Obowiązki domowe a dzieci

02.04.04, 15:03
Bardzo zainteresował mnie post m-m-m "Obieranie ziemniaków" w wątku "och te
macochy". Normalnie byłam zaskoczona tym że dziecko może bez mrugnięcia okiem
wykonywać tyle prac domowych! Przy okazji pytanie do m-m-m: ile ten Twój
pasierb ma lat?

No i właśnie mam takie pytanie: czy, a jeśli tak, to jakie obowiązki domowe
wykonują Wasze dzieci i Wasi pasierbowie?
Powiem jak jest u mnie. Syn mojego m ma 11 lat i do tej pory jak przychodzi
do ojca jest zwolniony z jakichkolwiek prac domowych. Ktoś mu robi kanapki.
Ktoś mu nalewa soku do szklanki. Ktoś mu przygotowuje obiad (łącznie z
obieraniem ziemniaków). Ktoś za niego zmywa. Ktoś za niego wynosi smiecie.
Ktoś za niego wyciera picie jeśli niechcący mu się rozlało. Itd itp.
Cały czas mimo że to nastolatek jego tatuś traktuje go jakby był małym
dzidziusiem. Ja się nie odzywam, bo to nie ja jestem osobą odpowiedzialną za
jego wychowanie.
Czy 11-latek rzeczywiście nie powienien NIC przy sobie robić???

Dla porównania dodam, że mój synek, który ma 6,5 roku potrafi SAM pozmywać po
całym obiedzie (wszystkie talerze i talerzyki, wszystkie szklanki, wszystkie
sztućce - tylko przy myciu noży stoje nad nim i pilnuję).

A jaki to jest wiek, kiedy dziecko moze samo po sobie pościelić łóżko albo
obrać ziemniaki? Czy rzeczywiście musi miec conajmniej 12 lat (jak twierddzi
mój m)???

Co tym sądzicie?


Ania
    • mikawi Re: Obowiązki domowe a dzieci 02.04.04, 15:36
      mi się nasuwa taka myśl (a mam dzisiaj dobry humor), że jak takiemu dziecku,
      które we wszystkim jest wyręczane, macocha powie żeby zmyło po sobie talerz -
      to proszę - dobitny przykład rodem z Kopciuszka, że biedne dziecko jest
      wykorzystywane przez wredną macochę do prac domowych, czysty wyzysk smile
    • nooleczka Re: Obowiązki domowe a dzieci 02.04.04, 16:03
      O matko kochana, burzo, Twoja córa z tymi wszystkimi umiejętnościami to juz na
      etat żony się nadaje! wink
      Boszzzz, ja nie umiem robic parówek po kanadyjsku, a co tu mówić o murzynku...
      Normalnie szok...

      No to chyba 11-latek powinien umieć już sobie zrobić kanapki? Albo obrac
      ziemniaki? Albo wynieść smiecie? Albo pościelić łózko?

      Bo jak o tym wspominam m, to tylko słyszę: "Coooooo? TAKIE MAŁE DZIECKO?!"
      • justinka_s Re: Obowiązki domowe a dzieci 02.04.04, 16:15
        Noleczko, dziwny ten Twój M i pasierb
        chyba powinno sie go uczyć samodzielności
        ja mam siostrę w wieku 11 lat i ona od małego pomaga sprzątać, gotować, piec
        ciasta itp
        w tej chwili nie boję się z nią nawet na noc zostawić córki 1,5 rocznej
        cenię taką samodzielność
        ale widzialam, jak teściowie wychowywali moje przyszywane bratanice
        jedna z nich miałą 16 lat a teściowapotrafiła powiedzieć, niuniu, ja zapalę gaz
        na kuchence, bo ty nie umiesz, itd, i one faktycznie nie umialy nic, zero,
        kompletne dwie lewe ręce
        matka też za nie wszystko robila, wyrosły kalekismile)
        wiem, ze jako macosze źle jest Ci zwrócić małemu uwagę, bo mogą być konflikty
        lae moze warto zachęcić pasierba np. mówiąc: zrobimy razem kanapki? pomozesz mi
        pozmywac? myślę, ze on też doceni, ze daje mu się coś do roboty a potem pochwali
      • ma.pi Re: Obowiązki domowe a dzieci 02.04.04, 17:13
        nooleczka napisała:

        > O matko kochana, burzo, Twoja córa z tymi wszystkimi umiejętnościami to juz
        na
        > etat żony się nadaje! wink
        > Boszzzz, ja nie umiem robic parówek po kanadyjsku,

        A jak sie robi te parowki po kanadyjsku. Prosze o przepis, bo mieszkam w
        Kanadzie i nie wiem. A jak poczytalam to mi ochota przyszla na parowki.

