lideczka_27
31.03.04, 22:51
Wiem, że tu jesteście

I "stażu" macie pewnie więcej niż ja, to czasem Was
będę podpytywać, bo często potrzebuję rad, albo chociaż słówka dobrego od
kogoś, kto jest w temacie
"Macoszki sporadyczne" też są tu mile widziane!
To mój pierwszy wątek (od jakiegoś czasu plączę się na Waszym forum i może
ktoś mnie nawet spostrzegł

). Ale do rzeczy...
Mam parę pytań, takich może wręcz ankieteryjnych, ale mogą być przydatne w
szerszym znaczeniu tego wątku. Otóż: jak długo jesteście macochami 24/h? Czy
od początku tak było, czy może najpierw byłyście raczej tylko "żoną/partnerką
ojca", a dziecko mieszkało z matką? W jakim wieku są dzieciaki Waszego M,
jaki jest Wasz kontakt z nimi i czy z upływem lat się zmienił (na lepsze czy
gorsze?). Jeśli macie wspólne dzieci lub jeszcze z innych związków, to jakie
są relacje między nimi - czy jest rywalizacja o względy Wasze, może jakieś
oczekiwania, scysje o szeroko rozumianą "sprawiedliwość" itd. Czy myślałyście
kiedyś o adopcji dziecka M ze względu na jej prawne skutki?
Temat ten zainspirował wątek "och, te macochy... ", który przeczytałam już
chyba także wspak

I to on nie daje mi spokoju; zrodził wiele wątpliwości,
chyba zmienił moje wyobrażenie o instytucji macochy. Bardzo często w postach
pojawiało się stwierdzenie, że dziecko jest przede wszystkim dzieckiem M i że
do niego w głównej mierze należy jego wychowanie. Czy ten podział
funkcjonował u Was już od początku? A może chciałyście większej integracji,
ale czas pokazał, że to niemożliwe i uznałyście, że lepszy jest dystans i ten
swoisty podział na dziecko jego, dziecko moje, dzieci nasze?
Powiem o co konkretnie mi chodzi. Otóż nim tu trafiłam, wyobrażałam sobie, że
we czwórkę stworzymy rodzinę. Że uda mi się być matką dla młodej. Po lekturze
Waszych postów uświadomiłam sobie, że to jest cholernie trudne, a wręcz...
nieosiągalne?
Napiszcie proszę - czy wierzycie, że tej sytuacji można stworzyć pełną,
normalną rodzinę? Na jakich zasadach? W jaki sposób? Czy same tego
chciałyście? Próbowałyście?
Pisałyście, że M powinien czuć się odpowiedzialny za dziecko, to on powinien
się nim zająć - wychowaniem - że tak jest prościej, lepiej. Jakie miałybyście
więc rady dla macoszki, która jest w trochę trudnej sytuacji - M. widzi córkę
2 godz. dziennie - praktycznie mijają się w drzwiach, gdyż ona wraca z
przedszkola, a on idzie do pracy (wychodzi o 17.00, wraca rano). Ja jestem
sama z dziećmi (tak jest dzień w dzień, a w weekendy M stara się dorabiać, bo
nam się nie przelewa). A szkoła idzie, lekcje itd. Jak Wy byście w takiej
sytuacji zorganizowały swoje życie?
Nie chcę tu się rozpisywać i tak mam tendencję do pisemnego gadulstwa
Myślę, że będziecie pytały o moje relacje z młodą, więc by się nie rozpisywać
powiem, że o tym pisałam w wątkach: "świadomość bycia macochą" oraz "można
pokochać dziecko faceta jak własne?". Tamto wiele tłumaczy.
Zapraszam do dyskusji. Mam nadzieję, że mnie nie zostawicie

Inne macoszki
także zapraszam - możemy sobie pogdybać

A może przyda Wam się na
przyszłość, gdy los zrobi numer i dostaniecie ten etat niespodziewanie - bez
pytania Was o zgodę. U mnie tak właśnie było