[3] Można pokochać dziecko faceta jak własne?

25.03.04, 15:46
W sumie tytuł wątku mówi wszystko. Ciekawi mnie jednak, czy mając swoje
dzieci można pokochać dziecko partnera tak samo mocno jak swoje?
    • mag_p Re: [3] Można pokochać dziecko faceta jak własne? 25.03.04, 15:50
      Mialam niedawno podobny deylemat i mowie TAk
      Mag
    • nooleczka Re: [3] Można pokochać dziecko faceta jak własne? 25.03.04, 15:52
      Można.
      Ale nie każdy może.
      Ja bym nie mogła (i nie mogę). W MOJEJ sytuacji odpowiedź na to pytanie brzmi:
      polubić - tak, pokochać - nie.

      Równie dobrze mógłbyś zapytać: "Czy można pokochać matkę faceta jak własną?"


      Ania
      • ziouta Re: [3] Można pokochać dziecko faceta jak własne? 25.03.04, 16:07
        Wydaje mi się, że tak, jest przecież częścią naszego M., Ale dopóki jej nie
        poznam osobiście nie mogę tego zagwarantować, zdjęć się nie da kochać można
        jedynie darzyć sympatią osóbkę znajdującą się na nich.

    • pysia-2 Re: [3] Można pokochać dziecko faceta jak własne? 25.03.04, 16:23
      a ja ciagle uwazam ze to zalezy od wieku. Nie umiem pokochac wyrostkow, tylko
      dlatego ze sa to dzieci mojego meza. Tym bardziej ze sa to ludzie z wyrobionymi
      juz przyzwyczajeniami, nawykami... wychowane wedlug nie-moich wzorcow... Ale
      gdyby chodzilo o malutkie dziecko, ktoore wlasciwie od poczatku, od zarania
      przebywaloby ze mna, dorastalo na moich oczach... Mysle ze moglabym pokochac.
      MYSLE. Ale na 100 procent nie wiem. W sumie na tyle nas znaja na ile nas
      sprawdzono...
      • bejbiko Re: [3] Można pokochać dziecko faceta jak własne? 25.03.04, 17:54
        ja uważam, że pokochać dziecko M można, ale nie tak jak własne!
        ziuta napisała, że można pokochać, bo jest częścią naszego faceta, ok..... ale
        jest też częścią innej kobiety, a tego żadna matka łatwo nie zaakceptuje. Ja
        myślałam, że kocham syna M ale jak urodziłam nasze dzieciątko zrozumiałam, że
        to nie była miłość... przyjaźń tak.
        Tym macoszkom, które kochaja zazdroszczę...
    • wiola101 Re: [3] Można pokochać dziecko faceta jak własne? 25.03.04, 16:29
      burza4 zgadzam się z Tobą całkowicie. Kocham syna mojego M. może nawet bardziej
      niż on. Często ustalamy i planujemy różne wyjazdy pod kątem małego po to aby on
      mógł gdzieś pojechać, coś zobaczym i aby to sprawiło mu przyjemność ale moja
      córka napewno jest mi bliższa. Może nie jest duża ta rozbieżność ale napewno
      istnieje.
    • domali Re: [3] Można pokochać dziecko faceta jak własne? 26.03.04, 08:26
      Nie wiem. Jeszcze nie wiem, bo nie znam synka mojego męża. Mimo, że nie znam,
      mam o nim ciepłe myśli.
      Moża za niedługo będę potrafiła powiedzieć więcej...
    • judytak Re: [3] Można pokochać dziecko faceta jak własne? 26.03.04, 10:35
      nie wiem

      myślę, że można, pod warunkiem, że

      a) nie mają one matki, czyli właściwie "macocha" je "adoptuje"
      b) dzieci akceptują, a nawet potrzebują takiej "matki zastępczej"
      (to na pewno jest powiązane też z wiekiem dzieci)
      c) tak "macocha", jak i ojcec dzieci są świadomi trudności i są gotowi
      wkładać wysiłek w "scalanie rodziny"

      pozdrawiam
      Judyta

      • dona29 Re: [3] Można pokochać dziecko faceta jak własne? 26.03.04, 12:07
        ...a chyba to faktycznie zalezy od wieku dziecka...
        maleńka i nieukształtowaną jeszcze istotkę - czemu nie???
        ale..juz z siedmiolatką..poprostu sie nie udaje...

        inne wzorce(albo ich brak),przyzwyczajenia,nawyki...totalna
        przepaść...pogłębiana samym faktem dorastania a potem dojrzewania..