        Pozdr.
    • m-m-m Ziemniaki, zmywanie i mój pasierb 02.04.04, 17:44
      MÓJ PASIERB MA 14 LAT

      ale ja mu macoszę 5 lat, czyli jest to co najmniej 3 lata "pracy" nad jego Tatą
      (hi, hi), aby mlody został do obowiązków wdrożony. To nie stało się nagle i bez
      protestów. Pisałam już, że zanim ja nastałam, matka mojego m., a babka pasierba
      WSZYSTKO ZA NICH ROBIŁA.
      Gdy wprowadziłam swoje "rządy" były bunty i powszechne niezadowolenie, ale nie
      przejęłam się tym i konsekwentnie wymagałam swego.


      Syn mojego m ma 11 lat i do tej pory jak przychodzi
      > do ojca jest zwolniony z jakichkolwiek prac domowych. Ktoś mu robi kanapki.
      > Ktoś mu nalewa soku do szklanki. Ktoś mu przygotowuje obiad (łącznie z
      > obieraniem ziemniaków). Ktoś za niego zmywa. Ktoś za niego wynosi smiecie.
      > Ktoś za niego wyciera picie jeśli niechcący mu się rozlało. Itd itp.
      > Cały czas mimo że to nastolatek jego tatuś traktuje go jakby był małym
      > dzidziusiem. Ja się nie odzywam, bo to nie ja jestem osobą odpowiedzialną za
      > jego wychowanie.


      I słusznie robisz, tyle, że Ty z nim nie mieszkasz pod jednym dachem i nie
      musisz "obsługiwać" dzieciaka 7 dni w tygodniu. Gdyby z Wami zamieszkał zapewne
      dawno miałabyś dawno dość takiego układu.

      Każdy nowy obowiązek wywołuje sprzeciw, jak sobie przypomnę, ile mój M. się
      namęczył i wynadzorował to, by pasierb sam sobie zmieniał pościel. Ile to było
      krzyku, tupania i protestu...ale dziś tylko mu mówię: daj pościel do prania i
      czekam, aż wsadzi ją do pralki.
      Jedna ważna, rzecz: ja poleceń nowych nie wprowadzam, od tego jest mój M.


