiejszy ta córeczka jest zdrową, wyrośniętą
      pannicą w gimnazjum.

      Pozdrawiam, Ania
    • m-m-m Re: Dziecko to taki problem?? 16.03.04, 16:42
      No, a u mnie odwrotnie: on chce dziecka, a ja nie smile)))
      I mało mnie obchodzi "termin", że wiek, że badania prenatalne, po prostu nie
      chcę i tyle...Cieszę się, że on ma już syna z poprzedniego małżeństwa i , że na
      mnie nie wywiera presji, by się "sprawdzić" jako facet...
    • joola_edziecko Re: Dziecko to taki problem?? 16.03.04, 17:47
      Skąd ja to znam?! Na początku naszej znajomości rozmawialiśmy o naszym wspólnym
      dziecku. Na realizację tych planów musiałam jednak czekać bardzo długo. On mnie
      nie rozumiał.Miał już dzieci, kochał je , one też go kochały. A mnie ciągle
      tego brakowało. W naszym przypadku duże znaczenie miała nasza sytuacja
      materialna. Wiadomo, alimenty trzeba płacić a ja nie mogłabym przez jakiś czas
      pracować.No i te nowe wydatki na malucha. Przyznawałam mu rację, ale ciężko
      było mi ten fakt przełknąć. W końcu między nami zaczeło się psuć. Ja pragnełam
      dziecka i ostatecznie postawiłam na swoim. Bałam się, że może ode mnie odejść,
      że będzie mi wypominał, że wywarłam na niego presję. Teraz wszyscy jesteśmy
      szczęśliwi. Brakowało nam właśnie Igorka.
    • antoma Re: Dziecko to taki problem?? 17.03.04, 10:27
      Nie wiem, jak jest na ogól, opowiem jak jest/było u mnie. Mój M. ma dwoje
      dzieci 23 i 24 lata. Kontakt z nimi miał badzo dobry i bardzo je kocha. Cóż z
      tego, skoro teraz wszystko się rozmywa, bo: studiują w innym miescie, bo mają
      mało czasu dla ojca, bo mają własne sprawy itd. Po prostu dorosły, a do niego
      niezupełnie to dociera wink
      Ja nigdy nie trzęsłąm się nad wózkami, ale jak poznałam mojego M. chciałam miec
      dzieci, ale z nim i tylko z nim. A on się bał. Zawsze były jakieś problemy pt.
      brak kasy, jego wiek. No i odchował swoje dzieci, teraz chciałby pożyć,
      podróżować, żyć wygodnie. Ale tak myślę, że głównie chodziło o jego wiek, boi
      się, że już nie dałby rady wychować dzieci. Bo czasem mówił, ze chciałby, ale
      jest za stary na dziecko. Ale temat nie był wałkowany często. Ot, raz na jakiś
      czas rozmawialiśmy, ale oboje jakoś tak bez przekonania.
      Piszę w czasie przeszłym. Bo po pierwsze: zdrada. I już wcale nie jestem pewna
      jak bedzie z nami. A po drugie: on ma 48 lat, ja 36. Z kazdym rokiem wzrasta
      prawdopodobieństwo, że dziecko może miec jakieś wady. A i ciąża staje się
      zagrożeniem dla mojego zdrowia (nie chodzi tylko o wiek). Tak ze sama już nie
      wiem.
      Acha, po tej zdradzie... Jak sie okazało, ze dziewczyna nie jest w ciązy...
      Wczoraj wieczorem wrócił do tematu naszej przyszłości. I dzieci. No taaaa.....
    • lideczka_27 Re: Dziecko to taki problem?? 19.03.04, 22:45
      Słyszałam o takich sytuacjach jak tu opisujesz, na szczęście u nas było
      inaczej. Mój partner (obecnie już mąż) zarówno sobie jak i mnie
      podarował "czystą kartę" - było tak, jakbyśmy zaczynali wszystko od nowa (w
      pewnym sensie tak właśnie było). Nie projektował swoich złych przeżyć i
      doświadczeń z ex na nasz związek (np. nie zrobił się zazdrosny i podejrzliwy
      czy nieufny wobec mnie dlatego, że "była" go zdradzała itd). Mnie też w
      kontekście powiększenia rodziny fakt, że on już ma dziecko, nie obchodził. Co z
      tego, że on już miał? JA nie miałam - i dla mnie tylko to się liczyło. Gdy
      zapragnęliśmy dziecka, po prostu odstawiłam pigułkę i zaszłam smile Uważam, że to
      niesprawiedliwe, gdy partner nie chce dziecka, bo już ma (takie przypadki też
      znam!). W jaki niby sposób dziecko jest zagrożeniem dla nowego związku? Oni się
      boją, że "może się powtórzyć to co w byłym związku"... Ale co niby? Czyżby
      dzieci były przyczyną rozpadu tamtych małżeństw? Jasne, są obawy, gdy planuje
      się dzieci - kto ich nie ma??? Nie dotyczy to tylko osób "z bagażem" - w
      dzisiejszych czasach decyzja o potomku wiąże się przecież z mnóstwem
      spełnionych kryteriów, bez których wychowanie jest trudne, aczkolwiek nie
      niemożliwe (praca, własne mieszkanie etc.). Gdyby mój luby stwierdził po kilku
      latach, że on nie wie czy czas na dziecko, że nie wie, czy go pragnie -
      potraktowałabym to jako egoizm i chyba wolałabym odejść, niż trwać w takim
      związku niespełniona. Bo niby dlaczego miałabym ponosić konsekwencje czyjegoś
      macierzyństwa? Przez to, że ona została matką, ja nie mogę, bo on się boi?
      Wiem, że Tobie troszeczkę o co innego chodziło, ale moje myśli popłynęły takim
      właśnie torem, gdyż jestem na bieżąco w sytuacji mojej przyjaciółki - związała
      się z człowiekiem, który już nie chce dzieci "bo ma odchowane", a z nią pragnie
      zwiedzać świat, a nie "wchodzić w pieluchy"... Tylko facet zupełnie nie bierze
      pod uwagę, że ona ponad te Seszele i inne Kanary przedkłada właśnie "kupki i
      zupki". Ech...
      • joaska_14 Re: Dziecko to taki problem?? 20.03.04, 09:48
        Witam,
        bardzo dziekuję za wszystkie odpopwiedzi. Serdecznie pozdrawiam i życze
        przyjemnego weekendu
        Asia
Pełna wersja