        Poza tym...jak własne...napewno nie...mimo najszczerszych chęci - nie jestem w
        stanie sobie tego wyobrazić...brakuje tu...jakies niewidocznej więzi,pępowiny
        uczuć....
        • pysia-2 Re: [3] Można pokochać dziecko faceta jak własne? 26.03.04, 15:34
          No wlasnie... mi lzy do oczu naplywaja nawet kiedy patrze na mojego spiacego
          synka...
          Z obcym pewnie by tak nie bylo. Kochac... pewnie tak (caly czas pod warunkiem,
          ze malutkie), ale tak jak siostrzenice, jak kuzyna, bez tej tkliwosci, bez tej
          ogromnej dumy, bez calego ogromu uczuc, ktoore czasem rozsadzaja serduszko,
          kiedy sie patrzy na swojego brzdaca... I bez calej tej tolerancji na potkniecia
          mojego dziecka... To nie to samo.
          Byc moze dlatego naleze do kobiet ktoore nie wyobrazaja sobie adopcji. Zeby nie
          wiem co, to nie wlasne. Moze byc sliczne, kochane, slodkie... ale nie wlasne.
          Nie ma moich oczu, nie ma rzes po moim bracie, nie ma ust po mojej babci...
          itd.
          • konkubinka Re: [3] Można pokochać dziecko faceta jak własne? 26.03.04, 17:50
            mozna pokochac ale inaczej , nie jak wlasne ....no w koncu nie jest wlasne ,
            ale za to Jego .Natomiast moze ja zadam pytanie facetom:czy mozna pokochac JEJ
            dziecko?juz nie mowie jak wlasne....
    • lideczka_27 Re: [3] Można pokochać dziecko faceta jak własne? 29.03.04, 04:01
      Kiedyś mój M powiedział, że gdybym to ja miała dziecko on nie wie, czy chciałby
      być ze mną. Może gdyby zdążył mnie dobrze poznać to tak, ale cieszy się, że nie
      mam dziecka. A potem powiedział, że nie wie czy byłby w stanie pokochać moje
      dziecko nie mówiąc już o tym, że jak własne...