    • lideczka_27 Re: Obowiązki domowe a dzieci 02.04.04, 19:28
      nooleczka, 11-letni kawaler to już powinien mieć obowiązki. Ale Ty, skoro nie
      masz wpływu na dziecko (bo z Wami nie mieszka) nie powinnaś się wtrącać - więc
      Twoje stanowisko jest słuszne.
      Twój M kiedyś sam zrozumie, że zrobił dziecku krzywdę.
      Mój ex - jedynak, pan trzydziestokilkuletni (!) w domu nie robił nic.
      Rozumiesz? NIC! Sam się jedynie kąpał i sam wycierał sobie tyłek. Poza tym
      wszystko robiła matka (łącznie z wybraniem zestawu ubrań jakie on miał na
      siebie włożyć danego dnia). A gdy chciałam go jakoś wdrożyć w różne obowiązki
      (jedynie małżeński jako tako spełniał wink ), ona niemal dostawała histerii. I to
      ona (a nie "ta druga") doprowadziła do rozpadu naszego małżeństwa, bo
      wyprowadzić się z domu (tylko w tym upatrywałam dla nas jakąś szansę) też mu
      nie pozwoliła.
    • black-jack-1 Re: Obowiązki domowe a dzieci 02.04.04, 21:02
      Piszecie, że nadopiekuńcze mamy moga zrobić z ludzi kaleki... Prawda.
      Zrozumiałem to dopiero wtedy, gdy wyjechałem na studia. To był prawdziwy szoksmile
      Wtedy też dotarło do mnie, ile czasu pochłania zadbanie o przestrzeń wokół
      siebie. Na szczęście wyleczyło mnie kawalerskie życie. Okazało się, że i
      ugotować umiem tak, że je się to bez przykrych wrażeń smakowych, i posprzątać
      szybko i na tyle skutecznie, że nie wstyd przyjmować gości. Wiem, że moja mama
      chciała dla nas jak najlepiej, ale to prędzej czy później wyjdzie i trzeba
      przejść ciężką szkołę. Dlatego kiedy mój młodszy brat zaczął dorastać,
      opowiedziałem mamie, jakie są wyniki jej dobrych chęci, chyba przyjęła, bo
      widzę, że mały ma dużo więcej obowiązków, niż my mieliśmy.
      Natomiast jeśli chodzi o synka mojej ukochanej, to widzę, że jest goniony do
      obowiązków. Sprząta u siebie sam, ściera kurze, wkłada naczynia do zmywarki,
      znosi ze stołu, robi zakupy i czasem cedowane są na niego co lżejsze domowe
      prace.
      Burzo! Wyrazy uznania dla Twojego dziecka!
      Pozdrawiam. Jacek
      • chalsia Re: Obowiązki domowe a dzieci 03.04.04, 16:37
        A ja mam takie spostrzeżenie - więcej samodzielności widać chyba jednak u
        dzieci z niepełnych rodzin (w porównaniu do pełnych)- ale głównie takich gdzie
        dziadkowie nie mieszkają z wnukiem. I więcej wsród dziewczynek niż chłopców
        (tak ogólnie).
        Pozdrawiam,
        Chalsia
    • bejbiko Re: Obowiązki domowe a dzieci 04.04.04, 19:43
      syn mojego M przyjezdza do nas raz na miesiąc, na weekend. Można powiedzieć
      jest gościem... oczywiście nie robi u nas nic, zupełnie... ale nigdy nikt go o
      nic nie prosił. Oczywiste było, że trzeba mu zrobić i kolacje i śniadanie,
      pościel zmienić i herbatkę zrobić... teraz jak czytam wasze listy to się
      zastanawiam: a dlaczego? Mówię do M, że inne dzieci to mają obowiązki w domu
      jak wpadają do tatusia, a nasz nie umie nawet krzesła po sobie zasunąć...
      odpowiedzi się nie doczekałam... ale następnym razem jak mały będzie to chyba
      dam mu pościel niech sobie nawlecze. Ale czy 12letnie dziecko to umie? Nie
      wiem... Ale może po sobie wstawi chociaż talerz do zlewu.... o to chyba umie
      zrobić! Zobaczymy czy będą rezultaty..... Bo jak do tej pory to tylko sam się
      ubierał, ... nawet się nie kąpał bo jak jest u nas to ma dzień dziecka... więc
      nie wiem czy sam umie to robić...
      • lideczka_27 Re: Obowiązki domowe a dzieci 04.04.04, 22:13
        bejbiko, 12 lat to dużo - jakieś obowiązki chłopak powinien już mieć. Nasza
        młoda jest o połowę młodsza i ma własne "stałe" oraz sporadyczne" wink Stałe:
        samodzielna kąpiel (ja myję głowę i co drugi dzień "poprawiam" ją, bo wiem, że
        sama się tak dobrze nie umyje jak zrobię to ja), samodzielny ubiór (wieczorem
        wykładam jej wszystko z szafki, mała się ubiera), ścielenie łóżka rano, gdy
        sama spała (jeśli ze mną - ja zaścielam), wynoszenie pampersów do zsypu,
        posprzątanie ze stołu po sobie (po wszystkich posiłkach), sprzątnięcie swojego
        pokoju (zabawki etc.), pomaganie mi przy podaniu obiadu (nosi talerze z kuchni
        do pokoju, sztućce itd.). Sporadyczne: odkurza tam, gdzie nabrudziła a niedawno
        było odkurzone (taka kara wink ), sprzątnięcie ze stołu po obiedzie po wszystkich
        domownikach (gdy ją poproszę), wyniesienie śmieci do zsypu (gdy nie jest dużo w
        worku). Nasz ranek wygląda w ten sposób, że wstaje obudzona budzikiem, idzie
        się myć do łazienki (zęby itp.), ubiera się, dopiero wtedy budzi mnie, bym
        zrobiła jej śniadanie i uczesała (już przyniesiona szczotka do włosów i
        grzebień oraz szkatułka ze spinkami, gumkami itp.). Nie muszę jej budzić i
        dyktować co ma robić - nauczyliśmy ją i świetnie radzi sobie sama.
        Gdy jesteśmy na zakupach, zawsze coś niesie (oczywiście niezbyt ciężkie),
        pomaga mi też dużo i chętnie przy braciszku (zabawia go, przynosi zabawki,
        wyciera nosek i ślinkę z brody wink, buja w huśtawce itd.). I chcę Ci powiedzieć,
        że nawet jak jeszcze mieszkała z matką, u nas miała swoje obowiązki (z nowych
        jest tylko ścielenie łóżka).
        pozdrawiam
      • m-m-m Pościel do zmiany 05.04.04, 08:15
        ale następnym razem jak mały będzie to chyba
        > dam mu pościel niech sobie nawlecze. Ale czy 12letnie dziecko to umie? Nie
        > wiem... Ale może po sobie wstawi chociaż talerz do zlewu....

        To, że nie umie nie powinno być argumentem.
        Mój pasierb walczył jak opętany, by tego nie umieć i obawiam się, że
        argument: "on tego nigdy nie robił" powodował, że zmiany pościeli trwały nieraz
        po godzinie wśród krzyków i histerii , ale TYLKO DZIĘKI NIEUGIETEJ POSTAWIE
        JEGO OJCA.
        Obawiam się, że jeśli dasz swojemu pasierbowi do reki posciel skutek będzie
        opłakany. Niecj jego ojciec mu da, niech on go pilnuje i ostateecznie ...niech
        tatuś szanowny sam mu zmieni.
        Co do wstawiania talerza do zlewu: niech go umyje, a jak nie to niech po nim
        zmywa też tatuś, który robi z niego kalekę, ale niech od razu ponosi
        konsekwencje tego kalectwa :
    • judytak Re: Obowiązki domowe a dzieci 05.04.04, 10:50
      burza4 napisała:

      > a swojego syna odprowadzał do dentysty w wieku 18 lat...

      a ja swojego męża jeszcze teraz odprowadzam do dentysty...
      bo się chłop boi...

      ale wszystko inne potrafi zrobić sam ;o)

      pozdrawiam
      Judyta
    • judytak Re: Obowiązki domowe a dzieci 05.04.04, 11:25
      jak córki mojego męża były małe (10-12-14 lat),
      jak przychodziły do nas w gości (kilka godzin, dzień-dwa),
      obowiązków, jako takich nie było,
      wiadomo, że gościa się pyta "chcesz hatbatkę?" i jak chce, to mu się zrobi
      ale też, po zalaniu harbatki, stawia się przed gościem cukiernice, i niech się
      dalej obsłuży sam...
      tak samo: jak coś im się wylało: masz ścierkę...
      jak chce coś jeść, a nie ma pory posiłku: zobacz, w kuchni stoją owoce, a w
      szafie są ciasteczka, wybierz sobie coś...
      jak ja np. robię w kuchni deser po obiedzie, to: weź, pozbieraj talerze i
      wystaw małe...
      itp., itd.
      w sposób raczej naturalny
      może dlatego, że ja nie lubię, jak ktoś mnie obsługuje,
      to i wyobrażam sobie, że każdy woli jak najwięcej samodzielności...

      a dzieci własne?
      Duża, lat 9: sprawy związane ze szkołą i higieną osobista w gestii wyłącznej
      swoje ubrania też zasadniczo (wykładanie do prania, wyprane do szafy)
      co wieczór sprzątnięcie stołu (jedynego dużego, ciągle zawalonego po posiłkach
      plus po działalności twórczo-plastycznej trójki dzieci)
      raz w tygodniu przeprowadzam inspekcję biurka, półki i włosów (czy są
      rozczesane, bo skoro chce mieć długie...)
      ale jest z natury straszliwą bałaganiarą, i w temacie porządków przyda się tak
      kij, jak i marchewka...
      drobne zakupy od trzech lat, ad hoc, kilka razy w tygodniu
      "zrób kanapki na kolację" też ad hoc, kilka razy w miesiącu
      ostatnio piecze ciasta (te takie w proszku), dla własnej przyjemności (i ku
      uciesze wszystkich)

      Średni (lat 6): higiena osobista we własnym zakresie (ja myję mu włosy)
      spakowanie zabawek rozrzuconych po całym dniu - praktycznie codziennie, ale na
      wezwanie
      on dla odmiany jest typem pedanta, jak przechodzi obok butów, które stoją
      nierówno, to poprawia...

      Mały (lat 2): jesteśmy na etapie "ja siam"
      robi sobie "siam" kawę Inkę (rano, wieczorem)
      je sam (od dłuższego czasu)
      robi siusiu sam (ściągnie spodnie i majtki, podnosi klape, jedną i drugą,
      przystawia podstawkę, zrobi, spuszcza wode, zamyka klapy i przychodzi, żeby mu
      spodnie podciągnąć)
      częściowo ubiera się sam (kiedy chce)
      pozbiera zabawki (a kiedy jest gotowy, znów wysypuje, doprowadzając starszego
      brata do rozpaczy...)

      pozdrawiam
      Judyta
    • pysia-2 Re: Obowiązki domowe a dzieci 05.04.04, 11:54
      Dokladnie - jakbym czytala o swoich pasierbach...
      Troche sie to zmienilo odkad ja nastalam :o) Ale i tak to jeszcze nie to, co
      powinno byc.
      W kazdym badz razie jeszcze calkiem niedawno dzieci w wieku 10 i 12 lat (teraz
      12 i 14) nie potrafily:
      nalac picia do szklanki, zrobic sobie kanapki, posmarowac czegokolwiek
      czymkolwiek (np. dzemem nalesnika), nalozyc na talerz jedzenia, posprzatac po
      sobie torebek po chipsach, pustych butelek po coli i okruchow po jedzeniu,
      pokroic kotleta itd... Nikt niczego od nich nie wymagal, wszyscy wszystko za
      nich robili, smarowali, nalewali, kroili, sprzatali....
      Mnie szlag trafial, bo to jest po prostu kalectwo, wychowywanie dzieci w ten
      sposob to wielka krzywda nie tylko dla tych dzieci ale i calego otoczenia.
      Pomalu zaczelam dawac pewne sygnaly mojemu mezowi no i przy wielkich fanfarach,
      oklaskach i okrzykach podziwu ze strony taty i babci, dzieci nauczyly sie np.
      robic sobie kanapke, pod wrunkiem, ze chleb bedzie pokrojony, a maslo miekkie.
      Nauczyly sie tez kilku innych rzeczy, m.in. posprzatac po sobie smietnik (ale
      tylko poproszone wprost), ale to jeszcze i tak daleko do tego, co powinny umiec
      dzieci w ich wieku.
      Jestem tak przewrazliwiona na punkcie niesamodzielnych dzieci, ze od mojego
      synka wymagam dwukrotnie wiekszej samodzielnosci, niz pewnie powinnam. Ale
      dzieki temu majac rok i dziesiec miesiecy potrafi prawie sam (przy mojej
      asekuracji) nalac sobie picia z butelki do kubka. A syn mojego meza nie potrafi
      tego w wieku 14 lat.... Chuchanie i dmuchanie to nie najlepszy sposob na
      wychowanie. Tak mi sie zdaje.
    • femalespirit Re: Obowiązki domowe a dzieci 05.04.04, 12:05
      No to ja mam chyba najgorzej. Moi pasierbowie maja 16 i 14 lat - obaj sa ode
      mnie wieksi. Po obiedzie wstaja od stolu zostawiajac talerz. Nie przyjdzie im
      do glowy chocby odniesc go do zlewu, a co dopiero umyc. Jak chca pic, to nie
      pojda do lodowki, by sobie nalac, a skad. Jak kiedys akurat szli z ojcem do
      naszego domu, a ja akurat przywiozlam zakupy, to starszy (185 cm wzrostu) byl
      po prostu zszokowany, ze wreczylam mu jakas siatke, by mi pomogl ja zaniesc do
      domu. Beznadzieja... Ich matka narzeka, ze nie daje sobie rady, bo duzo
      pracuje, ale nie robi nic, by sie czegos nauczyli i dalej ich obsluguje. Ich
      ojciec twierdzi, ze jemu to nie przeszkadza. Wychodzi na to, ze przeszkadza to
      tylko mnie, wiec jak talerz zostaje na stole po obiedzie, to ja go nie rusze -
      moj M. musi ich sam obslugiwac wobec tego, skoro jemu to nie przeszkadza. Albo
      zaczyna od nich wymagac, ale tylko w mojej obecnosci, co oczywiscie owocuje
      tym, ze to ja jestem ta "zla" co "biedne dzieci" (wielkie zdrowe chlopy)
      dreczy.
      Zastanawiam sie, czy jeszcze jest jakis sens z tym walczyc, oni niedlugo
      dorosna, bywaja z nami rzadko, a postawa mojego M. w tej sprawie jest
      beznadziejna. To jest glowny powod klotni z powodu dzieci.
      • pysia-2 Re: Obowiązki domowe a dzieci 05.04.04, 12:29
        No, nie masz najgorzej - wyglada na to, ze wszedzie postawa ojca (matki, babci
        itp.) w stosunku do dzieci z rozbitych rodzin jest identyczna - trzeba
        obslugiwac. Tylko dlaczego?? Tez dlatego, ze one takie biedne? Jakos mi to w
        parze nie idzie... A jednak to jest faktem. I wkurza tak samo, bez wzgledu na
        to, czy dziecko ma 10, 14 czy 16 lat. Bo to jest chore!!!
        Teraz jedziemy na swieta do tesciowej razem z dziecmi. Jesli jeszcze raz
        zobacze, ze ona kroi 14-letniemu chlopakowi kotleta na talerzu, chyba wybuchne!
        Naprawde - nie moge na to patrzec.
        • lideczka_27 Re: Obowiązki domowe a dzieci 05.04.04, 22:26
          pysia-2 napisała:

          > No, nie masz najgorzej - wyglada na to, ze wszedzie postawa ojca (matki,
          babci
          > itp.) w stosunku do dzieci z rozbitych rodzin jest identyczna - trzeba
          > obslugiwac. Tylko dlaczego?? Tez dlatego, ze one takie biedne? Jakos mi to w
          > parze nie idzie... A jednak to jest faktem. I wkurza tak samo, bez wzgledu na
          > to, czy dziecko ma 10, 14 czy 16 lat. Bo to jest chore!!!

          U nas tego nie było, przeciwnie - M. ma duże wymagania względem córki. Ponieważ
          mała miała wbijane do głowy, że wokół czycha mnóstwo niebezpieczeństw, była
          straszną histeryczką. Wiem, że będąc u babki ta wyciera jej nawet tyłek po
          kupie, ale nie wnikam. U nas ma obowiązki i nie jest z tego zwalniana bez
          ważnego powodu. Kiedyś miała trzy odpowiedzi na wszystkie prośby czy
          polecenia: "nie mogę", "nie umiem", "boję się". No i do tego obowiązkowo płacz
          na zawołanie. A były to bardzo podstawowe sprawy typu odkręcenie kurka od
          kranu, zawiązanie buta itd. M. nie mógł znieść jej braku wiary w siebie,
          kompleksów i czasem też zwykłego wygodnictwa. Mimo tego udało nam się ją
          wdrożyć do życia rodzinnego bez najmniejszych problemów. Szczerze powiem, że
          nawet nie muszę zbyt często czegoś przypominać czy nakazywać, choć oczywiście
          ta mała spryciula czasem próbuje się wymigać (np. widzi, że jestem zajęta i nie
          zauważę, że wieczorem nie umyła zębów wink ). Ważne, by dziecko umiejętnie
          zachęcić, tłumaczyć i chwalić od czasu do czasu (ale też nie za byle pierdołę).
          Moim zadaniem jest trzymanie ręki na pulsie - jeśli widzę, że M. przegina z
          tymi obowiązkami (ja uważam, że jest za młoda na jakieś prace) to mu to mówię
          na osobności. Sądzę, że w tej materii mam od niego lepsze wyczucie.

          > Teraz jedziemy na swieta do tesciowej razem z dziecmi. Jesli jeszcze raz
          > zobacze, ze ona kroi 14-letniemu chlopakowi kotleta na talerzu, chyba
          wybuchne!
          >
          > Naprawde - nie moge na to patrzec.

          Nie dziwię się, też bym wymiękła... Tak mi się nasunęło na myśl, że babcia to
          nawet nie wie, co potrafią robić 14 letni chłopcy wink)))))))) Pewnie on wie, co
          z czym się je i taki kotlecik to jak bułka z masłem wink)))))
          A powiedz Ty mu przy stole (takim strasznie poważnym tonem): "Ej Wojtuś, a co
          ty tam masz pod nosem??? Wąs ci się sypie, a nie masz siły noża przy kotlecie
          potrzymać???????" wink))))))
          hihihihihihihihii wink)))))))


          pozdrawiam
          • paprykova Re: Obowiązki domowe a dzieci 06.04.04, 10:17
            Dzień dobry
            Chciałam sie z Wami podzielic moimi wnioskami odnosnie obowiązków.
            Kiedys "dawno dawno temu..." byłam macocha wakacyjno wekendową. Zajmowałam sie
            córka mojego juz byłego męża - Magdą teraz 16 latką. Kontakt miałysmy chyba
            dobry z mojego punktu widzenia nie znam zdania Magdy na ten temat. Bywała u nas
            w domu spedzała z nami wakacje normalka.Tatus zachowywał sie jak to tatus
            wolałnarty wodne dłubanie przy samochodzie, motocyklu, dzieci były całe dla
            mnie. Mam "swoja córkę" młodszą od Madzi. Dziewczyny bawiły sie razem pływały
            biegały bez zbytniego obarczania obowiązkami. Jedyne co robiły na nasza prośbe
            to poranny zakup swieżego pieczywa (jesssssu jakie pyszne było) i codzienne
            wywalanie smieci. Robiły to razem. Potem (w kolejnych latach) doszło
            przynoszenie wody z wodopoju - mieszkalismy w przyczepie na mazurach. To
            wakacje. Natomiast u mnie w domu jak Madzia przychodziła nie przypominam sobie
            zebym ja o cokolwiek prosiła. Była gosiem wyczekiwanym przez moją córke i
            tatusia. Zmiana nastąpiła jak urodziłam "wspólne "dziecko. Dla Madzi był to
            szok, myslę, że nie była w zły sposób nastawiana przez swoja Mamę. Pamietam jak
            na mazurach poszłyśmy we cztery (Ja i wielki brzuch, Madzia i moja córa)
            pływać wieczorem. Było świetnie, przy okazji umyłam Madzi głowe a miała włosy
            do pasa, i tak grube, ze w jednym reku sie kitka nie mieściła - katorgasmile)))
            Jak wyszłyśmy mój "brzuch" 8 miesiąc zaczął sie strasznie kotłować i Magda
            pierwszy raz pogłaskała mnie po brzuchu. Zdziwienie było ogromne, musiałam jej
            wszystko tłumaczyć "popatrz tu sie wypycha nóżka a tu sterczy główka". Jak
            urodził sie mój "brzuch" (córcia) Magda zawsze o niej pamietała przychodząc do
            nas, była pomocna we wszystkim, garnęła sie do wszystkiego, pampersy - nie
            problem picie z butelki - ok przytulanie - dobrze. Ja starałam sie nia nie
            wyręczać miałam moją córcie, która angazowałam we wszystko. Koniec idylli
            przyszedł kiedy okazało sie , że Magda spedzała ze mna wekendy, bo tata ja
            tylko przywoził i jechał "w bardzo ważnej sprawie na godzinkę" Dzieciak
            siedział w obcym (nie rodzinnym) domu z obca baba (nie mama) z obcymi
            dzieciakami bez taty do którego przyjechał. Madzi sie to nie podobało wcale i
            ja to rozumiem. Powiedziała dość i było dość. Szanowny tatus nawet nie
            zawalczył nie pozabiegał o odzyskanie córki. Z tego co wiem nie widzieli sie
            od 3 lat (rozmawiałam z Mama Madzi kilka razy) Magda jest juz duza i nie chce
            tych kontaktów wcale.

            Ale było o obowiązkach
            1. od Madzi nie wymagałam nic dziecko samo wstawiało talerze do zlewu,
            sprzatało zabawki po wizycie itp wynisła taką porządność z domu
            2. od "mojej" córki wymagałam i wymagam dużo - małe zakupy, zrobienie sobie
            pogryzek jak jest głodna a ja w pracy i pozmywanie po sobie czasami nawet
            całej kuchni, czasami odbieranie najmłodszej ze szkoły i nie kłócenie się z
            nia - to raczej jest kara hihihi(ma teraz 13 lat więc moge)
            3. od najmłodszej (9lat)wymagam dbałosci o swój pokój i wszystko co tam sie
            znajduje (łóżko - ścielenie, biurko sprzatanie...)

            Dodam tylko , że Madzia jest piekna dziewczyną - wysoka, czarnowłosa z
            porcelanowa cerą grzeczna miła i bardzo mądra. Czasami sie łapie na tym, że
            tęsknie za tymi wspólnymi wakacjami.
            Natomiast tatuś jest typowym nieużytecznym facetem - cóż i tacy chodzą i
            zjadają mój tlensmile))))
    • agapk Re: Obowiązki domowe a dzieci 05.04.04, 21:00
      Mnie tez trafia jak widze gdy moj M. karmi swoją 8 letnia corkę a od mojej
      3letniej wymaga by jadła sama.....
      • bejbiko Re: Obowiązki domowe a dzieci 05.04.04, 22:32
        jeżeli czytałyście moje wcześniejsze wypowiedzi to wiecie, że ostatnio kontakt
        miedzy mną a synem M troszkę się popsuł, częściowo z braku czasu, częściowo z
        powodu mojej nowej roli: młodej matki... co teraz? kiedyś robiłam za niego
        wszystko bo chciałam się nim opiekować, bo M patrzył jak radzę sobie z
        dzieckiem itp itd... mały nie robił zupełnie nic, ale teraz nie mam czasu
        opiekować się 12-latkiem i sześciomiesięcznym dzieckiem naraz... faktycznie syn
        M powinien chociaż po sobie sprzątnąć, zasunąć krzesło, nalać sobie soku, umyć
        wannę.. no: spłukać... ale jak mam to powiedzieć skoro M uważa, że ja ostatnio
        się na jego dziecko chyba obraziłam, bo nie poświęcam mu tyle czasu, sama nie
        zapytam o szkołę, nie wezmę do kina.... jak powiem: pościel łóżko, nalej sobie
        sam to będzie, że jestem wredna, że zachowuję się jak typowa macocha... więc
        nie mówię nic i sama dalej po nim sprzątam. Jak czytam wasze listy to myślę, że
        coś można zmienić ... jakieś drobne sprawy... ale jak to powiedzieć. Boję się,
        że M to weźmie jako kolejny objaw mojej niechęci... bo on uważa, że jego
        dziecko mi teraz przeszkadza a tak nie jest, wiadomo, że mam własne i poświęcam
        niemowlakowi cały swój czas, nie rozerwę się..... a Tata mu nie powie sprzataj
        bo on chce być dla niego "super ojcem" przez te dwa dni, więc nie pyta o
        lekcje, obowiązki, nie nakazuje, nie krzyczy.....
        • lideczka_27 Re: Obowiązki domowe a dzieci 05.04.04, 22:56
          bejbiko, jaki kontakt (a raczej stosunek) ma młody do Waszego dziecka? Ja na
          Twoim miejscu zaczęłabym od zaangażowania go do pomocy przy maluchu. Wystarczy,
          gdy poda Ci butelkę z piciem, przyniesie zasypkę, wywali pampersa, lub...
          przewinie dzidzię! Oczywiście pod Twoim nadzorem. Niech się młody odnajdzie w
          roli starszego brata, jeśli nie oleje to zobaczysz, jaki będzie dumny! Tylko
          nie możesz mu mówić "zostaw, nie umiesz, ja to zrobię lepiej" - po dzieciakach
          można poprawiać tak jak po facetach - nie na ich oczach, bo się
          zniechęcą wink)))) Takie nakarmienie maluszka czy przewinięcie to Twój gest
          zaufania w stronę starszego chłopca. On wtedy wyraźniej zauważy tę różnicę
          wieku - i zacznie się wstydzić, że jest już taki "dorosły" a ktoś mu
          usługuje... Ponadto przekona się, że małe dziecko to duży obowiązek i Ty nie
          musisz już mieć czasu ani możliwości czy chęci, by jeszcze nad innymi latać. Od
          czasu do czasu po tak wspólnie spędzonym dniu możesz młodego wyciągnąć na
          krótki spacer, a w tym czasie tata zostaje z maluchem w domu (Wy odpoczywacie,
          jest okazja do zamienienia kilku zdań na różne tematy - odnajdźcie choć
          niteczkę tej zażyłości jaka niegdyś między Wami była). Najlepiej wychodzić
          wieczorkiem co by się dotlenić wink
          Powiem Ci, że nasza młoda z powodu tego iż jest STARSZĄ SIOSTRĄ chodzi dumna
          jak paw. Wspaniale się bratem opiekuje, od początku pokochała go tak bardzo, że
          to aż trudno opisać (a wiem, że była przeciw "bachorowi" strasznie buntowana
          przez zazdrosną matkę). W przedszkolu wszyscy muszą o nim wysłuchiwać i
          podziwiać go, gdy razem po nią przychodzimy smile)))). Gdy tak patrzę na nią, na
          te jej wylewne czułości, gdy przypomnę sobie jak bardzo przeżywała moją ciążę -
          to własnie najbardziej ją do mnie zbliża. Gdy go pierwszy raz zobaczyła (miał 2
          tygodnie) powiedziała "ciociu! Jaki ten mój braciszek jest PIĘKNY!!!". Mała
          przez swą miłość do mojego dziecka zaskarbia sobie miłość moją. Ty jako już
          mama sama zaczniesz dostrzegać, że chyba nic tak nie cieszy jak dobroć, czułość
          i miłość ofiarowywane przez innych naszym najdroższym skarbom.
          pozdrawiam

          PS. A tata, jeśli chce oszczędzać syna i nie zgadza się na obowiązki, niech
          usługuje synowi sam, w tej sytuacji Ty nie musisz a nawet nie powinnaś
          się "rozrywać".
Pełna wersja