debowy_las
02.04.04, 21:31
czesc Dziewczyny,
co prawda nie jestem macocha, ale zyje z facetem, ktory jest po rozwodzie i
juz ten fakt sprawia, ze mam z tym troche problemow. Dlatego pisze. Chcialam
sie Was poradzic, gdyz mysle, ze czesc z moich odczuc tez macie lub mialyscie
i moze wiecie jak z sie z nimi uporac.
Podstawowy problem, o ktory sie strasznie wsciekam - moj M nie chce sie ze
mna ozenic. Twierdzi, ze malzenstwo nic nie zmienia i ze nie jest zadna
gwarancja udanego zwiazku (tu zawsze odwoluje sie do swego przykladu). Niby
ma racje, ale tak naprawde co mnie obchodzi jego przeszlosc? Ja wierze w
slub, malzenstwo, zawsze pragnelam, by ktos pieknie mi sie oswiadczyl i
pragnelam zyc w zwiazku zalegalizowanym. Nie potrafie sie z tym pogodzic.
Dodatkowo, zamiast rozumiec M, ze sie rozczarowal, ze ma uprzedzenia,
tlumacze sobie w glupi sposob, ze Tamtej kobiecie potrafil sie oswiadczyc,
wyznac dozgonna milosc, a mi nie. Pewnie to infantylne, ale gryzie mnie
strasznie. Jak sie z tym pogodzic? Albo przynajmniej jak przestac myslec o
tym w taki sposob (jej TAK, mnie NIE)?
Drugi problem - jestem zazdrosna. Strasznie. O przeszlosc. O wszystko, co
bylo miedzy nimi. wiem, ze to glupie, ze to prawie nierealne miec teraz
partnera bez przeszlosci (nie wazne czy z slubem czy bez), ale zzera mnie ta
zazdrosc. Wpadam w histerie, gdy rozmowa jakims trafem zejdzie na temat jego
przeszlosci. Wiem, ze musze sie od tego oddzielic, wiem, ze jest to
bezpodstawne i dziecinne, wiem, ze powinnam zaczac zyc NASZYM zyciem, a nie
potrafie. Jak przestac myslec o tej jego przeszlosci? Co zrobic, by nie
bolalo? (to wszystko chyba dlatego, ze z mojej strony On jest tym pierwszym,
waznym...)
No i ostatni problem (z tych co przychodza mi teraz do glowy

On
skrzywdzil bardzo tamta kobiete. Zdradzil ja, mial dluzej trwajacy zwiazek na
boku. Nie znam przyczyn, nie znam szczegolow, ale boli mnie to tak, jakby
zrobil to dla mnie. Po prostu nie rozumiem zdrady. Jest dla mnie czyms tak
okrutnym, obludnym, ze w ogole nie miesci mi sie to w glowie. I nie moge
pogodzic sie z tym, ze on to kiedyszrobil. Wiem, nie moja sprawa. ale..
swiadczy o nim, swiadczy nieladnie. z jednej strony chcialabym znac szczegoly
tamtej sytuacji, by moc go jakos zrozumiec, usprawiedliwic, z drugiej strony
wiem, ze to - jak juz napisalam - nie moja sprawa, no i poza tym zranilibysmy
sie bardzo grzebiac w tamtej przeszlosci. Wiec znow - jak z tym sobie
poradzic?
Wiem, ze to trudne pytania i nie ma na nie prostych odpowiedzi. Domyslam sie,
ze wiekszosc przyczyn tych problemow lezy we mnie. Mam dosc niskie poczucie
wlasnej wartosci, mam tez wysokie wymagania co do moich znajomych, jestem tez
trudna w kompromisach. Domyslam sie, ze to ja powinnam cos zmienic w swoim
podejsciu. Tylko jak?
serdecznie dziekuje za wszelkie porady.
trzymajcie sie i powodzenia w Waszych zwiazkach i w Waszych duzo
trudniejszych relacjach z dziecmi z poprzednich zwiazkow.