      Jeśli chodzi o uczucia do córki M. to przerobiłam już chyba wszystkie warianty.
      Najpierw była sympatia, przyjaźń, jakaś czułość wynikająca z tego, że to
      cząstka jego samego i z bezradności tej małej oraz mojego współczucia dla niej.
      Potem, na skutek traktowania mnie w bardzo, bardzo ciepły sposób łącznie z
      wyznaniami miłości i życzeniami, bym to ja była jej mamą - zaczęła się rodzić
      między nami miłość. No a potem... Urodziłam syna, a eks dostała szału. Zaczęła
      jątrzyć, zabraniać kontaktów M z córką, podała go o większe alimenty - wszystko
      to, gdy wpadliśmy w totalny dół finansowy (M starcił pracę), korzystaliśmy z
      pomocy finansowej moich rodziców. M. szalał z rozpaczy (tęsknota za córką,
      strach o nasz byt), ja - młodziutka mama narażona na stresy (finanse, awantury
      z eks), w domu straszna atmosfera, bo M. dobity - ciągła szarpanina w sądach,
      lęk M. o młodą. Wtedy stałam się lwicą broniącą własnych dzieci. Gdy młoda
      przychodziła do nas, zaczęłam widzieć w niej powód naszych problemów. Gdyby nie
      ona, mój syn nie byłby narażony na to wszystko, co przechodził mając 2
      miesiące. Ja byłam kłębkiem nerwów, o M nawet nie wspominam... A do tego młoda
      za namową matki kłamała na niekorzyść ojca - tego nie mogłam jej wybaczyć. Po
      tym wszystkim co dla niej zrobiliśmy, tyle wyrzeczeń kosztem własnych
      potrzeb... Powiedziałam: nigdy więcej! Kto wie co by było, gdyby sytuacja się
      przeciągnęła... Teraz na szczęście jest zupełnie inaczej. Młoda mieszka z nami,
      tamto poszło w niepamięć. Myślę "to tylko dziecko" i żyjemy teraźniejszością.
      Ale... nie śmiem nawet porównywać uczuć między dziećmi. Na zewnątrz nie ma
      żadnej różnicy - o oboje dbam tak samo, poświęcam tyle samo czasu i uwagi. Nie
      wyróżniam, staram się być sprawiedliwa, często też bronię młodej przed ojcem
      jeśli uznaję, że on za dużo wymaga lub w jakiś sposób przegina. Dobro maluchów
      jest dla mnie najważniejsze i nadal rezygnuję z wielu rzeczy w imię ich
      potrzeb. Ale jeśli mam jakoś nazwać owo zaangażowanie, to powiem, że młoda jest
      mi tak bliska, jak dziecko mojej siostry - jest to ten rodzaj miłości i
      przywiązania. Kiedyś pewna mama, mająca z obecnym partnerem dzieci oraz syna z
      pierwszego małżeństwa, powiedziała mi" chciałabym, by mój partner traktował
      mojego syna jak członka rodziny. Nie wymagam, by traktował go jak swojego syna.
      Nie mam do tego prawa, tego nie godzi się wymagać".

      Kiedy wieczorem wchodzę do pokoju dzieci i patrzę na młodą - widzę śpiące
      dziecko. Gdy patrzę na swojego syna - widzę cały świat. I to jest ta różnica...
      • cz.wrona Re: [3] Można pokochać dziecko faceta jak własne? 29.03.04, 11:12
        Wg mnie: nie
        • justus100 Re: [3] Można pokochać dziecko faceta jak własne? 29.03.04, 11:33
          Własnych dzieci nie mam, ale będę miała co najmniej trójkę. Będę budziła się po
          nocach i z uśmiechem na twarzy przygotowywała soczki, zmieniała pieluchy i myła
          dupkę.
          W czasach studenckich uczyłam dzieci angielskiego. Miałam mnóstwo chętnych;
          oprócz języka, starałam się nauczyć te dzieci czegoś więcej. Zawsze mogły u
          mnie zostać po lekcjach na herbatkę i coś "słodkiego" (piekłam ciasta
          specjalnie dla nich)a na koniec roku przychodziły do mnie na małe przyjęcie
          pożegnalne. Mam z nimi kontakt, sporadyczny, co prawda ale jednak, co pozwala
          mi uzmysłowić sobie, że te dzieci mnie lubią. I ja lubie je. Ale do rzeczy.

          Mimo tego dzieci mojego partnera nigdy nie potrafiłam polubić, nie mówiąc o
          miłości. Często zastanawiałam się, dlaczego tak było. Rozmawiałam o tym z moją
          Mamą, analizowałyśmy pod każdym kątem i do żadnych wniosków nie dochodziłyśmy.
          Potrafiłabym pokochać dziecko z domu dziecka i podjąc się wychowania go, gdybym
          nie mogła mieć swoich dzieci. Ale dzieci mężczyzny, którego kocham- NIGDY.

          Wydaje mi się, że instynkt jest tu najważniejszy: z jednej strony instynkt
          macierzyński jest we mnie silnie rozwinięty, ale z drugiej strony odzywa się
          kolejny- samozachowawczy. I tu w sukurs przychodzą teorie o obcych genach, o
          tym ,że mój "samiec" będzie ciągnął w stronę już spłodzonego potomstwa a mój
          instynkt nakazuje mi dbać WYŁĄCZNIE o dobro swojego.
          Niby dużo czasu upłynęło, odkąd zeszliśmy z drzewa...ale ja nadal wierzę, że
          instynkt to największa siła, rządząca światem.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja